29 października 2014

Migoczący makijaż w odcieniach srebra

Ostatni weekend był wspaniały! Przez dwa dni świetnie bawiłam się na weselu ;) Aktualnie troszkę choruje, więc mam czas aby pokazać Wam jak prezentował się mój makijaż. Chcę tylko powiedzieć, że zależało mi na mocniejszym podkreśleniu oczu, chciałam żeby to one przyciągały uwagę. W takim makijażu czułam się rewelacyjnie i przetrwał na mojej twarzy bez najmniejszych poprawek przez 14 godzin ;)

Całą listę kosmetyków, których użyłam do jego wykonania macie standardowo na dole, pod zdjęciami :)









Od razu przepraszam za jakość dwóch ostatnich zdjęć, ale były robione telefonem ;)

KOSMETYKI WYKORZYSTANE DO WYKONANIA TEGO MAKIJAŻU:

TWARZ:

*baza Wibo Primer Base
*podkład Bourjois 123 Perfect
*korektor NYX HD Porcelain CW01
*puder transparentny Kryolan
*rozświetlacz The Balm Mary Lou 
*matowy brązer MIYO 

OCZY:

*cień Maybelline Color Tattoo Icy Mint
*cienie z paletki Iconic 3
*pyłek My Secret Star Dust numer 5
*pigment Kobo Blue Mist
*żelowy eyeliner Maybelline Black
*masara L'oreal Volume Million Lashes
*klej do rzęs Ardell LashGrip Dark
*rzęsy Sleek model 231 Sphynx
*zestaw cieni do brwi Catrice + płyn Duraline

USTA:
*farbka Pout Paint Peachy Keen

25 października 2014

Korektory pod oczy | Bell, Misslyn, NYX, Makeup Revolution |

PORANNY PRZYJACIEL

Te z Was, które borykają się z problemem zasinień pod oczami doskonale wiedzą co potrafi zdziałać dobry korektor. Niweluje sińce, zaczerwienienia, zmęczenie, ożywia i rozświetla twarz. Z pewnością wiele osób nie stosuje tego kosmetyku, ponieważ nie widzi takiej potrzeby. W moim odczuciu warto jednak po niego sięgać ;) Ja sama z chęcią używam korektora mimo, że nie mam wymienionych wcześniej problemów. Zależy mi jedynie na rozjaśnieniu okolicy wokół oczu lub zamaskowaniu zmęczenia po nieprzespanej nocy...


Zapraszam teraz na przegląd czterech korektorów pod oczy. Wśród nich trójka moich ulubieńców i jeden totalny bubel przed którym postaram się Was ustrzec ;) Zaczynamy!

BELL 7IN1 EYE CONCEALER BB CREAM 010 LIGHT

To odkrycie ostatniego miesiąca. Zainteresowałam się nim po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji i również jestem z niego zadowolona. Dla siebie wybrałam najjaśniejszy odcień, który rzeczywiście jest jasny i nie ciemnieje po aplikacji. Konsystencją przypomina mi lekki krem, pięknie pachnie i mam wrażenie, że po nałożeniu wchłania się w skórę. Ma silne właściwości kryjące, cudownie rozświetla. Dodatkowy plus za filtr SPF 15. Jeśli chodzi o aplikator - zależy co kto lubi. Tutaj forma pędzelka jest w porządku chociaż ja osobiście wolę błyszczykową, czyli aplikatora z mięciutką gąbeczką. Pojemność korektora to 5ml, kosztuje około 15-17zł.


MISSLYN CONCEALER 03 PORCELAIN

Kolejny z moich ulubieńców. Lekki, średnio kryjący, idealnie stapia się z cerą, odpowiada mi również jego kolor. Po każdym skończonym opakowaniu kupuję następne, więc ten korektor jest moim prawdziwym must have. Używam go na co dzień i jestem bardzo zadowolona z efektu, który daje. Oczywiście aplikator taki, jak w przypadku błyszczyka, ale ten jest jeszcze dodatkowy wygięty. Cena tego korektora to 33zł, pojemność opakowania to 4ml. 


