27 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Ulubieńcy kosmetyczni roku 2016 - kolorówka

Rok 2016 dobiega końca, a ja śpieszę do Was z postem, w którym zdradzę moich tegorocznych ulubieńców do makijażu. Wpis jest naprawdę długi i obszerny, ale mam nadzieję, że przebrniecie przez niego do końca.  Kosmetyki podzieliłam na pewne kategorie, tak żeby nie było chaosu. Będę przedstawiała Wam po kolei wszystkie produkty. Jeśli jesteście ciekawe co ciekawego znalazło się w moim rocznym zestawieniu ulubieńców to zapraszam do dalszej części ;)

Wydaje mi się, że powinnam zacząć od makijażu twarzy. Tutaj pierwszym zdecydowanym ulubieńcem i w sumie też odkryciem roku jest baza pod makijaż Baby Skin marki Maybelline. Niesamowicie wygładza skórę, jest leciutka, wypełnia pory i sprawia, że skóra jest idealnie przygotowana na aplikację podkładu. Ma żelową konsystencję, nakłada się ją bezproblemowo. Szkoda, że nie jest dostępna w Polsce stacjonarnie... No, ale cóż jakoś sobie radzę ;)


Teraz przejdę do podkładów. I tak, nie mam w tym przedziale jednego ulubieńca. Rok ma 12 miesięcy i tak naprawdę nie wyobrażam sobie używania jednego podkładu przez cały ten czas. Tym bardziej, że jestem wizażystką... i blogerką ;)

Tak więc w tym roku wyłoniłam trzy ulubione podkłady i tak naprawdę trzy różne. Pierwszym jest oczywiście mój dzienny ulubieniec czyli Bourjois Healthy Mix. Lekki, średnio kryjący, na skórze wygląda pięknie i naturalnie. Lubię po niego sięgać przez cały rok i zawsze mam buteleczkę z tym podkładem na swojej toaletce. 

Drugi podkład, który zaliczam do rocznych ulubieńców to Inglot HD Perfect Cover Up. Poznałam go mniej więcej w połowie roku i od tamtej pory dzielnie służy mi w pracy z klientkami. Ma wysokie krycie, jest trwały i ma wiele odcieni. Bardzo ładnie da się go wpracować w skórę, nie tworzy efektu maski. Oczywiście duży plus za plastikowe lekkie opakowanie, bo nie obciąża dodatkowo mojego kufra. 

I ostatni ulubiony podkład to odkrycie jesieni, czyli HD Liquid Coverage. Cudowny, kremowy podkład. Uwielbiam efekt jaki daje na skórze. Jest mocno kryjący i jednocześnie lekki, niewyczuwalny po aplikacji. Życzyłabym sobie aby w drogerii było więcej tak dobrych podkładów jak ten.


Wśród korektorów wybił się zdecydowanie płynny kamuflaż Catrice oraz tubka Healthy Mix od Bourjois. Oba korektory mają dobre krycie, chociaż Catrice ma mocniejsze, a Bourjois uwielbiam za jasny, żółty kolor, który neutralizuje wszelkie cienie. Obu korektorów używałam głównie pod oczy i w tej roli sprawdzają się rewelacyjnie.


Zaskoczę Was, ponieważ ulubionego pudru nie mam... Używałam kilku, ale nic nie zachwyciło mnie na tyle aby znaleźć się w ulubieńcach roku. W pracy używam pudrów Kryolan lub Inglot, ale dla siebie wciąż szukam tego idealnego. Mam nadzieję, że kolejny przyniesie coś extra w tej kategorii.

Jeśli chodzi o konturowanie to na wyróżnienie zasługuje rozświetlacz My Secret Princess Dream, kółeczko kremowych podkładów z Kobo oraz cała paleta Pro Strobe z  Freedom Makeup. Te trzy produkty u mnie królowały! Są rewelacyjne, mają odpowiednie formuły i długo utrzymują się na skórze, Bardzo mocno je Wam polecam.


