28 marca 2016

Ulubieńcy marca - same skarby!

Nadchodzi najpiękniejszy okres w roku. Marzec już za nami, niedawno przywitaliśmy kalendarzową wiosnę, dzionek znacznie dłuższy także wszystko w jak najlepszym porządku. Teraz tylko pozostaje czekać na lato! Chociaż osobiście najbardziej lubię właśnie wiosnę ;)

Co u mnie tym razem w ulubieńcach? W skrócie to kilka produktów do pielęgnacji, powrót pasteli, troszkę błyskotek do powiek i jeden metaliczny bardzo fajny eyeliner. Będą też pomadki i ulubiony błyszczyk do ust. Tak więc nie przedłużając zapraszam Was na dalszą część posta ;)

Tak jak wspomniałam mam Wam do przedstawienia kilka produktów z pielęgnacji. Koniecznie muszę wspomnieć o toniku oraz o emulsji do twarzy marki GlySkinCare. Stosuje te dwa produkty od początku miesiąca i bardzo się z nimi polubiłam ;) Tonik bardzo dobrze odświeża skórę, przygotowując ją na nałożenie kremu. Jeśli chodzi o emulsję to stosuję ją kilka razy w tygodniu, rzeczywiście działa i lekko mrowi skórę, odświeża i delikatnie złuszcza. W kwietniu przygotuję dla Was obszerną recenzję tych dwóch produktów, bo naprawdę są godne uwagi :)


Ulubieńcem jest również odżywka do rzęs Long 4 lashes, której używam od października i dzięki której wyhodowałam sobie całkiem niezłe wachlarze ;) Stosuję ją teraz dla podtrzymania efektów kilka razy w tygodniu. Jeśli marzą się Wam długie, piękne rzęsy to jest to produkt dla Was.

Krem. którego używałam przez cały miesiąc to Ziaja Med krem kojący nawilżający. Bardzo dobrze nawilża moją skórę, używam go na noc grubą warstwą, a rano budzę się z miękką, gładką skórą. Ma lekko żelową konsystencję, nie lepi się i też nie pachnie. Ma wygodne opakowanie w kształcie tubki, więc jego aplikacja jest bardzo higieniczna.


W kolorówce jak zwykle produktów będzie znacznie więcej, nic na to nie poradzę ;)

Jako pierwszy podkład, a właściwie krem BB marki It's Skin. Używam go ciągle, bez przerwy jest moim ogromnym ulubieńcem. W marcu pojawiła się jego dłuższa recenzja i znajdziecie ją tutaj. Jeśli macie suchą cerę, która jest gładka i w miarę bez większych przebarwień to sprawdzi się on u Was rewelacyjnie. Jest lekki, baaardzo wydajny i nie przesusza mojej skóry.

Ulubionym korektorem jest płynny kamuflaż Catrice. To już moje drugie opakowanie tego produktu (jest bardzo ciężko dostępny, ale w końcu udało mi się go dorwać). Jest bardzo jasny, przyjemny dla skóry pod oczami, pięknie rozjaśnia tą okolicę i nie zbiera się. Myślę, że jest to jeden z lepszych korektorów dedykowanych pod oczy.

W marcu bardzo często sięgałam również po płynny rozświetlacz Catrcie w pędzelku. Lubię go bo dobrze łączy się z innymi produktami, daje świetliste wykończenie mokrej skóry, które tak bardzo lubię.

Kolejny produkt to puder Golden Rose True Matte w numerze 5, który mimo nazwy nie jest totalnie matowy. Bardzo ładnie wygląda na skórze, utrwala podkład i daje naturalne wykończenie.



Jeśli chodzi o makijaż oczu to na pewno ulubieńcem jest mascara L'Oreal Volume Million Lashes So Couture. Bardzo go lubię, bo ma idealną szczoteczkę, jest bardzo czarny i bardzo trwały. Pięknie podkreśla mi rzęsy, nie skleja ich.

