27 maja 2020

Moja roślinna pasja | Triki i porady dla początkujących | #urbanjungle #polishjungle

Moja roślinna pasja | Triki i porady dla początkujących | #urbanjungle #polishjungle
Czy tylko mnie temat roślin kręci tak samo jak kosmetyki? Moja "nowa" zajawka trwa już od ponad roku, przeżyła zimę ;) i teraz wiosną znowu nabiera sił, a moja zielona kolekcja stale się powiększa. Naprawdę mocno wkręciłam się w roślinne tematy i w swoim pokoju mam blisko 50 egzemplarzy najróżniejszych roślin - od pięknej strelicji mierzącej 130 cm wysokości aż po maciupeńkie sukulenciki i kaktusy. 
Chciałabym tym wpisem pochwalić się troszkę swoimi roślinami, ale też zachęcić Was do wypełnienia swojej przestrzeni zielonymi przyjaciółmi. Uwierzcie mi, że satysfakcja z każdego nowo pojawiającego się listka jest ogromna, a rośliny cieszą oko. Część z nich ma właściwości oczyszczające powietrze, co jest ogromnym plusem dla nas. No i oczywiście, obecnie, w czasach kończącej się (mam nadzieję) izolacji to możliwość obcowania z naturą w swoich czterech ścianach. 


Żeby w ogóle móc cieszyć się zielenią w domu musicie zapewnić roślinom dwie podstawowe rzeczy - światło i wodę. Myślę, że chyba każdy ma w domu okna i bieżącą wodę, więc nie stanowi to żadnego problemu. Z reguły jak kupujecie roślinę to na etykiecie doniczki lub na wbitym w ziemię paszporciku macie nazwę rośliny oraz jej oczekiwania względem podlewania, słońca i temperatury. A tak na serio to wystarczy znać nazwę roślinki i potem wpisać ją w Google - znajdziecie kopalnię informacji. Polecam też dołączyć do tematycznych grup na Facebooku, ja jestem na Polish Jungle i w lokalnej lubelskiej, gdzie możemy kupować i wymieniać roślinny z innymi członkami grupy. To mega fajna inicjatywa.


Jakbym miała dać Wam kilka wskazówek na początek to:
1. W kwestii podlewania to aktualnie podlewam swoje rośliny 2 razy w tygodniu. Jest coraz cieplej, więc ziemia w doniczce szybko wysycha. Oczywiście kaktusy i sukulenty podlewam rzadziej. A, i zawsze woda do podlewania musi być odstana, w temperaturze pokojowej.
2. Kurz z liści też nie jest problemem - większe okazy raz w tygodniu stawiam pod prysznic i robię im obfite zraszanko. Potem przecieram liście suchą ściereczką żeby na liściach nie było zacieków. Mniejszym roślinkom listki przecieram tą samą ściereczką. 
3. W ciepłe i słoneczne dni większe okazy wystawiam na balkon. W moim przypadku na balkonie ląduje bananowiec, monstera i strelicja. Pamiętajcie żeby unikać bardzo ostrego słońca, bo popalicie liście.
5. W sezonie wiosenno-letnim swoje rośliny nawożę biohummusem. To naturalny nawóz, który nie pali roślin. Możecie nim podlewać rośliny prosto z butelki. Ja jednak zawsze dolewam go do wody. Rośliny go kochają i rosną po nim jak szalone. 
6. Rośliny przesadzam raz do roku, a jeśli kupuję coś nowego to także zmieniam im od razu ziemię. U mnie najczęściej jest to mieszanka ziemi uniwersalnej, ziemi do palm i juk, piasku i keramzytu - staram się aby podłoże było przepuszczalne. 


I to chyba tyle z takich podstawowych zasad pielęgnacji. Teraz chciałabym pokazać Wam kilka najciekawszych roślin, które mam i z których jestem dumna!

