Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierre Rene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierre Rene. Pokaż wszystkie posty
Ulubieńcy lutego | AA, Lirene, Hean, Paese, Pierre Rene, My Secret

11:44

Ulubieńcy lutego | AA, Lirene, Hean, Paese, Pierre Rene, My Secret

Wiedziałam, że luty przeleci błyskawicznie i cieszę się, że wczoraj był już jego ostatni dzień. Od kilku już dni totalnie czuję wiosnę, a po śnieżnych zaspach zostało tylko wspomnienie i psie kupy na chodnikach (swoją drogą nie rozumiem dlaczego ludzie nie sprzątają po swoich czworonożnych podopiecznych). Mam nadzieję, że marzec będzie ładny i słoneczny, bo słonko daje jednak tą energię, od razu wszystko się chce robić i motywacja wzrasta o milion procent ;) A dzisiaj, jeszcze w lutym, pora na ulubieńców kosmetycznych miesiąca. Jak tak patrzę na ten leżący przede mną stosik kosmetyków to wszystkie produkty są polskie! Absolutnie wszystkie! A to oznacza tylko tyle, że polskie znaczy dobre, a często nawet lepsze od kosmetyków zagranicznych marek za które nierzadko musimy płacić krocie! Jeśli taka tematyka Was interesuje to zapraszam do lektury dzisiejszego posta :) 

Na początek takie moje super odkrycie. W sumie to jest to produkt na pograniczu pielęgnacji i makijażu, bo mówię tutaj o produkcie marki AA Hollywood Glow by Magda Pieczonka. Przez producenta jest określony jako serum-baza. Dorwałam je kiedyś w Hebe i kocham miłością wielką od pierwszego użycia. Ten produkt rewelacyjnie przygotowuje skórę do makijażu: nawilża ją, rozświetla i pozostawia taką delikatnie lepką warstewkę, która jest "klejem" dla podkładu. Ma przyjemną kremowo-żelową konsystencję. Dodam jeszcze, że ten produkt jest szalenie wydajny, bo używam go naprawdę często, a zużycia praktycznie nie widać ;)

Teraz podkład. W lutym bardzo przyjemnie używało mi się podkładu Lirene Natura, który kupiłam w Rossmannie na jakiejś promce. Wiecie, że jest to naprawdę super kosmetyk? Byłam nim naprawdę zaskoczona i sięgałam po niego niezwykle często. Mój - 310 Vanilia, ma bardzo ładny, beżowy i dość neutralny odcień, który aktualnie muszę delikatnie rozjaśniać białym mixerem. Szybciutko się go rozprowadza, jest plastyczny, a jego wykończenie jest takie, hm... mokre? No, takie świetliste w sensie. Skóra wygląda tak pięknie, zdrowo i promiennie. Jego właściwości wpisują się idealnie w to, co aktualnie bardzo w podkładach lubię. Jego krycie jest dość delikatne, ale dobudujecie go do średniego. No bardzo go polecam, bardzo. Tym bardziej, że jest to podkład naturalny ;)

Moim ulubieńcem jest również puder Hean Ever Glow, który pojawia się w ulubieńcach po raz drugi, a jego dokładną recenzję możecie zobaczyć tutaj. Jestem tym pudrem zachwycona i obecnie używam go bezpośrednio na podkład, ale na bokach twarzy. Środek twarzy zostaje zmatowiony innym pudrem ;) To jak puder Hean wygląda na skórze to jest jakiś kosmos i jeśli miałabym powiedzieć Wam, co musicie kupić po dzisiejszych ulubieńcach to właśnie powiedziałabym, że ten puder! Jeżeli makijaże z efektem glow są bliskie Waszemu sercu i lubicie kiedy skóra nie wygląda sucho to ten kosmetyk będzie Waszym najlepszym przyjacielem.

W lutym używałam praktycznie bez przerwy brązera My Secret Tropical Kiss, który zdecydowanie dobija już dna i będę musiała kupić jego nowe opakowanie. Co więcej, poza policzkami ten brązer był też moim cieniem do powiek. Przez cały miesiąc lądował na powiekach, przepięknie modelując kształt oka, a moja mama nie mogła wyjść z zachwytu jak ładnie to wygląda. Skończyło się na tym, że miałyśmy jeden puder na spółę i mama też jest z niego bardzo zadowolona ;) Oczywiście w swojej pierwotnej roli sprawdza się równie dobrze, ale o tym pisałam już milion razy, bo nie po raz pierwszy ten brązer pojawia się w ulubieńcach.

Jeśli chodzi o rozświetlacz to przypomniałam sobie o Paese Wonder Glow, który chyba jednak był przeze mnie traktowany po macoszemu, bo niedługo po tym jak go kupiłam to pojawił się Turbo Hajlajt i Paese poszedł szybko w odstawkę. A tu, proszę państwa, okazuje się, że jest to rozświetlacz petarda. Przepiękne jasne złotko, które pięknie wygląda w słońcu. Zero drobinek - czysta tafla. Spokojnie mogę powiedzieć, że jest to nowa generacja rozświetlaczy - nie wygląda sucho na skórze. Jeżeli szukacie świetnego rozświetlacza, którego efekt da się stopniować to myślę, że tym powinnyście się zainteresować ;) 

Udało mi się kupić nową konturówkę Pierre Rene w odcieniu 07, która jest moim ulubionym odcieniem nude. Wiem, że teraz ciągle chodzimy w tych maseczkach, ale ja nie rezygnuję z malowania ust. Tą konturówką wypełniam przeważnie całe usta i na to nakładam jakiś błyszczyk albo pomadkę. Uwielbiam ją za kremową formułę i łatwość aplikacji + trwałość. 

