Nowości makijażowe | Haul zakupowy: Kobo, Juvia's Place, Ofra, Becca, Sephora, Urban Decay,  My Secret, Bourjois

Nowości makijażowe | Haul zakupowy: Kobo, Juvia's Place, Ofra, Becca, Sephora, Urban Decay, My Secret, Bourjois


Cześć wszystkim ;)

Haulu zakupowego nie było na moim blogu wieeeeeeki! Naprawdę tak dawno pokazywałam swoje nowe łupy, że wstyd się przyznać, ale nie pamiętam kiedy to dokładnie było... Ostatnio jednak pojawiło się u mnie sporo nowości i postanowiłam zebrać je wszystkie razem i pokazać Wam co takiego fajnego udało mi się kupić lub dostać. 

Wszystkie kosmetyki, które dzisiaj Wam pokażę stoją przede mną w pudełku i w sumie nie wiem od czego mam zacząć. I chociaż to chyba rozświetlaczy mam najwięcej to może na początek paleta cieni, która była na mojej liście życzeń od dłuższego czasu. Mam tutaj na myśli oczywiście Juvia's Place The Magic. OMG! Na żywo jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach w internecie! Jest duża, ma solidne kartonowe opakowanie i skrywa w sobie 16 zabójczych kolorów, które nawet w momencie pisania tego wpisu powodują u mnie istną burzę pomysłów na makijaże z jej użyciem. Bardzo się cieszę, że w końcu ją mam! Na pewno zrobię o niej osobny wpis, aby dokładnie Wam ją pokazać. Jest boska!


Kolejnym produktem jest sypki (no dziwne) puder marki Coty AIRSPUN. Tutaj muszę przyznać, że mam go od około miesiąca i namiętnie go używam. Ja mam wersję Translucent Extra Coverage. Kupiłam ten puder z czystej ciekawości po przeczytaniu kilku pozytywnych recenzji Amerykanek. Uwielbiam go! Stosunek jego ceny do jakości jest fantastyczny, bo za opakowanie 65 gramów płacimy około 60 złotych. Nie chcę pisać o nim więcej, ponieważ szykuję dla Was oddzielny post z jego recenzją i wtedy też pokażę jego moc w trakcie aplikacji. Na razie po prostu musicie wiedzieć, że jest to świetny puder ;) :)

Kolejną nowością u mnie jest podkład Bourjois Healthy Mix o numerze 50 Rose Ivory, który obecnie jest dla mnie zdecydowanie za jasny, ale na pewno będę go testować kiedy moja opalenizna zaniknie. Blade osoby jednak niech wiedzą, że jest to naprawdę ładny jasny odcień i na pewno nie jest to podkład różowy. Nazwa jest w tym przypadku mylna, bo to naprawdę śliczny żółciutki kolorek.

W moje ręce dostał się również rozświetlacz marki Ofra w odcieniu Blissful. Postawiłam na jego miniwersję, bo w końcu rozświetlacz to produkt wydajny, a ja i tak mam ich naprawdę sporo. Ten rozświetlacz jest piękny i faktycznie daje intensywną taflę na skórze. Czuję się zmotywowana, aby kupić również inne odcienie właśnie w wersji mini.


Jak już mowa o rozświetlaczach to pokażę Wam jeszcze dwie czekoladki Makeup Revolution. Skusiłam się na wersję Peach & Glow oraz nową Rose Gold Glow. Obie są przepiękne, a w tej nowej Rose Gold oba rozświetlacze skradły moje serce. Także jeśli się zastanawiałyście nad jej zakupem to naprawdę polecam ;) W wersji brzoskwiniowej jest rozświetlający róż i rozświetlacz złożony z trzech różnych odcieni.


Dalej mam kilka produktów z drogerii Natura. Kupiłam ponownie mgiełkę Instant Matt marki Essence, ponieważ skończyłam pierwsze opakowanie tego produktu i dobrze mi się go używało. Mała buteleczka o pojemności 50 ml to super rozwiązanie na wyjazdy i ogólnie do torebki.


Z nowości mam też My Secret Fixer Liquid, czyli drogeryjny odpowiednik Duraline z Inglota. Jak na razie użyłam go zaledwie kilka razy i nie widzę specjalnie różnicy między tymi dwoma produktami. 

