Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bourjois. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bourjois. Pokaż wszystkie posty
Letnie przydymienie | Nabla, Glamshop, Bielenda, Bell, The Balm

13:09

Letnie przydymienie | Nabla, Glamshop, Bielenda, Bell, The Balm

Cześć, dzień dobry, witam ;) Intensywny studencki czas się skończył, obroniłam licencjat i w końcu mogę skupić się na przyjemnych rzeczach :) Chcę tutaj publikować więcej treści niż przez ostatnie kilka miesięcy! :D

Lipiec rozpocznę na blogu przydymionym ciepłym makijażem. Moim zamiarem było utrzymanie go w naturalnej tonacji, całość podkręca jedynie matowy fiolet na dolnej powiece, który podbija kolor moich oczu. Nieskromnie powiem, że bardzo podoba mi się efekt końcowy. Brwi są nieco ciemniejsze niż zwykle, bo świeżo po hennie ;)

Zdjęcia starałam się zrobić tak, aby z bliska było widać to, jak prezentuje się skóra i całe cieniowanie. 

Oczywiście kosmetyki, których użyłam wypisałam na dole pod zdjęciami :)







Użyte produkty:
TWARZ
- krem CC Bourjois 123 Perfect numer 31
- korektor Miss Sporty Perfect to Last 24H numer 001
- puder Air Spun Translucent Extra Coverage
- brązer Bell Mix&Fix numer 001 Chocolate Cream
- rozświetlacz The Balm Mary Lou
- mgiełka Bielenda Magic Water odcień Gold
OCZY
- kredka do brwi Wibo Feather Brow Creator odcień Soft Brown
- żel do brwi Golden Rose Longstay Brow Styling Gel
- baza Urban  Decay Eyeshadow Primer Potion odcień Eden
- cienie Nabla: Peach Velvet, Cinnamon
- cienie Glamshop: Orchid, Krem bananowy, Sorbet
- turbopigment Złotówka, Top nude, Wino musujące
- klej do brokatu Nyx Glitter Primer
- mascara Loreal VML So Couture
- klej do rzęs Ardell Lash Grip
- rzęsy Aliexpress
USTA:
- pomadka w płynie Wibo #MOOD odcień 03

Ulubieńcy października | Bourjois, AA Wings of Color, Kobo, Hean, Urban Decay, Wibo, Huda Beauty

14:39

Ulubieńcy października | Bourjois, AA Wings of Color, Kobo, Hean, Urban Decay, Wibo, Huda Beauty

Hej, dzisiaj zapraszam Was na kolejną część ulubieńców miesiąca. Październik za nami i powiem Wam, że był to dla mnie miesiąc odkryć kosmetycznych. Wiele produktów przewinęło mi się przez ręce, sporo z nich trafiło do ulubieńców ;) Jeśli ciekawi Was co takiego w tym miesiącu mi się spodobało i sprawdziło to zapraszam do dalszej części. Październikowi ulubieńcy to będzie mix produktów z różnych półek cenowych :)

Z wielką przyjemnością zaczynam od produktu, do którego wróciłam po latach. Mówię tutaj o kremie CC od Bourjoisa w odcieniu Ivory. Kupiłam go podczas promocji w Rossmannie i cieszę się, że sięgnęłam po niego ponownie. Kiedyś już go miałam i bardzo dobrze mi służył. To bardzo lekki, całkiem dobrze kryjący krem/podkład, który daje na skórze bardzo naturalne wykończenie. Naprawdę świetnie wygląda na twarzy i jest bardzo trwały. Postanowiłam, że jesienią przerzucę się na lżejsze formuły podkładów i ten  krem CC w pełni mi odpowiada. Bardzo serdecznie Wam go polecam! ;)

Bardzo miłym odkryciem października jest nowy korektor marki Kobo Creamy Camouflage Correcting & Contouring. Pamiętam, że kiedyś już miałam korektor tej firmy, taki lżejszy, bardziej rozświetlający. Teraz Kobo wyszło z wersją mocniej kryjącą. I moim zdaniem jest to naprawdę świetny korektor. Krycie ma faktycznie bardzo dobre, jest kremowy i nie ciemnieje po aplikacji. Jak najbardziej nadaje się pod oczy, bo nie przesusza tej delikatnej skóry. Odcień Fair, który mam ma ładne żółte tony i świetnie niweluje wszelkie zasinienia i zaczerwienienia. Myślę, że warto go przetestować i sprawdzić jak on działa.


Puder! Tak, puder to jest dopiero hicior! Sypki puder AA Wings of Color Dust Matt w odcieniu transparentnym mogę spokojnie ogłosić najlepszym sypkim pudrem z drogerii! Naprawdę! Jest to ultra zmielony, aksamitny, drobniutki puder, który nieziemsko wygładza skórę i utrwala makijaż na długie, długie godziny. Na pewno poświęcę mu w listopadzie osobny wpis, bo jest tego absolutnie wart. 

