30 listopada 2015

Ulubieńcy listopada

Nie wiem jak Wy, ale ja nie wierzę, że do świąt pozostał niecały miesiąc ;) Bardzo się cieszę - listopad za nami! Kiedyś już mówiłam o tym, że nie lubię tego miesiąca... W sumie sama nie wiem dlaczego, ale po prostu już tak jest. 

Postanowiłam dzisiaj przedstawić Wam swoich listopadowych ulubieńców, więc jeśli macie ochotę poczytać i zobaczyć czego używałam mijającym miesiącu to zapraszam :)

Zacznę od pielęgnacji, bo tutaj mam do polecenia tylko dwa produkty. Wydaje mi się, że o pierwszym wspominałam już na blogu, ale nie jestem pewna czy pojawił się w ulubieńcach. Chodzi mi tutaj o wodę tonizującą z Ziaji Liście Zielonej Oliwki. W lecie stosowałam ją w celu odświeżenia skóry i przygotowania jej pod makijaż. Od jakiegoś czasu zaczęłam jej używać również jako mgiełka zmiękczająca makijaż. Po skończonym malowaniu spryskuję nią buzię. Mgiełka niweluje pudrowość na skórze, makijaż staje się spójny, wygląda bardziej naturalnie. Ziaja nie jest drogą firmą - ta woda kosztuje jakieś 7 zł, więc polecam zerknąć na nią podczas zakupów ;)

Drugim pielęgnacyjnym ulubieńcem jest odżywka do rzęs Long 4 Lashes, której używam już od około dwóch miesięcy. Efekty jakie uzyskałam możecie zobaczyć w tym poście. Teraz stosuję ją co drugi dzień. Rzęsy są długie, elastyczne i pomalowane mascarą wyglądają nieziemsko.


Teraz kolej na kolorówkę. Tutaj bezapelacyjnie musi pojawić się podkład Bourjois Healthy Mix w odcieniu 51. Kocham go, ubóstwiam, wielbię! Jest po prostu cudowny. Sięgam po niego codziennie rano. Jest lekki, ładnie rozpromienia twarz i ujednolica jej koloryt. Dodatkowo pięknie pachnie i nie ciemnieje na twarzy. 

Ulubionym korektorem w listopadzie jest płynny kamuflaż marki Catrice. To właśnie on lądował na skórze pod oczami. Jest jasny, dobrze kryje i ładnie łączy się z innymi produktami. Nie roluje się, nie ściera. Jedynym minusem jest fakt, że dość szybko się zużywa ;)


Ulubieńcem jest też puder My Secret. Świetnie matuje i utrwala. Nie bieli twarzy pomimo swojego koloru - jest niewidoczny. Obecnie mam już drugie opakowanie i z pewnością kupię kolejne, ponieważ bardzo mi ten kosmetyk odpowiada.

W listopadzie najczęściej sięgałam po rozświetlacz z firmy My Secret. Kupiłam go w promocji i jestem z niego bardzo zadowolona ;) Ma śliczny odcień ciepłego beżu, daje na skórze efekt tafli. Wydaje mi się, że będzie wydajny, bo jest to produkt wypiekany.


Teraz pora na makijaż oczu i tutaj też mam kilka ciekawych produktów. Pierwszym z nich jest tusz do rzęs L'oreal Volume Million Lashes So Couture. Podoba mi się kształt szczoteczki, którą mogę wytuszować każdą nawet najkrótszą rzęskę. Tusz dobrze rozdziela rzęsy, jest bardzo czarny i trwały. Nie kruszy się ani nie odbija na skórze w ciągu dnia.

Drugim produktem godnym uwagi jest cień w kremie Maybelline Color Tattoo w odcieniu Creme De Nudes. Kupiłam go ponieważ zależało mi na czymś co ładnie wyrówna kolor powieki. Cień jest bardzo ładnie beżowy, super się trzyma nałożony solo, ale stanowi również świetną bazę pod inne cienie.


Ulubieńcem jest również eyeliner w pisaku z firmy Wibo. Odkąd pamiętam używałam z reguły żelowych linerów. Najpierw Essence, później Maybelline, aktualnie mam żelowy eyeliner ze Stili. Jednak przekonałam się też do linera w pisaku. Mój pochodzi z serii Rock With Me. Jest gruby, ale bardzo przyjemnie mi się nim maluje. Kreski wychodzą idealnie czarne i nie rozmazują się w ciągu dnia. 

