Ulubieńcy listopada | Too Faced, Bourjois, Becca, Fenty Beauty, Nabla, Kobo, Inglot, Wibo

Ulubieńcy listopada | Too Faced, Bourjois, Becca, Fenty Beauty, Nabla, Kobo, Inglot, Wibo

Dacie wiarę, że już jutro zaczyna się grudzień? Przed nami magiczny świąteczny czas, ale zanim puścimy listopad w zapomnienie to warto go kosmetycznie podsumować i właśnie dlatego zapraszam Was dzisiaj na moich makijażowych ulubieńców kończącego się miesiąca. W tym zestawieniu będzie mix półek cenowych, pomieszanie tych naprawdę tanich ze znacznie droższymi ;) Kogo ciekawi co ciekawego sprawdziło mi się w listopadzie? Zapraszam na dalszą część tego wpisu :)

W listopadzie dalej z powodzeniem używałam kremu CC od Bourjoisa. Ma tak naprawdę wszystko to czego oczekuję od podkładu na co dzień - lekką formułę i średnie krycie. Dodatkowo wygląda naturalnie i jest trwały. Nie muszę go w ciągu dnia poprawiać. U mnie teraz najlepiej sprawdza się numerek 31.


Żeby dodać skórze więcej glow to mieszałam sobie z tym kremem CC kremowy rozświetlacz Becca w odcieniu Moonstone. Oba te produkty bardzo ładnie się ze sobą łączą, a domieszka rozświetlacza sprawia, że buzia staje się jeszcze bardziej promienna i świetlista.


Konturowanie twarzy upłynęło mi pod znakiem brązera marki Nabla w odcieniu Cameo. W ogóle to podziwiam wydajność tego produktu, ponieważ sweterkowe tłoczenie wciąż z niego nie zniknęło ;) Jest to bardzo dobrej jakości brązer o pięknym neutralnym odcieniu. Daje piękny efekt na skórze, świetnie się go buduje i rozciera. Bezproblemowy produkt nawet dla osób, które w makijażu stawiają pierwsze kroki. Możecie go też kupić w magnetycznym opakowaniu, ja wybrałam formę wkładu i trzymam go w magnetycznej palecie razem z innymi pudrami Nabli.


Kolejnym moim ulubieńcem jest kredka do brwi Wibo Feather Brow Creator w odcieniu Soft Brown. Bardzo się polubiłyśmy, używam jej codziennie do podkreślania swoich brwi. Jest cieniutka, bardzo precyzyjna i odpowiednio miękka. Nie rozmazuje się i nie ściera w ciągu dnia. W grudniu wypatrujcie jej dokładnej recenzji, bo jest naprawdę warta Waszej uwagi.

W listopadzie zapoznałam się z nowym tuszem do rzęs. Kupiłam miniaturkę mascary Too Faced Better Than Sex i pomimo różnych opinii w sieci, dla mnie ten tusz jest naprawdę bardzo dobry. Najbardziej bałam się tego osypywania, o którym wiele osób wspomina, ale nic takiego się z nim nie dzieje. Tusz ma wygodną, dość dużą szczotkę, więc szybciutko tuszujemy nim rzęsy. Kolor jest intensywnie czarny, a efekt jaki uzyskujemy jest świetny. Rzęsy rozdzielone, wyraźnie pogrubione i mega czarne. Jak dla mnie naprawdę zachwyt! Jeżeli macie podobne obawy jak ja to polecam kupić mniejszą wersję na spróbowanie.


Jeśli jestem przy makijażu oczu to nie mogę nie wspomnieć o pigmentach Kobo, które pochodzą z tej "nowej szafy". Są po prostu przepiękne, bardzo drobniutkie, mieniące się. Idealnie dopełniają makijaż i robią efekt wow. Aktualnie mam trzy odcienie, ale moja kolekcja sukcesywnie się powiększa. Te, które posiadam to Rose Gold, Ruby With Blue Sparks i Red & Gold. Wszystkie zupełnie różne, ale tak samo piękne. Polecam szczególnie osobom zajmującym się wizażem, ale też wszystkim srokom lubiącym takie błyskotki.


Hitem do ust okazał się błyszczyk Fenty Beauty Gloss Bomb w odcieniu Fenty Glow, o którym pisałam Wam w poprzednim poście. Jest super nawilżający, a w taką pogodę jaką mamy obecnie tego mi trzeba ;) Warto jednak pamiętać o związaniu włosów kiedy mamy go na ustach, bo inaczej to wszystkie włosy będziecie mieć przyklejone do ust :D


A żeby nie było tak całkiem nudno z tymi ustami to pod błyszczyk Fenty Beauty nakładałam na całe usta konturówkę z Inglota o numerze 67. To taki typowy odcień różowego nudu - taki wiecie - my lips but better. Bardzo ładnie można nią obrysować usta i nadać im piękny pełny kształt. Tak więc taki duet nosiłam na ustach w listopadzie najczęściej ;)


I to już mój ostatni ulubieniec tego miesiąca. Pokazałam wszystko to, czego z przyjemnością używałam w listopadzie. Mam nadzieję, że wpis się podobał, a ja oczywiście czekam na Wasze kosmetyczne polecenia ;) Co u Was sprawdziło się w tym miesiącu?
FENTY BEAUTY BY RIHANNA Bomb Baby | Zestaw miniaturek: błyszczyk + rozświetlacz

