29 marca 2017

Ulubieńcy marca | Isana, Nabla, Laura Mercier, Golden Rose i inne

Pora na trzecich ulubieńców kosmetycznych w tym roku. Marzec właśnie się kończy, a to oznacza, ze pora podsumować miesiąc pod względem kosmetycznym. Udało mi się odkryć kilka nowych produktów, które okazały się dla mnie rewelacyjne. Jest kilka produktów z pielęgnacji i trochę kolorówki. Myślę, że każda z Was może wypatrzeć coś dla siebie. Zapraszam na moje marcowe naj ;)

Chyba powinnam zacząć od włosów. W marcu udałam się do fryzjera po 7 miesięcznej przerwie. Przez ten czas udało mi się zapuścić długie, gęste włosy i... no własnie były zapuszczone ;) Potrzebowałam odświeżenia fryzury i zredukowania ich gęstości, która była porażająca. Teraz mam na głowie tyle włosów co przeciętny człowiek ;)

Po wizycie u fryzjera rozejrzałam się za jakąś ciekawą odżywką do włosów i w Rossmannie sięgnęłam po tubę marki Isana, a dokładnie odżywkę Oil Care. Po zakupie jej zdjęcie wstawiłam na Instagram i jedna z Was pisała, że ta odżywka totalnie nic jej nie dała i wtedy pomyślałam, że to będzie wtopa... Jak się później okazało niesłusznie. Odżywka świetnie mi służy! Wygładza włosy, pięknie pachnie, czuję, że pielęgnuje moje włosy. Podoba mi się również jej opakowanie, bo bardzo łatwo wydobyć z niego produkt. Jeśli macie puszące się włosy, które lubią się kręcić to polecam Wam ten produkt ;)

Kolejny ulubieniec to szczotka do masażu firmy For Your Beauty. Kupiłam ją z myślą o szczotkowaniu ciała na sucho i mogę powiedzieć, że w marcu robiłam to regularnie. To naprawdę świetny sposób na wygładzenie skóry i poranne przebudzenie. Moja szczotka miała jeszcze trzonek, który wyciągnęłam, ponieważ tak jest mi wygodniej z niej korzystać.

Ulubieńcem jest również maseczka do twarzy firmy Avon, którą uwielbiam i kupuję od razu kolejne opakowanie gdy to poprzednie zaczyna się kończyć. Maseczka przepięknie pachnie i kiedy mam ją na twarzy czuję się jak w SPA. No po prostu bajka! Po jej zmyciu skóra jest mięciutka i gładka.


W marcu najczęściej sięgałam po podkład Dr Irena Eris Provoke Radiance. Wykończyłam ulubiony Healthy Mix, a ten podkład jest do niego trochę podobny. Ma mocniejsze krycie i też jaśniejszy odcień. Bardzo podoba mi się jego naturalne wykończenie i trwałość. Lubię ten podkład na co dzień. Teraz gdy temperatura nie spada już poniżej 0 jest po prostu idealny!

Na miano ulubieńca zasługuje również korektor Catrice w odcieniu 010. On już nie raz przewijał się w moich ulubieńcach i nic na to nie poradzę. Ten korektor jest naprawdę rewelacyjny i śmiało mogę stwierdzić, że to najlepszy korektor dostępny w drogeriach. Uwielbiam aplikować go pod oczy i patrzeć jak przykrywa cienie i inne przebarwienia. Nie zbiera się w liniach, jest bardzo kremowy i nie wysusza skóry wokół oczu.

No i teraz pora na moją perełkę. Mniej więcej w połowie tego miesiąca kupiłam puder sypki Laura Mercier w odcieniu Translucent polecany przez wszystkie wizażystki. I teraz wiem co to znaczy dobry puder. Różnica jest ogromna! Ten puder jest tak miałki jak puch, wygładza skórę, idealnie gruntuje podkład i daje efekt photoshopa na twarzy. Idealny pod każdym względem! Fakt jest drogi (mi udało się go kupić za 149zł), ale jego jakość rekompensuje wydane pieniądze. Jeżeli szukacie dobrego sypkiego pudru to ten Was nie zawiedzie. Polecam, polecam, polecam! I cieszę się, że w końcu go sobie kupiłam!