Po pierwsze Strelicja! To była pierwsza roślina od której moja pasja się rozpoczęła. Moja pochodzi ze sklepu Ikea i jest ze mną od marca zeszłego roku. Przez ten czas sporo urosła, wypuściła 4 ogromne liście, a piąty jest w drodze. Jest największą rośliną w mojej kolekcji i mam do niej ogromny sentyment. 


Sporą część miejsca w moim serduszku zarezerwowały Calathee ;) To pięknie ubarwione rośliny, które na noc unoszą swoje liście ku górze. Mam kilka odmian tych ślicznotek i każdą uwielbiam. 


Oczywiście nie mogło zabraknąć klasycznej Monstery. Swoją mam od maleńkości - od dwulistnej szczepki! Pięknie wyrosła i czekam aż liści będzie jeszcze więcej. Oprócz klasycznej Monstery mam też dwie inne odmiany tej księżniczki, Pierwsza z nich to Monkey Mask, druga Minima. Obie są jeszcze malutkie, ale rosną dość szybko i myślę, że za kilka miesięcy będą już słusznych rozmiarów. 




Sporą dumą jest dla mnie Bananowiec, którego uratowałam z marketu za śmieszne pieniądze. Kiedy go kupiłam był w opłakanym stanie, a mi udało się go uratować i wypuszcza swój pierwszy, świeży i zdrowy liść. Bananowce są prawdziwymi pożeraczami wody i biohummusu!


Z ciekawszych roślin pokażę Wam jeszcze kilka egzemplarzy. Mam Aloes, Begonię Maculata (to ta w kropki), Pieniążka, Ceropegię Woodi, Patyczaka, Opuncję i wiele, wiele innych ;))








Tak mniej więcej wygląda moja pokojowa dżungla ;) Więcej możecie zobaczyć na moim drugim Instagramie @dzangyl_ 
Zachęcam do obserwowania! A teraz Wasza kolej - pochwalcie się swoimi roślinnymi przyjaciółmi! Jaki jest Wasz stosunek do roślin? :)

22 maja 2020

Co warto kupić na promocji w Rossmannie? | Edycja wiosenna 2020

Co warto kupić na promocji w Rossmannie? | Edycja wiosenna 2020
Do końca maja trwa kolejna promocja na kolorówkę w Rossmannie! Wszystkie kosmetyki do makijażu kupicie o 55% taniej. Pomyślałam zatem, że warto przygotować kolejny wpis z moimi poleceniami. I tak jak poprzednio - nie chcę się tutaj dublować i pokazywać Wam te same kosmetyki co w innych wpisach tego typu. Do poprzednich tekstów o promocji w Rossmannie zostawiam Wam odnośniki:


I oczywiście te polecenia wciąż są aktualne ;)

A teraz przechodzimy do edycji wiosna 2020! Zapraszam :) Polecę Wam dzisiaj sporo kosmetyków polskich marek, będą też inne, ale wszystkie, które tutaj dzisiaj zobaczycie mam aktualnie w swojej kolekcji. Jednak zamiast standardowych zdjęć przygotowałam grafikę, ponieważ wciąż nie mogę dogadać się z aparatem :(  

Zaczynajmy!

W kwestii podkładów polecam Wam Eveline Selfie Time, Bourjois Always Fabulous, Healthy Mix i krem BB. Uwielbiam te cztery podkłady. Każdy z nich spełnia moje oczekiwania w 100 %. Każdy z nich sprawdzi się w przypadku cery suchej i normalnej, każdy z nich ma raczej średnie krycie i bardzo naturalnie wygląda na twarzy. Podczas promocji będą naprawdę w niskiej cenie, więc jeśli szukacie czegoś dobrego z tej kategorii to ogromnie Wam je polecam!