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Bomb Baby | Zestaw miniaturek: błyszczyk + rozświetlacz

W ciągu ostatnich kilku miesięcy pokochałam produkty miniaturkowe. Mam już na tyle dużo kosmetyków, że naprawdę nie mam potrzeby kupowania ich w pełnowymiarowych wersjach. O miniaturkach planuję zrobić osobny wpis, a dzisiaj zaproszam na prezentację zestawu dwóch mini produktów marki Fenty Beauty. Jest to dość nowa marka w ofercie polskiej Sephory, więc produkty naprawdę kuszą ;)


Żeby móc rozpocząć przygodę z FB postanowiłam na początek kupić zestaw Bomb Baby w skład, którego wchodzą: rozświetlacz Killawatt w odcieniu Hu$tla Baby o pojemności 2,2 g oraz błyszczyk Gloss Bomb w odcieniu Fenty Glow o pojemności 5,5 ml. Za taki zestaw opakowany w kartonik zapłaciłam 86 zł (aktualnie jest on wyprzedany online, ale warto sprawdzać - pewnie niedługo znowu będzie dostępny).


To co bardzo mocno rzuca się od razu w oczy to dbałość o detale i opakowania. Sam kartonik i wkładka w której były produkty są bardzo ładne i dopracowane. Docelowe opakowanie błyszczyka i rozświetlacza również. Prezentują się luksusowo i drogo. Wiadomo za co płacimy pieniążki.

Najpierw przybliżę Wam błyszczyk. Opakowanie jest pięciokątne (jak praktycznie każdy produkt FB), ma złotą zakrętkę i bardzo duży miękki aplikator. Błyszczyk ma piękny odcień nude, a na ustach tworzy piękną taflę. Naprawdę mocno nabłyszcza usta i jest bardzo gęsty przez co mega nawilża. Nie lepi się wcale, jest niezwykle komfortowy. Jego gęstość sprawia, że nie wylewa się on poza kontur ust. Ma też bardzo ładny delikatny zapach - dla mnie są to truskawki z bitą śmietaną. Wersja miniaturkowa wcale nie jest taka malutka, bo to aż 5,5 ml (pełnowymiarowy ma 9 ml), ale z pewnością jest bardziej kompaktowa i zajmuje mniej miejsca w kosmetyczce. Dzisiaj już śmiało mogę powiedzieć, że jeśli ten mini błyszczyk mi się skończy to skuszę się na standardowe opakowanie. Ten błyszczyk jest naprawdę genialny i wszystko to co mówiły na jego temat jutuberki się sprawdziło ;) Jestem nim zachwycona!


Rozświetlacz też bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo nie miałam w swojej kolekcji takiego odcienia. Bardzo ciężko opisać mi jego odcień, ponieważ ma złotą bazę, ale jest też trochę brzoskwiniowy, ma w sobie też róż. Można go nazwać różowym złotem. Jest bardzo intesywny, daje mocną taflą i moim zdaniem jest bardzo eleganckim, wieczorowym rozświetlaczem. Z pewnością nie nada się dla jasnych karnacji, bo będzie po prostu za ciemny, ale te z Was, które mają odrobinkę ciemniejszą skórę z pewnością będą zadowolone. Samo jego opakowanie jest malutkie, holograficzne i ogólnie bardzo mi się podoba. W środku jest też lusterko, w którym można podejrzeć się w ciągu dnia.





Cały ten zestaw oceniam naprawdę bardzo dobrze. Cena nie jest przerażająca, a produkty są całkiem spore jeśli chodzi o pojemność. Po przetestowaniu tych produktów czuję się jak najbardziej skuszona aby poznać inne kosmetyki Fenty Beauty ;)

Napiszcie mi koniecznie czy używacie produktów FB i jak się one u Was sprawdzają :)
Cloudy Makeup | Chmurki na powiekach | Makijaż paletą MIYO x BEAUTYVTRICKS INSTA GLAM

Cloudy Makeup | Chmurki na powiekach | Makijaż paletą MIYO x BEAUTYVTRICKS INSTA GLAM

Dzisiaj zapraszam na bardziej kreatywny makijaż. Na pewno słyszałyście o trendzie cloudy makeup i zapewne większość z Was widziała już takie prace. Swoich sił w tym temacie postanowiłam spróbować także ja i w tym wpisie dzielę się efektami tej zabawy. 

Dajcie znać jak się Wam podoba taka propozycja. Spis użytych kosmetyków znajduje się pod zdjęciami na końcu tego wpisu.






UŻYTE KOSMETYKI:

TWARZ:
*baza Bielenda Pearl Base
*podkład Catrice Liquid Coverage 010
*korektor Lovely Liquid Coverage 01
*puder AA Wings of Color Dust Matt 020
*brązer Wibo Beach Cruiser 02 Cafe Creme
*rozświetlacz Sensique

OCZY:
*baza pod cienie Urban Decay Eden
*kredka do brwi Wibo Feather Brow Creator Soft Brown
*żel do brwi Rimmel Brow This Way! 02
*cienie z paletki MIYOxBEAUTYVTRICKS INSTA GLAM
*cienie z paletki Juvia's Place The Magic
*korektor NYX Gotcha Covered Ivory
*eyeliner Urban Decay Midnight Cowboy
*tusz do rzęs Eveline Volume Celebrities
*rzęsy Ardell Demi Wispies
*klej Ardell Lash Grip

USTA:
*pomadka Golden Rose Longstay Liquid Lipstick 04 + 06
Świąteczne prezenty z Sephory | Prezenty na każdą kieszeń | Do 60, 120 i 200 złotych

Świąteczne prezenty z Sephory | Prezenty na każdą kieszeń | Do 60, 120 i 200 złotych

Wiecie co? Święta za pasem, jeszcze wcześniej Mikołaj, tak więc uważam, że jest to jak najbardziej odpowiednia pora na post z pomysłami na prezenty świąteczne. W tym poście będą to produkty z Sephory, ale jeśli chcecie mogę przygotować taki przegląd również z Rossmanna, Natury czy innej drogerii.