W marcu używałam codziennie rozświetlacza My Secret w odcieniu Sparkling Beige. Mam oba odcienie tego produktu i do tej pory używałam Princess Dream, czyli tej pierwotnej wersji. Jednak w tym miesiącu postawiłam na jego drugą wersję. Rozświetlacz daje na skórze przepiękną taflę, jest dość intensywny, ale nienachalny. 

Do konturowania używałam pudru Kobo w odcieniu Nubian Desert. To dość chłodny odcień brązu, który daje bardzo naturalny efekt cienia. Jest zupełnie matowy, daje się ładnie budować i rozcierać. Podoba mi się, jak najbardziej!


Mój makijaż oczu bazował w marcu na kilku produktach. Po pierwsze baza pod cienie firmy Avon, którą bardzo lubię i w sumie to ona zawsze jest w mojej szufladzie. Jest kremowa, lekko wyrównuje koloryt powieki i bardzo dobrze utrzymuje cienie.

Kolejny produkt, który lądował na moich oczach to cień w kremie marki Maybelline w odcieniu Pink Gold. Używałam go również jako bazę pod inne cienie albo solo na całą powiekę. Ma naprawdę cudowny kolor i bardzo ładnie połyskuje. Mam kilka cieni z tej serii, ale to właśnie po ten sięgam najczęściej. Myślę, że teraz wiosną będzie nadal w użyciu ;)


I pora na dwa cienie marki Nabla. Odcień Luna i Danae były wykorzystywane najczęściej. Luna to taki typowo świetlisty cień na co dzień w lekko szampańskim odcieniu. U mnie zwykle ląduje na największej części powieki i gra w makijażu główne skrzypce. Jest mięciutki jak masełko i bardzo przyjemnie się z nim pracuje. Kolor Danae to miliony złotych drobinek w sprasowanej formie. Jest bardzo unikatowy i daje przepiękny efekt. Ma również aksamitną konsystencję i nie osypuje się przy nakładaniu. A, trzeba go nakładać paluszkiem, bo pędzle nie łapią zbyt dobrze drobinek ;)

Myślę, że przez ponad połowę miesiąca codziennie nosiłam połówki rzęs Ardell 318. Już wiem dlaczego wszyscy je tak zachwalali. Ich przyklejenie jest banalnie proste, a robią niesamowitą robotę z okiem. Wydłużają oko, podkreślają koci kształt. Wyglądają bardzo naturalnie i ładnie komponują się z naszymi rzęsami. Ja używam kleju Lash Grip i bardzo go lubię. Akurat teraz korzystam z wersji białej ;)

I na koniec dwa produkty do ust, oba marki Golden Rose. Konturówka w odcieniu 521 i pomadka o numerze 39. Idealny chłodny róż na co dzień. Trwała kombinacja produktów, która dawała mi gwarancję pięknego koloru na ustach przez wiele godzin. Jeśli jesteście ze mną od dłuższego czasu to na pewno wiecie, że ja kocham produkty do ust tej marki i bez sensu po raz kolejny rozpisywać się na ich temat ;)


I to wszystko w tym miesiącu! W końcu przyszła długo wyczekiwana wiosna i mam nadzieję, że to będzie cudowny czas ;)

Dajcie znać czy znacie któregoś z moich ulubieńców i podzielcie się swoimi marcowymi hitami ;)

26 marca 2017

Golden Rose Extreme Sparkle Eyeliner | Recenzja dwóch odcieni

Golden Rose nie przestaje mnie zaskakiwać. Mam kilka kosmetyków z tej firmy i każdy z nich jest moim ogromnym ulubieńcem. Uwielbiam ich żel do brwi, produkty do ust, puder w kamieniu, konturówki... Ostatnio do grona tych kosmetyków dołączyły dwa eyelinery z serii Extreme Sparkle i to właśnie o nich chciałabym Wam trochę opowiedzieć.

Może powiem od razu, że jeśli lubicie błysk na oku, migoczące drobinki i różnego rodzaju pigmenty to te eyelinery są dla Was po prostu stworzone.