Mam też do polecenia korektor pod oczy i jeden z nich jest polskiej marki. Produkt ultra mocno kryjący i zastygający, czyli korektor Eveline Liquid Camouflage. Zakrywa nawet mocne zasinienia i jest bardzo trwały. U mnie sprawdza się również rewelacyjnie jako baza pod cienie. Świetnym korektorem jest również L'oreal Infaillible More Than Concealer. Tym korektorem zakryjecie wszystko! Przy tak mocnym kryciu ma dość lekką formułę i pięknie wygląda na skórze. 

W kwestii pudrów polecam bezapelacyjnie Wibo #Mood, o którym niedawno pisałam. Dla mnie jest to najlepszy puder sypki jaki kupicie w drogerii. W tej promocji to warto zrobić sobie nawet lekki zapas.


Polecam także zainteresować się nowym pudrem pod oczy Wibo Under Eye Hydrating Setting Powder. Testuję go od ponad tygodnia i ma w sobie to "coś". Pięknie wygładza skórę, wygląda przepięknie na skórze. Jest miałki, nie bieli. Bardzo mi się spodobał.

Jeśli będziecie stały przed szafą Eveline to zerknijcie sobie na ich wypiekane rozświetlacze i nowe róże, a szczególnie odcień 01 Peony - jest przepiękny! Warto przejrzeć kolory nowych błyszczyków Eveline Lip Maximizer, bo są rewelacyjne i pięknie wyglądają na ustach. A jeśli kochacie efekt glass skin to koniecznie kupcie mgiełkę Glow & Go w odcieniu Nude - będziecie zachwycone!

Wiem, że teraz nie ma odpowiedniego czasu na malowanie ust, ale w końcu ściągniemy te maseczki z twarzy i będziemy znowu mogły cieszyć się kolorami. Dla fanek ust nude koniecznym przystankiem będzie szafa Maybelline i pomadki Super Stay Matte Ink, a konkretnie odcień 05 Loyalist ;))

I to wszystko co tym razem chciałam Wam polecić. Nie ma tutaj zbyt wielu produktów, ale przecież nie chodzi o to aby zawalić Was toną kosmetyków tylko wychwycić prawdziwe perełki ;) Koniecznie dajcie znać na co Wy będziecie tym razem polować :)



7 maja 2020

Ulubieńcy kwietnia | Bourjois, Paese, Glamshop, Golden Rose, Catrice, Wibo

Ulubieńcy kwietnia | Bourjois, Paese, Glamshop, Golden Rose, Catrice, Wibo
Czy tylko mi kwiecień tak szybko śmignął? Niby pandemia, niby mamy siedzieć w domach, a mi ten czas umyka momentalnie. Może dlatego, że ja wciąż normalnie chodzę do pracy, a dodatkowo wykładowcy z mojej uczelni naprawdę nie oszczędzają nas studentów w kwestii masy projektów i zadań do zrobienia. 

Dzisiaj przygotowałam dla Was ulubieńców kosmetycznych kwietnia i tak się składa, że większość produktów, które dzisiaj u mnie zobaczycie są tanimi, drogeryjnymi i łatwo dostępnymi kosmetykami. Jeżeli taka tematyka Was interesuje to zapraszam do czytania! :) ;)

W kwietniu odkryłam rewelacyjny podkłado-krem BB. Na rynku nie jest to żadna nowość, ale ja dopiero ostatnio zaczęłam go używać. Mówię o kremie BB marki Bourjois, który celowo nazwałam podkłado-kremem BB, ponieważ dla mnie jak na krem BB ma naprawdę świetne krycie. Jest lekki i wygląda bardzo naturalnie na skórze. Przypomina mi mój ulubiony podkład Eveline Selfie Time, o którym też wspominałam na blogu. Ten od Bourjois jest odrobinkę bardziej gęsty, ale ich wykończenie jest według mnie baaardzo zbliżone. Trwałość tego produktu jest super, bardzo dobrze sprawdza się także przy mieszaniu go z innymi podkładami, aby dodać lekkości. Polecam absolutnie, u mnie królował codziennie od dnia zakupu i tak naprawdę czuję, że tubka jest już naprawdę lekka. Podkradała mi go też moja mama, bo bardzo spodobał się jej makijaż, który zrobiłam na niej ostatnio i właśnie użyłam wtedy tego  kremu. 