Kreski w marcu malowałam srebrnym linerem Golden Rose. Bardzo podobał mi się taki efekt, spojrzenie było odświeżone i takie wiosenne.

Na brwiach królowały w marcu trzy produkty: konturówka w żelu z Inglota o numerze 11, pisak do brwi Catrice 040 oraz żel do brwi Wibo, który mi podpasował, bo daje efekt jakby delikatnie błyszczących włosków.



Ulubiona paletka marca to Meet Matt(e) Nude firmy The Balm. Przepiękna jakość cieni, kolory idealne do malowania się na co dzień. Jeśli szukacie dobrej jakości matowych cieni to bardzo gorąco polecam Wam tą paletę. Nie należy do najtańszych, ale cienie są ogromne i wystarczą na wieki. Przyznam szczerze, że już czaję się na nową paletę Meet Matt(e) Trimony, której odcienie również mnie oczarowały ;)

W marcu sięgałam również po dwa foliowe cienie MUR oraz po dwa pigmenty Inglot - 115 (łososiowy) i 118 (jasne złoto). Wszystkie te produkty stanowią cudowne dopełnienie każdego makijażu i polecam je każdej z Was. Taki delikatny, kontrolowany błysk wygląda na powiekach bardzo elegancko :)


Ulubieńcem jest również baza pod cienie z Avonu. Kupiłam ją po dwuletniej przerwie i przypomniałam sobie na nowo jak bardzo ją kiedyś lubiłam. Swoją rolę spełnia w stu procentach - jest bardzo dobra.


I na koniec jak zwykle cukierki do ust. W tym miesiącu na okrągło używałam trzech produktów. Dwa z nich to pomadki w kredce Golden Rose o numerach 07 i 11. Niezastąpione, rewelacyjne, matowe wykończenie i trwałość nie z tego świata! A jeśli chodzi o błyszczyk to non stop noszę ze sobą w torbie Oh My Gloss z Rimmela. Pięknie pachnie, gładko się nakłada i mocno błyszczy. Usta wyglądają świeżo i nie są przesuszone. Dodatkowy plus za duży aplikator - raz, ciach i błyszczyk nałożony ;)


Tak więc jeśli chodzi o moich ulubieńców to już wszystko co dla Was przygotowałam w tym miesiącu. Mam nadzieję, że spośród tej gromadki produktów wypatrzyłyście coś dla siebie.

Tak więc przed nami kwiecień! Życzę nam wszystkim cudownej wiosny, niesłabnącego zapału i energii - żeby ta wiosna była najpiękniejsza! :)

25 marca 2016

Zdobienie Semilac: 084 Denim Blue & 032 Biscuit

Pora na jaśniejsze paznokcie, pora na pastelowe kolory ;)

Paznokcie, które dzisiaj Wam pokażę są ze mną od tygodnia, a ja wciąż zachwycam się przepięknym odcieniem niebieskiego lakieru, który noszę. Denim Blue (084), bo właśnie o nim mowa to śliczny, kremowy lakier, o kolorze letniego nieba.


W tym zdobieniu połączyłam go z nieśmiertelnym odcieniem Biscuit tworząc ombre na jednym z paznokci oraz syrenim pyłkiem. 






Mi efekt się bardzo podoba i na pewno jeszcze nie raz zrobię takie paznokcie :)

23 marca 2016

Wiosenna świtezianka - makijaż ku inspiracji

Od kilku dni mamy kalendarzową wiosnę! I chociaż z pogodą może być jeszcze bardzo różnie to dzisiejszym makijażem chcę Was zachęcić do odszukania swoich pastelowych cieni, soczystych odcieni szminek i kolorowych linerów. Tak, okres na największe eksperymentowanie z makijażem właśnie się rozpoczął ;) 

I oczywiście zdaję sobie sprawę, że dzisiejsza propozycja to coś zdecydowanie nie na co dzień, ale potraktujcie go jako inspirację - wyciągnijcie z niego to co chcecie.

