26 października 2016

Ulubieńcy października

Jak zwykle tą porą chcę Was zaprosić na kosmetyczne podsumowanie miesiąca. Październik minął, więc pora podzielić się na blogu swoimi hitami. Tym razem mam też kilka produktów do pielęgnacji , lakier do paznokci i jeden ulubiony zapach. Oprócz tego standardowo kolorówka. Jeśli jesteście ciekawi moich październikowych perełek to zapraszam na dalszą część tego wpisu.


Zacznę od pielęgnacji i w tej kategorii odkryłam ciekawy, mocno nawilżający krem do twarzy Dermedic HYDRAIN3 Hialuro. Stosuję go codziennie wieczorem. Ma bogatą konsystencję, ładnie pachnie i rzeczywiście dobrze nawilża i odżywia skórę.

Kolejnym ogromnym ulubieńcem jest maseczka Avon Turkish Hammam Experience. Stosuję ją dwa razy w tygodniu. Jest to maseczka na bazie glinki, trochę ciężko się zmywa, ale efekt po jest tego warty :) Skóra jest czysta, gładziutka w dotyku i świeża. Produkt jest wydajny, bo nie trzeba jej jakoś specjalnie dużo nakładać.

Ulubieńcem pielęgnacyjnym jest również mgiełka do włosów Estell z serii Twist Otium, która odżywia moje włosy i pozwala im się naturalnie kręcić. Poza tym pięknie pachnie i używając jej czuję się jak podczas wizyty u fryzjera. Jeżeli macie kręcone, puszące się włosy to ta mgiełka pomoże je Wam okiełznać ;)


Teraz jeszcze szybciutko wspomnę o lakierze do paznokci, który w październiku u mnie królował. Był to lakier hybrydowy Semilac Plum (015). Jest to rzeczywiście przepiękny śliwkowy odcień. Niezwykle głęboki i trochę mroczny. Według mnie idealnie wpisuje się w jesienne klimaty i to właśnie on był na moich paznokciach w mijającym miesiącu. Ostatnio zamówiłam sobie nowe kolory lakierów, więc pewnie niedługo je Wam na blogu pokażę ;)


W październiku najczęściej stosowałam podkład Bourjois 123 Perfect. Jest to jeden z moich ulubionych podkładów i bardzo się cieszę, że do niego powróciłam. Podkład ma dobre krycie, wygląda idealnie na skórze i moim zdaniem świetnie nadaje się na co dzień.

Totalnym ulubieńcem okazał się również sypki puder ryżowy Ecocera. Szukałam czegoś co będzie dobrze trzymało mat i naprawdę się nie zawiodłam. Puder jest naprawdę rewelacyjny. Co prawda może trochę bielić, ale matowi skórę na wiele, wiele godzin, więc spełnia swoją funkcję świetnie. Ma ładne porządne opakowanie z sitkiem przez co aplikacja pudru jest bardzo łatwa.


W makijażu oka prym wiódł cień Inglot What a Spice o numerze 300. Jest to głęboki, matowy rudy kolor, który niesamowicie wybija kolor mojej tęczówki (oczy mam zielone). Genialnie się go nakłada i rozciera, ma bardzo mocny pigment i nie osypuje się podczas aplikacji. Aby makijaż oka dopełnić sięgałam po złotą folię Makeup Revolution i czarny żelowy eyeliner Maybelline.



Na usta najczęściej nakładałam pomadkę Bourjois Rouge Edition Velvet o numerze 14. Bardzo kojarzy mi się z jesienią. Ma piękny soczysty odcień, jest trwała i nie wysusza mi ust. W tym poście napisałam Wam o niej więcej (klik!)


Moim ulubionym październikowym zapachem jest flakonik Little Red Dress od Avon. Przyznam szczerze, że kocham drogie perfumy, ale i w tych katalogowych mam swoje ulubione pozycje.
Ten zapach jest pełen elegancji, ma ciekawą orientalną kompozycję. Kremowy, zmysłowy i tajemniczy. Ja wyczuwam tu nuty owocowe, trochę róży i konwalii. Dużą przyjemność sprawia mi otulanie się nim codziennie rano.


I tak myślę, że to już byłoby na tyle w tym miesiącu. Koniecznie dajcie znać czy miałyście okazję korzystać z produktów, które dzisiaj pokazałam. Napiszcie mi też o swoich typach na październik ;)

16 października 2016

Podkład Catrice HD Liquid Coverage recenzja po miesiącu stosowania + porównanie do innych podkładów

Nie ma sensu przedstawiać produktu o którym dzisiaj będę pisała,bo każdy doskonale już o nim wie. Każdy wie, że marka Catrice wypuściła na rynek rewelacyjny podkład porównywany przez niektórych do wysokopółkowego podkładu MJ. Zdaję sobie sprawę, że duża część z Was go już ma, ale pewnie jeszcze większa część nie może go nigdzie dostać! I to mówi samo za siebie. Ten kosmetyk jest tak rozchwytywany, że kupienie go graniczy z cudem...


