27 kwietnia 2016

Akcja złuszczanie i regeneracja, czyli emulsja z 5% kwasem glikolowym GlySkinCare

Borykacie się z przebarwieniami, chcecie odświeżyć i zregenerować swoją skórę? Jeśli tak to ten wpis z pewnością jest dla Was ;) Chciałabym dzisiaj napisać o świetnym produkcie do którego na samym początku bardzo mocno się zraziłam, a w późniejszym czasie pokochałam. O produkcie, który zlikwidował drobne przebarwienia na mojej buzi, wygładził ją i odświeżył. Oczywiście mówię tu o emulsji z 5% kwasem glikolowym marki GlySkinCare.


Tak, więc może zacznę od początku, bo naprawdę nie było tak kolorowo z tym produktem. Przez swoją nadgorliwość i ogromną chęcią zobaczenia jak najszybszych produktów ten kosmetyk naprawdę szaleńczo podrażnił moją skórę. Nie mogło być inaczej - codziennie wieczorem nakładałam tą emulsję. Pewnego wieczoru skóra piekła mnie tak okropnie, że musiałam produkt zmyć, a po zmyciu okazało się, że skóra mocno ucierpiała. Bardzo się wtedy przestraszyłam i odstawiłam ten kosmetyk.


Po pewnym czasie stwierdziłam jednak, że wrócę do stosowania tej emulsji, ale będę ją aplikować na skórę dwa razy w tygodniu. I w sumie to był strzał w 10!

Skóra miała zafundowane delikatne złuszczanie, nie buntowała się i nie przesuszała. Po nałożeniu czułam lekkie mrowienie, ale nie mogę powiedzieć, że było to niemiłe uczucie.

Emulsja zniwelowała moje drobne przebarwienia - robiła to stopniowo i delikatnie.

Jeśli chodzi o zapach tego produktu to niestety nie powala, według mnie jest nawet lekko nieprzyjemny - pachnie kwasem. Jednak za działanie 5 z plusem!

Samo opakowanie również jest wygodne. Mała buteleczka z pompką dobrze dozuje produkt o lekkiej kremowo-żelowej konsystencji.


Jeśli szukacie czegoś co odświeży Waszą skórę i delikatnie ją złuszczy to polecam Wam tą emulsję. Jednak pamiętajcie o umiarze i kremie z wysokim filtrem, aby uniknąć powstawania niechcianych przebarwień ;)

Emulsję możecie znaleźć np. tutaj

21 kwietnia 2016

Kolorowy makijaż + nowości kosmetyczne w akcji: Bourjois City Radiance, Eveline, Catrice, Wibo, Inglot, Kobo, Maybelline

Witajcie moi drodzy w nowym wpisie ;) Tym razem zapraszam na makijaż, gdzie naprawdę udało mi się przemycić sporą dawkę szalonych kolorów. Można stwierdzić, że jest to makijaż kontrastowy, w którym główną rolę gra pomarańczowe, ciepłe cieniowanie i błękitna zmrożona powieka. Pojawia się również odrobinka świeżej zieleni. Całość dopełnia długa czarna kreska oraz rzęsy dodające szczypty tajemniczości.

Wydaje mi się, że taki makeup to świetna propozycja na wiosenną imprezę lub wieczorne wyjście. Te kolory szczególnie podbiją zieloną tęczówkę oka.

W tym makijażu wykorzystałam dużo nowości kosmetycznych. Jeśli jesteście ciekawe co takiego mam na buzi to zapraszam do spisu kosmetyków pod zdjęciami ;)








Kosmetyki, których użyłam:

TWARZ:
*podkład Bourjois City Radiance 01
*puder fixujący Wibo
*róż w kremie Rimmel 02
*trio do konturowania Wibo
*korektor Eveline Art Scenic Porcelain

OCZY:
*puder do brwi Brow Artist Catrice 020
*konturówka do brwi w żelu Inglot numer 11
*żelowy eyeliner Stila
*cienie Inglot i Kobo
*biała kredka My Secret
*pigment Inglot 113
*pigment Essence Kiss the frog
*mascara L'Oreal Volume Million Lashes
*cień w kremie Maybelline Creme de nude

USTA:
*pomadka Golden Rose Velvet Matte numer 02

16 kwietnia 2016

Wiosenna wishlista

Pomiędzy rozwiązywaniem próbnej matury z chemii i biologii przychodzę do Was z nowym postem. Tak, ostatnio mam niewiele czasu na blogowanie, ale wierzę, że po maturze się to zmieni. Dzisiaj podzielę się z Wami swoimi planami dotyczącymi zakupów w najbliższym czasie. 

