Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makeup Revolution. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makeup Revolution. Pokaż wszystkie posty
Moje ulubione korektory pod oczy | Najlepsze korektory | TOP 5: Wet'n'Wild, Makeup Revolution, Maybelline, Catrice, Make Up For Ever

18:00

Moje ulubione korektory pod oczy | Najlepsze korektory | TOP 5: Wet'n'Wild, Makeup Revolution, Maybelline, Catrice, Make Up For Ever

Zapraszam Was dzisiaj na wpis poświęcony moim najlepszym korektorom. I nie będą to byle jakie korektory, ale takie, które rewelacyjnie sprawdzają się na skórze pod oczami. To ważne! Bo jeśli sprawdzają się pod oczami to w każdym miejscu na twarzy raczej też, bo odwrotnie to już nie zawsze jest tak kolorowo ;) 

Korektor pod oczami powinien być długotrwały i mieć dobre krycie. Ta okolica na naszej  twarzy w ciągu dnia intensywnie pracuje, bo przecież mrugamy praktycznie non stop. 

W tym zestawieniu przedstawię Wam 5 korektorów z mojej kolekcji, które najlepiej sprawdzają się w aplikacji na tak delikatnej skórze jaka znajduje się wokół oczu.


Wet'n'Wild Photofocus Concealer
To korektor, o którym pisałam już kiedyś na blogu (klik!). Jest bardzo łatwo dostępny i dość tani. Mój odcień to Light Ivory - bardzo jasny, neutralny odcień. Ma całkiem dobre krycie, jest lekki i nie przesusza skóry pod oczami. Używam go często na co dzień i jestem naprawdę zadowolona z tego jak ładnie wygląda i utrzymuje się przez cały dzień. 

Makeup Revolution Conceal & Define 
To stosunkowa nowość na rynku, wciąż ciężko dostępna. Korektor o silnych właściwościach kryjących, bardzo plastyczny i łatwy w pracy. Posiada ogromny aplikator gąbkowy. Mój odcień to C4, ale rozglądam się za bardziej żółtym kolorkiem ;) Korektor praktycznie w ogóle nie zbiera się w załamaniach i dobrze łączy się z podkładami.

Maybelline Instant Anti Age The Eraser Eye
W moim odczuciu korektor - pianka i chyba najlepsza opcja dostępna aktualnie w drogeriach. Jego konsystencja jest tak kremowa, tak delikatna i to sprawia, że ten korektor jest idealny do skóry pod oczami. Ma praktycznie pełne krycie, jest nawilżający i bardzo ładnie się pod oczami utrzymuje. Mam małe zastrzeżenia co do kolorów, ponieważ odcień Light wcale taki jasny nie jest i u osób z bladą cerą raczej się nie sprawdzi.

Catrice Liquid Camouflage
To jeden z tych produktów, które mam w szufladzie zawsze. Jeden się kończy, na jego miejsce wskakuje kolejny. Bardzo lubię ten korektor, ponieważ jest jasny, ma bardzo dobre krycie, lekko zastyga i super wygląda przez cały dzień. Jest łatwo dostępny i wydaje mi się, że też najtańszy z całego dzisiejszego zestawienia. Wiem, że wiele osób go bardzo lubi i chwali sobie jego formułę.

Make Up For Ever Full Cover
Korektor, który u mnie ma wyjątkowe miejsce i używam go na specjalne okazje (poza makijażami klientek oczywiście). Jest to mega kryjący i zastygający korektor - przez to nie polecam go na co dzień, bo może skórę przesuszyć. Dodatkowo jest wodoodporny, więc łzy mu nie straszne. Sprawdza się perfekcyjnie przy mocniejszych makijażach kiedy to zależy nam na idealnie ujednoliconym kolorycie skóry. Jest to zdecydowanie droższa opcja, bo korektor to w najlepszym przypadku cena 125 zł, ale sądzę, że warto mieć go w swojej kosmetyczce. Nie raz już ratował z opresji mnie lub klientki, które borykają się z problemem dużych zasinień wokół oczu. Trzeba jednak umieć z nim pracować, bo dość szybko zastyga, a kiedy już to zrobi ciężko go ładnie na skórze rozłożyć. 

