24 czerwca 2014

Kto drwi z brwi?

Niestety spora część kobiet... A moim zdaniem brwi są jednym z najważniejszych (jeśli nie najważniejszym) elementów makijażu naszej twarzy. Stanowią oprawę oczu i muszą mieć swoje pięć minut podczas wykonywania makijażu.

Od pewnego czasu zaczęłam na swoje brwi zwracać większą uwagę. Staram się dojść do perfekcji jeśli chodzi o sposób ich podkreślania. I przyznam, że chyba mam małą obsesję na ich punkcie, ponieważ ciągle zwracam uwagę na brwi innych kobiet. Niektóre są nawet w porządku, inne zupełnie zaniedbane, krzaczaste i nawet nieprzeczesane... Po prostu żyją własnym życiem...

Moim zdaniem w pełnym makijażu, ale bez "zrobionych" brwi wyglądamy co najmniej dziwnie. Natomiast z samym podkładem i pudrem + podkreślonymi brwiami twarz wygląda świeżo i praktycznie już jesteśmy gotowe. Sama bardzo dobrze się czuję właśnie z podkładem, pudrem i zrobionymi brwiami.

W drogeriach roi się od różniastych kosmetyków do brwi. Cienie, kredki, pomady, farbki, żele, woski... Naprawdę mamy w czym wybierać ;) Wystarczy tylko wybrać odpowiedni dla siebie odcień produktów. 
I tutaj mała wskazówka: nie sięgajcie od razu po produkty w kolorach ciemnobrązowych. Starajcie się wybierać jaśniejsze, brudne i raczej chłodne odcienie tego koloru, ponieważ po nałożeniu na włoski nawet najbardziej jasny brąz utleni się i zmieni kolor na ciemniejszy. A cieplejsze odcienie wyjdą na brwiach po prostu rude.

Osobiście lubię podkreślać brwi jednocześnie i kredką i cieniem, który nakładam skośnym pędzelkiem z włosia syntetycznego. Wtedy efekt nie jest płaski, całość wygląda bardzo naturalnie (bo należy pamiętać, że zbyt mocno zaznaczone lub przerysowane brwi bardzo postarzają!).

Aktualnie do podkreślania brwi używam produktów z poniższego zdjęcia:


Jeśli chodzi o regulację to używam do tego celu wyłącznie pęsetki. Kształt moich brwi został już przeze mnie określony jakiś czas temu i od tamtej pory staram się go utrzymywać ;)

Teraz krok po kroku pokażę Wam jak każdego dnia "robię" swoje brwi.

1. Zaczynam od zaczesania włosków do góry. Wtedy widoczna jest dolna linia, która ułatwia całe zadanie.
2. Następnie mocno zatemperowaną kredką uzupełniam ewentualne braki, rysuję króciutkie kreseczki, tak jakbym chciała dorysować pojedyncze włoski.
 3. Pędzelkiem nabieram cień i rysuję nim ostrą linię wzdłuż brwi, a później zacieram ją ku górze.
4. Całość przeczesuję szczoteczką i gotowe!




23 czerwca 2014

Urodzinowe kosmetyczne nowości

Dziś przypada nie tylko Dzień Taty. Ja również obchodzę swoje święto ;)

Postanowiłam się troszkę pochwalić i pokazać Wam co dostałam na urodziny.

Zacznę od największego zaskoczenia, czyli od kursu wizażu. Na zajęciach byłam już w ten weekend i wybieram się jeszcze w przyszły. Powiem Wam, że taki kurs to świetna sprawa - można się czegoś nowego nauczyć, zobaczyć jak malują inne dziewczyny. Grupa do której należę liczy sześć bardzo miłych osób. Najbardziej cieszy mnie to, że w końcu będę miała certyfikat :D

Teraz przejdę do kosmetyków. Tutaj akurat zrealizowała się część mojej letniej wishisty, ale nie tylko, ponieważ dostałam też inne ciekawe produkty.