Ulubieńcem po raz kolejny jest także korektor L'oreal Infaillible More Than Concealer w odcieniu 322 Ivory. Naprawdę uwielbiam ten kosmetyk! Kryje, wygląda pięknie na skórze i nie potrzeba go nakładać dużo. Wystarczy odrobinka aby przykryć wybrany obszar. Pewnie sporo z Was już go zna, a jeśli nie miałyście jeszcze okazji go testować to naprawdę go polecam. Oprócz roli korektora, świetnie sprawdza się także jako baza pod cienie ;)

Kolejnym hitem tego miesiąca i zarazem odkryciem roku 2020 jest puder pod oczy Paese Puff Cloud. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Jest bardzo delikatny, nie bieli zupełnie i spełnia moje wysokie oczekiwania w stosunku do pudru pod oczy. Ze wszystkich trzech, które testowałam ten jest po prostu magiczny. To co robi pod oczami to jest photoshop i blur w jednym. Testowałam go też na skórze dojrzałej i również sprawdza się genialnie. Utrwala korektor i wygładza skórę, ale nie ma w sobie drobinek.

Kolejnym ulubieńcem jest puder do twarzy Wibo #Mood, który uwielbiałam, a teraz powrócił do sprzedaży na stałe. Jeśli o puder sypki z drogerii to ten moim zdaniem jest najlepszy. Lekko żółty, bardzo dobrze utrwalający makijaż, nie jest tępo matowy. On pięknie wygładza skórę i nadaje jej bardzo naturalne wykończenie. Mega się cieszę, że Wibo postanowiło wprowadzić go do regularnej sprzedaży!

Rozświetlaczową petardą faktycznie okazał się Turbo Hajlajt z Glamshopu! Jeśli go nie macie to nawet nie będę Wam w stanie opisać jaką on ma moc. To jest rozświetlacz widoczny z kosmosu. Dzięki formule turbopigmentu jest wielowymiarowy i chciałoby się rzec, że eksluzywny - chociaż kosztuje nie zbyt dużo. Bije na głowę wszystko co miałam do tej pory! Naprawdę nieźle go wyciorałam przez kwiecień. No jest boski!


Ulubieńcem jest także nowy róż Eveline Feel The Blush w odcieniu 01 Peony, czyli piękny, satynowy zgaszony ciepły róż. Taki jak lubię najbardziej. Ma bardzo aksamitną konsystencję i nie jest ultranapigentowany, więc w momencie przyłożenia pędzla do skóry nie robią się kolorowe plamy. Ten odcień świetnie ożywia twarz i dodaje jej świeżości.

W kwestii palet cieni no to oczywiście muszę wspomnieć o Abstrakcji. To zdecydowanie paleta, która w kwietniu królowała! Zamieszkała na blacie mojej toaletki i używałam jej CODZIENNIE. Kolorystyka mnie absolutnie kupiła, no i ta jakość cieni. Dawno nie miałam palety, która zachwyciłaby mnie w całości. Na blogu w kwietniu pojawiła się jej obszerna recenzja - odsyłam Was tutaj.


Kolejnym ulubieńcem jest mascara Golden Rose z serii Nude Look. Jak się okazuje pasują mi tusze z szczoteczką w kształcie klepsydry. To kolejny, który pokochałam i na pewno będę do niego wracać kiedy już mi się skończy. Nie jest drogi, a daje naprawdę rewelacyjny efekt. Szczoteczka bardzo dobrze rozdziela rzęsy, nakłada odpowiednią ilość mascary. Nadaje rzęsom świetną objętość, pogrubia i wydłuża - ogólnie robi wszystko to, co dobry tusz powinien robić.





