18:13
Recenzja pudru Hean Ever Glow | Drogi efekt za małe pieniądze
17:12
Puder pod oczy My Secret Under Eye Smoothing & Fixing Powder
Chyba nie będzie przesadą kiedy powiem, że poprzedni rok zdecydowanie był rokiem pudrów pod oczy i to polskich marek. Pojawiło się ich na rynku naprawdę bardzo dużo - chyba każda marka po prostu wzięła sobie za punkt honoru wypuszczenie takiego produktu. Mi udało przetestować się kilka z nich, a jeszcze kilka jest na mojej liście. Przyznam się jednak, że odkryłam swój ideał i narazie zbyt szybko nie zamienię go na nic innego ;) Zapraszam Was na recenzję pudru pod oczy My Secret Under Eye Smoothing & Fixing Powder.
Puder pod oczy pojawił się w ofercie marki jakoś pod koniec 2020 roku. Ja kupiłam go praktycznie w momencie kiedy wszedł do sprzedaży, załapałam się też na promocję i udało mi się go kupić za nieco ponad dyszkę. Ze spraw technicznych to opakowanko jest dość standardowe jak na produkt tego typu - plastikowy, zakręcany słoiczek z przekręcanym sitkiem na połowie opakowania. Wielkościowo słoiczek wypada identycznie jak opakowanie pudru Paese Puff Cloud. Pudru mamy tutaj natomiast więcej, bo aż 6 gramów! Z uwagi na to, że używamy go jedynie pod oczy ta pojemność jest ogromna. Niektóre pudry sypkie do twarzy mają pojemność 8 gramów, a tutaj puder pod oczy i 6 gramów produktu. Jest to największy pojemnościowo puder pod oczy jaki miałam (Wibo - 5,5 g, Paese - 5,3 g, Hean - 4,5 g).
To co moim zdaniem jest w tym pudrze zbędne to jego zapach. Mimo, że jest delikatny to po co puder pod oczy ma pachnieć? Wydaje mi się, że te substancje zapachowe mogą podrażniać/uczulać jeśli ktoś jest wrażliwcem. No i w końcu okolica oczu serio nie potrzebuje pachnieć. Mi natomiast ten zapach nie przeszkadza - jest ładny i bardzo subtelny.
Jest to pierwszy puder pod oczy jaki testowałam, który nie jest biały. A nie dość, że nie jest biały to jeszcze nie ma w sobie żadnych drobinek brokatu. Ten puder jest ultrajasnobeżowy, zupełnie gładziutki, aksamitny i taki lekki w dotyku.
Nakładam go zawsze takim długim pędzlem Jessup, który idealnie aplikuje puder w okolicy oczu. Nakłada się go niewiele, bez nadmiaru, a korektor zostaje przepięknie utrwalony, co ważne puder w żaden sposób nie wpływa negatywnie na wygląd korektora. Ten puder jest photoshopem w proszku. Producent wspomniał na opakowaniu, że zapewnia on efekt soft touch, ale nie spodziewałam się takiej magii. Przepięknie wygląda pod oczami, nie wybiela, nie mieni się brokatem. Jest jaśniej, ale wciąż ok, matowo, ale nie sucho. No cudo!
Używam go już grubo ponad dwa miesiące i codziennie zachwyca mnie tak samo. Jest leciutki i nie przesuszył skóry pod oczami. Jest też bardzo wydajny, bo przez ten czas ubyła go mniej więcej połowa. A, i słuchajcie on nie robi tego efektu flash back! Nie wyglądacie jak duch na zdjęciach z fleszem.
Bardzo go Wam polecam, bo ja jestem nim zachwycona. Niewiele mówi się o nim w sieci, a uważam, że powinno. To kolejny świetny polski produkt. Zerknijcie sobie na niego jak będziecie w Naturze ;)
13:11
Recenzja podkładu Glamshop Klasyk odcień Oliwka 1 | Najbardziej wyczekiwana recenzja roku | Podsumowanie testów
Chyba jeszcze nigdy nie zasypaliście mnie tak wiadomościami, reakcjami i komentarzami na moim Instagramie jak w przypadku nowego podkładu Glamshop. Rozbiliście bank! Praktycznie codziennie relacjonowałam Wam swoje poczynania z nim związane, testowałam go z kilkoma różnymi pudrami, na różnych bazach. Najdłużej miałam go na twarzy 14 godzin. Słuchajcie, testuję go od 10 dni codziennie i dzisiaj chcę napisać Wam o nim wszystko to, czego zdołałam się o nim dowiedzieć przez ten czas.
