13 października 2017

Unikalny rozświetlacz TOPSHOP Chameleon Highlighter Mother of Pearl

Kto z nas nie słyszał o słynnych cieniach marki TOPSHOP z serii Chameleon? Z tego co wiem nie są one dostępne w Polsce, ale ja wciąż mam nadzieję, że natknę się na nie w TKmaxxie. Bo tak właśnie stało się w przypadku rozświetlacza z serii Chameleon właśnie w odcieniu Mother of Pearl, o którym chcę Wam dzisiaj napisać ;)


To co mnie bardzo zdziwiło to fakt, że rozświetlacz był szczelnie zapakowany. Miał swój kartonik, całość była zalepiona taśmą, więc miałam pewność, że nikt go wcześniej nie dotykał (bo nie oszukujmy się, ale w TKmaxxie z reguły wszystko jest wysmarowane, zmacane, oblepione - niczym podczas promocji w Rossmannie). Nie chciałam kupować go w ciemno i poprosiłam pracownicę sklepu o otwarcie w celu poznania koloru tego rozświetlacza. Nie było z tym żadnego problemu.


Moim oczom ukazała się opalizująca na różowo-złoto tafla! Coś magicznego. Uwierzcie mi, że zdjęcia nie oddają jego olśniewającego piękna w całości.




Sam rozświetlacz jest niewielki, bo to zaledwie 3,2 g produktu. Mam jednak wrażenie, że nie za bardzo nadaje się on do stosowania na twarzy, przynajmniej nie na co dzień. Świetnie za to sprawdza się na powiekach, w wewnętrznych kącikach oczu. 


Bardzo ciężko jest mi określić jego odcień. W zależności od tego jak pada światło jest on różowo-fioletowy, szampański, złoty lub łososiowy. Nazwa Chameleon pasuje do niego idealnie!


Ten rozświetlacz będzie taką malutką perełeczką w mojej kolekcji. Jeżeli macie dostęp do TKmaxxa to radzę się tam wybrać w najbliższym czasie i sprawdzić czy te rozświetlacze są również u Was ;)
W moim było kilka sztuk tego produktu!




11 października 2017

Przemyślnik #1 | jesienne wieczory, promocja w Rossmannie i makijaże halloweenowe

Nad rozpoczęciem na blogu serii tego typu myślałam już od kilku dobrych tygodni. Przecież mam Wam do powiedzenia o wiele więcej niż kilka słów na temat danego kosmetyku czy makijażu. Wpadłam na pomysł, że serię nazwę "Przemyślnik" i będę się z Wami dzieliła swoimi przemyśleniami, opinią na dany temat - to będzie bardziej lifestylowa część tego bloga. Oczywiście tematy, które poruszę będą również kosmetyczne, ale nie tylko ;)

Zapraszam Was na mój pierwszy przemyślnik. Dzisiaj napiszę o trzech sprawach, które niejako wiążą się z jesienią ;)


JESIENNE WIECZORY
Już praktycznie połowa października i na dworze ściemnia się dość wcześniej. Dzień jest krótki, a wieczory ciągną się w nieskończoność. Moim zdaniem nie ma się co złościć i narzekać na deszczową pogodę. Trzeba znaleźć sobie ciekawe zajęcie na wieczorną porę albo podjąć jakieś wyzwanie dla samej siebie. Ten czas można naprawdę świetnie wykorzystać. Może wyjście na basen albo do kina? Warto zapisać się również na jakieś zajęcia dodatkowe: zacząć naukę nowego języka albo wybrać się na kurs z zakresu, który nas interesuje. Jeśli czas wolicie spędzać w domu to tutaj klasycznie polecam ciepłą herbatę, dobrą książkę i kocyk. Warto też uporządkować przestrzeń wokół siebie ;)

Ja bardzo lubię wieczorami spacerować ze swoim pieskiem (o ile nie pada). Czas spędzam również na planowaniu nowych wpisów, robieniu zdjęć na bloga. Praktycznie codziennie jeżdżę na swoim orbitreku słuchając muzyki. Przed snem sięgam po książkę i wypijam jakąś herbatę - ostatnio króluje u mnie zielona z kawałkami opuncji ;)

