Makijaż z graficzną koralową kreską | Inglot, Glamshop, Sephora, Maybelline

Makijaż z graficzną koralową kreską | Inglot, Glamshop, Sephora, Maybelline

Kilka dni temu na moim Instagramie mogłyście już widzieć ten makijaż, a ja obiecałam, że przedstawię Wam jego szczegóły. Dzisiaj ponownie fokus na oko! Naprawdę sporo się tutaj dzieje. Niby zwykła koralowa kreska, ale obrysowanie jej czarnym linerem potęguje graficzny efekt. I oczywiście Turbo Pigmenty z Glamshopu - nie mogło ich tutaj zabrakąć ;)

Tonacja makijażu jest dość nieoczywista - połączenie pomarańczu z fioletem mi bardzo się podoba i  jak najbardziej widzę się w tym makijażu na jakiejś wiosennej imprezie! :D

Oczywiście kosmetyki, których użyłam standardowo macie wypisane pod zdjęciami.




Użyte produkty:
- kredka do brwi Wibo Feather Brow Creator odcień Soft Brown
- żel do brwi Golden Rose Longstay Brow Styling Gel
- baza pod cienie Urban Decay Eyeshadow Primer Potion odcień Eden
- cienie Inglot z kolekcji podstawowej i What a Spice
- cienie Glamshadows Marsala i Paprykarz
- turbo pigment Utopia
- klej do brokatu Nyx Glitter Primer
- matowa pomadka Sephora Cream Lip Stain w kolorze Coral Corruption
- żelowy eyeliner Maybelline
- mascara L'oreal Volume Million Lashes So Couture
- klej do rzęs Ardell Lash Grip
- rzęsy Ardell Demi Wispies



Prezentacja cieni Glamshadows | Klasyczne i Turbo Pigmenty | 24 kolory | Swatche + dużo zdjęć

Prezentacja cieni Glamshadows | Klasyczne i Turbo Pigmenty | 24 kolory | Swatche + dużo zdjęć

Dzisiaj obiecany przeze mnie wpis z prezentacją palety wypełnionej cieniami z Glamshopu. Jak widzicie po tytule oprócz Turbo Pigmentów pokażę Wam również klasyczne cienie matowe oraz perłowe. Moja kolekcja cieni Glamshadows jeszcze na początku tego roku była naprawdę uboga. Miałam zaledwie 6 cieni z tej podstawowej kolekcji. Aktualnie wszystkie moje cienie mieszkają w osobnej, po brzegi zapełnionej, magnetycznej palecie Blend It, którą kupiłam specjalnie z myślą o cieniach z Glamshopu.


Najpierw opowiem Wam o cieniach matowych. Mam ich osiem, ale według mnie różnią się one między sobą formułą. Odcień Mulat jest bardziej suchy od pozostałych. Te najnowsze, które mam czyli Frykas, Krem bananowy i Orchid są nieziemsko masełkowate. Pozostałe są między Mulatem, a tą trójką. Wszystkie mają bardzo dobrą pigmentację i bardzo doceniam, że ich intensywność możemy swobodnie stopniować. Od delikatnej mgiełki koloru możemy zbudować je do odcienia jaki widać w wyprasce. Nie zauważyłam żeby w trakcie aplikacji te cienie sypały się jakoś mocno. Przy niektórych zupełnie nie ma osypu, te ciemniejsze robią to bardzo delikatnie. Cienie nie tworzą plam i naprawdę są przyjemne w pracy. Rozcierają się bardzo dobrze i każdy kolor idealnie łączy się z innymi. 


Do trwałości też nie mam zastrzeżeń. Na bazie wytrzymują cały dzień w stanie nienaruszonym, nie bledną i nie rolują się. 

Cienie perłowe mam jedynie trzy, ale są to odcienie, które lubię i często używam: Wiśniówka, Wata cukrowa oraz Świecąca morela. Bardzo aksamitna formuła, dająca piękny efekt na powiece. Ogromnie podoba mi się ich wykończenie. Cień Wata cukrowa jest wyjątkowym duochromem opalizującym na róż i brzoskwinkę. Wcześniej nie miałam czegoś takiego w swojej kolekcji. 



