9 grudnia 2017

Elegancki makijaż świąteczny | Wersja z roku 2013 vs rok 2017 | #Progress

W dzisiejszym poście połączyłam dwie rzeczy. Po pierwsze chcę Wam pokazać moją propozycję makijażu, który idealnie sprawdzi się na zbliżające się święta. A po drugie zobaczycie jaki makijaż świąteczny prezentowałam na blogu w roku 2013...

Zacznę od wersji aktualnej. Kolory, w których utrzymany jest makijaż to różne odcienie brązu, zieleń oraz czerwień. Długa ciemnozielona kreska bardzo ładnie podkreśla i modeluje oko, a całość dopełniają rzęsy Eylure. Dodałam też niewielką ilość błysku w postaci złotej folii z Makeup Revolution.


Patrząc na podobny tematycznie makijaż z 2013 roku naprawdę nie mam pojęcia co ja tu chciałam pokazać! Na pewno to, że nie umiem podkreślać brwi i doklejać rzęs. Każdy element tego makijażu jest oddzielnie, całość nie tworzy zgranej całości. Odcienie niby te same, z pominięciem czerwieni, ale naprawdę... No nie wiem co mam powiedzieć ;) Chyba gołym okiem widać jak duże postępy poczyniłam w robieniu makijaży. Przypominam, że jestem samoukiem! ;)


Tym postem chcę Wam pokazać, że makijaż warto praktykować i próbować wciąż coś ulepszać. Tutaj nie ma drogi na skróty, po prostu trzeba malować. Oczywiście bardzo pomocne są dobrej jakości narzędzia i kosmetyki, ale bez wprawionej ręki nic nie podołacie ;)

Dajcie znać jak podoba się Wam moja tegoroczna propozycja makijażu na święta i napiszcie mi jaki makijaż Wy lubicie robić na takie okazje ;)

7 grudnia 2017

Aktualizacja mojej kolekcji rozświetlaczy prasowanych | Top Shop, My Secret, Inglot, The Balm, Kiko i wiele innych

Mogę się Wam przyznać, że zaczęłam jawnie kolekcjonować rozświetlacze. Na rynku mamy ich tak wiele, a każdy przyciąga do siebie mój wzrok i nie potrafię się oprzeć kolejnym połyskującym cudeńkom. Jakiś czas temu pokazywałam Wam mój zbiór rozświetlaczy i to nawet w dwóch częściach, ale od tamtej pory sporo się zmieniło i kolekcja uległa pewnym zmianom. Wydaje mi się, że to świetny pomysł na post, więc zapraszam do jego dalszej części ;) Kolejność rozświetlaczy jest całkowicie przypadkowa.

A, i przygotujcie się na to, że słowem na ten post będzie: błysk, tafla i glow ;)

KIKO FALL 2.0 HIGHLIGHTER 01 GOLD IN PROGRESS 
Ten gagatek pochodzi z jesiennej limitowanej kolekcji Kiko i nie jestem pewna czy możecie go jeszcze dostać w sprzedaży. Tak czy inaczej jest to maleńki rozświetlacz o pięknym złotym kolorze. Na jasnych cerach może dość znacznie się odcinać, ponieważ jego odcień jest bardzo intensywny i raczej po tej ciemniejszej stronie mocy. Osobiście uważam, że ten rozświetlacz powinien wejść do stałej oferty marki Kiko.

TOP SHOP CHAMELEON HIGHLIGHTER MOTHER OF PEARL
Ta pozycja jest w mojej kolekcji naprawdę unikatowa, bo nie jest to standardowy rozświetlacz. On jest wielowymiarowy wypełniony błyskiem i drobinkami, opalizuje, mieni się. No po prostu cudo! Mi udało się go kupić w TK Maxxie ;) Pięknie wygląda jako cień na powiekach, na twarzy również prezentuje się pięknie, ale trzeba używać go rozsądnie.


INGLOT FACE EYES BODY HIGHLIGHTER MEDIUM SPARKS
W ofercie marki jest to świeżynka, bardzo mnie zaciekawiły te rozświetlacze i skusiłam się właśnie na wersję medium. Akurat ten produkt można stosować jako topper na policzki - nakładać go na róż. Ten rozświetlacz jest bardzo intesywny i ma lekko brzoskwiniowy odcień.

THE BALM MARY LOU-MANIZER
Klasyk! Rozświetlacz, o którym kiedyś mówił każdy. I chyba każdy miał. Jedyny w swoim rodzaju. To bardzo intensywny szampański rozświetlacz, którym jesteśmy w stanie osiągnąć efekt mokrej skóry i jestem przekonana, że osoby początkujące mogą sobie z nim nie poradzić. Najlepiej nakładać go w małej ilości.