PROMOCJA W ROSSMANNIE
Ja w Rossmannie nie byłam. I chyba się tam nie wybiorę, bo biorąc pod uwagę ostatnią akcję promocyjną nie mam po prostu nie mam ochoty oglądać tłumów bijących się o kosmetyki kobiet. Poza tym znowu kupiłabym masę produktów, które "są mi niezbędne"... ;) Same wiecie jak to jest. Idziecie po jeden podkład i tusz, a wychodzicie z siatką pełną różnych produktów. Z moich obserwacji wynika też, że w drogeriach internetowych kosmetyki dostępne w Rossmannie są zdecydowanie tańsze nawet od cen promocyjnych. Jeśli do Rossmanna bym wpadła to jedynie po puder bananowy Wibo i tusz do rzęs dla mamy ;)

MAKIJAŻE NA HALLOWEEN
Tego święta osobiście nie obchodzę i nie rozumiem, ale jak najbardziej podoba mi się to, że w tym czasie można pobawić się makijażem tworząc przeróżne, ciekawe charakteryzacje. Najbardziej lubię te wydania glam - są najbliższe mojemu sercu. Nie lubię oglądać natomiast obrzydliwych, ociekających krwią stworów, które są po prostu brzydkie. Sama mam zamiar w tym roku stworzyć makijaż na halloween i mam nadzieję, że pojawi się on na moim blogu. Trzymajcie kciuki!


Ode mnie to już wszystko, a teraz Wy przejmijcie pałeczkę ;)

Bardzo ciekawi mnie co Wy robicie w długie jesienne wieczory? Na co poświęcacie swój czas? Dajcie też znać co myślicie o rossmannowej promocji i czy zrobiłyście już zakupy. Na koniec możecie dodać jak zapatrujecie się na Halloween. Lubicie oglądać charakteryzacje przygotowane na to święto? 

A, i co sądzicie o takiej serii wpisów?! ;)

7 października 2017

Nowości Glamshop | Pędzle, cienie i pigmenty + swatche

Jesienią wzięło mnie mocno na kosmetyczne zakupy i udało mi się kupić sporo ciekawych rzeczy ;) Ja mam właśnie takie fazy. Jak się tak solidnie obkupię to potem mogę mieć kilka tygodni przerwy i całkowity detox od kosmetycznych zakupów. 

Teraz jednak trwa u mnie zakupowe szaleństwo i dzisiaj pokażę Wam co zamówiłam sobie w Glamshopie ;) Jeżeli jesteście ciekawe na jakie produkty się zdecydowałam to zapraszam do dalszej części ;)


Zacznę od pędzli. Tym razem trzy maluszki do makijażu oka. Jeden z nich - O108 to już mój drugi egzemplarz, bo po prostu go uwielbiam. Jest duży, puchaty, miękki i cudownie rozciera się nim cienie do efektu delikatnej chmurki. Jest zrobiony z włosia kozy. Dwa kolejne pędzle to nowe pozycje w mojej kolekcji. Są zrobione z włosia kucyka. O106 to pędzelek, który kupiłam z myślą o podkreślaniu załamania powieki lub bardziej precyzyjnych roztarć. Ten drobniutki pędzelek to model O111 i oczywiście posłuży mi przy makijażu dolnej powieki albo rozświetlaniu wewnętrznego kącika. Być może sprawdzi się przy rozcieraniu kreski.


Przyznam, że polubiłam pędzle tej marki. Są naprawdę bardzo dobrej jakości. Włosie po myciu się nie odkształca i wciąż jest mięciutkie. Polecam je na ten moment bardzo gorąco ;) I czekam na nieco niższą cenę dostawy w sklepie.


To co bardzo chciałam wypróbować to pigmenty. Wybrałam dwa odcienie na próbę - te, które wpadły mi najbardziej w oko. I tak w koszyku wylądował "Rudy róż" i "Różowy rubin". 

Pierwszy z nich to faktycznie rudy róż. Nazwa idealnie odzwierciedla jego kolor. Mieni się przepięknie i opalizuje na dwa kolory. Baaardzo mi się podoba! Drugi pigment to bardziej standardowy odcień, który ma faktycznie w sobie domieszkę różu. Jest przepiękny!

