30 listopada 2014

Ulubieńcy listopada

Witajcie kochane ;) Zapraszam Was na kosmetycznych ulubieńców miesiąca ;) Mimo, iż nie lubię listopada to muszę przyznać, że w tym roku minął mi dość szybko. Na pogodę też nie można było narzekać - ochłodziło się dopiero w drugiej połowie miesiąca! W listopadzie odkryłam kilka nowych produktów i zdążyłam się z nimi bardzo polubić ;) Jeżeli jesteście ciekawe co w tym miesiącu zasługuje na miano ulubieńca to koniecznie zostańcie ze mną :)


Zacznę od pielęgnacji. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie mleczna maska do włosów, którą kupiłam ostatnio w Hebe. Używam jej sumiennie dwa razy w tygodniu od dnia zakupu i naprawdę zauważyłam, że moje włosy są miękkie, odżywione i wyglądają zdrowo. Moje obserwacje może potwierdzić masa komplementów dotyczących stanu moich włosów ;) Poza tym maska obłędnie pachnie, więc stosowanie jej to czysta przyjemność.

Kolejną rzeczą z pielęgnacji będzie krem firmy Seni z mocznikiem. Kiedyś już o nim wspominałam. Bardzo lubię go za bogatą formułę. Jest naprawdę bardzo gęsty, długo się wchłania, ale działa - to najważniejsze. Stosuję go zarówno do stóp, jak i bardziej przesuszonych miejsc takich jak łokcie czy kolana. Wszystkie problematyczne miejsca są nawilżone, odżywione i natychmiast znika nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. Jeśli macie problemy z suchą skórą to ten krem Was poratuje :)

Ostatnia rzecz z pielęgnacji to rumiankowa pomadka Alterra, o której na pewno nie raz już słyszałyście. Tak, ja również stosuję ją na rzęsy ;) Jest naprawdę świetna. Może nie wydłuża powalająco rzęs, ale wzmacnia je i delikatnie przyciemnia. Pomadkę zawsze aplikuję na noc i powiem Wam, że rzęsy są po niej bardzo elastyczne i ładnie się malują.


A teraz pora na kolorówkę. I tu wydaje mi się, że Was zaskoczę, bo zdradziłam swój podkład Bourjois z kremem BB Bell. Jestem z niego bardzo zadowolona, ponieważ zapewnia bardzo naturalne wykończenie makijażu. Myślałam, że jego krycie będzie znikome, ale pomyliłam się ;) Kryje zacnie :) Szykuję jego dłuższą recenzję, więc z niej dowiecie się o tym kremie więcej. Z pewnością jednak w listopadzie ten krem zasłużył na miano ulubieńca.


Kolejna rzecz to puder sypki fimy Laval. Nie sugerujcie się opakowaniem, ponieważ przesypałam go do innego pojemniczka. Mam go od dłuższego czasu i właśnie w listopadzie bardzo często po niego sięgałam. Puder jest miałki i ma żółciutki kolor (coś a'la Ben Nye w kolorze Banana). Najlepszy do gruntowania korektora pod oczami. Może pełnić funkcję pudru korygującego.


Dalej mam róż Catrice w kolorze 010 Raspberry Ice Cream. Z reguły nie używam róży, ale w listopadzie sięgałam po nie często i bardzo mi się podobało to jak wyglądam ;) Najczęściej na policzkach miałam właśnie róż z Catice w takim dość chłodnym różowym odcieniu.

Następny w kolejce jest korektor NYX HD w odcieniu CW01. Jaśniutki, kremowy i bardzo mocno kryjący. Poza tym zastyga na twarzy, więc naprawdę jest bardzo trwały. Polecam go szczególnie na jakieś większe wyjścia, ponieważ na pewno Was nie zawiedzie ;)

Jeśli chodzi o cienie do powiek to tutaj muszę wspomnieć o cieniach Maybelline Color Tattoo, po które sięgałam praktycznie codziennie. Mam dwa dość subtelne kolory, więc z powodzeniem sprawdziły się w dziennym makijażu. Nie muszę chyba nikomu przedstawiać ich zalet: kremowe, bardzo trwałe i wodoodporne. W najbliższym czasie chcę się zaopatrzyć jeszcze w kilka innych kolorów, które u nas w Polsce są stacjonarnie nie dostępne.


