30 stycznia 2016

Ulubieńcy stycznia

Styczeń dobiega końca, więc myślę, że najwyższy czas przedstawić Wam moich ulubieńców, czyli kosmetyki, które dobrze służyły mi w mijającym miesiącu. Chcę się nimi z Wami podzielić - może wypatrzycie coś ciekawego dla siebie ;)


Zacznę od pielęgnacji, bo tym razem i w tej kategorii mam kilku mocnych ulubieńców. 

Pierwsza rzecz to szampon do włosów firmy Delia, którego zadaniem jest niwelowanie żółtych odcieni i ochładzanie koloru. Powiem tak: uwielbiam ten szampon! Bardzo dobrze myje głowę, pięknie pachnie i rzeczywiście ochładza kolor. W słońcu moje włosy mają delikatnie srebrny połysk, są miękkie i sprężyste. No i oczywiście plus za to, że nie podrażnił mojej wrażliwej skóry na głowie. Dla mnie prawdziwy mistrz! ;)

Jeśli chodzi o włosy to mam jeszcze jednego ulubieńca - dwufazową odżywkę w spreju Gliss Kur. Ja akurat mam wersję niebieską. Używam jej po umyciu włosów na lekko wilgotne włosy. Ułatwia mi rozczesywanie i minimalizuje puszenie się włosów.


Kolejne produkty to niesamowite duo z firmy Ziaja, które odkryłam pod koniec grudnia. Olejek myjący i balsam Ziaja Med do skóry atopowej. Moja skóra co prawda nie jest atopowa, ale lubi się miejscami przesuszać, szczególnie teraz w sezonie grzewczym. Skóra na przedramionach, łydkach i kolanach często jest u mnie sucha i ściągnięta. Odkąd mam te dwa produkty używam ich codziennie wieczorem i naprawdę czuję różnicę jeśli chodzi o nawilżenie skóry. Po wchłonięciu się balsamu (olejku używam do kąpieli) mam wrażenie jakbym wypiła przed chwilą 10 litrów wody. Nic nie swędzi, nie jest suche. Naprawdę jeśli macie problem z przesuszoną skórą to polecam Wam te dwa produkty ;) Odczujecie ogromną ulgę!

Ulubieńcem jest również krem Ziaja Liście Zielonej Oliwki. Używam go rano i wieczorem (od początku grudnia) na oczyszczoną, przetartą tonikiem buzię. Jest lekki, szybko się wchłania i dobrze sprawuje się jako baza pod makijaż. Buzia jest gładziutka i miękka.


Teraz przejdę do kolorówki. Na początku miesiąca wykończyłam swój ulubiony podkład czyli Bourjois Healthy Mix i postanowiłam spróbować czegoś nowego. Skusiłam się na podkład marki Gosh Foundation Drops, czyli podkład z pipetą o lejącej konsystencji i ogólnie bardzo ciekawej formule. Używałam go codziennie od momentu zakupu i naprawdę go lubię. Jest lekki i niewidoczny na skórze ;) W najbliższym czasie szykuję dla Was jego recenzję.

Ulubieńcem bez wątpienia jest również puder Golden Rose True Matte w odcieniu numer 5. Rzadko kupuję pudry z kolorem - wolę te transparentne, ale ten wyjątkowo mi pasuje. Co jeszcze mi się w nim podoba? To, że jest zbyt matowy, chociaż nazwa by na to wskazywała. Na skórze daje bardzo naturalne, lekko satynowe wykończenie i świetnie współpracuje z podkładem Gosh. Nic się nie waży, nic się nie roluje.

Dawno nie wspominałam o brązerze, którego używam nieprzerwanie od bardzo długiego czasu. Lubię go za odcień, konsystencję i piękny zapach. Chodzi mi oczywiście o matowy brązer firmy MIYO. Jak dla mnie na tą chwilę idealny (chociaż czaję się na Bahama Mamę) puder do konturowania twarzy.

