Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urban Decay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urban Decay. Pokaż wszystkie posty
Ulubieńcy października | Bourjois, AA Wings of Color, Kobo, Hean, Urban Decay, Wibo, Huda Beauty

14:39

Ulubieńcy października | Bourjois, AA Wings of Color, Kobo, Hean, Urban Decay, Wibo, Huda Beauty

Hej, dzisiaj zapraszam Was na kolejną część ulubieńców miesiąca. Październik za nami i powiem Wam, że był to dla mnie miesiąc odkryć kosmetycznych. Wiele produktów przewinęło mi się przez ręce, sporo z nich trafiło do ulubieńców ;) Jeśli ciekawi Was co takiego w tym miesiącu mi się spodobało i sprawdziło to zapraszam do dalszej części. Październikowi ulubieńcy to będzie mix produktów z różnych półek cenowych :)

Z wielką przyjemnością zaczynam od produktu, do którego wróciłam po latach. Mówię tutaj o kremie CC od Bourjoisa w odcieniu Ivory. Kupiłam go podczas promocji w Rossmannie i cieszę się, że sięgnęłam po niego ponownie. Kiedyś już go miałam i bardzo dobrze mi służył. To bardzo lekki, całkiem dobrze kryjący krem/podkład, który daje na skórze bardzo naturalne wykończenie. Naprawdę świetnie wygląda na twarzy i jest bardzo trwały. Postanowiłam, że jesienią przerzucę się na lżejsze formuły podkładów i ten  krem CC w pełni mi odpowiada. Bardzo serdecznie Wam go polecam! ;)

Bardzo miłym odkryciem października jest nowy korektor marki Kobo Creamy Camouflage Correcting & Contouring. Pamiętam, że kiedyś już miałam korektor tej firmy, taki lżejszy, bardziej rozświetlający. Teraz Kobo wyszło z wersją mocniej kryjącą. I moim zdaniem jest to naprawdę świetny korektor. Krycie ma faktycznie bardzo dobre, jest kremowy i nie ciemnieje po aplikacji. Jak najbardziej nadaje się pod oczy, bo nie przesusza tej delikatnej skóry. Odcień Fair, który mam ma ładne żółte tony i świetnie niweluje wszelkie zasinienia i zaczerwienienia. Myślę, że warto go przetestować i sprawdzić jak on działa.


Puder! Tak, puder to jest dopiero hicior! Sypki puder AA Wings of Color Dust Matt w odcieniu transparentnym mogę spokojnie ogłosić najlepszym sypkim pudrem z drogerii! Naprawdę! Jest to ultra zmielony, aksamitny, drobniutki puder, który nieziemsko wygładza skórę i utrwala makijaż na długie, długie godziny. Na pewno poświęcę mu w listopadzie osobny wpis, bo jest tego absolutnie wart. 

Ulubieńcem minionego miesiąca jak i poprzednich jest oczywiście brązer Wibo Beach Cruiser w odcieniu 02 Cafe Creme. Już tyle razy Wam o nim pisałam, ale naprawdę ogromnie go lubię i jest to mój absolutny faworyt w tej kategorii. Ma piękny odcień, który sprawdza się praktycznie na każdej karnacji, dobrze mi się z nim pracuje, nie ma problemu z roztarciem. Widzicie zresztą po zużyciu jak mocno jest kochany. Podczas promocji w Rossmannie kupiłam jeden egzemplarz na zapas - tak na wszelki wypadek jakby mieli go wycofać czy coś ;)


Rozświetlaczem, którego używałam najczęściej jest foliowy cień marki Hean w kolorze Evening Flash. Ja stwierdziłam, że będę go używała jako rozświetlacza. Jest to przepiękny odcień jasnego złota, który daje tak niesamowitą taflę na skórze, że śmiało można powiedzieć, że jest to rozświetlacz widoczny z kosmosu. Nie ma nawet minimalnej ilości drobinek, a skóra nim pokryta wygląda na mokrą. Opakowanko jest malutkie (w końcu docelowo jest to cień do powiek), cena również jest bardzo przystępna. Hean dostaniecie w Hebe albo w sklepach internetowych.