Na zdjęciu niżej widzicie zestawienie wszystkich pięciu odcieni korektorów obok siebie w świetle dziennym:



I tak, to już wszystko co chciałam Wam dzisiaj napisać. Moja TOP 5 korektorów pod oczy prezentuje się właśnie tak :)

Dajcie proszę znać jaki jest Wasz ulubiony korektor pod oczy ;) Może znacie korektory MAC? Co o nich sądzicie?


Paleta Makeup Revolution SophX | Plusy i minusy | Obszerna recenzja + swatche

16:02

Paleta Makeup Revolution SophX | Plusy i minusy | Obszerna recenzja + swatche

Piękne wiosenne słoneczko przywitało mnie dzisiaj po przebudzeniu. Wstawać mi się nie chciało, ale piątek to przecież już ostatnia prosta przed weekendem ;) 

Pomyślałam, że skoro już mamy wiosnę i tylko czekać aż znikną resztki śniegu to dzisiaj pokażę Wam z bliska piękną paletę marki Makeup Revolution o nazwie SophX, która powstała we współpracy z youtuberką Sophdoesnails. Kiedy pojawiła się w sprzedaży nie można było jej dostać w Polsce, a niedawno również u nas sklepy internetowe wprowadziły ją do sprzedaży. 

Koszt palety to około 50 złotych.


Paleta w momencie zakupu jest opakowana w kartonik - bardzo ładny zresztą. Utrzymany w kolorystyce ciepłych beży, różu i złota. Oprócz tego całość jest ofoliowana.

Wizualnie paleta prezentuje się naprawdę świetnie. Zrobiona w całości z plastiku, ale jest masywna i wygląda porządnie.  Dobrze leży w dłoni - jest całkiem ciężka. Opakowanie palety ma cielisty kolor, a na wierzchu mamy złote metaliczne napisy. Stylistyka trafia absolutnie w mój gust. 


W środku mamy duże lusterko, bardzo dobrej jakości. Jestem przy jego pomocy zrobić kompletny makijaż - jego rozmiar jest naprawdę satysfakcjonujący. 

I oczywiście mamy też cienie - 24 różne odcienie. Każdy kolor to  oddzielna wypraska włożona do palety. Jeden cień to pojemność 1,1 g - czyli nie za specjalnie dużo, ale moim zdaniem taka ilość jest idealna. Nie za dużo, nie za mało - dla mnie w sam raz ;)


Postaram się Wam pokazać jak wyglądają poszczególne kolory. Swatche są robione na palcach, na sucho bez żadnej bazy. Potem przejdziemy do podsumowania całości 

Pinguin - biały, matowe wykończenie, słaba pigmentacja
Grow Old - pomarańczowe złotko, drobinkowe wykończenie, słaba pigmentacja
Cloudberry - pomarańczka, matowe wykończenie (chociaż cień posiada drobinki to nie przenoszą się one na skórę), średnia pigmentacja
Strawberry Sweets - intensywny róż, matowe wykończenie, średnia pigmentacja


Pancakes - beżowy cień, matowe wykończenie, słaba pigmentacja
Sparks Fly - złotko, perłowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Pumpkin - ceglasty, matowe wykończenie, średnia pigmentacja
Festive Flame - miedziany, perłowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja


Fairy Lights - szampański, perłowe wykończenie, średnia pigmentacja
Smokey Bronze - brąz, perłowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Pine Tree - złocista zieleń, perłowo - drobinkowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Copper Coin - rudy, perłowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja


Pink Champagne - delikatny róż, perłowo - drobinkowe wykończenie, średnia pigmentacja
Mixed Berries - jagodowy, perłowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Petrol - morska benzynka, perłowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Mug Cake - ciemny ciepły brąz, matowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja


Iced Coffee - ciepły jasny brzoskwiniowy, matowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Tiramisu - dość ciepły średni brąz, matowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Pug - jasny chłodny brąz, matowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Rosewood - ciemniejszy chłodny brąz, matowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja


Cuppa Tea - miodowy, matowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Peaches - brzoskwiniowy, matowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Danger - bordowy, matowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja
Nightmare - prawie czerń (trochę zszarzała), matowe wykończenie, średnia pigmentacja


Pod względem pigmentacji zawiodły tutaj 3 cienie: Pinguin, Grow Old i Pancakes. Szkoda, bo są to cienie bazowe, jasne, których lubię używać w celu utrwalenia bazy na powiece lub tonowania żywych kolorów na oku. 

Piętnaście cieni w palecie ma bardzo dobrą pigmentację i pracuje się z nimi naprawdę wspaniale. Miękkie, łatwo się rozcierają i łączą się ze sobą. 

Pozostałe to takie typowe średniaczki, w których coś nie gra. Jest to albo formuła albo pigmentacja. Można zbudować nimi mocny kolor, ale trzeba się trochę namęczyć zanim osiągniemy efekt, o który nam chodzi. 

Dla mnie osobiście paleta mogłaby się składać jedynie z tych cieni o bardzo dobrej pigmentacji. Reszta jest według mnie niepotrzebna. Szkoda, że cienie w palecie nie są równe pod względem jakości i pigmentacji.

PLUSY:
*piękne opakowanie
*duże, dobrej jakości lusterko
*wiele kolorów
*niewielka gramatura cieni
*sporo dziennych kolorów
*przyjemna konsystencja
*łatwe rozcieranie
*cena
*dostępność

MINUSY:
*nierówna jakość cieni
*niedopracowana formuła niektórych kolorów
*słaba pigmentacja jasnych, bazowych cieni
*czarny cień nie jest intensywnie czarny


Podsumowując - myślę, że jest to całkiem przyjemna paletka i pomimo swoich wad ja naprawdę bardzo często po nią sięgam. Ma sporo przyjemnych kolorów, którymi wykonuję swój dzienny makijaż. Polecam ją w szczególności osobom początkującym, które szukają sporej ilości kolorów w jednej palecie za przyzwoite pieniążki. U mnie się sprawdza, ale nie zgodzę się z osobami, które twierdzą, że cienie w tej palecie są rewelacyjnej jakość. Dla mnie są po prostu dobre - Juvia's Place oraz Nabla biją je na głowę, ale jest to też zupełnie inna półka cenowa.

Czy skusiłyście się na tą paletę? Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii na jej temat. Dajcie znać jak się u Was sprawdza ;)

Czekoladka bez kalorii: I LOVE MAKEUP BRONZE AND GLOW | Swatche + porównanie do innych produktów

14:46

Czekoladka bez kalorii: I LOVE MAKEUP BRONZE AND GLOW | Swatche + porównanie do innych produktów

Moja obsesja kupowania i testowania produktów do konturowania trwa w najlepsze (i wcale nie zanosi się na jej koniec)! Jakoś za specjalnie mnie to nie martwi, bo poznaję naprawdę świetne produkty, które potem mogę Wam z czystym sumieniem polecać. A Wy macie większe rozeznanie i wybór produktów, które są sprawdzone ;)

Dzisiaj trochę więcej o maleńkiej czekoladce od marki Makeup Revolution. Paletka Bronze and Glow to duet, który tworzy brązer i rozświetlacz. 


Zacznę od samego opakowania, bo jest ono niezwykle urocze. Całe plastikowe, kształtem imituje roztapiającą się czekoladę. Paletka jest mała i naprawdę porządnie zrobiona. W środku ma też lusterko, które jest prawdziwym niezniekształcającym lustrem.


W środku mamy dwa pudry. Mniejszy brązer i większy rozświetlacz. W moim odczuciu ta proporcja powinna być odwrotna, bo przecież brązera używa się więcej niż rozświetlacza. Na obu produktach mamy tłoczenie przypominające spływającą roztopioną czekoladkę. 