Ulubieńcem minionego miesiąca jak i poprzednich jest oczywiście brązer Wibo Beach Cruiser w odcieniu 02 Cafe Creme. Już tyle razy Wam o nim pisałam, ale naprawdę ogromnie go lubię i jest to mój absolutny faworyt w tej kategorii. Ma piękny odcień, który sprawdza się praktycznie na każdej karnacji, dobrze mi się z nim pracuje, nie ma problemu z roztarciem. Widzicie zresztą po zużyciu jak mocno jest kochany. Podczas promocji w Rossmannie kupiłam jeden egzemplarz na zapas - tak na wszelki wypadek jakby mieli go wycofać czy coś ;)


Rozświetlaczem, którego używałam najczęściej jest foliowy cień marki Hean w kolorze Evening Flash. Ja stwierdziłam, że będę go używała jako rozświetlacza. Jest to przepiękny odcień jasnego złota, który daje tak niesamowitą taflę na skórze, że śmiało można powiedzieć, że jest to rozświetlacz widoczny z kosmosu. Nie ma nawet minimalnej ilości drobinek, a skóra nim pokryta wygląda na mokrą. Opakowanko jest malutkie (w końcu docelowo jest to cień do powiek), cena również jest bardzo przystępna. Hean dostaniecie w Hebe albo w sklepach internetowych.


Teraz przejdźmy do podkreślania brwi, bo tutaj mam dwa nowe dla mnie i naprawdę świetne produkty. Pierwszym z nich jest kredka Wibo Feather Brow Creator w odcieniu Soft Brown. Ta kredka wyparła mojego dotychczasowego ulubieńca, czyli kredkę Catrice. Ta z Wibo jest niesamowicie cieniutka i bardzo precyzyjna. Jej formuła nie jest ani za sucha, ani zbyt woskowa - idealnie wyważona. Na drugim końcu kredki jest spiralka do wyczesywania brwi, co bardzo ułatwia pracę ;) Świetnie mi się tej kredki używa i co ważne nie muszę jej ostrzyć, bo kredka jest wykręcana. Naprawdę bardzo cieszę się, że ją kupiłam i tak super mi się sprawdza. 

Drugi produkt do brwi to żel Miss Sporty Happy Brow. I w sumie to podchodziłam do niego sceptycznie, bo za marką nie przepadam i kilka produktów kiedyś mnie już zawiodłam, ale skusiłam się na ten produkt, bo w sklepie do złudzenia przypominał mi mojego ulubieńca z Rimmela, który niestety został wycofany. Okazało się, że są to praktycznie te same produkty! Żel ma małą wygodną szczoteczkę i dobrze utrwala brwi, dając taki "mokry" efekt. Bardzo ładnie podkreśla włoski. To moje kolejne odkrycie z Rossmanna ;)


Mój makijaż oczu w październiku ograniczał się tak naprawdę do brązera i błysku. I właśnie za błysk odpowiedzialny był cień Catrice Liquid Metal w odcieniu Daily Dose of Rose. Wystarczy odrobinka tego cienia, pac-pac paluszkiem po powiece i makijaż jest gotowy ;) Cień jest bardzo trwały i nie kruszy się, ale jeśli nałożycie go za dużo wtedy zniknie z powieki w ciągu dnia powolutku wykruszając się. Tak czy inaczej bardzo zachęcam Was do stosowania takich cieni, bo to łatwy sposób na efektowny look ;) 

A jeśli chciałam żeby błyszczało się bardziej to wtedy z pomocą przychodziły mi brokatowe linery Urban Decay Heavy Metal. Mam dwa kolory: złoty Midnight Cowboy i różowy Catcall. Kocham oba i w sumie używam ich zamiennie, dobierając ten, który lepiej pasuje. To zatopione w płynnej bazie miliony drobinek brokatu, które ślicznie się mienią - zarówno w słońcu jak i sztucznym świetle ;) Nie są to tanie zabawki, ale dla tego efektu myślę, że warto je kupić.


Ostatni ulubieńcy to matowe pomadki do ust Huda Beauty. W październiku kupiłam dwa pierwsze kolory i naprawdę przepadłam. Wybrałam Bombshell i Gossip Gurl. Dwa zupełnie różne, ale dokładnie takie jakie lubię najbardziej. To co podoba mi się w tych pomadkach to ich płynna, leciutka formuła i nieziemska pigmentacja. To taka farbowana woda. Jedno przeciągnięcie aplikatorem po ustach gwarantuje 100% krycie. Pomadki są bardzo komfortowe z naciskiem na BARDZO. Naprawdę. Kompletnie niewyczuwalne podczas noszenia, do tego stopnia, że w ciągu dnia można zapomnieć o tym, że rano malowałyśmy usta. Absolutnie dołączam do fanek tych matowych pomadek i z chęcią kupię również inne kolory.