I to byłaby cała gromadka moich lutowych ulubieńców. Bardzo przyjemnie używa mi się każdego z pokazanych Wam dzisiaj produktów i w marcu będę to z pewnością kontynuować :) A teraz jak zawsze czekam na Wasze polecenia hitów kosmetycznych. Jestem ciekawa co sprawdziło się w lutym Was ;)


Paleta cieni Pierre Rene x Amelia Szczepaniak Pinch Me | Czy ona się do czegoś nadaje?!

10:08

Paleta cieni Pierre Rene x Amelia Szczepaniak Pinch Me | Czy ona się do czegoś nadaje?!

Nie ulega wątpliwościom, że wszelkie współprace dziewczyn ze świata beauty z markami kosmetycznymi przy tworzeniu kosmetyków budzą wiele emocji i najczęściej jest tak, że wszyscy się nimi zachwycają. Nikt nawet nie wspomni o jakimś drobnym minusie, wszystko zawsze jest sztosem, petardą, mistrzostwem itd.

Moje podejście do takich produktów jest zdystansowane, bo wiem, że te wszystkie pozytywne opinie pochodzą "z paczek PR" i nie muszą być do końca szczere. Dopóki sama nie kupię i nie przetestuję na własnej skórze to nie uwierzę. Muszę mieć swoją własną opinię.


Oprawa graficzna jak i samo wykonanie palety nie wymaga komentarza. Jest bardzo ładna, zrobiona porządnie, z grubej tektury, z dużym lusterkiem w środku. Idealnie wpisuje się w moją estetykę.

Nie ukrywam, że ja tą paletę kupiłam głównie ze względu na cienie błyszczące. W palecie jest ich aż 7. Zresztą tyle samo jest matów. Cieszy mnie fakt, że jest w niej matowy beż i średni matowy brąz.


I teraz tak: błyski są genialne!! Trzy spośród nich (LIKE ME, TOUCH ME, PINCH ME) to są takie cienie drobinkowe, lekko transparentne. Miliony iskiereczek - ja takie cienie uwielbiam i uważam, że są wyjątkowe. Cienie TELL ME, KISS ME, SWATCH ME to klasyczne perłowe cienie o bardzo dziwnej konsystencji - są jakby takie gęste, lepkie. Podobne do formuły cieni Shine & Go z My Secret. Mega naładowane pigmentem, wyglądają rewelacyjnie. Cień KILL ME poza perłą ma jeszcze drobinki co czyni co bardziej wielowymiarowym. Z cieni perłowych duże wrażenie robi odcień SWATCH ME, który jest zielono-rudym duochromem i tak naprawdę nałożony solo daje kompletny makijaż.



Cienie iskierkowe nakładam oczywiście na NYX Glitter Primer, bo bez niej znikają z oczu, drobinki gdzieś uciekają i efekt jest znikomy. Na bazie to jest istna petarda! Perły na sucho idealnie wchodzą. Te cienie same w sobie są lepkie więc nie ma problemu z naniesieniem ich na powiekę.


Teraz przejdziemy do matów, bo tutaj mam dwie skrajne opinie - są świetne i beznadziejne zarazem. Wszystko zależy od koloru. Uwielbiam matowy beż, ten nieoczywisty żółty, jasny brąz i ten brudnoróżowy kolor. Reszty mogłoby w tej palecie nie być.


Te cztery maty są bezproblemowe. W pełni oddają kolor, dobrze się rozcierają i nie robią plam. Pozostałe, czyli przepiękny fiolet (to było moje marzenie żeby on na powiece wyglądał tak jak w opakowaniu), ceglasty i czerń są tragiczne. No może czerń sprawdza się do gruntowania kreski, ale na pewno nie do cieniowania. Ja wiem, że czerń jest ciężkim kolorem, ale ta smuży, robi dziury, nierówno się rozkłada. I takie same zarzuty mam do dwóch pozostałych kolorów. Nie lubimy się.


Nie mogę powiedzieć, że ta paleta mnie zawiodła, bo to byłoby kłamstwo, ale też nie jestem w 100% z niej zadowolona. Jej defekty jestem w stanie nadrobić innymi paletami. Tak czy inaczej uważam, że jest godna Waszej uwagi chociażby ze względu na te cienie iskierkowe i kilka podstawowych matów, których używamy codziennie.
PRAWDZIWY HIT: Olejkowa baza pod podkład Pierre Rene Liquid Primer

12:07

PRAWDZIWY HIT: Olejkowa baza pod podkład Pierre Rene Liquid Primer

Dzisiaj będzie o jednym z tych produktów, które są dla mnie wyjątkowe i kiedy tylko się kończą ja mam już kolejne opakowanie w pudełku z zapasami. Napiszę dzisiaj trochę o bazie pod makijaż, która przyciąga do mnie wzrok innych kobiet i słyszę z ich ust komplementy jadąc autobusem. Także wiecie, tak między nami, dzisiaj będzie o naprawdę rewelacyjnym produkcie ;)

Ogólnie to należy zacząć od tego, że ja do tej olejkowej bazy byłam nastawiona bardzo sceptycznie. Dostałam ją w paczce na Meet Beauty i w sumie to nawet mnie zaciekawiła, ale nie byłam w stanie wyobrazić sobie jak na takiej bazie będą zachowywały się podkłady i cała reszta produktów. Po prostu wiecie, jakoś mi się to wszystko kupy nie trzymało.


