17 września 2014

Maybelline Color Tattoo - 25 Shady Shores & 30 Icy Mint

Kultowy produkt firmy Maybelline, który wszyscy doskonale znają i kojarzą z drogeryjnych półek. W Polsce dostępny niestety tylko w kilku odcieniach, za granicą gama kolorystyczna jest szersza. Ciągle zastanawiam się dlaczego dopiero teraz zdecydowałam się kupić te kremowe cienie. Chodziłam za nimi już od dłuższego czasu, przewijały się na kilku wishlistach...
No, tak czy siak w końcu je kupiłam. Moje są akurat z kosmetyków z Ameryki. Na początek wybrałam dwa odcienie: złoty (Shady Shores) i szaro-miętowy (Icy Mint). 

Jesteście ciekawe co o nich sądzę? Zapraszam na dalszą część posta.


Przyznam szczerze, że byłam niesamowicie ciekawa tych cieni. Są bardzo popularne, a większość opinii jakie czytałam na ich temat jest jak najbardziej pozytywna. Kiedy w końcu otrzymałam swoje zamówienie, pierwsza rzecz, którą zrobiłam było zeswatchowanie ich na dłoni. Mieniły się niesamowicie!!! Wieczorem miałam problem ze zmyciem ich z ręki. Jeszcze następnego dnia miałam ślady. Tak więc są baaaardzo trwałe ;)

Kolory, które wybrałam są dość jasne i stonowane. Na powieki nakładam je pędzelkiem syntetycznym lub palcem. Zostawiają na nich ładną mieniącą się poświatę, ale kolor jest widoczny bardzo delikatnie. Wydaje mi się, że mają w sobie zbyt mało pigmentu...





W moim przypadku częściej używam tych cieni jako bazy pod inne w podobnym kolorze. Akurat w tej roli sprawdzają się o niebo lepiej. Ładnie podbijają kolor i co ważne przedłużają trwałość makijażu.

Samego produktu w słoiczku jest bardzo dużo, więc wystarczy na wieki.

Wiecie co, sama nie wiem co mam myśleć o tych cieniach ;)
Jako baza cudowne, jako samodzielny cień? hmmm... tutaj musiałabym się zastanowić. Może kolory, które wybrałam są po prostu zbyt delikatne.

Wydaje mi się, że skuszę się jeszcze na fiolet i turkus. Zobaczymy czy te kolory będą bardziej intensywne ;)

Co Wy sądzicie na temat tych cieni? Jestem bardzo ciekawa jakie macie kolory i jak się sprawują ;)

8 komentarzy:

  1. Mnie oba się podobają ale jeszcze u mnie nie gościły. Trochę szkoda, że mają mało pigmentu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam większość kolorów CT dostępnych u nas stacjonarnie i uwielbiam! To moje ulubione cienie, chociaż różnią się między sobą. Shady Shores i Icy Mint chyba byłyby dla mnie zbyt jasne :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobają mi się te kolorki :D Jako takie rozświetlające bliżej wewnętrznego kącika muszą ślicznie wyglądać :)) U mnie na razie tylko te dostępne stacjonarnie, ale podobają mi się wszystkie z niedostępnych w PL :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak jako rozświetlenie wewnętrznych kącików sprawdzają się idealnie ;)
      Mienią się jak szalone :D

      Usuń
  4. Tez mam ten mietowy cien, dla mnie jest idealny, bo boje sie robic takie odwazne makijaze jak Ty na swoim blogu (albo po prostu nie umiem sie tak malowac :p)
    Ja ta mieta nie robie sobie krzywdy, w sumie to moze byc taka cecha większości kosmetyków drogeryjnych sa slabiej napigmentowane, zeby laiczki nie robily sobie teczy na twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie rozbawił mnie Twój komentarz ;) Możesz mieć rację z tą pigmentacją :D

      Usuń

Szczerze dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. Jeśli mój blog Ci się podoba - dołącz do grona moich obserwatorów i bądź ze mną na bieżąco :) I proszę nie zostawiaj linków do swojego bloga, bo to nie miejsce na reklamę. Odwiedzam blogi swoich komentujących i chętnie zostanę obserwatorem jeśli znajdę na nim interesujące treści ;)