Za co tak kocham Butter Bronzer od Physicans Formula? Recenzja, swatche + porównanie

Za co tak kocham Butter Bronzer od Physicans Formula? Recenzja, swatche + porównanie

Są takie kosmetyki, które użyte raz zostają z nami na zawsze. Ich używanie sprawia nam przyjemność, a efekt finalny jaki uzyskujemy przy pomocy tych kosmetyków przyprawia o zawrót głowy. Na pewno macie w swojej kosmetyczce taki kosmetyk do którego nie można się totalnie o nic doczepić, bo wszystko jest idealne. Opakowanie, zapach, konsystencja, forma, wykończenie na skórze i trwałość. Ja dokładnie tak  mam z brązerem marki Physicans Formula o uroczej nazwie Butter Bronzer.


Swój egzemplarz mam mniej więcej od stycznia. Kupiłam go jeszcze wtedy gdy był dostępny w Douglasie, bo z tego co wiem to cała marka Physicans Formula zostanie/została wycofana z tej sieci. Trochę nad tym ubolewam, bo miałam ochotę na inne produkty tej marki, ale trudno.

Wracając do brązera to muszę zacząć od tego jak urocze jest jego opakowanie. Niby zwykły plastikowy kompakt, ale te tropikalne kolory robią robotę. Jednym słowem przyciąga do siebie uwagę. Poza ślicznym opakowaniem produkt przyciąga nas też obłędnym kokosowym zapachem. Mówię Wam, ten brązer pachnie po prostu przepięknie, aż szkoda, że nie możecie tego poczuć. Zapach dodaje temu produktowi dodatkowe 100%  przyjemności związanych z jego używaniem. 


Teraz omówimy sobie formułę i wykończenie tego pudru. Pod palcami brązer jest bardzo aksamitny i delikatny, nie ma mowy o suchości i jakiejś kredowej konsystencji. Praca z pędzlem również nie stanowi żadnego problemu, ponieważ produkt nakłada się równo i potem bez problemu przenosi na skórę. Jego wykończenie to satyna - mam wrażenie ostatnio bardzo modna, ale w sumie nic w tym dziwnego, bo wygląda na skórze o wiele lepiej niż ciężki, papierowy mat.

Jego odcień jest faktycznie dość ciepły, ale nie taki, wiecie, chamsko pomarańczowy. W moim odczuciu jest on piaskowy i fantastycznie wygląda na skórze. Dodatkowo jest dość jasny, ale da się nim stopniować intensywność w razie potrzeby. Myślę, że sprawdzi się przy jasnych karnacjach.


Zwykle używam go do nadania lekkiego opalenia na całej twarzy. Zwykle też wspomagam się jeszcze minimalnie chłodniejszym pudrem, aby buzię wykonturować. Butter Bronzer to produkt, który nadaje życia w makijażu i sprawia, że wygląda on tak świeżo i lekko. 

Produkt aplikowany pędzlem wytrzymuje na skórze cały dzień. Nawet to jego satynowe wykończenie nie ulatnia się w żaden magiczny sposób. Przed demakijażem wygląda na policzkach identycznie jak chwilę po skończonym makijażu. 


Na zdjęciu widzicie jak BB ma się do kilku innych brązerów, które mam. Zdjęcie oddaje bardzo dobrze odcienie tych pudrów. Oczywiście robiłam je w naturalnym świetle dziennym. Jeśli mam być szczera to najlepiej używa mi się tego brązera albo solo albo razem z Wibo Beach Cruiserem w odcieniu 02. Razem tworzą doskonały duet.


I tutaj jeszcze po raz kolejny te same swatche:


Jeżeli macie dostęp do kosmetyków marki Physicans Formula i szukacie jakiejś perełki w ofercie tej marki to polecam baaaaaardzo serdecznie właśnie ten brązer. Jestem pewna, że pokochacie go tak samo jak kocham ja i będziecie go używać z wielką przyjemnością ;)
POLSKA ZŁOTA JESIEŃ #3: Makijaż jesienny w wersji wieczorowej

POLSKA ZŁOTA JESIEŃ #3: Makijaż jesienny w wersji wieczorowej

Pora na trzeci a zarazem ostatni wpis z jesiennej serii, którą tworzę razem z Asią z bloga www.wszystkiemojebziki.pl ;) Nie ukrywam, że to właśnie na ten makijaż czekałam z największą niecierpliwością. Dlaczego? Bo tutaj mogłam się artystycznie wyżyć. Od samego początku wiedziałam, że ten makijaż będzie mocny. Tak właśnie widzę się na jakieś październikowej imprezie. Mocne, intensywne, brązowe smokey otulone ciepłym brązem i brzoskwinią przechodzącą w elekrofiolet. Na środku ruchomej powieki migocząca folijka, a na dolnej duochromowy pigment.