Innymi cieniami, które często były przeze mnie używane są wkłady z Inglota. Kupiłam niedawno kolejną paletę - tym razem kwadratową i powolutku kompletuję sobie cienie. Do tej pory kupiłam cztery i używam ich na zmianę :) Każdy bardzo mi się podoba i uważam, że są dość wyjątkowe.



Zostając przy oczach muszę jeszcze powiedzieć o moim nowym tuszu do rzęs z Inglota. Był na mojej wishliście i po wielu podejściach w końcu go kupiłam. Chodzi tu o tusz Perfect Lenght & Define Mascara. Mam go od trzech tygodni i muszę przyznać, że rzeczywiście jest to bardzo fajny produkt. To co go wyróżnia od innych mascar to aplikator. Ten ma formę grzebyczka. Rzęsy maluje się nim w bardzo prosty sposób, tusz pięknie je pokrywa od nasady po same końce, dodatkowo mocno wydłuża. Zrobię Wam jego recenzję i pokażę jak wygląda na rzęsach. Tak czy siak to mój listopadowy ulubieniec :)


Ostatnią rzeczą jest pomadka Golden Rose Velvet Matte numerek 07. Chłodny, brudny róż. Idealna dzienna pomadka. Bardzo ją lubię za trwałość, kolor i wykończenie. Zdecydowanie to ona w tym miesiącu gościła na moich ustach najczęściej.



I to byli wszyscy moi ulubieńcy ;) Mam nadzieję, że post się Wam spodobał i może coś ciekawego
wypatrzyłyście dla siebie. Dajcie koniecznie znać o swoich odkryciach kosmetycznych ;)

A i pamiętajcie o Dniu Darmowej Wysyłki!!! To już w ten wtorek ;) Ja już nie mogę się doczekać zakupów - listę przyczepiłam nad toaletką, żeby o czymś nie zapomnieć :D

23 listopada 2014

TAG: Sleeping Beauty

Dziś zapraszam Was na zupełnie innego rodzaju wpis, a mianowicie na tag, który oglądałam ostatnio na Youtubie i bardzo mnie zaciekawił. Jego tematyka jest bardziej pielęgnacyjna niż kolorowa, więc myślę, że będzie on stanowił ciekawą odskocznię od przewodniej myśli mojego bloga. Zapraszam was na Sleeping Beauty Tag ;)


1. Jaki jest twój ulubiony sposób zmywania makijażu wieczorem? Chusteczki do demakijażu czy mycie twarzy?

Zdecydowanie mycie twarzy, lubię gdy jest czysta. Oczy zmywam płynem micelarnym, a całą twarz myję żelem lub mieszanką olejków (rycynowy, ze słodkich migdałów, z pestek brzoskwini). Po takim "zabiegu" skóra jest dobrze oczyszczona i gotowa na dalsze czynności. W moim przypadku nałożenie oleju kokosowego.

2. Jaki jest twój ulubiony płyn do demakijażu i/lub chusteczki?

Ulubionym płynem do demakijażu jest płyn micelarny z Biedronki. Kupuję go już od jakiegoś roku. W międzyczasie używałam też płynu z Kolastyny, Nivea i Lirene, ale w moim odczuciu żaden nie był tak dobry.

3. Twój ulubiony sposób na zmywanie makijażu wodoodpornego?

Oczywiście oleje. Rozpuszczają wszystko - eyeliner, tusz, kremowe cienie, kredki.