Do koszyka wpadły również produkty z nowej szafy Kobo, która zawitała w końcu do mojej osiedlowej Natury. Kupiłam trzy szminki w klasycznej formie. Wybrałam bardzo bezpieczne odcienie, których tak naprawdę brakuje mi w mojej kolekcji. Pomadki mają przepiękne magnetyczne opakowania i występują w dwóch wykończeniach: matowym i błyszcząco-kremowym. W moje łapki wpadły numer 506, 601 i 605. Ostatnio katuję na co dzień tą ostatnią ;) I wzięłam też pierwszy pigment z tej nowej kolekcji. Mówię "pierwszy", bo na jednym na pewno się nie skończy! Kolor, który mam to 605 Red & Gold i, o mamo, jaki on jest piękny! No po prostu robi cały makijaż!


Ostatni przystanek w tym haulu to Sephora. Korzystając z 20% rabatu zamówiłam sobie kilka rzeczy, które również były na mojej liście życzeń. Po pierwsze zachciało mi się przetestować pomadki Cream Lip Stain i wybrałam dwa naprawdę letnie kolory: 04 Coral Crush i 08 Whipped Blush. W konsystencji przypominają mi Soft Matte Lip Cream z Nyxa.

Kupiłam również miniaturkę rozświetlacza Becca w odcieniu Rose Gold, ponieważ jestem dość opalona i brakowało mi w kolekcji jakiegoś ciemniejszego rozświetlacza, który nadawałby się właśnie na tą letnią porę. Wygląda uroczo, jednak nie powalił mnie jakością. Testuję go teraz naprawdę solidnie i z pewnością w lipcu pojawi się jego recenzja.


I ostatni produkt to kolejny brokatowy liner Heavy Metal marki Urban Decay. Tym razem wybrałam kolor Catcall, czyli różowy z drobinkami srebrnymi i różowymi właśnie. Jest piękny! Dla mnie takie brokatowe eyelinery to świetny pomysł na dopełnienie makijażu. Wyglądają na oczach cudownie!

I to już chyba wszystko co chciałam Wam dzisiaj pokazać. Mam tylko nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ;) Napiszcie mi co nowego Wy sobie ostatnio kupiłyście lub na co polujecie w najbliższym czasie. Czy macie swoje listy życzeń gdzie wpisujecie produkty, które chciałybyście kupić? Bardzo mnie to ciekawi ;)
Moje ulubione kremowe produkty rozświetlające | Becca, Essence, Inglot, Lirene, Pierre Rene, Wibo

Moje ulubione kremowe produkty rozświetlające | Becca, Essence, Inglot, Lirene, Pierre Rene, Wibo

Dałyście się już ponieść największemu trendowi tego lata? Wszechobecny glow opanował kosmetyczny rynek i pojawia się coraz więcej produktów rozświetlających. Mam masę rozświetlaczy w swoim zbiorze i większość z nich ma formę prasowaną, ale są też te mokre - kremowe i płynne. I to właśnie o nich będzie dzisiejszy post.

Takich produktów możemy używać zarówno na twarz jak i na ciało aby je pięknie rozświetlić. Jeżeli chcecie poznać produkty, które są moimi ulubieńcami w tej kategorii to zachęcam do zapoznania się z tym wpisem.


BECCA SHIMMERING SKIN PERFECTOR MOONSTONE
Ten produkt jest moim must have w kufrze. Świetnie sprawdza mi się w makijażach ślubnych, ale też wieczorowych. To rozświetlacz, który daje efekt mokrej skóry. Jest bardzo subtelny, ale widoczny i cudownie komponuje się z wszelkimi typami urody. Można go również mieszać z podkładami, aby uzyskać bardziej świetliste wykończenie. W tym rozświetlaczu nie ma nawet minimalnej drobinki - to czysta tafla! Polecam go nakładać również na dekolt ;)

ESSENCE ILLUMINATING FACE CREAM GEL 01 DON'T CARE CAUSE I'M FLAWLESS
Wiem, że to edycja limitowana, ale tego typu produkty dość często pojawiają się w ofercie marki przy okazji różnych nowych kolekcji. To jest kremowy rozświetlacz o bardzo w moim odczuciu neutralnym tonie, który pasuje wielu osobom. Fakt jest jasny, ale po aplikacji na skórę zostawia piękną taflę, która w żaden sposób nie bieli skóry. To jeden z moich ulubieńców i używam go bardzo oszczędnie, aby nie skończył się za szybko.