Aby wszystko było przejrzyste to podzieliłam produkty na 4 kategorie cenowe, każdy produkt krótko opisałam i podlinkowałam żebyście nie musiały niczego szukać. 

Oczywiście pamiętajcie, że w Sephorze w okresie przedświątecznym zawsze są obniżki, więc warto wtedy korzystać z zakupów i zaoszczędzić 20%. 

Mam szczerą nadzieję, że ten wpis się Wam spodoba, przyda i zainspiruje do świątecznych zakupów. Ja sama bardzo lubię wpisy tego  typu - zawsze można coś ciekawego podejrzeć.

***PRODUKTY DO 60 ZŁOTYCH***

1. TOO FACED Better Than Sex Ornament - miniaturka popularnego tuszu do rzęs w świątecznym opakowaniu. Moim zdaniem taki drobiazg będzie świetnym dodatkiem do prezentu. (CENA 55 ZŁOTYCH)

2. ZOEVA Voyager Cocoa Blend Eyeshadow Palette - mniejsza, podróżna wersja jednej z moich ulubionych palet. Bardzo dobrej jakości cienie zamknięte w uroczym kartonowym opakowaniu. Kompletna paletka do wykonania makijażu oka. (CENA 59 ZŁOTYCH)

3. PIXI Glow Tonic Exfoliating Toner - kultowy tonik złuszczający, który na pewno sprawdzi się jako super prezent dla pielęgnacyjnych freaków. Jest to produkt napinający i wyrównujący koloryt skóry. Tutaj akurat pojemność 100 ml. (CENA 55 ZŁOTYCH)

4. SEPHORA COLLECTION Cream Lip Stain - to propozycja dla fanek matowych ust. Pomadki o piankowej konsystencji w ogromnej gamie kolorów. Na pewno znajdziecie odpowiedni odcień dla osoby, którą chcecie obdarować. (CENA 39 ZŁOTYCH)

5. RITUALS The Ritual of Holi Body Mist - iskrząca mgiełka do ciała. Ma piękny, uzależniająco - słodki, a jednocześnie świeży zapach. Dobra opcja jako zapach do torebki. (CENA 49 ZŁOTYCH) 

6. SKINFOOD Freshmade Watermelon Mask - chłodząco - nawilżająca maska o konsystencji żelu. Pachnie przepięknie arbuzem i na pewno będzie miłym prezentem. (CENA 55 ZŁOTYCH)

7. NPW Heart Cooling Pads - maska żelowa do wielokrotnego użytku. Wystarczy schłodzić ją w lodówce lub zamrażarce i po chwili maseczka jest gotowa. Genialny prezent dla młodej mamy lub osób, które często są niewyspane. Te płatki zniwelują opuchliznę wokół oczu. (CENA 29 ZŁOTYCH)




***PRODUKTY DO 120 ZŁOTYCH***

1. FENTY BEAUTY BY RIHANNA Gloss Bomb Universal Lip Luminizer - mam ten błyszczyk w mini wersji i naprawdę gorąco go polecam. Jest bardzo gęsty, mocno nawilżający i pięknie wygląda na ustach. Dodatkowo pięknie pachnie truskawkami ze śmietaną. (CENA 75 ZŁ)

2. BECCA Prep-Step Duo Kit - ja bazy tej firmy bardzo lubię i często stosuję zarówno na sobie jak i na swoich klientkach. Jeżeli macie osobę, która szuka dobrej bazy pod makijaż możecie sprawić jej taki zestaw. Na pewno będzie bardzo zadowolona. (CENA 75 ZŁ)

3. BENEFIT COSMETICS Zestaw świątecznych bestsellerów Gimme Brow, Roller Lash i The POREfessional - już samo opakowanie wprawia w świąteczny nastrój. Idealny prezent dla osób, które lubią testować nowe produkty. Takie miniaturki na pewno sprawią wiele radości. (CENA 89 ZŁ)

4. TONYMOLY Cat's Purrfect Night Cream - teraz coś dla miłośniczek kotów. Nawilżający krem/maska na noc w uroczym opakowaniu w kształcie kota. Pojemność produktu jest dość duża, bo to aż 50 ml, więc na pewno wystarczy na dłuższy czas. (CENA 75 ZŁ)

5. ANASTASIA BEVERLY HILLS DIPBROW Pomade - produkt kultowy, z pewnością docenią go miłośniczki makijażu i podkreślania brwi. Sam produkt jest niewielki jednak jestem przekonana, że sprawi wiele radości i na pewno będzie trafiony (no chyba, że dobierzecie zły odcień ;)). (CENA 99 ZŁ)