Dalej mam rozświetlacz i tutaj ponownie rozwalił system ten wypiekany z My Secret. Po prostu go uwielbiam. Ma bardzo ładny beżowy odcień, idealnie sprawdza się na dzień dając cudowny blask w miejscach aplikacji. Długo się zastanawiałam nad jego zakupem, a teraz jest moim prawdziwym hitem ;)

Styczeń był miesiącem makijaży studniówkowych i teraz pokażę Wam kilku ulubieńców do makijażu oczu, którzy pomogli mi kreować makijaże tegorocznych maturzystek.

Tak więc na pewno cienie z których korzystałam to palety Zoeva Naturally Yours oraz Cocoa Blend.
Uwielbiam z nimi pracować, bo cienie są naprawdę rewelacyjne. Jestem w stanie zbudować nimi porządny make up dodając później dodatki w postaci migoczących pigmentów, brokatów etc.


A mówiąc o pigmentach oczywiście pokażę Wam kilka perełek. I oczywiście (:P) będą to pigmenty firmy Inglot i brokaciki. Pigmenty, które królowały w styczniu to numer 115, 113, 22 oraz 77 z kolekcji Mamma Mia. Każdy z nich jest wyjątkowy i cudownie dopełnia każdy makijaż. Sama na co dzień używam 115 do rozświetlenia kącików oczu.


Niezastąpiony tusz do rzęs czyli L'oreal Volume Million Lashes So Couture również jest styczniowym ulubieńcem ;) Uwielbiam go i używam go niezmiennie od dłuższego czasu (oczywiście sięgam też po inne, ale ten muszę mieć zawsze w swoim zbiorze). Owszem, jest droższy, ale naprawdę warty swojej ceny. Bardzo dobrze rozdziela i podkreśla rzęsy, jedyny problem jaki z nim mam to zmywanie, ale to tylko świadczy o jego trwałości/

Jeśli malowałam w styczniu kreskę to tylko przy pomocy eyelinera Wibo Rock With Me w pisaku. Niezwykle sprawnie się nim rysuje, kreska jest intensywnie czarna i dość trwała (nie jest wodoodporna).


Brwi w styczniu podkreślałam pisakiem do brwi firmy Catrice w odcieniu 040. Obecnie używam już drugiej sztuki i naprawdę bardzo podoba mi się ta forma podkreślania brwi. Daje naturalny efekt, ładnie się wyczesuje z włosków. Drugim produktem po który sięgałam jest pomada do brwi z Inglota w numerku 11. Bardzo trwała i przyjemna w obsłudze. U mnie idealnie spisuje się w duecie z pędzelkiem Zoeva 322.


W styczniu na ustach królowały dwa produkty. Błyszczyk firmy Catrice oraz konturówka do ust Essence Wish Me a Rose. Obydwa produkty mają różowy odcień, który podpasował mi w minionym miesiącu.


I tak przebrnęliśmy przez wszystkich ulubieńców stycznia. Wpis wyszedł dość obszerny i długi, ale wszystkie przedstawione kosmetyki zasłużyły sobie na wspomnienie o nich. Ja jak zwykle czekam na Wasze komentarze, opinie i Waszych ulubieńców ;)

17 stycznia 2016

Moja nowa lista życzeń na nowy rok ;)

Co pewien czas na moim blogu pojawia się taki wpis, który porządkuje trochę kosmetyczne plany i pozwala mi się ukierunkować. Analizując listę kosmetyków, które gdzieś tam trochę mi się marzą i siedzą w głowie (mam je wszystkie spisane w blogowym notesie) doszłam do wniosku, że w tym roku pokuszę się o kilka kultowych kosmetyków. Jeśli jesteście ciekawe na jakie produkty mam chrapkę to zapraszam na dzisiejszy wpis :)


1. Paleta cieni Zoeva Mixed Metals - kto ma cienie Zoeva ten wie jak dobrej są jakości. Ja sama posiadam dwie palety i mam ochotę na więcej ;) Ta właśnie bardzo wpadła mi w oko, bo ma dość nietypowe odcienie, których nie spotyka się często. 