INGLOT AMC FACE AND BODY ILLUMINATOR NUMER 62
Ten rozświetlacz ma jasnozłoty kolor i jest bardzo intensywny. Po roztarciu go na skórze zostawia widocznie złoty blask i nawet troszkę koloru. Przy mieszaniu z podkładem dodaje mu blasku, ale też wpływa minimalnie na jego odcień. To propozycja dla osób z typowo ciepłą lub oliwkową karnacją. Na zbyt chłodnej, różowej skórze może wyglądać zbyt nienaturalnie.


PIERRE RENE LIQUID SHIMMER WERSJA RÓŻOWA
Moim zdaniem to bardzo bezpieczna wersja rozświetlacza kremowego. Daje piękną, subtelną taflę na skórze i tak naprawdę jego kolor nie jest widoczny na skórze, więc jest to produkt dla każdego. Podoba mi się również opakowanie z pipetką, ponieważ pozwala to na swobodne stosowanie tego produktu. Plus za bardzo ładny, delikatny zapach ;)

LIRENE BAZA ROZŚWIETLAJĄCA BE GLAM
To mój stały bywalec w szufladzie i produkt do którego wracam zawsze. Baza i rozświetlenie w jednym produkcie. Bardzo dobra rzecz! Postać delikatnego kremu, która po roztarciu wygładza delikatnie skórę i dodaje jej blasku, który widać po aplikacji lżejszego podkładu. Można ją też mieszać z ulubionym podkładem i w takiej postaci nakładać na skórę. Polecam bardzo, ponieważ jest to produkt wydajny i świetnie działa.

WIBO CHROME DROPS NR 1
Na koniec zostawiłam najmocniejszą propozycję. Jest to jedna z nowych propozycji w szafach Wibo i tym samym najmocniejszy płynny rozświetlacz jaki mam. Nie spodziewałam się, że ta maleńka buteleczka będzie w sobie skrywała taką moc! To istny metal na skórze. To się tak błyszczy, że nie mam słów. Daje prze-prze-przepiękną taflę i dodatkowo zastyga na skórze. Kocham jak ten produkt wygląda na twarzy i na ciele.  Obojczyki podkreśla tak, że widać je z kilometra ;) No naprawdę jeżeli szukacie prawdziwej rozświetlaczowej petardy i to w dodatku w niskiej cenie to będzie to najlepszy wybór!


Czy któryś z produktów wpadł Wam w oko szczególnie? A może macie swoje inne ulubione produkty tego typu? Podzielcie się swoimi hitami - chętnie coś podpatrzę ;)
Słodkie pudry Lovely wersja Mineral i HD | Który lepszy? | Recenzja + porównanie

Słodkie pudry Lovely wersja Mineral i HD | Który lepszy? | Recenzja + porównanie


Cześć wszystkim ;)

Nawet nie wiecie jak miło czuję się zaskoczona nowymi produktami marki Lovely ;) Dzisiaj przygotowałam dla Was obszerną recenzję dwóch sypkich pudrów, których używam od dłuższego czasu. Mam już wyrobioną własną opinię na ich temat i powiem Wam, że jeden z nich lubię odrobinę bardziej, ale jest też jedna cecha, która przeszkadza mi w obu pudrach. Jeżeli ciekawi jest co sądzę co sypańcach Lovely to zapraszam Was do dalszej części tego  wpisu :)

Seria tych słodkich pudrów jest dostępna w sprzedaży od jakiegoś czasu. Wydaje mi się, że w drogeriach pojawiły się niedługo przed promocją na kolorówkę w Rossmannie. Ja kupiłam je już po rossmannowym szale skuszona uroczymi opakowaniami i zapewnieniami producenta. Pomijam już oczywiście fakt, że mam fioła na punkcie sypkich pudrów i kupuję wszystkie, które mnie zaciekawią. Akurat propozycje marki Lovely to koszt około 16 zł, więc wydatek nie jest spory. Opakowania jak już wspomniałam są urocze - mają pastelowe nakrętki. Mineralny ma lawendową, a HD błękitną. Każdy z pudrów to 5,5 grama.