Ostatnim produktem do oczu jest pigment z Inglota o numerku 22. Jest to dość nietypowy odcień - brązowo-bordowy ze złotą poświatą. Jak na pigment z Inglota przystało mieni się po aplikacji jak szalony. Bardzo mi się podoba na powiece jesienią i myślę, że w zimie również będę po niego sięgała.


I zostały mi do przedstawienia już tylko produkty do ust. Pierwszym z nich jest pomadka Kobo w odcieniu English Rose. Przepiękna kremowa szminka na co dzień. Ma odcień zgaszonego różu, który bardzo dobrze zgrywa się z całością makijażu. Kolejną szminką jest szminka Golden Rose Velvet Matte w odcieniu 04. Sięgałam po nią kiedy zależało mi na mocnym podkreśleniu ust. 
Jeśli zależało mi na większym blasku i nawilżeniu ust wybierałam błyszczyk Bell BB w odcieniu 06. Jest to ślicznie migoczący błyszczyk w soczystym jagodowym odcieniu.


Kilka swatchy na sam koniec ;) 


I to już wszyscy ulubieńcy tego miesiąca. W następnym wpisie z tej serii przedstawię Wam już ulubieńców całego roku ;) Tak, tak... Święta i sylwester coraz bliżej :) :) 

27 listopada 2015

Świąteczna lista życzeń

Do Świąt Bożego Narodzenia pozostał już niecały miesiąc, więc myślę, że najwyższa pora nakierować Mikołaja na moje zachcianki ;) Uwielbiam tworzyć takie listy i wizualizować jakieś cele.

W mojej głowie siedzą i droższe i tańsze produkty, tak więc myślę, że z tego zestawienia da się coś wybrać. Sama sobie pewnie też zrobię prezent i na pewno wybiorę coś spośród tych rzeczy ;)

Jeśli jesteście ciekawe co mi się marzy to zapraszam do dalszej części tego wpisu.


1. Lampa do paznokci hybrydowych - chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. Moje paznokcie są bardzo twarde, ale chciałabym aby mój manicure wytrzymywał dłużej niż kilka dni. Niesamowicie podobają mi się lakiery Semilac i chciałabym właśnie z nimi rozpocząć swoją przygodę ;)

2. Pędzle Zoeva - najbardziej zależy mi na modelach przeznaczonych do twarzy. Marzy mi się jakiś skośny pędzel oraz dodatkowy pędzel do aplikacji pudru.

3. Rzęsy Black Leather by Katosu - bardzo mi się podobają, widziałam je już w akcji u wielu dziewczyn. Chciałabym je wykorzystać podczas swojej studniówki. Są niezwykłe, nietypowe i myślę, że skoro stworzyła je Katosu to naprawdę musi coś w nich być :)

4. Metaliczne cienie Makeup Revolution - te foliowe cienie mam ochotę kupić za każdym razem kiedy robię zakupy, ale zawsze coś mnie hamuje i w konsekwencji je po prostu pomijam.

5. Paleta rozświetlaczy Sleek - mam fioła na punkcie rozświetlaczy i te również bardzo mi się podobają. Podoba mi się to, że w jednej palecie jest kilka odcieni. Poza tym paleta wygląda uroczo i na pewno chcę ją mieć.

6. Błyszczyk do ust Sleek - jest mega lśniący, ciekawe jak z pigmentacją. Chciałabym go mieć, bo wydaje mi się idealnym produktem na większe wyjścia. 

7. Woski Yankee Candle - zależy mi konkretnie na tych dwóch, które widzicie na grafice. Lubię się otaczać ładnymi zapachami. Mam swój malutki kominek, który umila mi długie, ponure wieczory.

I to byłoby już wszystko ;) 
Napiszcie mi koniecznie co Wy chciałybyście znaleźć pod choinką. Chętnie poczytam o Waszych zachciankach ;)

25 listopada 2015

Stila Sun Bronzing Powder Shade 02

Jakiś czas temu w moje łapki trafił puder brązujący Stila. Jest to jeden z dwóch produktów tej marki, które kupiłam. Chciałabym Wam go dzisiaj bliżej zaprezentować i polecić, bo uważam, że jest to bardzo fajny produkt do ocieplania buzi.