Oczywiście możecie je kupić na wyspach Golden Rose oraz online, kosztują 13,90zł i są opakowane w czarny kartonik. Występują w kilku bardzo ładnych odcieniach. Ja mam aktualnie złoty i srebrny, ponieważ wydawały mi się one najbardziej uniwersalne, ale chcę jeszcze dokupić zielony.


Eyelinery mają smukłe buteleczki. Moim zdaniem są bardzo ładne. Pędzelki są cieniutkie i bardzo ładnie rysują kreski na powiekach.

Sama formuła tych eyelinerów jest bardzo przyjemna w aplikacji. Nie jest to ciągliwy żel, a raczej półpłynna konsystencja z masą różnej wielkości drobinek, co pozwala na uzyskanie trójwymiarowego efektu. Ja osobiście lubię ich używać solo na co dzień i wtedy nakładam je na wewnętrzną część linii rzęs i wewnętrznym kąciku. Rewelacyjnie też wyglądają w zestawieniu z czarną długą kreską na wieczór. Wtedy można je nakładać tuż nad czarną kreską albo na samą kreskę. Zarówno jedna jak i druga opcja daje genialny efekt.

Eyelinery nakładają się gładko, równo i nie tworzą prześwitów. Cudownie mienią się na powiekach. 

Można je też nakładać w niewielkiej ilości na palec i wklepywać w powiekę uzyskując przepiękny zbiór drobinek odbijających światło. Te produkty robią na oczach magię!


To co bardzo mi się podoba w tych produktach to fakt, że nie wykruszają się w ciągu dnia tak jak inne tego rodzaju kosmetyki. Są trwałe, ale niewodoodporne, chociaż na ich dokładne zmycie trzeba poświęcić dłuższą chwilkę, bo drobinki brokatu przy demakijażu przesuwają się i przyczepiają do skóry.


Jeżeli jesteście sroczkami i kochacie błyskotki to te eyelinery muszą znaleźć miejsce w Waszych kosmetyczkach! Są rewelacyjnie i potrafią w magiczny sposób zmienić i ulepszyć makijaż. 

A może już je macie? Podzielcie się swoją opinią ;)

24 marca 2017

Tutorial: Wiosna w kolorze! | Makijaż krok po kroku

To już kolejny wiosenny makijaż w ostatnim czasie ;) Postanowiłam go przygotować w formie tutorialu, czyli pokazać zdjęcia na których widać jak krok po kroku wykonać taki makijaż. Tym razem postawiłam na pastelowy róż i mieniący się niebieski pigment. Mam nadzieję, że się Wam spodoba ;) Zapraszam na lekcję! 

1. Zaczynamy standardowo z podkreśloną brwią i powieką przygotowaną na przyjęcie cieni.
2. Obszar delikatnie nad załamaniem zaznaczam matowym cieniem o jasnym kawowym odcieniu.
3. Staram się ten cień dokładnie rozetrzeć zanim przejdę do kolejnych kroków.


4. Samo załamanie zaznaczam mocniej ciemnobrązowym cieniem i przyciemniam też zewnętrzny kącik oka. Resztką cienia, która została na pędzlu omiatam dolną powiekę.
5. Na całą część ruchomą górnej powieki nakładam połyskujący na złoto różowy cień w kremie. 
6. Na wilgotną bazę z cienia wklepuję błyszczący różowiutki pigment.


7. Na dolną powiekę nakładam miętowy cień w kremie. 
8. Wzdłuż dolnej powieki wklepuję miętowo-zielony pigment. A całe cieniowanie otulam brzoskwiniowym matowym cieniem.
9. Żelowym eyelinerem maluję długą kreskę przy górnej linii rzęs. A wewnętrzny kącik rozświetlam opalizującym na różowo pigmentem.


10. Na linię wodną nakładam cielistą kredkę.
11. Zarówno górne i dolne rzęsy dokładnie tuszuję czarnym tuszem.
12. Doklejam połóweczki rzęs.