I teraz gwóźdź programu, czyli Turbo Pigmenty! Aktualnie moja kolekcja to 13 tych ultra błyszczących cieni. Naorawdę jestem pod wrażeniem ich formuły i wykończeń. Już na pierwszy rzut oka, że różnią się one stopniem zmielenia i niektóre są grubsze od pozostałych.

Te cienie na oku to magia! Bardzo wygodna forma prasowanego cienia, który daje efekt sypkiego pigmentu. Błyszczą nieziemsko i są naprawdę wielowymiarowe.


Ja z powodzeniem sięgam po nie na co dzień, oczywiście wybieram te neutralne odcienie: Top Nude, Złotówka, Asteroid, Steryd, Utopia.

W kolekcji mam też sporo odcieni kolorowych, które świetnie sprawdzają się jako akcent w makijażu. Oczywiście zawsze aplikuję je na klej do brokatu z Nyxa, aby były trwałe, nie osypywały się w ciągu dnia i błyszczały mocniej. Bezapelacyjnie polecam wszystkim fankom błysku na powiece!

Same przyznacie, że swatche prezentują się oszałamiająco i naprawdę robią wrażenie ;)








Czy macie swoje Turbo Pigmenty? Kochacie je tak samo mocno jak ja? 

HIT: AA Wings of color Night Repair Lip Mask | Maseczka do ust dostępna w drogerii

HIT: AA Wings of color Night Repair Lip Mask | Maseczka do ust dostępna w drogerii

Pielęgnacja ust stała się ostatnio bardzo modna i przez to też popularna. Wśród kosmetyków możemy znaleźć produkty dedykowane właśnie ustom. Balsamy, maseczki, peelingi, bazy - wybór jest naprawdę ogromny. Rozstrzał cenowy również jest spory, ale wydaje mi się, że każdy powinien znaleźć produkt dla siebie.

Oczywiście, pewnie każda z Was ma w domu jakiś balsam ochronny do ust albo wazelinę, której używa w celu nawilżenia ust. Czasami jednak okazuje się, że taki zwykły balsam nie wystarcza i potrzeba cięższej artylerii aby odżywić nasze usta. Dzisiaj chciałbym napisać Wam o moim ostatnim odkryciu. Bardzo niepozorny produkt o wielkiej mocy, który uratuje usta niejednej z Was.


Mogłyście już widzieć ten produkt w haulu z Rossmanna, który pojawił się ostatnio na blogu. Mówię w tym miejscu o maseczce do ust marki AA Wings of Color. Urocza niebieska tubka - bardzo przypominająca po prostu jakiś błyszczyk. I w tym miejscu ogromny plus, bo żeby nałożyć maseczkę na usta nie trzeba grzebać paluchami w jakimś słoiczku.

Night Repair Lip Mask to produkt regenerujący z kompleksem olejków, witaminą A i E oraz alantoiną. Producent zaleca stosować ją cienką warstewką na noc tak aby maseczka działała kiedy śpimy.

Konsystencja tego produktu przypomina mi klasyczny balsam do ciała. Jest nie za gęsta, ale też nie spływa z ust. Po jej nałożeniu czujemy lekkie ciepło i delikatne mrowienie, co jest naprawdę bardzo przyjemne. 


Używam tej maseczki co wieczór i widzę ogromną zmianę w kondycji moich ust. Nakładam jej całkiem sporo, tak żeby usta były białe. Produkt dość szybko się wchłania, a taka grubsza warstewka będzie działała dłużej. 

Słuchajcie, rano usta jak marzenie! Gładziutkie, miękkie, nawilżone i takie soczyste. Nie ma mowy o żadnych suchych skórkach. Nawet najbardziej wysuszająca matowa pomadka nie jest im wtedy straszna. 

Tak naprawdę możecie tą maseczkę aplikować zamiast balsamu w ciągu dnia, nie tylko na noc. Produkt naprawdę super mocno nawilża! Jeżeli zdecydujecie się po niego sięgnąć to gwarantuję, że będziecie zadowolone!


Ta regenerująca maseczka to jedno z moich większych odkryć w ostatnim czasie! Super, że w drogerii możemy kupić tak dobry produkt pielęgnujący nasze usta, a przy okazji nie zrujnować swojego portfela! Polecam, polecam i jeszcze raz polecam ;) :)
Promocyjne zakupy w Rossmannie |  Co kupiłam na promocji w Rossmannie -55%?