W końcu mam swojego Glamboxa (narazie jest pusty, ale będę go zapełniać). Chodził za mną już jakiś czas, bo chciałam taką większą paletę magnetyczną, ale bez separatorów. Oprócz Glamboxa dostałam paletkę Sleek Garden of Eden, cztery cienie Sensique z serii Velvet Matte i korektor Misslyn, który uwielbiam.
Ogromnym zaskoczeniem była też paletka z Inglota z dwoma pomadkami do ust - żółtą i fioletową ;)

Dziękuję!!! ;)








20 czerwca 2014

Mascara My Secret Create Your Lashes

Na początku należą się Wam przeprosiny z powodu mojej dłuższej nieobecności. W sumie to nawet nie będę się usprawiedliwiać - po prostu mnie tu nie było i już ;) Ważniejsze jest chyba to, że w końcu jestem i dzisiaj być może skuszę Was na mascarę My Secret.

Wiecie, że od dłuższego czasu jestem wierna tuszowi z Lovely. Bardzo go lubię i zawsze jest w szufladzie mojej toaletki. Ale - jak powszechnie wiadomo kobieta zmienną jest - postanowiłam spróbować czegoś nowego. I tak w Naturze rzucił mi się w oczy tusz z My Secret. Opakowanie do złudzenia przypominające kultową mascarę L'Oreala Volume Million Lashes. Cena o wiele niższa (coś koło 15zł), pojemność 10ml. Napis na opakowaniu " WITH 2 STAGE BRUSH" sprawił, że serce zabiło mi mocniej, ponieważ bardzo lubię takie kombinacje. 


Producent oznaczył ten tusz jako pogrubiająco- wydłużający, a dalej pisze: Nowy wymiar rzęs w kilka sekund! Mascara idealnie modeluje rzęsy, pogrubiając i wydłużając je jednocześnie. Nadaje intensywny, czarny kolor. Dwustopniowa szczoteczka doskonale dopasuje się do Twoich rzęs. Nie zawiera parabenów.


Wiedziałam, że przypadnie mi do gustu, nie byłam tylko pewna czy się nie będzie osypywał (nie osypuje się).
Sama szczoteczka jest silikonowa, z jednej strony włoski są dłuższe, z drugiej krótsze. Te pierwsze docierają do nasady rzęs, krótszymi maluję dolne rzęsy bez obaw, że się wybrudzę ;)



Tusz ma dobrą konsystencję, nie jest mokry i całkiem przyjemnie pachnie. Szybko wysycha i nie odbija się na powiekach. Moim zdaniem bardzo ładnie prezentuje się na rzęsach.



Podsumowując - myślę, że ten tusz jest wart zwrócenia uwagi. W moim przypadku się sprawdza i tak samo jak tusz Lovely zasługuje na miano mojego ulubieńca w kategorii tuszy do rzęs. 

****
A na sam koniec muszę się pochwalić: JUTRO O 9:00 ROZPOCZYNAM KURS WIZAŻU I STOPNIA. Trzymajcie kciuki ;)

12 czerwca 2014

Glambrush - T1, T2, T4, T7

Ten wpis był w sumie kwestią czasu. Pędzelki, które stworzyła Hania są ze mną od końca zeszłego miesiąca. Od chwili ich premiery zupełnie się zakochałam w ich białych trzonkach i wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała je zakupić ;)
Jeśli o te, które wybrałam to wszystkie są do twarzy. Mam też chęć na kilka pędzelków do oczu, ale dziś nie o tym. Kupiłam cztery: T1, T2, T4, T7.

Hania w filmie gdzie prezentowała całą kolekcję bardzo mocno podkreślała, że pędzle są cudownie miękkie, nie tracą kształtu i są wielofunkcyjne. Wtedy od razu pomyślałam, że coś co stworzyła wizażystka nie może być złe - po prostu.

Pędzle są rzeczywiście takie jak zapewnia nas producent - a właściwie producentka :D

A i dodatkowy plus za piękne zapakowanie każdej przesyłki - kokardki i wizytówki są śliczne!!!


Teraz pokażę Wam jak wyglądają pędzle, specjalnie ich nie prałam żebyście mogły zobaczyć do czego ich używam, bo przyznam, że ich zastosowanie w moim przypadku jest zupełnie inne niż zalecała to Hania :D 
Ale przecież pędzle są wielofunkcyjne - więc wykorzystuję je tak jak mi wygodnie ;)

Pierwszy pędzel to T1. Typowy skunks, włosie naturalne z syntetycznym. Ten pędzel jest moim ulubieńcem jeśli chodzi o nakładanie różu. Super rozciera, efekt na policzkach jest bardzo subtelny.