Ja wykorzystałam w nim pastelowe odcienie z paletki Sleek Snapshots oraz Del Mar Volume 1 i paletę MUR Mermaids vs. Unicorns. Użyłam też cieni marki Inglot i folii MUR Rose Gold. Dopełnienie makijażu oczu stanowi cieniutka kreska przy linii rzęs oraz laleczkowate rzęsy.

Zależało mi na tym aby ten makijaż był świeży, rozbielony, w pewien sposób lekki i pastelowy. 
Wydaje mi się, że taki efekt udało mi się uzyskać :)





Dajcie mi koniecznie znać jak się Wam podoba i napiszcie mi czy Wasz makijaż na wiosnę ulega modyfikacjom. Czekam na Wasze komentarze :)

19 marca 2016

It's Skin Babyface Moisture B.B. - recenzja

W końcu pora na recenzję koreańskiego kremu BB marki It's Skin w niezwykle uroczym opakowaniu. Widziałyście go już pewnie w ostatnich ulubieńcach gdzie obiecałam, że w najbliższym czasie napiszę Wam o nim więcej.


Z tego co wyczytałam w sieci na temat marki It's Skin wynika, że ich produkty opracowywane są przez lekarzy dermatologów z Uniwersytetu Medycznego w Seulu. Mają unikatowe receptury wykorzystujące połączenie naturalnych składników z najnowszymi osiągnięciami nauki w dziedzinie dermatologii, dzięki temu skutecznie pozwalają obudzić pierwotną energię i witalność, która drzemie w skórze. Brzmi bardzo ciekawie, prawda? ;)

Wcześniej miałam do czynienia tylko ze zwykłymi kremami BB/CC dostępnymi u nas w drogeriach (m.in. Bell oraz Bourjois). Ostatnio jednak skusiłam się na ten koreański i po dłuższym okresie testowania mogę powiedzieć co o nim myślę. 

Krem zamknięty jest w ślicznej, zgrabnej tubeczce o pojemności 35g. Ma bardzo jasny beżowy odcień, który dopasowuje się do skóry po aplikacji. Nie odcina się i nie ciemnieje. Jest bardzo aksamitny i pięknie pachnie. Zawiera składniki nawilżające.

Delikatnie rozjaśnia i ujednolica koloryt skóry, wygładza i bardzo dobrze ukrywa drobne niedoskonałości oraz podkreśla naturalny blask skóry.



Bardzo podoba mi się to jak wygląda na cerze. Pudruję go bardzo delikatnie, aby nie zniszczyć efektu jaki daje. Byłam naprawdę zaskoczona, że tak lekki produkt będzie tak świetnie się sprawdzał. Nie muszę go poprawiać w ciągu dnia i martwić się o jego stan. Po pewnym czasie oczywiście skóra zaczyna się błyszczeć, ale nie jest ona jakaś tłusta, oleista. Wygląda świeżo i bardzo naturalnie - tak jakby była bez makijażu.

Dodatkowy plus za wysoki filtr przeciwsłoneczny SPF 36 PA++, który będzie chronił naszą skórę.

Zdecydowanie jest do produkt dla osób z suchą lub normalną cerą. I właśnie tym osobom chcę go baaaardzo mocno polecić.

17 marca 2016

Golden Rose Matte Lipstick Crayon - 03, 11, 17

Nie wiem, które szminki GR cieszą się większą popularnością - Velvet Matte w standardowej formie czy właśnie matowe kredki, o których dzisiaj napiszę Wam kilka słów. Sądząc po dostępności na stoiskach to chyba kredki podbiły nasze serca mocniej. 

W zupełności mnie to nie dziwi, bo pomadki są naprawdę rewelacyjne. Mają bardzo wygodną formę kredki, duży wybór kolorów, piękne wykończenie i genialną trwałość. Bardzo się z nimi polubiłam i polecam serdecznie każdej szminkomaniaczce.