6. GLAMGLOW Glamglow X Becca We Know Glow - kolejny zestaw zamknięty w różowym pudełku, w skład, którego wchodzi maseczka Glamglow oraz rozświetlacz Becca. Moim zdaniem to propozycja dla osób, które skupiają się na pielęgnacji i lubią stosowanie maseczek, a w makijażu lubią efekt świetlistej skóry. (CENA 109 ZŁ)

7. FENTY BEAUTY BY RIHANNA Stunna Lip Paint Longwear Fluid Lip Color - ostatnio są to jedne z najbardziej pożądanych pomadek w beauty świecie. Nie mają wielu odcieni, ale te, które są wpisują się w obecne trendy. Na uwagę zasługuje również jej piękne i nietypowe opakowanie. (CENA 99 ZŁ)

8. ORIGINS Drink Up Intensive Overnight Mask to Quench Skin's Thirst - rewelacyjna maska dla suchej skóry. Jedna z moich ulubionych i według mnie najlepsza ze wszystkich jakie do tej pory miałam przyjemność używać. (CENA OD 69 ZŁ)

9. NARS Little Fetishes Orgasm - mini róż i pomadka w najpopularniejszym odcieniu Orgasm. Wszystko to zamknięte w eleganckim pudełku. (CENA 99 ZŁ)

10. SEPHORA COLLECTION Once upon a mask - zestaw 8 masek: do twarzy, włosów, stóp i dłoni. Dobra opcja dla pielęgnacyjnych freaków lub gadżeciarzy. Maseczka to zawsze dobry wybór! (CENA 99 ZŁ)

11. TOO FACED Peach Lip Scrub - bardzo przydatna rzecz szczególnie kiedy osoba, której chcecie dać prezent lubi matowe pomadki. Taki peeling bardzo dobrze zadba o jej usta przed aplikacją szminki. (CENA 79 ZŁ)

12. ANASTASIA BEVERLY HILLS Mini Metallic Liquid Lipstick Set - każda pomadkomaniaczka ucieszy się z takiego zestawu. Mini pomadki o metalicznym wykończeniu są obecnie na topie. (CENA 109 ZŁ)

***PRODUKTY DO 200 ZŁOTYCH***

1. PIXI Rose Oil Blend - taki luksusowy olejek do twarzy będzie bardzo dobrym prezentem dla mamy lub teściowej. Jest bogaty w wiele składników odżywczych, przeciwutleniających  i witamin, więc pomaga przywrócić odpowiedni poziom nawilżenia skóry. (CENA 145 ZŁ)

2. ZOEVA Classic Eye Set - zestaw dobrych pędzli to świetny osób dla każdej kobiety lubiącej makijaż. Tutaj poza pędzelkami jest jeszcze ładna kosmetyczka. (CENA 199 ZŁ)

3. TOO FACED Just Peachy Matte Eye Palette - piękna paleta cieni do powiek, o cudownym zapachu i bardzo dobrej jakości. Świetna pigmentacja na pewno ułatwi pracę, a samo opakowanie palety będzie ozdobą każdej toaletki. (CENA 199 ZŁ)

4. PIXI Box of Beautiful Skin - trio bestsellerowych produktów marki. Jeśli chcecie sprawić komuś większy pielęgnacyjny zestaw to bardzo gorąco polecam! (CENA 189 ZŁ)

5. FOREO LUNA play - najmniejsza szczoteczka do oczyszczania twarzy. Odpowiednia do każdego rodzaju cery. Poręczna i mała przez co wygodna w podróży. Na pewno przeniesie oczyszczanie twarzy na wyższy poziom. (CENA 169 ZŁ)

6. BENEFIT COSMETICS Świąteczne hity pielęgnacyjne! Browvo!, it's Potent, Total Moisture i serum - zestaw cudowności do pielęgnacji twarzy i brwi. Cztery bestsellerowe produkty marki, które wywołają uśmiech na niejednej twarzy. (CENA 199 ZŁ)

7. TOO FACED Sweet Peach Glow Kit - piękna paletka rozświetlająca o boskim zapachu. Brązer, róż i rozświetlacz czyli kompletny zestaw do modelowania twarzy. Mi samej ta paletka bardzo się podoba i cieszyłabym się gdyby wylądowała w moim pudełku z prezentem ;) (CENA 179 ZŁ)

8. NABLA Dreamy Eyeshadow Palette - jedna z moich ukochanych palet w całej kolekcji. Niezwykła jakość, bardzo przyjemna w pracy formuła cieni. Dodatkowo piękne kolory. Z tej palety ucieszy się każda miłośniczka makijażu. (CENA 159 ZŁ)

9. ANASTASIA BEVERLY HILLS Blush Trios - piękna kasetka z trzema odcieniami różu dostępna w różnych tonacjach. Wasze mamy będą takim upominkiem zachwycone, tym bardziej, że produkty ABH są wysokiej jakości. (CENA 159 ZŁ)

10. GLAMGLOW Glowsetter Mist - fantastyczna mgiełka do twarzy, która będzie wykańczać makijaż. Świetne opakowanie i ładny zapach to dodatkowe plusy tego produktu. Makijażoholiczki będą zachwycone :) (CENA 129 ZŁ)