Cechą wspólną obu pudrów jest słodki zapach. No właśnie. To coś co mi osobiście okropnie przeszkadza. Ten zapach jest mdlący, słodki, sztucznie waniliowy. Przy aplikacji unosi się dookoła i chcąc nie chcąc wpada do ust, nosa itd. Potem mam w ustach mało miły smak.


HD LOOSE POWDER skin photoready
To puder z niebieskim wieczkiem. Przez producenta określony jako transparentny, matujący puder mineralny. Ma jasno żółto-beżowy odcień i jest bardzo drobno zmielony. W dotyku zupełnie gładki i całkiem aksamitny. Nie bieli twarzy i nie odbija światła na zdjęciach. Faktycznie jest to puder HD nadający się do pracy z błyskiem fleszy. Jedyną cechą, która działa na niekorzyść tego produktu to fakt, iż nałożony w dużej ilości gąbeczką (jako baking) czasami lubi zostawiać po sobie plamy. Zdarzyło mi się kilka razy tak, że jakieś pół godziny po skończonym makijażu on jakby wytrącał się na skórze i tworzyły się obszary (szczególnie pod oczami, wokół ust) gdzie ten puder się pojawiał w bardzo widoczny sposób. Jeśli omiatam nim skórę przy pomocy pędzla nie zauważam takiego problemu. I tak naprawdę poza tym jednym małym minusikiem ten puder jest naprawdę dobry. Świetnie utrwala i matuje skórę pozostawiając naturalne wykończenie.


MINERAL LOOSE POWDER skin beautifier 
Ten puder jest moim faworytem ze względu na to, że nie mam z nim problemu, który występują przy pudrze HD. Przez producenta określony jako transparentny, silnie matujący fikser mineralny do twarzy. I faktycznie przyznam tutaj rację, puder silnie matuje i mocno utrwala makijaż. Nie jest to produkt aksamitny i miałki w dotyku. Ja bym określiła go jako grubo zmielony puder, który po roztarciu między palcami jest szorstki. W opakowaniu jego kolor jest jasnobeżowy jednak po aplikacji już go na skórze nie widać. I pomimo swojej słabo zmielonej formuły ten puder naprawdę świetnie mi się spisuje. Na pewno sprawdzi się przy cerach tłustszych niż moja, bo naprawdę super trzyma mat. A, i nie jest to z pewnością puder do codziennego stosowania w okolicach oczu - przez swoją formułę może ten obszar przesuszać.



Jeżeli lubicie ładne kosmetyki, nie chcecie wydawać milionów monet podczas zakupów i poszukujecie dobrych sypkich pudrów to naprawdę śmiało możecie się za nimi w Rossmannie rozejrzeć. Uważam, że są godne uwagi chociażby właśnie na swoje dobre właściwości utrwalające i matujące.

Czy miałyście okazję używać któregoś z tych pudrów? Czy sprawdził się on u Was? A może macie mi do polecenia jakieś inne drogeryjne pudry sypkie, które lubicie i dobrze Wam służą? Czekam jak zwykle na komentarze ;) :)
Moje najpiękniejsze pomadki do dziennego makijażu

Moje najpiękniejsze pomadki do dziennego makijażu


Hej wszystkim ;)

Czy Wy też macie swoją ulubioną pomadkę, której używacie praktycznie codziennie? Pomimo większej kolekcji szminek właśnie ta jedna tak bardzo Wam podpasowała, że nie możecie się od niej odczepić? Ja mam siedem takich pomadek, używam ich zamiennie na co dzień robiąc makijaż. Moim zdaniem są to najpiękniejsze odcienie i też bardzo uniwersalne.

W ciągu dnia zależy mi na trwałości noszonej pomadki, bo nie mam w zwyczaju poprawiania makijażu. Lubię też w miarę neutralne, zgaszone kolory i najczęściej wybieram odcienie różu. Jeśli chcecie poznać moje najpiękniejsze dzienne pomadki to zapraszam do zapoznania się z dalszym ciągiem tego wpisu.


GOLDEN ROSE LONGSTAY MATTE LIQUID LIPSTICK 03
Tej pomadki nie muszę nikomu przedstawiać. Śliczny, lekko przygaszony róż w matowym wydaniu. Pomadka po zastygnięciu na ustach ma w sobie delikatną perłową poświatę, co bardzo mi się podoba. Często po nią sięgam. Ten odcień nie jest zbyt ciemny, ale bardzo ładnie podkreśla usta.