NABLA SHADE & GLOW BABY GLOW
To również niewielki rozświetlacz, który ja mam w formie wkładu do paletki magnetycznej. Jego odcień jest złocisto-brzoskwiniowy. Ten rozświetlacz jest bardzo elegancki i subtelny. Możecie go kupić spokojnie na start, bo ta opcja jest bardzo bezpieczna. Oprócz formy zwykłego wkładu dostaniecie go w klasycznym opakowanku.

MY SECRET FACE ILLUMINATOR: PRINCESS DREAM, SPARKLING BEIGE, DISCO BALL
To trio mogę nazwać najlepszymi drogeryjnymi rozświetlaczami. Są klasyczne, nie mają żadnych kolorowych drobinek. Ich odcienie są do siebie całkiem zbliżone, jeden jest cieplejszy, dwa pozostałe chłodniejsze. Pisałam o nich na blogu nieraz i myślę, że same pewnie już dobrze je znacie.


I LOVE MAKEUP TRIPLE BAKED HIGHLIGHTER GODDESS OF LOVE
Rozświetlacz w formie uroczego serduszka. Odcień tego rozświetlacza jest szampański, ale ma w sobie sporą domieszkę różu. Ostatnio nie sięgam po niego zbyt często, sama nie wiem dlaczego ;) Myślę, że ten rozświetlacz może być bardzo dobrym pomysłem na prezent gwiazdkowy właśnie przez to nietypowe kartonowe opakowanie w kształcie serduszka.

ESSENCE METALLIC FOIL LIP POWDER
Ten produkt również pochodzi z kolekcji limitowanej i jak widać producent nazwał do pudrem do stosowania na usta. Ja kupiłam go jako zwykły rozświetlacz. Jest czysto złoty, bardzo delikatny, daje jeszcze bardziej subtelny efekt niż rozświetlacz Nabla.


WET N WILD MEGLAGLO HIGHLIGHTING POWDER PRECIOUS PETALS
Ostatnio coraz baczniej przyglądam się szafie Wet n Wild i znajduję tam naprawdę świetne produkty. Ten rozświetlacz kosztuje niewiele ponad 20 zł, a wygląda jakby pochodził z marki selektywnej. Na powierzchni ma piękne tłoczenie, a jego odcień jest ciepły, złoty z nutą cynamonową. Bardzo nietypowy - nigdy nie miałam rozświetlacza o takim odcieniu. Daje bardzo intensywną taflę na skórze.

CATRICE HIGH GLOW MINERAL HIGHLIGHTING POWDER 010 LIGHT INFUSION
To rozświetlacz o zdecydowanie chłodnym odcieniu, którego używam zwykle zimą. Jest srebrzysty, po aplikacji na skórę uzyskujemy intensywną taflę bez grama drobinek. Ten rozświetlacz sprawdzi się idealnie przy jasnych karnacjach.


TOP SHOP HIGHLIGHTER CRESCENT MOON 
Ostatnio to moja nowa rozświetlaczowa miłość ;) Przepiękny brzoskwiniowy odcień z różową poświatą. Jest to rozświetlacz wypiekany o niemal kremowej formule, która świetnie przenosi się z pędzla na skórę.

Tak prezentują się po kolei (od dołu) wszystkie przedstawione przeze mnie rozświetlacze:


Na obecną chwilę tak właśnie wygląda mój zbiór rozświetlaczy, ale nie wykluczam zakupu kolejnych, bo przyznam szczerze, że na mojej liście zakupów jest jeszcze kilka pozycji. Marzy mi się rozświetlacz Becca i Too Faced, mam też chrapkę na MAC ;)

Dajcie znać jakie rozświetlacze macie Wy w swoich kosmetyczkach i który jest Waszym ulubieńcem :)

2 grudnia 2017

Makijaż a'la Cut Crease w śliwkowym wydaniu

Jeśli śledzicie mój profil na Instgramie to na pewno już widziałyście dzisiejszy makijaż. Ogólnie na moim koncie ostatnio się dzieje i jest tam wysyp różnych bardzo kolorowych i bardziej kreatywnych makijaży.

Dzisiejsza opcja to połączenie głębokich, soczystych fioletów z delikatną brzoskwinią. Elementem artystycznym jest odcięcie ponad załamaniem powieki w formie brokatowej fioletowej kreski. Oczywiście mamy też czarną klasyczną kreskę oraz pasek rzęs.

Koniecznie dajcie mi znać jak się Wam takie oczko podoba, a kosmetyki wykorzystane w tym makijażu macie na dole pod zdjęciami.