4. Robisz peeling wieczorem? Jeśli tak to czego używasz?


Do peelingu używam naturalnego mydełka z korundem lub pasty oczyszczającej z Ziaji. Działanie mydełka niektórzy porównują do zabiegu mikrodermabrazji. Skóra jest oczyszczona, złuszczona, świeża i delikatna. Peeling wykonuję dwa razy w tygodniu.

5. W pielęgnacji wieczorowej wolisz kremy czy olejki/oliwki? Które?

Olejki. Najczęściej sięgam po olej kokosowy, ponieważ uwielbiam jego niesamowity zapach. Skóra jest po nim niesamowicie miękka, gładka i odżywiona.

6. Ulubiony przeciwzmarszczkowy krem pod oczy?

Nie używam jeszcze kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Mam na to jeszcze czas ;)

7. Zdarza ci się nie zmyć makijażu przed snem?

Nie, nigdy. Zawsze zmywam makijaż zanim pójdę spać. Wychodzę z założenia, że jeśli go nie zmyję będę musiała zrobić to rano, a tym samym wstać trochę wcześniej... Nie mam na to ochoty ;) Każdego wieczora dokładnie oczyszczam buzię i dopiero wtedy mogę pójść spać.

8. Zasypiasz - czy:
a) kładziesz głowę na poduszkę i już śpisz
b) nie możesz zasnąć
c) zajmuje ci to kilka minut


Zależy od dnia. Czasami jestem naprawdę bardzo zmęczona i zasypiam niemal od razu. Są też dni kiedy kładę się do łóżka i nie mogę zasnąć. Wtedy biorę jakąś książkę i czytam. Kiedy zaczynają mi się zamykać oczy odkładam ją i zasypiam ;)

9. Mówi się że powinniśmy sypiać 8 godzin. Jak to przeciętnie wygląda u ciebie?

Muszę przyznać, że w tej kwestii jestem wzorowa. Najczęściej śpię 8-9 godzin. Oczywiście są też noce kiedy śpię zaledwie 5 godzin, ale takie sytuacje zdarzają się co najwyżej trzy razy w miesiącu.

10. Twój sekret na dobrze przespaną noc?

Nie wiem czy to sekret, ale moim sposobem na dobrze przespaną noc jest wieczorny spacer z moim psiakiem, gorąca kąpiel i mocne wietrzenie pokoju przed snem. Oczywiście pachnąca, czyściutka pościel i mój york leżący na moich nogach. O wiele lepiej mi się śpi w czystym pomieszczeniu, więc wieczorkiem ogarniam swoje otoczenie: wynoszę kubek po herbacie do kuchni, domykam wszystkie szuflady i szafki, pakuję torbę do szkoły żeby książki nie były porozwalane.

To już wszystkie pytania z tego tagu. Jeśli macie ochotę aby przygotować go na swoim blogu to serdecznie Was do tego zachęcam ;) Na pytania możecie też odpowiadać w komentarzach.

22 listopada 2014

Jakie prezenty sobie darować jeśli chodzi o miłośniczkę makijażu?

Niedługo mikołajki, później za niespełna trzy tygodnie Wigilia i znowu prezenty. Zwyczaj obdarowywania się prezentami sam w sobie jest niezwykle sympatyczny i chyba nie znam osoby, która nie lubiłaby ich dostawać. Najlepiej żeby prezent był trafiony i podobał się osobie, która go otrzyma... No tak, ale jak nie popełnić wtopy i wpasować się czyjeś gusta? 

Dzisiejszy post przygotowałam aby chociaż w pewnym stopniu wyeliminować niechciane prezenty jeśli chodzi o makijażowego freaka (oczywiście to są tylko moje przemyślenia, każda z Was może mieć inne zdanie na ten temat).
Z czego raczej nie ucieszy się osoba kochająca kosmetyki kolorowe i zajmująca się makijażem? Czego unikać przy zakupie prezentów? 