Ale przyszedł taki dzień, że zaczęłam testy tego produktu. Z początku nie wiedziałam ile tego olejku nałożyć, więc zaczęłam od niewielkiej ilości i wtedy przepadłam całkowicie!

Po aplikacji tej bazy skóra jest bardzo przyjemna w dotyku i wygładzona. Świeci się też dość lekko jak na wysmarowanie jej olejkiem, ale prawdziwa magia tej bazy polega na tym, że zmiękcza podkład. W sumie nie wiem jak to opisać. Po prostu z nawet najcięższego podkładu wydobywa lekkość i sprawia, że wygląda on niesamowicie świetliście i naturalnie. Skóra wygląda fenomenalnie.

Kiedyś jadąc autobusem taka starsza kobietka wpatrywała się we mnie. Po prostu się na mnie gapiła. Nie lubię takich sytuacji, a siedziałam akurat na przeciwko. Z początku pomyślałam, że pewnie mi się tusz rozmazał albo zapomniałam o brwiach. To było bardzo dziwne, niekomfortowe uczucie. Aż tu nagle ona do mnie: ALE MA PANI PIĘKNY MAKIJAŻ, NO ŚLICZNY, TAKI NATURALNY. Szok. Podziękowałam oczywiście i zaczęłam zastanawiać się co ja mam takiego na twarzy, że obca kobieta zwróciła na mnie uwagę. No i właśnie zmieniło się jedynie to, że miałam pod podkładem tą bazę.

Kilka dni potem dziewczyny na uczelni zaczęły mi mówić, że jakoś tak inaczej mój makijaż wygląda, że skóra jakaś taka naturalnie podkreślona i w ogóle jakoś tak promiennie. I wtedy też miałam na skórze ten olejek.

Ogólni  bardzo dobrze współgra z wieloma podkładami, o każdej formule i wykończeniu. Te lżejsze zyskują dodatkową lekkość, mocniej kryjącym daje lekkość nie odbierając krycia i trwałości.

Ubolewam tylko nad opakowaniem, które nie jest wystarczająco szczelne. Pierwsze opakowanie tego olejku straciłam w 1/3 kiedy to zakręcona buteleczka wywróciła się w szufladzie i spędziła w takiej pozycji nockę... Baza wyciekła z opakowania.


Naprawdę aktualnie jest to mój must have w kolekcji. Wiem, że olejkową bazę ma w ofercie również Smashbox, ale jej nie miałam - cena jednak jest znacznie wyższa. Ciekawe czy działają tak samo i czy w ogóle podobnie. 

Ja z czystym sumieniem mogę Wam polecić Liquid Primer od Pierre Rene. Jeśli chcecie aby Wasz makijaż wyglądał bardzo naturalnie, świeżo i promiennie przez cały dzień to bardzo polecam. Szczególnie jeśli jesteście posiadaczkami skóry suchej i normalnej. Przy cerze mieszanej i tłustej baza może do końca nie zadziałać lub będzie wymagała mocniejszego utrwalenia pudrem.
Moje ulubione kremowe produkty rozświetlające | Becca, Essence, Inglot, Lirene, Pierre Rene, Wibo

10:23

Moje ulubione kremowe produkty rozświetlające | Becca, Essence, Inglot, Lirene, Pierre Rene, Wibo

Dałyście się już ponieść największemu trendowi tego lata? Wszechobecny glow opanował kosmetyczny rynek i pojawia się coraz więcej produktów rozświetlających. Mam masę rozświetlaczy w swoim zbiorze i większość z nich ma formę prasowaną, ale są też te mokre - kremowe i płynne. I to właśnie o nich będzie dzisiejszy post.

Takich produktów możemy używać zarówno na twarz jak i na ciało aby je pięknie rozświetlić. Jeżeli chcecie poznać produkty, które są moimi ulubieńcami w tej kategorii to zachęcam do zapoznania się z tym wpisem.


BECCA SHIMMERING SKIN PERFECTOR MOONSTONE
Ten produkt jest moim must have w kufrze. Świetnie sprawdza mi się w makijażach ślubnych, ale też wieczorowych. To rozświetlacz, który daje efekt mokrej skóry. Jest bardzo subtelny, ale widoczny i cudownie komponuje się z wszelkimi typami urody. Można go również mieszać z podkładami, aby uzyskać bardziej świetliste wykończenie. W tym rozświetlaczu nie ma nawet minimalnej drobinki - to czysta tafla! Polecam go nakładać również na dekolt ;)

ESSENCE ILLUMINATING FACE CREAM GEL 01 DON'T CARE CAUSE I'M FLAWLESS
Wiem, że to edycja limitowana, ale tego typu produkty dość często pojawiają się w ofercie marki przy okazji różnych nowych kolekcji. To jest kremowy rozświetlacz o bardzo w moim odczuciu neutralnym tonie, który pasuje wielu osobom. Fakt jest jasny, ale po aplikacji na skórę zostawia piękną taflę, która w żaden sposób nie bieli skóry. To jeden z moich ulubieńców i używam go bardzo oszczędnie, aby nie skończył się za szybko.

