Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder. Pokaż wszystkie posty
Recenzja pudru Hean Ever Glow | Drogi efekt za małe pieniądze

18:13

Recenzja pudru Hean Ever Glow | Drogi efekt za małe pieniądze

Wspominałam już kiedyś, że uwielbiam pudry sypkie? :P Jeśli jesteście ze mną od dłuższego czasu to na pewno wiecie, że tak! Mam swojego ponadczasowego ulubieńca w tej kategorii, który bardzo długo nie mógł doczekać się swojej recenzji, ale w końcu jest i możecie ją przeczytać tutaj. I mimo, że uwielbiam puder Air Spun to nie spoczywam na laurach, wciąż testuję i szukam różnych ciekawych produktów. 

Zapraszam Was dzisiaj na recenzję pudru Hean Ever Glow, który nie bez powodu pojawił się już w ostatnich ulubieńcach. Wykorzystuję moment, że zaczęło być o nim głośniej w świecie beauty ;) 
Puder Hean Ever Glow zamknięty jest w plastikowym zakręcanym opakowaniu, które mieści 7 gramów produktu. Jak na puder to nie jest to jakaś powalająca pojemność, ale wśród innych marek też znajdziemy pudry o takiej gramaturze. Jego cena to około 26 zł w Hebe, ale w sieci można go kupić nawet i za 17 zł.

Przyznam, że wizualnie opakowanie jest naprawdę proste i bez fajerwerków. Na wieczku wzrok przyciągają jedynie holograficzne napisy. Wieczko jest czarne, słoiczek bezbarwny. W środku mamy całkiem zgrabne siteczko - otworki mają idealny rozmiar, który pozwala na swobodne dozowanie pudru.


Sam puder zasługuje zdecydowanie na pochwałę - ogólnie rzecz biorąc stosunek ceny do jakości jest w tym przypadku re-we-la-cyj-ny!!! Producent obiecuje utrwalenie makijażu, zmiękczenie rysów twarzy i rozmycie widoczności porów. I moim zdaniem wszystkie te obietnice zostały tutaj spełnione. Puder jest dostępny w jednym uniwersalnym odcieniu NUDE (a przynajmniej tak mi się wydaje) - bardzo jasnym ciepło-beżowym, który bardzo mi odpowiada. Przepięknie wygląda na skórze, a te mikrodrobineczki, które w nim są dają efekt soft focus. Bałam się na początku tego rozświetlenia, ale zupełnie bez potrzeby ;) Coś mi się zdaje, że chyba nie bez powodu porównuje się go z kultowym pudrem Hourglass. Faktycznie, na skórze wygląda bardzo drogo i szlachetnie. Dodatkowo nie zmienia odcienia podkładu i pięknie wpasowuje się w odcień skóry. Rewelacyjnie wygląda pod oczami.


Dla mnie jest to puder do stosowania na boki twarzy, raczej nie na strefę T. Nakładając go na środek twarzy możemy osiągnąć efekt spoconej twarzy. Zdecydowanie polubią go cery suche i normalne, tłuste i mieszane raczej nie będą z niego zadowolone. 


Moim zdaniem to genialny puder wykańczający dla osób lubiących efekt glow na skórze. Bardzo mnie cieszy, że w drogerii możemy dostać tak świetne, dające dużo droższy efekt kosmetyki - jeszcze kilka lat temu można było o takich pomarzyć :) Brawo HEAN! :D



A czy Wy macie swój ulubiony puder sypki? Polecacie coś konkretnego? A może znacie gagatka, o którym jest dzisiejszy wpis? Podzielcie się swoimi wrażeniami ;)
Najlepszy puder sypki na świecie | Recenzja Air Spun Loose Face Powder

12:16

Najlepszy puder sypki na świecie | Recenzja Air Spun Loose Face Powder

Nie potrafię odpowiedzieć Wam na pytanie, dlaczego tak długo zwlekałam z recenzją swojego ukochanego pudru! Jestem aktualnie na 4 albo nawet i na 5 opakowaniu, czyli zużyłam go już około 300 gramów! Zapraszam Was dzisiaj na recenzję pudru Coty Air Spun Loose Face Powder w odcieniu Translucent Extra Coverage, produktu, który przetestowałam wzdłuż i wszerz, w każdych możliwych warunkach.

Puder Coty Air Spun zamknięty jest w plastikowym, dość prostym opakowaniu, które mieści aż 65 gramów produktu. Jak na puder to olbrzymia pojemność, biorąc pod uwagę np. puder Laura Mercier 29 g, pudry Wibo około 10-15 g, puder Too Faced Peach Perfect 35 g. Jego cena to około 60 zł, ja zawsze zamawiam go na stronie Cosibella.



Przyznam, że wizualnie to on raczej nie zachwyca, nie wiem co autor grafiki i koloru opakowania miał na myśli, no ale przecież nie oceniamy książki po okładce... W środku dołączony jest zawsze taki duży puszek, którego ja pozbywam się z prędkością światła, bo jest naprawdę beznadziejny :D Poza puszkiem oczywiście mamy siteczko z dość dużymi dziurami, przez które puder wydobywamy. Jest ich dość sporo, przez co nietrudno jest przesadzić z ilością.

Nie da się nie zwrócić uwagi na zapach tego pudru. W momencie otworzenia opakowania dokoła unosi się intensywny i dość ciężki zapach. Osobiście wolałabym, gdyby ten puder w ogóle nie miał zapachu albo był on o połowę delikatniejszy. Części osób naprawdę on przeszkadza, ja się już przyzwyczaiłam, ale jest też grono osób dla których ten zapach jest przyjemny. Dla mnie ciut za mocno duszący. Na szczęście nie towarzyszy nam on przez cały dzień, a jedynie w momencie aplikacji i chwilkę po, a potem znika bezpowrotnie. 