1. Love Flush Blush Set Too Faced - uroczy zestaw 6 róży zamknięty w opakowaniu z lusterkiem. Kosmetyki Too Faced cieszą się dużą popularnością i bardzo chciałabym je wypróbować. Mam zamiar zacząć od tej paletki. Na pewno bardzo dobrze będzie pasowała do mojego kufra ;)

2. Płynne pomadki matowe Golden Rose - co prawda mam już jedną sztukę (07), ale marzy mi się jeszcze numer 01, 03, 10 i 05. Narazie nigdzie tych pomadek dostać nie mogę - wszędzie są wyprzedane. Będę polować ;)

3. Paleta cieni Zoeva Warm Spectrum - cudowna paleta 15 cieni do powiek, której kolorystyka bardzo mi się podoba. Ładne ciepłe odcienie, które będą dobrą bazą do różnych makijaży.

4. Sephora Sun Disk - nowa wersja pudru brązującego w kolekcjonerskim opakowaniu imitującym majestatyczne wrota orientalnych pałaców. Podoba mi się to połączenie odcieni i wydaje mi się, że ten puder będzie bardzo dobry do ocieplenia karnacji.

5. Paleta cieni Meet Matt(e) Trimony The Balm - czyli druga wersja kultowej palety Meet Matt(e) Nude, którą już mam. Wiem, że cienie będą bardzo dobrej jakości, więc z chęcią ją kupię. Kolory ma według mnie bardzo ładne - troszkę ślubne ;)

6. Korektor L.A. Girls - produkt, który cieszy się ogromną popularnością za granicą. Korektory mają bardzo ładne odcienie i chcę go zakupić z myślą o zakrywaniu cieni pod oczami swoich klientek.

7. Pędzel Zoeva 96 Luxe Powder Veil - porządny pędzel do pudru. Takiego potrzebuję. Oczywiście stawiam na Zoevę, bo to najlepsza jakość w tej półce cenowej.


I to byłoby na tyle jeśli chodzi o moje chciejstwa ;) Dajcie znać o czym Wy marzycie :)

15 kwietnia 2016

Catrice High Glow Mineral Highlighter 010 Light Infusion

Do zbioru moich rozświetlaczy dołączyła ostatnio nowość marki Catrice, czyli wypiekany rozświetlacz o nazwie Light Infusion. Od razu Wam powiem, że moja pobliska Natura świeci pustkami jeśli chodzi o nowości, no ale od czego są sklepy online? ;) Tak, więc właśnie w sieci udało mi się kupić ten kosmetyk.


Nie wiem czy wiecie czy też nie, ale od dłuższego czasu marzyłam o rozświetlaczu Mac w odcieniu LightScapade, ale teraz już mogę o nim zapomnieć, bo ten z Catrice bardzo mi się z nim kojarzy i jest tak samo piękny + trzeba na niego wydać ułamek tego co na Mac ;)

Kosmetyk ma bardzo minimalistyczne opakowanie. Dobrej jakości bezbarwny plastik z wypukłym wieczkiem i srebrnymi napisami prezentuje się bardzo elegancko. Rozświetlacza mamy 8g co uważam za całkiem przyzwoitą wielkość ;) Takiego produktu wiele się nie używa, więc na pewno wystarczy na baaardzo długo.


Na pewno jest to rozświetlacz o chłodnym zabarwieniu, lekko srebrzysty.

