11 października 2013

Cienie Max Factor Wild Pots Collection

Pewnie większość z Was kojarzy, że udało mi się wygrać konkurs makijażowy i wygrałam 11 cieni z najnowszej kolekcji Max Factora. Pokazywałam je tutaj. Minęło trochę czasu od kiedy do mnie dotarły i zdążyłam je porządnie potestować. Mogłyście też widzieć kilka makijaży z ich użyciem. Dziś opiszę dokładnie każdy cień i powiem co o nim sądzę, bo muszę przyznać, że produkty są naprawdę nierówne pod względem jakości.

Najpierw ogólnie: czarne, zakręcane słoiczki z bezbarwną górą. Zdobi ją logo firmy. Pojemność każdego cienia to 2g, po otwarciu można używać ich przez 36 miesięcy. Cena jednego cienia to około 30zł. Nie jest to mała kwota więc polecam przeczytać moją opinię. Może ona naprowadzi Was na jakieś cacko ;)

10 FEROCIOUS BLACK - kolor pomiędzy czernią, a grafitem ze sporą ilością drobinek. Lubię go używać, ładnie wygląda i nie osypuje się po nabraniu na pędzelek. Drobinki nie są nachalne, ale widać je i wygląda to naprawdę elegancko ;)





20 GOLDEN AMAZON - takie oliwkowe złotko, cień bez drobinek, zupełnie perłowy i idealnie złoty. Dobrze się z nim pracuje, a on po nałożeniu długo "siedzi" na swoim miejscu.




25 SAVAGE ROSE -jeden z moich ulubionych. Cień lekko perłowy z minidrobinkami srebra. Kolor określiłabym jako przygaszony brudny róż. Jest idealny do dziennych makijaży.




45 SAPPHIRE RAGE - morska otchłań! Ten cień jest tak głęboko niebieski, tak cudowny, że aż brakuje mi słów aby go opisać. Pigmentacja jest genialna, wystarczy dotknąć ;) Cień posiada drobinki.




50 UNTAMED GREEN - przy tym kolorku mam mieszane uczucia. Cień sam w sobie jest piękny, kanarkowo-zielony, wykończenie podchodzi pod perłę. Przeraża mnie jednak stosowanie, bo trzeba naprawdę się przyłożyć żeby był on widoczny na powiece. Powiem tak: spada z pędzla...





55 FERAL BROWN - kolejny ulubieniec. Ten kolor nazwę po swojemu: NIEDŹWIEDZI BRĄZ. Bardzo go lubię przy codziennym makijażu. Wykończenie można określić jako perła złamana satynką.





60 BRAZEN CHARCOAL - ładne perłowe sreberko z mocną pigmentacją. Idealnie sprawdza się w makijażach wieczorowych.





65 DEFIANT WHITE - nienawidzę!!! Myślałam, że to będzie cień, który posłuży mi do rozjaśniania wewnętrznych kącików. Jest okropny. Wpada do oka i mocno podrażnia. Nie wiem może to wina zbyt grubego zmielenia.




 

101 PALE PEBBLE - coś w kolorze skóry, jasny lekki beżyk. Ma fajne satynowe wykończenie. Na powiece ledwo widoczny.





107 BURNT BARK - taki mysi brąz. Elegancki kolor, super na jesień. Perłowy, ale ta perła nie jest tak mocna jak np. w cieniach Sleeka ;)





116 WICKED WHITE - perłowy biały cień, który niestety nie daje się nabrać na pędzel...





Jeśli miałabym wybrać pięć cieni, które najlepiej się u mnie sprawdzają to byłyby to:
*20 GOLDEN AMAZON
*25 SAVAGE ROSE
*45 SAPPHIRE RAGE
*55 FERAL BROWN
*65 BRAZEN CHARCOAL.

2 komentarze:

  1. piękne są :) 10 i 45 to moi faworyci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne, kilka z nich na pewno znajdzie się w mojej kosmetyczce:)

    OdpowiedzUsuń

Szczerze dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. Jeśli mój blog Ci się podoba - dołącz do grona moich obserwatorów i bądź ze mną na bieżąco :) I proszę nie zostawiaj linków do swojego bloga, bo to nie miejsce na reklamę. Odwiedzam blogi swoich komentujących i chętnie zostanę obserwatorem jeśli znajdę na nim interesujące treści ;)