Sam puder zasługuje zdecydowanie na pochwałę - ogólnie rzecz biorąc stosunek ceny do jakości i pojemności (!) jest w tym przypadku re-we-la-cyj-ny!!! A jakbym miała się bardziej rozpisać to tak: genialnie utrwala makijaż na kilkanaście godzin (to też produkt, którego używam na klientkach), nie zmienia odcienia podkładu, pięknie wpasowuje się w odcień skóry, pozostawia długotrwały efekt miękkiego matu bez grama suchości, a w przypadku poprawek jest bardzo plastyczny, po odciśnięciu sebum bibułką, chusteczką, czymkolwiek, znowu wygląda perfekcyjnie, nie podkreśla suchych skórek, bardzo dobrze sprawdza się w okolicy pod oczami, nadaje się zarówno do lekkiego omiatania skóry, jak i do bakingu, jest bardzo mocno zmielony, pozostawia skórę wygładzoną.


Dla mnie ten puder nie wygląda na skórze ciężko chociaż nazwa tego odcienia brzmi trochę hardcorowo i trochę jak szpachla ;), ale coś w tej nazwie jest. Puder faktycznie nie pozostawia na skórze koloru, chociaż w opakowaniu jest delikatnie beżowy, a to krycie rozumiem jako wygładzenie skóry. Ten efekt jest naprawdę nieziemski. Przypudrowany tym pudrem korektor pod oczami wygląda pięknie i nic nie zbiera się w załamaniach przez wiele godzin. Według mnie nadaje się on zarówno do cer suchych, bo nie ściąga, mat jest bardzo naturalny, no i zawsze można użyć go w mniejszej ilości. Cery tłuste i mieszane sięgając po ten puder będą nakładały go odrobinę więcej, nie tracąc przy tym na efekcie nieskazitelnej cery ;)


Moim zdaniem to najlepszy puder sypki jakiego używałam, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty i mega mocno go polecam. Zgadza się z każdym korektorem i podkładem, z którymi go testowałam, nie wysusza skóry, nie zapycha, nie uczula. Uwielbiam go i wybaczam intensywny zapach. Jeżeli szukacie genialnego pudru to musicie go wypróbować. Gwarantuję, że pokochacie go tak samo jak ja! 


A czy Wy macie swój ulubiony puder sypki? Polecacie coś konkretnego? A może znacie gagatka, o którym jest dzisiejszy wpis? Podzielcie się swoimi wrażeniami ;)

Puder Wibo #Mood | Hit kolekcji limitowanej w stałej sprzedaży

11:13

Puder Wibo #Mood | Hit kolekcji limitowanej w stałej sprzedaży

Co prawda przeczytacie o tym pudrze w ulubieńcach kwietnia, ale mam problem z aparatem i nie mogę zrobić zdjęć. Pomyślałam więc, że skoro ten puder nie doczekał się swojej osobnej recenzji to warto chwilę mu poświęcić. Jeśli czytacie mnie od dłuższego czasu to wiecie, że jestem ogromną fanką pudrów sypkich i bardzo rzadko sięgam po te prasowane. Sypańce to życie! :D Mam kilka ulubionych pudrów, które są pudrami wysokopółkowymi, kocham puder Air Spun, a jeśli chodzi o drogerię to najlepszy moim zdaniem jest właśnie ten. Wibo #Mood. Na rynku pojawił się w zeszłym roku (tak mi się wydaje) w kolekcji limitowanej i stał się niekwestionowanym hitem. I bardzo cieszę się, że firma Wibo postanowiła wprowadzić go na stałe do swojej oferty. Zliftingowała lekko szatę graficzną opakowania, ale produkt w środku jest ten sam.

Jeśli jeszcze go nie miałyście to uważam, że lektura dzisiejszego wpisu jest obowiązkowa, bo dowiecie się o nim wszystkiego i gwarantuję, że kiedy już go kupicie będziecie w siódmym niebie. 


Puder dostaniecie w Rossmannie w szafach Wibo za cenę 30,99 zł (14 g). Cena jak na tą firmę, uważam, jest dość wysoka, ale jakość produktu jaką za nią otrzymujemy całkowicie ją uzasadnia. Opakowanie jest kwadratowe, porządnie wykonane i bardzo podoba mi się opcja sitka w formie jakby rajstopki. Dzięki temu puder nie rozsypuje się wszędzie.


Puder w dotyku jest bardzo miałki i aksamitny, delikatny. Ma lekko bananowy odcień, ale po aplikacji na skórę staje się transparentny. Jest totalnie niewidoczny, ponieważ daje bardzo naturalne wykończenie. Matowi skórę, ale w taki ładny naturalny sposób. 


Idealnie sprawdza się do bakingu i tak też sugeruje go używać producent. Ja używam go zarówno do bakingu jak i klasycznie omiatając pędzlem twarz. I jeden i drugi sposób przy nim się sprawdza. Po aplikacji pudru cera jest optycznie wygładzona. Wygląda naprawdę rewelacyjnie.


Zdecydowanie polecam ten puder cerom suchym i normalnym. Mieszana i tłusta może w ciągu dnia wymagać poprawek. Tak czy inaczej uważam, że powinnyście go przetestować :)


Dajcie mi znać w komentarzu jakie są Wasze ulubione pudry sypkie z drogerii i czy używałyście Wibo #Mood. Co o nim sądzicie i jak się Wam sprawdza? ;) :)
Tydzień z Too Faced: Puder sypki Peach Perfect - HIT czy KIT?

19:00

Tydzień z Too Faced: Puder sypki Peach Perfect - HIT czy KIT?