Teraz przejdźmy do podkreślania brwi, bo tutaj mam dwa nowe dla mnie i naprawdę świetne produkty. Pierwszym z nich jest kredka Wibo Feather Brow Creator w odcieniu Soft Brown. Ta kredka wyparła mojego dotychczasowego ulubieńca, czyli kredkę Catrice. Ta z Wibo jest niesamowicie cieniutka i bardzo precyzyjna. Jej formuła nie jest ani za sucha, ani zbyt woskowa - idealnie wyważona. Na drugim końcu kredki jest spiralka do wyczesywania brwi, co bardzo ułatwia pracę ;) Świetnie mi się tej kredki używa i co ważne nie muszę jej ostrzyć, bo kredka jest wykręcana. Naprawdę bardzo cieszę się, że ją kupiłam i tak super mi się sprawdza. 

Drugi produkt do brwi to żel Miss Sporty Happy Brow. I w sumie to podchodziłam do niego sceptycznie, bo za marką nie przepadam i kilka produktów kiedyś mnie już zawiodłam, ale skusiłam się na ten produkt, bo w sklepie do złudzenia przypominał mi mojego ulubieńca z Rimmela, który niestety został wycofany. Okazało się, że są to praktycznie te same produkty! Żel ma małą wygodną szczoteczkę i dobrze utrwala brwi, dając taki "mokry" efekt. Bardzo ładnie podkreśla włoski. To moje kolejne odkrycie z Rossmanna ;)


Mój makijaż oczu w październiku ograniczał się tak naprawdę do brązera i błysku. I właśnie za błysk odpowiedzialny był cień Catrice Liquid Metal w odcieniu Daily Dose of Rose. Wystarczy odrobinka tego cienia, pac-pac paluszkiem po powiece i makijaż jest gotowy ;) Cień jest bardzo trwały i nie kruszy się, ale jeśli nałożycie go za dużo wtedy zniknie z powieki w ciągu dnia powolutku wykruszając się. Tak czy inaczej bardzo zachęcam Was do stosowania takich cieni, bo to łatwy sposób na efektowny look ;) 

A jeśli chciałam żeby błyszczało się bardziej to wtedy z pomocą przychodziły mi brokatowe linery Urban Decay Heavy Metal. Mam dwa kolory: złoty Midnight Cowboy i różowy Catcall. Kocham oba i w sumie używam ich zamiennie, dobierając ten, który lepiej pasuje. To zatopione w płynnej bazie miliony drobinek brokatu, które ślicznie się mienią - zarówno w słońcu jak i sztucznym świetle ;) Nie są to tanie zabawki, ale dla tego efektu myślę, że warto je kupić.


Ostatni ulubieńcy to matowe pomadki do ust Huda Beauty. W październiku kupiłam dwa pierwsze kolory i naprawdę przepadłam. Wybrałam Bombshell i Gossip Gurl. Dwa zupełnie różne, ale dokładnie takie jakie lubię najbardziej. To co podoba mi się w tych pomadkach to ich płynna, leciutka formuła i nieziemska pigmentacja. To taka farbowana woda. Jedno przeciągnięcie aplikatorem po ustach gwarantuje 100% krycie. Pomadki są bardzo komfortowe z naciskiem na BARDZO. Naprawdę. Kompletnie niewyczuwalne podczas noszenia, do tego stopnia, że w ciągu dnia można zapomnieć o tym, że rano malowałyśmy usta. Absolutnie dołączam do fanek tych matowych pomadek i z chęcią kupię również inne kolory.




I to już wszyscy moi ulubieńcy. Mam nadzieję, że spośród produktów, które Wam pokazałam wypatrzyłyście coś dla siebie i z chęcią przetestujecie. A ja czekam na Wasze kosmetyczne polecenia i przy okazji ogłaszam, że listopad będzie miesiącem recenzji na moim blogu! Tekstów tego typu pojawi się sporo i postaram się żeby było ich jak najwięcej ;)


Nowości makijażowe | Haul zakupowy: Kobo, Juvia's Place, Ofra, Becca, Sephora, Urban Decay,  My Secret, Bourjois

12:54

Nowości makijażowe | Haul zakupowy: Kobo, Juvia's Place, Ofra, Becca, Sephora, Urban Decay, My Secret, Bourjois


Cześć wszystkim ;)

Haulu zakupowego nie było na moim blogu wieeeeeeki! Naprawdę tak dawno pokazywałam swoje nowe łupy, że wstyd się przyznać, ale nie pamiętam kiedy to dokładnie było... Ostatnio jednak pojawiło się u mnie sporo nowości i postanowiłam zebrać je wszystkie razem i pokazać Wam co takiego fajnego udało mi się kupić lub dostać. 