2. Pigmenty Inglot - tak, zdecydowanie chcę powiększyć kolekcję pigmentów tej firmy. Aktualnie mam cztery, ale firma oferuje ich całą masę i mam już na oku kilka kolejnych słoiczków. Uwielbiam te pigmenty, są nieodłącznym elementem makijaży wieczorowych, a u mnie przewijają się również w dziennym.

3. Rozświetlacz Mac Lightscapade - akurat ten produkt już raz pojawił się na mojej wishliście, ale niestety nie udało mi się go kupić. Teraz koniecznie musi być mój. Jestem ogromną fanką rozświetlaczy i ten wyjątkowo mi się spodobał ;) Już niedługo go zamówię! 

4. Balsam do ust Dr Lipp Original Nipple Balm - szukam balsamu, który będzie w szybkim czasie mocno nawilżał i odżywiał usta. Często zdarza się, że klientka, którą maluję ma wysuszone usta i nałożenie jakiejkolwiek szminki jest po prostu niemożliwe. O tym balsamiku czytałam wiele na zagranicznych blogach - mówią, że jest super! Zobaczymy jak się sprawdzi.

5. Baza rozświetlająca Dr Irena Eris - produkt, w którym jestem ogromnie zakochana. Miałam okazję go testować dzięki uprzejmości swojej koleżanki i jestem święcie przekonana, że podczas promocji w Rossmannie będę zmuszona kupić tą bazę :D Cudownie się rozprowadza, miesza z podkładami. No miodzio po prostu!

6. Brązer The Balm Bahama Mama - o tym pudrze chyba słyszała już każda z Was. Tak się złożyło, że ja jeszcze go nie mam i myślę, że niedługo się to zmieni. I w sumie jeśli chodzi o ten brązer to zastanawiam się między pełnowymiarowym produktem, a paletką In The Balm of Your Hand, w której jest masa bestsellerów marki i właśnie miniaturka tego brązera. Muszę tą kwestię jeszcze przemyśleć :)

7. Paleta róży Zoeva Coral Spectrum - o ile nowe palety z cieniami jakoś mocno mnie nie kuszą, tak akurat ta paleta róży musi być w moim posiadaniu. Uwielbiam takie odcienie na policzkach, niesamowicie ożywiają buzię i dodają jej blasku. 

8. Korektor MUFE Full Cover - kultowy produkt tej marki, który wizażystki kochają. W moim kufrze również przydałby się taki mocno kryjący trwały korektor. Przeszukując sieć oczywiście natrafiłam na ten i wydaje mi się, że to będzie dobry wybór ;) Zastanawiam się jeszcze, który kolor wybiorę, ale pewnie w Sephorze uda mi się kupić odpowiedni.

9. Podkład nawilżający Dr Irena Eris - wiecie, że mój ulubiony podkład to Bourjois HM, ostatnio kupiłam również Gosh Foundation Drops, który baaaardzo mi podpasował. No, ale oczywiście podkład Dr Irena Eris jest na mojej liście życzeń i mam nadzieję, że będę mogła go kupić. Jestem go bardzo ciekawa i zastanawiam się jak się sprawdzi przy mojej cerze :)


I to wszystko ;) Lista może niezbyt długa, ale na pewno nadwyręży mój portfel ;)

Dajcie mi koniecznie znać czy macie któryś z tych produktów i czy jesteście z nich zadowolone.

16 stycznia 2016

Zakupy kosmetyczne - kolorówka + pielęgnacja: Gosh, Hean, Tolpa, Golden Rose, L'oreal, Delia

Pierwsze tegoroczne kosmetyczne zakupy już za mną, więc pomyślałam, że to dobra okazja do zrobienia haulu zakupowego. Tym razem oprócz kolorówki do koszyka wpadły też kosmetyki pielęgnacyjne. Jeśli jesteście ciekawe jakie kosmetyki udało mi się kupić to serdecznie zapraszam Was na dzisiejszy post ;)


Zacznę od zakupów na stoisku Golden Rose. Tutaj kupiłam jedynie dwa produkty, ale tak to jest jak zapomina się listy z zakupami i o połowie rzeczy po prostu nie pamięta :P Tak więc tym razem w rączki wpadł mi puder True Matte w odcieniu 05, który według Maxineczki jest odpowiednikiem pudru Senna Cosmetics. Zobaczymy jak się sprawdzi, do tej pory użyłam go jedynie kilka razy i nic konkretnego Wam jeszcze nie powiem. Drugi kosmetyk to metaliczny eyeliner w intensywnie srebrnym odcieniu. Będzie ciekawym akcentem w makijażu, szczególnie teraz w okresie studniówkowo-karnawałowym.