INGLOT AMC FACE AND BODY ILLUMINATOR NUMER 62
Ten rozświetlacz ma jasnozłoty kolor i jest bardzo intensywny. Po roztarciu go na skórze zostawia widocznie złoty blask i nawet troszkę koloru. Przy mieszaniu z podkładem dodaje mu blasku, ale też wpływa minimalnie na jego odcień. To propozycja dla osób z typowo ciepłą lub oliwkową karnacją. Na zbyt chłodnej, różowej skórze może wyglądać zbyt nienaturalnie.


PIERRE RENE LIQUID SHIMMER WERSJA RÓŻOWA
Moim zdaniem to bardzo bezpieczna wersja rozświetlacza kremowego. Daje piękną, subtelną taflę na skórze i tak naprawdę jego kolor nie jest widoczny na skórze, więc jest to produkt dla każdego. Podoba mi się również opakowanie z pipetką, ponieważ pozwala to na swobodne stosowanie tego produktu. Plus za bardzo ładny, delikatny zapach ;)

LIRENE BAZA ROZŚWIETLAJĄCA BE GLAM
To mój stały bywalec w szufladzie i produkt do którego wracam zawsze. Baza i rozświetlenie w jednym produkcie. Bardzo dobra rzecz! Postać delikatnego kremu, która po roztarciu wygładza delikatnie skórę i dodaje jej blasku, który widać po aplikacji lżejszego podkładu. Można ją też mieszać z ulubionym podkładem i w takiej postaci nakładać na skórę. Polecam bardzo, ponieważ jest to produkt wydajny i świetnie działa.

WIBO CHROME DROPS NR 1
Na koniec zostawiłam najmocniejszą propozycję. Jest to jedna z nowych propozycji w szafach Wibo i tym samym najmocniejszy płynny rozświetlacz jaki mam. Nie spodziewałam się, że ta maleńka buteleczka będzie w sobie skrywała taką moc! To istny metal na skórze. To się tak błyszczy, że nie mam słów. Daje prze-prze-przepiękną taflę i dodatkowo zastyga na skórze. Kocham jak ten produkt wygląda na twarzy i na ciele.  Obojczyki podkreśla tak, że widać je z kilometra ;) No naprawdę jeżeli szukacie prawdziwej rozświetlaczowej petardy i to w dodatku w niskiej cenie to będzie to najlepszy wybór!


Czy któryś z produktów wpadł Wam w oko szczególnie? A może macie swoje inne ulubione produkty tego typu? Podzielcie się swoimi hitami - chętnie coś podpatrzę ;)
Walentynkowy makijaż w wersji mocno glamour

20:53

Walentynkowy makijaż w wersji mocno glamour

No wiem, że dzisiaj Tłusty Czwartek ;) Ale nie zapominajcie, że Walentynki też zbliżają się wielkimi krokami i to najwyższy czas na szukanie inspiracji makijażowych na tą właśnie okazję. 

Moja tegoroczna propozycja to intensywne, ciepłe odcienie, błysk i piękne rzęsy. Starałam się wymodelować oko na kształt koci i całość utrzymać w klimacie glamour. Pokazuję Wam jedynie makijaż oka, bo to on wymaga najwięcej pracy i trzeba mu chwilę poświęcić. Pamiętajcie , że kluczem do perfekcyjnego makijażu jest blendowanie! 




Do tak intensywnego makijażu wybrałabym matową pomadkę w odcieniu nude.

Myślę, że przez te kolory idealnie wpisuje się w klimat walentynkowy i będzie rewelacyjną opcją na wieczorną randkę lub kolację. 

Kosmetyki, których użyłam do wykonania tego makijażu oka wraz z informacją dotyczącą modelu rzęs wypisałam pod zdjęciami na samym dole ;) 


Do wykonania tego makijażu oka użyłam:
*korektor Nyx Gotcha Covered odcień Ivory
*cielista kredka My Secret numer 19
*paletka The Balm Meet Matte Nude odcień Matt Malloy i Matt Lombardi
*cień Kobo 106 MONO
*cień Glamshadows Marsala
*cień Inglot 612 DS
*paletka Nabla Dreamy Eyeshadows odcień Dogma i Senorita
*paletka Juvia's Place The Saharan odcień Fula i Chad
*cień foliowy Makeup Revolution Rose Gold
*pigment Inglot numer 115 
*mascara Pierre Rene Super Curly
*klej do rzęs Ardell Lash Grip
*rzęsy Beauty Lashes model Lilly
*kredka do brwi Catrice numer 020
*żel do  brwi Rimmel Brow This Way 002 Medium Brown

Ulubieńcy października | MUFE, Pierre Rene, The Balm, Glamshadows, Nabla, Golden Rose

15:24

Ulubieńcy października | MUFE, Pierre Rene, The Balm, Glamshadows, Nabla, Golden Rose

Witam Was wszystkie pod koniec miesiąca. Dzisiaj pora na kosmetyczne podsumowanie października. Nie wiem jak to jest u Was, ale dla mnie jesień to czas kiedy lubię dopieścić swój makijaż. Mogę mocniej podkreślić oko, użyć soczystej pomadki i wiem, że ani podkład ani puder nie spłynie mi z twarzy ;) Jesień to super moment na mocniejszy makijaż :) 