Bardzo dobrze nabiera się na pędzelek i trzyma się włosia, równo rozkładając się na skórze. Nie pyli, nie sypie się, jest dobrze wypieczony, ale mimo tego nie nadmiernie suchy. Daje intensywny efekt tafli, który oczywiście można stopniować.


Z trwałością u mnie nie ma żadnych problemów, od rana do wieczora siedzi na miejscu ;)

Także jeśli lubicie rozświetlacze to myślę, że powinnyście się zainteresować tym produktem.

8 kwietnia 2016

Nowy niezbędnik w mojej pielęgnacji, czyli tonik CLEANSTEP GLY MIST GlySkinCare

W ulubieńcach marca pojawiło się kilka produktów pielęgnacyjnych, a ja obiecałam Wam recenzję dwóch kosmetyków marki GlySkinCare, które w pielęgnacji mojej twarzy mają swoje honorowe miejsca. Dzisiaj zajmiemy się tonikiem, a na emulsję poświęcę inny wpis.

Myślę, że warto zacząć od tego co o samym produkcie mówi producent:

Orzeźwiający tonik do twarzy zalecany do stosowania rano i wieczorem w celu oczyszczenia, odświeżenia oraz przywrócenia naturalnego odczynu skórze.

Rodzaj cery:

Wszystkie rodzaje cery.
glyskincare

Korzyści:

*Odświeża i orzeźwia
*Oczyszcza
*Przywraca naturalne pH


Jak pewnie wiecie ja nie rozstaję się z tonikami do twarzy. O ich niesamowitej mocy pisałam tutaj
Zawsze stawiam na produkt tego typu w postaci spreju, bo w ten sposób staje się on łatwiejszy w użyciu i bardziej wydajny. 

Tonik Gly Mist podbił moje serce totalnie ;) Sprej rozpyla idealną mgiełkę toniku na skórę, koi ją i odświeża. Używam go zarówno rano jak i wieczorem po demakijażu przed nałożeniem kremu. Tonik się nie lepi na twarzy - co niestety zauważyłam w przypadku np. toniku Ziaja Liście Zielonej Oliwki (nadal go bardzo lubię, ale ten jednak go przebija). 

Składniki tego produktu nie są złe, chociaż szczególnie nie powalają na kolana. Oprócz wody znajdziemy tutaj również ekstrakt cytrynowy, który ma działanie rozjaśniające, zmiękczające i przeciwzapalne, glikol propylenowy odpowiadający za przedostawanie się innych składników wgłąb skóry. Potem mamy alkohol, nie pełni on jednak tutaj żadnej aktywnej roli, raczej konserwuje sam tonik. Przeciwniczki parabenów mogą być niezadowolone z ich obecności. Dla mnie są zupełnie obojętne ;)

Przyznam, że na samym początku troszkę bałam się wysuszenia, ale po miesiącu nic takiego nie zauważyłam. Moja skóra jest gładka, nie wyskakują mi żadne wypryski (chociaż na to wpływ ma też zdrowa dieta). Dla tych z Was, które są wrażliwe na zapachy dodam, że tonik przy aplikacji jest bezzapachowy, tzn. przy zbliżeniu nosa do odkręconej butelki czuć delikatny neutralny w mojej ocenie zapach, ale przy rozpylaniu na twarz nie czujemy nic - tonik jak woda! ;)
Jeśli macie ochotę na dobry sprawdzony tonik to bardzo Wam polecam konkretnie ten. Kupicie go tutaj. U mnie sprawdził się rewelacyjnie z pewnością skuszę się na kolejne opakowania, bo aktualne jest już w połowie zużyte ;)

5 kwietnia 2016

Haul zakupowy - Golden Rose, Catrice, Bourjois, Inglot, Nivea

Mamy już piękną wiosnę, a wiadomo, że jak wiosna to idzie nowe ;) Tak więc dzisiaj przeprowadzę Was przez nowości, które zakupiłam na przestrzeni marca i kwietnia. Z tego co widzę to bardzo dawno nie było u mnie wpisu, w którym pokazuję Wam swoje zakupy - muszę to nadrobić ;) Zapraszam do dalszej części!