NYX HD CONCEALER CW 01 PORCELAIN

Ten korektor zamknie grono ulubieńców. Jest cudowny! Pomimo nazwy identycznej do korektora Misslyn ten korektor jest zdecydowanie o wiele bardziej jasny. Ma przyjemną konsystencję, jest kremowy i bardzo silnie kryje. Właściwości HD sprawiają, że pięknie wychodzi na zdjęciach. Korektor po nałożeniu zastyga i siedzi w miejscu aż do wieczornego demakijażu.Używam go na większe wyjścia kiedy zależy mi na długotrwałym efekcie. Kupicie go online lub w Douglasie za 29zł. Jego pojemność to 3g.


MAKEUP REVOLUTION LIQUID CONCEALER NATURAL

Koniec tego słodzenia na temat korektorów. Teraz pora przejść do totalnego bubla, który pochodzi z firmy o której cała blogosfera huczy od dłuższego czasu. Owszem mają w swoim asortymencie perełki, ale moim zdaniem korektor totalnie im nie wyszedł. Jego kolor określili jako naturalny? Proszę Was... On już w opakowaniu jest ciemny jak diabli, a po nałożeniu dodatkowo ciemnieje. Przypudrowany waży się i wygląda bardzo, ale to bardzo nieestetycznie. Jest lepki, jego krycie określiłabym jako żadne. Nie łączy się ładnie z resztą makijażu pozostawiając po sobie ciemne plamy. Ten korektor zdecydowanie Wam odradzam. Kosztuje zaledwie 5zł, ale uwierzcie mi, że nie jest warty żadnej z tych pięciu złotówek.


REASUMUJĄC...

Jeśli szukacie dobrego korektora pod oczy to pierwsze trzy, które opisałam mogę Wam gorąco polecić. Ja każdy z nich lubię w równym stopniu. Wybierzcie ten, który odpowiada Wam najbardziej pod względem koloru, ceny lub opakowania (przecież liczą się też aspekty estetyczne :P). Korektor z MUR możecie sobie odpuścić. Fakt jest tani, ale totalnie nie spełnia się w swojej roli. Lepiej dołożyć te 10zł i kupić chociażby korektor Bell ;)


20 października 2014

Dyniowy lakier, czyli Inglot 949

Kolor pomarańczowy chyba wpisał się na stałe na listę tych jesiennych. Przynajmniej w moim przypadku ;)

Z reguły częściej sięgałam po niego wiosną i latem, a w tym roku to się zmieniło.
Znalazłam śliczny odcień pomarańczowego na stoisku Inglota. Pierwsze skojarzenie to była dynia!
Właśnie, wydaje mi się, że może się on stać bazą pod zdobienia na Halloween.

Tak więc dziś zostawiam Was ze zdjęciami moich pazurków i wracam do swoich obowiązków ;)

Być może w tym tygodniu pojawi się post z pomysłem na charakteryzację ;) 
Może być ciekawie...



Jaki kolor lakieru jest Twoim jesiennym ulubieńcem?

15 października 2014

Przegląd pędzli Hakuro: H50s, H70, H74, H76, H78, H79, H85

Hakuro jest jedną z najbardziej popularnych firm, która produkuje dobrej jakości pędzle do makijażu. Jako pasjonatka makijażu i miłośniczka pędzli mam w swojej kolekcji kilka pozycji właśnie tej marki. Dziś chciałabym je Wam zaprezentować i pokazać jak wyglądają po około 10 miesiącach użytkowania. Napiszę Wam również do czego wykorzystuję poszczególne modele.


H50s

Bardzo popularny syntetyczny pędzel do podkładu typu flat top. Nie za duży, nie za mały. Bardzo poręczny, aplikacja podkładu jest przyjemna i sprawna. Nie zostawia smug, ładnie rozprowadza kosmetyk. U mnie poza nakładaniem podkładu sprawdza się również świetnie przy aplikacji korektora na większe partie twarzy. Pewnie niejedna z Was korzysta z tego pędzla na co dzień ;)


H70

Większy, płaski pędzelek wykonany z włosia naturalnego. U mnie jest ulubieńcem w kategorii nakładania cienia na całą powiekę. Wystarczy chwila aby cień przykrył całą powiekę. Bardzo dobrze sprawdza się też przy wklepywaniu brokatu lub pigmentu. Jest przyjemny, nie drapie powiek. Sięgam po niego codziennie!