Swojego codziennego makijażu nie wyobrażam sobie bez użycia brązera. Najpierw chłodniejszym odcieniem konturuję twarz, a żeby nabrała jeszcze ładniejszego kolorytu muskam ją cieplejszym pudrem. Ostatnio do tego celu świetnie służy mi właśnie produkt firmy Stila.

Odcień 02 jest dość ciepły, ale na skórze wygląda naturalnie i nie pomarańczowo. Nie ma też drobinek, jest kompletnie matowy, dzięki czemu możemy dodatkowo pokusić się o rozświetlacz ;)



Nie mam też problemów z aplikacją tego produktu na skórę. Nakładam go zawsze tym samym pędzlem T12 Glambrush i jestem bardzo zadowolona z efektu. Bardzo ładnie się rozciera, nie tworzy smug i nieestetycznych plam. Jeśli chodzi o utrzymanie to jest naprawdę w porządku - cały dzień w niezmienionym stanie.


I tak naprawdę jedynym aspektem do którego mogę się przyczepić jest to, że ten puder strasznie się pyli przez co będzie słabo wydajny. Szkoda, bo wcale mało nie kosztował, a nie będzie mi zbyt długo towarzyszył...


Tak więc jeśli szukacie dobrego brązera, który doda koloru Waszej buźce to polecam rozejrzeć się właśnie za Stila Sun Bronzing Powder w odcieniu 02 ;)

Możecie go zamówić na tej stronie :)

22 listopada 2015

Wibo Contour Palette 3 STEPS TO PERFECT FACE + swatche

Jestem bardzo dumna z marki Wibo! W ich ofercie pojawiają się coraz to ciekawsze produkty ;)
Ostatnio wprowadzili kilka ciekawych produktów, ale spośród nich wybrałam tylko jeden, a właściwie to 3 w 1. W tym poście podzielę się z Wami z moją opinią na temat paletki do konturowania marki Wibo.


Nie da się ukryć, że firma bardzo mocno zainspirowała się paletkami Sleeka. Stworzyli po prostu coś w rodzaju Face Form. Akurat nie mam tego zestawu ze Sleeka, ale patrząc na zdjęcia w sieci naprawdę nie dostrzegam różnicy ;)

Paletka kosztuje około 17 zł i możecie ją zakupić w Rossmannie. 

Zgrabna kasetka zapakowana w kartonik zawiera jasny brązer, rozświetlacz w dość chłodnej tonacji oraz wielowymiarowy, piękny róż do policzków. Produkty bardzo delikatnie i przyjemnie pachną, są aksamitne w dotyku, nie suche i dobrze współpracują z pędzlami. Nie tworzą plam, bardzo ładnie się rozcierają i są odpowiednio napigmentowane.


Taki odcień brązera na pewno przypadnie do gustu bladziochom. Jest naprawdę jasny i z łatwością nałożycie go na buzię. Jest też całkowicie matowy i ma dość chłodny odcień, więc myślę, że można go użyć do wykonturowania twarzy.

Rozświetlacz jest według mnie przepiękny (ale ja to jestem sroka, więc lubię wszystkie błyskotki). Nałożony delikatnie daje subtelny, świeży efekt. Polecam go zdecydowanie osobom z chłodnym typem urody. Jest on srebrzysto- biały, więc przy ciepłej karnacji może wyglądać nienaturalnie.

A w różu to ja się po prostu zakochałam! Łososiowo-szampańsko-brzoskwiniowy odcień ze złotą poświatą. Prze - prze - przepiękny! ;) Na policzkach wygląda jak marzenie i moim zdaniem jest dość uniwersalnym odcieniem. 

Z pewnością zaprezentuję Wam niedługo ten zestaw na buzi, dziś jednak pokażę Wam swatche na dłoni - tak żebyście zobaczyły jak produkty prezentują się na skórze. Naprawdę warto rozejrzeć się za tym zestawem w Rossmannie ;))


Jestem bardzo zadowolona, że tak świetny produkt pojawił się stacjonarnie w drogerii i ogólnie, że go kupiłam ;) Każda z nas będzie miała teraz do niego łatwy dostęp. 