Pora na kolejną, czwartą już recenzję produktu marki Too Faced. Po bazie z serii brzoskwiniowej teraz kolej na puder sypki Peach Perfect. Czy jest to produkt, który musicie mieć? Czy jet on warty swojej ceny? Jeśli to wszystko Was ciekawi to zapraszam do dalszej części tego wpisu ;)

Seria brzoskwiniowa Too Faced cieszy się ogromną popularnością. Był taki czas, że puder o którym dzisiaj Wam napiszę był wykupiony absolutnie wszędzie. 

Wszędzie słyszałam same pozytywne opinie na jego temat, więc automatycznie rosła moja ochota żeby mieć ten puder. Kupiłam go w końcu jesienią i od tamtej pory testuję. Sporo już o nim wiem, a przede wszystkim to, że NIE JEST TO PUDER WYJĄTKOWY POD WZGLĘDEM SWOICH WŁAŚCIWOŚCI. 

Ma urzekająco piękne opakowanie. Naprawdę jest ono prześliczne i dodatkowo bardzo funkcjonalne, ponieważ w środku opakowania sitko jest zabezpieczane plastikowym zamknięciem. To jest naprawdę super, bo puder nie rozsypuje się wszędzie i tym samym nie marnuje. Po otwarciu słoiczka w powietrzu unosi się brzoskwiniowy zapach, bardzo słodki. Pojemność pudru to aż 35 gramów!


I teraz tak, co do jego właściwości: jest to puder matujący. I to taki stricte matujący. Tutaj jak dla mnie nie ma efektu WOW. Nie ma efektu satyny, jest płaski, zwykły mat, który dają też sypkie pudry z Lovely czy Wibo. Nie zrozumcie mnie źle,  bo puder sam w sobie jest w porządku, ale za cenę około 150 zł mam prawo oczekiwać nieprzeciętnej jakości.

I chociaż puder w opakowaniu ma bardzo delikatnie brzoskwiniowy odcień to na skórze staje się on całkowicie transparentny i nie wpływa na odcień podkładu ani korektora.

Co do tego brzoskwiniowego zapachu to dla mnie jest on podczas aplikacji mea drażniący. Po nałożeniu tego pudru ten zapach mam w ustach, w nosie i nie jest to przyjemne. Czuję tą słodycz jeszcze przez dłuższy czas.


Puder dobrze utrwala makijaż, nie są wymagane w ciągu dnia absolutnie żadne poprawki ani odciskanie nadmiaru sebum. Dla osób szukających porządnego zmatowienia ten puder będzie ideałem, a jeśli szukacie czegoś z satynowym wykończeniem to możecie go sobie odpuścić.


I tak szczerze to nie wiem jak mam to wszystko podsumować. Bo tak, niby ten puder jest spoko i spełnia obietnice producenta, ale ja oczekuję czegoś więcej za taką cenę. Na pewno nie kupiłabym go ponownie. Wolałabym odrobinę dołożyć i kupić puder Laura Mercier (i swoją drogą kupiłam, bo teraz jest w Doulasie promka) albo po prostu używać mojego kilkuletniego już hitu czyli pudru Air Spun. 
Idealny puder pod oczy z drogerii? | Hean Lightening Eye Powder

21:42

Idealny puder pod oczy z drogerii? | Hean Lightening Eye Powder

Tak! Doczekałyśmy się pierwszego drogeryjnego pudru dedykowanego do okolicy pod oczami, która jest z natury bardzo delikatna, cieniutka i często problematyczna. Dodatkowym powodem do radości jest fakt, że wypuściła go polska marka Hean słynąca z kilku naprawdę dobrych produktów. 

Mam go praktycznie od momentu kiedy to pojawił się w sprzedaży. Kupiłam go tego samego dnia kiedy po raz pierwszy Maxineczka wspomniała o nim w swoim filmie. Czy żałuję zakupu? Czy ten puder pod oczy w ogóle nadaje się do czegokolwiek? No właśnie... Zapraszam Was na recenzję produktu Hean Lightening Secret Eye Powder.


Na samym początku muszę napisać, że bardzo podoba mi się design opakowania tego pudru. Mały matowy słoiczek z czarną pokrywką, a w środku malutkie sześciodziurkowe siteczko umożliwiające wydobycie pudru. Tak mała ilość dziurek jest ogromnym plusem, bo umożliwia kontrolę nad produktem i sprawia, że wydobywa się go mniej, co skutkuje mniejszym zużyciem - nic się nie wysypuje ani nie rozwala po całym opakowaniu. 

Teraz troszkę o samej zawartości opakowania. Puder jest niezwykle miałko zmielony. To jest po prostu pył. Najdrobniejszy jaki jesteście sobie w stanie wyobrazić. Kiedy go dotykacie to czujecie jakbyście niczego nie dotykały. Jego kolor jest biały, a w środku są zatopione mikrusie drobinki srebrno-niebieskie, tak mi się przynajmniej wydaje. W świetle dziennym nie są one zupełnie widoczne. Można je dostrzec dopiero w sztucznym świetle. Ta cecha tego pudru sprawia, że nadaje się on jedynie na co dzień, do pracy, gdzieś gdzie nie będziecie robiły zdjęć z fleszem, ponieważ puder wybiela twarz. Przy robieniu zdjęć z lampą w okolicy gdzie jest nałożony puder tworzą się białe plamy.


Do użytku dziennego ten puder sprawdza się rewelacyjnie. Jest bardzo delikatny i nakłada się w minimalnej ilości. Cudownie rozprasza światło i daje efekt photoshopa. Wygładza skórę i wszelkie zmarszczki, ale trzeba pamiętać o dobrym kremie pod oczy, ponieważ na przesuszonej skórze lubi nieestetycznie się osadzać.


