30 marca 2014

TOP 11: marzec, czyli kosmetyki godne uwagi

Marzec dobiega końca, więc pora na ulubieńców miesiąca ;)
Mam Wam do pokazania 11 kosmetyków godnych Waszej uwagi, używałam ich przez ostatni miesiąc bardzo intensywnie i naprawdę je polecam. Zaczynamy!!


Może na początek wspomnę o dwóch różach z firmy Laval Blusher. Z tego co sprawdziłam wynika, że w Anglii i USA są naprawdę popularne i w dodatku tanie jak barszcz. Ja swoje kupiłam w drogerii I LOVE BEAUTY stacjonarnie, ale mają też swój sklep online. Skusiłam się na dwa odcienie: Cinnamon i Frosted Pink. Obydwa kolory mi odpowiadają, ładnie wyglądają na policzkach. Ich cena naprawdę śmiesznie niska, bo to tylko 6,60zł...




Kolejnym ulubieńcem jest korektor Misslyn. Robiąc wishlistę kompletnie o nim zapomniałam ;)
Chciałam go kupić od dłuższego czasu, ale nie mogłam go nigdzie dostać. Dopiero w malutkiej drogeryjce ukazał się moim oczom :D Wybrałam kolor PORCELAIN numer 3. Jasny, żółty, leciutki.




Podkład, który odkryłam na nowo w minionym miesiącu to Calming Effect z Avonu w kolorze Ivory. Leciutki, idealny na wiosnę, zapewnia naturalny efekt, wyrównuje kolor skóry. Jeśli macie gdzieś blisko siebie konsultantkę to warto się mu przyjrzeć. Tym bardziej, że nie jest on jakoś strasznie drogi.


W marcu moje brwi pokochały zestaw dwóch cieni z Catrice. Są w idealnym kolorze. Kto używa ten wie ;) A ten kto ich jeszcze nie ma powinien się w nie zaopatrzyć.


Na ustach przez ostanie tygodnie królowałam u mnie pomadka Wibo Eliksir o numerze 06. Różowa, wiosenna i nawilżająca usta. Oprócz niej oczywiście nosiłam też farbkę Slekka Peachy Keen. Nadal nie mogę się nadziwić jej kolorem i jakością ;)


Dalej mam cień Inglota z linii VERTIGO o numerku 67. Chłodny, przybrudzony brąz z lekkimi niemal niewidocznym na powiece drobinkami. W marcu nieodłączny element każdego makijażu.


Jeśli chodzi o glow na buzi to tu oczywiście nie powinnyście się zdziwić. The Balm Mary Lou Manizer. Odkąd go kupiłam, sięgam po niego codziennie. Efekt, który daje jest nie do opisania... Tafla! Po prostu ;)
Możecie go kupić online w wielu drogeriach internetowych. Jego koszt to około 65zł.


Absolutnym hitem marca jest spray utrwalający makijaż z firmy Avon. Jego działanie jest cudowne. Mgiełka tworzy na buzi cieniutką warstewkę, która trzyma wszystko w ryzach przez cały dzień. Nic się nie rozmazuje, nie spływa. Sam płyn jest baaardzo wydajny. Używam go od trzech tygodni codziennie i nawet nie widzę ubytku w opakowaniu.


Ostatnia rzecz to taki gadżet do torebki, który zawsze mam przy sobie. Chodzi o wiśniową mgiełkę z Avonu. Mam jeszcze morelową, ale jednak wiśniowa wygrywa w marcu. Słodka, lekka, wiosenna!!!