Czekam na Wasze opinie dotyczące tego makijażu i odsyłam również do Asi aby zobaczyć jej wersję makijażu (klik!)
Po szczegóły dotyczące użytych kosmetyków odsyłam Was standardowo na sam koniec tego wpisu.






Produkty użyte do wykonania tego makijażu:
TWARZ:
*baza Lirene No Pores
*podkład Rimmel Lasting Finish Ivory
*korektor Lovely Liquid Camouflage
*puder AirSpun Translucent Extra Coverage
*brązer Wibo Beach Cruiser 02
*rozświetlacz Ofra Blissful

OCZY: 
*grafitowa kredka My Secret
*cienie z palety Zoeva Naturally Yours i Cocoa Blend
*cienie Inglot
*cień Nabla Peach Velvet
*pigment Tammy Tanuka
*cień foliowy Makeup Revolution Rose Gold
*mascara L'oreal VML 
*klej do rzęs Ardell Lashgrip
*rzęsy Aliexpress
*pomada do brwi Nabla
*żel do brwi Rimmel Brow This Way

USTA:
*płynna matowa pomadka Golden Rose numer 05


POLSKA ZŁOTA JESIEŃ #2: Makijaż jesienny w wersji dziennej

POLSKA ZŁOTA JESIEŃ #2: Makijaż jesienny w wersji dziennej

Pora na kolejny makijaż w ramach akcji POLSKA ZŁOTA JESIEŃ, którą prowadzimy razem z Asią z bloga www.wszystkiemojebziki.pl ;) Poprzedni makijaż możecie obejrzeć tutaj, a dzisiaj czas na makijaż jesienny w wersji dziennej.

Chciałabym przedstawić Wam skąd taki, a nie inny wygląd mojego makijażu. Dla mnie osobiście jesień to czas mocniejszych makijaży, pięknych rzęs i ciemniejszych kolorów na ustach. Jesienią można swój makijaż porządnie dopieścić i mieć pewność, że nic  nam z twarzy nie spłynie.  
Ta piękna pora roku nie może obejść się również bez błysku i kresek na powiekach. 

Myślę, że udało zawrzeć się w tym makijażu wszystkie elementy, o których wspomniałam wcześniej. Dajcie znać jak się Wam podoba moja propozycja, zajrzyjcie również do Asi i zobaczcie co ładnego zmalowała ona ;)

Spis kosmetyków jest oczywiście na samym końcu tego wpisu.



Wykorzystane kosmetyki:

 TWARZ:
*baza Becca First Light Priming Filter
*podkład Eveline Liquid Control 015
*korektor Lovely Liquid Camouflage numer 01
*puder AirSpun Translucent Extra Coverage
*brązer Wibo Beach Cruiser 02
*rozświetlacz Wet'n'Wild Precious Petals

OCZY:
*baza Urban Decay Eyeshadow Primer Potion odcień Eden
*cienie Inglot
*paleta cieni Nabla Dreamy
*pigment Inglot numer 118
*mascara Eveline Volume Celebrities
*rzęsy Aliexpress
*klej Ardell Lash Grip
*pomada do brwi Nabla Venus
*żel do brwi Rimmel Brow This Way

USTA:
*pomadka Nabla Sweet Gravity
POLSKA ZŁOTA JESIEŃ #1: Makijaż na pożegnanie lata

POLSKA ZŁOTA JESIEŃ #1: Makijaż na pożegnanie lata

No i kochane mamy już wrzesień, a wraz z nim rozpoczynam akcję POLSKA ZŁOTA JESIEŃ, którą współtworzę razem z Asią z bloga www.wszystkiemojebziki.pl ;) 

Ta seria będzie składała się z trzech wpisów makijażowych i dzisiaj przyszła pora na pierwszy z nich. Tak więc przedstawiam Wam moją wersję makijażu na pożegnanie lata. 

Chciałam żeby było kolorowo, ale z kontrastem. Postawiłam na dość odważne kolory, zarówno na oczach jak i na ustach. Dajcie koniecznie znać jak się podoba Wam moja propozycja i koniecznie zajrzyjcie do Asi zobaczyć jej makijaż ;) A po spis użytych przeze mnie kosmetyków odsyłam Was na sam dół tego wpisu.