Ulubionymi różami w ciągu całego roku były te z palety MUR Sugar&Spice, a ostatnio też róż The Balm Frat Boy. Mam go jednak od początku grudnia i nie byłoby sprawiedliwie gdybym umieściła go w tym zestawieniu. Napiszę pewnie o nim więcej w nowym roku ;)


Teraz powinnam przejść do makijażu oczu. Zacznę może od brwi. Tutaj mam trzy godne polecenia produkty. Pierwszym z nich jest konturówka do brwi w żelu marki Inglot numer 11. To produkt petarda, który nigdy nie zawodzi pod względem trwałości, jest fenomenalny. Druga rzecz to kredka, której używam na co dzień kiedy zależy mi na delikatniejszym podkreśleniu włosków. Mówię tutaj o kredce Catrice w odcieniu 020. To mój ulubieniec od kilku lat. Lubię jej niezbyt woskową formułę i chłodny odcień, który ładnie dopasowuje się do moich brwi. I ostatni produkt to odkrycie roku czyli żel "cement" do brwi marki Golden Rose. Jest naprawdę bardzo trwały, genialnie utrwala brwi i utrzymuje ich kształt aż do wykonania demakijażu.


Najlepszą bazą pod cienie okazał się kremowy cień Maybelline w odcieniu Creme de Nude. Ma jasny beżowy odcień, dobrze zakrywa wszelkie żyłki na powiekach i dzięki temu później nałożone cienie nie są przekłamane. Nie ściera się, utrzymuje cienie w idealnym stanie przez cały dzień.


Cienie po które siegałam najczęściej to palety Zoeva, The Balm oraz Inglot. To są produkty, którym ufam, które są świetnej jakości i nigdy mnie nie zawodzą.



W 2016 roku moje serce podbiły pigmenty Inglota, używałam ich bardzo często. Rewelacyjnie dopełniają makijaże ślubne i wieczorowe, które wykonuję. Podoba mi się również to, że mogę stosować je zarówno na sucho i na mokro.


Ulubionym tuszem do rzęs jest oczywiście L'oreal Volume Million Lashes So Couture. Dla mnie to najlepszy tusz ever i na razie nie szukam niczego lepszego.


Zostały już do omówienia tylko usta i paznokcie. Rok 2016 był u mnie rokiem matowych ust. Moimi ulubionymi pomadkami w płynie na pewno były te z Golden Rose, a szczególnie numer 03 i 10, a od dwóch miesięcy pomadki NYX Soft Matte Lip Cream. Wszystkie te produkty lubię w tym samym stopniu. Są trwałe, odporne na jedzenie (nietłuste) i picie. Kolory również mają piękne i to właśnie po te produkty sięgałam najczęściej.


Oprócz produktów matowych często wybierałam lakier do ust My Secret w odcieniu Nude To Go. Ten lakier tworzy na ustach genialną mokrą taflę. Jest trwały i przez to bardzo lepki, ale ja to akurat bardzo lubię ;)

I to wszystko co miałam Wam do pokazania w tym poście. Mam nadzieję, że wpadło Wam coś w oko i wypatrzyłyście jakiś produkt dla siebie. Chętnie poczytam o Waszych tegorocznych odkryciach ;)

23 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Bazy Lirene - No Pores & Be Glam + majmejkapowe życzenia świąteczne

Jeśli śledzicie mnie na Instagramie to na pewno wiecie, że kupiłam sobie niedawno dwie bazy pod makijaż marki Lirene. Skusiłam się na nie, ponieważ bardzo chciałam je przetestować i w dodatku była spora obniżka.

Od momentu zakupu intensywnie je testuję i już co nieco mogę o nich powiedzieć, więc postanowiłam poświęcić im oddzielny post na blogu.


Obydwie tubki są pakowane w eleganckie kartonowe pudełeczko. W cenie regularnej kosztują 30zł. Na pewno można je kupić w Naturze i Rossmannie.


Obie bazy mają konsystencję lekkiego kremu. Nie są to bazy typowo silikonowe, takie żelowe. Skóra po ich użyciu nie jest taka śliska w dotyku jak po bazie silikonowej. Szybciutko się wchłaniają i już po chwili można aplikować podkład.


Z tego co zauważyłam to te bazy dogadują się ze wszystkimi podkładami, które mam. Nie mam problemów z ich nakładaniem. Nie rolują się i nie ważą. Skóra pozostaje wygładzona.


Bazy różnią się między sobą właściwościami. Be Glam to typowo rozświetlający produkt. Nadaje skórze blasku i sprawia, że się mieni. Muszę przyznać, że daje naprawdę ładny efekt - taki bardzo świeży.

