Ulubieńcy wakacji | Pielęgnacja | Włosy, ciało, twarz

Ulubieńcy wakacji | Pielęgnacja | Włosy, ciało, twarz

Nie da się ukryć, że wakacje dobiegają końca, chociaż nie oznacza to, że razem z wakacjami odchodzi lato, bo patrząc na prognozę pogodę wcale się na to nie zanosi. Upały zostają z nami, więc nie ma co panikować, ale dni są już coraz krótsze i lekko czuć, że jesień powoluteńku nadchodzi ;) 

Na blogu w miesiącach letnich nie pojawiali się ulubieńcy, ponieważ doszłam do wniosku, że podsumuję sobie całe lato. I wybierając produkty do tego wpisu stwierdziłam, że będę musiała podzielić go na dwie części - pielęgnacyjną i makijażową, bo produktów jest naprawdę dużo i wszystko bez sensu by się wymieszało. Tak więc dzisiaj pielęgnacja, a za kilka dni makijaż. 

Mam fantastyczne perełki w kategorii pielęgnacji, naprawdę! Takie petardy, top of the top, że normalnie pospadają Wam z wrażenia kapcie ;) O części z tych produktów nie widziałam jeszcze żadnego wpisu ani filmu na YT! Zaczynajmy!

Jak pewnie wiecie (albo też nie wiecie) jestem w trakcie kuracji retinoidami i w tym czasie moim najlepszym przyjacielem jest krem z filtrem. U mnie jest to akurat krem Dermedic 50+ Sunbrella o bardzo wysokiej ochronie z którego jestem mega zadowolona. Nie wiem czy tylko mi krem z filtrem kojarzył się zawsze z białą lepką warstwą na twarzy, paskudnym zapachem, zjeżdżającym podkładem i świeceniem niczym uliczna latarnia. Ten krem odmienił moje zdanie, ponieważ totalnie nie wpływa na jakość makijażu. Oczywiście jest lepki i buzia się po nim świeci, ale to normalne! Dodatkowo nie wybiela mi twarzy, ma dość neutralny zapach, wchłania się całkiem szybko i bez żadnego problemu przyjmuje potem makijaż. Polecam Wam go serdecznie tym bardziej, że nie jest on drogi i dostaniecie go w większości aptek. Tubka to 50 g, moja jest już coraz lżejsza, ale myślę, że spokojnie wystarczy mi jeszcze na wrzesień.

Kolejny produkt to już pewnie większości bardzo dobrze znany arganowy krem pod oczy Nacomi. Ja już kiedyś go miałam, teraz do niego wróciłam i nadal twierdzę, że jest to dobry krem, który nawilża i pomaga zachować okolice oka w dobrej kondycji. Używam go codziennie wieczorem i naprawdę super się sprawdza. Rano ta delikatna skóra wokół oczu wygląda bardzo dobrze, korektor pięknie się rozprowadza i trzyma, jestem na duże TAK!


Oczyszczanie skóry w moim przypadku to oczywiście płyn micelarny, a potem żel micelarny marki Oillan, który jest po prostu moim odkryciem. Nie pieni się, ale super oczyszcza skórę. To coś w rodzaju Cetapilu, ale ja osobiście średnio go lubię, bo mam wrażenie, że on tylko rozmazuje zanieczyszczenia i skóra po jego użyciu wciąż jest brudna. Ten żel z Oillanu jest rewelacyjny. Myje, nie podrażnia, idealnie współgra ze stosowanymi przeze mnie lekami i kosmetykami. Ja oczywiście używam go razem z moją szczoteczką a'la Foreo z Aliexpress, którą już kiedyś Wam polecałam. Nadal jej używam i uważam, że jest to jeden z lepszych zakupów z Aliexpress ever. Jeżeli chcecie przenieść Wasz rytuał pielęgnacyjny na wyższy poziom to polecam się nią zainteresować! Gwarantuję, że będzie to najlepiej zainwestowane 30 zł w Waszym życiu ;))


Jeśli chodzi o buzię to mam jeszcze jeden świetny produkt. Jest to biała glinka kaolinite marki Lulla Love, o której powiedziała mi moja kochana siostra. Nigdy nie byłam fanką takich proszków, bo myślałam, że dużo z tym będzie bałaganu. A tu niespodzianka, bo ten produkt jest naprawdę bezproblemowy w obsłudze i korzystam z niego bardzo chętnie. Biała glinka świetnie sprawdza się przy cerach suchych, dojrzałych i wrażliwych, również u dzieci i powiem Wam, że faktycznie ma w sobie to "coś". Ja używam jej dwa razy w tygodniu i naprawdę widzę efekt WOW. Buzia jest mięciutka, dopieszczona, odżywiona, no po prostu magia. Przed większymi wyjściami będzie jak znalazł. Bardzo polecam tą glinkę, opakowanie jest naprawdę duże, więc wystarczy na dłuższy czas, a zapewniam  Was, że działa ona lepiej niż niejedna droga maska z Sephory ;)


