28 kwietnia 2017

Ulubieńcy kwietnia | Missha, My Secret, Sleek, Makeup Revolution, NYX

Mam nadzieję, że wraz z kwietniem zakończy się ta przeokropna pogoda i w końcu wiosna uraczy nas pięknym  słońcem i bezchmurnym niebem. Dzisiaj pora na ulubieńców kosmetycznych, bo nie da się ukryć, że mam kilka perełek w tym miesiącu, które poznałam i chcę je Wam gorąco polecić.

Zacznę od podkładu, a właściwie kremu BB. Missha Perfect Cover numer 21 - to mój kwietniowy hit jeśli chodzi o wyrównanie kolorytu skóry. Jest lekki, pięknie pachnie i bardzo dobrze dopasowuje się do kolorytu cery. Krycie jakie daje jest dla mnie na dzień wystarczające, nie obciąża bez potrzeby skóry i wygląda bardzo naturalnie. Mam mniejsze opakowanie tego produktu, ale gdy tylko je wykończę skuszę się dużą 50ml tubę.

Produkt, który poznałam w kwietniu i całkiem mi podpasował to korerktor NYX Gotcha Covered w odcieniu Ivory. To kremowy, tłusty korektor, którego należy używać rozsądnie i w małej ilości. Rzeczywiście mocno kryje, jest jasny i według mnie nadaje się również pod oczy. Trzeba jednak pamiętać aby dobrze go utrwalić pudrem, bo w innym przypadku pozbiera się w liniach momentalnie.

W konturowaniu twarzy od kilku miesięcy prym wiodą u mnie produkty marki My Secret. Ich brązer po prostu uwielbiam i mój już powoli się kończy. Jest idealny do konturowania twarzy, nie daje efektu brudnej twarzy, ma przepiękne wykończenie i jest trwały. Nie ściera mi się w ciągu dnia. 

To samo rozświetlacz. Mam obie wersje, ale ostatnio częściej sięgam po odcień Sparkling Beige. Niesamowicie miałki, dający efekt przepięknej mokrej tafli na skórze. Dla mnie, osobiście, rozświetlacze My Secret biją na głowę wszystkie inne drogeryjne rozświetlacze i mogą konkurować z wieloma wysokopółkowymi.


Dalszy makijaż w kwietniu to powrót do mojej pierwszej paletki cieni - wysłużonej i na wykończeniu - Sleek Oh So Special. Te cienie nigdy mnie nie zawiodły i mam do nich ogromny sentyment. Mój kwietniowy makijaż opierał się na delikatnym cieniowaniu brązowym matowym cieniem. Przypomniałam sobie jak miłą do pracy konsystencję mają cienie tej firmy. 

Obowiązkowym elementem w moim makijażu jest odrobina błysku i do tej roli wykorzystywałam złotą folię Makeup Revolution lub złoty eyeliner Golden Rose. Oba te produkty dodają smaczku każdemu makijażowi, są trwałe i szybkie w aplikacji.


Kwiecień był też miesiącem cielistej kredki na linii wodnej, ponieważ nie dosypiałam i miałam zaczerwienione oczy. Aby to delikatnie zamaskować na linię wodną nakładałam Satin Touch Kohl z My Secret o numerze 19. To moja ulubiona cielista kredka. Jest miękka i trwała, bardzo łatwo pokryć nią linię wodną.

Na miano absolutnego ulubieńca zasługuje również Glitter Primer marki NYX. To rzeczywiście fenomenalna baza pod wszelkie pigmenty, brokaty, ale też zwykłe cienie do powiek. Jest lepki i wszystkie produkty bardzo dobrze się go czepiają. Nie ma co ukrywać, że bardzo podoba mi się holograficzne opakowanie produktu.

Na promocji w Rossmannie udało mi się kupić kolejne opakowanie swojego ulubionego tuszu L'oreal Volume Million Lashes So Couture. To bezapelacyjnie mój najlepszy tusz jakiego do tej pory używałam. Poleciłam go również swojej koleżance i jest z niego bardzo zadowolona. 