Ostatnim ulubieńcem jest żel do brwi Catrice Brow Colorist w odcieniu Light. Jest to rewelacyjny, barwiący włoski żel, który dobrze je utrwala.  W ogóle to zakochałam się w tej ultra słodkiej, elastycznej szczoteczce. Od lat wierna jestem żelowi z Golden Rose, ale ten również spełnia moje oczekiwania, no i nie przyciemnia włosków jak ten z GR. Odcień jasnego chłodnego brązu sprawdzi się idealnie u blondynek ;)

I to już wszyscy ulubieńcy, których miałam w kwietniu. Dobrze widzicie, że nie ma w tym zestawieniu żadnego produktu do ust, ale pod maskę to średnio jest sens malować usta ;) Nie wiem, przynajmniej ja ich nie maluję. Jestem bardzo ciekawa jacy są Wasi kwietniowi ulubieńcy i co się u Was sprawdziło. Koniecznie napiszcie mi o swoich hitach w komentarzu. 





Zdjęcia robiłam tym razem telefonem, ale nie chciałam czekać z publikacją tego wpisu. Mój aparat, a raczej karta pamięci odmówiła mi posłuszeństwa po raz kolejny. Muszę w końcu przysiąść i zamówić nową, bo nie zajadę bez niej daleko ;) :) 

3 maja 2020

Puder Wibo #Mood | Hit kolekcji limitowanej w stałej sprzedaży

Puder Wibo #Mood | Hit kolekcji limitowanej w stałej sprzedaży
Co prawda przeczytacie o tym pudrze w ulubieńcach kwietnia, ale mam problem z aparatem i nie mogę zrobić zdjęć. Pomyślałam więc, że skoro ten puder nie doczekał się swojej osobnej recenzji to warto chwilę mu poświęcić. Jeśli czytacie mnie od dłuższego czasu to wiecie, że jestem ogromną fanką pudrów sypkich i bardzo rzadko sięgam po te prasowane. Sypańce to życie! :D Mam kilka ulubionych pudrów, które są pudrami wysokopółkowymi, kocham puder Air Spun, a jeśli chodzi o drogerię to najlepszy moim zdaniem jest właśnie ten. Wibo #Mood. Na rynku pojawił się w zeszłym roku (tak mi się wydaje) w kolekcji limitowanej i stał się niekwestionowanym hitem. I bardzo cieszę się, że firma Wibo postanowiła wprowadzić go na stałe do swojej oferty. Zliftingowała lekko szatę graficzną opakowania, ale produkt w środku jest ten sam.

Jeśli jeszcze go nie miałyście to uważam, że lektura dzisiejszego wpisu jest obowiązkowa, bo dowiecie się o nim wszystkiego i gwarantuję, że kiedy już go kupicie będziecie w siódmym niebie. 


Puder dostaniecie w Rossmannie w szafach Wibo za cenę 30,99 zł (14 g). Cena jak na tą firmę, uważam, jest dość wysoka, ale jakość produktu jaką za nią otrzymujemy całkowicie ją uzasadnia. Opakowanie jest kwadratowe, porządnie wykonane i bardzo podoba mi się opcja sitka w formie jakby rajstopki. Dzięki temu puder nie rozsypuje się wszędzie.


Puder w dotyku jest bardzo miałki i aksamitny, delikatny. Ma lekko bananowy odcień, ale po aplikacji na skórę staje się transparentny. Jest totalnie niewidoczny, ponieważ daje bardzo naturalne wykończenie. Matowi skórę, ale w taki ładny naturalny sposób. 


Idealnie sprawdza się do bakingu i tak też sugeruje go używać producent. Ja używam go zarówno do bakingu jak i klasycznie omiatając pędzlem twarz. I jeden i drugi sposób przy nim się sprawdza. Po aplikacji pudru cera jest optycznie wygładzona. Wygląda naprawdę rewelacyjnie.