KOSMETYKI WYKORZYSTANE W TYM MAKIJAŻU:

Twarz:
*baza Pierre Rene Liquid Primer
*podkład Gosh Foundation Drops 004
*puder sypki AirSpun Translucent Extra Coverage
*brązer Wibo Beach Cruiser 02 Cafe Creme
*rozświetlacz Sensique
*mgiełka Essence Matt

Oczy:
*baza Urban Decay Eyeshadow Primer Potion Eden
*mieszanka cieni Inglot, Glamshadows, Juvias Place
*pigment Inglot numer 113
*eyeliner Urban Decay Heavy Metal Midnight Cowboy
*tusz do rzęs Eveline Volume Celebrities
*rzęsy Ardell Wispies
*kredka Catrice Brow Stylist 020
*żel do brwi Rimmel Brow This Way

Usta:
*pomadka Wet'n'Wild Coral Corruption
Ulubieńcy lipca i sierpnia | Nabla, Sensique, Maybelline, Huda Beauty

Ulubieńcy lipca i sierpnia | Nabla, Sensique, Maybelline, Huda Beauty

Zapraszam Was dzisiaj na ulubieńców dwóch letnich miesięcy, czyli lipca i sierpnia. W zeszłym miesiącu nie było takiego wpisu, więc dzisiaj pokażę Wam co sprawdzało mi się zarówno w lipcu jak i w sierpniu. Przygotowując się do tego wpisu zdziwiłam się, że tak mało produktów mam Wam do pokazania, ale to chyba z racji tropikalnych upałów, które towarzyszyły nam jeszcze nie tak dawno. 

Nie uwzględniłam tutaj produktów pielęgnacyjnych, bo myślę, że we wrześniu zrobię o tym oddzielny wpis i tam dokładnie opowiem Wam czego używam.

A teraz zapraszam na ulubieńców makijażowch ;)

Wśród baz ostatnio bardzo mocno wybiła się Liquid Primer od Pierre Rene. O tej bazie pisałam niedawno na blogu, więc do obszernej recenzji odsyłam Was tutaj. To jest bardzo dobra baza, świetnie współgra z podkładami, dodaje im lekkości na twarzy. Naprawdę świetnie mi się ona sprawdza.

Podkład, który bardzo mi podpasował zarówno kolorem jak i formułą to Maybelline Fit Me! Mój ma odcień 115 i w tym momencie pasuje mi idealnie. Ma całkiem niezłe krycie i nie jest płasko matowy. Dobrze utrzymuje mi się w ciągu dnia i to właśnie po niego sięgałam najczęściej. To bardzo dobra drogeryjna opcja w tej kategorii produktów. Bardzo polecam!

Z Maybelline Fit Me! mam jeszcze korektor, którego teraz używam non stop. Bardzo przyjemny kosmetyk do stosowania pod oczy. Zimą jego odcień jest dla  mnie za ciemny, a teraz jak najbardziej  mi pasuje. Nie mam problemów z jego trwałością w ciągu dnia, nie zbiera się też w załamaniach.


W trakcie wakacji pokochałam rozświetlenie jeszcze mocniej niż kochałam do tej pory. Stosowałam pudrowe i płynne rozświetlacze. Najlepszym z tych płynnych okazał się Wibo Chrome Drops numer 01. To jest po prostu boski produkt, dający niesamowitą taflę na skórze. Nawet przypudrowany wybija się spod pudru. Dodatkowo jest bardzo trwały, ponieważ po aplikacji zastyga na skórze. 

Z racji opalenizny musiałam używać ciemniejszego rozświetlacza w kamieniu i mój wybór z reguł padał na Wet n Wild MegaGlo w odcieniu Precious Petals. Faktycznie jego odcień jest ciemniejszy - złocisty ze sporą domieszką koloru lekko miedzianego, ale na skórze wygląda cudownie. No i daje boską taflę bez grama drobinek. Bardzo lubię tą serię rozświetlaczy.

Nowością i ulubieńcem w jednym jest rozświetlacz prasowany marki Sensique. Jestem w szoku jakie to  jest cudo, i że nie kosztuje milionów monet. Cudowny rozświetlacz dla jasnych karnacji. Złocisty i bardzo intensywny. Nic dziwnego, w końcu został stworzony na podobieństwo ABH x Amrezy. Poleciłam go już kilku swoim klientkom, które nie mogły uwierzyć, że jest to produkt drogeryjny. Polecam zatem i Wam ;)

Sama jestem w niemałym szoku, że wśród moich ulubieńców znalazł się prasowany puder. Pewnie wiecie, że zdecydowanie wolę te sypkie, ale Banana Chocolate od Lovely ogromnie mi się podoba. Wykończyłam go praktycznie do zera. Po pierwsze nie daje efektu papierowego matu na twarzy, jest lekki, skóra wygląda bardzo naturalnie i promiennie. Bardzo dobrze utrwala i jest niewidoczny. Na pewno jeszcze do niego wrócę, bo naprawdę super mi się sprawdza.


Jeśli chciałam wykonać makijaż oka to tutaj z pomocą przychodziła mi paleta Makeup Revolution Sopx, którą lubię. Nie są to cienie najwyższej jakości, ale jak na makijaż dzienny totalnie mi wystarczają. Jest to kompletny zestaw cieni, którym można stworzyć naprawdę wiele ciekawych makijaży.