WET'N'WILD MEGALAST LIQUID CATSUIT REBEL ROSE
Ta szminka wydawałaby się zbliżona odcieniem do tej z GR jednak to zupełnie inna bajka. Ten kolor jest totalnie matowy, ciemniejszy i też znacznie chłodniejszy. Moim zdaniem ma w sobie lekką domieszkę fioletu. Tutaj duży plus za odcień, bo optycznie wybiela.

NABLA DREAMY MATTE LIQUID LIPSTICK ROSES
Nieco cieplejszy odcień od dwóch poprzednich, ale wciąż różowy. Dla mnie ta pomadka to niezwykle dziewczęcy róż. Często ląduje na moich ustach, ponieważ po aplikacji jest zupełnie nie wyczuwalna na ustach.


NYX SOFT MATTE LIP CREAM SAN PAULO
Ta pomadka ma nieco mocniejszy odcień. Dla mnie nie jest to fuksja, a raczej malinowy róż z odrobinką czerwieni. Uwielbiam tą pomadkę, bo odmienia cały makijaż i usta delikatnie wychodzą na pierwszy plan. Dodatkowo piankowa konsystencja uprzyjemnia stosowanie.

KAT VON D EVERLASTING LIQUID LIPSTICK LOVECRAFT
Moja najukochańsza pomadka, która już nieraz ratowała mnie z opresji. Jeśli nie wiem co nałożyć na usta to sięgam właśnie po tą pomadkę. Jest bardzo trwała, a jej kolor jest przytłumionym różem. 

KOBO TRUE MATT 506 TIMELESS BEAUTY
Pierwsza z nieróżowych pomadek w tym zestawieniu. To przepiękny brzoskwiniowy nude. Pomadka w klasycznej wersji o matowym wykończeniu, jednak nie jest to płaski, papierowy mat. Mimo dość ciepłego odcienia przebija się w nim nutka różu, szczególnie na ustach.

EVELINE COLOR EDITION 720 SWEET CHOCOLATE 
Ta pomadka ma czekoladowy odcień. U mnie spełnia rolę ciemnego odcienia nude. Wykończenie tej pomadki jest kremowe, więc jej trwałość nie jest aż tak dobra jak pomadek matowych, ale nie ma na co narzekać. 


I tak właśnie prezentuje się zestawienie moich siedmiu najpiękniejszych pomadek na co dzień. Każdą z nich mogę Wam polecić. Mam nadzieję, że skusicie się na którąś z tych pomadek.

Koniecznie napiszcie mi jakiej pomadki Wy używacie codziennie rano :)
NOWOŚĆ: Annabelle Minerals olejek wielofunkcyjny Stay Essential

NOWOŚĆ: Annabelle Minerals olejek wielofunkcyjny Stay Essential



Cześć wszystkim ;)

Dzisiaj napiszę parę słów o olejku Annabelle Minerals, który miałam możliwość wypróbować dzięki konferencji Meet Beauty. Był to jeden z prezentów jaki dostałam od marki AM. Aktualnie wykończyłam pierwszą buteleczkę tego olejku, więc recenzja ukazuje się już po zużyciu pełnego opakowania. Przez czas prawie dwóch miesięcy zdążyłam wyrobić własną opinię na jego temat, więc jeśli ciekawi Was czy ta nowość jest godna uwagi to zapraszam do dalszej części tego wpisu.

Olejek Stay Essential to produkt opakowany w buteleczkę z ciemnego szkła o pojemności 30 ml z wygodną pompką. Naprawdę ta pompka to świetna sprawa, ponieważ ułatwia dozowanie olejku i dzięki temu nic nam się nie wylewa, nic nie jest tłuste. 

W ofercie marki Annabelle Minerals olejki pielęgnacyjne to nowość. O wersji Stay Essential producent pisze tak: Naturalny olejek do skóry twarzy o działaniu intensywnie nawilżającym, zmiękczającym oraz regulującym wydzielanie sebum. Dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych zwalcza wolne rodniki, czym przyczynia się do spowolnienia procesu starzenia się skóry. Może być stosowany również jako olejowe serum na noc. Olejek nie pozostawia wrażenia tłustego filmu. Jest niekomedogenny. Przywraca skórze naturalny blask i sprężystość. 

Możecie go zamówić tutaj.