U mnie najlepiej aplikuje się przy pomocy pędzelka z naturalnego włosia. Nie lubię robić nim bakingu gąbką. Pędzlem nabiera się go odpowiednia ilość i włosie pozwala na równomierne rozprowadzenie tego pudru w każdym załamaniu i każdym miejscu. Gąbką nie jesteśmy w stanie wszędzie nim dotrzeć i nakłada się go zbyt dużo, co z miejsca powoduje wybielenie tego obszaru.

Faktem jest to, że ten puder rozjaśnia obszar w którym go nakładamy. Nie ma więc konieczności stosowania jaśniejszego korektora pod oczami. Sam puder sprawi, że pod oczami będzie jaśniej. 


Jest jeszcze jedna sprawa warta dodania. W przypadku kiedy wyjedziecie tym pudrem na trochę większy obszar np. na kość policzkową to w tym miejscu nie uda się Wam nałożyć już rozświetlacza i kiedy popatrzycie pod słońce to będzie widoczny ten ubytek w makijażu.

I teraz tak sam w sobie ten puder jest rewelacyjny. Używany z rozwagą daje przepiękny efekt, którego nie uzyskacie żadnym innym pudrem sypkim. Trzeba jednak pamiętać o tych aspektach, które wymieniłam, bo w innym przypadku można się do niego szybko zrazić.

Podsumowując: na pewno warto zainteresować się tym pudrem, ponieważ pięknie wygląda pod oczami i super utrwala korektor. Po aplikacji jest niewidoczny na skórze i nie obciąża delikatnej okolicy pod oczami. Należy jednak wziąć pod uwagę jego specyfikację i wszystko to co opisałam w poście. Stosowanie się do moich rad na pewno ułatwi Wam pracę z kosmetykiem i zaowocuje wielką photoshopową miłością :)

U mnie puder sprawdza się rewelacyjnie, doszłam z nim do wprawy i już nie zdarzają mi się żadne niefajne sytuacje z jego udziałem.
NOWOŚĆ Puder Lovely Cooking Time | Recenzja

00:00

NOWOŚĆ Puder Lovely Cooking Time | Recenzja

Czy są tutaj fanki sypkich pudrów? Ja zgłaszam się na pewno, bo mam ich naprawdę sporo i wciąż testuję nowe i szukam tych najlepszych. Dzisiaj będzie o nowości marki Lovely, czyli pudrze o uroczej nazwie Cooking Time. 

Opakowanie przywodzi na myśl pozostałe pudry sypkie Lovely z serii Sweet Kissing, które już testowałam i możecie sprawdzić co o nich myślę w tym wpisie. Jest bardzo ładne, dość proste zakręcane i posiada siteczko.


To co bezapelacyjnie zasługuje na uwagę to fakt, że producent zrezygnował z tego intensywnego słodkiego zapachu, który mnie osobiście bardzo denerwował. Ten puder nie pachnie wcale. Pojemność jest taka sama jak w pozostałych pudrach Lovely, czyli 6 g.

Ma leciutko żółty kolor i to bardzo mnie skusiło do jego zakupu i wypróbowania. Podoba mi się również jego formuła, bo ten puder nie zbryla się tak jak pozostałe, jest bardzo aksamitny w dotyku i nie jest suchy. Dzięki temu, że nie zbryla się można go nałożyć na skórę w niewielkiej ilości, bardzo dobrze się rozprowadza.


Ja pudry nakładam gąbeczką, której wcześniej użyłam do podkładu. Stempluję nią po twarzy miejsce przy miejscu, a potem jeszcze dodatkowo omiatam twarz pędzlem. Ten puder wygląda na twarzy fantastycznie. Nie zmienia odcienia podkładu, bardzo dobrze go utrwala. Ma bardzo ładne wykończenie na skórze. Daleko mu do efektu kredowego matu.


Dzięki temu, że nie jest zbyt suchy śmiało można używać go pod oczy. Super współgra z korektorami i utrwala je na długie, długie godziny. 

Bardzo się z nim polubiłam i aktualnie kończę już pierwsze opakowanie ;) Na pewno kupię go ponownie! Osobiście uważam, że jest to najlepszy puder ze wszystkich sypkich, które oferuje Lovely. Powiem nawet więcej! Jest lepszy niż Wibo Banana, który wiele razy na blogu Wam polecałam.

Tak, więc jeśli szukacie jakiegoś nowego sypkiego pudru to ten jest jak najbardziej godny Waszego zainteresowania.
AA Wings of Color Dust Matte Loose Powder | Najlepszy puder sypki z drogerii? Efekt Photoshopa?

21:25

AA Wings of Color Dust Matte Loose Powder | Najlepszy puder sypki z drogerii? Efekt Photoshopa?

Jeszcze w październiku robiłam na swoim Instagramie ankiety, w których pytałam Was o czym chcecie u mnie poczytać. Puder, o którym będzie dzisiaj zyskał bardzo dużo głosów, więc nie sposób było pominąć jego recenzji. Także dzisiaj, poniekąd na Waszą prośbę, zapraszam na recenzję pudru AA Wings of Color Dust Matt.

Swoje opakowanie pudru udało mi się kupić podczas ostatniej promocji w Rossmannie. Chciałam spróbować czegoś nowego i wybór padł właśnie na ten kosmetyk.


Opakowanie pudru absolutnie zasługuje na to aby poświęcić mu chociaż chwilę. Otóż jest to zakręcany słoiczek z siteczkiem w formie jakby rajstopy ;) Sitko nie jest duże, znajduje się na samym środku dodatkowo są jakby zaokrąglone ścianki dzięki czemu puder wykorzystamy w stu procentach, nie będzie on właził w żadne kanty (nie wiem czy ja to dobrze tłumaczę, ale widzicie to na zdjęciach). Największy hit tego opakowania to taka wypukłość w pokrywce, która dotyka powierzchni sitka po zakręceniu i nie pozwala na rozsypywanie się pudru wszędzie dookoła, wszystko jest czyściutkie.