To co mogę powiedzieć na pierwszy rzut oka to tak: opakowanie na plus (zgrabny, zakręcany słoiczek z drobnym siteczkiem), podoba mi się ich mocno odbijające światło wykończenie. Myślę, że istotne jest również to, że nie są to pigmenty płatkowe/ kruszone (np. takie jak Inglot z kolekcji Star Dust) tylko są one drobniutkim pyłkiem.

I ostatnie cztery cudeńka to cienie. Staram się powoli stworzyć swoją kolekcję Glamshadows. Tym razem wybrałam same matowe odcienie. Zamówiłam wkłady: "Paprykarz", "Marsala", "Sorbet" i "Kakaowa cegła". Kolory tych cieni są aktualnie na topie, a ja uwielbiam makijaże w takiej tonacji. Pigmentacja powaliła mnie na kolana, ciekawe jak będzie się nimi pracowało na powiece. Narazie jeszcze ich nie używałam, ale pod palcami czuję jakie są masełkowate. Może być z nimi naprawdę ciekawie.


Na koniec pokażę Wam jak wyglądają poszczególne cienie i pigmenty. Swatche wykonałam na suchej ręce bez żadnej bazy. Pigmentacja nie wymaga dalszego komentarza ;)



Teraz pozostaje czekać na jakieś rabaty i na pewno złożę kolejne zamówienie w Glamshopie. Kusi mnie jeszcze sporo cieni i pędzelków ;) Napiszcie mi proszę czy robicie zakupy w Glamshopie? Co jest Waszym must have?

5 października 2017

KAT VON D Everlasting Liquid Lipstick w odcieniu LOVECRAFT

Z niecierpliwością czekałam na premierę marki KAT VON D w polskich Seporach. I w końcu ta marka jest dostępna także u nas ;) W dniu premiery skusiłam się momentalnie na matową pomadkę z serii Everlasting Liquid Lipstick w odcieniu Lovecraft.

Czy opłacało się wydać na nią 89 zł? O tym w dalszej części tego wpisu...


Pomadka zapakowana jest w elegancki kartonik utrzymany w klimacie całej marki. Samo opakowanie produktu jest niezwykle smukłe, cieniutkie i po prostu piękne. Dla mnie naprawdę idealnie dopracowane, ale nic w tym dziwnego w końcu pomadka kosztuje prawie stówkę. 

Pomadka ma standardowy gąbeczkowy aplikator. Jej formuła (według mnie) jest zbliżona do pomadek NYX Soft Matte Lip Cream jednak KVD jest bardziej płynna i "mokra". Sama jej aplikacja jest bajecznie przyjemna i prosta. Ma bardzo mocną pigmentację i jedno pociągnięcie gwarantuje całkowite pokrycie kolorem.

Teraz słówko na temat trwałości. Powiem Wam, że użyłam jej malując siostrę na sesję ślubną i przetrwała na jej ustach do wieczora bez większego uszczerbu. Jak mogę się domyślać przetrwała niejeden pocałunek, ogrom uścisków i na pewno pizzę, którą jadłyśmy wieczorem ;) Faktycznie pomadka jest niezwykle trwała - sama nosiłam ją kilka dni z rzędu i jak najbardziej jestem zadowolona z jej jakości.

Ważne jest to, że nie przesusza ust i jest bardzo komfortowa w noszeniu.


Odcień Lovecraft jest brudnym różem z odrobinką fioletu. Moim zdaniem idealny na jesień. Jest zgaszony i intensywny jednocześnie. Pięknie wygląda w połączeniu z delikatnym okiem, ale i przy ciemniejszym smoky prezentuje się bardzo dobrze. Jest to niezwykle uniwersalny odcień - na co dzień będzie pięknie dopełniał makijaż, a wieczorem doda pazura do całej stylizacji.


Czy warto kupić płynną pomadkę KAT VON D? Jeżeli jesteście miłośniczkami makijażu i możecie pozwolić sobie na taki wydatek to jak najbardziej. Pomadka jest fantastyczna pod każdym względem i myślę, że niejedna z Was doceni jej jakość. Jednak gdybyście szukały czegoś bardziej przystępnego cenowo to polecam matowe pomadki NYX - są również bardzo dobre, a kosztują zaledwie 1/3 ceny Everlasting Liquid Lipstick. 