Wszystkie kosmetyki, które dzisiaj Wam pokażę stoją przede mną w pudełku i w sumie nie wiem od czego mam zacząć. I chociaż to chyba rozświetlaczy mam najwięcej to może na początek paleta cieni, która była na mojej liście życzeń od dłuższego czasu. Mam tutaj na myśli oczywiście Juvia's Place The Magic. OMG! Na żywo jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach w internecie! Jest duża, ma solidne kartonowe opakowanie i skrywa w sobie 16 zabójczych kolorów, które nawet w momencie pisania tego wpisu powodują u mnie istną burzę pomysłów na makijaże z jej użyciem. Bardzo się cieszę, że w końcu ją mam! Na pewno zrobię o niej osobny wpis, aby dokładnie Wam ją pokazać. Jest boska!


Kolejnym produktem jest sypki (no dziwne) puder marki Coty AIRSPUN. Tutaj muszę przyznać, że mam go od około miesiąca i namiętnie go używam. Ja mam wersję Translucent Extra Coverage. Kupiłam ten puder z czystej ciekawości po przeczytaniu kilku pozytywnych recenzji Amerykanek. Uwielbiam go! Stosunek jego ceny do jakości jest fantastyczny, bo za opakowanie 65 gramów płacimy około 60 złotych. Nie chcę pisać o nim więcej, ponieważ szykuję dla Was oddzielny post z jego recenzją i wtedy też pokażę jego moc w trakcie aplikacji. Na razie po prostu musicie wiedzieć, że jest to świetny puder ;) :)

Kolejną nowością u mnie jest podkład Bourjois Healthy Mix o numerze 50 Rose Ivory, który obecnie jest dla mnie zdecydowanie za jasny, ale na pewno będę go testować kiedy moja opalenizna zaniknie. Blade osoby jednak niech wiedzą, że jest to naprawdę ładny jasny odcień i na pewno nie jest to podkład różowy. Nazwa jest w tym przypadku mylna, bo to naprawdę śliczny żółciutki kolorek.

W moje ręce dostał się również rozświetlacz marki Ofra w odcieniu Blissful. Postawiłam na jego miniwersję, bo w końcu rozświetlacz to produkt wydajny, a ja i tak mam ich naprawdę sporo. Ten rozświetlacz jest piękny i faktycznie daje intensywną taflę na skórze. Czuję się zmotywowana, aby kupić również inne odcienie właśnie w wersji mini.


Jak już mowa o rozświetlaczach to pokażę Wam jeszcze dwie czekoladki Makeup Revolution. Skusiłam się na wersję Peach & Glow oraz nową Rose Gold Glow. Obie są przepiękne, a w tej nowej Rose Gold oba rozświetlacze skradły moje serce. Także jeśli się zastanawiałyście nad jej zakupem to naprawdę polecam ;) W wersji brzoskwiniowej jest rozświetlający róż i rozświetlacz złożony z trzech różnych odcieni.


Dalej mam kilka produktów z drogerii Natura. Kupiłam ponownie mgiełkę Instant Matt marki Essence, ponieważ skończyłam pierwsze opakowanie tego produktu i dobrze mi się go używało. Mała buteleczka o pojemności 50 ml to super rozwiązanie na wyjazdy i ogólnie do torebki.


Z nowości mam też My Secret Fixer Liquid, czyli drogeryjny odpowiednik Duraline z Inglota. Jak na razie użyłam go zaledwie kilka razy i nie widzę specjalnie różnicy między tymi dwoma produktami. 

Do koszyka wpadły również produkty z nowej szafy Kobo, która zawitała w końcu do mojej osiedlowej Natury. Kupiłam trzy szminki w klasycznej formie. Wybrałam bardzo bezpieczne odcienie, których tak naprawdę brakuje mi w mojej kolekcji. Pomadki mają przepiękne magnetyczne opakowania i występują w dwóch wykończeniach: matowym i błyszcząco-kremowym. W moje łapki wpadły numer 506, 601 i 605. Ostatnio katuję na co dzień tą ostatnią ;) I wzięłam też pierwszy pigment z tej nowej kolekcji. Mówię "pierwszy", bo na jednym na pewno się nie skończy! Kolor, który mam to 605 Red & Gold i, o mamo, jaki on jest piękny! No po prostu robi cały makijaż!