Promocyjne zakupy w Rossmannie | Co kupiłam na promocji w Rossmannie -55%?

Razem z kwietniem w Rossmannie zakończyła się sezonowa promocja na kosmetyki do makijażu. Każdy produkt mogłyśmy kupić 55% taniej i była to świetna okazja do wypróbowania nowości lub po prostu uzupełnienia stanu kosmetyczki. Tym razem i ja udałam się na zakupy, a w dzisiejszym wpisie pokażę Wam co trafiło do mojego koszyka.

Nie miałam zbyt mocno sprecyzowanej listy zakupów. Chciałam kupić kilka nowości do przetestowania, ale sięgałam też po sprawdzone produkty, które bardzo lubię i zawsze muszę mieć je w swojej szufladzie. Jeżeli ciekawi Was co tym razem kupiłam podczas rossmannowej promocji to zapraszam do lektury ;)


Najpierw dwa produkty, które w Rossmannie znajdują się przy maseczkach do twarzy. To półka z produktami Janda, AA, Bielenda i Lirene. Znajdziecie tam taniutkie podkłady, sporo baz pod makijaż i mgiełek do twarzy. Właśnie na tej półce sięgnęłam po dwa produkty firmy AA - bazę i podkład. Baza to Hydro Base Fresh, przez producenta określona jako dodająca energii. Skusił mnie  jej opis i nietypowa forma. W żelowej bazie są zatopione różowe płatki, świetnie to wygląda. Sama baza jest leciutka i nawilżająca, a skóra po jej aplikacji lekko się lepi. Aktualnie jest u mnie w fazie intensywnych testów.

Podkład to AA Oxygen Foundation bardzo wysoko oceniany na Wizazu w KWC. U mnie akurat odcień 103 Light Beige. Faktycznie jest to przyjemny produkt o raczej średnim kryciu. Dobra opcja na co dzień. Ten produkt również testuję i na pewno napiszę o nim niedługo coś więcej.

Z AA, ale linii Wings of Color mam jeszcze regenerującą maskę do ust. Bardzo ciekawy produkt, w sumie bardziej pielęgnacyjny, ale również łapał się na zniżkę. Mam wrażenie, że maseczki do ust stały się ostatnio bardzo modne i wiele firm je wypuszcza. Jeśli ten produkt się sprawdzi to być może okaże się wybawieniem dla osób z przesuszającymi się ustami. Na pewno dam Wam znać!!


W szafie Bell sięgnęłam po błyszczyk do ust z serii Super Nude Gloss w odcieniu 03 Dusty Pink. Spodobał mi się na tyle, że zdążył wylądować już w kwietniowych ulubieńcach. Ma gęstą, lepką formułę i śliczny odcień. Mam chęć żeby kupić inne odcienie ;)


Udało mi się też dorwać ostatnią kredkę do brwi Wibo Feather Brow Creator w odcieniu Soft Brown. Nawet nie wiecie jak długo nie mogłam jej nigdzie dostać. Wszędzie zawsze była wykupiona i myślałam, że podczas tej promocji tym bardziej jej nie znajdę. A tu niespodzianka! Chyba na mnie czekała, jedna jedyna, ostatnia ;)

I na sam koniec zostawiłam szafę Lovely, bo tam kupiłam najwięcej rzeczy. Po pierwsze skusiłam się na zestaw uroczych gąbeczek Mini Delicious Blender Banana. Jeszcze ich nie używałam, ale mignęło mi się już parę opinii, że są one świetne. Zobaczymy jak mi się sprawdzą. Oczywiście kupiłam je z myślą o aplikacji korektora pod oczami lub w okolicy nosa.


Skusiłam się również na produkt 2 w 1 czyli primer + serum o nazwie Gold Pinapple. Opakowanie jest maleńkie, bo to buteleczka z 9 ml produktu, ale byłam tego produktu bardzo ciekawa. Na razie nie powiem Wam nic więcej poza tym, że pachnie przyjemnie ananasem i tym, że ja będę stosować ten kosmetyk jedynie jako bazę pod makijaż. Zobaczymy co z tego wyniknie.