Dwie ostatnie rzeczy to produkty do ust. Kwiecień zawojowała pomadka Golden Rose w odcieniu 13 oraz konturówka Dream Lips numer 503. Te dwa produkty zawsze lądują na moich ustach w duecie. Uwielbiam ten kolor, super trwałość i to jak komfortowo noszą się na ustach ;)


Tak właśnie wyglądają moje kwietniowe kosmetyczne hity. Dajcie znać co Wy ciekawego odkryłyście w tym miesiącu ;) Co Was zachwyciło?

23 kwietnia 2017

Powrót do odżywki Long 4 Lashes | Moja opinia + efekty stosowania

Jeżeli zajrzałyście do tego posta to z pewnością ciekawi Was to jaką metamorfozę przeszły moje rzęsy po kuracji odżywką Long 4 Lashes. Dzisiaj minęło właśnie sześć tygodni od rozpoczęcia mojej drugiej przygody z tym preparatem. Używałam go już kiedyś i z efektów byłam bardzo zadowolona, zrobiłam nawet o tym oddzielny wpis, ale mówiąc krótko nie jestem z niego zadowolona i postanowiłam stworzyć kolejny. 

Chcecie poznać moją opinię na temat drugiej kuracji i zobaczyć efekty stosowania? Zapraszam w takim razie do dalszej części tego wpisu.


Odkąd skończyło mi się pierwsze opakowanie tej odżywki wiedziałam, że będę chciała do niej jeszcze wrócić. Moje rzęsy znacznie wtedy urosły i ten efekt utrzymywał się przez kilka miesięcy. Odżywka Long 4 Lashes to jedna z tańszych opcji jeśli chodzi o tego typu preparaty. Kosztuje około 60-70zł i można ją kupić w wielu drogeriach.

Myślę, że może zainteresować Was jej skład i dlatego go podaję:
Aqua, Pentylene Glycol, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Bimatoprost, Hydrolyzed Hyaluronate, Pantenol, Allantoin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium Phosphate, Triethanolamine, Methylparaben, Alcohol.

Jak widzicie odżywka zawiera Bimatoprost, czyli dosyć kontrowersyjny składnik. Mi osobiście kuracja w żaden negatywny sposób nie dała się we znaki. Oczy mnie nie piekły, nic mnie nie podrażniło.


Opakowanie serum przypomina zwyczajny eyeliner. Aplikatorem jest cieniutki pędzelek, który naprawdę ułatwia sprawę aplikacji. Odżywkę zaleca się stosować codziennie wieczorem, aby osiągnąć spektakularny efekt. Ja się do tych zaleceń stosowałam i każdego wieczora po demakijażu nakładałam serum na linię rzęs. 


Pierwsze efekty jakie się pojawiły to przyciemnienie rzęs, lepiej mi się je tuszowało i były bardziej sprężyste. Potem zaczęły rosnąć jak szalone. Aktualnie są bardzo długie i ładnie podkręcone. 



Efekty jakie udało mi się uzyskać widzicie na poniższych zdjęciach. Oczywiście na obu nie mam mascary na rzęsach, aby rzeczywiście to co pokazuję było wiarygodne ;) To jak rzęsy wyglądają po pomalowaniu będziecie mogły obserwować w niedługo publikowanych makijażach na blogu.


Ja z efektów kuracji jestem niezwykle zadowolona i teraz będę używała tej odżywki w celu ich podtrzymania. Bardzo ją Wam polecam jeśli marzycie o długich i gęstych rzęsach.

20 kwietnia 2017

Mój negatywny stosunek do promocji -49% w Rossmannie

Ten wpis będzie krótki i treściwy. Ja rozumiem, że duża obniżka, że się bardziej opłaca i, że w ogóle można sporo zaoszczędzić, ale nie zachowujmy się jak zwierzęta! Zacznę od tego, że generalnie moje podejście do tych ogromnych promocji w Rossmannie było pozytywne. Zakupy robiłam zawsze w pierwszym dniu promocji rano i z drogerii wychodziłam ze wszystkim co chciałam kupić. Zwykle było sporo kobiet, ale do szaf dało się dojść (z większymi lub mniejszymi problemami) i wybrać kosmetyki.