Produkty wykorzystane do stworzenia tego makijażu oka:
*korektor Make Up For Ever Full Cover numer 04
*puder sypki Smart Girls Get More
*pomada do brwi Nabla odcień Venus
*żel do brwi Golden Rose Longstay Brow Styling Gel
*fioletowe cienie Inglot 290 i 297
*cień Sistina z paletki Nabla Dreamy Eyeshadows
*żelowy eyeliner Stila
*klej NYX Glitter Primer
*brokat LA Splash Crystallized odcień Purple Rain
*cielista kredka My Secret numer 19
*tusz do rzęs Volume Million Lashes So Couture
*klej do rzęs Ardell Lash Grip
*rzęsy Ardell Demi Wispies Studio Effects

1 grudnia 2017

Ulubieńcy listopada: Isana, La Roche Posay, Makeup Revolution, Catrice, LA Splash, Golden Rose, Nyx, Top Shop

Cieszę się, że listopad już za nami, bo bardzo tego miesiąca nie lubię. Chociaż muszę przyznać, że tegoroczny minął dość szybko i przyjemnie - testowałam masę produktów i mam bardzo dużo nowości. Część produktów zasiliła listopadowych ulubieńców, których chcę Wam dzisiaj przedstawić. Od razu mówię, że rzeczy jest sporo - zarówno z pielęgnacji jak i z kolorówki.


No to przechodzę od razu do rzeczy i listopadowe zestawienie otwiera krem marki La Roche Posay Effaclar Duo +.  Stosuję go od około 1,5 miesiąca i naprawdę jestem zadowolona z efektów jego działania. Ogólnie mam ładną cerę, nie mam trądziku ani żadnych większych pryszczy, ale od pewnego czasu na moim czole i wokół brody pojawiły się takie podskórne zaskórniki, które były dla mnie bardzo uciążliwe, ponieważ zakłócały mój makijaż - struktura skóry nie była gładka. 

Zostając jeszcze przy pielęgnacji twarzy muszę pokazać Wam płatki peelingujące marki Isana, które dostaniecie w Rossmannie. To duże płatki kosmetyczne, które z jednej strony pokryte są tłoczeniem peelingującym. Używam ich każdego wieczoru przy demakijażu. Według mnie nie są mocno agresywne, ale złuszczają naskórek i odświeżają. Bardzo lubię ten moment kiedy przecieram nimi skórę. Pierwsze opakowanie już mi się kończy, ale na pewno zaopatrzę się w następne.


Ulubieńcem listopada jest też balsam do ciała marki Palmer's Coconut Oil Body Lotion. Czy zdajecie sobie sprawę jak ten produkt obłędnie pachnie? To tak jakbyście rozcierały na skórze wiórki kokosowe albo cukierki Elfy (kto je pamięta?) Formuła tego balsamu jest bardzo kremowa, ale też bogata. Nie zmienia to jednak faktu, że balsam szybko się wchłania,  a skóra pachnie przez wiele godzin jak kokosanki w najlepszym wydaniu.

W listopadzie zaczęłam też stosować spray do włosów kręconych marki L'oreal Hollywood Waves. Nie wiem jak Wy, ale bardzo lubię używać produktów tego typu. Pięknie pachną, a ten spray dodatkowo podkreśla naturalny skręt moich włosów. Kupiłam go na Mintishop i tam polecam go zamawiać, bo w Rossmannie jest on dwa razy droższy.


I teraz mogę już przejść do kolorówki. Tutaj też będzie sporo produktów ;)

Baza, która w listopadzie u mnie królowała to Pearl Base marki Bielenda. To bardzo przyjemny, nawilżający produkt pod podkład. Ładnie się rozprowadza i skóra szybko ją wchłania. Po jej aplikacji buzia jest bardzo dobrze przygotowana na nałożenie reszty makijażu. Polecam ją wszystkim paniom z suchą skórą ;)

Teraz pora na ulubiony podkład. Na pewno wiecie, że ja lubię podkłady mocniej kryjące, takie, które są lekkie, ale jednak mają w sobie sporo pigmentów i idealnie wyrównują koloryt cery. W listopadzie praktycznie codziennie sięgałam po podkład Catrice Made To Stay 24h w odcieniu 005. Uwielbiam go właśnie za krycie, za to, że jest długotrwały i nie wyświeca się w ciągu dnia. Jest rewelacyjny!

Puder, który naprawdę świetnie się sprawdza i w listopadzie był dla mnie nowością to sypki puder marki Makeup Revolution w wersji Lace. Na blogu macie już jego recenzję (klik!). Bardzo go lubię i zdecydowanie za cenę 25 zł nie oczekiwałam po nim zbyt wiele, a okazał się świetny. Można go używać do bakingu lub standardowego utrwalania podkłądu. Jest miałki i aksamitny. Osobiście czuję się skuszona na inne wersje tych pudrów.


W listopadzie udało mi się również odkryć bardzo fajne duo do konturowania marki My Secret. Zestaw nazywa się Contouring Palette, ale jego opakowanie wygląda jak standardowy puder. Najczęściej sięgałam po ten brązer z zestawu i naprawdę miło mi się go używało. Ma bardzo ładny odcień, nie jest brudno-szary i świetnie rozciera się na skórze. Zdecydowanie polecam tym bardziej, że nie jest to drogi kosmetyk.