Baza No Pores natomiast to baza matująca, która ma niwelować widoczność porów. Co do matowienia to wydaje mi się, że jest w porządku,a jeśli chodzi o pory no to tutaj niewiele mogę powiedzieć, ponieważ ten problem mnie nie dotyczy.


Ogólnie jeśli szukacie jakiejś fajnej drogeryjnej bazy to te polecam Wam jak najbardziej. Są lekkie, niewyczuwalne na skórze, a robią to co nich należy ;)

***

Korzystając z okazji pragnę złożyć życzenia z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Życzę Wam z całego majmejkapowego serduszka abyście ten magiczny czas spędziły w gronie bliskich na wspólnym kolędowaniu i rozmowach, aby dopisywało Wam zdrówko, a Wasze buzie były radosne i oczywiście aby pod choinką znalazło się to co sobie wymarzyłyście ;)
Ściskam gorąco Kama ;) ;*

22 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Co noszę ze sobą w podręcznej kosmetyczce?

Witam we czwartek ;) Święta już za dwa dni! Czekam na nie z utęsknieniem, bo to magiczny, rodzinny czas ;) Żeby czas leciał szybciej dzisiaj taki dosyć luźny post z zawartością mojej podręcznej kosmetyczki, którą zawsze mam w swojej torebce. 


Sama kosmetyczka pochodzi od zestawu pędzli do oczu marki Zoeva i jest naprawdę niewielka, ale większej po prostu nie potrzebuję. Wędruje ze mną od torebki do torebki zawsze mam ją przy sobie.

Co się w niej kryje? Po pierwsze mała szmatka do czyszczenia okularów. Tak, noszę okulary na co dzień i nie znoszę kiedy szkła są brudne. Zawsze dbam o ich stan, bo wtedy lepiej widzę :) ;)

W kosmetyczce mam też olejek do ust marki Catrice. Mały gadżet a czasami naprawdę się przydaje. Super sprawdza się do szybkiej poprawki makijażu ust w ciągu dnia. Nawet gdy pomadka, którą mam w danym dniu na ustach delikatnie się zje to ten olejek ratuje sytuację.


W kosmetyczce noszę też Bronze Block Sleek w wersji Light, bo po pierwsze mam tutaj trzy odcienie pudrów którymi mogę zmatowić skórę, a po drugie ta niewielka kosteczka ma lusterko, które często się przydaje. Do kompletu musi być oczywiście pędzelek i u mnie jest to Hakuro H22.

Bez czegoś nawilżającego do rąk się nie obejdzie i u mnie od jakiegoś czasu w kosmetyczce mieszka serum do rąk marki Evree. Bardzo je lubię, ponieważ ma niewielkich rozmiarów  tubkę, jest gęste i przez to bardzo wydajne i rewelacyjnie nawilża dłonie. Moje ostatnio wymagają mocnego kopa nawilżenia, bo strasznie się przesuszają i to serum świetnie na nie działa.

Ostatnie dwie rzeczy to perfumy. Noszę ze sobą takie miniaturki. Mam dwa zapachy Perceive i Le petit robe noir, które marzą mi się w pełnowymiarowym flakonie ;)



Jestem ciekawa co Wy ciekawego macie w swoich torebkowych kosmetyczkach ;) Napiszcie mi o tym w komentarzach.

21 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Pierwsza propozycja sylwestrowego makijażu | Zoeva, Kobo, My Secret, The Balm

W grudniu makijaże wysypują się z rękawa ;) Wczoraj świąteczny, a dziś pierwszy (i nieostatni) sylwestrowy. 

Jest mroczno, ciemno i bardzo intensywnie. Obiecałam Wam w poniedziałek, że pokażę jak prezentują się nowe pyłki z Kobo w użyciu i dzisiaj obietnicę spełniam. W makijażu wykorzystałam odcień Cherry Sparks.

Bazą dzisiejszego makijażu jest czarny matowy cień z palety Zoeva Naturally Yours. Na nim całość się opiera. Dodałam fioletowe elementy, a całość otuliłam brzoskwiniowym cieniem. 