W tym wydaniu ulubieńców pokażę Wam same produkty do makijażu. W kwestii pielęgnacji mam nowe odkrycie, ale chcę ten produkt jeszcze trochę potestować i na pewno dam Wam o nim znać już w listopadzie ;)

Październikowych ulubieńców otworzy prawdziwa petarda, którą w końcu postanowiłam kupić korzystając z dużej zniżki. Mówię tutaj o nieśmiertelnym korektorze marki MAKE UP FOR EVER Full Cover. W ciemno wybrałam sobie odcień 04 i jestem z niego bardzo zadowolona. Potwierdzam wszystkie pozytywne opinie na jego temat. Korektor ma lekko gęstą konsystencję, jest kremowy i bardzo łatwo się rozprowadza. Ukrywa wszelkiego rodzaju zasinienia i niedoskonałości na twarzy. Nie potrzeba wyciskać go z tubki za wiele, bo nawet minimalna ilość tego korektora radzi sobie z problemem. Polecam go Wam bardzo serdecznie jeśli macie troszkę więcej gotówki i szukacie porządnego korektora, który zastyga i jest wodoodporny.


Drugim ulubieńcem jest uroczy róż The Balm Frat Boy o świeżym różowo-brzoskwiniowym odcieniu. Taki kolor pasuje wielu osobom i jest bardzo bezpieczny. Ja w październiku sięgałam po niego najczęściej.

Ulubionym rozświetlaczem był ogromny dysk marki Pierre Rene. Jest to kosmetyk o wypiekanej formule, ma bardzo ładny szampański odcień i super komponuje się z jaśniejszą już skórą.


Teraz skupię się na makijażu oczu, bo tutaj w październiku mocno poszalałam. Zacznę od tych rzeczy, które wiodły prym przez pierwszą połowę miesiąca. Mówię tutaj o produktach z Glamshopu, a dokładniej o cieniach do powiek oraz jednym pigmencie. Jeśli chodzi o cienie to tutaj naprawdę jestem bardzo zaskoczona ich jakością, pigmentem i odcieniami. Swoje wkłady wkładam do pustej palety Inglota i tworzę własny zestaw ;) Wśród 6 kolorów, które mam znajdują się Mulat, Marsala, Wiśniówka, Sorbet, Paprykarz oraz Kakaowa Cegła. Nie mam żadnych problemów przy pracy z tymi cieniami i naprawdę świetnie mi służą ;)


A pigment to taka wisienka na torcie. Odcień, który mnie oczarował nazywa się Rudy róż i tak myślę, że nazwa idealnie oddaje jego kolor. Jest on tak nieoczywisty i zaskakująco piękny, że nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do jego zakupu!



Druga połowa miesiąca to był czas dla palety Nabla Dreamy Eyeshadows. Odkąd ją mam, praktycznie codziennie ląduje na moich oczach. Ja wiedziałam, że to będzie dobry zakup, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Więcej na jej temat pisałam w poprzednich postach i nie chcę się powtarzać, ale powiem jedno - jest absolutnie warta każdej ze 159 złotówek jakie trzeba na nią wydać. Taka formuła cieni jest po prostu idealna!



I ostatnią już perełeczką do makijażu oka jest w tym miesiącu rozświetlacz marki Top Shop, który udało mi się kupić w TK Maxxie. To produkt kameleon, mieniący się niesamowicie na różne kolory, z drobineczkami nad którym mogę zachwycać się wciąż i wciąż. Wam też bardzo się spodobał kiedy pokazałam go na blogu. Najczęściej wklepuję go palcem na nałożoną wcześniej bazę. W połączeniu z delikatną kreską i paskiem sztucznych rzęs wygląda po prostu nieziemsko.



Co do ust to tutaj królowały dwa zestawy. Pierwsze duo tworzy pomadka KAT VON D Everlasting Liquid Lipstick w odcieniu Lovecraft oraz konturówka Golden Rose numer 510. Drugi to pomadka Nabla Sweet Gravity i kredka Pierre Rene numer 14. Oba duety są dla mnie tak samo fajne, a to po który z nich sięgałam zależało głównie od nastroju, ubrania itd ;) Co do pomadek z KAT VON D to mam zamiar kupić kolejne kolorki, bo uważam, że są one naprawdę super.


I to już wszyscy moi ulubieńcy ;) Muszę przyznać, że październik obfitował w bardzo ciekawe odkrycia makijażowe. Mam nadzieję, że przyszły miesiąc będzie równie owocny w takie miłe doświadczenia.