Ja jestem pewna, że kolejne pomadki z KAT VON D będą moje. Mam już na oku co najmniej dwa nowe odcienie, które z pewnością niedługo dołączą do mojej kolekcji ;))

2 października 2017

Moje typy lakierów hybrydowych Neonail na jesień | nude, brązy, róże | dużo zdjęć!

Mamy październik, jest poniedziałek, więc pora na nowy post. Jesień też już z nami pełną parą, a nie wiem jak Wy, ale ja jesienią stawiam na inne, lekko stłumione lub intensywne odcienie. Jesienią lubię też błysk. Ogólnie myślę, że ta chłodniejsza pora jest idealnym czasem na mocniejsze makijaże i paznokcie. Dzisiaj chcę zaprezentować Wam moją dziewiątkę lakierów na jesień. Wszystkie są hybrydami marki Neonail.


Nie chcę opisywać odcieni, bo jakie są każdy widzi. Wydaje mi się również, że zdjęcia dość dobrze oddają kolory poszczególnych lakierów.


Jak widzicie na wzorniku królują odcienie brązu i różu. Nie zapomniałam jednak o lakierach brokatowych i królewskim odcieniu granatu. Dodam, że każdy "paznokieć" jest pokryty dwoma warstwami lakieru oraz topem.


Na kolejnych zdjęciach możecie sobie sprawdzić nazwy poszczególnych lakierów. Kilka z nich jest bestsellerami marki Neonail.






Moje typy kolorystyczne już znacie. A jakie są Wasze? Jak wyglądają Wasze paznokcie jesienią? 

30 września 2017

Ulubieńcy września | nowe włosy, KAT VON D, Maybelline, Kiko, Dove

Witam Was kochane serdecznie ostatniego dnia września. Jak co miesiąc przyszła pora na jego kosmetyczne podsumowanie. Tym razem będzie odrobina produktów do pielęgnacji i kilka kosmetyków kolorowych, ale opowiem Wam też krótko o moich nowych włosach.


I właśnie od włosów zacznę. Zdecydowałam się na ombre, rozjaśnienie sporej długości włosów. I aktualnie jestem bardziej blond ;) Efekt bardzo mi się podoba i jestem z całości mega zadowolona. Oczywiście włosy zostały lekko podcięte, bo końce po lecie były przesuszone. Teraz muszę się skupić na nawilżaniu i regeneracji moich blond pasm. O swoich włosach planuję w październiku napisać cały post ;)

Z pielęgnacji pokażę Wam trzy produkty. Jeden będzie nietypowy, ponieważ nigdy wcześniej nie pokazywałam tego typu rzeczy na blogu.

Pierwszy kosmetyk to krem-żel do twarzy marki Dermedic Hydra In 3 Hialuro. Powiem tak, wracam do niego bardzo często. Ma żelową formułę, jest bardzo wydajny i dobrze nawilża skórę. Można by rzec nawet, że skóra go po prostu wypija. Polecam go bardzo mocno wszystkim, którzy nie lubią tej tłustej warstwy po aplikacji kremu ;)

Drugim produktem z pielęgnacji jest multi-regenerujący balsam do ciała Lirene z minerałami z Morza Martwego. Mam go dzięki obecności na konferencji Meet Beauty. Znalazłam go w jednej z paczek, które tam dostałam. Otworzyłam go pod koniec sierpnia i od tamtej pory bardzo dobrze mi służy. W czasie upałów ceniłam go za to, że się szybko wchłania i nie lepi się na skórze, a teraz również za to, że pomimo swojej lekkiej formuły dobrze skórę nawilża ;) Poręczna tuba jest świetnym rozwiązaniem w produktach tego typu, bo wiem, że uda mi się wykorzystać balsam do końca.

I teraz pora na ten nietypowy produkt. Mówię nietypowy, bo nigdy wcześniej nie prezentowałam na swoim blogu antyperspirantu. A we wrześniu poznałam fantastyczny produkt Dove i pod względem trwałej ochrony i pod względem zapachu. Serio, nie obraziłabym się za flakonik perfum o tym zapachu ;) Jest to tak świeży zapach, tak przyjemny, że mogłabym go wąchać i wąchać. Ta wersja zapachowa to gruszka z aloesem. Coś bezbłędnego!