H74

Ten pędzelek świetnie sprawdza się przy rozcieraniu cieni. Jest sprężysty, miękki. W zależności od nacisku uzyskamy różnej mocy roztarcia. Bardzo łatwo możemy uzyskać nim mgiełkę koloru. Lubię go używać przy makijażach typu smoky eyes.


H76


Maleńki pędzelek w kształcie kuleczki tzw. pencil brush którego używam gdy chcę rozetrzeć kreskę, pomalować dolną powiekę lub nałożyć jakiś pyłek w wewnętrznym kąciku. Nadaje się do bardziej precyzyjnych czynności.


H78


To również pencil brush, może odrobinkę większy od H76. Na pewno jest bardziej spiczasty i w moim odczuciu jeszcze bardziej precyzyjny. Służy mi do tych samych czynności co poprzedni pędzel. Chociaż sięgam po niego również gdy chcę nałożyć cień w załamaniu powieki.


H79

Mój totalny ulubieniec! Mam trzy pędzelki tego modelu i używam ich przemiennie. Jeśli jeden jest brudny sięgam po kolejny. Nie wyobrażam sobie makijażu bez tego pędzelka! Możemy nim nałożyć cień, a potem bardzo dokładnie rozetrzeć jego granice. Ubóstwiam ten model ponad wszystko ;)


H85

Skośny maleńki pędzelek syntetyczny, który pozwala na precyzyjnie wyrysowanie brwi lub narysowanie kreski przy linii rzęs. Jest cieniutki przez co bardzo wygodnie się nim operuje i stopniuje grubość.


W moim odczucie pędzle Hakuro są naprawdę świetne. Ich jakość jest naprawdę wysoka, a cena nie odstrasza od zakupu. Chyba jedyną rzeczą, która mnie denerwuje jest fakt, że napisy z drewnianych rączek po prostu się ścierają i możemy mieć problem z podaniem konkretnego modelu. Po dziesięciomiesięcznym czasie użytkowania nie zauważyłam żadnych odprysków na trzonkach ani utraty włosia, oczywiście skuwki są delikatnie porysowane, ale wydaje mi się, że to normalne ;) Każdy pędzel jest miękki i przyjemnie się z nim pracuje. Stosowanie odżywki po myciu (na naturalne włosie) pozwala na zachowanie pierwotnego kształtu.


Ogólnie jestem bardzo zadowolona z posiadanych pędzli Hakuro, chociaż wiem też, że czasem trafiają się też takie, które gubią włosie i okropnie drapią. Mi na szczęście nic takiego się nie zdarzyło. Myślę, że zależy to od serii i egzemplarza.

Używacie pędzli tej firmy? Jakie modele lubicie najbardziej?
Napiszcie mi też co sądzicie na ich temat i jakie inne pędzle lubicie :)


11 października 2014

Przegląd produktów do ust na sezon jesienno-zimowy: Avon, Golden Rose, Catrice, Makeup Revolution, Essence, Delia, Wibo, My Secret, Maybelline, Kryolan, Sleek, Inglot

Jesień w końcu nadeszła ;) I jak na jesień przystało zapewne będziecie coś zmieniać w swoim makijażu. Ja osobiście bardzo lubię zmieniać kolory ust. Przejść z letnich, neonowych szminek do ciemnych odcieni wina lub bordo. Jesienią na moich ustach częściej pojawiają się również czerwienie.

Tak więc przygotowałam dla Was, krótkie zestawienie produktów do ust na sezon jesienno- zimowy. Możecie w nim zobaczyć propozycje na co dzień do pracy, coś dla odważnych. Będą szminki, błyszczyki i konturówki. Pokażę Wam tańsze i droższe produkty. Mam nadzieję, że każda z Was znajdzie tutaj coś dla siebie.


Zacznę od pomadek, bo ich będzie najwięcej. Nie będę rozpisywała się na temat każdej z nich, ponieważ nie o to chodzi. Chcę po prostu pokazać kolory i wykończenia poszczególnych szminek. 