To byli moi ulubieńcy. Dajcie znać co Wy odkryłyście w tym miesiącu, może część rzeczy pokrywa się z moimi? Jestem tego bardzo ciekawa ;)

27 marca 2014

Berry - po prostu ;)

Uwielbiam fioletowe cienie. Wiem jednak, że wiele osób trochę boi się ich używać, ponieważ łatwo zrobić sobie nimi krzywdę (podbite oczy :D) i rzadko po nie sięga. Jeśli chodzi o mnie to jest to jeden z moich ulubionych kolorów i lubię go w swoim makijażu. Ładnie podbija zieloną tęczówkę i jest dość uniwersalnym kolorem. Często łączę go z połyskującymi zieleniami i wydaje mi się, że takie połączenie ładnie ze sobą współgra ;)





22 marca 2014

Jak prawidłowo rysować kreskę? Sposoby na odbijające i ścierające się kreski

W końcu mam dla Was obiecany post na temat rysowania kreski. Postaram się pokazać jak powinna wyglądać perfekcyjna kreska na powiece i czego powinnyście unikać przy malowaniu. Także zapraszam ;)

Wiem, że wiele z Was lubi "nosić" kreski - sama zresztą bardzo je lubię, chociaż nie rysuję ich codziennie. Ten post może okazać się dla Was przydatny, ponieważ chcę tu pokazać jak rysować kreski w poprawny sposób. Serce mnie boli gdy widzę młode dziewczyny z "osmoloną" na czarno powieką lub po prostu nieostro zakończoną kreską. Moim zdaniem jeśli jest ona źle poprowadzona przynosi więcej szkód niż pożytku ;) Ten element makijażu wykonany prawidłowo może pięknie podkreślić oko, skorygować jego kształt, optycznie je wydłużyć i powiększyć. Źle narysowana kreska przynosi efekt odwrotny do pożądanego.

A więc czego unikać przy malowaniu kresek?

Oczywiście zamykania oka i naciągania powieki. Dlaczego? Nie jesteście w stanie zobaczyć jak ta kreska powinna iść. Rysując kreski usiądź wygodnie i patrz prosto w lustro. Kreska malowana przy naciągniętej powiece będzie ciągnęła oko w dół, a o taki efekt nam przecież nie chodzi... I druga rzecz której nie należy robić to okrągłe zakończenie kreski. Pamiętajcie też, że kreska nie powinna być zbyt gruba!!!

Przy tak naciągniętej powiece to jej załamanie wyznacza nam linię kreski...
...i wtedy kreska nie idzie wzdłuż linii rzęs, a środkiem powieki.
I jeszcze to ohydne okrągłe zakończenie ;)

Jak rysować prawidłowo?

Patrzymy na wprost w lusterko. To też pozwala na namalowanie dwóch identycznych kresek. Dlaczego? To dolna powieka wyznacza linię poprowadzenia naszej kreski. Ja do malowania polecam Wam skośny pędzelek. Będzie Wam najłatwiej wyobrazić sobie linię poprowadzoną zgodnie z dolną powieką. Kreska powinna być zakończona ostrym szpicem, rozszerzać się na zewnątrz i być cieniutka w wewnętrznej części oka.

Tak oko wygląda "normalnie" i przy tak otwartym rysujemy nasze kreski.

Efekt finalny ;)

Co zrobić aby kreska była trwała?

Moim zdaniem najtrwalsze są eyelinery żelowe i takie Wam polecam. Są one dostępne w wielu szafach różnych firm np. Maybelline, Bobbi Brown, Sleek, kiedyś były też w Essence i Catrice, ale niestety zostały  wycofane jakiś czas temu.


Jeśli chodzi o eyelinery płynne i w pisakach to jest ich naprawdę sporo, ale nie są one tak trwałe jak te w żelu. Moim sposobem na przedłużenie ich trwałości jest zwyczajne narysowanie kreski, a kolejno sięgam po czarny matowy cień (koniecznie matowy, no chyba, że chcecie aby Wasza kreska była połyskująca) i po linii kreski czystym pędzelkiem stempluję czarnym cieniem, czyli po prostu tą kreskę gruntuję. Takie zagruntowanie sprawdzi się też w przypadku gdy macie problem z odbijającym się na powiece linerem ;)