Teraz przejdę do włosów. Ja na ich punkcie mam lekkiego bzika i naprawdę przykładam się do ich pielęgnacji tak aby stale były w dobrej kondycji. Kiedyś aż tak się nimi nie przejmowałam, ale odkąd widzę gołym okiem efekty dbania o włosy to zwracam na nie większą uwagę. Maski i olejki to coś co na stałe weszło w mój tygodniowy repertuar i nie mam zamiaru z tego rezygnować. 

Produktem, który odkryłam w Rossmannie jest nawilżająca maska kokosowa Herbal Essences. Uwielbiam od dawna ich szampony i odżywki i bardzo mnie cieszy, że wprowadzili również maski. Ten kosmetyk pachnie tak, że można byłoby zjeść to łyżeczką prosto z opakowania. To, że tak pachnie to dla mnie naprawdę ogromny plus, bo moje włosy bardzo długo trzymają zapach kosmetyków. Najważniejsze jednak jest to, że ta maska naprawdę super włosy nawilża. U mnie z reguły jest na włosach 15-30 minut i w tym czasie działa cuda. Efektem tej maski są miękkie, błyszczące po wyschnięciu włosy, które u mnie ładnie się kręcą. 

Olejek ze słodkich migdałów, którego przez ostatnie miesiące używam to Lulla Love Hello Beauty. Jedno przyciśnięcie pipety to porcja, którą wcieram od połowy długości moich włosów po umyciu i wyschnięciu. Resztka, która potem mi zostaje na rękach wcieram w dłonie i one przy okazji też dostają dawkę mega nawilżenia. Naturalne oleje są naprawdę super alternatywą dla kremów, i balsamów w pielęgnacji. Często wnoszą o wiele więcej niż produkty stricte przeznaczone do konkretnych funkcji.


Ostatnim produktem, który chcę Wam dzisiaj pokazać jest nocny turbo-krem marki Tołpa, który dostałam w paczce od organizatorów konferencji Meet Beauty. Jest to krem antycellulitowy z efektem ultradźwięków. Producent obiecuje zmniejszenie obwodu ud i redukcję cellulitu. Wierzcie mi lub nie, ale ja cellulitu nie mam, naprawdę! Tego kremu jednak używam w celu ujędrnienia skóry, napięcia jej i po prostu nawilżenia. Słuchajcie, skóra po tym kremie jest mega przyjemna, taka jakby bardziej gęsta, elastyczna, upakowana - nie wiem do końca jak to określić, ale ten krem naprawdę działa. Ma też bardzo przyjemny delikatny zapach, którego nie jestem w stanie określić. Nigdy przedtem nic tak dla mnie nie pachniało.


I to wszyscy moi pielęgnacyjni ulubieńcy wakacji. Liczę na to, że coś wpadło Wam w oko i, że podzielicie się ze mną swoimi letnimi ulubieńcami z tej kategorii :)
Najlepsze rozświetlacze | Moje TOP 10 | różne półki cenowe + WYNIKI ROZDANIA ORIFLAME

Najlepsze rozświetlacze | Moje TOP 10 | różne półki cenowe + WYNIKI ROZDANIA ORIFLAME

Moja kolekcja rozświetlaczy od początku tego roku naprawdę mocno się powiększyła i w sumie nie wiedziałam, że dobiłam już praktycznie do 50 egzemplarzy. Tak, wiem, że to dużo i, że wszystkich ich nie zużyję, ale ja je po prostu świadomie kolekcjonuję i uwielbiam wszystkie, które mam w kolekcji. I tak naprawdę mogłabym pokazać Wam cały mój zbiór, ale nie potrafię sobie wyobrazić jak dużo czasu musiałabym poświęcić na przygotowanie takiego wpisu z całą kolekcją :D

Na swoim Instagramie zapytałam Was kilka dni temu czy wolicie wpis typu TOP 10 czy całościowy przegląd mojej kolekcji rozświetlaczy. Praktycznie jednogłośnie wybraliście TOP 10 ;) I chwała Wam za to! Jeszcze nie wiem ile godzin spędzę przed komputerem pisząc ten wpis - jednak i tak odjęliście mi pracy ;)


Na początku chcę zaznaczyć, że wszystkie rozświetlacze, które dzisiaj zobaczycie lubię w tym samym stopniu także kolejność nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia. Skupcie się po prostu na ich odcieniach i wykończeniach. Ja używam ich sobie na zmianę, tak naprawdę w zależności od stopnia opalenizny, makijażu reszty twarzy, humoru, okazji itd. Wśród tej piętnastki pokażę Wam różne półki cenowe, różne pojemności, wykończenia i odcienie.