Ja swoją buteleczkę kupiłam w zeszłym miesiącu i dzieliłam się tym w pierwszym wrażeniu jakie przygotowałam zaraz po zakupie (link na dole). W tym wpisie nie chcę powtarzać tego samego, więc skupię się na pozostałych aspektach produktu.

Wspominałam już, że osobiście w podkładach preferuję pompki. Raz, że jest to dla mnie wygodniejsze, a dwa, że przez pompkę do podkładu nie dostaje się powietrze. Z pipetą jest po prostu więcej roboty... Trzeba odkręcać, przyciskać, wyciskać itd. ;)


Konsystencja podkładu jest lekka i jednocześnie bardzo "bogata". Podkład rewelacyjnie kryje i co ważne to krycie można na skórze budować. Aplikowałam go różnymi narzędziami i najlepiej sprawdziła mi się w tym celu gąbka. Zarówno oryginalny Beauty Blender jaki i tańsza gąbeczka Blend It! To co obiecuje producent, czyli efekt drugiej skóry po nałożeniu to według mnie prawda, bo pomimo krycia ten podkład wygląda bardzo naturalnie. 

Co z trwałością? Podkład nie przemieszcza się w ciągu dnia, wystarczy go leciutko utrwalić pudrem. Nie ściera się, nie znika z twarzy i bardzo dobrze utrzymuje kosmetyki, które nakładamy później: róż, rozświetlacz, brązer.

Jak dla mnie w kategorii podkładów kryjących ten jest idealny. Nie przesusza skóry i nie ciemnieje po nałożeniu. 

Na zdjęciu macie porównanie koloru 020 do kilku innych popularnych podkładów ;)


Bardzo serdecznie go Wam polecam. Jeśli go nie macie to czekajcie na uzupełnienie półek w drogeriach. 

Pierwsze wrażenie + jak wygląda na skórze
Ulubieńcy września

15 października 2016

Maybelline New Baby Skin Instant Pore Eraser - genialna, wygładzająca baza pod makijaż

Stosowanie bazy pod makijaż jest bardzo dobrym sposobem na idealne wygładzenie skóry. Taka baza wypełnia pory zmniejszając ich widoczność, przygotowuje skórę na nałożenie podkładu i przedłuża jego trwałość. Mówi się, że na bazie, podkładzie, korektorze oraz pudrze nie warto oszczędzać, bo to właśnie te cztery produkty są podstawą naszego makijażu.


Nikt jednak nie powiedział, że wśród tańszych produktów nie znajdziemy czegoś wyjątkowego. I dzisiaj właśnie chcę się podzielić z Wami takim produktem o którym zdanie mam  mocno wyrobione, bo przeszłam już przez 1,5 opakowania i jedno mam dodatkowo na zapasie.

Przedstawię Wam bazę marki Maybelline New Baby Skin Instant Pore Eraser. Baza w Polsce nie jest stacjonarnie dostępna, ale można ją kupić w sieci. W zależności od miejsca dostaniecie ją za kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych, także trzeba dobrze szukać.


To co mocno rzuca się w oczy to urocze opakowanie w kolorze mięty i baby blue z różowymi akcentami. Tubka ma pojemność 22ml. Jest miękka i poręczna.

Baza jest bezbarwna, ma konsystencję gęstszego żelu. Bardzo łatwo się rozprowadza na skórze, tworząc na skórze cieniutki film. Ta niewielka ilość bazy bardzo dobrze wygładza cerę. Skóra jest gładziutka.

Co ważne ten kosmetyk świetnie współgra z różnymi podkładami. Ja testowałam go z podkładami Bourjois, podkładem Inglot HD, Lumi od Lirene, L'Orealem True Match. Z każdym z nich ta baza działa tak samo dobrze.


Makijaż z użyciem tej bazy jest nieskazitelny przez długie, długie godziny. Serdecznie polecam ją wszystkim osobom z rozszerzonymi porami lub niezbyt równą strukturą skóry, ale też wszystkim, którzy przed wielkim wyjściem chcą osiągnąć efekt WOW.