Zaczynając od początku, od spraw typowo technicznych to tak: podkład kupicie tylko na stronie Glamshopu, kosztuje on 49 zł, a pojemność jest standardowa - w buteleczce jest 30 ml podkładu. Opakowanie jest plastikowe (co moim zdaniem jest na plus, bo po pierwsze jest lekkie, a po drugie nie zbije się tak jak szklana butelka) z pompką typu airless, czyli w środku jest tłok, który wypycha podkład do góry i dzięki temu mamy gwarancję, że zużyjemy cały produkt. Butelka jest przezroczysta, ale matowa, ma na sobie holograficzne gwiazdki i napisy. Estetyka opakowania bardzo do mnie przemawia.
To co mega mnie zaskoczyło to tempo w jakim tłok idzie w górę :O Przez okres testowania używałam go w ilości dwóch pompek na każdy dzień, a z butelki już zniknęła mniej więcej 1/3 podkładu. Patrząc obiektywnie, no to będzie on naprawdę mało wydajny.
Producent na opakowaniu o tym podkładzie pisze tak: PODKŁAD O NATURALNYM WYKOŃCZENIU, Z MOŻLIWOŚCIĄ KRYCIA OD ŚREDNIEGO DO MOCNEGO (W ZALEŻNOŚCI OD NAKŁADANEJ ILOŚCI). DO WSZYSTKICH RODZAJÓW CERY. ZALECAMY NAKŁADANIE ZWILŻONĄ GĄBECZKĄ DO MAKIJAŻU GLAMSPONGE ORAZ LEKKIE PRZYPUDROWANIE.
Wybrałam dla siebie odcień Oliwka 1 i z wyboru jestem bardzo zadowolona. Kierowałam się tym, że Hania porównywała go z Revlonem 150 Buff, a pamiętam, że tamten bardzo mi odpowiadał. Nie zawiodłam się. Podkład jest średnio gęsty, w dotyku bardzo bogaty, taki mięsisty - minimalnie przypomina mi Inglot HD Cover Up i Catrice HD Liquid Camouflage.
Ja swoje testy rozpoczęłam od noszenia tego podkładu bez bazy, lekko utrwalałam go sprawdzonym pudrem Air Spun. Tak naprawdę to po raz pierwszy nałożyłam go od razu po wyjęciu z paczki i pokazaniu Wam swoich zakupów na Instagramie :D Dwie pompki na twarz i jazda! Ja zawsze aplikuję go w ten sposób, że najpierw rozprowadzam go szybciutko dłonią, a potem całość dopracowuję gąbeczką. Pierwsza aplikacja i od razu - WOW! Przepięknie wyrównał koloryt i wyglądał tak jakbym nie miała go na twarzy. Scalił się ze skórą przepięknie. Potem wjechała reszta produktów i w efekcie uzyskałam twarz lalki. Makijaż wyglądał przepięknie. W moim odczuciu nie jest to podkład matowy, jego wykończenie jest naturalne, takie trochę jakby gumowe. Baaaaardzo mi się podoba i szczerze powiem, że kiedy Hania o nim opowiadała to ja wyobrażałam go sobie jako podkład idealny.
Na zdjęciu widzicie to co dodałam Wam na story chwilę po aplikacji podkładu pierwszy raz ;)
Przez kolejne dni używałam go z pudrem Laura Mercier, a także z bazami Golden Rose i Too Faced. Żaden z tych produktów nie miał wpływu na jego odcień, trwałość i wygląd na skórze.
Pierwszego dnia, przeżył w stanie idealnym przez 12 godzin, w tym przez 6 godzin nosiłam maseczkę w pracy. Byłam w mega szoku, bo nie wytarł się nawet w miejscach gdzie maseczka ma gumki i przylega do twarzy. Wysyłałam nawet zdjęcia mojej siostrze, bo nie mogłam ogarnąć tego jak super po tylu godzinach mój makijaż wygląda. Tak naprawdę poza lekkim wyświeceniem środka twarzy nie zmieniło się nic. Konturowanie, róż i rozświetlacz nadal był na swoim miejscu. Wystarczyłoby wtedy lekko przypudrować czoło, nos, brodę i makijaż wciąż wyglądałby super.
Kolejne dni utwierdzały mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z rewelacyjnym produktem. Kiedy jednego z dni mój makijaż przetrwał w stanie idealnym 14 godzinny maraton, pełną zmianę w pracy, w maseczce to już w ogóle był kosmos. Jestem skłonna przerzucić się na niego jeśli chodzi o klientki, ale poczekam z tym jeszcze chwilę. Przetestowała go również moja mama (kobieta dojrzała) i jej też się spodobał. Powiedziała, że wygląda bardzo naturalnie na skórze i mimo sporego krycia ona wciąż czuje się w nim komfortowo. U niej trwałość była równie dobra jak u mnie.