11. GUERLAIN KissKiss - dla kobiet lubiących produkty luksusowe taka szminka będzie idealnym prezentem. Przepiękne opakowanie to dodatkowy atut. Poza tym sama pomadka ma piękny odcień i cechuje się nienaganną trwałością. (CENA 175 ZŁ)

12. ANASTASIA BEVERLY HILL Brush 23 - pędzel stworzony do aplikacji rozświetlacza! Ma fantastyczny kształt, dzięki któremu rozprószymy rozświetlacz na skórze uzyskując jednocześnie intensywny efekt. (CENA 129 ZŁ)

13. ANASTASIA BEVERLY HILLS Sugar Glow Kit - to prawdziwa gratka dla fanek makijażu. Jedna z kultowych palet rozświetlaczy. Uwierzcie każda kobieta chce ją mieć! (CENA 199 ZŁ)

14. TOO FACED In The Nude Lipstick Duo - pomadki w odcieniu klasycznego nude w dwóch wykończeniach. Usta w odcieniu nude to nieodłączny element makijażu wielu kobiet. (CENA 129 ZŁ)

I to już wszystko co przygotowałam w tym wpisie dla Was. Trochę tego było, ale zawsze dobrze mieć wybór. Dajcie mi koniecznie znać czy coś konkretnego wpadło Wam w oko i czy chcecie bardziej drogeryjne wydanie takiego wpisu ;) Ja bardzo chętnie coś takiego przygotuję! ;)
Podkład AA Make Up Filler | Podkład idealny dla cery suchej i dojrzałej

Podkład AA Make Up Filler | Podkład idealny dla cery suchej i dojrzałej

Ponieważ listopad jest na moim blogu miesiącem recenzji to dzisiaj mam przyjemność zaprosić Was na kolejną. Tym razem pod lupę biorę podkład AA Filler. Z tego co widziałam po wynikach ankiety na moim Instagramie bardzo Was ten produkt zaciekawił i licznie na niego głosowałyście. Więc jeśli jesteście zainteresowane jego właściwościami, wykończeniem i trwałością to zapraszam do dalszej części tego wpisu.
Zaczynając od takich najbardziej podstawowych informacji to jest to podkład w szklanej butelce, mój jest w odcieniu 103 Light Beige i kupicie go w Rossmannie na półkach z maseczkami do twarzy. Jego koszt to coś pomiędzy 20 a 25 zł. Pojemność standardowa 30 ml.


Według producenta jest to podkład wypełniający zmarszczki, do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. Z tym, że nie uczula absolutnie się zgadzam, natomiast zmarszczki to możemy sobie wypełnić korzystając z zabiegów medycy estetycznej. Cudów nie ma! ;)

Sama formuła podkładu jest dość kremowa, po aplikacji na dłoń podkład nie rozpływa się po niej. Podkład nie pachnie, nie ma też w sobie rozświetlających drobinek. 

Po twarzy rozprowadza się bardzo dobrze i nie ma z tym najmniejszego problemu. Idealnie wtapia się w skórę i w moim odczuciu nie warto go jednak budować, ponieważ traci on wtedy na wyglądzie. Cienka warstwa tego podkładu świetnie wyrównuje koloryt skóry, ma naprawdę średnie + krycie i tak naprawdę im mniej go na skórze tym ładniej wygląda. Jego wykończenie jest bardzo naturalne i świeże. Właśnie dlatego jest to podkład dla cer suchych i dojrzałych, ponieważ nie podkreślał on suchych skórek ani zmarszczek. Bardzo komfortowo się go nosi w ciągu dnia. Można nawet zapomnieć o tym, że ma się na skórze podkład.


Są sytuacje kiedy sięgam po niego przy pracy z klientkami kiedy zależy mi na nawilżeniu, niezłym kryciu i bardzo naturalnym efekcie. Poleciłam go wielu swoim klientkom i wiem, że podkład dobrze im służy. Panie chwalą go właśnie za tą świeżość jaką daje na skórze i lekkość noszenia.


Z doświadczenia wiem, że ten podkład nie ma tendencji do nadmiernego wyświecania, ale na pewno nie sprawdzi się w przypadku cer tłustych.

Jeżeli chodzi o trwałość to jest ona naprawdę w porządku. Nawet kiedy pod koniec dnia podkład delikatnie się zetrze to nie jest to zauważalne i makijaż wciąż wygląda dobrze. Dzieje się tak ponieważ ten podkład nie zastyga na skórze tworząc nieskazitelną warstewkę, a jest praktycznie ciągle plastyczny. Wystarczy niewielka poprawka, miejscowe doklepanie i całość wygląda jak nowa.

Tym z Was, które szukają naturalnego wyglądu cery, mają cerę suchą lub zmarszczki bardzo polecam ten podkład. Na pewno sprawdzi się też jako prezent dla mamy ;) 
Coś dla sroczek - fanek błysku | Cień H&M LET IT SHINE | Magia drobinek!

Coś dla sroczek - fanek błysku | Cień H&M LET IT SHINE | Magia drobinek!

O ile pamięć mnie nie myli to wśród czytelniczek mojego bloga jest sporo miłośniczek migoczących i błyszczących makijażowych cacek ;) Jeśli jesteś na tropie kolejnej perełki w tej kategorii to dzisiejszy wpis na pewno Cię zainteresuje. Tym bardziej, że pokażę cień, który jest łatwo dostępny i nie naruszy mocno Twojego budżetu.