Liczę na to, że ten wpis się Wam spodoba i jeśli jeszcze nie macie swojego rozświetlacza to tutaj znajdziecie ten idealny! Zaczynajmy!


MY SECRET PRINCESS DREAM
To jeden z pierwszych dobrych drogeryjnych rozświetlaczy. Moje opakowanie jak widać jest kompletnie zdezelowane, sam produkt jest też bardzo mocno nadużywany. Jestem przekonana, że większość z Was doskonale zna ten rozświetlacz. To przepiękny złocisto - brzoskwiniowy odcień, który na skórze daje idealną taflę. Cudownie wygląda na opalonych buziach, ale też na dekolcie. Ten rozświetlacz jest prawdziwą perełką!


THE BALM MARY LOU MANIZER
Rozświetlacz - dinozaur. Mój egzemplarz z pewnością jest już po terminie ważności, ale mam do niego ogromny sentyment, ponieważ był to mój pierwszy kosmetyk tego typu. Używam go nadal z powodzeniem, ale tylko na sobie i tylko na szczególne okazje. Miałam go na swojej studniówce, na ślubie siostry i na wielu ważnych dla mnie imprezach. Jest bardzo kremowy w dotyku, ma piękny szampański odcień i naprawdę polecam go każdej kobiecie, która chce poczuć się wyjątkowo.

CATRICE GLOW PATROL GLOWY HIGHLIGHTER C01 MUSE
Akurat ten rozświetlacz pochodzi z edycji limitowanej, ale z aktualnej i wciąż jest ona dostępna. Kupiłam go po tym jak zobaczyłam jego porównanie do rozświetlacza z Diora. Miazga! Daje bardzo szlachetny efekt na skórze, jest cudowną szampańską taflą. Jest to zdecydowanie jasny rozświetlacz i na pewno super sprawdzi się przy jasnych karnacjach.


SENSIQUE HIGHLIGHTING POWDER
Kolejna perełka z drogerii za kilkanaście złotych o jakości rozświetlaczy wysokopółkowych. Stworzony jako odpowiednik rozświetlacza ABH x Amrezy. Jest bardzo intensywny, złocisty i ma bardzo kremową formułę i niesamowicie przyjemnie się z nim pracuje. U mnie jak widzicie jest już denko, ale kiedy mi się skończy z pewnością kupię kolejne opakowanie ;)

HEAN FOIL TREASURE 918 EVENING FLASH
Tak naprawdę jest to po prostu metaliczny cień do powiek, ale sama byłam w szoku jak świetnie sprawdza się jako rozświetlacz. Ten blask jest widoczny z kosmosu. Czysta tafla! Formuła tego cienia jest bardzo kremowa i naprawdę dobrze czepia się skóry. Wpracowany pędzelkiem na szczytach kości policzkowych wygląda nieziemsko. To również dość jasny szampański odcień, który sprawdzi się na jaśniejszych cerach.


NABLA BABY GLOW
Sama nazywam go po prostu eleganckim  rozświetlaczem. To produkt, który daje bardzo subtelny i naturalny blask. Bardzo często używam go w makijażach panien młodych i u kobiet dojrzałych, ponieważ pozwala uzyskać bardzo wyważony, elegancki efekt. Jego delikatność jest tutaj ogromnym atutem, bo przecież nie zawsze zależy nam na mocnym efekcie rozświetlenia.

BECCA SHIMMERING SKIN PERFECTOR MOONSTONE
To też jest bardzo subtelny i szlachetny rozświetlacz. Ma jasny szampański odcień i naprawdę pięknie wygląda na skórze. Ja mam go w wersji miniaturowej i jeśli miałabym polecić Wam konkretny odcień rozświetlacza Becca to byłby to właśnie Moonstone ;)

ANNABELLE MINERALS ROYAL GLOW
Sypki mineralny rozświetlacz o mega mocnym złotym odcieniu. U mnie najlepiej sprawdza się na ciele, ponieważ na twarzy nieco odcina się po aplikacji. Odpowiednio wpracowany w skórę daje nieziemski blask. 