W zeszłym tygodniu zrobiłam również zakupy w drogerii Ekobieca.

Byłam na kupnie nowego podkładu i tym razem postanowiłam zakupić coś innego niż Bourjois HM (HM jeszcze trochę mi zostało, więc jestem bezpieczna). Zdecydowałam się na podkład z firmy Gosh Foundation Drops. Nie znalazłam zbyt wielu informacji w sieci na jego temat, więc stwierdziłam, że muszę go przetestować. Podkład z pipetą, o bardzo lejącej formule, ma specyficzną konsystencję przy nakładaniu na skórę. Trochę jak olejek, trochę jak woda. Sprawdzę go dokładniej i dam Wam o nim na pewno znać. A, i wybrałam oczywiście najjaśniejszy dostępny odcień - 004 Natural.

Oprócz tego kupiłam kolejne opakowanie swojej ukochanej mascary, czyli L'oreal Volume Million Lashes So Couture. Czuję, że mój obecny tusz powoli się kończy, więc wolę mieć po prostu zapas ;)
A poza tym to naprawdę uwielbiam ten kosmetyk za to co robi z moimi rzęsami i za cudowną szczoteczkę.

Ostatnim kolorowym produktem jest korektor modelujący firmy Hean. Skusiłam się na niego, ponieważ bardzo lubię tego typu korektory i mam ich naprawdę dużo. Jest jaśniutki, idealnie nadaje się pod oczy. Przez te kilka dni używania nie zwróciłam uwagi na to żeby ciemniał ani zbierał się w załamaniach skóry. Myślę, że się polubimy ;)


Jeśli chodzi o pielęgnację to może zacznę od włosów, bo kupiłam sobie szampon firmy Delia Silver Shampoo. Chcę Wam powiedzieć, że na wiosnę szykuje się na mojej głowie mała (a może duża) rewolucja, a ja postanowiłam ją rozpocząć delikatnie od utrzymywania swoich włosów w chłodnej tonacji. Szampon miał być srebrny, a jest intensywnie fioletowy, ale w sumie nie zauważyłam żadnej zmiany po kilku użyciach. Na pewno plusem jest opakowanie z pompką, to, że szampon dobrze się pieni i cudownie świeżo pachnie.

I na koniec pozostała maska nawilżająca firmy Tołpa, którą zamówiłam z myślą o użyciu jej przed malowaniem się na studniówkę. Jestem jej bardzo ciekawa. Zobaczymy czy odpowiednio nawilży moją buzię i przygotuje ją na nałożenie podkładu. Dobrze, że saszetka jest podzielona na dwie osobne części. Będę mogła jej użyć dwukrotnie ;)


I to w sumie byłoby na tyle jeśli chodzi o styczniowe nowości. Dajcie znać czy znacie, któryś z pokazanych produktów.

A tak na marginesie to w tym roku planuję "przyinwestować" w kilka kultowych kosmetyków, polecanych na każdym kroku. Planuję dla Was właśnie taki wpis z moją "wypasioną" listą życzeń i wtedy zdradzę Wam na co będę się czaiła przez najbliższy czas. Być może zainspiruję i Was do drobnych zakupów ;)

9 stycznia 2016

Adina Grigore "Szczęśliwa skóra" - moje refleksje po przeczytaniu + mini making off

W święta pod choinką znalazłam między innymi książkę Adiny Grigore "Szczęśliwa skóra". Pochłonęłam ją w ciągu kilku godzin i dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć co o niej sądzę. Ogólnie bardzo interesuje mnie tematyka szeroko pojętego zdrowego trybu życia, zdrowego odżywiania i wpływu tego wszystkiego na nasze ciało i skórę. 