Pierwsza ósemeczka to pomadki głównie z Avonu i Golden Rose. Pojawiają się też szminki z Catrice i Makeup Revolution. Każda pomadka ma bardzo intensywny, mocny kolor.




Następne produkty to zarówno mocne kolory jak i te bardziej codzienne, delikatne. Oprócz pomadek i błyszczyków są tu też propozycje dwóch konturówek, które można nosić na ustach solo lub z bezbarwnym błyszczykiem.



Kolejną, jednak sporo droższą propozycją jest paletka pomadek firmy Kryolan lub Sleek. Obszerną recenzję oraz kolory tej pierwszej możecie sprawdzić tutaj, o drugiej pisałam w tym poście.

Mam nadzieję, że ten przegląd ułatwi Wam wybór pomadki na jesień i zimę chociaż w minimalnym stopniu. Napiszcie mi koniecznie w komentarzu czego będziecie używać na usta w tym sezonie. Macie swoje ulubione produkty?

9 października 2014

Rozświetlacz Makeup Revolution Goddess of Love

Wydaje mi się, że październik będzie miesiącem obfitym w recenzje kosmetyków ;)
Mam naprawdę sporo nowości, a tymi najlepszymi chcę się z Wami podzielić. Jeżeli czas mi pozwoli to będę starała się systematycznie dodawać nowe posty nawet kilka razy w tygodniu.

Wiadomo - firma Makeup Revolution szturmem weszła na polski i angielski rynek. Wypuścili mnóstwo kosmetyków: pomadek, błyszczyków, paletek cieni, pudrów, róży... Moim zdaniem nie każdy produkt jest godny uwagi, a całe zamieszanie wokół nowej marki nie powinno być aż tak duże.

Oczywiście w ich ofercie jest kilka wspaniałych produktów - to prawdziwe perełki, które charakteryzują się wspaniałą jakością. Dzisiaj napiszę Wam o wypiekanym rozświetlaczu w kształcie serduszka. Jeżeli jesteście ciekawe tego produktu to zapraszam Was na dalszą część tego posta.



Na ten rozświetlacz skusiłam się od razu kiedy pojawił się w polskich drogeriach internetowych. Przykuwające wzrok opakowanie i bardzo ładny kolor tego produktu zdecydowały o zakupie.

Rozświetlacz przychodzi do nas w białym kartoniku z logiem firmy. W środku ukryte jest kartonowe serduszko z wypiekanym rozświetlaczem.

Kolor produktu w opakowaniu określiłabym jako złoto-brzoskwiniowy. Sam rozświetlacz jest dość suchy w dotyku, ale efekt, który daje jest widoczny jednak o wiele bardziej delikatny niż tafla otrzymana po nałożeniu słynnej Mary Lou Manizer. Z pewnością będzie to dobry rozświetlacz dla osób, które z kosmetykiem tego rodzaju mają do czynienia po raz pierwszy. Unikniecie nieestetycznych plam, a sam makijaż będzie wyglądał bardzo schludnie i świeżo. 

Nie mamy tu do czynienia z tandetnym brokatem ani drobinkami, które migrują po całej twarzy. Ten rozświetlacz jest produktem godnym uwagi ;)


Dla mnie ważną kwestią jest fakt, że ten rozświetlacz utrzymuje się na twarzy przez cały dzień. Wieczorem nadal jest widoczny i pięknie odbija światło. Sięgam po niego kiedy zależy mi na rozświetleniu delikatniejszym niż to, które daje mi Mary Lou. Wydaje mi się również, że brzoskwiniowy kolor lepiej komponuje się teraz z moją cerą niż szampański odcień rozświetlacza The Balm (przynajmniej teraz kiedy moja letnia opalenizna niemal zupełnie zniknęła...) Na pewno da się zauważyć, że rozświetlacz MUR ma w sobie troszkę różowej nutki.





W opakowaniu mamy 10g rozświetlacza, a przez to, że jest on wypiekany będzie naprawdę bardzo wydajny. Serduszko kosztuje około 25zł.

Na chwilę obecną jest to mój ulubiony dzienny rozświetlacz. Jeśli macie swoich ulubieńców to dajcie mi koniecznie o nich znać, chętnie poczytam i potestuję :D

Macie jakieś produkty z Makeup Revolution? Co polecacie, a co się Wam kompletnie nie sprawdziło?