Pigmentację obu produktów oceniam jako naprawdę dobrą. Trzeba jednak zaznaczyć, że oba są dość jasne i będą dobrą opcją również dla bladzioszków. Oba pudry bardzo przyjemnie się nakładają i nie ma problemu z ich roztarciem. Rozświetlacz ma ładny i dość uniwersalny odcień, który sprawdzi się przy wielu typach urody. Brązer jest matowy, ale nie mocno płaski. Daje na skórze bardzo ładny cień.


Aby faktycznie jakoś lepiej było Wam wyobrazić sobie to, jak wyglądają odcienie w tej paletce porównałam je do trzech innych brązerów i  rozświetlaczy. Wybrałam te, które są w miarę popularne i dobrze dostępne.


To kolejny zestaw do konturowania wart Waszej uwagi. Jeżeli macie jasną karnację i lubicie tego typu paletki to powinnyście się nim zainteresować ;) Taka czekoladka będzie gadżeciarskim elementem w Waszej kosmetyczce! 

Jaki jest Wasz ulubiony brązer i rozświetlacz? :)
Walentynkowy makijaż w wersji mocno glamour

20:53

Walentynkowy makijaż w wersji mocno glamour

No wiem, że dzisiaj Tłusty Czwartek ;) Ale nie zapominajcie, że Walentynki też zbliżają się wielkimi krokami i to najwyższy czas na szukanie inspiracji makijażowych na tą właśnie okazję. 

Moja tegoroczna propozycja to intensywne, ciepłe odcienie, błysk i piękne rzęsy. Starałam się wymodelować oko na kształt koci i całość utrzymać w klimacie glamour. Pokazuję Wam jedynie makijaż oka, bo to on wymaga najwięcej pracy i trzeba mu chwilę poświęcić. Pamiętajcie , że kluczem do perfekcyjnego makijażu jest blendowanie! 




Do tak intensywnego makijażu wybrałabym matową pomadkę w odcieniu nude.

Myślę, że przez te kolory idealnie wpisuje się w klimat walentynkowy i będzie rewelacyjną opcją na wieczorną randkę lub kolację. 

Kosmetyki, których użyłam do wykonania tego makijażu oka wraz z informacją dotyczącą modelu rzęs wypisałam pod zdjęciami na samym dole ;) 


Do wykonania tego makijażu oka użyłam:
*korektor Nyx Gotcha Covered odcień Ivory
*cielista kredka My Secret numer 19
*paletka The Balm Meet Matte Nude odcień Matt Malloy i Matt Lombardi
*cień Kobo 106 MONO
*cień Glamshadows Marsala
*cień Inglot 612 DS
*paletka Nabla Dreamy Eyeshadows odcień Dogma i Senorita
*paletka Juvia's Place The Saharan odcień Fula i Chad
*cień foliowy Makeup Revolution Rose Gold
*pigment Inglot numer 115 
*mascara Pierre Rene Super Curly
*klej do rzęs Ardell Lash Grip
*rzęsy Beauty Lashes model Lilly
*kredka do brwi Catrice numer 020
*żel do  brwi Rimmel Brow This Way 002 Medium Brown

Aktualizacja mojej kolekcji rozświetlaczy prasowanych | Top Shop, My Secret, Inglot, The Balm, Kiko i wiele innych

12:17

Aktualizacja mojej kolekcji rozświetlaczy prasowanych | Top Shop, My Secret, Inglot, The Balm, Kiko i wiele innych

Mogę się Wam przyznać, że zaczęłam jawnie kolekcjonować rozświetlacze. Na rynku mamy ich tak wiele, a każdy przyciąga do siebie mój wzrok i nie potrafię się oprzeć kolejnym połyskującym cudeńkom. Jakiś czas temu pokazywałam Wam mój zbiór rozświetlaczy i to nawet w dwóch częściach, ale od tamtej pory sporo się zmieniło i kolekcja uległa pewnym zmianom. Wydaje mi się, że to świetny pomysł na post, więc zapraszam do jego dalszej części ;) Kolejność rozświetlaczy jest całkowicie przypadkowa.