15 listopada 2015

Bling - bling, czyli mój zbiór rozświetlaczy część 1

Moja miłość do rozświetlaczy trwa już od około dwóch lat. Pierwszy, który kupiłam pociągnął za sobą lawinę kolejnych i można powiedzieć, że zaczęłam je w pewien sposób kolekcjonować. Robię to całkowicie świadomie i wciąż wyszukuję kolejne perełki w tej kategorii ;) Bardzo się cieszę, ponieważ wiele drogeryjnych i tanich firm wypuściło wspaniałe produkty tego typu. Za dosłownie kilka złotówek możemy się cieszyć wspaniałą formułą, która dodaje twarzy świeżości i blasku.


Nie będę Wam tutaj pisać o tym jak aplikować rozświetlacze, jakie pędzle są do nich najlepsze i w ogóle. Treści na te tematy jest już w sieci całe mnóstwo, więc szkoda na to czasu.

Skupię się raczej na prezentacji produktów, które posiadam i postaram się je opisać w kilku zdaniach. Post postanowiłam podzielić na dwie części, ponieważ jeden byłby baaaardzo długi ;)

Oczywiście nikogo nie zdziwi fakt, że jako pierwszy kupiłam rozświetlacz The Balm Mary Lou. Nie miałam zbyt dużego rozeznania wśród tego typu kosmetyków, a ten wydawał się być pewniakiem. Cena była oczywiście wysoka, ale był to planowany wydatek. Cóż mogę powiedzieć? Mary Lou jest przepiękna! Ma ładny szampański odcień, ani odrobiny brokatu.  Gładka, aksamitna, miałka - daje prześliczną taflę na skórze i moim zdaniem jest po prostu magiczna! Must have w kategorii rozświetlaczy ;)




Kolejnym produktem, który nie jest z założenia rozświetlaczem, ale jego kolor i wykończenie pozwala na wykorzystanie go w ten sam sposób jest cień do powiek INGLOT 397P. Jaśniutki beżowo-szampański odcień o intensywnym lśniącym wykończeniu. Spokojnie można nakładać go na buzię - jest delikatniejszy niż Mary Lou. Daje subtelniejszy efekt rozświetlenia i moim zdaniem świetnie nada się dla osób początkujących. Plus za niską cenę i malutką pojemność ;-)



Kiedy o rozświetlaczach Makeup Revolution zrobiło się bardzo głośno zapragnęłam sprawić sobie jakieś cacuszko właśnie z tej firmy. Spośród ogromnej gamy produktów rozświetlających, które oferują wybrałam wypiekane serduszko Goddess of Love (tutaj jest dłuższa recenzja + porównanie z Mary Lou). Niesamowicie wydajny, lekko różowy, chłodny rozświetlacz. Można nim uzyskać delikatny błysk, ale też mocną taflę rozświetlenia. Urocza forma opakowania dodatkowo cieszy oko.



Następnym rozświetlaczem, który wpadł w moje łapki jest kremowy rozświetlacz Essence Soo Glow w odcieniu 020. Jego formuła jest bardzo ciekawa. Kremowy w dotyku, po aplikacji zupełnie suchy i pudrowy. Świetny dla chłodnych typów cer. Daje bardzo ładny i świeży efekt na twarzy. Lubię po niego sięgać w chłodniejsze dni ;)




Dwa kolejne rozświetlacze są tanie jak barszcz, a efekt jaki dają jest podobny do tego jaki daje Mary Lou Manizer z The Balm. Ich porównanie macie w tym poście, także polecam zerknąć. Chodzi oczywiście o rozświetlacze Lovely. Ja mam obydwie wersje - Silver i Gold ;) Według mnie Silver jest bardziej subtelny, a mocniejszy efekt daje wersja Gold.




Pięknym i aktualnie moim ulubionym rozświetlaczem jest My Secret Face Illuminator Powder Princess Dream. Ciepły beżowy odcień, który bardzo ładnie wygląda na każdej skórze. Da się nim uzyskać bardzo delikatny efekt glow, jak i mocną taflę.




Na tym zakończę pierwszą część tego posta. Druga już niebawem na blogu ;)

W komentarzach koniecznie dajcie mi znać o swoich ulubionych rozświetlaczach. Macie może jakiś z firmy Mac? Co o nich sądzicie i które konkretnie polecacie?