Kiedy wyciągnęłam z papierowej torebki książkę, spojrzałam na okładkę i przeczytałam tytuł od razu wiedziałam, że mi się spodoba ;)


Książka to pewnego rodzaju poradnik na drodze do zdrowej i ładnej cery. Ja ze swoją nie mam większych problemów, ale z chęcią czytam tego typu książki, aby pogłębiać wiedzę na temat skóry. Mogę wtedy doradzać klientkom, które bardzo często mnie pytają o to co zrobić żeby mieć ładną cerę i pozbyć się trądziku. Od zawsze im powtarzam, że kluczem jest odpowiednia pielęgnacja i dokładny demakijaż.


Książka ogólnie bardzo ciekawa. Autorka w przystępny sposób tłumaczy powiązania między stanem naszej skóry, a dietą oraz odpowiednią pielęgnacją. Mówi jak ważne dla stanu naszej skóry jest picie wody oraz aktywność fizyczna i dobry sen.

Krok po kroku stara się prowadzić nas przez ścieżkę do piękniejszej cery. Tłumaczy skąd tak naprawdę biorą się skórne schorzenia takie jak egzema, trądzik, łuszczyca. Pani Adina sugeruje abyśmy same w naturalny sposób pozbyły się raz na zawsze problemów skórnych, zamiast wydawać masę pieniędzy na drogie leki i maści przypisane przez dermatologa. Bardzo często jest po prostu tak, że wszystkie apteczne specyfiki pomagają zwalczyć powierzchowne objawy takie jak: wysypka, krostki, wypryski, ale nie usuwają głównej przyczyny.

Na początku poleca założenie dziennika odżywiania, w którym zapisywać mamy każdy spożyty posiłek i każdą, nawet drobną, przekąskę. Prosi też o obserwacje swojej skóry, jedzenie intuicyjne i eliminowanie produktów, które ewidentnie nam szkodzą. Oczywiście zaznacza, że naszej skórze na pewno nie pomaga jedzenie przetworzone, tłuste, sztuczne. Każdy do swojego codziennego menu powinien dołączyć więcej warzyw i więcej wody.

Kolejnym krokiem jest dokładne przyjrzenie się naszym kosmetyczkom, wszystkim kosmetykom, które stoją na łazienkowej półeczce. Należy sprawdzić składy, terminy ważności. Stare lub nieużywane od dłuższej pory należy po prostu wyrzucić. W drogeriach również nie dać się naciągać na promocje i kuszące reklamy. Kosmetyki powinny być dobrane starannie!

Autorka poleca również ograniczenie ilości stosowanych produktów, a w ich miejsce dołączyć do pielęgnacji "kuchenne kosmetyki" czyli wiele olejów roślinnych, sól w roli peelingu, miód, płatki owsiane. Sama poleca również mycie całego ciała oraz włosów samą wodą - ja jednak do tego pomysłu nie jestem nawet odrobinkę przekonana i na pewno nie przetestuję tego na sobie...

Podoba mi się, że w książce są zamieszczone przepisy na kosmetyki, które można zrobić samemu w domowym zaciszu. Znajdziecie tu różne maseczki do twarzy, szampony, maski i odżywki do włosów, krem nawilżający, balsamy, peelingi.

Książkę polecam fankom takich pielęgnacyjnych tematów oraz dziewczynom, które lubią dbać o swoją cerę, ale mają z nią problemy i nie za bardzo wiedzą jak sobie z nimi poradzić ;) Myślę, że ta książka powinna Wam ułatwić sprawę :)

A teraz pora na małe making off, czyli zobaczcie w jak ciężkich warunkach tworzę zdjęcia na bloga. Moja Loca jest ogromnym łasuchem, a kokosowy sernik po prostu wołał do niej z talerzyka: "zjedz mnie, zjedz mnie!"