To co przeżyłam dzisiejszego ranka totalnie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dziki tłum (tak dokładnie - dziki) o 8:57 przed drzwiami do Rossmanna. Na oko to stało tam około 40-50 osób. I wytłumaczcie mi po co zabierać na taki "survival" małe dzieci na rękach albo w wózkach? Punkt 9 otwierają się drzwi i do sklepu wpada tłum, depcząc po sobie nawzajem, a jedna dziewczyna właśnie staranowała wózek z dzieckiem, przeprosiła i biegnie dalej. Alejka jest dosłownie nabita ludźmi. Nie dało się podejść do żadnej szafy... Do żadnej. Kobiety przepychały się między sobą. Normalnie jakby za darmo te rzeczy dawali. Nawet ręką nie sięgnęłabym po żaden kosmetyk. Cyrk na kółkach normalnie. Stałam z boku i przez chwilę patrzyłam na ten armagedon. Stwierdziłam, że sama zrobię zakupy przez internet i zaoszczędzę sobie nerwów. 

Cofnęłam się jedynie po szampon do włosów i poszłam do kasy za niego zapłacić.


Może tak bardzo podziałało to dodatkowe 6% rabatu dla Klubowiczów? Nie mam pojęcia, ale dzisiejsza wycieczka do Rossmanna utwierdziła mnie w przekonaniu, że ta promocja wyzwala w ludziach zwierzęce instynkty,

Dziewczyny powiedzcie mi co Wy sądzicie o tej promocji? Przeżyłyście w ogóle te zakupy? Co fajnego kupiłyście? 

17 kwietnia 2017

Błyszczący makijaż ze srebrną kreską | Sleek, Golden Rose, Stila, Inglot, Zoeva

W całym morzu nowych marek, kolejnych paletek cieni do powiek i różnych kosmetycznych perełek zapomniałam o poczciwych paletach cieni firmy Sleek. Aktualnie mam już tylko trzy paletki od nich, ponieważ inne odsprzedałam. Zostawiłam jedynie te z których korzystam najczęściej: Oh So Special, Snapshots oraz Garden of Eden. Dzisiejszy makijaż wykonałam przy użyciu wersji Snapshots i bardzo miło mi się z nią pracowało. 

Postawiłam na migoczącą lawendę i odrobinę miętki, a na dolnej powiece zapanowała zieleń. Dołożyłam delikatnie fioletowy pigment na środku ruchomej powieki oraz czarną kreską z odrobiną srebra. Do tego makijażu nie użyłam żadnych sztucznych rzęs, ponieważ... nie, o tym napiszę innym razem - obiecuję, że już niedługo, może nawet jeszcze w kwietniu ;) 

Tak czy inaczej zapraszam Was do spisu kosmetyków pod zdjęciami. Tam dowiecie się dokładnie czego użyłam do wykonania tego makijażu.



Do wykonania tego makijażu wykorzystałam:

TWARZ:
*podkład Catrice Made to Stay 24H numer 005
*korektor Nyx Gotcha Covered odcień Ivory
*puder Laura Mercier Translucent
*brązer My Secret
*rozświetlacz My Secret Sparkling Beige
*róż The Balm Frat Boy

OCZY: 
*baza pod cienie Avon
*cienie z paletki Sleek Snapshots
*cienie z paletki Zoeva Smoky
*cień Inglot numer 417P 
*pigment Kobo Mint Cream
*lawendowy pigment Inglot z kolekcji Mamma Mia!
*żelowy eyeliner Stila
*brokatowy eyeliner w srebrnym kolorze Golden Rose
*mascara L'oreal Volume Million Lashes So Couture
*pomada do brwi Nabla kolor Venus
*żel do brwi Golden Rose

USTA:
*konturówka do ust Golden Rose Dream Lips numer 503
*lakier do ust My Secret Nude To Go

12 kwietnia 2017

Nowości NYX w mojej kosmetyczce - korektor, klej do brokatu i pomadka | Pytanie do Was!

Kilka dni temu złożyłam niewielkie zamówienie w sklepie internetowym NYX. Postanowiłam w końcu wykorzystać swój 20% rabat na ich kosmetyki i kupić te, które aktualnie najbardziej mnie interesowały. Wybrałam trzy produkty i postanowiłam, że je Wam dzisiaj pokażę ;)


Ogólnie całe zamówienie obracało się wokół bazy Glitter Primer, która w końcu była dostępna. Mój żel z Kryolanu jest już na wykończeniu i potrzebowałam produktu tego typu. O tym z Nyxa słyszałam wiele dobrego i poleca go bardzo dużo osób. Ma konsystencję lekkiego kremu i jestem bardzo ciekawa jak ten produkt będzie utrzymywał pigmenty i brokaty. Teraz na pewno będę go porządnie testować.