W kwestii kolorówki zacznę od bazy pod podkład. Ta, której używałam najczęściej to Matt Filler z firmy AA Wings of color. Jest to baza wygładzająca z kolagenem i ceramidami. Bardzo dobrze sprawdza się pod większość podkładów, które mam. I powiem nawet więcej, ta baza jest idealnym rozwiązaniem dla dojrzałych cer. Bardzo ładnie nawilża skórę i wygładza zmarszczki. Jeżeli szukacie dobrej i łatwo dostępnej bazy pod makijaż to ta jest jak najbardziej godna polecenia ;) :)

Bardzo szybko ulubieńcem stał się korektor Maybelline Instant Anti-Age The Eraser Eye w odcieniu Light. I tak, wiem, że będzie on dostępny stacjonarnie. Ja jednak postanowiłam go kupić zanim to nastąpi. I teraz mogę go zdecydowanie polecić. To dość dobrze kryjący, kremowy korektor. Bardzo dobrze sprawdza się pod oczami. I powiem nawet więcej. Jeżeli dobrze go utrwalę to zupełnie nie zbiera mi się w ciągu dnia w załamaniach. Byłam naprawdę w dużym szoku kiedy wieczorem, po całym dniu zmywałam makijaż. Patrzę, a korektor w stanie idealnym ;) Jestem ciekawa jaka cena tego cuda będzie stacjonarnie. Wiedzcie natomiast, że w sieci kosztuje on około 35 zł.


A teraz prawdziwa petarda! We wrześniu udało mi się odkryć bardzo ciekawy brązer do jasnych karnacji. I "odkryć" jest tutaj słowem klucz, bo mam go dzięki uprzejmości uroczej Adelajdy <3 Poprosiłam ją o kupienie brązera w Kiko i w sumie w ciemno wybrałam brązer z serii Flawless Fusion w odcieniu 01. Na początku to pomyślałam, że to jest puder z kolorem i, że nie będzie go na skórze wcale widać. Oj jak bardzo się myliłam! Nawet nie możecie sobie wyobrazić jak on pięknie wygląda na skórze! To nie jest kolejna warstwa na buzi. On się po prostu wtapia w skórę, daje efekt idealnie przybrązowionej twarzy. No coś pięknego! Polecam go, podpisując się obiema rękami i nogami. Jest fenomenalny!!! Oczywiście nie można nie wspomnieć o jego pięknym lustrzanym opakowaniu zamykanym na magnesik.


Wrześniowym hitem była też u mnie paletka Zoeva Smoky. Kiedy nadchodzi jesień to ona gra w moim makijażu pierwsze skrzypce. Kolory cieni idealnie wpisują się w jesienny klimat. O ich jakości i pigmentacji wspominać chyba nie muszę, prawda? Perfekcja w jesiennym wydaniu :)


I ostatnim hitem tego miesiąca, a właściwie jego końcówki jest Everlasting Liquid Lipstick marki KAT VON D. Odcień Lovecraft zamówiłam w dniu premiery marki na Sephora.pl i jestem oczarowana - po pierwsze opakowaniem, po drugie jej trwałością i po trzecie pięknym odcieniem. To coś pomiędzy przybrudzonym różem i fioletem. Jest on dość intensywny i moim zdaniem to kolor idealny na jesień. Więcej na jej temat napiszę Wam już w październiku.


I to wszyscy ulubieńcy z września. Koniecznie podzielcie się ze mną swoimi hitami mijającego miesiąca. Dajcie znać też czy skusiłyście się już na jakiś kosmetyk KAT VON D ;)

26 września 2017

NYX Glitter Primer | HIT czy KIT? | Czy ten żel w ogóle działa? | Zdjęcia pigmentów z jego użyciem

O tym żelu było niedawno bardzo, bardzo głośno. Wśród produktów marki NYX jest on bestsellerem i zupełnie się temu nie dziwię. Faktycznie, działa i to rewelacyjnie. Jeżeli lubicie zabawę z cieniami do powiek, różnymi pigmentami i brokacikami to moim zdaniem koniecznie musicie go mieć.

Dzisiaj o NYX Glitter Primer napiszę nieco więcej. 

Jeżeli już uda się Wam go kupić (bardzo często jest wyprzedany) to musicie za niego zapłacić 35 zł. W zamian dostajecie kartonik z holograficzną tubką o pojemności 10 ml.