Uff. Kwestia opakowania za nami. A teraz pora na wnętrze ;) 

Sam puder jest niezwykle drobno zmielony i aksamitny. Spośród tych, które testowałam z drogerii ten jest naprawdę wyjątkowy i wyróżnia się na tle innych. Jego kolor jest jaśniutko beżowy, ale po roztarciu na skórze totalnie niewidoczny. W żaden sposób nie wpływa też na kolor podkładu czy korektora.


Zwykle aplikuję go gąbeczką, potem omiatam twarz miękkim pędzlem. Na skórze wygląda pięknie, tak miękko i bardzo naturalnie. Nie widać nawet z bliska, że macie na sobie puder. W świetle sztucznym rozmywa rysy twarzy, efekt photoshopa gwarantowany! 

Osobiście tego pudru używam głównie pod oczy, bo tam jego właściwości robią super robotę. Po pierwsze bardzo wygładza skórę, nie zostawia żadnego koloru i super utrwala nałożony korektor. Z ręką na sercu powiem Wam, że korektor z tym pudrem wygląda pod oczami idealnie przez cały dzień. Niezależnie co robię i jak intensywny mam dzień, ten duet po prostu zostaje nienaruszony.

Jeśli stosuję go na całą twarz to nie mam problemów z dalszym makijażem - nakładaniem brązera, różu i rozświetlacza. Wszystko ładnie się aplikuje bez nieestetycznych plam i smug na policzkach.


Bardzo zachęcam Was do jego przetestowania, bo jest naprawdę dobrze dostępny, a efekt na pewno Was zachwyci. To jest z produktów must have do wypróbowania z drogerii. Będziecie miło zaskoczone tym produktem ;)
Lovely Banana Chocolate | Mój ulubiony puder prasowany

14:55

Lovely Banana Chocolate | Mój ulubiony puder prasowany

Wszyscy, którzy śledzą mojego bloga od dłuższego czasu i wnikliwie czytają, na pewno wiedzą, że jestem absolutną fanką pudrów sypkich i w pracy z klientkami używam tylko i wyłącznie ich. Miałam parę przygód z pudrami w kamieniu, ale zawsze jednak wracam do sypańców. Może i są lotne, mają złe opakowania, ale efekt jaki dają na skórze jest tego wart. 

I tak w sumie sprawa się miały do mniej więcej czerwca/lipca kiedy to zaczęłam testować bananową czekoladkę marki Lovely, czyli puder Banana Chocolate. Nie bądźcie zaskoczone, że na zdjęciach widzicie praktycznie nowy produkt - to moje kolejne opakowanie, kilka dni temu wykończyłam poprzednie.


Nie ukrywam, że do zakupu pierwszego opakowania skusił mnie właśnie uroczy kartonik. Leciutki, ciekawa szata graficzna, urocze okienko to wszystko sprawiło, że serduszko zabiło mi mocniej. Spodobał mi się również jego kolor no i cała ta idea, że to puder bananowy, które w innych markach już są i niektóre naprawdę świetnie się sprawdzają (np. Ben Nye Banana, ale to trochę inna półka cenowa :D)


Największym zaskoczeniem był dla mnie fakt jak miękki i aksamitny w dotyku jest ten puder. Nie boję się go używać nawet pod oczami - nie przesusza tej delikatnej okolicy i wygląda tam naprawdę super. Ogólnie bardzo dobrze nabiera się na pędzel, nie trzeba nie wiadomo ile kręcić pędzlem w opakowaniu żeby cokolwiek na nim zostało.

Jest to puder, który utrwala podkład i korektor, matowi skórę, ale ona wciąż pozostaje bardzo naturalna i delikatnie świetlista. Tą delikatną satynkę jaką puder zostawia widać po roztarciu go na dłoni. Kolor pudru nie jest widoczny na skórze, ale myślę, że jeśli byłby on biały to mógłby bielić skórę. Ten bananowy jest na skórze zupełnie niewidoczny!


Bardzo mi się podoba, bardzo! Dodatkowy plus za to, że późniejsza aplikacja brązera i rozświetlacza czy też różu jest bezproblemowa. Produkty zostają na skórze i nakładają się bez większego wysiłku. 

Jeżeli szukacie produktu kompaktowego, który zapewni Wam bardzo naturalny wygląd to ogromnie polecam właśnie ten puder. Muszę jednak zaznaczyć, że nie jest to produkt stworzony dla cer przetłuszczających się, ponieważ nie zmatowi Was na tak długo jakbyście tego oczekiwały. Rezerwowałabym go raczej dla cer suchych i normalnych - u tych sprawdzi się genialnie ;)
Słodkie pudry Lovely wersja Mineral i HD | Który lepszy? | Recenzja + porównanie

12:06

Słodkie pudry Lovely wersja Mineral i HD | Który lepszy? | Recenzja + porównanie


Cześć wszystkim ;)

Nawet nie wiecie jak miło czuję się zaskoczona nowymi produktami marki Lovely ;) Dzisiaj przygotowałam dla Was obszerną recenzję dwóch sypkich pudrów, których używam od dłuższego czasu. Mam już wyrobioną własną opinię na ich temat i powiem Wam, że jeden z nich lubię odrobinę bardziej, ale jest też jedna cecha, która przeszkadza mi w obu pudrach. Jeżeli ciekawi jest co sądzę co sypańcach Lovely to zapraszam Was do dalszej części tego  wpisu :)

Seria tych słodkich pudrów jest dostępna w sprzedaży od jakiegoś czasu. Wydaje mi się, że w drogeriach pojawiły się niedługo przed promocją na kolorówkę w Rossmannie. Ja kupiłam je już po rossmannowym szale skuszona uroczymi opakowaniami i zapewnieniami producenta. Pomijam już oczywiście fakt, że mam fioła na punkcie sypkich pudrów i kupuję wszystkie, które mnie zaciekawią. Akurat propozycje marki Lovely to koszt około 16 zł, więc wydatek nie jest spory. Opakowania jak już wspomniałam są urocze - mają pastelowe nakrętki. Mineralny ma lawendową, a HD błękitną. Każdy z pudrów to 5,5 grama.