Ja posiadam w obecnej chwili trzy kolory:

*03 - bardzo ciemny burgundowo-bordowy odcień z odrobinką fioletu, który był moim zimowym hitem jeśli chodzi o szminki.

*11 - ciemniejszy odcień koloru moich ust, bardzo dobra opcja na każdą okazję, również na co dzień do pracy i szkoły.

*17 - truskawkowa czerwień, od ponad dwóch tygodni mój ulubieniec.




Ostatnio skusiłam się również na temperówkę GR, ponieważ pani na stoisku powiedziała, że tylko ich wersja pasuje do temperowania tych kredek. Rzeczywiście inne nie robiły tego tak dobrze, także jeśli macie problem z naostrzeniem pomadki polecam kupić temperówkę na stoisku Golden Rose. Z tego co pamiętam to kosztuje ona jakieś 5zł ;)

No cóż trzeba przyznać, że marka Golden Rose ostatnio naprawdę zachwyca jakością produktów i wypuszcza bardzo ciekawe nowości, które na stoiskach rozchodzą się jak świeże bułeczki :)

13 marca 2016

Podkład GOSH #Foundation Drops - recenzja + demo

Dzisiaj recenzja dość ciekawego produktu, którego używam już od około dwóch miesięcy. Chodzi tutaj o podkład marki GOSH o nazwie Foundation Drops. 

Dlaczego produkt jest ciekawy? Jego forma jest dość niestandardowa - maleńka, plastikowa buteleczka z pipetą i wodnistym, lejącym podkładem. Przed zakupem byłam go strasznie ciekawa, bo wydawał mi się być idealny na wiosnę - lekki i niewidoczny na skórze.


Jak w rzeczywistości wypadł? Sprawdził się? Jeżeli jesteście tego ciekawe to zapraszam do dalszej części tej recenzji.

Zacznę od tego, że podkład jest naprawdę bardzo rzadki. Lejący, niemal jak woda. W dotyku, pod palcami w trakcie aplikacji jest troszkę jak olejek - lekko tłusty. I powiem od razu, że naprawdę nie polecam go palcami nakładać. Marze się strasznie i zupełnie nie idzie nim zbudować żadnego krycia. 

Według mnie najlepszy sposób na jego nałożenie to pędzel duo fibre lub gąbeczka typu BB. Podkład nałożony z pomocą tych narzędzi wygląda na skórze fantastycznie. Da się go stopniować i budować krycie. Jedna warstewka wyrównuje pięknie kolor cery, jest niewidoczna na skórze. Druga przykrywa większe niespodzianki i też nie wygląda sztucznie.


W przypadku tego podkładu używam transparentnego pudru w niewielkiej ilości. Bardzo podoba mi się wykończenie tego podkładu na skórze. 

Dla siebie wybrałam odcień 004, jednak teraz wiem, że jest jeszcze jaśniejszy 002 i wydaje mi się, że byłby on dla mnie bardziej odpowiedni. Przynajmniej teraz kiedy opalenizna zeszła totalnie ;) Kiedy złapię trochę słońca powinien być idealny. 

Z trwałości również jestem bardzo zadowolona. Ładnie wygląda przez cały dzień i nie ściera się. 

Bardzo mocno polecam go osobom z cerą suchą i normalną, w przypadku cery tłustej raczej się nie sprawdzi, ale można próbować.

Kupicie go w drogeriach Jaśmin, sklepach internetowych za około 50-60zł.