Zdecydowanie polecam ten puder cerom suchym i normalnym. Mieszana i tłusta może w ciągu dnia wymagać poprawek. Tak czy inaczej uważam, że powinnyście go przetestować :)


Dajcie mi znać w komentarzu jakie są Wasze ulubione pudry sypkie z drogerii i czy używałyście Wibo #Mood. Co o nim sądzicie i jak się Wam sprawdza? ;) :)

21 kwietnia 2020

Recenzja palety Abstrakcja Glamshop x MsDoncellita | Czy wszystko jest takie kolorowe?

Recenzja palety Abstrakcja Glamshop x MsDoncellita | Czy wszystko jest takie kolorowe?
Jestem gotowa żeby napisać Wam więcej wszystko o efektach współpracy kolejnej youtuberki z Glamshopem. Marta wypuściła też rozświetlacz, ale dzisiaj chcę się skupić na palecie cieni Abstrakcja. Na blogu pojawiły się moje pierwsze wrażenia dotyczące tych cieni i pierwszy makijaż. Od tamtej pory eksploatowałam tą paletę do granic możliwości, codziennie, konsekwentnie robiłam nią makijaż. Nawet jeśli był to jeden cień to zawsze z tej palety. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na jej temat to zapraszam Was na dzisiejszy wpis. Mam Wam naprawdę sporo do powiedzenia napisania. 

Zacznę od tego, że osobiście czekałam na tą współpracę bardzo, bardzo. Nie mogłam się doczekać, bo już po pierwszych zapowiedziach wiedziałam, że kolorystyka będzie w punkt, taka jaką lubię najbardziej. Moja intuicja mnie nie zawiodła, bo kolory w palecie są totalnie "moje".


Marta cudownie to wszystko stworzyła, układ cieni, forma palety na 9 cieni, grafika. Po filmie z premierą byłam zachwycona jeszcze bardziej. A to, że ją kupię było pewne na milion procent.

No i dobra, zamówiłam zestaw razem z rozświetlaczem, paczka przyszła po kilku dniach. Wszystko ładnie opakowane w perłoworóżową bibułkę z naklejką MsDoncellita. I w sumie wszystko pięknie, ładnie, aż do momentu dobrania się do zawartości. Tak naprawdę to przez chwilę pomyślałam, że ja mam jakiś używany zestaw... Chociaż to bardziej odnosiłoby się do rozświetlacza, bo opakowanie było brudne, a sam rozświetlacz dookoła miał tłuste plamy, co wiem, że wynika z formuły rozświetlacza, no ale mimo wszystko jakoś tak dziwnie to wyglądało.

Opakowanie palety było przybrudzone na krawędziach, ale udało mi się to zetrzeć płynem micelarnym. Wizualnie na żywo paletka jest urocza. Trochę nie rozumiem dlaczego nie ma w niej lusterka, tak jak w przypadku innych palet na 9 cieni w Glamshopie. Jest na nie miejsce, bo w patrząc na paletę z boku jest w niej luka gdzie idealnie zmieściłoby się lustro. Dlaczego tak się tego czepiam? Paleta jest o 30 zł droższa od innych dziewiątek, więc myślę, że to lusterko naprawdę zmieściłoby się w budżecie. No, ale mniejsza o to.




Miejsca gdzie są magnesy i krawędzie palety wyglądają nieestetycznie. Po pierwsze magnesy są bardzo widoczne, a po drugie krawędzie nie są dopracowane pod kątem ich klejenia. Widać to na zdjęciach, starałam się to oddać jak najlepiej.

Z minusów, które zauważyłam to chyba wszystko. Wiem, że trochę sobie ponarzekałam, ale słuchajcie - ta paleta kosztuje 119 zł i nie łapie się na żadne promocje ;)

Teraz możemy przejść do zawartości palety, czyli samych cieni. I tutaj nie mogę powiedzieć niczego złego! Każdy, absolutnie każdy cień z tej palety mi się podoba i dla każdego widzę zastosowanie w makijażu.