Sam żel po wyciśnięciu z tubki ma gęstą formułę i lekko beżowy odcień, który po roztarciu całkowicie znika. 

Jak w takim razie używać tego produktu? Polecam używać go w niewielkiej ilości, najlepiej wklepywać paluszkiem w powiekę lub miejsce gdzie chcecie umieścić Wasz brokat/cień itd. 

Ten primer sprawdza się rewelacyjnie nie tylko pod produkty sypkie. Stanowi świetną bazę pod zwykłe, prasowane cienie. Działa po prostu jak klej do cieni.

Przyznam szczerze, że mam porównanie do żelu marki Kryolan, którym kiedyś się zachwycałam. Teraz widzę jednak różnicę. Żel marki Kryolan lubił mi się kruszyć, tworzył brzydkie prześwity w cieniowaniu. Produkt z NYX jest lepszy właśnie pod tym względem. Łapie cienie, ale na powiece jest jakby elastyczny i nie kruszy się.  

Tą lepką warstwę, którą tworzy mogę śmiało porównać do lepkiej warstwy pozostawianej przez lakiery hybrydowe.

Glitter Primer zwiększa intensywność pigmentów i cieni. Pozwala na dokładne rozłożenie drobinek i trzyma je w nienaruszonym stanie aż do demakijażu. 

Starałam się pokazać Wam na zdjęciach jak ten żel działa. Widać, że na żelu wszystkie pigmenty są bardziej intensywne.



W mojej ocenie to prawdziwy must have w każdej kosmetyczce. Żel, który nie raz uratuje Wasze cieniowanie i uchroni przed osypaniem się brokatów, pigmentów i sypkich cieni. Polecam go bardzo, bardzo gorąco ;) Kupicie go stacjonarnie w sklepach NYX, na ich stronie internetowej oraz w Douglasach.

Ciekawi mnie na co Wy przyklejacie brokat. Jakim sposobem go aplikujecie? Dajcie też znać czy macie właśnie ten produkt z NYX ;) 

21 września 2017

Tanie i dobre kosmetyki do makijażu, które musisz mieć | 5 świetnych produktów do 20 zł

To wcale nie jest tak, że kiedy chcesz kupić dobrej jakości kosmetyki to musisz mieć worek pieniędzy i rozbijać swoją skarbonkę. Dzisiaj mam dla Was porcję rewelacyjnych kosmetyków do makijażu, które nie kosztują więcej niż 20 zł. Będzie więc dość łaskawie dla portfela. W dodatku z tego co się orientuję wszystkie te produkty znajdziecie stacjonarnie w drogeriach lub na firmowych wyspach ;) Jeśli ciekawi Was jakie pięć produktów mam Wam do pokazania to zapraszam na ten wpis ;)


GOLDEN ROSE SPARKLY EYELINER
Jeśli w makijażu lubicie błysk to ten produkt się Wam na pewno spodoba. To eyelinery o bardzo dobrej formule, w których zanurzone są drobineczki brokatu. Możecie ich używać jako mały akcent na powiece lub malować brokatowe kreski wzdłuż linii rzęs. Efekt jaki dają na powiece jest niesamowity - drobinki przepięknie i elegancko odbijają światło.


KOBO BRIGHTENER MIX
To produkt, który z pewnością uratuje Wasz makijaż jesienią i zimą kiedy to okaże się, że letnia opalenizna zaczęła już znikać i ulubiony podkład będzie zbyt ciemny. Ten mixer jest fantastyczny, ponieważ poza rozjaśnieniem podkładu nie robi z nim nic - nie zmienia jego właściwości, nie rozwadnia, nie zmniejsza krycia. Dostaniecie go w każdej drogerii Natura w naprawdę niskiej cenie.


CATRICE SLIM'MATIC ULTRA PRECISE BROW PENCIL
Szukacie precyzyjnej kredki do brwi. Cieńszej chyba nie znajdziecie. Tak, tą kredką jesteście w stanie narysować pojedyncze włoski na skórze. Efekt jaki jesteście nią w stanie uzyskać jest bardzo naturalny, ale brwi są wyraźnie zaznaczone. Plus również za to, że nie trzeba jej ostrzyć i za mini spiralkę do wyczesywania brwi na drugim końcu :)


WIBO LIP LINER
Z konturówkami do ust tej marki znam się całkiem od niedawna, ale zdążyłam je bardzo polubić. Są kremowe, łatwo sunie się nimi po ustach. Mi również świetnie sprawdzają się w roli  szminki - po prostu wypełniam nimi całe usta. Nie ścierają się, nie rozlewają w kącikach. Są naprawdę dobre i godne polecenia.