Drugi produkt  też za mną chodził już od pewnego czasu. W sieci krąży wiele bardzo sprzecznych opinii na jego temat. Mowa tutaj o korektorze Gotcha Covered. Mój jest akurat w odcieniu Ivory i rzeczywiście jest bardzo jasny z czego ogromnie się cieszę. Chcę go wypróbować i wyrobić własne zdanie na jego temat. Oczekuję od niego trwałości i maxymalnego krycia. Mam nadzieję, że nada się do stosowania pod oczami.


I ostatni produkt to pomadka Soft Matte Lip Cream w odcieniu Milan. Kolor jest ładny, ale wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. Myślałam, że będzie to jaśniutki różowy odcień tymczasem to jest niemal fuksjowy ostry róż ;) Tak czy inaczej bardzo mi się on podoba i na pewno będę tej pomadki używać, bo bardzo lubię ich formułę (mam już dwa inne odcienie).


To właśnie te trzy rzeczy, które trafiły do mojego koszyka podczas zakupów w sklepie Nyx.

A teraz mam do Was pytanie: Co jeszcze warto kupić z Nyxa? Jakie produkty są naprawdę dobre i warte uwagi? Zawsze zastanawiam się nad podkładami, bazami pod makijaż, ale tak serio to nie wiem czy jest sens w ogóle się nimi interesować. Jeżeli macie jakieś produkty tej marki to polećcie mi coś super ;)

11 kwietnia 2017

Moje ulubione maseczki do twarzy | Avon, Skin79, Ziaja

Pielęgnacja twarzy to u mnie, poza oczyszczaniem, złuszczaniem i nawilżaniem, stosowanie maseczek. Oczywiście nie używam ich codziennie, ale raz lub dwa razy w tygodniu funduję swojej skórze dodatkowy krok w pielęgnacji. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać moje ulubione maseczki do twarzy, z którymi się nie rozstaje i zawsze staram się je mieć w swoim koszyczku w łazience.

Jestem ogromną fanką maseczek w płachcie. Koreańska pielęgnacja zawróciła mi trochę w głowie i ja również sięgam po te mocno nasączone szmatki. Moje ulubione to te z firmy Skin79. Najczęściej sięgam po tą z wyciągiem ze śluzu ślimaka i wodą z lodowca, ale miałam też tą z aloesem i była w porządku.


Taka maseczka to chwila relaksu w ciągu dnia. Pachnąca kąpiel, oczyszczenie buzi i hop - maska na twarz. Ciepły koc i ciekawa książka albo chwila z filmem na Youtube, cudownie ;)
Ja zwykle trzymam taką maskę znacznie dłużej niż jest to sugerowane na opakowaniu. Czasami jest to 40 minut, czasem nawet godzina. Lubię je za to, że po ich zdjęciu i wchłonięciu całego serum skóra jest niesamowicie nawilżona, miękka i gładka. Widać, że te maski ogromnie jej służą. Oczywiście 10 złotych to dość dużo jak na jednorazowy produkt, ale moim zdaniem od czasu do czasu warto po nie sięgać.

Kolejna maseczka, która ma u mnie stałe miejsce to oczyszczająca maseczka z glinką marki Avon. Wiecie jak ona pięknie pachnie? Zapach jest taki relaksujący, świeży i kiedy ją nakładam moje myśli przenoszą się do salonu SPA. Maseczka miło chłodzi i oczyszcza skórę. Po zaschnięciu zmienia swój kolor i wtedy można ją zmyć z twarzy. Podoba mi się również opakowanie w formie tuby, które umożliwia "czystą" aplikację.


I dwie ostatnie maseczki, tanie jak barszcz, pochodzą z marki Ziaja. Moje ulubione to oczyszczająca i nawilżająca. Stosuję je w zależności od potrzeb mojej skóry. Jedna saszetka to koszt 2 złotych, a mi jedno opakowanie wystarcza na dwie aplikacje. Te maseczki również przyjemnie pachną i co ważne spełniają swoją funkcję. Zawsze jak jestem w Rossmannie to te maski lądują w moim koszyku i mam wrażenie, że wiele osób po nie sięga.