20 marca 2014

Sleek Pout Paint Peachy Keen, czyli gorący makijażowy trend zamknięty w tubce

Z każdej strony słyszymy, że pomarańcz to nowa czerwień na ustach. Blogerki i cały Youtube oszalał na punkcie tego koloru! Ja już jakiś czas temu pisałam o pomadce Catrice o nazwie Princess Peach, czyli ładnej brzoskwince. Dziś jednak czas na coś bardziej szalonego w soczystym kolorze. Mowa tu oczywiście o farbce Sleek, która pojawiła się na mojej wielkiej liście życzeń. Kupiłam ją jakieś dwa tygodnie temu i od tamtej pory używam nałogowo - solo lub z innymi produktami do ust.

Zacznę od spraw technicznych, tak jak zawsze. Farbkę kupiłam za około 24zł na stronie Ladymakeup. Kolor Peachy Keen ma numerek 156. Produkt jest zamknięty w niewielkiej tubce o pojemności 8ml z wygodną zakrętką. Jeśli chodzi o aplikację - cieniutka końcóweczka z maleńkim otworem pozwala na wyciśnięcie odpowiedniej ilości produktu. Zapach jest nieziemski - jak dla mnie pachnie pomarańczami ;)


Ja farbkę aplikuję na usta pędzelkiem. Taki sposób jest dla mnie wygodny i najbardziej precyzyjny. Jeśli chodzi o sam kolor to niech nazwa Was nie zmyli - nie jest to subtelna brzoskwinka! Jak dla mnie to neonowy oranż, bardzo intensywny. Farbka potrzebuje konturówki, aby coś trzymało ją w ryzach. Sama lubi się po prostu rozlewać ;) Bardzo ładnie wygląda na ustach nałożona solo. Niesamowicie odbija światło, chociaż nie ma w sobie żadnych drobinek. Częściej jednak noszę ją z inną szminką tworząc efekt ombre. Zauważyłam, że najlepiej łączy się z pomadkami Wibo Eliksir, bo matowe z Essence już tak ładnie nie wyglądają.



Farbka trzyma się na ustach niesamowicie długo, jeśli się zmazuje to równomiernie, a sam kolor tak jakby barwi usta.



Jestem z niej bardzo zadowolona i na pewno kupię jeszcze kiedyś kolor Milkshake, który też mi się marzy :)
Narazie będę korzystała z tej tym bardziej, że jest w najmodniejszym kolorze tego sezonu.

15 marca 2014

Nowa pielęgnacja twarzy, czyli OCM

Dzisiejszy post będzie odskocznią od makijaży i kolorówki. Przeniesiemy się na moment do świata naturalnej pielęgnacji.

Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem zmiany pielęgnacji twarzy na bardziej naturalną. Postanowiłam to zrobić, ponieważ nie chciałam już dłużej faszerować skóry chemią zawartą w żelach i płynach do mycia. Po ich użyciu skóra była ściągnięta i sucha, krem był moim najlepszym przyjacielem. Oczytałam się sporo postów i obejrzałam mnóstwo filmików na Youtubie na temat OCM, czyli Oil Cleasing Method. Pewnie sporo z Was już o tej metodzie słyszało, a dla tych, które nie wiedzą o czym mówię to już tłumaczę: chodzi o mycie twarzy naturalnymi, czystymi olejami.
Olejowa gama produktów jest bardzo szeroka. Ja w tym temacie dopiero raczkuję i na początek skusiłam się na olej kokosowy. Zamówiłam ten dość popularny KTC, tłoczony na zimno o pojemności 500ml.