Ulubieńcem jest również rozświetlacz ze standardowej kolekcji marki Top Shop o nazwie Cresent Moon. Udało mi się go również kupić w TK Maxxie za niecałe 35 zł. Zachwycił mnie swoim odcieniem, bo jest szampański, ale opalizuje delikatnie na brzoskwiniowo-różowo. Ma on wypiekaną formułę, ale nie jest suchy i bardzo ładnie przechodzi z pędzla na skórę. Jako maniaczka rozświetlaczy (naprawdę, bo ja już je po prostu kolekcjonuję) bardzo mocno go Wam polecam ;)



Muszę Wam też przypomnieć o moim ulubionym żelu do brwi marki Golden Rose o nazwie Longstay Brow Styling Gel. W minionym miesiącu otworzyłam nowe, trzecie już opakowanie tego produktu i nadal twierdzę, że to najlepszy i najmocniejszy żel do brwi z jakim miałam do czynienia. Uwielbiam sposób w jaki zaznacza on włoski. Utrwala je i nie pozwala im się ruszyć z miejsca przez cały dzień.

Teraz coś do oczu. I mam Wam do pokazania cienie Inglota. Tak wiem, że na rynku są obecnie o wiele lepsze cienie od tych, ale przyznam szczerze, że naprawdę przyjemnie mi się z nich w listopadzie korzystało. Jak widzicie w tej palecie mam dość bezpiecznie odcienie i tylko kilka cieni to bardziej odważne propozycje. Kiedy skompletuję ją w całości to na pewno możecie spodziewać się wpisu, w którym pokażę wszystkie te kolory z bliska.



Ulubieńcem są również drobniutkie brokaty marki LA Splash z serii Crystallized. Mam dwa odcienie: Purple Rain oraz Whiskey Sour. Kupiłam je w sumie na próbę, bo zbliża się okres świąteczno-noworoczny, a zaraz potem są studniówki i chciałam mieć coś mocno błyszczącego w swoim kufrze. Te brokaty są świetnie, idealnie współpracują z bazą pod brokaty Nyxa i ta kombinacja idealnie sprawdza się na powiece.



I przechodzę do dwóch ostatnich produktów i są produkty do ust. W listopadzie żonglowałam sobie pomadkami, ale po te dwie sięgałam najczęściej. Pierwsza z nich to Eveline Color Edition w odcieniu 720 Sweet Chocolate. To standardowa kremowa pomadka w kolorze dość naturalnego brązu, która pasuje do wielu makijaży. Dla mnie dodatkowym plusem jest fakt, że pomadka pachnie arbuzem!
A druga to Nyx Soft Matte Lip Cream w odcieniu Cannes. To różowo-brązowy odcień i znowu jest on bardzo uniwersalny i świetnie sprawdza się na co dzień. Lubię ją za to, że jest matowa, ale przy tym komfortowa na ustach.



Tak, i to wszyscy ulubieńcy listopada. No muszę przyznać, że sama jestem w szoku jak wiele jest tych produktów. Mogę jednak obiecać, że każdy z nich jest naprawdę godny Waszej uwagi i polecam je wypróbować. Mam nadzieję, że coś wpadło Wam w oko. Ja jak zwykle czekam na Waszych ulubieńców. Podzielcie się w komentarzu czego z przyjemnością używałyście w minionym miesiącu ;)

A tak na marginesie to zapraszam Was do śledzenia mnie na Instagramie, bo ostatnio pojawia się tam sporo makijaży, których nie publikuję tu na blogu. Jeśli zjedziecie na sam dół mojego bloga to znajdziecie tam właśnie moje instagramowe zdjęcia, a po kliknięciu na jedno z nich przeniesiecie się na mój profil. Będzie mi bardzo miło jeżeli dołączycie do grona obserwatorów ;)

25 listopada 2017

Paleta Nabla Dreamy Eyeshadows vs Zoeva Cocoa Blend | Podobne czy całkiem różne?

Jako maniaczka palet z cieniami do powiek dzisiaj śpieszę do Was z postem porównawczym dwóch palet - Nabla Dreamy Eyeshadows oraz Zoeva Cocoa Blend. Podczas ostatniego porządkowania kosmetyków akurat te dwie rzuciły mi się w oko i wtedy zobaczyłam, że są one do siebie całkiem podobne i warto byłoby taki post dla Was napisać ;) Co mam na myśli mówiąc podobne? Zapraszam do lektury!

 
Zanim przejdę do głównego tematu muszę napisać co te palety absolutnie różni. Przede wszystkim cena - paleta Nabli kosztuje około 160 zł natomiast Zoeva 90 zł. Różnica jest zatem spora. 
W droższej palecie mamy 12 cieni o niewielkiej gramaturze i dobrej jakości lusterko. Opcja tańsza nie posiada lusterka, mamy w niej 10 cieni, ale są one znacznie większe i w konsekwencji mamy tutaj 15 g produktu, a w Nabli jedynie 11g. 
Mimo, że paleta Zoeva jest większa od Nabli to waży mniej, jest też praktycznie o połowę cieńsza. 