Ode mnie na dzisiaj to wszystko, to są właśnie moje ulubione maseczki do twarzy.
Jakie maseczki możecie polecić od siebie? Co się u Was sprawdza i czego używacie?


7 kwietnia 2017

Organizacja moich kosmetyków | Aktualizacja 2017

Kosmetyki to coś co ja po prostu kocham. Są ogromną częścią mojego życia i tak naprawdę otaczają mnie każdego dnia. Dzisiaj chcę Wam pokazać jak aktualnie wygląda organizacja wszystkich moich produktów do makijażu.

Miejsce ich przechowywania się nie zmieniło. Nadal jest to toaletka (robiona na zamówienie) oraz dwie szuflady w komodzie, pędzle stoją na komodzie - oddzielnie przechowuję te do twarzy i do oczu. Zminimalizowałam jedynie ilość rzeczy, które stoją na wierzchu, na blacie toaletki. A, i wszystkie rzęsy trzymam w osobnym kartonowym szarym pudełku.



Zacznę od szuflad w komodzie. Na kosmetyki wykorzystałam narazie dwie z czterech. W pierwszej trzymam wszystkie palety cieni do powiek, pudrów do konturowania itd. Tak jest mi bardzo wygodnie, a poza tym szuflada w toaletce była zbyt mocno obciążona kiedy je w niej trzymałam. Same palety Inglota ważą sporo, a jak widzicie poza nimi mam jeszcze sporo innych.



Druga szuflada to podkłady, kremy BB, bazy pod makijaż, płynne rozświetlacze i mixery. Nie zajmują one zbyt dużo miejsca, ale nie będę ukrywać, że uwielbiam testować nowe podkłady i ich ilość sukcesywnie będzie się zwiększać, a tym samym zapełni się miejsce w szufladzie ;) Pewnie poszaleję na promocji w Rossmannie... ;)


Sama toaletka posiada jedną długą szufladę i to w niej trzymam inne produkty. Mieści mi się tutaj sporo rzeczy i koszyczków. 

Całkiem dużo miejsca zajmują kremowe cienie, pyłki, brokaciki i pigmenty. Mają swój oddzielny szufladowy segment. Mam kilka pigmentów Inglota, które kocham miłością nieskończoną, sporo pyłków Kobo, My Secret, Essence, cienie kremowe Maybelline i folie Makeup Revolution.


Obok w koszyczku trzymam produkty do oczu: kredki jumbo, konturówki, bazę pod cienie, eyelinery, żel do brokatu, który u mnie jest już na wykończeniu, ale udało mi się zamówić ten z Nyxa i na dniach powinien do mnie dojść ;)


Kolejny koszyczek to produkty do ust: masa konturówek, błyszczyki, farbki, pomadki matowe, lakiery do ust, pomadki w kredce. Uwielbiam pomadki, mam ich naprawdę dużo, ale całkiem mi z tym dobrze, bo mam ogromny wybór.


Obok produktów do ust stoi koszyczek z moimi korektorami i wszystkimi produktami do brwi. Mam tutaj między innymi pomadę do brwi marki Nabla, żel Golden Rose, kamuflaż Kobo (który jest bardzo gęsty i ma genialne krycie). Swoje miejsce ma tutaj również klej do rzęs, zalotka oraz metalowa pęsetka.


Dwa podłużne akrylowe organizery to miejsce brązerów, pudrów, róży, rozświetlaczy, kremowych podkładów. Przechowuję w nich płaskie produkty i w ten sposób łatwiej mi znaleźć odpowiedni produkt. Takie rozwiązanie praktykuję od lat i świetnie mi się sprawdza.