Oto lista prezentów, które na pewno nie będą trafione:

1. Komplet "profesjonalnych" pędzli - ileż takich zestawów możemy kupić na Allegro? Całe mnóstwo! Że niby profesjonalne, że marzenie każdej wizażystki, że miękkie, że włosie niby naturalne, ble, ble, ble... Uwierz mi. Najczęściej są to zwykłe pędzle no name, fatalnie wykonane, twarde, zawinięte w cuchnący gumą pokrowiec... Już lepiej pokusić się o jeden porządny pędzel, który z pewnością sprawi wiele radości i będzie przydatny w codziennej pracy.

2. Podkłady i korektory - te kosmetyki są naprawdę indywidualną sprawą i każdemu pasuje co innego. Nie będziecie w stanie dobrać idealnego koloru, możecie nie trafić też pod względem właściwości (podkłąd matujący, nawilżąjący, rozświetlający). Każda kobieta ma ulubieńca w tej kategorii i kupując jej w prezencie którąś z tych rzeczy możecie być w 95% przekonani, że raczej nie będzie on przydatny (chyba, że osoba jest wizażystą i wykorzysta go w pracy z klientami).

3. Zestaw "miliona" cieni do powiek - na pewno wiecie o czym mówię. Chodzi mi o te ogromne palety, pełne pstrokatych cieni najczęściej w ilości 80 bądź 100. Cena jak przystało na zwykłe no name przystępna, ale ich jakość i pigmentacja pozostawia wiele do życzenia... Zdecydowanie lepiej kupić paletkę Sleeka lub Zoevy, która jest solidniejsza, a jej używanie to sama przyjemność.

4. Paleta 78 cieni, róży i błyszczyków - niby fajnie, bo wszystko mamy w zestawie, w jednym miejscu. Biorąc pod uwagę fakt, że taki zestaw kosztuje około 50 zł, od razu możemy się domyślać, że produkty nie będą dobrej jakości. Ja też nie ucieszyłabym się z takiego zestawu i męczyłabym się aby jakoś te rzeczy wykorzystać...

5. Krem do twarzy - w tym przypadku jest podobnie jak z podkładem i korektorem. Dobór kremu to indywidualna kwestia i każda kobieta ma swój ulubiony kosmetyk. Każda też szuka w nim innych składników i dobiera go do potrzeb swojej skóry. Jeśli decydujemy się na zakup kremu musimy wiedzieć czego dana osoba używa. Wtedy prawdopodobieństwo porażki będzie mniejsze, chociaż nie gwarantuję, że zostanie ono zupełnie zażegnane ;)

Myślę, że do tej listy można dopisać jeszcze kilka rzeczy ;) Jeśli macie swoje propozycje to piszcie o nich w komentarzach.

16 listopada 2014

Zakupy z pierwszej połowy listopada

Miałam ostatnio odrobinę wolnego czasu, dlatego postanowiłam wybrać się na zakupy. Odwiedziłam zatem kilka drogerii, ale nie obeszło się również bez zakupów internetowych. Pewnie wiecie, że w Rossmannie trwa promocja 1+1 i przyznam Wam szczerze, że nie skusiło mnie totalnie nic. Chciałam w sumie kupić jakiś nowy podkład, ale w końcu z niego zrezygnowałam. 

Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu promocja w Naturze, która dotyczy produktów przecenionych. Kupując jeden przeceniony kosmetyk płacisz za niego o 30% mniej, kupując dwa 40% mniej, a kupując trzy za każdy płacisz połowę ceny. Korzystając z okazji skusiłam się na kolejny pigment Kobo oraz dwa cienie z Catrice z serii Liquid Metal. Za pigment zapłaciłam 3,49zł; a każdy z cieni Catrice kosztował jedynie 4,99zł (standardowa cena tych cieni to 16,99zł).
Oprócz tego kupiłam jeszcze zapasowy kamuflaż Catrice, ponieważ obecny już się kończy i pastę oczyszczającą z Ziaji Liście Manuka.