Nie mam za złe, że nie ma w niej matowego beżu, bo przecież każda z nas ma już taki cień w kolekcji, a poza tym zamiast takiego cienia można użyć klasycznego pudru. W palecie są cztery turbopigmenty i pięć cieni matowych.

BŁYSK - pierwszy z turbopigmentów. Beżowy ze złotymi i różowymi drobinkami. Na skórze nie widać bazy kolorystycznej, a właśnie same piękne drobineczki.
APOLLO - turbopigment, o prześlicznym rose goldowym odcieniu. Posiada te same, złote i różowe drobinki, co odcień Błysk. Jest rewelacyjny!
NALA - matowy odcień żółto-miodowy. Wcześniej nie miałam takiego cienia w kolekcji. Jest to absolutnie wyjątkowy kolor.
MARGARETKA - landrynkowo-różowy matowy cień. Przynajmniej dla mnie jest on landrynkowy. Uwielbiam go używać, bardzo mocno podbija moją zieloną tęczówkę.
KRÓLEWICZ - ciemna matowa śliwka, najciemniejszy cień w palecie. Jestem pod wrażeniem, bo ciężko jest zrobić dobry fioletowy matowy cień, a ten jest idealny. Równo się nakłada, nie robi plam.
ALOHA - matowy buraczkowy odcień. W palecie wygląda na fiolet, ale po nałożeniu na skórę wygląda jak burak, czyli coś na granicy fioletu z czerwienią.
AMETYST - turbopigment w elektryzującym fioletowym kolorze. Według mnie jest to ciepły fiolet z nutą fuksji. Boskość w czystym wydaniu!
IDEAŁ - matowy jasny brąz, właściwie taka kawa z mlekiem. Uwielbiam takie cienie jako transfer w cieniowaniu.
OMG! OMG! - mój ulubiony turbocik z tej palety. Łososiowy odcień ze złotem i złoto-różowymi drobinkami. Uwielbiam go, jest absolutnie piękny, wyjątkowy, cudowny.


Jeżeli znacie jakość cieni Glamshadows i znacie turbopigmenty to nie będziecie zawiedzione. Maty są bosko napigmentowane i pięknie się blendują, nie zanikają, można osiągnąć nimi efekt chmurki. Rewelacja, naprawdę! Kolory bardzo dobrze się ze sobą łączą, nie ma problemu ze zbudowaniem intensywności, nic się nie wytrąca. Cienie nie blakną w ciągu dnia. Moim zdaniem maty z górnej półki.


W kwestii turbotów - ja jestem zachwycona. Mimo, że ich standardowa oferta jest już naprawdę szeroka to w tej palecie mamy nowe odcienie, żaden się nie powtórzył. Moim największym ulubieńcem jest OMG! OMG! i wynika to z faktu, że bardzo dobrze czuję się ostatnio w takich kolorach. A, dodam jeszcze, że nosiłam je zarówno bez lepkiej bazy jak i z taką bazą właśnie. Bez bazy nakładają się naprawdę super, same kleją się do powieki, a na bazie jeszcze mocniej podbita jest ich moc.

Podsumowując, doskonale zdaję sobie sprawę, że nie ocenia się produktu po okładce, ale wiem też, że niejako ma ona wpływ na nasze odczucia z nim związane. Poleciłabym dopracować opakowania, bo cena nie jest niska i wydaje mi się, że za takie pieniądze mogę oczekiwać lepszej jakości. Natomiast do samego wnętrza nie przyczepię się wcale. Dla mnie jest to przepiękna kompozycja kolorów i fenomenalna jakość cieni. Ogromnie gratuluję Marcie tak udanej paletki!

Jestem ciekawa co Wy myślicie o tej palecie. Napiszcie mi czy się Wam podoba i czy planujecie ją kupić. A może już ją macie? Jak się sprawdza u Was?

18 kwietnia 2020

Paleta cieni Pierre Rene x Amelia Szczepaniak Pinch Me | Czy ona się do czegoś nadaje?!