Swój olejek zaczęłam stosować już w dniu kiedy go otrzymałam. Pierwsze co przykuło moją uwagę to zapach. Pomarańczowy, piękny i bardzo odprężający. Myślę, że spodoba się większości kobiet! Jest niezwykle trafiony. Jego aplikacja jest relaksującym rytuałem i pamiętam, że tego pierwszego wieczoru po męczącym dniu z tym olejkiem na twarzy czułam się jak w SPA.


Produktu używałam zarówno na twarz, jak i na końcówki włosów i w obu przypadkach sprawdził się rewelacyjnie. Jeśli chodzi o twarz to zastąpił mi mój wieczorny krem, ale zdarzało się też, że po prostu go wzbogacał. Jego działanie naprawdę mnie zachwyciło, bo świetnie nawilżał skórę i miałam wrażenie, że dostała wszystko czego było jej potrzeba. Po przebudzeniu skóra wciąż się błyszczała właśnie od tego olejku. Po porannym myciu buzi, skóra była mięciutka, wręcz aksamitna w dotyku.

W przypadku włosów stanowił zabezpieczające serum na końcówki. Co ważne nie sprawiał, że włosy były tłuste, ale to też dlatego, że nie nakładałam go za dużo. Ładnie podkreślał skręt moich loków.

To co chcę zaznaczyć to fakt, że ja ten olejek na twarz rekomenduję stosować wieczorem. Nie jest to produkt, który sprawdzi się rano pod makijaż. Na takiej tłustej bazie wszystko będzie jeździło i żaden makijaż nie utrzyma się zbyt długo.


Myślę, że na pewno wrócę do tego olejku w przyszłości. Teraz rozpoczęłam testy innych produktów do pielęgnacji. Tak czy inaczej moim zdaniem naprawdę warto zainwestować w olejki Annabelle Minerals. Mają bogate, czyste składy. Nie podrażniają skóry i nie powodują powstawania niedoskonałości. 

Dajcie mi proszę znać czy miałyście okazję stosować olejki tej marki i jak u Was się sprawdziły ;)
Urodowe prawdy | Czy kobieta musi być "zrobiona" aby być piękna?

Urodowe prawdy | Czy kobieta musi być "zrobiona" aby być piękna?


Dzisiaj postanowiłam sobie, że poruszę troszkę inną kwestię niż dotychczas na moim blogu, ale oczywiście wciąż będziemy obracać się w temacie urodowym - inaczej być nie może. Aktualnie siedzę sobie przy oknie z laptopem na kolanach i zajadam się truskawkami z musem kokosowym, pojawiła się zatem chwila na przemyślenia i postanowiłam się nimi podzielić właśnie tutaj. Mam nadzieję, że taki tekst się Wam spodoba i wyrazicie swoje zdanie na ten temat.Ostatnio widzę taki niezbyt dobry trend podążania na ślepo za tym, co aktualnie modne bez względu na to czy nam to pasuje czy nie. Jakieś dziwne dążenie do ideału, powiększanie ust, monstrualne rzęsy robione u kosmetyczek, permanentny makijaż brwi, podoczepiane jakieś sztuczne, długaśne paznokcie odstające w nienaturalny sposób od palców, sztuczne włosy na taśmach dookoła głowy, peruki, sztuczna opalenizna... I nieważne, że część z nas zupełnie nie wymaga takich poprawek i gadżetów. Ba, nawet odważę się powiedzieć, że niektóre kobiety totalnie zatraciły się w tym beauty świecie i nie potrafią powiedzieć sobie dość.

Nie zrozumcie mnie oczywiście źle, bo sama lubię doklejać rzęsy przy okazji robienia makijażu, lubię mieć też długie paznokcie (ale tylko własne). Nie widzę również niczego złego w dbaniu o siebie, zdrowej diecie, chęci doskonalenia się. Ale słuchajcie - nie za wszelką cenę! Nie rozumiem dlaczego nagle każda kobieta chce wyglądać tak jak jakaś super pani X. Teraz każdy powiększa sobie usta, laminuje rzęsy, przedłuża paznokcie. Czy w nas pozostaje jeszcze jakiś pierwiastek natury?


Zdaję sobie sprawę, że jest pewnie sporo kobiet, które mają jakieś urodowe defekty, które bardzo im przeszkadzają i chcą to poprawić - duża asymetria ust, nadmierne owłosienie na twarzy, wiecznie łamiące się paznokcie, których nie da się w żaden sposób zapuścić itp. 

