22 lutego 2015

Wiosenna kosmetyczna lista życzeń

Nie wiem jak Wam, ale mi się wydaje, że zima chyba sobie już odpuściła w tym roku, a wiosna zbliża się do nas wielkimi krokami. Słoneczko w ciągu dnia dość mocno przygrzewa, a na termometrze jest kilka stopni powyżej zera. Cudownie!

Dzisiaj postanowiłam zaprosić Was na przegląd moich wiosennych zachcianek kosmetycznych. Lista jest dość obszerna, ale czasu również jest dość sporo ;) Najwięcej jest chyba produktów do ust, ale to aktualnie moja mała obsesja ;)

Co chcę kupić i wypróbować w ciągu najbliższych kilku miesięcy?




1. Paleta Sleek Rio Rio - kolory cieni w tej palecie są idealne na wiosnę i lato. Patrzę na nią i od razu robi się jakoś wiosennie ;)

2. Paleta Makeup Revolution Sugar Spice - ostatnio pokochałam róże do policzków, a o tej palecie nasłuchałam się już wystarczająco dużo dobrego. Pora w końcu ją kupić!

3. Krem CC Bourjois - od dłuższego czasu ciekawi mnie ten krem. Podkłady Bourjois bardzo lubię, więc myślę, że ten krem również się sprawdzi. Akurat coś lżejszego na wiosnę.

4. Paleta Maq Pro by Katosu - kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy od razu wiedziałam, że ją kupię. Ma mnóstwo zastosowań, ciekawe kolory i bardzo mi się w kuferku przyda.

5. Pigmenty Inglot - przyglądam im się już od dłuższego czasu, no i muszę przyznać, że są naprawdę wyjątkowe i cudowne. Nie wiem jeszcze jakie konkretnie numerki wybiorę, ale na pewno skuszę się na kilka słoiczków.

6. Pomadki Essence Longlasting - mam trzy pomadki z tej serii, ale teraz będę chciała zakupić te z kolekcji I LOVE NUDE. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się ona w mojej Naturze.

7. Lakiery do ust Rimmel Apocalips - marzy mi się coś cudownie lśniącego na ustach. Przeglądałam sobie różne produkty i te chyba najbardziej wpadły mi w oko.

8. Paleta Makeup Revolution Mermaid vs. Unicorn - bardzo ciekawe połączenie kolorów. Po takie odcienie często sięgam i bardzo lubię wykorzystywać je w swoich makijażach.

9. Korektor NYX HD - już go miałam i pokochałam. Skuszę się na kolejne opakowanie, oczywiście w najjaśniejszym odcieniu.

10. Paletka Sleek Siren - już w zeszłym roku miałam na nią chrapkę. Podoba mi się zestawienie odcieni pomadek w tej kasetce. Mam już wersję Ballet i bardzo ją lubię.

11. Kasetka na róże Inglot - planuje kupić jeszcze jedną właśnie na róże, w drugiej którą mam zamieszkają pudry do konturowania HD.


19 lutego 2015

Maq Pro Pudre Libre 400+NC1

Pora na recenzję jednej z nowości, które pokazywałam Wam w poście z zakupami (klik). Chcę dzisiaj zwrócić Waszą uwagę na puder sypki firmy Maq Pro. Zakupiłam go na początku lutego i używam codziennie na sobie oraz na swoich klientkach (kilka z nich również zakupiło już ten puder).
Marka Maq Pro, a właściwie Le Maquillage Professionnel to nowość na naszym rynku. Najbardziej popularne są chyba ich paletki z kremowymi podkładami, ale w ofercie mają wiele innych kosmetyków. W ich gronie znajdują się między innymi pudry sypkie.

Mi zachciało się jakiejś zmiany jeśli chodzi o mój puder z firmy Kryolan. Używam go od dłuższego czasu i uwielbiam, ale prowadzenie bloga wymaga ode mnie również tego aby wyszukiwać jakieś perełki i informować Was o tym. Puder z Kryolanu przewijał się w ulubieńcach od kilku ładnych miesięcy ;) Pora na coś świeżego, dlatego właśnie dzisiaj napiszę Wam co sądzę o pudrze Maq Pro.