20 marca 2017

Płynna matowa pomadka Models Own w odcieniu Coral Fresh

Matowe pomadki to coś co uwielbiam ;) I na ten temat nie będę się dzisiaj rozpisywać. Przez kilka lat przygody z makijażem udało mi się poznać kilka marek, które takie pomadki mają w swojej ofercie. Całkiem niedawno do mojej kolekcji dołączyła pomadka z firmy wcześniej przeze mnie nieznanej, a mianowicie z Models Own.

Postanowiłam ją kupić, ponieważ urzekł mnie jej nasycony kolor. Ale zanim o kolorze to zacznę od informacji podstawowych.


Pomadki tej marki są dostępne w kilku drogeriach internetowych kosztują trochę ponad 40zł. Każda jest zapakowana w kolorowy kartonik, kształtem dopasowanym do opakowania pomadki. Samo opakowanie jest bardzo minimalistyczne. Matowy plastik z białymi elementami. Całość prezentuje się według mnie naprawdę dobrze.


Formuła pomadki jest kremowa, nie jest tak rzadka jak pomadki Golden Rose, ale daleko jej też do musowej konsystencji pomadek Bourjois. To coś pomiędzy. Bardzo podoba mi się to, że wystarczy jedno pociągnięcie aplikatora aby uzyskać 100% krycie. O, tak. Pigmentacja tej pomadki jest nieziemska!

Formuła po aplikacji zastyga na ustach i nie odbija się na szklankach, kubkach itd. Na ustach jest bardzo komfortowa i nie przesusza.

To o czym muszę wspomnieć to zapach. Produkt pachnie mentolem, w momencie aplikacji chłodzi przyjemnie usta, a po chwili i zapach i chłodne uczucie ulatnia się i na ustach zostaje przepiękny odcień. Ten, który wybrałam to Coral Fresh, czyli przepiękny ciepły koralowy kolor ożywiający buzię. Nie spotkałam się jeszcze z tak intensywnym kolorem matowej pomadki. 


Jeśli chodzi o aplikator to jest on taki jak w przypadku większości błyszczyków. Mała miękka gąbeczka.


Mi ta pomadka świetnie służy, a jej intensywny i soczysty kolor będzie hitem tegorocznej wiosny i lata. Polecam ją gorąco każdej z Was, która lubi kolor na ustach i ceni sobie trwałość. Na pewno się nie zawiedziecie ;) :)

16 marca 2017

Wiosenny błyszczący makijaż | Dwie wersje koloru na ustach

Wiosna tuż za rogiem ;) Pora na kolor! Dzisiejsza propozycja makijażu to istne szaleństwo i eksplozja kolorowych cieni na powiekach. Jest też dużo błysku, a wszystko za sprawą pigmentów Inglota i złotego eyelinera Golden Rose. 


Chciałam Wam też pokazać dwie wersje ust: pierwszą szaloną i drugą totalnie stonowaną. Każda z Was może z kolorem na ustach kombinować dowolnie, ja dodam od siebie, że przy tak mocnym makijażu oka lepiej czuję się w ustach nude ;)





Użyte produkty:

TWARZ:
*podkład Catrice HD Liquid Coverage 010
*korektor Catrice Liquid Camouflage 010
*puder sypki Wibo Banana
*paleta do konturowania Freedom Makeup Pro Strobe
*rozświetlacz My Secret Princess Dream

OCZY:
*baza pod cienie Avon
*fioletowy matowy cień Sensique
*brązer z palety Freedom Makeup Pro Strobe
*zielony cień z palety Sleek Garden of Eden
*cienie z palety Zoeva Mixed Metals
*turkusowy cień Inglot
*pigment Inglot numer 113 i 22
*opalizujące pigmenty Kobo Mint Cream i Blue Mist
*brokatowy złoty eyeliner Golden Rose
*mascara Volume Million Lashes So Couture
*rzęsy Ardell 318
*pomada do brwi Nabla Venus
*żel do brwi Golden Rose

USTA:
*pomadka Golden Rose Velvet Matte numer 04
*pomadka Golden Rose Vision numer 127

Dajcie koniecznie znać jak się Wam podoba! Czekam na Wasze komentarze ;) 