I to już wszyscy moi ulubieńcy. Mam nadzieję, że spośród produktów, które Wam pokazałam wypatrzyłyście coś dla siebie i z chęcią przetestujecie. A ja czekam na Wasze kosmetyczne polecenia i przy okazji ogłaszam, że listopad będzie miesiącem recenzji na moim blogu! Tekstów tego typu pojawi się sporo i postaram się żeby było ich jak najwięcej ;)


Nowości makijażowe | Haul zakupowy: Kobo, Juvia's Place, Ofra, Becca, Sephora, Urban Decay,  My Secret, Bourjois

12:54

Nowości makijażowe | Haul zakupowy: Kobo, Juvia's Place, Ofra, Becca, Sephora, Urban Decay, My Secret, Bourjois


Cześć wszystkim ;)

Haulu zakupowego nie było na moim blogu wieeeeeeki! Naprawdę tak dawno pokazywałam swoje nowe łupy, że wstyd się przyznać, ale nie pamiętam kiedy to dokładnie było... Ostatnio jednak pojawiło się u mnie sporo nowości i postanowiłam zebrać je wszystkie razem i pokazać Wam co takiego fajnego udało mi się kupić lub dostać. 

Wszystkie kosmetyki, które dzisiaj Wam pokażę stoją przede mną w pudełku i w sumie nie wiem od czego mam zacząć. I chociaż to chyba rozświetlaczy mam najwięcej to może na początek paleta cieni, która była na mojej liście życzeń od dłuższego czasu. Mam tutaj na myśli oczywiście Juvia's Place The Magic. OMG! Na żywo jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach w internecie! Jest duża, ma solidne kartonowe opakowanie i skrywa w sobie 16 zabójczych kolorów, które nawet w momencie pisania tego wpisu powodują u mnie istną burzę pomysłów na makijaże z jej użyciem. Bardzo się cieszę, że w końcu ją mam! Na pewno zrobię o niej osobny wpis, aby dokładnie Wam ją pokazać. Jest boska!


Kolejnym produktem jest sypki (no dziwne) puder marki Coty AIRSPUN. Tutaj muszę przyznać, że mam go od około miesiąca i namiętnie go używam. Ja mam wersję Translucent Extra Coverage. Kupiłam ten puder z czystej ciekawości po przeczytaniu kilku pozytywnych recenzji Amerykanek. Uwielbiam go! Stosunek jego ceny do jakości jest fantastyczny, bo za opakowanie 65 gramów płacimy około 60 złotych. Nie chcę pisać o nim więcej, ponieważ szykuję dla Was oddzielny post z jego recenzją i wtedy też pokażę jego moc w trakcie aplikacji. Na razie po prostu musicie wiedzieć, że jest to świetny puder ;) :)

Kolejną nowością u mnie jest podkład Bourjois Healthy Mix o numerze 50 Rose Ivory, który obecnie jest dla mnie zdecydowanie za jasny, ale na pewno będę go testować kiedy moja opalenizna zaniknie. Blade osoby jednak niech wiedzą, że jest to naprawdę ładny jasny odcień i na pewno nie jest to podkład różowy. Nazwa jest w tym przypadku mylna, bo to naprawdę śliczny żółciutki kolorek.

W moje ręce dostał się również rozświetlacz marki Ofra w odcieniu Blissful. Postawiłam na jego miniwersję, bo w końcu rozświetlacz to produkt wydajny, a ja i tak mam ich naprawdę sporo. Ten rozświetlacz jest piękny i faktycznie daje intensywną taflę na skórze. Czuję się zmotywowana, aby kupić również inne odcienie właśnie w wersji mini.


Jak już mowa o rozświetlaczach to pokażę Wam jeszcze dwie czekoladki Makeup Revolution. Skusiłam się na wersję Peach & Glow oraz nową Rose Gold Glow. Obie są przepiękne, a w tej nowej Rose Gold oba rozświetlacze skradły moje serce. Także jeśli się zastanawiałyście nad jej zakupem to naprawdę polecam ;) W wersji brzoskwiniowej jest rozświetlający róż i rozświetlacz złożony z trzech różnych odcieni.


Dalej mam kilka produktów z drogerii Natura. Kupiłam ponownie mgiełkę Instant Matt marki Essence, ponieważ skończyłam pierwsze opakowanie tego produktu i dobrze mi się go używało. Mała buteleczka o pojemności 50 ml to super rozwiązanie na wyjazdy i ogólnie do torebki.


Z nowości mam też My Secret Fixer Liquid, czyli drogeryjny odpowiednik Duraline z Inglota. Jak na razie użyłam go zaledwie kilka razy i nie widzę specjalnie różnicy między tymi dwoma produktami. 