I na koniec produkty do ust. Na zmianę używałam dwóch pomadek matowych w bardzo zbliżonych do siebie odcieniach. Nabla Sweet Gravity i Golden Rose numer 13 to pomadki utrzymane w nudowej tonacji. Idealne kolorki do opalonej skóry, w których czuję się rewelacyjnie. Oba zawsze na ustach w duecie z błyszczykiem Huda Beauty w odcieniu Angellic, który dodawał im oszałamiającego blasku. Kocham ten błyszczyk, co widać po zużyciu i z pewnością zaopatrzę się w kolejny kiedy wykończę to opakowanie. 


I to już wszyscy moi wakacyjni ulubieńcy. Dajcie mi koniecznie znać co u Was sprawdziło się w te letnie miesiące. Jestem  tego  bardzo ciekawa, bo jestem na tropie perełek kosmetycznych i być może z Waszą pomocą uda mi się znaleźć coś ciekawego ;)
Wibo Pro Beauty Sponge | Genialny zamiennik Beauty Blendera i gąbek Blend It! | Jak wygląda po ponad 3 miesiącach użytkowania?

Wibo Pro Beauty Sponge | Genialny zamiennik Beauty Blendera i gąbek Blend It! | Jak wygląda po ponad 3 miesiącach użytkowania?

Nie ma się co oszukiwać. Trzeba przyznać, że gąbeczki w kształcie jajka przeprowadziły niemałą rewolucję jeśli chodzi o aplikację makijażu. Profesjonalne narzędzie wizażystów przeszło z ich kufrów do codziennego użytku przez (nie)zwyczajne kobiety. Pierwotnym produktem był oczywiście kultowy Beauty Blender, na podstawie którego starano stworzyć tańsze odpowiedniki. Ja sama przeszłam przez wiele takich gabek, miałam również oryginalny BB. Z tego co tak szybko przychodzi mi do głowy to miałam jajko Real Techniques, Nanshy, Glam Sponge, Blend It!, różne cuda z Aliexpress i ostatnio katuję Wibo Pro Beauty Sponge. I właśnie o tej ostatniej będzie dzisiaj.


Swoją pierwszą gąbkę Wibo kupiłam niedługo po rossmannowej promocji na wiosnę. Sądzę, że było to mniej więcej w połowie maja. Przyznam, że byłam jej naprawdę bardzo ciekawa, bo w końcu to niełatwe zadanie znaleźć w drogerii dobrą gąbkę tego typu. Wtedy do koszyka włożyłam ostatni dostępny w szafie egzemplarz. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak mocno ją pokocham... 

Zacznę od tego, że gąbeczka opakowana jest w bezbarwne pudełeczko i kosztuje 18,99 zł w cenie regularnej. Ma piękny różowy odcień, fuksja można by rzec.


Oryginalnie bez namoczenia jest całkiem miękka, więc już samo to dobrze jej wróży. Po namoczeniu oczywiście zwiększa swoje rozmiary i staje się ultramiękka i sprężysta. Co ważne, nie puszcza farby. 

Materiał z którego jest wykonana nie przypomina mi żadnego, z którym miałam do czynienia wcześniej. Gąbka łatwo oddaje wodę po odciśnięciu i natychmiast wraca do swojego kształtu. Dodam również, że bardzo łatwo się ją czyści z wszelkiego rodzaju kosmetyków, nawet zwykłym mydłem w kostce. 

Na zdjęciu widzicie gąbkę, której używam od maja. Jak widzicie jest w stanie bardzo dobrym. Czyściutka, bez grama podkładu czy korektora. Widać na niej jedynie drobne pęknięcia, bo niestety parę razy przegrała z moimi paznokciami. Muszę jednak przyznać, że i tak jestem w szoku w jak dobrym jest ona stanie. Pamiętam, że gąbka Nanshy podarła mi się już po pierwszym myciu.


W porównaniu z nową sztuką widać, że nieco wyblakła, ale nadal trzyma swój kształt i wciąż jest miękka.


Zauważyłam, że nie zjada dużo podkładu podczas aplikacji. Bardzo szybko go rozprowadza, pozostawiając cieniutką warstwę produktu. Czubek gąbki pozwala na aplikację korektora pod oczami i dotarcie do wszystkich ciężej dostępnych miejsc na twarzy. Ja tego jajka używam również do aplikacji pudrów sypkich i w tej roli również super mi się sprawdza. 

Dla mnie to narzędzie numer 1 przy codziennym makijażu. Jeżeli lubicie gąbeczki tego typu, ale szukacie czegoś dostępnego stacjonarnie i w przystępnej cenie to gorąco polecam to jajeczko z Wibo. Na pewno będziecie zadowolone ;)
Copyright © 2014 majmejkap , Blogger