Ostatni przystanek w tym haulu to Sephora. Korzystając z 20% rabatu zamówiłam sobie kilka rzeczy, które również były na mojej liście życzeń. Po pierwsze zachciało mi się przetestować pomadki Cream Lip Stain i wybrałam dwa naprawdę letnie kolory: 04 Coral Crush i 08 Whipped Blush. W konsystencji przypominają mi Soft Matte Lip Cream z Nyxa.

Kupiłam również miniaturkę rozświetlacza Becca w odcieniu Rose Gold, ponieważ jestem dość opalona i brakowało mi w kolekcji jakiegoś ciemniejszego rozświetlacza, który nadawałby się właśnie na tą letnią porę. Wygląda uroczo, jednak nie powalił mnie jakością. Testuję go teraz naprawdę solidnie i z pewnością w lipcu pojawi się jego recenzja.


I ostatni produkt to kolejny brokatowy liner Heavy Metal marki Urban Decay. Tym razem wybrałam kolor Catcall, czyli różowy z drobinkami srebrnymi i różowymi właśnie. Jest piękny! Dla mnie takie brokatowe eyelinery to świetny pomysł na dopełnienie makijażu. Wyglądają na oczach cudownie!

I to już chyba wszystko co chciałam Wam dzisiaj pokazać. Mam tylko nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ;) Napiszcie mi co nowego Wy sobie ostatnio kupiłyście lub na co polujecie w najbliższym czasie. Czy macie swoje listy życzeń gdzie wpisujecie produkty, które chciałybyście kupić? Bardzo mnie to ciekawi ;)
3 firmy kosmetyczne, które chcę poznać bliżej w tym roku

17:00

3 firmy kosmetyczne, które chcę poznać bliżej w tym roku

Czy macie na swojej liście jakieś marki, których produkty chciałybyście poznać bliżej? Takie, których produkty śnią się Wam po nocach? ;) Ja zdecydowanie tak! I to nawet kilka marek. Dzisiaj opowiem Wam o trzech, które marzy mi się aby dołączyły do mojej kosmetycznej kolekcji.

URBAN DECAY
Akurat z tej marki mam już dwa produkty (bazę pod cienie i eyeliner), które uwielbiam i to chyba właśnie dlatego mam ochotę na więcej. Na mojej liście są inne kolory brokatowych eyelinerów, korektor Naked Skin, kultowy w tym momencie podkład All Nighter oraz puder w welurowym opakowaniu Velvetizer. Często też kuszą mnie edycje limitowane z tej firmy, bo produkty mają bardzo ładne opakowania albo nietypowe formuły, kolory itd.


TOO FACED
Ta firma chyba najbardziej mnie ciekawi, bo mają wiele produktów, które są bestsellerami. Pachnące czekoladą brązery i cienie, a teraz jeszcze ta cała kolekcja brzoskwiniowa... Kusi i to bardzo. Spośród oferty marki Too Faced na mojej liście jest m. in. baza pod podkład i puder sypki z kolekcji brzoskwiniowej, brązer i tusz w wersji wodoodpornej.


MAC
Normalnie wstyd się przyznać, ale ja naprawdę nigdy nie miałam żadnego produktu z tej firmy. Mam wrażenie, że kiedyś była ona bardziej popularna i teraz troszkę się o niej zapomina. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo chciałabym przetestować ich pomadki, rozświetlacze i podkłdy. A i jeszcze Strobe Cream! Tak te produkty to moje chciejstwa właśnie z Maca.


Czy Wy dobrze znacie produkty z tych marek? Może macie coś co możecie mi polecić? A może są produkty, które trzeba omijać szerokim łukiem? 

Dajcie znać o jakich produktach Wy po cichu sobie marzycie :)

Ulubieńcy stycznia | Becca, Lirene, Catrice, Wet'n'Wild, Rimmel, Urban Decay, KAT VON D

11:44

Ulubieńcy stycznia | Becca, Lirene, Catrice, Wet'n'Wild, Rimmel, Urban Decay, KAT VON D

Jak to możliwe, że styczeń uciekł w tak zastraszającym tempie? Nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale końcówka miesiąca może na blogu oznaczać tylko jedno - pora podsumować go kosmetycznie. W tym miesiącu pokażę Wam kilka nowych perełeczek z mojej kolekcji, które zawładnęły moim sercem i  wpisały się na stałe w mój codzienny makijaż. 