Do koszyka wpadły również produkty z nowej szafy Kobo, która zawitała w końcu do mojej osiedlowej Natury. Kupiłam trzy szminki w klasycznej formie. Wybrałam bardzo bezpieczne odcienie, których tak naprawdę brakuje mi w mojej kolekcji. Pomadki mają przepiękne magnetyczne opakowania i występują w dwóch wykończeniach: matowym i błyszcząco-kremowym. W moje łapki wpadły numer 506, 601 i 605. Ostatnio katuję na co dzień tą ostatnią ;) I wzięłam też pierwszy pigment z tej nowej kolekcji. Mówię "pierwszy", bo na jednym na pewno się nie skończy! Kolor, który mam to 605 Red & Gold i, o mamo, jaki on jest piękny! No po prostu robi cały makijaż!


Ostatni przystanek w tym haulu to Sephora. Korzystając z 20% rabatu zamówiłam sobie kilka rzeczy, które również były na mojej liście życzeń. Po pierwsze zachciało mi się przetestować pomadki Cream Lip Stain i wybrałam dwa naprawdę letnie kolory: 04 Coral Crush i 08 Whipped Blush. W konsystencji przypominają mi Soft Matte Lip Cream z Nyxa.

Kupiłam również miniaturkę rozświetlacza Becca w odcieniu Rose Gold, ponieważ jestem dość opalona i brakowało mi w kolekcji jakiegoś ciemniejszego rozświetlacza, który nadawałby się właśnie na tą letnią porę. Wygląda uroczo, jednak nie powalił mnie jakością. Testuję go teraz naprawdę solidnie i z pewnością w lipcu pojawi się jego recenzja.


I ostatni produkt to kolejny brokatowy liner Heavy Metal marki Urban Decay. Tym razem wybrałam kolor Catcall, czyli różowy z drobinkami srebrnymi i różowymi właśnie. Jest piękny! Dla mnie takie brokatowe eyelinery to świetny pomysł na dopełnienie makijażu. Wyglądają na oczach cudownie!

I to już chyba wszystko co chciałam Wam dzisiaj pokazać. Mam tylko nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ;) Napiszcie mi co nowego Wy sobie ostatnio kupiłyście lub na co polujecie w najbliższym czasie. Czy macie swoje listy życzeń gdzie wpisujecie produkty, które chciałybyście kupić? Bardzo mnie to ciekawi ;)
Ulubieńcy listopada: Bourjois, Makeup Revolution, My Secret, L'oreal, NYX, Semilac

15:42

Ulubieńcy listopada: Bourjois, Makeup Revolution, My Secret, L'oreal, NYX, Semilac

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że listopad się już kończy. To znienawidzony przeze mnie miesiąc... Nie to, że był jakiś zły dla mnie, ale po prostu go nie lubię i czekam na upragniony grudzień - dla mnie miesiąc magiczny ;) Tak czy inaczej ulubieńcy miesiąca muszą się na blogu ukazać i dzisiaj mam zamiar podzielić się odkryciami kosmetycznymi mijającego miesiąca.

Jeśli chodzi o makijaż to muszę przyznać, że w tym miesiącu nie było mi dane poznać zbyt wielu nowych kosmetyków, ale najzwyczajniej w świecie moją głowę zaprzątały inne rzeczy. Mam jednak kilka sprawdzonych produktów po które sięgałam i świetnie się u mnie sprawdzały.

Ulubionym podkładem była buteleczka Bourjois 123 Perfect. To dobrze kryjący, kremowy, lekki podkład na co dzień. Na skórze prezentuje się bardzo ładnie, przykrywa mniejsze niedoskonałości i genialnie wyrównuje wszelkie zmiany kolorystyczne na twarzy. Utrwalony pudrem nie zmienia swojego wyglądu aż do wykonania wieczornego demakijażu.

W listopadzie często sięgałam po róże do policzków i tutaj najczęściej w ruch szła paleta MUR Sugar & Spice. Dowolnie mieszałam ze sobą odcienie i nakładałam na skórę. Bardzo je lubię, ponieważ mają śliczne odcienie, dobrą pigmentację i naturalne wykończenie.

W pochmurne dni rozświetlacz był czymś obowiązkowym, bo nawet najmniejszy promyk słońca przepięknie go podkreślał i tym samym ożywiał twarz. Moim ulubionym rozświetlaczem w listopadzie był ten z My Secret w odcieniu Princess Dream. Na pewno wiele z Was go ma i chętnie po niego sięgacie, bo to naprawdę genialny kosmetyk. Tworzy na skórze niesamowitą błyszczącą taflę bez tandetnego brokatu i drobinek. W moim zużycie jest już naprawdę spore, ponieważ sięgam po niego baaaaardzo często.


Teraz pora na makijaż oczu. Tutaj mam Wam do pokazania trzy produkty. W listopadzie zachwycałam się cieniami marki Nabla i używałam ich praktycznie codziennie. Ich konsystencja przypomina mi cienie Sleeka, są dobrze napigmentowane i łatwo się z nimi pracuje.