Jakie inne książki o tematyce zdrowego trybu życia polecacie mi do przeczytania? Podzielcie się ze mną tytułami w komentarzach ;)

7 stycznia 2016

Makijaż studniówkowy: elektryzujące kobaltowe rzęsy!

Dzisiaj przychodzę do Was z propozycją makijażu na studniówkę. Ten przedmaturalny bal to okazja do mocniejszej zabawy z kolorem. Sama w tym roku mam swoją studniówkę i wiem, że każda dziewczyna będzie chciała wyglądać wyjątkowo. Jeśli nie macie pomysłu na swój makijaż to może moja propozycja stanie się dla Was drobną inspiracją? Myślę, że to coś całkiem niestandardowego, ponieważ główną rolę w tym makijażu gra dolna powieka i kobaltowe rzęsy. Powieka górna to jedynie dwa brązowe cienie roztarte dokładnie między sobą. 

Oczywiście kolory możecie tutaj dowolnie zmieniać tak aby dopasować całość do Waszej kreacji. 

Jeśli chodzi o rzęsy to są to zwykłe czarne połówki rzęs Sleek, które pomalowałam kredką My Secret w niebieskim kolorze. Na świeżo nałożoną kredkę aplikowałam pigment firmy Kobo w odcieniu Cornflower. I tak uzyskałam elektryzujący odcień rzęs, które wkomponowałam w całość makijażu ;)

Listę produktów, które wykorzystałam do stworzenia tego makijażu znajdziecie na dole pod zdjęciami ;)











TWARZ: 
*podkład Pierre Rene Skin Balance numer 20
*puder My Secret Fixing Powder
*korektor Catrice 010 Porcelain
*rozświetlacz My Secret
*brązer Stila

OCZY:
*cień w kremie MNY CT w odcieniu Creme de Nude
*cienie z paletki The Balm Balmsai
*pigment Kobo w odcieniu Mint Cream i Cornflower
*żelowy eyeliner Stila
*mascara Lovely Curling Pump Up
*pomada do brwi Inglot numer 11
*klej do rzęs Lash Grip Ardell
*rzęsy Sleek Sphynx 231


USTA:
*pomadka Kobo English Rose 104

Kompendium wiedzy o makijażu studniówkowym!

6 stycznia 2016

Bling - bling, czyli mój zbiór rozświetlaczy część 2

Pora na drugą, obiecaną przeze mnie część wpisu ze zbiorem moich rozświetlaczy. W tym wpisie chciałabym pokazać Wam resztę moich cudeniek, a pierwszą część z moimi rozświetlaczami możecie sobie zobaczyć w tym wpisie.


Ciekawym rozświetlaczem w mojej kolekcji jest Wibo Royal Shimmer by Paulina Krupińska. Ma intensywny złoty odcień, daje przepiękny blask na skórze. Moim zdaniem jest on troszkę inny od rozświetlacza Diamond Illuminator z tej samej firmy (dotykałam obydwa w drogerii). Ten jest zdecydowanie bardziej intensywny i bardziej złoty.




Z Wibo mam jeszcze jeden rozświetlacz, który pochodzi z zestawu 3 STEPS TO PERFECT FACE. Całą tą paletkę pokazywałam Wam w tym poście. A jeśli chodzi o sam rozświetlacz to przyznam, że często po niego sięgam. Jest chłodny, srebrzysty, efekt jaki daje jest widoczny, ale niebanalny. To na pewno coś wyjątkowego ;)




Produktem, który nie jest z założenia przeznaczony do rozświetlania skóry, ale moim zdaniem świetnie się do tego nadaje jest paletka czterech cieni Sephora. Moja to akurat odcienie różu i dwa najjaśniejsze bardzo dobrze spisują się na kościach policzkowych ;) Minusem jest rozmiar cieni, bo ciężko jest je nabrać na pędzelek.