13 października 2016

Bourjois Rouge Edition Velvet 14 Plum Plum Girl

Fakt, że spróbowałam tych pomadek dopiero teraz wynika z bardzo prostej rzeczy - mam całą masę produktów do ust ;) No, ale jak przystało na miłośniczkę szminek w końcu musiałam skusić się i na ten już kultowy produkt. Jako pierwszy odcień wybrałam Plum Plum Girl czyli iście jesienny wpadający w fiolet kolor. W sumie to według nazwy można stwierdzić, że rzeczywiście jest śliwkowy ;)



Zacznę od początku czyli od opakowania. Mi się ono bardzo podoba. Jest eleganckie, poręczne i niewielkich rozmiarów. Pomadka zamyka się na "klik" więc nie trzeba się martwić, że gdzieś w torebce sama się nam otworzy. Aplikator jest standardowy, taki sam jak w przypadku błyszczyków czy korektorów.


To co mnie zdziwiło to konsystencja produktu, ponieważ nie miałam jeszcze do czynienia z podobną. Według mnie to taki aksamitny krem, mus, pianka. Bardzo przyjemnie się coś takiego na usta nakłada. I taka formuła jest bardzo komfortowa w noszeniu. Co ważne ta pomadka jest długotrwała i barwi usta. Nawet po zniknięciu warstewki produktu na ustach pozostaje kolor dający widoczny i jednocześnie naturalny efekt.

Zauważyłam, że krycie tej pomadki można stopniować. Po pierwszej warstwie mamy efekt ust po zjedzeniu jagód, dopiero druga warstwa zapewnia mocniejszy efekt. Moich ust ta pomadka nie przesusza i wygląda perfekcyjnie przez długie godziny. Rozpuszcza się dopiero pod wpływem olejków, czegoś tłustego. 

Kolor według mnie jest fenomenalny i idealnie wpisuje się w jesienną porę. Jest bardzo podobny farbki do ust marki Sleek w odcieniu Port i na poniższym zdjęciu dość dobrze to widać.


Jak prezentuje się na ustach oceńcie same. Jak dla mnie idealna jesienna szminka :)


Proszę napiszcie mi na jakie kolory warto się skusić jeśli chodzi o te pomadki ;) Wasze propozycje wezmę pod uwagę na najbliższych zakupach :)

8 października 2016

Krem BB Missha Perfect Cover Up czy go lubię i co o nim myślę?

Na swojej ostatniej liście życzeń ten produkt miał honorowe miejsce. Bardzo chciałam go sobie kupić i w końcu przetestować, ponieważ o kremie BB Missha słyszałam wiele dobrych opinii. Letnia opalenizna powolutku mnie opuszcza i  od jakiś dwóch tygodni mogę używać tego kremu w odcieniu 21. 

Zapraszam Was dzisiaj na recenzję tego produktu. Dowiecie się co o nim sądzę i czy w ogóle go polecam ;)


To co na pewno bardzo mi się podoba to fakt, że producent zadbał o to aby wypuścić produkt w dwóch pojemnościach. Możemy kupić sobie tubkę o pojemności 20 lub 50 ml. Ja wybrałam tą mniejszą, bo szkoda byłoby mi gdyby produkt się nie sprawdził.


Opakowanie jest poręczne, tubka jest niewielka i leciutka, oprócz tego całość zapakowana w elegancki kartonik.

To co zdziwiło mnie w pierwszym kontakcie z tym produktem to jego ziemisty odcień. Wtedy pomyślałam, że jest jakiś dziwny i jakby lekko szarawy... Po aplikacji zmieniłam jednak zdanie, bo krem wtapia się w skórę i lekko wyrównuje jej koloryt. Nie ma silnego krycia, ale ukryje drobne plamki ;) Na pewno nie poradzi sobie z trądzikiem i większymi wypryskami. 


Jest to świetny produkt na co dzień, na szybko. Nie wymaga zbyt wiele uwagi przy aplikacji, jest lekki i na twarzy wygląda bardzo naturalnie. Plus za wysoki filtr SPF42/PA++, który chroni przed promieniowaniem UV. Ma bardzo delikatny i przyjemny zapach, którego potem nie wyczuwamy zupełnie na twarzy.

Co do trwałości nie mam zarzutów i w sumie na co dzień, na uczelnię nie wymagam też cudów ;) Nakładam go rano, a po powrocie do domu mogłabym go jedynie lekko poprawić przy nosie i przypudrować czoło ;) 


Ja na pewno polecam go osobom z suchą skórą bądź normalną, nie wiem jakby współpracował z cerą tłustą/ mieszaną. Świetnie sprawdzi się też u kobiet dojrzałych u których tak lekkie formuły są kluczowe jeśli chodzi o makijaż. 

Moim zdaniem ten krem BB to świetna dzienna alternatywa dla typowych ciężkich podkładów, które warto zarezerwować na specjalne okazje ;)


Jak dla mnie bomba! Dopisuję go do moich naj jeśli chodzi o kremy BB ;)

A Wy znacie ten produkt? Miałyście przyjemność go używać? Jak wypadł u Was?