Obie są natomiast wykonane z kartonu, ale mam wrażenie, że opakowanie tej z Nabli jest solidniejsze - może właśnie przez jego ciężar i obecność lusterka. Ani jednej ani drugiej pozycji nie można odmówić urody - są naprawdę bardzo ładne, eleganckie i stylowe. Obaj producenci zatroszczyli się o detale.

W obu paletach możemy znaleźć podobne kolorystycznie, chociaż ich wykończenie nie zawsze jest takie same.





Cienie marki Nabla są bardziej intensywne, bardziej miałkie i aksamitne. Nie znaczy to jednak, że Zoeva mocno od nich odstaje, bo te cienie również mają mocny pigment.

Kolorystyka obu palet jest do siebie zbliżona, ale jeśli dla kogoś jest to istotne to w palecie Cocoa Blend jest obecny matowy beżowy cień. W palecie Dreamy Eyeshadows go nie znajdziecie.

Podsumowując, jeśli nie udało się Wam kupić palety marki Nabla to możecie skusić się Cocoa Blend, która jest również piękną i dobrej jakości paletą cieni.

Dajcie koniecznie znać czy macie którąś z tych dwóch palet i jak się one u Was sprawują ;)

21 listopada 2017

Rozświetlacze My Secret - wszystkie 3 odcienie | Princess Dream, Sparkling Beige, Disco Ball

Rozświetlacze marki My Secret są jednymi z moich ulubionych, a spośród tych dostępnych w drogeriach, według mnie, są najlepsze i najpiękniejsze. W dzisiejszym poście pokażę Wam zestawienie wszystkich trzech odcieni tych cudeniek.


Zacznę od najnowszej propozycji marki, która całkiem niedawno pojawiła się w sprzedaży. Jest to rozświetlacz o nazwie Disco Ball. Ma on bardzo neutralny odcień beżu i moim zdaniem to złoty środek pomiędzy jego dwoma poprzednikami. Jest bardzo intensywny i ładnie wpasowuje się w resztę makijażu. Mam wrażenie, że jego formuła jest delikatnie bardziej wilgotna i bardziej czepia się palca czy też pędzla. Moim zdaniem to kolejny rewelacyjny dodatek do mini kolekcji rozświetlaczy My Secret. Jeśli chodzi o opakowanie, gramaturę czy cenę to nie różni się ona od innych rozświetlaczy marki. Na zdjęciach zobaczycie, że nie widać praktycznie żadnej różnicy między nim a wersją Sparkling Beige. Na żywo jest ona jednak zauważalna, mała, ale jest ;)


Odcień Sparkling Beige jest najchłodniejszy z całego zestawienia, ale wciąż bardzo twarzowy. Ja używam go zwykle jesienią i zimą kiedy to już letnia opalenizna znika całkowicie.

Princess Dream to u mnie rozświetlacz, który w całej kolekcji jaką mam zajmuje jedno z pierwszych miejsc. To ogólnie pierwszy tak rewelacyjny rozświetlacz z drogerii. Ma on złocisty odcień, daje przepiękną taflę i zresztą widzicie po zużyciu jak często po niego sięgam ;)

Jakiś czas temu pokazywałam Wam porównanie odcieni Princess Dream i Sparkling Beige, dlatego żeby się nie powtarzać odeślę Was do tego posta (klik!)



Napiszę to co kilka razy już pisałam. Według mnie rozświetlacze My Secret to najlepsze produkty w drogerii z tej kategorii. Uwielbiam ich używać! Dają przepiękny efekt i na skórze wyglądają bardzo drogo i pięknie. Naprawdę mogą konkurować z niejednym rozświetlaczem wysokopółkowym.

18 listopada 2017

Nowości My Secret Glam & Shine Eyeshadows | Swatche 4 odcieni

Widziałyście już nowe odcienie cieni My Secret z serii Glam & Shine? Kilka dni temu pojawiły się w Drogeriach Natura. Moja sroczość musiała zostać zaspokojona i w momencie kiedy tylko zobaczyłam je na Instagramie u Daniela Sobieśniewskiego, wpisałam je na listę chciejstw. No kupiłam, kupiłam i to cztery odcienie. Dzisiaj je Wam pokażę ;)


Zdecydowałam się na te kolory, bo przywiodły mi na myśl zbliżające się święta i ciekawe pomysły na makijaże z ich wykorzystaniem. Aktualnie kosztują niecałe 9 zł za sztukę, bo jest promocja.

Zrobiłam Wam swatche tych cieni i oniemiałam, bo bardzo przypominają w formule cienie z palet Juvia's. Pigmentacja po prostu zabija. Są kremowe, lepkie, cudownie czepiają się skóry.