Fanką pudrów sypkich jestem już od bardzo dawna i zdecydowanie wolę je od pudrów w kamieniu. Przez to lubię testować różne nowości w tej kategorii.


Tak jak wspomniałam, puder Maq Pro kupiłam na początku lutego, zamówiłam go ze strony bestmakeup.pl płacąc za niego 39,90zł. Na początku muszę przyznać, że po otwarciu przesyłki dość mocno się zdziwiłam, ponieważ opakowanie pudru zupełnie odbiega od tego, które prezentują na stronie sklepu.

zdjęcie ze strony www.maqpro.pl
Ale wiadomo, że nie o opakowanie chodzi, a o sam produkt. Dodam tylko, że puder znajduje się w plastikowym zakręcanym słoiczku z sitkiem i ma pojemność 30ml. Odcień, który wybrałam jest jaśniejszy (drugi dostępny puder jest trochę ciemniejszy). Ma bardzo delikatny beżowy kolor (nie jest on ani ciepły, ani chłodny - dość neutralny), ale zupełnie nie wpływa na oksydowanie podkładu nałożonego podkładu. Jest naprawdę drobniusieńko zmielony, w dotyku jakby lekko mokry/wilgotny. Nałożony na skórę jest praktycznie nie widoczny. Matuje buzię, ale ten mat nie jest taki płaski i sztuczny. Efekt jaki daje jest moim zdaniem bardzo naturalny i naprawdę trzeba się przyjrzeć aby dostrzec go na twarzy.



Jego plusem jest również to, że nie pyli tak strasznie jak Kryolan kiedy nabieram go na pędzel i dobrze trzyma się włosia. Aplikacja dzięki temu jest znacznie przyjemniejsza i nie muszę się martwić o to, że mój strój pokryje się drobinkami osypującego się pudru ;)



Jeśli chodzi o utrwalenie makijażu to jak przystało na profesjonalną firmę jest ono fantastyczne. Nic się nie odbija i nie ściera w ciągu dnia. Polecam ten puder osobom z cerą suchą, normalną i mieszaną. Cera tłusta może nie być do końca zadowolona z efektu matownienia (nie jest to puder typu Kryolan Anti Shine). Myślę, że naprawdę warto sobie ten puder zakupić ;)

Ja jestem z niego bardzo zadowolona i z chęcią w najbliższym czasie zakupię inne produkty tej firmy. A dziś mogę Wam na 100% obiecać, że puder znajdzie się w ulubieńcach lutego :)

11 lutego 2015

Zakupy kosmetyczne - Ziaja, Eveline, Vipera, Maq Pro, Catrice, Inglot, Zoeva, BOMB Cosmetics, Yankee Candle

Hej dziewczynki ;) Dziś wpadam żeby pokazać Wam co nowego udało mi się ostatnio kupić. Troszkę rzeczy z pielęgnacji, kilka z kolorówki, będą też dwie rzeczy Yankee Candle. Może zakupy nie są zbyt obszerne, ale postanowiłam Wam wszystko pokazać - tak, żebyście mogły być ze mną na bieżąco i wiedziały czego aktualnie używam ;) Sama bardzo lubię czytać podobne wpisy i oglądać filmiki o tej tematyce. Zawsze  mogę wypatrzeć dla siebie coś ciekawego. Jeżeli jesteście zainteresowane tym, co nowego u mnie to zapraszam ;)


Jeśli chodzi o pielęgnację to kupiłam tonik i krem Ziaja Liście Manuka. Ogólnie cała seria bardzo mi się spodobała, a że toniku i kremu jeszcze nie miałam to postanowiłam je sobie sprawić. Toniku używam rano i wieczorem. Przyznam, że skóra po jego użyciu jest milutka w dotyku. Zobaczymy jak będzie działał dalej. Krem narazie jeszcze nie był przeze mnie stosowany. Czeka w kolejce ;)


Kolejnym produktem, który powędrował do koszyka była odżywka Eveline 8w1. Używałam jej jakiś czas temu i postanowiłam do niej wrócić. Stosuję ją po prostu jako bazę pod inne lakiery. W tej roli sprawdza się rewelacyjnie. Skusiłam się również na lakier do paznokci Vipera w ładnym, cukierkowym różowym kolorze (numer 32). Przyznam szczerze, że od dawna nie miałam wśród swoich lakierów żadnego różowego odcienia, pomyślałam sobie, że taki kolor będzie dobrym wyborem na wiosnę, którą już czuję w powietrzu!