Kolejnym produktem, którego otworzyłam nowe opakowanie jest mascara do rzęs L'oreal Volume Million Lashes So Couture. Wiecie, że uwielbiam ten tusz i w sumie każda przygoda z innymi kończy się powrotem do tego właśnie ulubieńca. Wiem, ze na blogu nie ma jeszcze jego recenzji, ale w grudniu na pewno się taki wpis pojawi i tam na pewno opowiem Wam za co tak go uwielbiam. 

Ostatnim ulubieńcem w tej kategorii jest cielista kredka My Secret Satin Touch Kohl, która pomaga rano odświeżyć spojrzenie. Zarwana noc nie jest mi straszna ;) Kredka dobrze utrzymuje się na linii wodnej i ma ładny cielisty odcień, który nie jest zbyt mocno wybijający się jak na przykład biała kredka.


W listopadzie na moich ustach rządziły pomadki NYX Soft Matte Lip Cream, które kupiłam zaraz po otwarciu sklepu online. Pomadki są rewelacyjne. Kremowe, matowe, trwałe i mocno nasycone kolorem. Noszą się komfortowo przez cały dzień bez wysuszania ust. Na razie mam tylko dwa kolory: Cannes i San Paulo, ale mam zamiar rozszerzyć ten zbiorek, bo te pomadki stały się jednymi z moich ulubionych.


Na koniec pokażę Wam dwa lakiery hybrydowe, które gościły w mijającym miesiącu na moich paznokciach. Oczywiście będą to hybrydy Semilac, dokładniej odcienie Pink Wink oraz Boyfriend Jeans. Oba pochodzą z nowej kolekcji My Story i tak naprawdę są skrajnie różne. Nie jestem w stanie określić który podoba mi się bardziej. To chyba zależy od mojego humoru. We wcześniejszych postach prezentowałam manicure z ich użyciem i tam was odsyłam.


I tak właśnie wyglądają moi listopadowi ulubieńcy. Mam nadzieje, ze przyszły miesiąc będzie bardziej bogaty w kosmetyczne testy i odkrycia. Tymczasem żegnam się z Wami i zapowiadam grudniową akcję na moim blogu ;) o szczegółach dowiecie się już 1 grudnia z samego rana, bo o godzinie 7:00 - wtedy wszystko dokładnie wam wyjaśnię i podzielę się z wami moimi zamiarami. 
Bourjois Rouge Edition Velvet 14 Plum Plum Girl

17:00

Bourjois Rouge Edition Velvet 14 Plum Plum Girl

Fakt, że spróbowałam tych pomadek dopiero teraz wynika z bardzo prostej rzeczy - mam całą masę produktów do ust ;) No, ale jak przystało na miłośniczkę szminek w końcu musiałam skusić się i na ten już kultowy produkt. Jako pierwszy odcień wybrałam Plum Plum Girl czyli iście jesienny wpadający w fiolet kolor. W sumie to według nazwy można stwierdzić, że rzeczywiście jest śliwkowy ;)



Zacznę od początku czyli od opakowania. Mi się ono bardzo podoba. Jest eleganckie, poręczne i niewielkich rozmiarów. Pomadka zamyka się na "klik" więc nie trzeba się martwić, że gdzieś w torebce sama się nam otworzy. Aplikator jest standardowy, taki sam jak w przypadku błyszczyków czy korektorów.


To co mnie zdziwiło to konsystencja produktu, ponieważ nie miałam jeszcze do czynienia z podobną. Według mnie to taki aksamitny krem, mus, pianka. Bardzo przyjemnie się coś takiego na usta nakłada. I taka formuła jest bardzo komfortowa w noszeniu. Co ważne ta pomadka jest długotrwała i barwi usta. Nawet po zniknięciu warstewki produktu na ustach pozostaje kolor dający widoczny i jednocześnie naturalny efekt.

Zauważyłam, że krycie tej pomadki można stopniować. Po pierwszej warstwie mamy efekt ust po zjedzeniu jagód, dopiero druga warstwa zapewnia mocniejszy efekt. Moich ust ta pomadka nie przesusza i wygląda perfekcyjnie przez długie godziny. Rozpuszcza się dopiero pod wpływem olejków, czegoś tłustego. 

Kolor według mnie jest fenomenalny i idealnie wpisuje się w jesienną porę. Jest bardzo podobny farbki do ust marki Sleek w odcieniu Port i na poniższym zdjęciu dość dobrze to widać.


Jak prezentuje się na ustach oceńcie same. Jak dla mnie idealna jesienna szminka :)


Proszę napiszcie mi na jakie kolory warto się skusić jeśli chodzi o te pomadki ;) Wasze propozycje wezmę pod uwagę na najbliższych zakupach :)
Haul zakupowy - pędzelki Kozłowski, Missha, Maybelline, Bourjois, Indigo + najpiękniejsze rzęsy

12:43

Haul zakupowy - pędzelki Kozłowski, Missha, Maybelline, Bourjois, Indigo + najpiękniejsze rzęsy

Dziś niedziela, a więc czas relaksu. Sama dzisiaj leniuchuję i bardzo mi z tym dobrze. Zastanawiałam się jaki post opublikować jako kolejny i pomyślałam, że warto podzielić się z Wami swoimi ostatnimi zakupami, które poczyniłam.