Wszystkie kosmetyki, których użyłam wypisałam dokładnie na dole pod zdjęciami ;)


Zwróćcie proszę uwagę jak ważne w makijażu są podkreślone brwi i rzęsy. Na zdjęciu poniżej widzicie samo cieniowanie bez tych dwóch ważnych elementów. Postanowiłam dodać takie zdjęcie, aby pokazać jak dużą rolę odgrywają rzęsy i brwi w (każdym!) makijażu.



Użyte produkty:

TWARZ: 
*baza Lirene Be Glam
*podkład Catrice Liquid Coverage 020
*korektor Catrice Liquid Camouflage 010
*puder Ecocera
*brązery z palety Freedom Pro Strobe
*rozświetlacz z palety Freedom Pro Strobe
*róż The Balm Frat Boy

OCZY:
*baza pod cienie Avon
*czarny matowy cień z palety Zoeva Naturally Yours
*cień Peach Velvet Nabla
*pigment Kobo Pure Pigment odcień Cherry Sparks
*cień My Secret z paletki Paradise Island
*pisak do brwi Catrice 030
*żel do brwi Golden Rose
*mascara L'oreal Volume Million Lashes So Couture
*rzęsy Ardell model Wispies

USTA:
*pomadka Kobo w odcieniu English Rose

20 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Grafitowy glam - makijaż świąteczny

Wigilia już w sobotę, więc podsyłam Wam kolejną propozycję świątecznego makijażu. Niestety światło dzienne nie sprzyja robieniu zdjęć i zdaję sobie sprawę, że nie wygląda to do końca tak jak powinno. Czekam na swoją lampę pierścieniową i mam nadzieję, że za jakiś czas wszystko będzie pięknie się prezentowało.

Jeśli chodzi o sam makijaż to jest to ostatnio bardzo modny spotlight, czyli najjaśniejszy punkt makijażu skupia się na środku powieki. U mnie pojawił się w tym miejscu drobniutki srebrny brokat.
Zachęcam Was do eksperymentowania ze swoim makijażem w okresie świąteczno/noworocznym. A ten makijaż niech stanowi jakąś drobną inspirację ;))

Wszystkie kosmetyki, których użyłam macie wypisane na dole pod zdjęciami ;)






Wykorzystane produkty:

Twarz:
*baza silikonowa Wibo
*podkład Catrice HD Liquid Coverage 020
*korektor Collection Lasting Perfection 01
*puder Ecocera 
*brązer z palety Freedom Pro Strobe
*rozświetlacz My Secret Sparkling Beige

Oczy: 
*korektor Collection Lasting Perfection 02 (jako baza pod cienie)
*cienie z palety Zoeva Smoky oraz Mixed Metals
*cielista kredka Satin Touch Kohl My Secret numer 19
*brokat srebrny Inglot
*pigment Kobo Magic Sparks
*mascara L'oreal Volume Million Lashes So Couture
*rzęsy TK Maxx

Usta:
*konturówka Essence Honey Berry
*pomadka Golden Rose Vision Lipstick 127

19 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Nowości Kobo - iskierkowe pigmenty i biały mixer do podkładów

Witajcie ;) W dzisiejszym poście chcę Wam zaprezentować nowości marki Kobo, które ostatnio pojawiły się w ofercie i, które już zdążyły wylądować w moich łapkach.

Na pewno każda z Was doskonale kojarzy biały mixer do podkładów firmy NYX, którego kupienie graniczy z cudem, ponieważ ciągle jest wyprzedany. Marka Kobo wyszła nam na przeciw i stworzyła swoją wersję takiego mixera, a dokładnie White Brightener Mix with foundation. Oprócz tego stworzyli nowe pigmenty i dwa z nich totalnie mnie urzekły.

Zacznę może od tego mixera, a potem opowiem Wam trochę o pigmentach. 

Mixer jest zamknięty w czarnej klasycznej tubce o pojemności 20 ml. Ma konsystencję lekkiego podkładu i jest całkowicie biały. Sam z siebie roztarty na skórze jest praktycznie niewidoczny, no, może delikatnie rozjaśni nam ten obszar w którym został nałożony. Nic poza tym. Jego prawdziwe oblicze ukazuje się po zmieszaniu go z podkładem. Działa, naprawdę działa! Rozjaśnia każdy podkład, nie zmieniając jego formuły. 