W dalszej części szuflady widzicie jeszcze organizer z 9 szminkami, które lubię i chcę mieć w jednym miejscu bez potrzeby szukania ich w koszyku. Osobno stoi też puder ryżowy Ecocera, dysk brązujący Sephora, płatki kosmetyczne oraz nawilżane chusteczki z Rossmanna do ścierania produktów z dłoni podczas malowania ;)


Wnętrze szuflady już dokładnie Wam pokazałam, a teraz pora na rzeczy, które stoją na blacie. Po pierwsze jest to dość duże lustro z Ikea. Bardzo je lubię i codziennie wykonuję przy nim swój makijaż. Na wierzchu stoi też akrylowy organizer, a w nim płynne i klasyczne pomadki Golden Rose, szmineczki Catrice oraz tusze do rzęs i paletka do konturowania Wibo. Obok organizera postawiłam sypki puder Laura Mercier, który totalnie podbił moje serce i odkąd go mam używam codziennie. Uwielbiam go!! ;)


I to wszystko! Tak właśnie wygląda u mnie obecnie organizacja kosmetyków. Jeszcze panuję nad ich ilością i wszystko jest ze mną w porządku ;) 

Dajcie mi koniecznie znać jak Wy przechowujecie swoje produkty do makijażu. Jestem ciekawa czy też macie toaletki, a może wszystkie produkty mieszczą się Wam w niewielkiej kosmetyczce? Czekam na Wasze komentarze ;)

1 kwietnia 2017

Pierwsze wrażenie: Podkład Catrice 24h Made To Stay Make Up 005 IVORY BEIGE | NOWOŚĆ

Czy Wy też lubicie testować nowe podkłady? Ja to wprost uwielbiam, bo naprawdę miło (bądź też nie) można się zaskoczyć. Osobiście mam całkiem pokaźną kolekcję ulubionych podkładów i korzystam z nich na zmianę i bardzo lubię gdy do tej gromady może dołączyć kolejny. O podkładzie Catrice HD Liquid Coverage słyszała już chyba każda z nas. Ja sama robiłam na swoim blogu jego pierwsze wrażenie (klik!) oraz recenzję (klik!) i ogólnie jestem jego ogromną fanką tak jak wiele innych dziewczyn.


Jak się okazuje Catrice nie spoczywa na laurach i wypuszcza na rynek kolejny długotrwały podkład 24h Made To Stay Make Up, który udało mi się kupić we wtorek. Załapałam się jeszcze na całkiem sporą obniżkę i zapłaciłam za niego około 23 zł.

Wybrałam najjaśniejszy odcień czyli 005 Ivory Beige i w sumie to trochę podejrzane, bo wzięłam ostatnią buteleczkę w tym odcieniu (może będzie świetny). Jego odcień jest bardzo ładny, zdecydowanie żółty i jasny. Ogólnie opakowanie jest bardzo ładne, solidne, z matowego szkła, ma też pompkę, która z wyglądu bardzo przypomina mi tą z podkładu Bourjois 123 Perfect. 


To co da się od razu poczuć to lekko alkoholowy zapach produktu. Nie jest on mocny, ale jest i myślę, że warto o tym wspomnieć. Co prawda ulatnia się w sekundzie i nie czuć go po chwili w ogóle jednak warto omijać okolice oczu i nie nakładać go w te miejsca.

Podkład nie jest bardzo lejący, oczywiście spływa z dłoni, ale jest zdecydowanie gęstszy od podkładu HD tej samej marki. W dotyku jest bardzo tępy, naprawdę! Przy rozcieraniu palcami lub pędzlem stawia opór. Producent pisze, że to podkład wodoodporny, więc może ta tępa formuła wynika właśnie z tego.

Krycie ma zacne, chociaż wydaje mi się, że HD kryje mocniej. Po aplikacji nie klei się i wydaje mi się, że w przypadku normalnych cer nie byłoby potrzeby utrwalać go pudrem.

Jego wykończenie jest matowe, ale dość naturalne, bo podkładu nie widać na skórze. Na poniższych zdjęciach widzicie moją buzię przed aplikacją, środkowe pokazuje jak ten odcień mniej więcej się prezentuje, a ostatnie to twarz z nałożonym wilgotną gąbką podkładem.


Na razie nic więcej na jego temat powiedzieć nie mogę, ale wydaje mi się, że to naprawdę ciekawa propozycja marki Catrice. Jeśli jego trwałość będzie w porządku to chętnie będę po niego sięgała.

Widziałyście już ten podkład w swoich drogeriach? Dajcie znać czy go kupiłyście ;)