4 października 2014

Ulubieńcy września

Dziś dziewczynki tak na szybko, bo mam przed sobą jeszcze mnóstwo roboty. W sumie to nie spodziewałam się, że wrzesień minie w tak szybkim tempie :) Strasznie chciałam Wam pokazać ulubieńców zeszłego miesiąca, bo mam kilka fajnych produktów, które dobrze się sprawdziły i odczuwam wewnętrzną potrzebę podzielenia się nimi z Wami. 


Pierwszą rzeczą, o której chcę Wam powiedzieć będzie czarny żelowy eyeliner Maybelline Lasting Drama. Najlepszy eyeliner jakiego do tej pory używałam. Mocno czarny, kremowy i baaardzo trwały. Naprawdę strasznie go lubię i odkąd go mam częściej maluję kreski ;)


Kolejne dwa produkty to cienie do powiek. Jeden jest kwadratowym wkładem z Inglota 407P, którego we wrześniu używałam jako cienia bazowego na całą powiekę. Ma piękny miedziano-złoty kolor i dobrze podbija moje zielono- szare tęczówki. Drugi cień pochodzi z firmy Catrice i jestem przekonana, że wspominałam już o nim nie raz ;) Chcę Wam jednak o nim przypomnieć, bo jest naprawdę cudowny. Chodzi mi o numer 420 Talk Like An Egyptian. Jeśli go macie to wiecie, że nie jest to typowy cień. Ja określiłabym go jako sprasowany złoty pigment, który po dotknięciu palcem ugina się w opakowaniu, jest lekko żelowy. Jak dla mnie zmienia cały makijaż. Wklepany lekko paluszkiem na wewnętrzną część powieki pięknie migocze i co ważne nie migruje po całej twarzy.



Na miano ulubieńca zasługuje również paletka Iconic 3 firmy Makeup Revolution. Chłodnymi odcieniami brązu rozcierałam granice cieni wcześniej nałożonych. Innych cieni również używałam z przyjemnością. Ogólnie jestem zadowolona z tej palety. Może nie jest ona tak dobrej jakości jak paletki Sleeka lub cienie Inglota, ale za cenę 20zł z powodzeniem można jej używać. Jeśli chcecie poczytać o niej więcej to tutaj macie recenzję + swatche, a tutaj makijaż, który udało mi się nią wykonać.


Kolejną rzeczą, która zasługuje na miano ulubieńca jest tusz do rzęs My Secret Create Your Lashes. Na blogu jest już jego recenzja oraz starcie z mascarą L'oreala Volume Million Lashes. We wrześniu najczęściej sięgałam właśnie po tusz My Secret. W odstawkę poszedł nawet mój dotychczasowy ulubieniec, czyli żółty tusz z Lovely. Podoba mi się dwustopniowa szczoteczka, która pozwala na pomalowanie każdej rzęsy i efekt jaki nią osiągam.

Jak wiadomo wrzesień był czasem powrotu do szkoły. Przez masę nauki i innych obowiązków często się nie wysypiam. I tutaj z pomocą przychodzi mi cielista kredka My Secret. Nakładam ją na linię wodną i jestem zadowolona z efektu jaki mi daje, bo wyglądam na bardziej wypoczętą niż jestem ;)


Puder, którego używałam najczęściej to Affinimat z Maybelline. Mój jest w najjaśniejszym odcieniu. Nie muszę go poprawiać w ciągu dnia, ładnie matuje i łączy się z moim podkładem.
Wiecie na pewno, że podkład z tej serii otrzymał ode mnie miano bubla i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Za to puder jest rewelacyjny i jeśli macie ochotę to polecam go wypróbować ;)


Ostatnim kosmetykiem, który stał się moim ulubieńcem jest błyszczyk w tubce Maybelline Color Sensational o nazwie Peach Sorbet. Nie daje on żadnego koloru na ustach, a raczej piękną taflę. Podoba mi się również opakowanie w formie tubki z fajnym aplikatorem. Wiecie jak on pachnie?
Mmmmmm... ;)