Cechą wspólną obu pudrów jest słodki zapach. No właśnie. To coś co mi osobiście okropnie przeszkadza. Ten zapach jest mdlący, słodki, sztucznie waniliowy. Przy aplikacji unosi się dookoła i chcąc nie chcąc wpada do ust, nosa itd. Potem mam w ustach mało miły smak.


HD LOOSE POWDER skin photoready
To puder z niebieskim wieczkiem. Przez producenta określony jako transparentny, matujący puder mineralny. Ma jasno żółto-beżowy odcień i jest bardzo drobno zmielony. W dotyku zupełnie gładki i całkiem aksamitny. Nie bieli twarzy i nie odbija światła na zdjęciach. Faktycznie jest to puder HD nadający się do pracy z błyskiem fleszy. Jedyną cechą, która działa na niekorzyść tego produktu to fakt, iż nałożony w dużej ilości gąbeczką (jako baking) czasami lubi zostawiać po sobie plamy. Zdarzyło mi się kilka razy tak, że jakieś pół godziny po skończonym makijażu on jakby wytrącał się na skórze i tworzyły się obszary (szczególnie pod oczami, wokół ust) gdzie ten puder się pojawiał w bardzo widoczny sposób. Jeśli omiatam nim skórę przy pomocy pędzla nie zauważam takiego problemu. I tak naprawdę poza tym jednym małym minusikiem ten puder jest naprawdę dobry. Świetnie utrwala i matuje skórę pozostawiając naturalne wykończenie.


MINERAL LOOSE POWDER skin beautifier 
Ten puder jest moim faworytem ze względu na to, że nie mam z nim problemu, który występują przy pudrze HD. Przez producenta określony jako transparentny, silnie matujący fikser mineralny do twarzy. I faktycznie przyznam tutaj rację, puder silnie matuje i mocno utrwala makijaż. Nie jest to produkt aksamitny i miałki w dotyku. Ja bym określiła go jako grubo zmielony puder, który po roztarciu między palcami jest szorstki. W opakowaniu jego kolor jest jasnobeżowy jednak po aplikacji już go na skórze nie widać. I pomimo swojej słabo zmielonej formuły ten puder naprawdę świetnie mi się spisuje. Na pewno sprawdzi się przy cerach tłustszych niż moja, bo naprawdę super trzyma mat. A, i nie jest to z pewnością puder do codziennego stosowania w okolicach oczu - przez swoją formułę może ten obszar przesuszać.



Jeżeli lubicie ładne kosmetyki, nie chcecie wydawać milionów monet podczas zakupów i poszukujecie dobrych sypkich pudrów to naprawdę śmiało możecie się za nimi w Rossmannie rozejrzeć. Uważam, że są godne uwagi chociażby właśnie na swoje dobre właściwości utrwalające i matujące.

Czy miałyście okazję używać któregoś z tych pudrów? Czy sprawdził się on u Was? A może macie mi do polecenia jakieś inne drogeryjne pudry sypkie, które lubicie i dobrze Wam służą? Czekam jak zwykle na komentarze ;) :)
Makeup Revolution Baking Powder LACE - warto czy nie warto?

12:48

Makeup Revolution Baking Powder LACE - warto czy nie warto?

Nieraz pisałam o tym, że jestem ogromną fanką pudrów sypkich. Dają one o wiele bardziej naturalne wykończenie makijażu, są lekkie, często nie zostawiają żadnego koloru i można z łatwością używać ich do bakingu.

Moim najukochańszym pudrem jest Laura Mercier Translucent Loose Powder, ale wciąż testuję nowe propozycje w tej kategorii i dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pudru Lace od Makeup Revolution.

Czy puder o pojemności 35 gramów za cenę 25 zł może być dobry czy niekoniecznie? O tym w dalszej części dzisiejszego posta.


Na początku powiem Wam szczerze, że nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. Moje doświadczenie nauczyło mnie, że to właśnie droższe pudry są wysokiej jakości.

Puder jest bardzo aksamitny w dotyku, lekko jakby wilgotny, co sprawia, że nie pyli się tak mocno. To dla mnie spory plus, chociaż wiadomo, że puder sypki już z samej nazwy informuje nas, że będzie się po prostu sypał ;) Nie powinno być to dla nas żadnym zaskoczeniem.

Ma lekką różową nutę, ale jest ona na tyle minimalna, że nie przeszkadza mi to w jego stosowaniu. Puder możemy jak najbardziej stosować do bakingu wilgotną gąbką - puder bardzo mocno rozjaśnia okolice pod oczami, środek twarzy i inne miejsca gdzie został nałożony. Aplikowany pędzlem bardzo ładnie utrwala podkład i matowi, ale jego wykończenie nie jest tępe i papierowe.


Nie ma problemów z nakładaniem kolejnych produktów: brązera, różu czy rozświetlacza. Wszystko bardzo ładnie czepia się skóry i nie tworzy plam. Mimo, że tak jak wspomniałam wcześniej, puder ma w sobie minimalną różową nutę to nie zmienia koloru podkładu - puder zachowuje się jak transparentny.