Tak więc na początek takie totalne podstawy. Oczywiście zaopatrzyłam się w koleją buteleczkę swojego ukochanego podkładu czyli Bourjois Helathy Mix tym razem wybrałam odcień 52, ponieważ jaśniejszego nie było. Wydaje mi się, że jest naprawdę minimalnie ciemniejszy od 51 i całkiem dobrze mi pasuje - jestem w stanie dobrze go w skórę wpracować ;) Według mnie jest to najlepszy drogeryjny podkład!! 

Nie wiem czy pamiętacie moje wishlisty, na których często pojawiał się rozświetlacz Mac Lightscapade, ale powiem Wam jedno - już go nie potrzebuję! Znalazłam super alternatywę dla tego produktu i jest nim wypiekany rozświetlacz Catrice o nazwie Light Infusion. Nawet nie jestem w stanie opisać jaki on jest piękny! Zachwycam się nim niesamowicie, jest cudowny! No, i dużo tańszy niż Mac (niecałe 20 zł). Daje przepiękny blask na skórze, nie pyli się na boki.

No i jeszcze mam dość nietypowy produkt, o którym słyszę same dobre opinie. Chodzi oczywiście o balsam po goleniu dla mężczyzn marki Nivea, którego dziewczyny używają jako bazę pod podkład. Tyle się już na ten temat osłuchałam i oczytałam, że w końcu postanowiłam spróbować. Miałam ją już na buzi trzy razy i muszę przyznać, że chyba naprawdę coś w tym jest. Potestuję ją jeszcze trochę i na pewno dam Wam znać jak się sprawuje w roli bazy pod makijaż.



Skuszona masą nowości jaką wypuściła ostatnio marka Golden Rose, powędrowałam na ich stoisko i wyhaczyłam kilka rzeczy. 

Skusiłam się na kolejną pomadkę Velvet Matte o numerze 02, pierwszą szminkę Vision Lipstick w odcieniu 127, która przykuła moją uwagę niesamowicie, ponieważ w moim zbiorku brakowało takiego typowego odcienia nude. 

Wybrałam też jedną płynną pomadkę matową w odcieniu 07. Jest to bardzo intensywny różowy odcień z delikatną domieszką nut chłodnych, które optycznie wybielają zęby. Testuję ją teraz dość intensywnie i pewnie niedługo powiem Wam co o niej myślę i czy jest warta zakupu. Poluję jeszcze na odcień 03 i 01, ale niestety wszędzie są one wyprzedane. 

Na stoisku Golden Rose kupiłam również ich żel do brwi, o maleńkiej pojemności 3,5 ml. Pani na stoisku powiedziała, że jest bardzo fajny i zostawia lekki kolor. Na brwiach go jeszcze nie miałam, więc nie powiem Wam dzisiaj nic na jego temat, ale pewnie niedługo zobaczycie go w moich makijażach.




I ostatnie dwa produkty to pigmenty firmy Inglot. Tak jak sobie obiecałam stopniowo powiększam swoją kolekcję i dokupuję kolejne kolory. Tym razem wybrałam odcień 22, czyli piękne rude złoto oraz 118 z najnowszej kolekcji czyli jasny opalizujący odcień na co dzień, w kąciki.



Postanowiłam jeszcze porównać pigment 118 z pigmentem 115, ponieważ jeden i drugi świetnie nadaje się do codziennego użytku, jeśli lubicie na powiekach trochę błysku. 

115 jest zdecydowanie bardziej brzoskwiniowo- łososiowa, a 118 złocista. Po aplikacji jednak obydwa prezentują się bardzo ładnie i to już od Waszych preferencji zależy kolor, na który się skusicie.



I to już wszystkie produkty, które wpadły ostatnio w moje ręce. Dajcie znać co ciekawego udało się Wam kupić lub na co polujecie ;) Ja teraz będę polowała na jakąś ciekawą paletkę cieni. Mam w głowie kilka pozycji, które mnie ciekawią i na pewno spośród nich coś wybiorę ;)