Wśród zakupów będzie jedna rzecz z mojej ostatniej listy życzeń, pojawią się też nowe pędzelki, cudo do paznokci, nietypowy cień w kremie, podkład do którego powracam i... najpiękniejsze rzęsy z norek. Także wszystkich zainteresowanych zapraszam na dalszą część tego wpisu.


No i może zacznę od produktu, który mogę już wykreślić z listy życzeń (klik). Kupiłam sobie ten słynny krem BB marki Missha. Zdecydowałam się jednak na to mniejsze opakowanie (20ml) aby w razie porażki nie mieć zbyt dużych wyrzutów sumienia. Wybrałam odcień 21, czyli drugi z kolei i chyba dobrze zrobiłam, bo i tak jest on bardzo jasny. Muszę chwilę poczekać z jego stosowaniem aż zejdzie opalenizna. 


Postanowiłam też powrócić do jednego z moich ulubionych podkładów i kupiłam sobie buteleczkę 123 Perfect marki Bourjois. Już go kiedyś miałam, pisałam również recenzję na jego temat (klik). U mnie sprawdzał się super i myślę, że miło będzie m go stosować jesienią. Tym razem skusiłam się na odcień 52.


Teraz pokażę Wam pędzelki na które się skusiłam. Wybrałam sobie trzy z firmy Kozłowski. Tym razem padło na kolejny już i zresztą mój ulubiony pędzelek do eyelinera, spiralkę do rzęs oraz płaski języczkowy pędzelek do nakładania cieni. 


Teraz chwilę poświęcę cieniowi w kremie z serii Color Tattoo od Maybelline. Chodzi mi tutaj konkretnie o odcień Pink Gold. Nie wiem czy pamiętacie jak wymieniałam go na jednej ze swoich list chciejstw (klik). Nigdy jednak nie udało mi się na niego trafić, a zakochałam się w nim bez pamięci po obejrzeniu swatchy w sieci. A teraz w końcu go mam! I jestem przeszczęśliwa. Sam cień ukazał się już w moich sierpniowych ulubieńcach, bo używam go praktycznie codziennie. Czegoś takiego mi właśnie brakowało :))



Mówcie co chcecie, ale w końcu mam swoje pierwsze rzęsy z norek. I z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że są to najpiękniejsze rzęsy jakie do tej pory widziałam. Efekt jaki dają jest po prostu nieziemski i na pewno kiedyś pokażę je Wam na oku, przy okazji robienia jakiegoś makijażu. Kleiłam je już raz i są niemal niewyczuwalne na oczach. 



I ostatni już na dzisiaj smaczek ;) Tym razem do paznokci. Kupiłam sobie w końcu syrenkę Indigo Tiffany. Będę z nią jeszcze eksperymentowała, ale już noszę ją na swoich paznokciach ;) Daje niesamowity efekt!


No i sumie to już wszystko. Dajcie znać co Wy ostatnio sobie kupiłyście ;)

Wpisy, które Was zainteresują:
Ulubieńcy kwietnia i maja

18:13

Ulubieńcy kwietnia i maja

Miesiąc oczywiście musi zakończyć się ulubieńcami. I tak, wiem, że w zeszłym miesiącu taki post się nie ukazał, ale końcówkę kwietnia stanowiły intensywne przygotowania do matury ;) Dzisiaj postanowiłam zebrać ulubione produkty z kwietnia i maja i połączyć je w jeden dłuższy wpis. Będzie trochę rzeczy z pielęgnacji i sporo kolorówki, czyli standardowo ;)

Zacznę od pielęgnacji aby potem w dość płynny sposób przejść do kolorówki. 

Pierwszym ulubieńcem jest odżywka do włosów marki Nivea Straight&Gloss, którą odkryłam w kwietniu. Moje włosy są z natury bardzo puszące i czasami owszem fajnie mieć na głowie burzę włosów niczym lew, ale w większości sytuacji niestety moje włosy bardzo mnie denerwowały. Po wizycie u fryzjera stwierdziłam, że muszę poszukać jakiejś dobrej odżywki, która poskromi moją czuprynę. Dobrymi opiniami na Wizażu cieszyła się właśnie ta z Nivea, więc postanowiłam po nią sięgnąć. Aktualnie zaczęłam już drugie opakowanie, bo odżywka ma tylko 200ml pojemności, a ja myję włosy co drugi dzień więc szybko mi schodzi. Jestem nią zachwycona! Ujarzmia moje włosy, nie obciążając ich nadmiernie, dodatkowo pięknie pachnie i ten zapach utrzymuje się na włosach aż do kolejnego mycia. Moje falujące się włosy przyjmują kształt cudownych loków beż użycia żadnej lokówki ;) Naprawdę polecam!!