Z nowości mam jeszcze błyszczyk H2O o numerku 5, który bardzo przypomina mi błyszczyk Fenty Beauty w odcieniu Fenty Glow. Zresztą na blogu jest już post porównawczy z tymi dwoma produktami. Mi się ten błyszczyk podoba, noszę go  w torebce i używam go sobie w ciągu dnia. Za tą cenę nie oczekuję niczego niesamowitego :D

Dwa ostatnie produkty to moje absolutne hity jeśli chodzi o markę Lovely. Jest to oczywiście korektor Liquid Camouflage, który uwielbiam i uważam, że wśród drogeryjnych korektorów jest najlepszą opcją, a drugi kosmetyk to puder Cooking Time, który według mnie jest najlepszym spośród wszystkich sypkich pudrów Wibo i Lovely. Idelany puder do bakingu. Jest leciutki i ma lekko żółty odcień.


I tak właśnie prezentują się moje rossmannowe zakupy ;) Rzeczy nie jest za wiele, ale kupiłam praktycznie wszystko co chciałam i miałam z tyłu głowy :) Jestem ciekawa jak tam Wasze łowy. Dajcie mi znać co Wam udało się kupić :D
Ulubieńcy kwietnia | Glamshop,  Bell, Annabelle Minerals, Bielenda, Wibo

Ulubieńcy kwietnia | Glamshop, Bell, Annabelle Minerals, Bielenda, Wibo

Dacie wiarę, że kwiecień za nami? Ja w sumie jakoś średnio w to dowierzam, ale faktycznie dzisiaj 2 maja ;) Przed nami piękny (miejmy nadzieję) czas i coraz dłuższe dni, a dla mnie oznacza to, że będę miała więcej czasu na testowanie nowych kosmetyków (chociaż obecnie bardziej wypadałoby mi napisać, że będę miała więcej czasu na pisanie i szlifowanie mojej pracy licencjackiej...)

Dzisiaj ulubieńcy, czyli luźny post z moim kwietniowymi hitami. Tym razem mieszanka pielęgnacji i makijażu, same perełki, kilka produktów z promocji w Rossmannie. Także herbatka w dłoń i zapraszam na dalszą część tego wpisu :D

Po pierwsze bardzo chciałabym Wam polecić tonik Bielenda, a dokładnie chodzi mi o SUPER POWER MEZO TONIK, czyli tonik z kwasami, który kupiłam i z powodzeniem używam każdego dnia rano i wieczorem. To bardzo dobry produkt, który niweluje rozszerzone pory, odświeża skórę i pożera wszystkie suche skórki. Dla mnie to super opcja przed nałożeniem kremu. Ostatnio borykałam się z problemem przesuszonej skóry wokół ust i przy nosie. Ten tonik bardzo mi pomógł i udało mi się ten problem rozwiązać. Po suchych plamach nie ma śladu, a skóra jest miękka i błyszcząca. 

Drugi produkt pielęgnacyjny to peeling enzymatyczny od Perfecty, którego ja używam już naprawdę bardzo długo i sama nie wiem dlaczego wcześniej nic Wam o nim nie wspominałam. Ja posiadam wersję dla skóry naczynkowej, więc jest on delikatny, ale jak najbardziej spełnia swoją rolę. Ma on formę gęstego kremu, aplikujemy go na skórę, on sobie zasycha jak glinka, a następnie zmywamy go wodą okrężnymi ruchami dłoni. Pozostawia gładką, miękką skórę i świetnie przygotowuje ją na nałożenie makijażu.

Produktem, którym wspomagam swoje rzęsy jest odżywka 4 Long Lashes. Ten produkt nie jest dla mnie nowością, bo w przeszłości już jej używałam. Aktualnie moje rzęsy sobie rosną i są coraz dłuższe. Odżywka dobrze na nie wpływa, a ja po raz kolejny jestem zadowolona z efektu jaki mi daje.


Teraz przechodzę do makijażu i zacznę od korektora. Maybelline Instant Anti Age Eraser w odcieniu 00 Ivory to mój bezapelacyjny kwietniowy ulubieniec. Produkt o świetnej kremowej konsystencji i bardzo przyzwoitym kryciu. U mnie super sprawdza się w okolicy pod oczami, ale zdarzyło mi się go też nakładać na twarz zamiast podkładu i w tej roli też sprawdza się super. Ma lekką formułę, a mimo to dobrą trwałość i krycie. Bardzo polecam tym bardziej, że online możecie kupić go w naprawdę dobrej cenie.