Stosuję go od ponad dwóch tygodni i jak narazie nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, a widzę same jego plusy ;)

Czuję, że skuszę się również na wersję Ghost oraz Banana. Wersja Lace, o której rozpisałam się dzisiaj naprawdę mi się spodobała ;)

A Wy miałyście ten lub inne pudry sypkie z Makeup Revolution? 
Maybelline puder Master Fix - HIT czy KIT?

11:10

Maybelline puder Master Fix - HIT czy KIT?

Zdecydowanie należę do osób, które wolą pudry sypkie od tych prasowanych, i do tych, które te sypkie kochają testować. Jak na miłośniczkę pudrów sypkich przystało skusiłam się na nową propozycję marki Maybelline, czyli puder Master Fix. Osobiście uważam, że jego cena jest całkiem wysoka, bo to ponad 40 zł, ale nie potrafiłam go sobie odpuścić. Czy było warto? O tym w dzisiejszym poście.


Osobiście lubię kiedy puder dobrze utrwala makijaż, ale nie widać i nie czuć co na skórze. Mam już kilka swoich pewniaków w tej kategorii jednak moja ciekawska natura wciąż nie daje spokoju.

Puder Master Fix jest zamknięty w zgrabnym i dość płaskim - co lubię, opakowaniu. Ma formę białego, suchego jak wiór proszku. Jeśli mam być szczera to jest gładziusieńki podczas rozcierania między palcami. Na stronie Maybelline znalazłam informację, że jest to formuła mikro-ziarnista pozwalająca na uzyskanie optycznie wygładzonej cery.

Dodatkowo jest to produkt bardzo lotny. Już samo otwarcie opakowania powoduje białą, pudrową chmurę. Przy nakładaniu na pędzel, a potem na skórę pyli się jak szalony.


Producent pisze, że jest on odpowiedni dla każdego typu i odcienia cery. Hmmm... Nie mogę się z tym niestety zgodzić. U bladzioszków może i się sprawdzi, ale osoby z minimalnie nawet ciemniejszą karnacją nie będą zadowolone. Puder niestety bardzo bieli skórę i owszem da radę to okiełznać, ale wątpię czy będziecie chciały się z nim bawić rano przed wyjściem z domu.

Mam wrażenie, że on jakby osadza się na twarzy. Ja go czuję na skórze po nałożeniu. Owszem wszystko jest pięknie utrwalone, ale mi efekt jaki ten puder daje nie odpowiada. Jest zbyt sucho, tępo, biało i matowo.

Co jeszcze ciekawego zauważyłam? Po aplikacji tego pudru nałożenie brązera, różu czy rozświetlacza jest praktycznie niemożliwe! Kolejne produkty nie łapią się twarzy, naprawdę. Próbowałam różnych pędzli i produktów, ale ze wszystkimi dzieje się to samo. Widzę tylko jak rozświetlacz osypuje się z pędzla przy próbie aplikacji... Do tej pory nie miałam takiego problemu z żadnym pudrem.


W moim przypadku ten puder sprawdza się jedynie w niewielkiej ilości nałożony na środek czoła i pod oczy, bo faktycznie dobrze matowi i utrwala, ale i tak nie sięgam po niego zbyt chętnie, bo mam lepsze pudry w swojej kolekcji.

Moim zdaniem jest to puder dość problematyczny, który wymaga więcej zachodu przy aplikacji. Zużyję to opakowanie do końca, ale na pewno nie kupię go ponownie. Nie polubiliśmy się zbyt mocno ;)

Jestem ciekawa czy znacie już ten puder. Jakie są Wasze wrażenia i jak się sprawdza? Macie swój ulubiony puder sypki?
Sposoby na przedłużenie trwałości podkładu i jego poprawną aplikację

19:14

Sposoby na przedłużenie trwałości podkładu i jego poprawną aplikację

Ten wpis powstał właściwie przez Was, a może lepiej - dzięki Wam ;) To właśnie Wy zainspirowałyście mnie do napisania go. Często pytacie co zrobić żeby podkład się ładnie trzymał. Nie ścierał, nie ważył, nie rolował. Okazuje się, że macie z nim sporo kłopotów. I dzisiaj przychodzę z pomocą i postaram się rozwiązać związane z nim problemy. 

Chciałabym żeby ten wpis był dokładny i do końca wyczerpał temat, więc możecie sobie sobie kilka minut na jego dokładne przestudiowanie.


ROLA PODKŁADU
Czy wiecie w ogóle po co go używacie i jakie jest jego zadanie? Podkład powinien wyrównać koloryt skóry i zakryć drobne przebarwienia. Jego odcień trzeba dopasować do koloru szyi i dekoltu. Dobrze dobrany podkład nie jest mocno widoczny po aplikacji i ładnie wtapia się w skórę.

IM MNIEJ TYM LEPIEJ 
Uwierzcie mi, że to prawda. Jeśli macie coś do ukrycia to po prostu sięgnijcie po podkład mocno kryjący. Zacznijcie od nałożenia jego niewielkiej ilości i zobaczcie jak pięknie wszystko przykrywa. Jeśli z czymś podkład sobie nie radzi to można go miejscowo dołożyć i zbudować większe krycie. Warto sobie zapamiętać, że zawsze zbiera się w załamaniach i waży nadmiar produktu, więc jeśli nałożycie go zbyt dużo to może się to okazać kłopotliwe.

NIE POD OCZY
Tak, podkłady nie są przeznaczone do stosowania w okolicach oczu. Na ten obszar nakładamy lżejsze korektory, które nie przesuszą nam tej delikatnej skóry. Oczywiście jeśli pod okiem wyląduje podkład nawilżający to nic się nie stanie. Problem może pojawić się w momencie gdy nałożymy tam ciężki, zastygający produkt, który obciąży cieniutką skórę wokół oczu.