Kolejny produkt to krem do rąk marki Regital, o którym napiszę tylko tyle, że ma tak nieziemski zapach jak żaden inny krem. Mogłabym się nim smarować non stop. Jest przegenialny. Oprócz standardowej wielkości tubki mam też wersję mini, którą noszę ze sobą w torbie ;)

Na miano ulubieńca zasługuje również pasta do głębokiego oczyszczania twarzy marki Ziaja, do której wróciłam po dłuższym czasie. Zużyłam już jakieś 3 tubki tego produktu i w maju kupiłam kolejne. Jeżeli potrzebujecie mega oczyszczenia, odświeżenia skóry to bardzo mocno polecam. Ja z reguły stosuję ją jako maseczkę pozostawiając na skórze przez 20 minut, a następnie przy zmywaniu okrężnymi ruchami masuję twarz.


I teraz rzeczy z mojej kosmetyczki. Jako pierwszy podkład - nowość zarówno u mnie jak i na rynku, czyli Bourjois City Radiance w odcieniu 01. Bardzo dobry podkład, u mnie na równi z HM. Jest delikatny, całkiem fajnie kryje i nadaje skórze naturalnego wykończenia. Idealny na wiosnę, lekki podkład. Więcej na jego temat pisałam w tym wpisie.

Korektor, którego używałam najczęściej to również marka Bourjois a dokładnie seria Healthy Mix odcień 51. Żółty, kremowy o dobrym kryciu produkt, idealnie nadaje się pod oczy jak i na resztę twarzy ;)

Ukochanym pudrem ostatnich dwóch miesięcy jest zdecydowanie sypki puder Wibo, który kupiłam podczas promocji w Rossmannie. Bardzo ładnie matuje skórę, ale wykończenie jest bardzo naturalne, nie widać go na twarzy. Przyrównując do innych pudrów sypkich które miałam to jest on jednym z lepszych, zaraz po Kryolanie. Naprawdę go Wam polecam.


Buzię brązowiłam sobie dyskiem z Sephory, który nie tak dawno Wam pokazywałam. Jestem w nim mocno zakochana i bardzo przyjemnie mi się go używa. Nie wiem czy jeszcze uda się Wam go kupić, ponieważ była to edycja limitowana.



Jeśli chodzi o makijaż oczu to tutaj tak naprawdę nie mam Wam czego pokazywać, bo nie malowałam jakoś specjalnie powiek. Nadal używam tuszu Volume Million Lashes So Couture marki L'oreal, ale jeśli chodzi o cienie to naprawdę kwiecień i maj nie obfitował w jakieś specjalne makijaże oczu, bo nie miałam na takie po prostu czasu ;)

Przy oczach nie kombinowałam za dużo, ale za to na punkcie ust po prostu oszalałam. Po pierwsze błyszczyk do ust marki Catrice Luxury Lips 010 Spending All My Honey. I chociaż na pierwszy rzut oka produkt wygląda jak olejek to jest to najzwyklejszy błyszczyk, który noszę ze sobą w torbie. Używam go praktycznie non stop, bardzo ładnie błyszczą po nim usta ;)

Zdecydowanym ulubieńcem w mocnym kolorze jest płynna matowa pomadka w odcieniu 07 Golden Rose. W chwili obecnej mam już pięć kolorów tych pomadek, ale właśnie 07 była moją pierwszą i jest to przepiękna fuksja z fioletowo-niebieską poświatą. Pomadka jest trwała, komfortowa, nie wysusza ust. A, i bardzo podoba mi się aplikator, bo mogę bardzo precyzyjnie wyrysować nim usta bez użycia konturówki

Jeśli miałam ochotę na bardziej pomarańczowe odcienie to sięgałam po szminkę Kobo 310 Orange Surprise. Ogólnie uwielbiam te szminki, bo mają bardzo dobrą konsystencję i długo utrzymują się na ustach. A właśnie kolor 310 jest idealny na ciepłe dni ;)


No i to już wszystko w dzisiejszym poście ;) Za chwilę powitamy czerwiec! ;) Postaram się aby ten miesiąc obfitował na moim blogu w różne ciekawe wpisy ;)
 TAG: Starting All Over / Zaczynając od nowa

19:11

TAG: Starting All Over / Zaczynając od nowa

Tagi na moim blogu nie pojawiają się zbyt często, bo moim zdaniem zbyt wiele nie wnoszą, ale jest kilka takich, które są wyjątkowe i bardzo ciekawe. Dzisiaj chciałabym Was zaprosić na tag Starting All Over i przedstawić w nim 10 kosmetyków, które mnie nigdy nie zawodzą i na których z pewnością budowałabym swój kufer od podstaw.