Na opakowaniu jest napisane, że produkt posiada lekkie właściwości matujące, ale przyznam szczerze, że tego nie zauważyłam ;) Świetnie współgra z wieloma podkładami, które poddawałam testom (Catrice, Bourjois, Inglot, Maybelline). 

Z tym produktem zbyt ciemne podkłady nie są mi straszne ;) Wystarczy odrobinka tego mixera i problem znika. Baaardzo polecam wszystkim wizażystkom ten produkt do swojego kuferka. Na pewno Was nie zawiedzie.


Z nowej serii pigmentów czyli Pure Pearl Pigment wybrałam dwa iskierkowe: Magic Sparks oraz Cherry Sparks. 

W ofercie marki były już wcześniej pigmenty, ale jedynie takie opalizujące (które również bardzo lubię, bo rewelacyjnie dopełniają wiele makijaży). Tym razem stworzyli coś nietypowego, bo pigmenty to proszek miliona iskierek, które niesamowicie się mienią. 

Nałożone na sucho wyglądają świetnie, ale mogą się lekko osypywać i zanikać, natomiast nałożone na mokro lub klejone na żel do brokatu są prawdziwą petardą! ;) Zauważyłam też, że idealnie wyglądają nałożone na ciemne cienie do powiek. 


Jeżeli jesteście srokami i lubicie takie świecidełka to naprawdę warto im się przyjrzeć jak będziecie w Naturze. Pigmenty nie są drogie, ale naprawdę robią na oczach robotę. Niedługo na blogu będzie makijaż z użyciem tych pigmentów i wtedy zobaczycie o czym mówię :)

Życzyłabym sobie żeby w ofercie marki pojawiło się więcej takich iskrzących pyłków w różnych odcieniach. Na pewno kupiłabym ich więcej ;)


Na zdjęciach widzicie swatche pigmentów solo oraz na czarnej bazie i swatch tego białego mixera.


Koniecznie napiszcie mi czy macie już któryś z tych produktów. Jak się Wam one sprawdzają? A może macie ten mixer z NYXa?

16 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Paleta Zoeva Smoky | swatche + opinia

Na mojej mikołajowej liście życzeń pojawiła się paleta cieni Zoeva Smoky ;) Nie trudno się zorientować, że od niedawna jest już ze mną. Tak, kupiłam sobie kolejną paletę cieni. 

Dlaczego? Urzekła mnie jej kolorystyka. Ma w sumie wszystko czego potrzeba do stworzenia podstawowego makijażu. Jest całkowicie samowystarczalna. Znajdziemy tutaj jasny, cielisty cień, ale też smolistą czerń i jasny chłodny brązik do wymodelowania oka. Oprócz tego sporo ciemnych cieni, które są porządnie napigmentowane i świetnie sprawdzą się przy mocnych, wieczorowych makijażach.


Dzisiaj chcę Wam pokazać dokładne swatche wszystkich cieni, a już jutro będziecie mogły zobaczyć tą paletę w akcji, ponieważ przygotowałam dla Was makijaż z jej użyciem. Praca z nią to czysta przyjemność, cienie są naprawdę rewelacyjne!




Jak widzicie na zdjęciach marka i tym razem nie zawiodła jeśli chodzi o jakość cieni ;) Konsystencja, pigment i wykończenia - wszystko jak najbardziej na plus. To mój kolejny udany zakup! Ta paletka na pewno będzie jedną z moich ulubionych ;) Bardzo ją Wam polecam!

15 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Ulubione pomadki matowe w płynie

Mat na ustach jest w tym sezonie jak najbardziej pożądany. Takie wykończenie szminki gwarantuje nam nieskazitelny makijaż ust przez wiele godzin. Z reguły takie pomadki mają mocną pigmentację i aplikator taki, jak w przypadku błyszczyka. Fanką płynnych matowych pomadek jestem też ja i dzisiaj chciałabym zaprezentować swoje ulubione.