Jak zwykle czekam na Wasze ulubione kosmetyki tego miesiąca ;) Odkryłyście coś nowego, co skradło Wam serducho?
Przegląd 3 rozświetlaczy, które musisz mieć w swojej kosmetyczce | Różne półki cenowe

14:28

Przegląd 3 rozświetlaczy, które musisz mieć w swojej kosmetyczce | Różne półki cenowe

Moja miłość do rozświetlaczy nie ma granic i wciąż się nasila, a ja kupuję kolejne produkty tego typu. Każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego i po prostu urzeka swoim błyskiem. Dzisiaj chcę pokazać Wam trzy, a właściwie to cztery rozświetlacze (dwa pochodzą z tej samej marki), które po prostu musicie mieć! Może nie wszystkie naraz, ale naprawdę warto zwrócić na nie uwagę. U mnie to rozświetlaczowe podium - chociaż produkty pochodzą z różnych półek cenowych ;)


My Secret Face Illuminator Powder
Pewnie większość z Was je już ma ;) Mówię "je", ponieważ akurat w tym przypadku mamy dwie wersje kolorystyczne rozświetlacza. Ja oczywiście posiadam obie. Według mnie to najlepsze rozświetlacze w tej cenie i śmiało mogę powiedzieć, że nie odbiegają zbytnio od tych droższych. Cieplejszy odcień Princess Dream to idealny letni rozświetlacz. Jest złocisto-beżowy i pięknie prezentuje się na opalonej skórze. Jego intensywność można swobodnie na skórze stopniować. Latem króluje w moich makijażach ;) Chłodniejsza wersja tego produktu nazywa się Sparkling Beige i u mnie rewelacyjnie sprawdza się przy jaśniejszej karnacji. Rozświetlacz daje niesamowity połysk i efekt tafli. Uwielbiam używać go wiosną i zimą :)

Pierre Rene Highlighting Powder
To jest akurat jeden z nowszych nabytków w mojej kolekcji. To ogrooomny 20 gramowy dysk zamknięty w czarnym opakowaniu z bezbarwnym wieczkiem. Jeśli chodzi o stosunek ceny do ilości produktu to ta opcja jest najbardziej ekonomiczna. Rozświetlacz kosztuje około 45 zł. Jego odcień jest szampański, lekko złoty. Wydaje mi się, że jego formuła jest wypiekana, ponieważ produkt jest zwarty i nie pyli się przy nabieraniu na pędzel. I tutaj znowu mamy do czynienia z przepięknym wykończeniem na skórze. Idealna tafla i połysk. UWIELBIAM!  

The Balm Mary Lou Manizer
I oczywiście w moim zestawieniu nie może zabraknąć królowej, czyli kultowego rozświetlacza marki The Balm. Moja przygoda z rozświetlaczami zaczęła się właśnie od niego. Jest baaardzo intensywny i u mnie zawsze sprawdza się na większe wyjścia. Lubię go za piękny odcień, który pasuje wielu karnacjom i cudownie błyszczące wykończenie. Produkt jest bardzo wydajny, bo potrzeba nałożyć jego niewielką ilość dla uzyskania spektakularnego efektu w makijażu.



Sądzę, że te wpisy mogą Was zainteresować. Kategoria oczywiście rozświetlaczowa ;)

Jaka jest Wasza topowa trójka wśród rozświetlaczy? Koniecznie się nią podzielcie, bo szukam czegoś wyjątkowego ;))

Ulubieńcy czerwca - ślub, manicure, kosmetyki Bielenda, Gosh, Pierre Rene, Nabla

21:29

Ulubieńcy czerwca - ślub, manicure, kosmetyki Bielenda, Gosh, Pierre Rene, Nabla

Połowa roku za nami. Za mną też najpiękniejszy miesiąc spośród wszystkich dwunastu. Czerwiec był piękny pod wieloma względami, ale najważniejszym dniem była sobota siedemnastego ;) Wtedy moja starsza siostra wyszła za mąż. To był bajkowy ślub! Bardzo cieszy mnie fakt, że mogłam wykonać jej makijaż w tym ważnym dniu ;) Być może pojawi się niedługo na blogu :))

Czerwcowym ulubieńcem jest z pewnością mój manicure, który wykonała przeurocza pani Basia. To co widzicie na zdjęciu to akryl z hybrydą. Przewodni kolor to lakier Indigo w odcieniu Elegance. Marmurek i mały paluszek to Gold Disco z Semilaca. Paznokcie są przepiękne!! Długie i przykuwające uwagę - takie jak lubię ;)



Kosmetycznie zacznę tych ulubieńców od dwóch produktów marki Bielenda. Pierwszy z nich to żel do mycia twarzy Carbo Detox. To jest po prostu jakiś fenomen. Pachnie obłędnie arbuzem, ma czarny kolor i czyści skórę tak, że hej! Pierwsza buteleczka jest już na wykończeniu i na pewno skuszę się na kolejne opakowanie. Uwielbiam ten żel! 

Drugi produkt to zupełna nowość u mnie i kolejny krok w mojej pielęgnacji twarzy. Esencja Multi Essence 4w1 to produkt, którego byłam bardzo ciekawa. Wiem, że to standard w pielęgnacji Koreanek i sama chciałam sprawdzić jak taki produkt sprawdzi się u mnie. Wyszło rewelacyjnie. Każdorazowo po umyciu twarzy przecieram buzię płatkiem nasączonym tą esencją. Po miesiącu stosowania widzę poprawę w stanie skóry. Jest mniej zaczerwieniona, gładsza, a wszystkie drobne niedoskonałości znikają. Dodatkowo używanie tej esencji jest bardzo przyjemnie, bo płyn ma świeży zapach, który niesamowicie mnie relaksuje. Musicie tego koniecznie spróbować!!