13 listopada 2015

Good & cheap #11

Pora na kolejne (jedenaste już!) zestawienie z tej serii. Połowa listopada za nami, święta zbliżają się wielkimi krokami, a Mikołaj już naprawdę całkiem niedługo... ;)
Pięć dobrych kosmetyków za cenę niższą niż 20 zł, które wybrałam do polecenia Wam tym razem prezentuje się następująco:


1. Rozświetlacz Wibo Diamond Illuminator - produkt już niemal kultowy ;) Piękny, złociutki i drobno zmielony. Daje śliczny efekt rozświetlenia na skórze i co ważne nie jest drogi. Za niecałą dyszkę kupicie go w Rossmannie.

2. Baza pod cienie Avon - bardzo dobra baza do której mam ogromny sentyment. Lubię ją za to, że lekko wyrównuje kolor na powiece i bardzo dobrze trzyma cienie przez długi, długi czas. Zamówicie ją u konsultantki za jakieś 13zł.

3. Zestaw do konturowania Fair Freedom Makeup - polecam go szczególnie osobom bladym. Brązer jest chłodny, jaśniutki i bardzo dobrze się z nim pracuje. Jeśli chodzi o puder to ja najczęściej stosuję go pod oczy aby utrwalić korektor. Jest świetny! Dostaniecie go w sporej ilości drogerii internetowych za 17zł.

4. Masełka do ust Nivea - bardzo przyjemny produkt do pielęgnacji ust. Ja miałam już karmelowe i malinowe, teraz w torbie noszę jagodowe. Zawsze mam je przy sobie, chociaż zdecydowanie wolę używać go w domu gdy mam czyste ręce. Świetnie nawilża usta i sprawia, że stają się gładkie i miękkie. W drogeriach kosztują około 9zł.

5. Pomadki Fashion Colour Kobo - przegenialne szminki w bardzo ładnych kolorach. Mają trwałe formuły, niebanalne odcienie, które dość rzadko można spotkać w stacjonarnych drogeriach. Są mocno napigmentowane, dobrze trzymają się ust i ich nie wysuszają. W Naturze kupicie je za 16,99zł.

I na listopad to już wszystko ;) To przedostatnie zestawienie z tej serii w tym roku. 

W komentarzach koniecznie napiszcie mi co ciekawego w niskich cenach polecacie. Wasze rekomendacje będą pomocne przy okazji zakupów.

Niebawem pojawi się wpis o moim zbiorze rozświetlaczy. Kończę już pisać notatkę, ale brakuje mi jeszcze zdjęć ;) Postaram się ukończyć to jak najszybciej :)

11 listopada 2015

Efekty 6 tygodniowej kuracji odżywką LONG 4 LASHES + zdjęcia przed i po

Witajcie kochane ;) Dzisiaj przychodzę do Was z postem, na który sama musiałam czekać aż 6 tygodni... Chcę się z Wami podzielić moimi efektami, które osiągnęłam przez 72 dni codziennego stosowania odżywki Long 4 Lashes. Nie chcę się za bardzo rozwodzić nad samym produktem. Wszystko czego chcecie się o nim dowiedzieć możecie przeczytać na stronie producenta (klik!)


Ja sama chcę tylko powiedzieć, że odżywkę zakupiłam 30 września w Rossmannie i od tamtej pory używam jej codziennie wieczorem po dokładnym demakijażu twarzy. 

Przez cały czas trwania kuracji nie wystąpiły u mnie żadne dolegliwości - nic nie bolało, nic nie piekło, oczy nie były podrażnione w żaden sposób. 

Odżywka jest zamknięta w takim opakowaniu jak płynny eyeliner. Ma wygodny cienki pędzelek, który super sprawdza się w roli aplikatora. Samo nałożenie odżywki jest proste i szybkie.



Strasznie nie mogłam doczekać się efektów, ale sam producent pisze, że pojawiają się one dopiero po około 3 tygodniach. Tak więc musiałam cierpliwie czekać. Ja zauważyłam zmianę dopiero około czwartego tygodnia. Teraz zdecydowanie widzę, że moje rzęsy są dłuższe, gęstsze i ciemniejsze. Po pomalowaniu i patrzeniu pod odpowiednim kątem sięgają praktycznie do brwi ;) Są piękne!

Bardzo się cieszę, że odżywka u mnie podziałała. Ukończyłam 6 tygodniową kurację (zalecaną przez producenta) i teraz będę jej używać co drugi dzień w celu utrzymania efektu. 

Myślę, że kluczem w przypadku tego typu produktów jest systematyczność i stosowanie się do zaleceń producenta. 