MY SECRET FACE'N'BODY BRONZING POWDER 
Na dowód, że to produkt godny uwagi powiem, że zużyłam już dwa opakowania tego pudru i zaczęłam trzecie. To idealny odcień pudru, którym możemy wykonturować sobie buźkę. Jego wykończenie jest satynowe, a nie płaskie i totalnie matowe. To w jak cudowny sposób ten brązer imituje cienie na twarzy jest po prostu niesamowite. Produkt jest wypiekany i przez to baaaardzo wydajny.


I tak właśnie wygląda pierwsza piątka produktów poniżej 20 zł, które bardzo lubię i mogę Wam polecić. Myślę, że może z tego powstać całkiem przyjemna seria wpisów ;) Co o tym myślicie?

Jeżeli macie jakieś makijażowe hity do 20 zł to koniecznie podzielcie się nimi w komentarzu :)

17 września 2017

Rozświetlacz Kiko Fall 2.0 Gold In Progress

Mogę śmiało powiedzieć, że rozświetlacz to jeden z moich najbardziej ulubionych kosmetyków. To nic, że mam ich już całą masę. Jeżeli na rynku pojawia się jakaś ciekawa propozycja to bez zastanowienia trafia ona w moje ręce. Tak już mam i nic na to nie poradzę - a może po prostu nie chcę sobie z tym radzić ;))  

To cudowne uzależnienie sprawia, że wciąż mogę odkrywać coraz to nowsze perełki wśród rozświetlaczy.

Nowa jesienna kolekcja marki Kiko zdecydowanie wpadła mi w oko. I to właśnie przez rozświetlacz ;) I tak naprawdę nigdy wcześniej nie miałam nic z tej marki, ale wiedziałam, że ta błyskotka zawładnie moim serduchem. Postanowiłam więc go kupić, a dzisiaj napiszę Wam o nim trochę więcej :)

Opakowanie jest zgrabne i bardzo eleganckie. Dodatkowego szyku dodaje mu tłoczenie na wieczku. Sam produkt jest malutki, bo waga rozświetlacza to jedyne 3,5 grama. Mój odcień to 01 Gold In Progress. I faktycznie jest to złoty rozświetlacz. A dokładniej mówiąc, według mnie, złocisto-szampańsko-beżowy.


Formuła rozświetlacza jest wypiekana, przez co zwarta, ale nie sucha. Jego odcień faktycznie jest dość intensywny i na pewno nie sprawdzi się w przypadku bardzo bladych cer. Myślę jednak, że jego kolor to celowe działanie marki Kiko, ponieważ jest to kolekcja jesienna, a wiadomo, że po lecie każdy ma na sobie chociaż odrobinkę opalenizny.


Ten produkt tworzy na skórze intensywnie błyszczącą taflę i nie ma tutaj żadnej drobinki. To efekt glow w najczystszym wydaniu! Jeżeli miałabym porównać jego odcień z innymi rozświetlaczami, które mam to zdecydowanie najbliżej mu do rozświetlacza My Secret w odcieniu Princess Dream. Ten z Kiko jest od niego minimalnie ciemniejszy.




Jeżeli kochacie rozświetlacze tak samo jak ja to powinnyście go mieć. Chociażby ze względu na to, że jest to edycja limitowana i później nie będzie można go kupić ;)

Jaki jest Wasz ulubiony rozświetlacz? Mi jest chyba zbyt trudno się zdecydować... :)

16 września 2017

NOVACLEAR ATOPIS Face & Body Wash | Moja negatywna opinia

Na moim blogu znajdziecie niewiele wpisów o kosmetycznych bublach. Dzieje się tak dlatego, ponieważ wychodzę z założenia, że nie warto tracić na nie czas. Dzisiaj będzie jednak inaczej i napiszę o dwóch produktach, które się u mnie nie sprawdziły.