Stosuję go codziennie, wykonując demakijaż.
1. Na samym początku zmywam delikatnie oczy płynem micelarnym - tak żeby pozbyć się tuszu do rzęs.
2. Zanurzam palce w oleju i nakładam go na twarz. Masuję około 2 minut - czekam aż podkład i reszta kosmetyków się rozpuści.
3. Czysty ręcznik moczę w ciepłej wodzie i przykładam do buzi. Przyznam, że jest to niesamowite uczucie. Mega przyjemne i relaksujące!!! Następnie wypłukuję ręcznik i jeszcze raz przykładam do twarzy i delikatnie przecieram buzię.
4. Płuczę ręcznik i moczę go w lodowatej wodzie. Przykładam szybko do twarzy. Takim sposobem zamykają się pory i buzia jest czyściutka i nawilżona!

Po czterech dniach codziennego stosowania jestem bardzo zadowolona. Zobaczymy jak będzie dalej ;)

A Wy koniecznie mi napiszcie jak dbacie o swoją twarz, a jeśli oleje też goszczą u Was to napiszcie jakie polecacie i w co warto się zaopatrzyć ;)
Czekam z niecierpliwością :D

12 marca 2014

Spełniamy marzenia - trzy drobiazgi, które cieszą :)

Wielką kosmetyczną wishlistę już stworzyłam. Teraz czas na jej realizację ;) Będę to robić systematycznie, za każdym razem kupując kilka rzeczy. Pierwsze niewielkie zamówienie doszło do mnie wczoraj. Zakupy robiłam u  ladymakeup w sobotę :) 

A więc zamówiłam trzy drobne rzeczy:
*pędzel do podkładu Hakuro H50S
*farbkę do ust Sleek w kolorze Peachy Keen
*zestaw do brwi Catrice


Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszyłam po otwarciu koperty. Wszystko jest po prostu idealne!
Cienie do brwi mają idealny kolor, farba jest niesamowita i tak ładnie pachnie, a pędzel jest mięciutki jak chmurka. 
Mam nadzieję, że dobrze te rzeczy będą się u mnie sprawdzały ;) A Wy dajcie mi koniecznie znać czy macie którąś z nich :D

9 marca 2014

Połyskująco w brązie, złocie i błękicie z kreską w kolorze oberżyny

Ja już wiem, że zima na pewno do nas nie wróci. Na dębie, który stoi przed moim oknem ptaki zbudowały sobie śliczne gniazdko ;)

Mam dla Was kolejny makijaż, raczej z tych bardziej użytecznych. Subtelne kolory, złoty pyłek i oberżynowa kreska, czyli perłowy cień z kropelką płynu Duraline. Całość dopełniają usta w brudnym odcieniu różo-brązu ;) Pomadka pochodzi z paletki Sleek Ballet.






8 marca 2014

Pomadki, błyszczyki i inne mazidła do ust

Nawet nie wiecie ile czasu zajęło mi przygotowanie zdjęć do tego posta :) Z aparatem w ręku spędziłam ostatnie dwa tygodnie. Każdego dnia robiłam po kilka zdjęć. Czasami jakieś trzeba było powtórzyć, bo coś było nie tak. A wszystko przez fatalne światło w ciągu dnia... 

No ale nic. Zdjęcia nareszcie mam więc myślę, że pora na to by pokazać Wam jakie produkty do ust posiadam, czego używam i co lubię.

Na początku pokażę Wam pomadki, potem omówię wszystkie błyszczyki, a post zakończę na masełkach i ochronnych balsamach do ust.

Pierwsza pomadka to jeden z nowszych nabytków. Avon "Doskonałość absolutna" w kolorze Plush Plum. I pomimo, że nazwa wskazuje na śliwkę to kolor nie jest zbyt intensywny. Pomadka błyszczy i ładnie nawilża usta. Całość zamknięta w różowym opakowaniu ze srebrnym paseczkiem (osobiście wolałabym żeby opakowanie było w mniej rzucającym się w oczy kolorze np. czarnym lub szarym).


Kolejna szminczka jest z Maybelline. Nosi nazwę Pink Possibilities i ma numer 130. Nadaje ustom lekkiego różowego koloru, ma błyszczykowe wykończenie i bardzo ładnie pachnie. Sztyft zamknięty jest w eleganckim opakowaniu.