Paleta cieni Pierre Rene x Amelia Szczepaniak Pinch Me | Czy ona się do czegoś nadaje?!
Nie ulega wątpliwościom, że wszelkie współprace dziewczyn ze świata beauty z markami kosmetycznymi przy tworzeniu kosmetyków budzą wiele emocji i najczęściej jest tak, że wszyscy się nimi zachwycają. Nikt nawet nie wspomni o jakimś drobnym minusie, wszystko zawsze jest sztosem, petardą, mistrzostwem itd.

Moje podejście do takich produktów jest zdystansowane, bo wiem, że te wszystkie pozytywne opinie pochodzą "z paczek PR" i nie muszą być do końca szczere. Dopóki sama nie kupię i nie przetestuję na własnej skórze to nie uwierzę. Muszę mieć swoją własną opinię.


Oprawa graficzna jak i samo wykonanie palety nie wymaga komentarza. Jest bardzo ładna, zrobiona porządnie, z grubej tektury, z dużym lusterkiem w środku. Idealnie wpisuje się w moją estetykę.

Nie ukrywam, że ja tą paletę kupiłam głównie ze względu na cienie błyszczące. W palecie jest ich aż 7. Zresztą tyle samo jest matów. Cieszy mnie fakt, że jest w niej matowy beż i średni matowy brąz.


I teraz tak: błyski są genialne!! Trzy spośród nich (LIKE ME, TOUCH ME, PINCH ME) to są takie cienie drobinkowe, lekko transparentne. Miliony iskiereczek - ja takie cienie uwielbiam i uważam, że są wyjątkowe. Cienie TELL ME, KISS ME, SWATCH ME to klasyczne perłowe cienie o bardzo dziwnej konsystencji - są jakby takie gęste, lepkie. Podobne do formuły cieni Shine & Go z My Secret. Mega naładowane pigmentem, wyglądają rewelacyjnie. Cień KILL ME poza perłą ma jeszcze drobinki co czyni co bardziej wielowymiarowym. Z cieni perłowych duże wrażenie robi odcień SWATCH ME, który jest zielono-rudym duochromem i tak naprawdę nałożony solo daje kompletny makijaż.



Cienie iskierkowe nakładam oczywiście na NYX Glitter Primer, bo bez niej znikają z oczu, drobinki gdzieś uciekają i efekt jest znikomy. Na bazie to jest istna petarda! Perły na sucho idealnie wchodzą. Te cienie same w sobie są lepkie więc nie ma problemu z naniesieniem ich na powiekę.


Teraz przejdziemy do matów, bo tutaj mam dwie skrajne opinie - są świetne i beznadziejne zarazem. Wszystko zależy od koloru. Uwielbiam matowy beż, ten nieoczywisty żółty, jasny brąz i ten brudnoróżowy kolor. Reszty mogłoby w tej palecie nie być.


Te cztery maty są bezproblemowe. W pełni oddają kolor, dobrze się rozcierają i nie robią plam. Pozostałe, czyli przepiękny fiolet (to było moje marzenie żeby on na powiece wyglądał tak jak w opakowaniu), ceglasty i czerń są tragiczne. No może czerń sprawdza się do gruntowania kreski, ale na pewno nie do cieniowania. Ja wiem, że czerń jest ciężkim kolorem, ale ta smuży, robi dziury, nierówno się rozkłada. I takie same zarzuty mam do dwóch pozostałych kolorów. Nie lubimy się.


Nie mogę powiedzieć, że ta paleta mnie zawiodła, bo to byłoby kłamstwo, ale też nie jestem w 100% z niej zadowolona. Jej defekty jestem w stanie nadrobić innymi paletami. Tak czy inaczej uważam, że jest godna Waszej uwagi chociażby ze względu na te cienie iskierkowe i kilka podstawowych matów, których używamy codziennie.
Copyright © majmejkap , Blogger