W Naturze skusiłam się na żel do brwi w brązowym kolorze i balsam do ust w tubce Catrice. Balsam noszę ze sobą w torebce i bardzo go polubiłam, lubię nakładać go na usta. Żel również bardzo mi odpowiada i odkąd go kupiłam codziennie ląduje na moich brwiach. Ładnie je definiuje i utrwala na cały dzień.


Jeśli chodzi o puder to wspominałam w ulubieńcach, że mam ochotę na sypańca z firmy Maq Pro. Kilka dni później zamówiłam go ze strony bestmakeup.pl płacąc za niego 39,90zł. Dziwi mnie tylko opakowanie, które otrzymałam, ponieważ jest ono zupełnie inne niż to prezentowane na stronie sklepu... Sam puder jest bardzo dobry. Miałki, jasny, dobrze matuje i utrwala. Z pewnością wspomnę o nim jeszcze nie raz i przygotuję oddzielną recenzję.


Zostając przy kolorówce płynnie przejdę do Inglota. Na stoisku skusiłam się na dwa nowe cienie i jedną pomadkę w formie kwadratowego wkładu. Cienie, które przykuły moją uwagę to granat 426P i mięta 137P. Pomadka ma jasny odcień różu i jest to numerek 34.


Składając zamówienie w Mintishop.pl do koszyka powędrował jeden pędzel z mojej wishlisty, czyli Zoeva 142 Concealer Buffer oraz musująca babeczka do kąpieli z BOMB Cosmetics. Pachnie obłędnie!


A teraz pora na zakupy mniej kosmetyczne, ale za to pięknie pachnące ;) W końcu skusiłam się na produkty Yankee Candle. Kupiłam sobie kominek do wosków, maleńką świeczkę (tzw. sampler) o zapachu Pink Dragon Fruit oraz wosk do kominka o zapachu Shea Butter. Strasznie się cieszę, że YC jest u mnie dostępne stacjonarnie ;) Z pewnością na jednym wosku się nie skończy :) Teraz właśnie cały mój pokój wypełnia niesamowity zapach. Mmmm...


To wszystko na dzisiaj. Pokazałam Wam wszystkie zakupy, które udało mi się poczynić. Zastrzyk gotówki trzeba umieć dobrze wykorzystać ;) Mam nadzieję, że wpis się podobał. Dajcie znać jakie nowości pojawiły się ostatnio u Was.

9 lutego 2015

Mascara Perfect Lenght & Define Inglot

W ulubieńcach wspomniałam o tuszu do rzęs, którego używam od dłuższego już czasu. Jak widzicie po tytule chodzi o mascarę z firmy Inglot. Powiecie pewnie: tusz jak tusz, nie ma się czym zachwycać... No i tutaj właśnie muszę Was zaskoczyć ;) To co wyróżnia ten tusz spośród innych to inna forma aplikatora. Nie jest on zwykłą szczoteczką, a plastikowym mini-grzebyczkiem.

Kupiłam go właśnie ze względu na wyjątkowy aplikator, skusiły mnie również pozytywne recenzje w sieci. Cena tuszu to 30zł. Nie wiem czy to dużo - zależy dla kogo. To jest akurat mało istotne. Kupiłam go pod koniec listopada i używam nadal - jest jeszcze mokry ;)


Mascara ma dobrą konsystencję już przy pierwszym użyciu, jest bardzo intensywnie czarna i nie kruszy się zupełnie w ciągu dnia. Grzebyczek pozwala na dotarcie do samej nasady rzęs, więc unikniemy efektu rzęs wiszących w powietrzu i myślę, że ten tusz przyda się jasnym blondynkom, które często mają widoczne, puste przestrzenie między pomalowaną częścią rzęs a powieką. Obsługi tego grzebyka na pewno trzeba się nauczyć, ale nie jest to zbyt skomplikowane. Jeśli opanujecie tą umiejętność mascara stworzy niesamowity efekt wydłużenia i rozdzielenia rzęs. 