Dziwi mnie jednak to, że coraz częściej naprawdę ładne dziewczyny wpadają w wir tych wszystkich zbędnych tak naprawdę zabiegów. Jakby wziąć pod uwagę taki naprawdę mocno skrajny przypadek to tak: farbowane, przedłużone włosy, rzęski zrobione 1:1, permanentne brwi, powiększone usta, zmniejszony nos, powiększony biust, paznokcie trumienki, oczywiście makijaż full glam na co dzień ociekający wszystkimi możliwymi produktami i opalenizna po tygodniu solarium/samoopalacza. Czy to jest nasze prawdziwe piękno? Czy wciąż jesteśmy indywidualnymi jednostkami - kobietami czy już lalkami przeniesionymi z naszej wyobraźni do prawdziwego życia?

Pamiętacie jeszcze jak to było kilka lat temu? Zwykły lakier do paznokci, naturalna płytka bez żadnych hybryd, topów no wipe, przedłużania hardem. Dbanie o swoje naturalne włosy - chciałaś mieć długie - trzeba było czekać aż urosną, krótkie - wtedy nożyczki w dłoń. Kiedyś pokazywało się jak można sobie delikatnie i naturalnie powiększyć usta konturówką, a jak się chciałaś opalić to leżak pod pachę i na słoneczko. A teraz wszystko jest na pstryknięcie palców... Długie włosy można doczepić, paznokcie można dokleić, usta napompować kwasem, skóra niczym czekoladka już po kilku godzinach od aplikacji produktu i wszystko gra!


Moim zdaniem nie warto podążać ślepo za modą. Nie każdemu pasuje wszystko to, co pojawia się na wybiegach i w gazetach. Trendy zawsze należy dostosowywać pod siebie i wybierać spośród nich to co będzie dla nas najlepsze i w czym dobrze będziemy się czuć. To nic dobrego wyglądać jak każdy! Zawsze trzeba być sobą bez względu na wszystko. Z przymrużeniem oka bierzcie więc te wszystkie idealne instagramowe zdjęcia. Pamiętajcie, że każda z nas jest niepowtarzalna i to jest prawdziwe piękno.

Oczywiście korzystajmy z dobrodziejstw makijażu czy różnego rodzaju zabiegów, ale znajmy we wszystkim umiar. Dbajcie o siebie tylko i wyłącznie dla siebie i swojego dobrego samopoczucia, a nie dlatego aby wpisać się w to, co obecnie jest modne i na czasie. Jeżeli Wy same czujecie się z czymś niekomfortowo to z tego zrezygnujcie, zmieńcie lub ulepszcie. Co kto woli ;)

Co sądzicie o tej ciągłej gonitwie za doskonałością, kalendarzem przepełnionym wizytami u kosmetyczek, manicurzystek, fryzjerów itd.? I jak sprawa ma się u Was: czy wciąż jesteście sobą? ;)

Podkład Eveline Liquid Control 005 Light Ivory | Recenzja + jak wygląda na skórze?

Podkład Eveline Liquid Control 005 Light Ivory | Recenzja + jak wygląda na skórze?


W najbliższym czasie możecie spodziewać się na blogu kilku recenzji podkładów, ponieważ mam ich naprawdę sporo i w końcu pora na recenzje.

Dzisiaj bedzie o podkładzie Eveline Liquid Control, który to delikatnie wyparł Catrice HD Liquid Coverage. W dalszej części tego wpisu dowiecie się wszystkiego na jego temat.

Zacznę od tego, że Liquid Control to podkład z pipetą zamknięty w smukłej butelce wykonanej z matowego szkła. Design opakowania jest prosty i do mnie osobiście przemawia. Nie da się również ukryć, że jest zbliżony do wspomnianego podkładu Catrice.

Kolor podkładu, który posiadam to 005 Ivory i jest to najjaśniejszy odcień w całej gamie. To bardzo ładny, typowo żółty podkład. Faktycznie jest jasny, dla mnie obecnie za jasny i muszę kupić na lato ciemniejszą wersję, bo bardzo lubię używać go na co dzień.