Moda na takie błyszczące cienie-toppery zaczęła się już jakiś czas temu, ale mam wrażenie, że to właśnie w okresie jesienno-zimowym nabiera prawdziwej mocy. Ten rodzaj cienia to najczęściej żaden konkretny kolor ani wysoka pigmentacja. To po prostu miliony drobineczek, które mienią się na różne kolory i stanowią akcent i wykończenie makijażu oka. Uwierzcie mi, że taki błyszczący top nałożony na matowe ciemne smoky robi robotę i podkręca taki makijaż.

Mi w ofercie H&M wpadł właśnie taki migoczący cień o nazwie LET IT SHINE. I na pierwszy rzut oka wyglądał jak biały perłowy cień, nic ciekawego. Jednak pod różnym kątem zmieniał on swoją tonację na lekko złotą lub limonkową. Zmacałam w sklepie i moim oczom ukazała się magia drobinek :) ;) 


Drobinki mienią się właśnie złotem i limonką. Są maciupkie, przez to też niezwykle eleganckie. Cień nie jest suchy, gładko sunie po nim palec. Ja jednak przed aplikacją tego rodzaju błyszczących cieni  zawsze sięgam po klej do brokatu z Nyxa i mam wtedy pewność, że nic mi się z powiek nie osypie w ciągu dnia.


Samo opakowanie też zasługuje na pochwałę, bo jest bardzo eleganckie, malutkie i moim zdaniem praktyczne. Przez okienko widać jaki kolor jest w środku, więc jeśli macie takich cieni więcej to nie ma potrzeby otwierać wszystkich żeby znaleźć konkretny odcień. Cena takiego cienia to  24,90 zł i kupicie go w sklepach stacjonarnych lub online ;)


Wydaje mi się, że dobrze udało mi się na zdjęciach uchwycić jak ten cień się prezentuje i jaką ma w sobie moc. Jest absolutnie piękny i uważam, że wart Waszej uwagi.



AA Wings of Color Dust Matte Loose Powder | Najlepszy puder sypki z drogerii? Efekt Photoshopa?

AA Wings of Color Dust Matte Loose Powder | Najlepszy puder sypki z drogerii? Efekt Photoshopa?

Jeszcze w październiku robiłam na swoim Instagramie ankiety, w których pytałam Was o czym chcecie u mnie poczytać. Puder, o którym będzie dzisiaj zyskał bardzo dużo głosów, więc nie sposób było pominąć jego recenzji. Także dzisiaj, poniekąd na Waszą prośbę, zapraszam na recenzję pudru AA Wings of Color Dust Matt.

Swoje opakowanie pudru udało mi się kupić podczas ostatniej promocji w Rossmannie. Chciałam spróbować czegoś nowego i wybór padł właśnie na ten kosmetyk.


Opakowanie pudru absolutnie zasługuje na to aby poświęcić mu chociaż chwilę. Otóż jest to zakręcany słoiczek z siteczkiem w formie jakby rajstopy ;) Sitko nie jest duże, znajduje się na samym środku dodatkowo są jakby zaokrąglone ścianki dzięki czemu puder wykorzystamy w stu procentach, nie będzie on właził w żadne kanty (nie wiem czy ja to dobrze tłumaczę, ale widzicie to na zdjęciach). Największy hit tego opakowania to taka wypukłość w pokrywce, która dotyka powierzchni sitka po zakręceniu i nie pozwala na rozsypywanie się pudru wszędzie dookoła, wszystko jest czyściutkie.


Uff. Kwestia opakowania za nami. A teraz pora na wnętrze ;) 

Sam puder jest niezwykle drobno zmielony i aksamitny. Spośród tych, które testowałam z drogerii ten jest naprawdę wyjątkowy i wyróżnia się na tle innych. Jego kolor jest jaśniutko beżowy, ale po roztarciu na skórze totalnie niewidoczny. W żaden sposób nie wpływa też na kolor podkładu czy korektora.


Zwykle aplikuję go gąbeczką, potem omiatam twarz miękkim pędzlem. Na skórze wygląda pięknie, tak miękko i bardzo naturalnie. Nie widać nawet z bliska, że macie na sobie puder. W świetle sztucznym rozmywa rysy twarzy, efekt photoshopa gwarantowany! 

Osobiście tego pudru używam głównie pod oczy, bo tam jego właściwości robią super robotę. Po pierwsze bardzo wygładza skórę, nie zostawia żadnego koloru i super utrwala nałożony korektor. Z ręką na sercu powiem Wam, że korektor z tym pudrem wygląda pod oczami idealnie przez cały dzień. Niezależnie co robię i jak intensywny mam dzień, ten duet po prostu zostaje nienaruszony.

Jeśli stosuję go na całą twarz to nie mam problemów z dalszym makijażem - nakładaniem brązera, różu i rozświetlacza. Wszystko ładnie się aplikuje bez nieestetycznych plam i smug na policzkach.


Bardzo zachęcam Was do jego przetestowania, bo jest naprawdę dobrze dostępny, a efekt na pewno Was zachwyci. To jest z produktów must have do wypróbowania z drogerii. Będziecie miło zaskoczone tym produktem ;)
Lovely Banana Chocolate | Mój ulubiony puder prasowany

Lovely Banana Chocolate | Mój ulubiony puder prasowany

Wszyscy, którzy śledzą mojego bloga od dłuższego czasu i wnikliwie czytają, na pewno wiedzą, że jestem absolutną fanką pudrów sypkich i w pracy z klientkami używam tylko i wyłącznie ich. Miałam parę przygód z pudrami w kamieniu, ale zawsze jednak wracam do sypańców. Może i są lotne, mają złe opakowania, ale efekt jaki dają na skórze jest tego wart. 