W czerwcu na co dzień praktycznie zawsze sięgałam po podkład Pro Lumi Expert marki Eveline. Na blogu macie już jego recenzję i tam napisałam o nim więcej. Tutaj chcę tylko powiedzieć, że to jest to czego oczekuję na co dzień: wyrównuje koloryt, jest lekki i ma naturalne wykończenie. Jeśli lubicie Healthy Mixa to powinnyście go spróbować - na pewno się Wam spodoba.

Wśród sypkich pudrów u mnie wciąż króluje Laura Mercier, szczególnie pod oczami. To photoshop w słoiczku. Miałki, idealnie dogaduje się z innymi produktami.  Na skórze wygląda nieziemsko. Ja aplikuję go wilgotnym Beauty Blendrem lub gąbeczką Blend It!

Czerwiec minął mi też pod znakiem różu do policzków. Najczęściej wybierałam ten z Catrice o numerze 020 Coral Me Maybe. To taki ładny, świeży koralowo-brzoskwiniowy odcień, który bardzo ożywia buzię. Nie jest jakoś powalająco napigmentowany i przez to jego aplikacja jest bezproblemowa ;) 


Moim ulubieńcem jest również kredka korygująca marki Golden Rose numerek 04. To dość jasny beżowy odcień, który bardzo dobrze maskuje niedoskonałości i zaczerwienienia. Kredka bardzo łatwo się rozciera i nie migruje po skórze. Jedyną rzeczą do której mogę się przyczepić jest fakt, iż trzeba ją temperować, ale jestem w stanie to zaakceptować, bo kredka jest naprawdę świetna ;)

Kolejną ulubioną kredką jest tym razem rozświetlacz marki Gosh CCC Stick w odcieniu 001 Vanilla. To śliczny szampański odcień kremowego rozświetlacza, który aplikuję na nieprzypudrowany podkład. Jak to robię? Stick nakładam na dłoń, a następnie wilgotną gąbką nabieram go i stempluję po skórze w miejscach gdzie pragnę błysku. Rozświetlacz po nałożeniu staje się zupełnie pudrowy, nie lepi się i nie robi prześwitów.

I jeszcze jeden rozświetlacz ;) Tym razem pudrowy. Przedstawiam Wam ogromny dysk marki Pierre Rene. Ten rozświetlacz daje przepiękną taflę. Jest wypiekany, baaaardzo wydajny i odkąd go mam to codziennie ląduje na twarzy. Jest dość intensywny, ale da się go stopniować. Odcieniem jest zbliżony do rozświetlacza My Secret w odcieniu Princess Dream.



Teraz pora na produkty do ust. Tutaj mamy trzy różne produkty, dające trzy różne efekty ;) W czerwcu bardzo często używałam matowej pomadki Nabla w odcieniu Sweet Gravity. Wiecie, że  bardzo lubię tą serię. Jest świetnej jakości, ma super trwałość. 

Kolejny ulubieniec w tej kategorii to konturówka do ust marki Essence w odcieniu nude. To bardzo bezpieczna opcja pasująca praktycznie do każdego makijażu. Wybierałam ją do mocniejszego makijażu i bardzo podobało mi się to jak ona się nosi. 

I ostatnim ulubieńcem tego miesiąca jest kremowa pomadka Catrice w numerze 320. Bardzo ją lubię, bo ma przepiękny odcień różu i jest komfortowa. W czerwcu najczęściej wklepywałam ją w usta palcem uzyskując bardzo soczysty efekt lekko zaróżowionych ust ;)



I to już wszyscy moi czerwcowi ulubieńcy. Już jestem ciekawa co nowego przyniesie lipiec ;) Koniecznie podzielcie się swoimi hitami odchodzącego miesiąca, bo lubię podpatrywać różne perełeczki ;) 
Konturowanie twarzy | Przegląd produktów do konturowania

11:11

Konturowanie twarzy | Przegląd produktów do konturowania

Każda z nas dąży w makijażu do idealnego, owalnego kształtu twarzy i podkreślenia kości policzkowych. Konturowanie może optycznie wyszczuplać twarz i nadać jej wymarzony kształt. Musisz znać swoje atuty, a potem świadomie grać światłem i cieniem tak aby uwidocznić je poprzez właściwe modelowanie. Na rynku mamy aktualnie naprawdę bardzo dużo brązerów i rozświetlaczy, które nam w tym pomagają i dzisiaj chcę przeprowadzić Was przez niemały gąszcz produktów.

Posiadam sporą ilość tych produktów, można powiedzieć, że je świadomie kolekcjonuję ;)

Na zdjęciach przedstawiłam część mojej kolekcji i myślę, że każda z Was znajdzie wśród tych produktów coś dla siebie.

Oczywiście najbardziej kompaktowe są różnego rodzaju palety. Znajdziecie w nich kilka produktów, które pozwolą na stworzenie optymalnego efektu. Od kilku miesięcy widzę również, że firmy bardzo stawiają na kosmetyki w formie kredek. Kredki do konturowania ma marka Kobo, Golden Rose, Gosh, My Secret czy Smashbox.


Co do rozświetlaczy to chyba nie muszę pisać, że w drogeriach mamy ich bardzo duży wybór. Moje ulubione to rozświetlacze My Secret, ale do tego grona dołączył też ogromny dysk marki Pierre Rene. Jest złocisto-beżowy i przepięknie pasuje do odcienia mojej skóry.