Zacznę dość standardowo od bazy pod makijaż. W styczniu używałam tylko i wyłącznie tej z marki Lirene o nazwie No Pores. Lubię ją, ponieważ jest leciutka i kremowa, wygładza drobne pory i przedłuża trwałość całego makijażu. U mnie sprawia, że buzia w ciągu dnia się nie wyświeca i ładnie utrzymuje mat. W mojej tubce nie zostało już za wiele produktu, ale kiedy wykończę to opakowanie to z pewnością skuszę się na kolejne ;)

Podkład, który w styczniu towarzyszył mi najczęściej to Catrice HD Liquid Coverage. Odcień, którego używam aktualnie to  010, ale i tak rozjaśniam go delikatnie mixerem z Kobo. Miałam od tego podkładu dłuższą przerwę, ale z nowym rokiem do niego wróciłam i znowu pokochałam ;) Jest niezwykle trwały, idealnie wyrównuje kolor skóry i stapia się z nią. Ogólnie zimą lubię podkłady mocno kryjące i ten właśnie daje mi takie krycie, ale przy tym jest stosunkowo lekki.

Muszę wspomnieć też o rozświetlaczu w kremie marki Becca w odcieniu Moonstone, który jest świetny! Nakładam go w miejscach gdzie oczekuję pięknego blasku i ten rozświetlacz robi robotę. Ma piękny szampański odcień, nie potrzeba go za wiele aby uzyskać efekt wow. Dodatkowo pięknie łączy się z podkładami, więc można go z nim mieszać. Ja jednak używam tego produktu solo.


Jeśli chodzi o puder utrwalający to styczeń minął pod znakiem pudru Wet'n'Wild Photofocus. Osobiście to nie jestem fanką pudrów prasowanych, ale ten mi się spodobał. Nakłada się na buzię cieniutką warstewką, ale możemy nim też dobudować krycie w miejscach, które tego potrzebują. Skóra po jego aplikacji nie wygląda jak wiór i czuje się komfortowo.

Brązer, który odkryłam na nowo i w styczniu nadużywałam to Stila w odcieniu 02. Kupiłam go jakiś czas temu, ale nie sięgałam po niego zbyt często, a w styczniu podbił moje serce! Nie ukrywam, że jest to dość ciepły odcień i z jego aplikacją trzeba być ostrożnym, ale na skórze wygląda pięknie! Naprawdę, dodaje jej życia i świeżości i wydaje mi się, że ostatnio tego potrzebuję (ta pogoda mnie powoli dobija). Ma dobrą pigmentację, ale rozciera się rewelacyjnie i nie tworzy plam.

W styczniu każdego dnia kiedy robiłam makijaż nakładałam na policzki róż. Tak, róż! A ja zbyt mocno "różowa" nie jestem ;) Był to konkretnie róż marki Catrice, którego niestety już nie kupicie, bo ta seria została wycofana. Chociaż być może uda się znaleźć podobny odcień, bo róże marki Catrice są naprawdę dobrej jakości.



W makijażu oka królowały dwa produkty. Po pierwsze paletka cieni Nabla Dreamy i cień Illusion. Moje cieniowanie było banalnie proste, nie potrzebowałam niczego więcej. Zależało mi jedynie na delikatnym wymodelowaniu oka.


Drugi produkt jest moim hitem i chodzi mi o eyeliner marki Urban Decay Heavy Metal w odcieniu Midnight Cowboy. To jest tak wyjątkowy i unikatowy produkt, że po prostu wymiękam. Brokat w najczystszej postaci zatopiony z bezbarwnej bazie, który lądował na moich oczach bardzo często. Jako kreska, w kącikach, wzdłuż linii dolnych rzęs, wklepany na środku powieki. Sposobów na jego użycie jest cała masa, a efekt za każdym razem zachwyca!


Udało mi się znaleźć bardzo dobry żel do brwi i jest to żel marki Rimmel Brow This Way, który mam w odcieniu 02 Medium Brown. To naprawdę dobrze utrwalający żel o przyjemnym odcieniu. Na duży plus zasługuje też maleńka, stożkowa szczoteczka, która jest bardzo precyzyjna.