A teraz pora na efekt jaki udało mi się uzyskać.


Myślę, że będziecie widziały teraz różnicę w przypadku makijaży, które będę prezentować na blogu.

Dajcie mi koniecznie znać czy używałyście tej lub innej odżywki i pochwalcie się efektami, które udało się Wam osiągnąć ;)

7 listopada 2015

Kreatywny makijaż i masa nowości w akcji: Catrice, My Secret, Wibo, Pierre Rene, Maybelline, Kobo

W końcu znalazłam czas aby wykonać makijaż dla Was na bloga. Przyznaję - dałam się ponieść wyobraźni i dzisiejsza propozycja jest bardziej kreatywna niż zwykle. Bardzo rzadko wykonuję tego typu makijaże, ponieważ nie czuję się w nich mocna i ciągle mi w nich coś nie pasuje. Tym razem jednak jestem całkiem zadowolona z efektu i postanowiłam, że Wam go pokażę ;) 

Kolorystyka makijażu utrzymana w fioletach, mięcie i błękicie. Smaczku dodają czarne kontury i kropeczki. Przez to makijaż stał się bardziej graficzny.

W tym makijażu wykorzystałam masę nowości, więc wszelkie szczegóły dotyczące kosmetyków są na dole pod zdjęciami ;)












Czego użyłam do wykonania tego makijażu?:

TWARZ:
*podkład Pierre Rene Skin Balance nr 21
*kamuflaż w płynie Catrice nr 010
*puder fixujący My Secret
*rozświetlacz My Secret
*brązer MIYO

OCZY:
*cień w kremie CT Maybelline Creme de Nude
*paletka MUR Mermaid vs. Unicorn
*pigment Inglot Mamma Mia! nr 97
*pigment opalizujący Kobo Mint Cream i Violet Blush
*paletka Sleek Snapshots
*mascara Wibo  Panoramic Lashes
*eyeliner w pisaku Wibo Rock With Me
*rzęsy Wispies Ardell
*klej Lash Grip Ardell
*pisak do brwi Catrice 040
*żel do brwi Wibo

USTA:
*płynna matowa pomadka Kobo Passiflora Tea 405
*eyeliner w pisaku Rock With Me

2 listopada 2015

Pisak do brwi Catrice 040 Brow'dly Presents

Podkreślanie brwi jest bardzo na czasie ;) Kobiety przykładają do ich wyglądu coraz większą uwagę, a firmy zasypują nas produktami, które ułatwią to zadanie. Jedną z nowości jest pisak do brwi firmy Catrice. Pojawił się on w ofercie marki jesienią i występuje w trzech odcieniach. Dzisiaj chcę Wam o nim opowiedzieć, bo używam go już dość długo i mam swoją opinię na jego temat.


Producent na swojej stronie o tym produkcie pisze tak: Innowacyjny trwały flamaster do brwi z unikalną płynną formułą zapewnia naturalny kolor i podkreślenie brwi. Możesz widocznie pogrubić brwi i wyrównać wszelkie niedoskonałości dzięki niezwykle cienkiemu aplikatorowi. Unikalna formuła zapewnia trwałość bez smug.


Bardzo podoba mi się forma tego produktu - mazak z giętką końcówką, która się nie zapycha i ładnie dozuje "tusz". Trzeba jednak pamiętać aby pisak trzymać zawsze końcówką do dołu - wtedy tusz swobodnie sobie spływa, w innym przypadku jest problem z aplikacją. 

Produktem można w bardzo naturalny sposób podkreślić brwi (jak wygląda na brwiach pokażę Wam niedługo w makijażu). Końcówka pozwala na malowanie grubych i cieniutkich kreseczek wszystko zależy od nacisku na skórę. 

Kolor nie zmienia się po aplikacji, ciągle jest to bardzo ładny odcień chłodnego brązu. Co do trwałości nie mam również zarzutów - przetrwa na brwiach cały dzień. Ważne jest również to, że jeśli przesadzimy z jego ilością to spokojnie da się go wyczesać i nie ma z tym żadnego problemu.


Bardzo spodobała mi się ta propozycja od Catrice. Polecam ten kosmetyk każdej brwiowej maniaczce, ale również osobom, które dopiero zaczynają podkreślać swoje brwi. Jest naprawdę bardzo dobry i godny Waszej uwagi ;)