Pierwsza ulubiona pomadka pochodzi z firmy Wibo i jest to Million Dollar Lips o numerze 01. Jej kolor to taki ciemniejszy nude, który na pewno nie wymywa ust z twarzy, a ładnie je zaznacza. Bardzo często sięgam po tą pomadkę, towarzyszyła mi również podczas mojej studniówki w lutym. Trwałość jest nieziemska. Jedyne co to czasami delikatnie wysusza mi usta, ale jestem w stanie temu zaradzić ;)


Kolejne pomadki pochodzą z marki Golden Rose. Mam aż 5 odcieni, jednak najczęściej sięgam po trzy: 03, 07 i 10. Lubię te pomadki za ciekawe odcienie. Mają dość rzadką konsystencję, ale ja bez problemu jestem w stanie równo nałożyć je na usta. Są komfortowe, moim zdaniem niewyczuwalne.


Kolor 03 to kultowy odcień zgaszonego różu, który jest ciężko dostępny, bo pasuje wielu osobom i często jest wyprzedany. Ja sięgam po niego na co dzień, bo jest dość uniwersalny i do wszystkiego mi pasuje. 

Numer 07 to cudowna fuksja i po tą szminkę sięgałam latem, teraz wybieram ją wtedy gdy reszta makijażu jest dość minimalistyczna i subtelna. Ten odcień na ustach robi cały look ;)

Moim ulubieńcem jak widzicie jest też trupi odcień czyli numer 10. Tak, lubię go i bardzo dobrze się w nim czuję. Jest bardzo stłumionym beżo-brązem, mi ten kolor przypomina pieczarkę ;) Zestawiam go zawsze z mocniej podkreślonym okiem - kreska musi być obowiązkowo.


Bardzo często wybieram też pomadkę Bourjois REV w odcieniu Plum Plum Girl. Lubię piankową formułę tych pomadek i to, że ich intensywność można sobie stopniować. Nie przesusza mi ust, jest bardzo komfortowa, a jej różowo-fioletowy odcień idealnie wpisuje się w każdy sezon ;)

Moimi ostatnimi odkryciami są matowe pomadki NYX czyli Soft Matte Lip Cream. Aktualnie mam dwa kolory, ale na pewno kupię ich więcej ponieważ są rewelacyjnie. Mają bardzo kremową konsystencję, super pigment i nie wysuszają ust. Nie ścierają się i siedzą na ustach dopóki sama ich nie zmyję.

Ostatnio  najczęściej sięgam właśnie po nie, a mam odcień San Paulo oraz Cannes. Ten pierwszy jest bardziej różowy, idealnie pasuje na co dzień: do pracy czy też na uczelnię, drugi to kolor bliższy brązowi i również świetnie sprawdzi się w wielu sytuacjach.



To moje ulubione płynne matowe pomadki ;) Wy też je tak lubicie? Jakie są Wasze hity w tej kategorii?


14 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Świąteczny szyk

Święta już całkiem, całkiem blisko... Ja z utęsknieniem czekam na wigilijny wieczór wśród bliskich kiedy będzie można usiąść przy stole, podzielić się opłatkiem i miło porozmawiać. Nie wyobrażałam sobie nie przygotować na blogu propozycji świątecznego makijażu i tak więc oto jest elegancki makijaż z użyciem ciepłych kolorów i intensywnym błyskiem na powiece. 

Chciałam wykorzystać tak modne ostatnio ogniste odcienie, bo wiem, że wiele z Was ma takie cienie do powiek. Nie ma tutaj kreski - uwagę przyciąga iskrzący pigment, który pięknie będzie lśnił w blasku świec. 

Jak najbardziej możecie się tym lookiem śmiało zainspirować ;)

Listę kosmetyków, których użyłam jak zwykle wypisałam Wam na dole pod zdjęciami i polecam tam sobie zerknąć ;)




Kosmetyki, których użyłam:

TWARZ:
*baza silikonowa Wibo
*podkład Bourjois 123 Perfect numer 51
*korektor Catrice numer 020
*puder sypki Ecocera
*brązer My Secret
*rozświetlacz Lovely Silver

OCZY:
*cień w kremie Maybelline CT Creme de Nude
*cienie Inglot z kolekcji What a Spice!
*cienie z paletki Zoeva Cocoa Blend
*cielista kredka My Secret Satin Touch Kohl numer 19
*cień Nabla o nazwie Peach Velvet
*mascara L'oreal Volume Million Lashes So Couture
*rzęsy Ardell Demi Wispies
*kredka do brwi Catrice 020
*żel do brwi Catrice Eyebrow Filler
*pigment Inglot numer 24

USTA:
*pomadka Golden Rose Vision Lipstick numer 127

13 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Kolekcja lakierów Semilac

Maniaczką hybryd jestem od ponad roku i mimo, że moja kolekcja nie jest ogromna, ponieważ lakiery dobieram starannie, to jestem z niej bardzo zadowolona. Każdą buteleczkę uwielbiam tak samo. 