W Hebe skusiłam się na mleczną maskę do włosów Crema al Latte. Od jakiegoś czasu czytałam w sieci opinie na temat różnych masek do włosów, przeprowadziłam niezły research i w końcu zdecydowałam się właśnie na tą. Pachnie przepięknie, jest jej naprawdę dużo i dodatkowo trafiłam na promocję. Za litrowe opakowanie zapłaciłam 13,99zł. Do tej pory zdążyłam użyć jej cztery razy i jestem zaskoczona faktem, że zapach maski utrzymuje się na włosach aż do następnego mycia. Za jakiś czas napiszę na jej temat trochę więcej ;)


Jeśli chodzi o zakupy internetowe to na Allegro skusiłam się na maleńki pędzelunio 660 Maestro w rozmiarze 2. Zapytacie pewnie: po co mi taki mały pędzel? Już Wam mówię. Chcę nim wypełniać przestrzeń między rzęsami kiedy maluję kreski. Czasami tworzą się tam niewielkie prześwity, które odbierają cały urok makijażu. Mam tylko nadzieję, że będzie mi dobrze służył. 


Jestem ciekawa czy Wy skusiłyście się na coś w Rossmannie i ogólnie co ciekawego udało się Wam kupić w ostatnim czasie ;)

12 listopada 2014

Mikołajkowa lista życzeń

Mikołajki już na niecały miesiąc. Swoją drogą - czas pędzi jak szalony ;) Mamy połowę listopada, za moment 6 grudnia, a chwilę potem Święta Bożego Narodzenia... 

Mikołaj na pewno wie, że jako miłośnika makijażu ucieszę się z dobrej jakości kosmetyków i akcesoriów makijażowych. W sumie moja wishlista mogłaby nie mieć końca, bo tak naprawdę jest wiele rzeczy, które chciałabym mieć. Postanowiłam jednak wybrać kilka pozycji ze swojej długaśnej listy chciejstw i przedstawić je Mikołajowi.


1. Paletka Zoeva Naturally Yours - chodzi mi po głowie od pewnego czasu. Nic na to nie poradzę, bo cienie są naprawdę piękne. Uwielbiam neutralne cienie i mam ich naprawdę dużo, więc ta paleta totalnie podbiła moje serce. Wszyscy mówią, że cienie z tej palety są wysokiej jakości. No cóż jestem ich bardzo ciekawa.

2. Farbka do ust Sleek w kolorze Port - mam już brzoskwiniową farbkę, której często używałam latem. Teraz pora na coś ciemniejszego ;) Podoba mi się odcień tego produktu. Chciałabym mieć go w swoim zbiorze. 

3. Pudry do konturowania HD Inglot - szczególnie zależy mi na odcieniu 505. Widziałam go na tylu blogach i wydaje się być idealnym produktem do konturowania. Ładnie wygląda też ten żółciutki odcień i być może mógłby się stać pudrem korekcyjnym.

4. Cienie Maybelline Color Tattoo - mam już dwa kolory (Shady Shores i Icy Mint) i bardzo je lubię. Często używam ich jako bazy pod inne cienie. Teraz najbardziej zależałoby mi na kolorze granatowym, fioletowym i ciemnozielonym.

5. Pędzle Zoeva 235 & 227 - tyle się ostatnio słyszy na temat pędzli tej firmy ;) Chciałabym sprawdzić czy rzeczywiście są warte tego całego zachodu. Na początek chciałabym właśnie te dwa modele. Mają ciekawe kształty i bardzo ładnie się prezentują.

Tak więc przeprowadziłam Was przez moją krótką listę mikołajkowych chciejstw. 
Jestem bardzo ciekawa czy Wy byłyście w tym roku grzeczne i czego oczekujecie w prezencie od Mikołaja ;) Podzielcie się ze mną swoimi życzeniami w komentarzach :)

9 listopada 2014

Wieczorowy makijaż w fiolecie i zieleni

Zieleń i fiolet to jedne z moich ulubionych kolorów. Cieni do powiek w tych kolorach mam naprawdę bardzo dużo i często po nie sięgam. Lubię ich połączenie, a poza tym kojarzą mi się z jesienią. Dziś pokażę Wam makijaż, który genialnie sprawdzi się w przypadku brązowej i niebieskiej tęczówki oka. 
Makijaż przydymiony, w którym bardzo ważne jest dokładne rozcieranie cieni i zacieranie granic między nimi, będzie idealną propozycją na każdą ważną dla kobiety okazję podczas której chcemy czuć się wyjątkowo. 