SENSIQUE TOP COLOR EYESHADOW 232 CHAMPAGNE GOLD
I tutaj małe zaskoczenie, ponieważ znowu jest to klasyczny cień do powiek, ale jego odcień jest najpiękniejszym rozświetlaczem. Ten produkt daje efekt mokrej skóry, czysta tafla, nie ma tutaj mowy o drobinkach. Chętnie widziałabym go w dużej wersji klasycznego rozświetlacza, bo jest naprawdę cudowny.

MAKEUP REVOLUTION BRONZE & GLOW
Tak naprawdę to duo do konturowania i bardzo lubię oba produkty, ale dzisiaj mówimy o rozświetlaczach. Jego odcień to klasyczne jasne złoto, jest bardzo ładny, intensywność jest na wyważonym poziomie, można go delikatnie budować, ale nie da się z nim przesadzić, więc nie zrobicie sobie kuku ;)


To był ostatni rozświetlacz, który miałam Wam do pokazania ;) Zerknijcie sobie jeszcze na swatche i sprawdźcie jaki efekt daje każdy z nich. Który podoba się Wam najbardziej? :) ;)




Oczywiście na koniec mam dla Was wyniki rozdania Oriflame, w którym do wygrania był tusz do rzęs oraz zestaw maseczek. Zestawy wędrują do:

1. kasiafedec1302@gmail.com
2. paulina.9.7@gazeta.pl
3. zizid2@wp.pl
4. annneczka88@gmail.com

GRATULUJĘ ;) Odezwę się do Was :D

Makijaż nową paletą Kobo Midnight Wonders

Makijaż nową paletą Kobo Midnight Wonders

W końcu miałam chwilę aby móc pobawić się nową paletą Kobo Midnight Wonders, którą nie tak dawno pokazywałam Wam na blogu. Mamy tutaj do czynienia z ulepszoną formułą cieni, która jest bardzo mocno napigmentowana, a w dotyku aksamitna i jak masełko. Cienie praktycznie same się rozcierają. Naprawdę przyjemnie się z nimi pracuje.

To co na pewno muszę napisać to fakt, że pigment jest na tyle mocny, że farbuje białe pędzle i ciężko je potem doczyścić ;)

Jakość cieni Kobo jest bez porównania lepsza od poprzednich. Te poprzednie były zawsze suche i kredowe, a tutaj naprawdę jest niebo. Co więcej ogromny plus za te dwa iskierkowe cienie! Chętnie kupiłabym paletę samych takich wykończeń ;)



Jak się Wam podoba ten makijaż? Macie tą paletę Kobo? :)
Oriflame tusz do rzęs Giordani Gold Iconic All-in-One | Efekt miliona rzęs | ROZDANIE

Oriflame tusz do rzęs Giordani Gold Iconic All-in-One | Efekt miliona rzęs | ROZDANIE

Witam w sierpniu, jeszcze wciąż wakacyjnie ;) Wybaczcie brak ulubieńców, ale pomyślałam, że w tym roku zrobimy podsumowanie całego lata, a teraz skupię się na testowaniu nowych produktów.
Dzisiaj przedstawię Wam tusz Giordani Gold Iconic All-in-One i pokażę efekt jaki daje na rzęsach.

Zacznę od podstaw. Mascara kosztuje 47,90 zł i możecie ją zamówić u konsultantki Oriflame. Ma zgrabne czarne opakowanie ze złotymi nadrukami, co sprawia, że wygląda bardzo elegancko. Szczoteczka ma klasyczny, zwężający się lekko ku górze kształt i jest silikonowa. Ja osobiście bardzo lubię takie proste szczoteczki i takimi maluje mi się najwygodniej. Bez problemu można sobie nią manewrować bez obaw, że się pobrudzimy. Jestem nią w stanie pomalować nawet te najkrótsze rzęsy w kącikach.


To co spodobało mi się w tym tuszu to jego prawdziwie czarny kolor. Jest bardzo głęboki i naprawdę mega mega czarny. Jego formuła po otwarciu nie jest mokra - od razu jest taka jaka powinna być. Nie trzeba czekać aż tusz lekko przeschnie. To jednak może nie wróżyć mu zbyt długiego życia. Obawiam się, że może dość szybko wyschnąć w opakowaniu.