Dzisiaj chcę Wam pokazać jakie lakiery znajdują się w moim zbiorze. Nie chciałam robić wzorników, bo szkoda marnować lakieru na takie rzeczy ;) W internecie jest cała masa zdobień wykonanych z użyciem lakierów Semilac, więc odsyłam Was do Google ;)


A teraz zapraszam na przedstawienie moich lakierów.

001 Strong White - klasyczny, kremowy biały lakier. Bardzo pomocny i przydatny przy zdobieniach. Ja stosuję go również do rozjaśniania niektórych odcieni gdy zależy mi na rozbielonym, pastelowym efekcie.

015 Plum - to jeden z moich jesienno-zimowych ulubieńców. Kocham ten lakier! Jest bardzo intensywny, ciemny i bardzo elegancko wygląda na dłoniach.

022 Mint - to mój wiosenny must have ;) Piękny, idealnie miętowy kolorek. Bardzo ładnie kryje i komponuje się z delikatną opalenizną. ,

026 My Love - w mojej kolekcji był pierwszym lakierem. To soczysty czerwony odcień z mini różowymi drobinkami. Mi kojarzy się ze świętami i blaskiem świec. Ten kolorek jest niezwykle elegancki.


032 Biscuit - to kryjący mlecznoróżowy kolor, po który sięgam niezwykle często. Jest subtelny, elegancki i taki czysty. Idealny na każdą porę roku, niezależnie od pogody ;)

060 Bubblegum Pink - to taki niezbyt mocny, słodki różyk troszkę w stylu lalek Barbie ;) Jest uroczy bardzo ładnie komponuje się w stylizacjach gradientowych i lubię po niego sięgać.

083 Burgundy Wine - kolejny jesienno-zimowy pewniak. Bardzo głęboki, ciemny kolor. Lubię stosować go w połączeniu z brokatem.

084 Denim Blue - czysty, intensywny niebieski kolorek, który mi osobiście kojarzy się z latem. I właśnie w tej porze roku króluje on na moich paznokciach. Idealnie współgra z letnią opalenizną.


094 Pink Gold - nazwa bardzo dobrze definiuje kolor tego lakieru. Kupiłam go z myślą o drobnych akcentach na paznokciach lub zdobieniach. Jest piękny i magiczny!

123 Szeherezada - to jeden z moich ulubionych lakierów. Idealna hybryda między różem a fioletem. Cudownie wygląda na dłoniach. Jest bezdrobinkowy i bardzo intensywny.

130 Sleeping Beauty - pastelowo- neonowy odcień brzoskwiniowy. Bardzo wyjątkowy i przyciągający uwagę. Idealnie wygląda przy lekko opalonej skórze.

135 Frappe - kolejny bezpieczny odcień, który nadaje się na każdą okazję. Ja osobiście bardzo lubię go w wykończeniu matowym.


141 Lady in Grey - elegancki odcień szarości. Moim zdaniem idealny - nie jest zbyt jasny, ani zbyt ciemny. Lubię go łączyć z innymi odcieniami.

144 Diamond Ring - to srebrny błyszczący lakier, który kupiłam całkiem niedawno z myślą o świątecznym manicure. Już wyobrażam sobie jak cudownie iskrzy w blasku świec na wigilijnym stole.

165 Boyfriend Jeans - przyszarzały jasnoniebieski odcień. Wygląda bardzo stylowo, mi kojarzy się z ciepłymi otulającymi sweterkami ;)

170 Pink Wink - lakier petarda! Ostry, neonowy róż - fuksja! Jest przepiękny i na pewno jednym z moich naj w całej kolekcji. Wybija się na tle innych swoją intensywnością i kolorem.


Na chwilę obecną właśnie tak wygląda mój zbiór hybryd Semilaca. Jest jeszcze sporo kolorów, które podobają mi się w ich ofercie i na pewno w niedalekiej przyszłości dopełnią moją kolekcję :)