I tak w sumie sprawa się miały do mniej więcej czerwca/lipca kiedy to zaczęłam testować bananową czekoladkę marki Lovely, czyli puder Banana Chocolate. Nie bądźcie zaskoczone, że na zdjęciach widzicie praktycznie nowy produkt - to moje kolejne opakowanie, kilka dni temu wykończyłam poprzednie.


Nie ukrywam, że do zakupu pierwszego opakowania skusił mnie właśnie uroczy kartonik. Leciutki, ciekawa szata graficzna, urocze okienko to wszystko sprawiło, że serduszko zabiło mi mocniej. Spodobał mi się również jego kolor no i cała ta idea, że to puder bananowy, które w innych markach już są i niektóre naprawdę świetnie się sprawdzają (np. Ben Nye Banana, ale to trochę inna półka cenowa :D)


Największym zaskoczeniem był dla mnie fakt jak miękki i aksamitny w dotyku jest ten puder. Nie boję się go używać nawet pod oczami - nie przesusza tej delikatnej okolicy i wygląda tam naprawdę super. Ogólnie bardzo dobrze nabiera się na pędzel, nie trzeba nie wiadomo ile kręcić pędzlem w opakowaniu żeby cokolwiek na nim zostało.

Jest to puder, który utrwala podkład i korektor, matowi skórę, ale ona wciąż pozostaje bardzo naturalna i delikatnie świetlista. Tą delikatną satynkę jaką puder zostawia widać po roztarciu go na dłoni. Kolor pudru nie jest widoczny na skórze, ale myślę, że jeśli byłby on biały to mógłby bielić skórę. Ten bananowy jest na skórze zupełnie niewidoczny!


Bardzo mi się podoba, bardzo! Dodatkowy plus za to, że późniejsza aplikacja brązera i rozświetlacza czy też różu jest bezproblemowa. Produkty zostają na skórze i nakładają się bez większego wysiłku. 

Jeżeli szukacie produktu kompaktowego, który zapewni Wam bardzo naturalny wygląd to ogromnie polecam właśnie ten puder. Muszę jednak zaznaczyć, że nie jest to produkt stworzony dla cer przetłuszczających się, ponieważ nie zmatowi Was na tak długo jakbyście tego oczekiwały. Rezerwowałabym go raczej dla cer suchych i normalnych - u tych sprawdzi się genialnie ;)
Ulubieńcy października | Bourjois, AA Wings of Color, Kobo, Hean, Urban Decay, Wibo, Huda Beauty

Ulubieńcy października | Bourjois, AA Wings of Color, Kobo, Hean, Urban Decay, Wibo, Huda Beauty

Hej, dzisiaj zapraszam Was na kolejną część ulubieńców miesiąca. Październik za nami i powiem Wam, że był to dla mnie miesiąc odkryć kosmetycznych. Wiele produktów przewinęło mi się przez ręce, sporo z nich trafiło do ulubieńców ;) Jeśli ciekawi Was co takiego w tym miesiącu mi się spodobało i sprawdziło to zapraszam do dalszej części. Październikowi ulubieńcy to będzie mix produktów z różnych półek cenowych :)

Z wielką przyjemnością zaczynam od produktu, do którego wróciłam po latach. Mówię tutaj o kremie CC od Bourjoisa w odcieniu Ivory. Kupiłam go podczas promocji w Rossmannie i cieszę się, że sięgnęłam po niego ponownie. Kiedyś już go miałam i bardzo dobrze mi służył. To bardzo lekki, całkiem dobrze kryjący krem/podkład, który daje na skórze bardzo naturalne wykończenie. Naprawdę świetnie wygląda na twarzy i jest bardzo trwały. Postanowiłam, że jesienią przerzucę się na lżejsze formuły podkładów i ten  krem CC w pełni mi odpowiada. Bardzo serdecznie Wam go polecam! ;)

Bardzo miłym odkryciem października jest nowy korektor marki Kobo Creamy Camouflage Correcting & Contouring. Pamiętam, że kiedyś już miałam korektor tej firmy, taki lżejszy, bardziej rozświetlający. Teraz Kobo wyszło z wersją mocniej kryjącą. I moim zdaniem jest to naprawdę świetny korektor. Krycie ma faktycznie bardzo dobre, jest kremowy i nie ciemnieje po aplikacji. Jak najbardziej nadaje się pod oczy, bo nie przesusza tej delikatnej skóry. Odcień Fair, który mam ma ładne żółte tony i świetnie niweluje wszelkie zasinienia i zaczerwienienia. Myślę, że warto go przetestować i sprawdzić jak on działa.


Puder! Tak, puder to jest dopiero hicior! Sypki puder AA Wings of Color Dust Matt w odcieniu transparentnym mogę spokojnie ogłosić najlepszym sypkim pudrem z drogerii! Naprawdę! Jest to ultra zmielony, aksamitny, drobniutki puder, który nieziemsko wygładza skórę i utrwala makijaż na długie, długie godziny. Na pewno poświęcę mu w listopadzie osobny wpis, bo jest tego absolutnie wart. 