14 marca 2017

Cienie do powiek Nabla | Recenzja + swatche

Kosmetyki Nabla to całkiem świeża makijażowa firma na naszym rynku. Wśród blogerów i youtuberek robi się o nich coraz głośniej! Ja sama mam styczność z kosmetykami Nabla od września, zanim to jeszcze wszyscy dostawali darmowe przesyłki od różnych sklepów. Muszę Wam powiedzieć, że jeśli chodzi o cienie do powiek to jestem zachwycona ich jakością. 
Dodając do koszyka trzy pierwsze sztuki, nie sądziłam, że wywrą na mnie tak pozytywne wrażenie. Podoba mi się to, że każdy cień możemy kupić jako wkład do palet magnetycznych, które marka również oferuje. Dzięki temu mamy możliwość stworzenia własnej kompozycji cieni.



Zapraszam Was dzisiaj na prezentację cieni, które posiadam oraz ich obszerną recenzję.


Zacznę od tego, że Nabla jest marką włoską i na cieniach widnieje napis Made in Italy. Wkłady cieni tej marki są znacznie większe niż Inglot czy Kobo. Ich rozmiar jest taki sam jak matowych cieni My Secret. 

Kiedy kupujemy wkłady to są one opakowane w kwadratowy kartonik z okienkiem przez który widać kolor cienia. Wygląda to bardzo ładnie, ale zdaję sobie sprawę, że ten dodatek sprawia, że jeden cień kosztuje około 30 zł. Bez tego uroczego opakowania cena byłaby na pewno niższa.


Tak czy inaczej cienie są fenomenalne! Miękkie, masełkowate, dobrze napigmentowane i nie osypują się podczas nakładania. Podoba mi się również to, że nie zanikają podczas pracy. Idealnie łączą się ze sobą i cieniami innych marek. Naprawdę podbiły moje serce i teraz sięgam po nie niemal codziennie. Nie wykluczam kolejnych cieni z tej marki w kolejnej palecie ;)

Teraz przejdźmy do prezentacji poszczególnych odcieni:

PEACH VELVET - to cieplutki brzoskwiniowy odcień, idealny cień transferowy, który bardzo dobrze się sprawdza przy wielu makijażach. Nada się również na całą powiekę. Jest ładny, pastelowy i ożywia makijaż.



DESIRE - brązowo-złocisty odcień z drobinkami. Nakładany w małej ilości nie daje mocnego krycia, a pozostawia jedynie delikatny błysk. Dopiero jego większa ilość daje pełen kolor. Odcień uniwersalny, nadający się jak najbardziej na co dzień.



LUNA - to perłowo-metaliczny odcień jasnego szarego złota, który jest ostatnio moim ulubionym dziennym cieniem na całą powiekę. Bardzo ładnie migocze na oku i przyciąga wzrok innych ;)



SNOWBERRY - jest to również perłowo-metaliczny cień o lekko rdzawym kolorze. Posiada mikroskopijne złociste drobinki, które można dostrzec w ostrym świetle.



DANAE - ten cień to istna magia! Zachowuje się jak prasowany pigment zostawiając po aplikacji moc migoczących drobinek. Najlepiej nakładać go palcem - wtedy najlepiej ukazuje swoją moc.



UNDER PRESSURE - niezwykle głęboki metaliczny odcień granatu. Idealnie sprawdza się przy makijażach smoky i innych wieczorowych.



Jeżeli lubicie cienie do powiek to te marki Nabla powinnyście poznać bliżej ;) Są bardzo dobrej jakości i naprawdę gorąco je Wam polecam :))


8 marca 2017

Pudry sypki Wibo Fixing & Banana - który lepszy? | Porównanie + swatche

Znalezienie dobrego drogeryjnego pudru nie jest wcale takie proste. Ja sama przetestowałam ich całą masę i muszę przyznać, że moim najbardziej ulubionym jest puder sypki marki Wibo, czyli po prostu Fixing Powder. Zużyłam już kilka słoiczków tego produktu i wciąż do niego powracam, ponieważ dobrze utrwala makijaż jest drobniutki i aksamitny, a dodatkowo ładnie pachnie (przynajmniej dla mnie ten zapach jest przyjemny).