7 marca 2016

Postanowienia urodowe na najbliższe miesiące

Ogólnie przyjęło się, że to styczeń jest najlepszym momentem na stawianie sobie postanowień i tworzenie różnego rodzaju list. Ja swoje postanowienia nauczyłam się realizować w miarę na bieżąco i właśnie dzisiaj, troszkę na przekór dzielę się z Wami moimi urodowymi wyzwaniami na najbliższe miesiące. Wydaje mi się, że obietnica złożona tutaj na blogu pozwoli mi na zrealizowanie postanowień i zmotywuje mnie do działania, a Was być może zainspiruje do stworzenia własnej listy takich wyzwań ;) Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak zaproszenie do dalszej części tego wpisu ;)

1. Picie świeżo wyciskanych soków i koktajli owocowych i warzywnych

Chciałabym każdego dnia wypijać taki zdrowy koktajl lub soczek. To świetna opcja jeśli chodzi o dodatkową porcję warzyw i owoców w ciągu dnia. Kiedyś już praktykowałam picie takich pyszności i bardzo chcę do tego wrócić, bo to cudownie wpływa na cały organizm ;) Bazą zwykle była marchewka, ale często piłam też soki z dodatkiem szpinaku i jarmużu.
Oczywiście w planach jest też dodawanie nasion chia, które są bombą zdrowotną :D


2. Czytanie książek o tematyce zdrowego odżywiania i jego ogólnego wpływu na nasz organizm

Tematyka zdrowej kuchni niezwykle mnie fascynuje i w domu bardzo lubię przyrządzać zdrowe jedzonko. Dużo czytam na ten temat, szukam ciekawych, zdrowych przepisów i wprowadzam je do swojego menu. Kilka książek w tym temacie już przeczytałam, ale muszę jeszcze skończyć książkę "Cukier, sól, tłuszcz" pana Micheala Mossa ;) Na mojej liście jest jeszcze "Happy detoks. Jedz, oddychaj i kochaj (siebie)" oraz "Sekrety urody Koreanek". Tak, tak po maturze będę mogła poświęcić zdecydowanie więcej czasu na czytanie tego co sprawia mi przyjemność.




3. Skupię się na pielęgnacji moich włosów

Priorytetem jest nawilżanie i olejowanie. Moje włosy są z natury kręcone, lubią się puszyć i czasami zupełnie nie chcą ze mną współpracować. W sezonie grzewczym ich kondycja nie jest najlepsza, ale do wiosny pozostało jeszcze trochę czasu i zdążę dojść z nimi do ładu. Maska mleczna i olej kokosowy idą w ruch! ;)


4. Zagłębię się w manicure hybrydowy i będę kombinować ze zdobieniami

Samodzielnie wykonuję sobie hybrydowe paznokcie od grudnia, ale przyznam szczerze, że nie miałam jeszcze okazji przetestować żadnych skomplikowanych zdobień... Teraz skupiam się raczej na przygotowaniach do matury i na zabawę z paznokciami nie mam zbytnio czasu. Ale obiecuję, że jak wszystkie egzaminy będą już za mną to złożę jakieś zamówienie na akcesoria do zdobień, różne pyłki, folie i delikatnie rozszerzę kolekcję lakierów Semilac ;) Wtedy zacznie się zabawa!


5. Regularny peeling - cukrowy bądź kawowy

Muszę wrócić do regularnego peelingowania ciała. Ostatnio wykonuję go stanowczo za rzadko, Myślę, że optymalnie dwa razy w tygodniu należy taki zabieg powtarzać. Bardzo lubię uczucie gładkiej, odświeżonej skóry właśnie po peelingu. Moje ulubione to kawowy i cukrowy. Obydwa przygotowuję sama w domu, ponieważ nie znalazłam jeszcze idealnego gotowego peelingu, który mogę kupić w drogerii.


Tak więc prezentuje się lista moich urodowych wyzwań. Dajcie koniecznie znać z czym Wy będziecie się zmagać w najbliższym czasie :)

***

A tak poza tematem chcę Wam powiedzieć, że teraz na blogu będzie mnie troszkę mniej, chociaż w miarę możliwości będę starała się dodawać posty regularnie. Wszystko przez to, że bardzo intensywnie przygotowuję się do matury, która zbliża się wielkimi krokami. Po egzaminach będę mogła poświęcić blogowi więcej czasu także wszystko wróci do normy ;)