W tej nowej kolekcji są jeszcze dwa odcieni, których ja nie kupiłam. Z tego co pamiętam był jeden podobny do odcienia numer 12 i granat, ale ręki nie daję ;)


Już czuję, że te kolory będą bazą pięknych świąteczno-noworocznych makijaży! Są naprawdę przepiękne ;) W naturalnym oświetleniu mienią się i błyszczą niesamowicie, a co dopiero będzie się działo przy blasku świec?



Używałyście cieni z tej serii? Dla mnie to absolutna nowość - kiedyś o nich słyszałam, ale jakoś nigdy nie czułam się skuszona. Te kolory jednak niesamowicie wpadły mi w oko i już czekają w szufladce na to aż będę mogła zrobić jakiś makijaż ;)

17 listopada 2017

Makeup Revolution Baking Powder LACE - warto czy nie warto?

Nieraz pisałam o tym, że jestem ogromną fanką pudrów sypkich. Dają one o wiele bardziej naturalne wykończenie makijażu, są lekkie, często nie zostawiają żadnego koloru i można z łatwością używać ich do bakingu.

Moim najukochańszym pudrem jest Laura Mercier Translucent Loose Powder, ale wciąż testuję nowe propozycje w tej kategorii i dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pudru Lace od Makeup Revolution.

Czy puder o pojemności 35 gramów za cenę 25 zł może być dobry czy niekoniecznie? O tym w dalszej części dzisiejszego posta.


Na początku powiem Wam szczerze, że nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. Moje doświadczenie nauczyło mnie, że to właśnie droższe pudry są wysokiej jakości.

Puder jest bardzo aksamitny w dotyku, lekko jakby wilgotny, co sprawia, że nie pyli się tak mocno. To dla mnie spory plus, chociaż wiadomo, że puder sypki już z samej nazwy informuje nas, że będzie się po prostu sypał ;) Nie powinno być to dla nas żadnym zaskoczeniem.

Ma lekką różową nutę, ale jest ona na tyle minimalna, że nie przeszkadza mi to w jego stosowaniu. Puder możemy jak najbardziej stosować do bakingu wilgotną gąbką - puder bardzo mocno rozjaśnia okolice pod oczami, środek twarzy i inne miejsca gdzie został nałożony. Aplikowany pędzlem bardzo ładnie utrwala podkład i matowi, ale jego wykończenie nie jest tępe i papierowe.


Nie ma problemów z nakładaniem kolejnych produktów: brązera, różu czy rozświetlacza. Wszystko bardzo ładnie czepia się skóry i nie tworzy plam. Mimo, że tak jak wspomniałam wcześniej, puder ma w sobie minimalną różową nutę to nie zmienia koloru podkładu - puder zachowuje się jak transparentny.


Stosuję go od ponad dwóch tygodni i jak narazie nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, a widzę same jego plusy ;)

Czuję, że skuszę się również na wersję Ghost oraz Banana. Wersja Lace, o której rozpisałam się dzisiaj naprawdę mi się spodobała ;)

A Wy miałyście ten lub inne pudry sypkie z Makeup Revolution? 

14 listopada 2017

Makijaż w kolorze z błyskiem | Makijaż na modelce

Ciepłe odcienie na powiekach to coś co już bardzo dobrze znamy i widzimy praktycznie na co dzień. Ja dzisiaj chcę przełamać trendy i pokazać makijaż z dodatkiem granatu i niebieskości z błyskiem. Żeby było ciekawiej to makijaż wykonałam na modelce, nie na sobie. 

Postawiłam na granat, ale cieniowanie opatuliłam brzoskwiniowo-różowym odcieniem. I chociaż na zdjęciach jest widoczna dość mocna granica między jasnym a ciemnym cieniem to uwierzcie mi na słowo, że na żywo to przejście było subtelne i na części jasnej błyszczały błękitne drobinki, a na ciemnej jasny pigment. Aparat nie zbyt dobrze to wyłapał ;)

Spis użytych kosmetyków macie pod zdjęciami ;)




Kosmetyki, których użyłam w tym makijażu:
TWARZ: 
*baza Bielenda Pearl Base 
*podkład Wet'n'Wild Photofocus
*korektor Maybelline The Eraser Eye 010 Light
*puder sypki Wibo Banana
*brązer Kiko Flawless Fusion 01
*rozświetlacz My Secret Disco Ball

OCZY: 
*cień w kremie Maybelline CT numer 93 
*paletka Nabla Dreamy Eyeshadows
*pigment Kobo Sea Shell
*pigment Inglot numer 113
*cień Glamshadows Sorbet
*granatowy cień Inglot
*cienie do brwi Catrice
*żel do brwi Golden Rose
*rzęsy Eylure model Shoes are my muse
*klej Ardell Lash Grip

USTA:
*pomadka Eveline Color Edition numer 720

11 listopada 2017

Pomadki Golden Rose Matte Liquid - recenzja + swatche 10 odcieni

Jestem ogromną miłośniczką wszelkich pomadek do ust, ale te matowe mają w moim serduszku specjalne miejsce ;) Uwielbiam je za genialną trwałość i wykończenie. Obecnie mamy ich na rynku całą masę, a ja dzisiaj chciałabym pokazać Wam to co jest już bardzo znane i lubiane, a mianowicie moją kolekcję 10 matowych pomadek marki Golden Rose.