Dalej dwie pomadki z Wibo, a dokładnie Wibo Eliksir. Obydwie są różowe: jedna jest dość ostra, druga delikatniejsza. Bardzo lubię te pomadki. Są tanie, ładnie kryją, nie wysuszają i również mają wykończenie błyszczyku. Jedyny minus - jak dla mnie - to opakowanie. No cóż... po prostu jest mega bazarkowe :D



Następnie pomarańczowa pomadka z firmy Catrice. Absolutny must have tego sezonu! Ładnie się rozprowadza, ładnie kryje, nawilża i dość długo się utrzymuje (przynajmniej u mnie).


Dalej szminka z serii Color Trend Avon o nazwie Ruby Rose. To jedna z moich ulubionych czerwonych szminek. Ma piękny odcień, lekkie drobinki, których zupełnie nie czuć na ustach. Uwielbiałam jej używać jesienią i zimą.


Z tej samej serii mam jeszcze kolor Fire Opal. Jest to taki brązowy odcień, mi kojarzy się z rodzynkami. Również posiada drobinki, ale są one troszkę wyczuwalne na ustach, a sama szminka je wysusza.


Z Avonu mam jeszcze dwie długotrwałe pomadki. Jedna w kolorze czerwonym, druga jest koralowo- różowa. Obydwie utrzymują się bardzo długo, przyjemnie pachną i lekko zastygają na ustach.



Kolejna pomadka również jest z Avonu. W sumie to jest to bardziej balsam do ust, ale nadaje ustom różową poświatę. Ładnie pachnie, odbija światło i sprawia, że usta wyglądają bardzo ładnie.


Kolejna szmineczka to No name. Wiem, że kupiłam ją dość dawno, zdarłam etykietkę i nie pamiętam co to za firma i kolor ;) Samego produkt bardzo lubię używać, nadaje ustom lekkiego koloru i połysku. Coś lżejszego na co dzień.


Dalej dwie długotrwałe pomadki z Essence. Uwielbiam je za soczyste kolory, cenę, opakowanie i trwałość. Podoba mi się w nich również to, że można stopniować kolor na ustach, ale są to z reguły ostre kolory ;)



Mam też matowy błyszczyk w numerze 01 Velvet Rose. Ma śliczny kolor, cudnie pachnie i podoba mi się efekt jaki daje na ustach. Zostało mi już go naprawdę niewiele.


I ostatnia rzecz z Essence to błyszczyk Stay With Me w kolorze My favourite milkshake. Cudowny, długotrwały. Uwielbiam ten fikuśny aplikator, który pozwala na precyzyjne nałożenie produktu.


Ostatnie dwa błyszczyki są z Avonu. Jeden jest zwykły - bezbarwny, bez żadnych drobinek. Drugi to mój absolutny ulubieniec. Lekko klejący, pięknie pachnie, ma brzoskwiniowy odcień i ślicznie wygląda na ustach.



Jeśli chodzi o pomadki to mam jeszcze paletkę Sleek Ballet i próbki pomadek Avon "Idealny pocałunek".



Jeśli chodzi o konturówki to używam tylko tych z firmy Misslyn. Kosztują 12,99 zł. Można je kupić online lub w mniejszych drogeriach. Lubię je ponieważ mają ogromną gamę kolorystyczną i na pewno uda się Wam dobrać odpowiednią konturówkę do każdej pomadki :)


I na koniec pomadki i masełka ochronne:
*karmelowe masełko Nivea
*pomadka cytrynowa
*rumiankowa pomadka z Alterry (której używam raczej jako odżywki do rzęs)


I to by było na tyle. Dajcie znać jak się Wam ten wpis podoba i czy używacie jakiejś pomadki, którą pokazałam. Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione produkty do ust ;)