Tą mascarą można uzyskać zarówno delikatny, subtelny efekt nakładając jedną warstwę tuszu, jak i spektakularny dokładając drugą. To jak prezentuje się po aplikacji widzicie na zdjęciach. Tusz  ewidentnie wydłuża, pogrubia, podkręca i rozdziela rzęsy. 


W ciągu dnia tusz nie kruszy się, więc to oczywiście na plus. W stanie niezmienionym pozostaje aż do momentu demakijażu. I właśnie przy zmywaniu nie potrzeba się mocno wysilać. Wystarczy płyn micelarny i płatek kosmetyczny - wszystko ładnie schodzi.

Bardzo spodobała mi się ta mascara i będę jej teraz z powodzeniem używać! Jeśli szukacie dobrego tuszu to ten jest jak najbardziej godny Waszej uwagi ;)


A jeżeli macie ochotę go sprawdzić to zapraszam Was na rozdanie właśnie tuszu Giordani Gold Iconic All-in-One! Aż 4 osoby mają szansę zgarnąć tusz razem z zestawem maseczek do twarzy z serii Love Nature ;)  

Aby wziąć udział w rozdaniu musisz być obserwatorem mojego bloga oraz zostawić dowolny komentarz razem z adresem mailowych. Rozdanie trwa do 20 sierpnia 2019 roku, wyniki ogłoszę do 25.08.2019 roku :)

POWODZENIA!! ;)

A każda osoba, która zarejestruje się na tej stronie może zrobić zakupy z 20% rabatem :D
Podkład Physicians Formula The Healthy Foundation | Recenzja + jak wygląda na skórze?

Podkład Physicians Formula The Healthy Foundation | Recenzja + jak wygląda na skórze?

Wiem, że czekacie na moją recenzję podkładu Physicians Formula The Healthy Foundation. Chciałam się z nią odrobinę wstrzymać żeby móc przetestować go naprawdę dobrze w różnych warunkach. Używałam go codziennie od momentu zakupu i dzisiaj już mogę co nieco Wam o nim napisać.

Zacznijmy od takich podstawowych kwestii. Ten podkład kupicie w Hebe płacąc za niego (w cenie regularnej) 59,99 zł. Do wyboru jest kilka odcieni, ja wybrałam drugi w kolejności, czyli MW2. Podkład ma naprawdę porządne szklane opakowanie. Jest ono bardzo duże i ciężkie. Zamiast pompki mamy tutaj ogromny aplikator, który najczęściej spotykamy przy korektorach i błyszczykach. Ja osobiście wolę pompkę, bo taka aplikacja jest znacznie bardziej higieniczna.


Co do zapachu to pachnie on identycznie, naprawdę IDENTYCZNIE jak podkład Wet'n'Wild Photofocus. Mocno mnie to zaskoczyło, ponieważ formuła tych dwóch podkładów jest totalnie różna.

Odcień MW2 jest dość ciemny, typowy kolor na lato, ale czuję się odrobinę zawiedziona, ponieważ podkład ciemnieje w momencie aplikacji. Dla mnie nie stanowi to problemu, ponieważ mogę go sobie dowolnie rozjaśniać białym mixerem, ale uważam, że trzeba o tym wspomnieć. Oczywiste jest, że nie każda z Was musi posiadać taki mixer i kupując podkład w danym odcieniu nie powinien on oksydować. Dlatego polecam kupować ten podkład w odcieniu o jeden ton jaśniejszy niż Wasza cera.

To co absolutnie mnie zachwyca przy tym podkładzie to jego naturalny wygląd na skórze. Po aplikacji gąbką skóra błyszczy się zdrowym blaskiem, podkład nie odcina się jako kolejna warstwa na twarzy, ale pięknie się z nią scala. Koloryt jest super wyrównany, drobne przebarwienia i żyłki są bardzo dobrze ukryte. Spotkałam się z tym, że ten podkład jest porównywany z Boujois Healthy Mix, ale moim zdaniem PF ma znacznie lepsze krycie. Jest również lekki i bardzo plastyczny w pracy - absolutnie nie zastyga i w moim odczuciu należy utrwalić go pudrem.


The Healthy Foundation stosowałam solo, ale też na kilku bazach pod makijaż: AA Wings of color Matte Filler, AA Hydrobase, Becca First Light Priming Filter, Lovely Pineapple. Z każdą z nich idealnie się łączył, baza Becca dodała mu jeszcze więcej świetlistości, Matte Filler pomogła dłużej utrzymać mat na twarzy, chociaż podkład sam w sobie jest rozświetlający. 