Mam je od dłuższego czasu i mogę w pełnie wyrazić moją opinię na ich temat. Będą też swatche poszczególnych kolorów, dlatego mam nadzieję, że ten wpis będzie dla Was przydatny.


Pomadki Matte Liquid kosztują na stoiskach GR 19,90 zł. Obecnie w kolekcji jest już grubo ponad 20 odcieni. Ja cenię sobie te pomadki przede wszystkim za piękne i niestandardowe kolory, które są zgodne z obowiązującymi trendami.

Mam już porównanie do masy marek, które produkują matowe pomadki i mogę stwierdzić, że te nadal są jednymi z moich ulubionych. Bardzo ładnie pokrywają usta kolorem, ale tutaj muszę zaznaczyć, że kiedy wysychają to ich odcień ciemnieje - nieznacznie, ale jednak ;)

Nie mogę powiedzieć, że na ustach ich nie czuć. Są wyczuwalne chociażby przez to, że pomimo iż są matowe to minimalnie się lepią, ale tak naprawdę minimalnie. Ich bardzo dużym plusem jest to, że nie wysuszają ust w trakcie ich noszenia. Pod tym względem są bardzo komfortowe, bo usta przez cały dzień wyglądają ładnie, a nie jak zasuszona rodzynka ;)


Ich trwałość również jest świetna, bo na wypielęgnowanych, gładkich ustach utrzymują się około 8 godzin bez żadnego uszczerbku, potem zaczynają się wycierać od tej wewnętrznej strony. Pamiętajcie, że pomadka matowa może zacząć się rozpuszczać po zjedzeniu czegoś tłustego (rosół, masło na kanapce itd.). Picie hektolitrów płynów nie jest tym pomadkom straszne!

Teraz przejdę do opisania poszczególnych numerków pomadek, a na końcu pokażę Wam ich swatche.

NUMER 03
To bardzo klasyczny odcień brudnego różu, który lubi tak wiele kobiet. Wcale mnie nie to nie dziwi, bo wielu z nas pasuje i świetnie sprawdza się zarówno przy makijażu dziennym do pracy jak i podczas wieczornych wyjść z mocnym smoky na powiece. Sama bardzo lubię tą konkretną pomadkę i sięgam po nią dość często.

NUMER 04
Kolor tej pomadki jest przepiękny. To połączenie różu z pomarańczą, można by go nawet określić jako koral. Ten odcień dołączył do mojej kolekcji jako ostatni, ale naprawdę sama się sobie dziwię, że tak późno się na nią zdecydowałam, bo ten kolor mnie po prostu oczarował. Jest niezwykle ożywczy i dodaje świeżości.

NUMER 05
Jeśli lubicie ciemne usta to zdecydowanie jest to kolor dla Was. To mroczny, bardzo ciemny  jagdowy fiolet, który debiutuje na moich ustach tej jesieni. Tak naprawdę aby go nosić nie trzeba zbyt wiele robić z makijażem. Idealnie wyrównany kolor skóry, brązer, rozświetlacz, rzęsy i ta pomadka. To ona powinna grać w makijażu pierwsze skrzypce.

NUMER 06
To truskawkowy, ciepły odcień czerwieni. Pięknie wygląda przy opalonej skórze latem i ja właśnie sięgam po tą pomadkę podczas ciepłych miesięcy.

NUMER 07
To pierwsza pomadka z tej serii jaką kupiłam. Jej kolor to soczysta fuksja z minimalnie fioletową poświatą. Ten odcień bardzo mocno optycznie wybiela zęby i jest naprawdę twarzowy. Jeżeli lubicie fuksjowe usta to tą pomadkę musicie mieć ;)

NUMER 10
Jest to chyba najbardziej kontrowersyjny kolor z całej kolekcji. Jedni go kochają, drudzy nienawidzą. Ja uważam, że można ją naprawdę nieźle wpasować w makijaż, ale tak jak mówię jej kolor to kwestia gustu. Faktycznie odcień jest nietypowy - dla mnie pieczarkowy. Chłodny i źle użyty może wymywać z twarzy życie.

NUMER 13
Klasyczny brązowy odcień nude, który wzorowany jest na jednym z kultowych odcieni marki JS. Intensywność tego odcienia jest idealnie wyważona, bo ta pomadka nie dominuje nad resztą makijażu, a wspaniale go dopełnia. Jeżeli rano zastanawiam się co ładnego na usta nałożyć to mój wybór pada praktycznie zawsze na ten konkretny odcień.