DOBRY PUDER
Aby podkład utrzymał się na skórze dłużej trzeba go poprawnie utrwalić. W tym celu należy sięgnąć po puder, najlepiej sypki i dobrze rozprowadzić go po skórze. Kobiety z suchą cerą mogą jedynie lekko omieść twarz pędzlem. Te z Was, które mają cerę tłustą, przetłuszczającą się powinny użyć puszka lub po prostu gąbki do aplikacji podkładu i dokładnie wpracować puder w skórę. Pamiętajcie aby ruchy puszka lub gąbki były punktowe, stemplujcie narzędziem po skórze. Nigdy nie przeciągajcie puszka po twarzy, bo ten nacisk spowoduje starcie lub przesunięcie wcześniej nałożonego podkładu.

CZYSTA SKÓRA
Przed przystąpieniem do makijażu trzeba odpowiednio przygotować na to skórę. Nie wystarczy przy porannej toalecie ochlapać buzi wodą i wytrzeć ręcznikiem. Skórę trzeba dokładnie umyć z resztek nocnego kremu i sebum, które wydzieliło się podczas snu. Dopiero wtedy możemy w ogóle mówić o jakimkolwiek makijażu. Na nieoczyszczonej skórze podkład może się nie trzymać tak dobrze jak powinien.


ODPOWIEDNIA BAZA
I nie mam tu na myśli tylko produktów o tej nazwie. Pamiętajcie, że baza pod makijaż to przede wszystkim odpowiednio wypielęgnowana skóra. Oczywiście jako bazy możecie użyć lekkiego kremu na dzień albo odpowiedniego kosmetyku. Warto wiedzieć, że pod podkłady zastygające nie powinno stosować się baz silikonowych, które tworzą na skórze powierzchnię uniemożliwiającą im poprawne zastygnięcie - podkład będzie się na takiej bazie ślizgał. Pod tego typu podkłady zalecam lekkie kremowe bazy, które wchłaniają się w skórę.

A SUCHE SKÓRKI?
Nic nie denerwuje się bardziej niż powiedzenie, że "ten podkład podkreśla mi suche skórki, jest beznadziejny"... Nie, nie i jeszcze raz nie! Jeśli masz suche skórki to jest to pewnego rodzaju defekt Twojej skóry, błąd w pielęgnacji, nieodpowiednie jej złuszczanie itd. Każdy podkład podkreśli suche skórki jeśli takie masz. Nie ma magicznego triku, który pozwoli podkładom na pominięcie skórek. Receptą na to jest oczywiście regularny peeling i nawilżanie ;)

Według mnie najlepszym narzędziem do nakładania podkładu są gąbeczki typu beauty blender. Jesteśmy w stanie osiągnąć nimi nieskazitelny efekt, nie nałożymy podkładu zbyt dużo. Czasami pędzle potrafią zostawiać smugi, a przy takich jajeczkach nic takiego nie występuje.

Mam nadzieję, że ten wpis się Wam przydał i trochę rozjaśnił temat podkładowy ;) Jeśli tak było to koniecznie dajcie mi o tym znać. A może macie swoje sposoby na trwalszy podkład? Czekam jak zwykle na Wasze komentarze :)
4 kosmetyki, w które warto inwestować

11:55

4 kosmetyki, w które warto inwestować

Uważam, że nie wszystkie kosmetyki są warte inwestycji. Niektóre z nich to nasza kobieca potrzeba posiadania danego produktu w przepięknym, ekskluzywnym opakowaniu. Są jednak takie produkty, na które moim zdaniem warto przeznaczyć więcej pieniędzy, a ich właściwości rekompensują nam wysoką cenę. Dziś skupię się właśnie na kosmetykach, w które lubię inwestować (chociaż mam też tanie i bardzo dobre produkty). Postaram się opowiedzieć dlaczego mam takie, a nie inne zdanie. Ciekawi mnie Wasze podejście do kupowania droższych kosmetyków - uważacie, że warto czy stawiacie na produkty typowo drogeryjne i stosunkowo tańsze? Napiszcie koniecznie w komentarzach jak to wygląda u Was, a teraz zapraszam na dalszą część wpisu.


PODKŁADY
To podstawa każdego makijażu. Musi być dobry. Bez niego nawet najpiękniejsze cieniowanie powiek nie da spektakularnego efektu. Moim zdaniem to podstawowy produkt w każdej kosmetyczce i warto zadbać o jego wysoką jakość. Oczywiście nie twierdzę tutaj, że tańsze podkłady się nie sprawdzają, ponieważ sama takich używam, ale słowo inwestycja w makijażu od razu przywodzi na myśl podkład i....

KOREKTORY 
Kolejny kosmetyk wart inwestycji. Ma zadanie ukryć cienie pod oczami, wypryski i przebarwienia. Ważne jest również to żeby nie ciemniał i nie ścierał się w ciągu dnia zdradzając nasze drobne defekty na twarzy.

PUDRY
Na nie także warto wydać "miliony monet" ;) Z reguły droższe pudry są bardziej aksamitne, pięknie wyglądają na skórze, są miałkie i nie dają pudrowego efektu na twarzy. Mogą odbijać światło, optycznie wygładzać skórę wokół oczu. Odkąd poznałam pudry wysokopółkowe naprawdę zauważam różnicę między nimi a tymi z drogerii.

MATOWE POMADKI
Zdaję sobie sprawę, że możecie się w tym punkcie ze mną nie zgodzić, bo przecież jest sporo tanich i łatwo dostępnych produktów do ust o matowym wykończeniu. Oczywiście, sama mam ich naprawdę dużo i bardzo lubię. Jednak stwierdzam, że te droższe mają jeszcze bardziej komfortowe formuły i więcej ciekawych kolorów do wyboru.


Copyright © majmejkap , Blogger