W swoim zbiorze mam też rozświetlacz w kredce firmy My Secret. Bardzo podoba mi się jego kolor i ogólnie forma, ponieważ świetnie nadaje się do nakładania w trudno dostępnych miejscach lub do precyzyjnego nakładania. Bardzo lubię go w kąciki i pod brwi, ładnie się rozciera i nie powoduje, że inne produkty przestają wyglądać dobrze (efekt ciastka).




I ostatnim rozświetlaczem jaki posiadam jest prawdziwa perełka, bo to rozświetlacz kremowy. Ten akurat jest z firmy Catrice. Według mnie zbyt mało firm ma tego typu produkty w swojej ofercie. Naprawdę wielka szkoda. Ten rozświetlacz może być nakładany solo na skórę, możemy go również mieszać z podkładami, aby osiągać świetliste efekty. Ostatnio wykorzystałam go malując mamę na Sylwestra i ona sama była zaskoczona jak pięknie wygląda ;) Podczas balu każdy zwracał uwagę na jej promienny, świeży wygląd. 




Tak więc to już wszystko w zbiorze moich rozświetlaczy ;) Dajcie znać jakich Wy używacie :)

Myślę, że to może Was zaciekawić:

4 stycznia 2016

Pierre Rene Skin Balance Champagne numer 21 - recenzja

Recenzje kosmetyczne ostatnio na moim blogu nie pojawiały się zbyt często, ale nie miałam na ich pisanie czasu ;) W najbliższym czasie powinno się to zmienić, ponieważ testuję naprawdę sporo ciekawych nowości. 

Dzisiaj chciałabym Wam napisać o podkładzie, który był dość mocno rozpowszechniony w sieci. Chodzi mi dokładnie o podkład Pierre Rene Skin Balance. Osobiście mam co do niego mieszane uczucia, ale o tym opowiem za chwilę.


Przez długi czas miałam dość ograniczony dostęp do marki Pierre Rene. Dopiero kilka miesięcy temu w mojej Naturze pojawiła się ich szafa. Od razu postanowiłam przetestować ich znany podkład, który siedział mi od dłuższego czasu z tyłu głowy.

Gama kolorystyczna była dość bogata, ładne żółte odcienie, od jasnych po ciemne. Dla siebie wybrałam odcień Champagne numer 20 (chyba najpopularniejszy). I przyznam szczerze, że trafiłam idealnie! Naprawdę, przepięknie łączy się z kolorem mojej szyi i dekoltu (przynajmniej teraz kiedy letnia opalenizna zniknęła). To mi się bardzo podoba! Jeśli chodzi o utrzymanie na twarzy to nie mam mu nic do zarzucenia. Utrwalony pudrem pięknie wygląda przez naprawdę długi czas.

Na pierwszym zdjęciu widzicie czystą skórę, która akurat w moim przypadku jest naturalnie lekko zaczerwieniona. Na drugim zdjęciu na buzi mam cieniutką warstewkę podkładu. Idealnie wyrównał koloryt.


Jest to na pewno podkład dla osób, które potrzebują przykryć niedoskonałości cery. Jest dość gęsty, ładnie nakłada się pędzlem. W dotyku po aplikacji według mnie nieprzyjemnie się lepi. Krycie ma natomiast mocne i naprawdę polecam go osobom z problematyczną cerą. Ja na co dzień wolę jednak lżejsze podkłady i po niego sięgam wtedy kiedy zależy mi na całkowitym przykryciu skóry.


Kolejna sprawa, która nie daje mi spokoju przy tym podkładzie to jego zapach. Jest on bardzo mocny, chemiczny. W moim odczuciu pochodzi pod jakiś aromat do ciasta. Dla osób wrażliwych na zapachy może się nie nadać, bo ten aromacik utrzymuje się dobrą chwilę na skórze. Mnie za specjalnie to nie razi, ale zdecydowanie bardziej wolę zapach podkładów Bourjois. Producent powinien pomyśleć nad zmianą kompozycji zapachowej, bo myślę, że spora ilość dziewczyn jej po prostu nie zdzierży. A szkoda, bo sam podkład naprawdę spełnia obietnice producenta: super kryje, dopasowuje się do skóry i długo się na niej utrzymuje.