3 października 2016

Jak owocnie wykorzystać jesień pod względem kosmetycznym? Plan działania, polecane zabiegi + triki

Mamy już jesień i chociaż dni są coraz krótsze to moim zdaniem nie warto się rozleniwiać i spędzać te długie wieczory pod grubym kocem z książką i gorącą czekoladą w garści. Jesień to świetna pora na zadbanie o siebie w szczególny sposób tak aby nasza skóra i uroda pozostały w nienagannej kondycji. Po upalnym polskim lecie naszej skórze z pewnością przyda się mocne nawilżenie, odświeżenie i kop energetyczny aby pozostać w świetnej kondycji.


Dzisiejszy wpis przygotowałam dla wszystkich tych osób, które nie wiedzą w co włożyć przysłowiowe ręce i od czego zacząć. Przeprowadzę Was przez nasze ciało przedstawiając przykładowe zabiegi kosmetyczne na które możecie się pokusić, polecę Wam też kilka ciekawych produktów i trików urodowych. Zaczynamy! 

Zacznę od twarzy, bo tutaj opcji jest naprawdę dość sporo. Na początku proponuję skorzystać z usług w salonach kosmetycznych i kompleksowo zadbać o skórę - jeśli tego wymaga. Złuszczanie kwasami, zabiegi z użyciem tlenu, mikrodermabrazja i peelingi kawitacyjne - oferta jest naprawdę szeroka. 

W domu natomiast polecam regularne peelingi i oczyszczanie skóry. Pamiętajcie, że nic nie pozwoli Wam speelingować skóry tak dokładnie jak korund. Kryształki korundu mogą z powodzeniem zastąpić profesjonalną mikrodermabrazję wykonywaną w salonach kosmetycznych. Peeling korundem jest ostrzejszy od standardowego, sklepowego peelingu gruboziarnistego i niejednokrotnie słabszy od profesjonalnych peelingów dermatologicznych. Wystarczy odrobinkę korundu dodać do ulubionego żelu do mycia twarzy i delikatnie masować skórę. Korund nie jest drogi, można go dostać online w sklepach z półproduktami kosmetycznymi i wielu drogeriach internetowych.


Warto też przyjrzeć się swoim włosom. Gorące powietrze, słońce, kąpiele w morzu mogły w dość wyraźny sposób odbić się na ich kondycji. To co mogę polecić od siebie to na pewno nawilżanie, czyli maski, odżywki, ale też olejowanie. U mnie do tej metody najlepiej sprawdza się olej kokosowy ;) Oprócz szamponu aktualnie używam do swoich włosów odżywki Nivea Straight & Gloss, maski nawilżająco-odżywczej Estel oraz od połowy września mgiełki odżywczej tej samej firmy, która powoduje, że moje włosy naturalnie skręcają się, tworząc piękne fale.


Jeśli chodzi o stopy to tutaj najbardziej polecam zainteresować się skarpetkami złuszczającymi. Sama mam zamiar je zakupić ;) Takie skarpetki powodują złuszczanie się naskórka tym samym odsłaniają gładką, świeżą warstwę skóry. Odchodząca skóra nie będzie widoczna, bo jesienią nosimy raczej kryte buty, więc nie widzę przeszkód aby sięgnąć po takie skarpetki. Na poniższej grafice widzicie propozycje tego typu produktów, które wyszukałam na stronie Wizażu. Według katalogu KWC te cztery propozycje są najlepsze. 

Pod grafiką macie linki do każdej pary skarpetek - tam możecie przeczytać recenzje na ich temat i zapoznać się z ich opisem, cenami itd.
Warto też zaopatrzyć się w peeling. Można kupić gotowy i tutaj najbardziej polecam te solne i cukrowe, ale w bardzo łatwy sposób przygotujecie w domu peeling kawowy, który ma wiele pożądanych właściwości pielęgnacyjnych. I właśnie peeling kawowy jest moim ulubionym. Wystarczy zaparzyć w szklance kawę i wystudzić. Fusy z tej kawy należy wykorzystać do peelingu ciała. Gwarantuję Wam, że skóra będzie niesamowicie gładka i miękka w dotyku. Po takim peelingu nawilżający balsam i skóra poczuje się naprawdę dopieszczona ;)

I na sam koniec zalecam nie rezygnować z ruchu i zdrowego jedzonka. O szkodliwym wpływie cukru pisałam w tym poście i właśnie do niego Was odsyłam (klik!)

Zacznijcie działać już teraz - zaangażowanie na pewno się opłaci ;)