Ulubieńcem minionego miesiąca jak i poprzednich jest oczywiście brązer Wibo Beach Cruiser w odcieniu 02 Cafe Creme. Już tyle razy Wam o nim pisałam, ale naprawdę ogromnie go lubię i jest to mój absolutny faworyt w tej kategorii. Ma piękny odcień, który sprawdza się praktycznie na każdej karnacji, dobrze mi się z nim pracuje, nie ma problemu z roztarciem. Widzicie zresztą po zużyciu jak mocno jest kochany. Podczas promocji w Rossmannie kupiłam jeden egzemplarz na zapas - tak na wszelki wypadek jakby mieli go wycofać czy coś ;)


Rozświetlaczem, którego używałam najczęściej jest foliowy cień marki Hean w kolorze Evening Flash. Ja stwierdziłam, że będę go używała jako rozświetlacza. Jest to przepiękny odcień jasnego złota, który daje tak niesamowitą taflę na skórze, że śmiało można powiedzieć, że jest to rozświetlacz widoczny z kosmosu. Nie ma nawet minimalnej ilości drobinek, a skóra nim pokryta wygląda na mokrą. Opakowanko jest malutkie (w końcu docelowo jest to cień do powiek), cena również jest bardzo przystępna. Hean dostaniecie w Hebe albo w sklepach internetowych.


Teraz przejdźmy do podkreślania brwi, bo tutaj mam dwa nowe dla mnie i naprawdę świetne produkty. Pierwszym z nich jest kredka Wibo Feather Brow Creator w odcieniu Soft Brown. Ta kredka wyparła mojego dotychczasowego ulubieńca, czyli kredkę Catrice. Ta z Wibo jest niesamowicie cieniutka i bardzo precyzyjna. Jej formuła nie jest ani za sucha, ani zbyt woskowa - idealnie wyważona. Na drugim końcu kredki jest spiralka do wyczesywania brwi, co bardzo ułatwia pracę ;) Świetnie mi się tej kredki używa i co ważne nie muszę jej ostrzyć, bo kredka jest wykręcana. Naprawdę bardzo cieszę się, że ją kupiłam i tak super mi się sprawdza. 

Drugi produkt do brwi to żel Miss Sporty Happy Brow. I w sumie to podchodziłam do niego sceptycznie, bo za marką nie przepadam i kilka produktów kiedyś mnie już zawiodłam, ale skusiłam się na ten produkt, bo w sklepie do złudzenia przypominał mi mojego ulubieńca z Rimmela, który niestety został wycofany. Okazało się, że są to praktycznie te same produkty! Żel ma małą wygodną szczoteczkę i dobrze utrwala brwi, dając taki "mokry" efekt. Bardzo ładnie podkreśla włoski. To moje kolejne odkrycie z Rossmanna ;)


Mój makijaż oczu w październiku ograniczał się tak naprawdę do brązera i błysku. I właśnie za błysk odpowiedzialny był cień Catrice Liquid Metal w odcieniu Daily Dose of Rose. Wystarczy odrobinka tego cienia, pac-pac paluszkiem po powiece i makijaż jest gotowy ;) Cień jest bardzo trwały i nie kruszy się, ale jeśli nałożycie go za dużo wtedy zniknie z powieki w ciągu dnia powolutku wykruszając się. Tak czy inaczej bardzo zachęcam Was do stosowania takich cieni, bo to łatwy sposób na efektowny look ;) 

A jeśli chciałam żeby błyszczało się bardziej to wtedy z pomocą przychodziły mi brokatowe linery Urban Decay Heavy Metal. Mam dwa kolory: złoty Midnight Cowboy i różowy Catcall. Kocham oba i w sumie używam ich zamiennie, dobierając ten, który lepiej pasuje. To zatopione w płynnej bazie miliony drobinek brokatu, które ślicznie się mienią - zarówno w słońcu jak i sztucznym świetle ;) Nie są to tanie zabawki, ale dla tego efektu myślę, że warto je kupić.


Ostatni ulubieńcy to matowe pomadki do ust Huda Beauty. W październiku kupiłam dwa pierwsze kolory i naprawdę przepadłam. Wybrałam Bombshell i Gossip Gurl. Dwa zupełnie różne, ale dokładnie takie jakie lubię najbardziej. To co podoba mi się w tych pomadkach to ich płynna, leciutka formuła i nieziemska pigmentacja. To taka farbowana woda. Jedno przeciągnięcie aplikatorem po ustach gwarantuje 100% krycie. Pomadki są bardzo komfortowe z naciskiem na BARDZO. Naprawdę. Kompletnie niewyczuwalne podczas noszenia, do tego stopnia, że w ciągu dnia można zapomnieć o tym, że rano malowałyśmy usta. Absolutnie dołączam do fanek tych matowych pomadek i z chęcią kupię również inne kolory.




I to już wszyscy moi ulubieńcy. Mam nadzieję, że spośród produktów, które Wam pokazałam wypatrzyłyście coś dla siebie i z chęcią przetestujecie. A ja czekam na Wasze kosmetyczne polecenia i przy okazji ogłaszam, że listopad będzie miesiącem recenzji na moim blogu! Tekstów tego typu pojawi się sporo i postaram się żeby było ich jak najwięcej ;)


Copyright © 2014 majmejkap , Blogger