Opcją idealną na lato są kremowe rozświetlacze. Inglot ma takie, marka Cashmere również - mają one formę niewielkiej tubeczki z poduszeczką z której wydobywa się produkt. Cudowny odcień ma też rozświetlacz w kredce marki Gosh numer 01. Złocisty, ciepły i bardzo ładnie odbijający światło.


Na blogu znajdziesz całkiem sporo postów o rozświetlaczach i brązerach, więc jeśli ten temat Cię ciekawi to zapraszam do poniższych wpisów:

Makijaż nowościami | Festival look: Pierre Rene, Lirene, Inglot, Gosh, Eylure, The Balm, Nabla

16:51

Makijaż nowościami | Festival look: Pierre Rene, Lirene, Inglot, Gosh, Eylure, The Balm, Nabla

Jak już pewnie wiecie w ostatni weekend miałam okazję brać udział w III edycji konferencji Meet Beauty. Wszystko miało miejsce w podwarszawskim Nadarzynie w hali Ptak Warsaw Expo. Podczas dwóch bardzo aktywnych dni brałam udział w wielu wykładach i warsztatach. Co więcej sporo warsztatów kończyło się wręczeniem upominków - różnych kosmetyków. Sponsorzy bardzo o nas zadbali i do domu wracałam z ogromną ilością siateczek i toreb. Na oko - przywiozłam ze sobą kilka kilogramów kosmetyków, które zaczynam intensywnie testować. 

Stąd też dzisiejszy makijaż. Postanowiłam zrobić coś bardziej kreatywnego i wykorzystać nowości, które przywiozłam z Nadarzyna. Kosmetyki, których użyłam wypisałam Wam na dole pod zdjęciami. Chcę jednak wspomnieć w tym miejscu o cuuuuudownym rozświetlaczu marki Pierre Rene. To ogromny 20 gramowy dysk o złocistym odcieniu beżu. Jest tak piękny i elegancki, że aż ciężko opisać to słowami. Jeżeli chcecie kupić jakiś ciekawy rozświetlacz to jestem przekonana, że ten się Wam spodoba ;)





Kosmetyki, które zostały użyte w tym makijażu:

TWARZ: 
*podkład Lirene Perfect Tone numer 120
*korektor Collection Lasting Perfection numer 2
*puder Kobo Brightener Matte Powder odcień Banana
*brązer Sephora Sun Disk
*brązer My Secret
*rozświetlacz Pierre Rene Highlighting Powder
*róż The Balm Frat Boy
OCZY: 
*pomada do brwi Nabla odcień Venus
*żel do brwi Golden Rose
*cień Nabla w odcieniu Absinthe (moja nowa miłość <3)
*cień Nabla Peach Velvet
*baza NYX Glitter Primer
*pigment Inglot numer 120
*czarny cień z paletki Sleek OSS
*tusz do rzęs L'oreal VML So Couture (tak, zapomniałam o wytuszowaniu dolnych rzęs)
*zielona kredka Essence numer 12 I HAVE A GREEN
*srebrny brokatowy eyeliner Golden Rose
*klej do rzęs Lash Grip 
*rzęsy Eylure numer 143
USTA:
*konturówka do ust Pierre Rene Lip Matic 02
*pomadka Pierre Rene Hydra Elegance H09
Makijaż studniówkowy: elektryzujące kobaltowe rzęsy!

17:21

Makijaż studniówkowy: elektryzujące kobaltowe rzęsy!

Dzisiaj przychodzę do Was z propozycją makijażu na studniówkę. Ten przedmaturalny bal to okazja do mocniejszej zabawy z kolorem. Sama w tym roku mam swoją studniówkę i wiem, że każda dziewczyna będzie chciała wyglądać wyjątkowo. Jeśli nie macie pomysłu na swój makijaż to może moja propozycja stanie się dla Was drobną inspiracją? Myślę, że to coś całkiem niestandardowego, ponieważ główną rolę w tym makijażu gra dolna powieka i kobaltowe rzęsy. Powieka górna to jedynie dwa brązowe cienie roztarte dokładnie między sobą. 

Oczywiście kolory możecie tutaj dowolnie zmieniać tak aby dopasować całość do Waszej kreacji. 

Jeśli chodzi o rzęsy to są to zwykłe czarne połówki rzęs Sleek, które pomalowałam kredką My Secret w niebieskim kolorze. Na świeżo nałożoną kredkę aplikowałam pigment firmy Kobo w odcieniu Cornflower. I tak uzyskałam elektryzujący odcień rzęs, które wkomponowałam w całość makijażu ;)

Listę produktów, które wykorzystałam do stworzenia tego makijażu znajdziecie na dole pod zdjęciami ;)











TWARZ: 
*podkład Pierre Rene Skin Balance numer 20
*puder My Secret Fixing Powder
*korektor Catrice 010 Porcelain
*rozświetlacz My Secret
*brązer Stila

OCZY:
*cień w kremie MNY CT w odcieniu Creme de Nude
*cienie z paletki The Balm Balmsai
*pigment Kobo w odcieniu Mint Cream i Cornflower
*żelowy eyeliner Stila
*mascara Lovely Curling Pump Up
*pomada do brwi Inglot numer 11
*klej do rzęs Lash Grip Ardell
*rzęsy Sleek Sphynx 231


USTA:
*pomadka Kobo English Rose 104

Kompendium wiedzy o makijażu studniówkowym!
Copyright © majmejkap , Blogger