Jeśli miałabym króciutko podsumować tą recenzję to:

PLUSY:
*cena (około 30zł)
*dostępność (drogerie internetowe, drogerie Natura)
*gama kolorystyczna 
*dopasowanie się do skóry
*wydajność
*krycie
*trwałość
*nie oksyduje

MINUSY:
*zapach
*lepka konsystencja po aplikacji

I to byłoby już chyba na tyle w kwestii tego podkładu. Jeżeli go używałyście to koniecznie napiszcie mi w komentarzach jak się u Was sprawdzał i czy byłyście z niego zadowolone ;)

Przypominam o akcji "Blogowe Mikołajki", która wciąż trwa, a ja czekam na Wasze zgłoszenia :D

2 stycznia 2016

Blogowe Walentynki 2016: ogólne zasady + miejsce na zgłoszenia

Witajcie kochane ;) Chciałabym w tym roku podjąć się zadania organizacji blogowych Walentynek. Wiem, że jest to święto zakochanych, ale myślę, że miło byłoby otrzymać również upominek od blogowej koleżanki ;) Mam nadzieję, że spodoba się Wam taki pomysł i weźmiecie udział w tej zabawie. No więc zaczynamy! Zasady są przedstawione w poniższych punktach. Proszę przeczytajcie je dokładnie ;)



1. Zgłaszać należy się tylko pod tym postem w komentarzu, a końcowy termin zgłoszeń ustalam na 28.01.2016r. do godziny 23:59.

2. Zgłaszać mogą się tylko osoby prowadzące bloga o tematyce urodowej, kosmetycznej, makijażowej. Tylko, ponieważ mając wspólne zainteresowania będzie nam łatwiej dobrać prezent.

3. Osoby, które się zgłoszą, proszę o napisanie do mnie wiadomości na adres: milka6263@wp.pl, w tytule wpiszcie WALENTYNKI BLOGOWE. Napiszcie kilka słów o sobie, jakieś najważniejsze informacje, np. ulubione produkty, co robicie w wolnym czasie, wasze zainteresowania, ulubione kolory itp. Ułatwi to zrobienie prezentu ;) Nie zapomnijcie też o waszym pełnym imieniu i nazwisku oraz dokładnym adresie zamieszkania. A także o adresie waszego bloga!

4. Koszt prezentu ustalam na maksymalnie 20 zł + koszt wysyłki. Pamiętajmy też o tym, że prezenty nie muszą być wyłącznie kupione, ręcznie zrobione także są mile widziane!

5. Gdy termin zgłoszeń dobiegnie końca, postaram się jak najszybciej wysłać każdej z Was wiadomość o tym, kogo wylosowaliście. Mam nadzieję, że kto kogo wylosuje pozostanie niespodzianką dopóki nie rozpakujemy prezentów :)

6. Gdy w e-mailu zabraknie jakiejś ważnej informacji (np. adres zamieszkania) napiszę do Ciebie wiadomość, ale gdy do 28.01.2016 do północy nie otrzymam odpowiedzi to wykreślam z listy uczestników.

7. Jedyne o co proszę to o uczciwość. Chciałabym aby każdy na Mikołajki otrzymał swój prezent, a potem pokazał na blogu co wspaniałego znalazł w paczce :)

8. Osoby biorące udział w zabawie muszą mieszkać na terenie Polski. Nie biorę pod uwagę osób mieszkających poza granicami.

9. Jeżeli ktoś zgłosił się do zabawy, a potem chce zrezygnować to ma czas do wtorku 28.01.2016r. Po losowaniu nie biorę już pod uwagę żadnych wypisów z zabawy!!!

10. Proszę o dodanie na Waszego bloga baneru, dzięki temu może więcej osób zainteresuje się naszą akcją walentynkową (możecie też dać znać info na Facebooku lub innych social media).

11. Koniecznie dołącz do grona moich obserwatorów - musisz być ze mną na bieżąco ;)

I to byłby na tyle. Mam nadzieję, że dołączycie się do tej zabawy. Liczę na Was!!! :D