NUMER 17
To połączenie brązu, czerwieni i rudości. Ten kolorek kupiłam stosunkowo niedawno, ale baaaardzo lubię go używać. Podoba mi się to jak na mnie wygląda i uważam, że bardzo dobrze do mnie pasuje.

NUMER 18
Piękna, intensywna, krwista czerwień. Kolor bardzo klasyczny i mi osobiście kojarzy się z zimą i świętami. Tak, dla mnie jest bardzo świąteczna - to idealne określenie tej pomadki. Jej chłodny odcień wybiela optycznie zęby.

NUMER 20
Ten kolor to według mnie ciepły, czekoladowy brąz. Mi kojarzy się z kolorem suszonych daktyli. Niezwykle modny i twarzowy odcień. Jesień to idealna pora na takie odcienie na ustach.


Tak wygląda dziesięć odcieni pomadek Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick, które mam. Jestem duma z tej gromadki, bo pomadki są naprawdę dobrej jakości. W tej cenie moim zdaniem nie znajdziecie nic lepszego ;)

Macie te pomadki w swojej kosmetyczce? Lubicie ich używać? 

9 listopada 2017

Podkład Wet'n'Wild Photofocus - recenzja + jak wygląda na skórze?

Wybór idealnego podkładu wcale nie jest łatwy, ale moim zdaniem marki drogeryjne wychodzą klientkom na przeciw i wypuszczają coraz to nowsze podkładowe propozycje. Jest już kilka topowych pozycji na rynku, które kobiety pokochały. 

A czy nowa propozycja marki Wet'n'Wild ma szanse podbić nasze serca? Mam dzisiaj dla Was jego recenzję i pokażę Wam też jak wygląda na skórze ;)

Podkład o którym dzisiaj mowa to Photofocus właśnie z marki Wet'n'Wild, czyli produkt, który bardzo mocno wybił się w amerykańskiej strefie beauty i powolutku podbija polski światek urodowy.

Ja skusiłam się na niego zanim jeszcze w ogóle nie wiedziałam, że w Stanach jest on tak popularny. W Naturze akurat była promocja i stwierdziłam, że zobaczymy z czym ten podkład się je ;) Po zniżce kosztował niecałe 20 zł, ale jego regularna cena nie przekracza 30 zł.


Wybrałam dla siebie odcień Soft Ivory, czyli jaśniutki, ładnie żółty odcień, który będzie super dla bladzioszków. To co mnie zaskoczyło to dość nietypowe opakowanie . Może nie sama buteleczka, bo to zwyczajne szkło, ale ten podkład nie posiada pompki, a aplikator w formie łopatki. 

Osobiście wolę zwykłą pompkę, bo jest najwygodniejsza, a z taką łopatką jest trochę zabawy. 

Konsystencja tego podkładu jest dosyć płynna i wodnista. Bez problemu spływa z dłoni po nałożeniu. Podkład gładko rozprowadza się na skórze i bardzo dobrze kryje. Jedyne co mi przeszkadza to jego dość intensywny i nieprzyjemny zapach. Ulatnia się on jednak chwilę po aplikacji. 


Przed przypudrowaniem podkład wygląda bardzo dobrze, nie świeci się mocno i delikatnie zastyga. Wszystkie przebarwienia są idealnie przykryte. Puder podkład oczywiście utrwala i moim zdaniem tego kroku nie należy pomijać. 

Po przypudrowaniu podkład wygląda pięknie! Skóra jest gładka i wygląda nieskazitelnie. Plusem tego podkładu jest również to, że cudownie się fotografuje. Nie bieli, nie odbija światła - cud, miód i orzeszki ;) 


Z jego utrzymywaniem na twarzy nie mam problemu. U mnie nie wymaga też pudrowania w ciągu dnia. Ładnie zgrywa się z odcieniem mojej skóry i nie oksyduje. 

Jeśli szukacie podkładu, który ładnie prezentuje się na zdjęciach, ma mocne krycie i delikatnie zastyga to na pewno warto rozważyć jego zakup ;)



4 listopada 2017

Makijaż w jesiennym klimacie

Jesień to idealna pora na mocniejsze makijaże. W tym, który zaprezentuje dzisiaj połączyłam kolory dość nietypowo, bo zieleń z rudo-różowym pigmentem, ale moim zdaniem całość wyszła naprawdę dobrze. Mamy mocne kolory, mamy kreskę i rzęsy. Całość dopełniają usta w czekoladowym odcieniu nude oraz konturowanie i rozświetlacz.

Jeśli jesteście ciekawe jaki podkład mam na sobie to jest to Photofocus marki Wet'n'Wild. Robi na skórze niezły photoshop ;)

Główną rolę na powiece gra pigment ze sklepu Glamshop o nazwie Rudy róż. 





Tak właśnie prezentuje się całość makijażu. Ja w takim mocniejszym wydaniu czuję się naprawdę świetnie! Dajcie znać jak się Wam podoba :)