Ostatnie dwa produkty to zestaw do ust czyli pomadka i konturówka. Takie idealne duo tworzy pomadka KAT VON D w odcieniu Lovecraft z konturówką Golden Rose o numerze 511. Te dwa produkty w styczniu były przeze mnie używane najczęściej. Pasują do siebie bardzo dobrze i razem tworzą na ustach niezwykle trwały makijaż.


I to wszyscy ulubieńcy z tego miesiąca. Dajcie znać czy pierwszy miesiąc nowego roku przyniósł ze sobą jakieś ciekawe kosmetyczne odkrycia ;) Czekam na Wasze rekomendacje!

Zapraszam Was też na mój Instagram - tam dzieje się naprawdę dużo ;) 
Najlepsza baza pod cienie do powiek | Urban Decay Eyeshadow Primer Potion Eden

15:48

Najlepsza baza pod cienie do powiek | Urban Decay Eyeshadow Primer Potion Eden

Baza pod cienie to nieodłączny element mojego makijażu oka. Bez niej nie ma w ogóle sensu zaczynać jakiegokolwiek cieniowania, bo i tak po kilku godzinach makijaż pewnie z powiek zniknie. I serio nie rozumiem jak można używać cieni nie nakładając przed nimi na powieki bazy lub dobrego korektora.

W swojej karierze makijażowej przetestowałam wiele baz z reguły tych tańszych, ale pojawiały się też droższe pozycje i tak naprawdę tylko dwie pozostały w mojej pamięci jako dobre. Po pierwsze baza z Avonu, a po drugie cień w kremie Maybelline CT w odcieniu Creme de Nude. Oba produkty były w porządku, bo pięknie trzymały wszystkie cienie i miały beżowy odcień co sprawiało, że wyrównywały koloryt powiek, maskując wszelkie żyłki i zaczerwienienia. Jednak ich wspólną wadą było to, że w połowie zużytego opakowania zasychały tak, że nie nadawały się do pracy. Tworzyły okropne grudki przy próbie aplikacji na oko - no wyglądały po prostu na zważone. 

Przyszła pora na testy kolejnych produktów w tej kategorii i z końcówką grudnia w końcu trafiła w moje rączki baza UD  Eyeshadow Primer Potion w odcieniu Eden. Byłam jej niezwykle ciekawa, ponieważ to jedna z kultowych baz, a że do najtańszych nie należy to moja ciekawość była podwójna.


Już po tytule dzisiejszego posta możecie wnioskować, że się z nią polubiłam. Ba, powiem więcej! TA BAZA JEST REWELACYJNA! Do tej pory nie znalazłam żadnego jej minusa (no może poza ceną), a testuję ją naprawdę porządnie. 

Jeżeli chcecie się dowiedzieć co sprawiło, że ta baza tak mocno mi się spodobała to zapraszam do lektury dzisiejszego posta.

Po pierwsze baza ma świetne opakowanie. Forma miękkiej tubki z aplikatorem podobnym do tych, które spotykamy w błyszczykach bardzo mi się podoba i jest przyjazna podróżom. Ta końcówka w aplikatorze jest po prostu nieco dłuższa, ale mięciutka i całkiem sztywna.


Baza ma odcień żółtawego korektora, więc cudownie wyrównuje kolor powiek. Nakładane na nią cienie nie tracą na intensywności, dobrze się na niej rozprowadzają i blendują.

No i oczywiście trwałość. Pod tym względem testowałam ją najdłużej przez 17 godzin (o ile dobrze liczę - od godziny 6 do 23). Z cieniami i brokatem nie stało się wtedy zupełnie nic! Wszystko trzymało się idealnie przez taki długi czas. Oczywiście nie myślcie sobie, że leżałam w tym makijażu z zamkniętymi oczami przez 17 godzin ;) To był po prostu bardzo długi i intensywny dzień.

Wydaje mi się, że ta baza wyróżnia się na tle innych tym, że jest bardzo wydajna. Bo wystarczy maleńka kropeczka żeby pokryć cały obszar powieki praktycznie po same brwi. Ona jest gładziutka i kremowa w momencie aplikacji, a kiedy rozłożymy ją cieniutką warstewką na powiece zaczyna zastygać.

Mimo wysokiej ceny jestem zdecydowanie na TAK, bo produkt jak najbardziej spełnia swoją rolę.

Czy macie swoje ulubione bazy pod cienie z których korzystacie? Możecie coś polecić? Czekam na Wasze komentarze ;)
Copyright © majmejkap , Blogger