Oba produkty skierowane są do skóry suchej, atopowej. Ich marka to NOVACLEAR, a cała seria tych produktów nazywa się Atopis. Ich opakowania to zwykła biała tuba z niebieskimi napisami - szata graficzna jest dość uboga, ale tak naprawdę nie to jest najważniejsze.


Moja skóra ogólnie lubi się przesuszać. Szczególnie po lecie kiedy to słońce nieźle dawało w kość. I właśnie na sezon letni zostawiłam sobie te dwa produkty do testowania. I powiem od razu, że totalnie nie zdały u mnie egzaminu.


Zacznę od produktu do mycia twarzy i ciała. Jego konsystencja przypomina mi bardzo lejący żel o zszarzało-białym kolorze. Żel się zupełnie nie pieni, tylko oblepia twarz i po "umyciu" nim twarzy czuję, że jest ona nadal brudna i niedomyta. Dodatkowo produkt ma niby delikatny, ale jak dla mnie nieprzyjemny zapach i bardzo niechętnie po niego sięgałam. Starałam się znaleźć dla niego inne zastosowanie jak np. mycie gąbeczek, ale tutaj również się nie popisał.

Balsam nie zaskoczył mnie również niczym. Zwyczajny pięciominutowy nawilżacz. Jak dla mnie zdecydowanie zbyt rzadki i lejący. Nie pachniał, nie nawilżał i w sumie nie robił nic.

No muszę przyznać, że chyba na żadnym produkcie pielęgnacyjnym nie zawiodłam się tak bardzo. Wydaje mi się, że skóra atopowa potrzebuje sporej dawki nawilżenia, a w tych produktach niestety tego nie znajdzie. 

Także jeśli gdzieś widziałyście te produkty i chciałyście je kupić to odradzam, lepiej sięgnąć w drogerii po sprawdzony balsam i żel do mycia ;)

Wiem, że sporo blogerek testowało te produkty - powiedzcie, proszę, jak się one u Was sprawdziły. Czekam na komentarze ;))

13 września 2017

Makijaż cieniami Nabla i Juvia's Place | Mój piękny warkocz i nowe rzęsy

W miniony weekend byłam na weselu, a taka okazja to idealny czas na zabawę z makijażem i fryzurą ;) W dzisiejszym poście pokażę Wam jak wyglądały moje włosy oraz makijaż właśnie w sobotę.

Zacznę od włosów, bo podobają mi się one nieziemsko. Tym razem odpuściłam piękne loki na rzecz grubego warkocza. Moja (najlepsza na świecie zresztą) fryzjerka wyczarowała na mojej głowie pięknego kłosa. Czułam się w nim naprawdę rewelacyjnie i z miłą chęcią czesałabym się tak każdego dnia :)

Co do makijażu to na pewno czymś co rzuca się w oczy są moje rzęsy. Zdecydowałam się po raz kolejny na ich przedłużenie metodą objętościową i jestem bardzo zadowolona z efektu jaki wyszedł. Rzęsy miały być lekko wyciągnięte w zewnętrznym kąciku i uważam, że są idealne - tworzą lekko koci kształt oka.

Samo cieniowanie opiera się na cieniach Nabla oraz palecie Juvia's Place The Saharan. Brązy, róże i złoto - właśnie te kolory tworzą dzisiejszy makijaż. Skusiłam się też na długą czarną kreskę wzdłuż linii rzęs. A wszystkie szczegóły dotyczące tego makijażu wypisałam na dole pod zdjęciami ;)



Kosmetyki użyte w tym makijażu:

TWARZ:
*podkład Inglot HD numer 81
*korektor Catrice Liquid Camouflage numer 010 (również jako baza pod cienie do powiek)
*puder sypki Laura Mercier Translucent
*brązery z palety Freedom Pro Strobe
*rozświetlacz My Secret Princess Dream
*róż My Secret Dusty Rose

OCZY:
*cień Nabla Narciso
*cień Nabla Caramel
*paleta cieni Juvia's Place The Saharan
*klej Nyx Glitter Primer
*pigment Kobo Cherry Sparks
*pigment Inglot numer 115
*eyeliner Golden Rose numer 103
*żelowy eyeliner Stila
*mascara L'Oreal Volume Million Lashes So Couture

USTA:
*płynna matowa pomadka Golden Rose numer 20