Bardzo zdziwiłam się kiedy na jednej z grup na fejsie dziewczyny pokazywały jak okropnie ten podkład na nich oksyduje i to tak wiecie - o kilka tonów :O U mnie kolor podkładu nie zmienia się na twarzy, bo na ręce już delikatnie ściemniał. Oliwka 1 jest dość jasnym przepięknym odcieniem, starałam się go możliwie najlepiej oddać na zdjęciach i porównać go z innymi dość popularnymi podkładami. Zobaczcie jak ciemno wyszedł tutaj Bourjois Healthy Mix numer 51.
Co ja mogę powiedzieć? Ten podkład przebił wszystkie, które używałam do tej pory. Ukochany Inglot HD pójdzie w odstawkę! Chyba jeszcze nigdy żaden podkład nie zachwycił mnie tak bardzo. No i trzeba zaznaczyć, że jest to polski produkt! Aktualnie jest on moim numerem 1 i żałuję tylko, że wyszedł pod koniec roku, bo myślę, że spokojnie zasługuje na miano ulubieńca roku. Jestem bardzo ciekawa jak Wy oceniacie nowość marki Glamshop. Kupiłyście już ten podkład?
12:16
Najlepszy puder sypki na świecie | Recenzja Air Spun Loose Face Powder
Nie potrafię odpowiedzieć Wam na pytanie, dlaczego tak długo zwlekałam z recenzją swojego ukochanego pudru! Jestem aktualnie na 4 albo nawet i na 5 opakowaniu, czyli zużyłam go już około 300 gramów! Zapraszam Was dzisiaj na recenzję pudru Coty Air Spun Loose Face Powder w odcieniu Translucent Extra Coverage, produktu, który przetestowałam wzdłuż i wszerz, w każdych możliwych warunkach.
Puder Coty Air Spun zamknięty jest w plastikowym, dość prostym opakowaniu, które mieści aż 65 gramów produktu. Jak na puder to olbrzymia pojemność, biorąc pod uwagę np. puder Laura Mercier 29 g, pudry Wibo około 10-15 g, puder Too Faced Peach Perfect 35 g. Jego cena to około 60 zł, ja zawsze zamawiam go na stronie Cosibella.
Przyznam, że wizualnie to on raczej nie zachwyca, nie wiem co autor grafiki i koloru opakowania miał na myśli, no ale przecież nie oceniamy książki po okładce... W środku dołączony jest zawsze taki duży puszek, którego ja pozbywam się z prędkością światła, bo jest naprawdę beznadziejny :D Poza puszkiem oczywiście mamy siteczko z dość dużymi dziurami, przez które puder wydobywamy. Jest ich dość sporo, przez co nietrudno jest przesadzić z ilością.
Nie da się nie zwrócić uwagi na zapach tego pudru. W momencie otworzenia opakowania dokoła unosi się intensywny i dość ciężki zapach. Osobiście wolałabym, gdyby ten puder w ogóle nie miał zapachu albo był on o połowę delikatniejszy. Części osób naprawdę on przeszkadza, ja się już przyzwyczaiłam, ale jest też grono osób dla których ten zapach jest przyjemny. Dla mnie ciut za mocno duszący. Na szczęście nie towarzyszy nam on przez cały dzień, a jedynie w momencie aplikacji i chwilkę po, a potem znika bezpowrotnie.
Sam puder zasługuje zdecydowanie na pochwałę - ogólnie rzecz biorąc stosunek ceny do jakości i pojemności (!) jest w tym przypadku re-we-la-cyj-ny!!! A jakbym miała się bardziej rozpisać to tak: genialnie utrwala makijaż na kilkanaście godzin (to też produkt, którego używam na klientkach), nie zmienia odcienia podkładu, pięknie wpasowuje się w odcień skóry, pozostawia długotrwały efekt miękkiego matu bez grama suchości, a w przypadku poprawek jest bardzo plastyczny, po odciśnięciu sebum bibułką, chusteczką, czymkolwiek, znowu wygląda perfekcyjnie, nie podkreśla suchych skórek, bardzo dobrze sprawdza się w okolicy pod oczami, nadaje się zarówno do lekkiego omiatania skóry, jak i do bakingu, jest bardzo mocno zmielony, pozostawia skórę wygładzoną.
A czy Wy macie swój ulubiony puder sypki? Polecacie coś konkretnego? A może znacie gagatka, o którym jest dzisiejszy wpis? Podzielcie się swoimi wrażeniami ;)