Także jeśli jesteście ciekawe co znajduje się wśród moich perełek to zapraszam na dzisiejszy wpis ;)

1. Podkład Bourjois Healthy Mix numer 51 - mój prawdziwy ulubieniec jeśli chodzi o podkłady. Lekki, przyjemnie kryjący i wyglądający dość naturalnie na skórze. Ma bardzo ładne beżowe odcienie i przyjemny owocowy zapach. Uwielbiam go na co dzień, bo naprawdę świetnie ujednolica koloryt i rozświetla buzię.

2. Tłusta farbka do twarzy Kryolan numer 5 - mój must have w kufrze jeśli chodzi o malowanie klientek, a szczególnie trwałe makijaże ślubne. Na pewno jest to produkt dla bardziej wprawionych osób, bo oprócz uzyskania spektakularnego efektu krycia i wygładzenia cery da się nim zrobić niesamowitą szpachlę na twarzy. W przypadku tego produktu "mało" to słowo kluczowe.

2. Puder Wibo Fixing Powder - jeden z lepszych pudrów jakie miałam, ogromny plus ma ode mnie za dobrą dostępność. Puder jest półtransparentny, bardzo dobrze utrwala podkład i korektor. Nadaje skórze aksamitnego, bardzo naturalnego wykończenia.


3. Kamuflaż płynny Catrice 010 - jeśli go macie to wiecie jak cudowny jest to produkt. Świetnie nadaje się pod oczy, ma bardzo dobre krycie i nie ciemnieje na skórze. Owszem jest dość słabo wydajny, ale nie kosztuje wiele, więc tutaj przyczepić się nie mogę. Powala trwałością i dobrze przypudrowany nie rusza z miejsca przez cały dzień.

4. Pomada do brwi Inglot numer 11 - co jak co, ale brwi muszą być zrobione! Według mnie ta pomada jest godna uwagi każdej z Was - odcieni jest naprawdę sporo, każda dziewczyna znajdzie coś dla siebie. Produkt jest trwały, wydajny i dobrze się rozprowadza. Zasycha na włoskach i nie rozmazuje się. Jeśli miałabym wybrać jeden produkt do brwi to byłaby to właśnie ta pomada.

5. Cień w kremie Maybelline Color Tattoo Creme de Nudes - najlepsza baza pod cienie, sprawdzająca się nawet przy tłustej powiece. Dodatkowo świetnie wyrównuje kolor powieki, dzięki czemu nałożone cienie nie tracą swojego koloru i intensywności.

6. Mascara L'Oreal Volume Million Lashes So Couture - wiecie, że od dłuższego czasu używam tego tuszu. Wyparł wszystkie inne - jest cudowny! Bardzo czarny, bardzo trwały, nie kruszy się w ciągu dnia, nie odbija, nie rozmazuje. Ma silikonową, prostą szczoteczkę, którą docieram do każdej, nawet bardzo krótkiej rzęski.


7. Cienie Zoeva - jeżeli miałabym wybrać cienie do powiek, które będą podstawą mojego kufra to myślę, że na początku postawiłabym na te z Zoevy. Cudowne kolory, pigmentacja i wykończenia to coś co sobie cenię. Cieniami marki Zoeva świetnie się pracuje. Są miałkie, dobrze się rozcierają i łączą ze sobą. Dodatkowy atut to oczywiście ciekawy design palet - widać, że firma o ten aspekt bardzo dba i przykłada do tego dużą uwagę.


8. Pigmenty Inglot - pigmenty do oczu produkuje naprawdę dużo firm, ale moim zdaniem to właśnie Inglot wiedzie wśród nich prym. W ofercie znajdziemy masę kolorów, są pigmnety opalizujące, rybie łuski, perłowe, brokatowe - wybór jest naprawdę ogromny. Wystarczy zwykły matowy cień nałożony na całą powiekę i pigment w kącikach aby uzyskać cudowny makijaż. Pigmenty Inglota są hitem w moim kufrze i używam ich praktycznie w każdym makijażu. Klientki są zachwycone efektem jaki dają po aplikacji.



9. Rozświetlacz My Secret Princess Dream - mam bardzo dużo rozświetlaczy, ale gdybym miała wybierać ten jeden jedyny to padłoby właśnie na ten. Jest według mnie najbardziej uniwersalny i da się go ładnie wkomponować w makijażu. Daje efekt przecudnej tafli na skórze.



10. Pomadki Golden Rose - ogólnie. Tak, marka po prostu zachwyca swoimi produktami do ust. Z pewnością skusiłabym się na te z serii Velvet Matte, Vision, Matte Crayon oraz płynne matowe pomadki. Z każdej z tych serii jestem niesamowicie zadowolona.


Tak więc to wszystko co tym razem dla Was przygotowałam ;) Czekam na Wasze typy świetnej jakości kosmetyków. Od czego zaczęłybyście budować od podstaw swój kufer lub swoją kosmetyczkę? Co nigdy Was nie zawodzi?

Obiecuję teraz pisać nieco częściej - matury dobiegają końca i czasu będę miała znacznie więcej. Postaram się o jakieś ciekawe i pomocne posty :)
Copyright © majmejkap , Blogger