Nie ma również problemu z łączeniem się tego podkładu z korektorem pod oczami. Wszystko ładnie się ze sobą blenduje, nie ma chamskich odcięć na linii łączenia tych dwóch produktów. 

Podkład nie ściera się z twarzy w ciągu dnia, nie znika, nie robi plam. Jedyne co się zmienia to staje się bardziej błyszczący, ale nie myślcie, że twarz wygląda wtedy jak oblana tłustym rosołem ;) To wciąż jest taki świeży blask zdrowej skóry. Jeśli chcecie można wtedy odcisnąć nadmiar sebum w chusteczkę i makijaż znowu staje się bardziej matowy. Ponowne przypudrowanie twarzy powoduje, że makijaż wygląda tak jak bezpośrednio po aplikacji i utrwaleniu pudrem. Bardzo miło mnie ten podkład zaskoczył i jestem pod ogromnym wrażeniem jego plastyczności.


Jeśli chodzi o cerę dojrzałą to tutaj mogę również wymienić same plusy. Razem ze mną testowała go moja mama. Ona również była zachwycona tym kosmetykiem, do tego stopnia, że kupiła sobie własną buteleczkę (zdradziła go z podkładem Bourjois 123 Perfect i Clarins Extra Firming) ;) Stwierdziła, że jest lekki, nie podkreśla zmarszczek i nie wygląda sucho. Była w szoku jak ładnie prezentuje się na twarzy.


Podsumowując dla mnie jest to naprawdę rewelacyjny podkład. Śmiało mogę powiedzieć, że może się mierzyć z wysokopółkowymi podkładami i niejeden przewyższa jakością. Jeżeli zależy Wam na podkładzie lekkim, o średnim kryciu, mega naturalnym wykończeniu i rewelacyjnej trwałości to gorąco polecam się za nim rozejrzeć. Odważę się nawet stwierdzić, że jest to kosmetyk, który musicie mieć!!

Paleta Kobo MIDNIGHT WONDERS by Daniel Sobieśniewski

Paleta Kobo MIDNIGHT WONDERS by Daniel Sobieśniewski

Naprawdę długo nie kupowałam żadnej gotowej paletki z cieniami. Na rynku pojawiła się masa nowości, a mnie jakoś nic nie skusiło na tyle aby kupić kolejną paletę. Jednak sytuacja zmieniła się ostatnio diametralnie i w końcu zdecydowałam się na nowość marki Kobo, czyli paletę Midnight Wonders. Paletę? Paletkę, ponieważ jest ona całkiem malutka, kompaktowa i bardzo poręczna.


Paletka to edycja limitowana stworzona we współpracy z Danielem Sobieśniewskim. Zawiera 10 cieni o wykończeniu matowym, metalicznym i drobinkowym. Patrząc na nią mam w głowie masę pomysłów na makijaże, chociaż na pewno nie jest to paletka samowystarczalna i trzeba to zaznaczyć. Na pewno jest to coś co wzbogaci Waszą kolekcję i dopełni palety nude. 


Z zapowiedzi wiem, że w tej palecie mamy do czynienia z nową formułą cieni Kobo. I faktycznie, to nie są te same suche, kredowe cienie co kiedyś. Te są jak masełko i to bez znaczenia czy dotykamy matu czy metalicznego cienia. Pigmentacja jest na najwyższym poziomie. Kolory cieni są bardzo żywe i intensywne. Podoba mi się dodatek dwóch cieni drobinkowych, które są unikatowe i nie często spotyka się je w paletkach. To coś, co aspiruje do bycia turbopigmentami, ale nie można ich ze sobą zestawić 1:1.


Oprócz tych drobinkowych cieni urzekła mnie ta pomarańczowa żółć, fiolet, fuksja i matowa zieleń.
W moim odczuciu połączenie kolorów jest nieoczywiste i piękne. Na pewno bardzo inspirujące.


Samo opakowanie paletki jest kartonowe i bardzo lekkie. W środku jest lusterko, a całe wnętrze palety wyłożone jest holograficznym papierem/folią. Całość bardzo mi się podoba i sprawia, że miło się na nią patrzy. Nie mogę się doczekać aż zanurzę w niej pędzle :)



Ogólnie polecam zainteresować się tą paletą. Koniecznie dajcie znać jak podoba się Wam i co sądzicie o jej kolorach. Macie ją? A może dopiero chcecie ją kupić? Czekam na Wasze komentarze ;) :)
Copyright © 2014 majmejkap , Blogger