Aplikator jest bardzo wygodny również przy malowaniu dolnych rzęs, nie brudzi mi powiek.

Bardzo polubiłam ten tusz. I wiem, że będę do niego wracać, bo jest naprawdę świetny. 
To jak prezentuje się na rzęsach widzicie na zdjęciach.

Bez tuszu

Jedna warstwa

Dwie warstwy

A tak poza tematem to MAJMEJKAP kończy dziś dwa lata! Dziękuję, że ze mną jesteście! :*

8 lutego 2015

Good & cheap #2

Mamy luty więc pora na kolejny wpis z serii "Good & cheap". Zapraszam na szybki przegląd pięciu dobrych kosmetyków, które nie kosztują więcej niż 20 zł i są dla wszystkich w miarę dobrze dostępne.

1. Cienie do powiek Inglot - na pewno są to dobrze Wam znane cienie ;) W swojej kolekcji to właśnie ich mam najwięcej. Niedrogie (10zł i 13zł), super napigmentowane, mają sporo ciekawych wykończeń. Na stoiskach firmy Inglot znajdziecie każdy cień, który się Wam marzy. Wybór jest naprawdę oszałamiający ;)


2. Brązer Miyo - jeden z moich ulubionych matowych brązerów. Ma chłodny odcień, ani krzty drobinek i dodatkowo ślicznie pachnie. Dobrze się rozciera i ładnie wygląda na buzi. Jego cena również jest bardzo przystępna, ponieważ w drogeriach internetowych kosztuje około 11zł.


3. Pomadki Essence Longlasting - bardzo dobrej jakości pomadki o lekko matowym wykończeniu, nie wysuszają ust, utrzymują się na nich o wiele dłużej niż zwykłe szminki i mają naprawdę ciekawe odcienie. Cena to 10zł. Kupicie je w szafach marki Essence.


4. Róże do policzków Catrice - bardzo je lubię. Są naprawdę wysokiej jakości i bardzo przyjemnie się je nakłada na policzki, nie tworzą plam i przez cały dzień utrzymują się na twarzy. Duży plus za wybór odcieni: od delikatnych róży i brzoskwinek aż do mocno intensywnych brązów i fuksji. Kosztują mniej więcej 16zł i są dostępne w szafach Catrice oraz kilku drogeriach internetowych.


5. Klej do rzęs Ardell Lash Grip - ja mam swój akurat w wersji czarnej. Cóż mogę powiedzieć? Genialny klej do sztucznych rzęs! Najlepszy w tej cenie ;) Za tubkę kleju musimy zapłacić 16zł. Szybciutko wysycha, mocno trzyma rzęsy, ale nie na tyle mocno żeby powyrywać swoje naturalne podczas odklejania paska lub kępek. Bardzo łatwy w obsłudze.


Poprzedni wpis z tej serii znajdziecie tutaj.

Podzielcie się w komentarzach Waszymi hitami wśród tańszych kosmetyków ;)

3 lutego 2015

Makijaż w odcieniach granatu z miętowym akcentem

Nie pamiętam kiedy ostatnio był na blogu jakikolwiek makijaż. Nie miałam zupełnie czasu żeby przysiąść i coś dla Was przygotować. Od wczoraj jednak rozpoczęłam zimowe ferie i mam zamiar dobrze ten czas wykorzystać. 

Na dobry początek mam więc makijaż w odcieniach granatu z pięknym akcentem opalizującej mięty w wewnętrznym kąciku. Granice cieni rozcierałam delikatnie brązem i brudnym odcieniem różu. Całość wzbogaciłam o kreseczkę i kultowe rzęsy Ardell.






Jestem ciekawa Waszych opinii zarówno na temat makijażu jak i jakości zdjęć. Staram się aby były one coraz ładniejsze i jeszcze milsze w odbiorze ;)