Konsystencja tego produktu jest bardzo wodnista i lejąca. Naprawdę dobrze sprawdza się tutaj ta pipeta, którą z łatwością można dozować ilość podkładu jaką chcemy nałożyć na skórę. Ja zwykle używam 2-3 strużek do pokrycia całej buzi.


Na pewno jest to podkład mocno kryjący, ale przy tym niezwykle lekki i niewyczuwalny na skórze. Przy jednej cienkiej warstwie radzi sobie z wszelkimi zaczerwienieniami, żyłkami idealnie wyrównując kolor cery. Oczywiście przy nałożeniu kolejnej warstwy zyskujemy jeszcze więcej krycia, ale efekt jaki daje ten podkład jest wciąż bardzo naturalny.


Jego wykończenie tuż po aplikacji określiłabym jako pół matowe, bardzo świeże i naturalne. Ja zawsze dodatkowo utrwalam podkład pudrem i w takim połączeniu spisuje się rewelacyjnie. To jak wygląda na skórze widzicie na zdjęciach:


Trwałość tego podkładu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Miałam okazję testować go w różnych warunkach i naprawdę jest to długotrwały podkład. Nie ściera się, nie oksyduje, nie migruje po całej twarzy. U mnie praktycznie zupełnie się nie wyświeca, nawet po 8 godzinach się nie błyszczę.

Bardzo polecam ten produkt praktycznie wszystkim typom skóry. Przy tłustej trzeba go po  prostu mocniej przypudrować ;)

Dajcie znać czy znacie ten podkład. Jakie są Wasze wrażenia na jego temat? Lubicie go tak samo mocno jak ja czy wręcz przeciwnie? Czekam jak zwykle na komentarze od Was :D

Paleta Beauty Glazed | The Purple Palette | Recenzja + swatche

Paleta Beauty Glazed | The Purple Palette | Recenzja + swatche


Pewnie część z Was pomyśli, że ześwirowałam zamawiając kosmetyki z Aliexpress ;) I nie dość, że zamawiam to jeszcze mam odwagę je komukolwiek polecać! Tak, właśnie tak. Pokazałam na blogu już kilka rzeczy z Ali i dzisiaj pora na kolejną. Zaprezentuję Wam paletkę 9 cieni marki Beauty Glazed The Purple Palette. Kto jest chętny tego zapraszam do dalszej części tego wpisu.

The Purple Palette to kartonowe opakowanie wielkości brązera Beach Cruiser marki Wibo. Solidnie wykonane, w kolorze granatowym z elementami rose gold. W palecie znajdziemy 9 cieni (każdy to 1,4 g). Pięć z nich ma matowe wykończenie, cztery to perłowo- metaliczne cienie. 

Zakup takiej palety to koszt około 10 - 12 zł. W dużej mierze jej cena zależy od danej aukcji, ale też kursu dolara.


Paletka przychodzi do nas ofoliowana z chroniącą cienie wkładką w środku. Każdy cień w palecie ma swoją nazwę. Nie są one podpisane wewnątrz paletki, a na odwrocie. Tonacja paletki jest zdecydowanie chłodna, zgodnie z nazwą przeważają tutaj fiolety, ale mamy też przepiękną, ciemną zieleń i brązy. 


Jeśli trochę bardziej interesujecie się makijażem to na pewno wiecie jak ciężko znaleźć dobrej jakości fioletowe cienie. Takie, które będą miały dobrą pigmentację, nie będą zanikać przy blendowaniu tworząc plamy i nie zrobią nam efektu podbitych oczu. I powiem Wam, że w tej palecie to naprawdę się udało! Fiolety są intensywne i dobrze się z nimi pracuje. Inne cienie również zabijają jeśli chodzi o ich nasycenie.

Konsystencja zarówno matów jak i cieni błyszczących jest w dotyku jakby kremowa. Cienie są niesamowicie mięciutkie. Świetnie przechodzą z pędzla na powiekę i dobrze buduje się nimi intensywność.


Muszę przyznać, że miło zaskoczyłam się jakością tych cieni. Są bardzo dobre i mogę je śmiało polecić ;) 

Dajcie znać jak zapatrujecie się na kosmetyki z Aliexpress. Ja dzisiaj zdradzę Wam tyle, że mam jeszcze jeden produkt właśnie z tej strony i jego recenzja nie będzie już pochlebna... ;)
Copyright © 2014 majmejkap , Blogger