KOSMETYKI, KTÓRYCH UŻYŁAM DO WYKONANIA TEGO MAKIJAŻU:

TWARZ:
*podkład Rimmel
*korektor Bell BB 010 Light
*puder sypki Inglot 14
*rozświetlacz w kremie Essence Soo Glow! 010
*brązer Lovely Sun Powder
OCZY:
*żelowy eyeliner Maybelline Black
*tusz do rzęs L'oreal Volume Million Lashes
*kredka do brwi Catrice 020
*cienie Inglot
*pyłki Essence
*pyłek Kobo Mint Cream
USTA:
*pomadka Sleek Ballet

5 listopada 2014

Essence Soo Glow! Bright Up Your Life 20

Na pojawienie się jesiennych nowości Essence w Naturze czekałam z niecierpliwością. Kiedy podczas mojej ostatniej wizyty w drogerii moim oczom ukazała się wypełniona po brzegi szafa Essence byłam wniebowzięta :)

Skusiłam się między innymi na kremowy rozświetlacz, który dziś Wam przestawię. Wspominałam o nim krótko w ulubieńcach października, ale chcę mu poświęcić na blogu troszkę więcej niż dwa zdania.


Ostatnio pokochałam rozświetlacze. Mam już Mary Lou The Balm, serduszkowy rozświetlacz z Makeup Revolution (kuszą mnie jeszcze te wypiekane :P) i taki, który Essence wycofało z oferty, czyli rozświetlacz w pędzelku. Do tej trójeczki dołączył również rozświetlacz kremowy.

Byłam bardzo ciekawa jak taka konsystencja sprawdzi się w przypadku takiego kosmetyku. Bardzo lubię kremowe produkty, po aplikacji wyglądają na twarzy o wiele bardziej naturalnie.
Jesteście ciekawe jak to jest z tym rozświetlaczem? Czy jestem z niego zadowolona czy może niekoniecznie? Zapraszam na dalszą część wpisu.

Jak wcześniej wspomniałam kremowy rozświetlacz to jedna z nowości w szafie Essence. Co jest jego podstawową zaletą? Z pewnością cena - za 11,99zł mamy 4g produktu w plastikowym, bezbarwnym opakowaniu. Dla mnie produkty Essence są bardzo łatwo dostępne, więc za to kolejny plus.


Konsystencja jest rzeczywiście kremowa, w dotyku lekko tłusta, ale po roztarciu na skórze rozświetlacz staje się bardziej pudrowy i suchy. Jego kolor określiłabym jako różowy z minimalną domieszką szampana ;) Nie ma w nim tandetnego brokatu i ogromnych drobinek. Wszystko jest drobniutko zmielone i gładkie. Sama aplikacja jest bardzo przyjemna i łatwa. Ja nakładam go palcami albo średniej wielkości syntetycznym pędzelkiem. Efekt rozświetlenia jaki daje jest zadowalający i co ważne, trwały. Skóra wygląda bardzo zdrowo i promiennie. Z reguły używam go na podkład, potem delikatnie przejeżdżam pędzlem z odrobinką transparentnego pudru, aby całość delikatnie utrwalić.