Pędzel T2 standardowo powinien służyć do aplikacji podkładu. Ja jednak używam do tego celu Hakuro H50S, a ten zarezerwowałam do nakładania pudrów sypkich. Moim zdaniem jest do tego idealny.



Następny pędzel to T4 - naturalne włosie kozy. Jest mięciutki, bardzo delikatny. Nakładam nim brązer. Ma odpowiedni kształt i wielkość dzięki czemu aplikacja jest bardzo łatwa i precyzyjna.



I pozostała już tylko miotełka, czyli T7. Teraz osypane cienie nie są mi straszne i nie martwią mnie zupełnie. Wystarczy delikatnie przejechać miotełką po twarzy i wszystko czyściutkie. 



Macie już te pędzle? Jak wrażenia po użytkowaniu?

Ja bym chciała HANI bardzo podziękować za stworzenie tak cudownych narzędzi do pracy w bardzo przystępnych cenach ;)

9 czerwca 2014

Słoneczna wishlista

Już trochę czasu minęło od momentu kiedy ostatni raz pokazywałam Wam na blogu swoje chciejstwa ;)
Dziś przygotowałam letnią listę kosmetyków, które chcę zakupić w najbliższym czasie. 


1. Pomadki Color Play Inglot + kasetka na wkłady - marzy mi się szminka żółta, niebieska i fioletowa
2. Przyda mi się jakaś paleta magnetyczna, bo chcę kupić cienie Coastal Scents w formie wkładów. Pomyślałam, że najlepiej będzie zainwestować w słynny Glam Box
3. Róż NYX w odcieniu Taupe. Ten róż będzie idealnym brązerem, dlatego też chcę go przetestować
4. Mascara Inglot Color Play - albo fioletową albo niebieską
5. Paletka pomadek Sleek Siren. Mam już wersję Ballet, ale chcę jakieś żywsze kolorki jeszcze mieć.
6. Cienie Maybelline Color Tatoo 24HR - najbardziej biały i odcienie, które nie są dostępne w Polsce
7. Mozaika brązująca Sleek w odcieniu Light - wydaje mi się być całkiem fajnym produktem ;)
8. Podkład Revlon Nearly Naked w odcieniu 150 Buff - lubię Color Staya, więc myślę, że ten też się dobrze sprawdzi
9. Korektor Misslyn w odcieniu 3 - mam aktualnie ten korektor i jestem z niego bardzo zadowolona. Pierwszy się już kończy, więc muszę kupić go ponownie

No i tak mniej więcej prezentuje się moja aktualna lista. Pewnie będę ją delikatnie modyfikować, ale narazie bardzo chciałabym te rzeczy mieć ;)
Dajcie znać na co Wy polujecie i czy korzystałyście z wyżej wymienionych kosmetyków. Jesteście z nich zadowolone? :)

6 czerwca 2014

Elegancki makijaż ślubny

Sezon ślubny w pełni więc pokusiłam się o wykonanie makijażu na tą cudowną okazję. Co prawda panien młodych jeszcze nie malowałam, ale postanowiłam stworzyć coś specjalnie dla nich ;) Może akurat moja propozycja przypadnie jakieś kobietce. 

Tak więc przechodząc do samego makijażu to zacznę od moich przemyśleń na temat makijażu ślubnego. Moim zdaniem powinny być delikatne, nieprzerysowane, podkreślające atuty i kryjące defekty. Poza tym wydaje mi się, że warto aby twarz była promienista i rozświetlona. Wykonując ten makijaż starałam się zrobić go jak najlepiej ;)

Ten cudownie migoczący cień na ruchomej powiece uzyskałam mieszając perłowy cień Inglot 395 z płynem Duraline. Powstało coś w rodzaju cienia w kremie. Niezwykle trwała i wodoodporna baza ;)
Na ustach mam mieszankę pomadek Sleek z paletki Ballet - pozostały dość neutralne.