Chcę po raz kolejny wspomnieć o pudrze sypkim Air Spun w wersji Translucent Extra Coverage. Dla mnie idealny odpowiednik pudru Laura Mercier. To moje prawdziwe odkrycie wśród pudrów sypkich. Bardzo się cieszę, że w końcu kupiłam go ponownie. Jeżeli zależy Wam na naturalnym wykończeniu makijażu i wyglądzie cery to naprawdę bardzo gorąco polecam się nim zainteresować.


Wśród produktów do twarzy mam do pokazania jeszcze brązer Wibo Beach Cruiser w odcieniu 02 Cafe Creme, o którym nieraz pisałam i nieraz Wam polecałam. Obecnie mam już jego drugie opakowanie i naprawdę uwielbiam ten produkt. Idealny odcień do przybrązowienia i wykonturowania buzi. 

W kwietniu też bardzo polubiłam się z różem mineralnym marki Annabelle Minerals w odcieniu Peach Glow. Otrzymałam go w jednej z paczek od Meet Beauty. Słuchajcie, ten róż to jest jakiś obłęd! To co on robi na twarzy to magia! Jest przepiękny, błyszczący, jego brzoskwiniowy odcień  niesamowicie ożywia buzię i odejmuje lat. Ostatnio lubię kiedy mój makijaż jest mocno świetlisty i oprócz rozświetlacza nakładam dodatkowo właśnie ten róż. Podbiera mi go również moja mama i jej też bardzo się podoba.


Teraz przejdę do podkreślania brwi, bo tutaj wielki powrót do pomady marki Nabla w odcieniu Venus. Praktycznie przez cały miesiąc sięgałam po ten produkt i znowu przypomniało mi się jak bardzo go lubię. Kremowa konsystencja, przyjemna aplikacja i trwałość to cechy, które przemawiają na korzyść tego produktu. Wśród dostępnych na rynku pomad to ta jest moją ulubioną. Jej kolor do mnie pasuje i brwi wyglądają po prostu idealnie. Pomada daje nam możliwość uzyskania ogromnej precyzji - możemy nim dorysować pojedyncze włoski i optycznie zagęścić brwi.


Makijażem oka zawładnął w tym miesiącu Glamshop. Przyznaję się bez bicia ;) Załamanie najczęściej zaznaczałam Mulatem lub Frykasem, a potem do akcji wkraczały Turbo Pigmenty. W zależności od humoru i stroju dobierałam sobie jego kolor. Te cienie to mistrzostwo i bardzo cieszy mnie fakt, że jest to polski produkt. Naprawdę mamy się czym pochwalić. W maju przygotuję dla Was szczegółowy wpis o Turbo Pigmentach ;)

Idealnym dopełnieniem błyszczących powiek była czarna kreska. W kwietniu bardzo często wzdłuż linii moich rzęs pojawiała się czarna kreska. Moim absolutnym ulubieńcem jeśli chodzi o rysowanie kresek jest żelowy liner Maybelline. Intensywnie czarny i kremowy jak masełko. Żelowy eyeliner to dla mnie najbardziej wygodna forma eyelinera. W duecie z cienkim pędzelkiem pozwala tworzyć perfekcyjne jaskółki na oku.


W gronie ulubieńców znalazły się również dwa produkty do ust - pomadka i błyszczyk. Pierwszy produkt to matowa płynna pomadka z Nabli w odcieniu Closer, czyli taki codzienny pewniak, w którym ja bardzo dobrze się czuję i ostatnio sięgam właśnie po tego typu odcienie.


Błyszczyk to dla mnie nowość - wyhaczyłam go na promce w Rossmannie. Nazywa się Super Nude Gloss i to jest marka Bell. Wybrałam odcień 03 Dusty Pink, który w moim odczucie jest jednak bardziej beżowy niż różowy, ale wciąż bardzo twarzowy i utrzymany w tonacji nude. Jest to gęsty produkt, który nie spływa ust i daje pełne krycie. Super opcja na wiosnę, ale tylko do związanych włosów :D ;)


I to już wszyscy moi ulubieńcy, którzy towarzyszyli mi w kwietniu ;) Teraz czekam na Wasze hity w komentarzach :D
Copyright © 2014 majmejkap , Blogger