Totalnie urzekł mnie ten produkt, naprawdę ;) Wiem, że występuje jeszcze w innym odcieniu i na pewno go dokupię przy okazji wizyty w Naturze. Może skuszę się jeszcze na jakiś kremowy róż? Zobaczymy ;)

Lubicie kremowe produkty? Macie coś z nowości Essence? Co wpadło Wam w oko? Koniecznie podzielcie się swoimi faworytami w komentarzu ;)

2 listopada 2014

Ulubieńcy października

Kolejny miesiąc za nami, więc myślę, że najwyższa pora aby podsumować go pod względem kosmetycznym ;)
Po jakie produkty sięgałam w październiku najchętniej i co się u mnie sprawdziło? Zapraszam na ulubieńców miesiąca :)


Jeśli chodzi o pielęgnację - w tej kwestii nic się nie zmieniło. Nadal używam naturalnych olejków i żelu oraz pasty Ziaja z serii Liście Manuka. Ten zestaw spisuje mi się doskonale i przynajmniej narazie nie wprowadzam do swojej pielęgnacji niczego nowego. Wszystko robię tak jak dotychczas ;)

Przejdźmy więc od razu do kolorówki. Tutaj pojawi się kilka ciekawych pozycji.

Jeżeli chodzi o podkład to wciąż najczęściej sięgam po 123 Perfect firmy Bourjois w kolorze Light Vanilla (51). Niesamowicie podpasował mi ten produkt i jest moim stałym ulubieńcem od kilku miesięcy. Tutaj macie też jego dłuższą recenzję.


Kolejnym październikowym cudem okazał się sypki puder z Kryolanu po, który sięgałam praktycznie dzień w dzień. Transparenty, drobniutko zmielony, pięknie utrwala i co ważne nie bieli twarzy. Ma ogromną pojemność 60g, więc wystarczy mi na wieki ;)


Na miano ulubieńca zasługuje też rozświetlacz Makeup Revolution Goddess of Love. Bardzo dobry kosmetyk do codziennego stosowania, którym nie narobicie sobie brzydkich plam. Tutaj macie jego recenzję i porównanie do Mary Lou z The Balm.
Ostatnio skusiłam się też na kremowy rozświetlacz Essence, ale na chwilę obecną nie mogę Wam powiedzieć o nim zbyt wiele. Będę go testować i sprawdzać, a jak testy się zakończą to pojawi się pewnie jakaś recenzja ;)



Odkryciem miesiąca okazały się również dwa korektory pod oczy. Jeden z nich to firma Bell, drugi jest z NYX-a. Pisałam o nich w tym poście.
Tego z Bell używam na co dzień, a kiedy wychodzę na jakąś imprezę lub uroczystość (w październiku byłam na bardzo udanym weselu ;) sięgam po ten z NYX-a, ponieważ jest on bardziej trwały i ma właściwości zastygające.


Jeśli chodzi o malowanie oczu to październikowym hitem okazały się pyłki Star Dust z My Secret. Są po prostu piękne ;) Zmieniają cały makijaż. Mienią się na powiekach jak szalone. Wystarczy maleńki akcencik, naprawdę! Obecnie mam cztery słoiczki, ale kiedyś z pewnością dołączą do nich kolejne. Ogólnie od pewnego czasu bardzo lubię używać różnych pyłków. Zaraziłam się chyba nimi od Katosu - ona ciągle o nich mówi ;) Mam dwanaście pigmentów Essence, dwa Kobo i właśnie te cztery z My Secret. Kuszą mnie jeszcze pigmenty z Inglota i Sugarpill, ale one są zdecydowanie droższe, a ja nigdy nie wiem na jaki kolor się zdecydować :(




Produktami do ust, po które najczęściej sięgałam było malinowe masełko do ust Nivea oraz paletka pomadek Sleek Ballet. Kolory tych pomadek są bardzo przyjemne i dobre do stosowania na co dzień. Jeśli chodzi o masełko to powiem krótko - pachnie jak malinowa Mamba, mocno nawilża i wygładza usta. Każdego wieczora przed pójściem spać nakładam grubą warstwę tego produktu na usta. Rano wargi jak marzenie :)


Przeprowadziłam Was już przez wszystkie ulubione kosmetyki października ;)
Czy miałyście któryś z produktów u siebie?