Wibo to prężnie rozwijająca się marka, która co sezon wprowadza do swojej oferty nowe produkty. Całkiem niedawno pojawiły się dwa nowe pudry - bananowy i ryżowy. 
Mnie skusił ten pierwszy, ponieważ rzadko można natrafić na taki produkt w drogerii. W sensie w takim kolorku ;) Według mnie firma zainspirowała się pudrami Ben Nye i jak dla mnie jest to całkiem w porządku.

Słoiczek jest taki sam jak w przypadku pudru fixującego, cena chyba zresztą też ta sama.

Puder Banana ma ładny, jasny żółty odcień i pachnie delikatnie bananami ;) Całkiem przyjemny jest ten zapach. Ten puder sprawdza się idealnie pod oczy do utrwalenia korektora, ale na reszcie twarzy wygląda równie dobrze. Jeśli aplikuje się go mokrą gąbką to żółty kolor jest bardziej intensywny, omiatanie pędzlem nie pozostawia żadnego odcienia.


Przy porównaniu koloru tych pudrów można wyraźnie zauważyć, że puder fixujący jest różowo- beżowy. I pomimo, że na skórze kolor nie jest widoczny to myślę, że warto o tym wspomnieć.

Jeśli chodzi o utrwalenie makijażu to między tymi dwoma rodzajami pudru nie widzę żadnej różnicy. Oba naprawdę świetnie się spisują. 



Według mnie to naprawdę godne uwagi produkty. U mnie świetnie się spisują i chętnie po nie sięgam na co dzień. Nie są zbyt drogie i można dostać je w każdym Rossmannie ;)

Czy używałyście już tych pudrów Wibo? Co o nich sądzicie?

5 marca 2017

Tutorial: klasyczny makijaż z błyskiem | Krok po kroku

Tutoriale na moim blogu ukazują się niezwykle rzadko... Właściwie to ostatni pojawił się jakieś 2-3 lata temu. Sama nie wiem dlaczego, ale tak właśnie jest. W każdym bądź razie dzisiaj przygotowałam dla Was pierwszy makijaż w tej formie po tak długiej przerwie i mam nadzieję, że się Wam spodoba i dobrze się przyjmie. Nie jest to nic bardzo odkrywczego, ale wiem, że takie makijaże są najbardziej użyteczne. Aby nie było nudno dodałam błyszczące eyelinery.


Nie będę przedłużała wstępu i przechodzę do opisywania poszczególnych kroków.

1. Zaczynam od podkreślenia brwi oraz nałożenia bazy pod cienie, u mnie tym razem w tej roli kremowy kamuflaż Catrice. Całość utrwalam żółtym pudrem z palety do konturowania The Balm.

2. Sięgam po puchaty pędzlem i nakładam grafitowy cień powyżej załamania powieki.

3. Całość dokładnie blenduję tak aby zatrzeć wszelkie granice i stworzyć jedynie chmurkę koloru.


4. Sięgam po matowy średni brąz i aplikuję go płaskim pędzelkiem na powiekę zostawiając pusty środek. W puste miejsce nakładam perłowy opalizujący na złoto cień. 

5. Aby rozjaśnić centralną część wklepuję odrobinę żelu do brokatu i na niego przyklejam złoto - brzoskwiniowy pigment.

6. Matowymi brązami cieniuję dolną powiekę,a na górnej rysuję czarną kreskę żelowym eyelinerem.


7. Aby makijaż urozmaicić obrysowuję kreskę złotym linerem od góry i srebrnym od dołu.

8. Tuszuję dokładnie górne i dolne rzęsy czarnym tuszem.

9. Doklejam pasek sztucznych i rozświetlam wewnętrzny kącik złocistym pigmentem.


Efekt końcowy prezentuje się właśnie tak:


A zdjęcie całości makijażu możecie zobaczyć na moim Instagramie gdzie serdecznie Was zapraszam - tam jestem praktycznie codziennie i jest to świetne uzupełnienie mojego bloga ;)

Dajcie znać jak się Wam taki makijaż podoba i co o nim sądzicie :))