A, i przygotujcie się na to, że słowem na ten post będzie: błysk, tafla i glow ;)

KIKO FALL 2.0 HIGHLIGHTER 01 GOLD IN PROGRESS 
Ten gagatek pochodzi z jesiennej limitowanej kolekcji Kiko i nie jestem pewna czy możecie go jeszcze dostać w sprzedaży. Tak czy inaczej jest to maleńki rozświetlacz o pięknym złotym kolorze. Na jasnych cerach może dość znacznie się odcinać, ponieważ jego odcień jest bardzo intensywny i raczej po tej ciemniejszej stronie mocy. Osobiście uważam, że ten rozświetlacz powinien wejść do stałej oferty marki Kiko.

TOP SHOP CHAMELEON HIGHLIGHTER MOTHER OF PEARL
Ta pozycja jest w mojej kolekcji naprawdę unikatowa, bo nie jest to standardowy rozświetlacz. On jest wielowymiarowy wypełniony błyskiem i drobinkami, opalizuje, mieni się. No po prostu cudo! Mi udało się go kupić w TK Maxxie ;) Pięknie wygląda jako cień na powiekach, na twarzy również prezentuje się pięknie, ale trzeba używać go rozsądnie.


INGLOT FACE EYES BODY HIGHLIGHTER MEDIUM SPARKS
W ofercie marki jest to świeżynka, bardzo mnie zaciekawiły te rozświetlacze i skusiłam się właśnie na wersję medium. Akurat ten produkt można stosować jako topper na policzki - nakładać go na róż. Ten rozświetlacz jest bardzo intesywny i ma lekko brzoskwiniowy odcień.

THE BALM MARY LOU-MANIZER
Klasyk! Rozświetlacz, o którym kiedyś mówił każdy. I chyba każdy miał. Jedyny w swoim rodzaju. To bardzo intensywny szampański rozświetlacz, którym jesteśmy w stanie osiągnąć efekt mokrej skóry i jestem przekonana, że osoby początkujące mogą sobie z nim nie poradzić. Najlepiej nakładać go w małej ilości.

NABLA SHADE & GLOW BABY GLOW
To również niewielki rozświetlacz, który ja mam w formie wkładu do paletki magnetycznej. Jego odcień jest złocisto-brzoskwiniowy. Ten rozświetlacz jest bardzo elegancki i subtelny. Możecie go kupić spokojnie na start, bo ta opcja jest bardzo bezpieczna. Oprócz formy zwykłego wkładu dostaniecie go w klasycznym opakowanku.

MY SECRET FACE ILLUMINATOR: PRINCESS DREAM, SPARKLING BEIGE, DISCO BALL
To trio mogę nazwać najlepszymi drogeryjnymi rozświetlaczami. Są klasyczne, nie mają żadnych kolorowych drobinek. Ich odcienie są do siebie całkiem zbliżone, jeden jest cieplejszy, dwa pozostałe chłodniejsze. Pisałam o nich na blogu nieraz i myślę, że same pewnie już dobrze je znacie.


I LOVE MAKEUP TRIPLE BAKED HIGHLIGHTER GODDESS OF LOVE
Rozświetlacz w formie uroczego serduszka. Odcień tego rozświetlacza jest szampański, ale ma w sobie sporą domieszkę różu. Ostatnio nie sięgam po niego zbyt często, sama nie wiem dlaczego ;) Myślę, że ten rozświetlacz może być bardzo dobrym pomysłem na prezent gwiazdkowy właśnie przez to nietypowe kartonowe opakowanie w kształcie serduszka.

ESSENCE METALLIC FOIL LIP POWDER
Ten produkt również pochodzi z kolekcji limitowanej i jak widać producent nazwał do pudrem do stosowania na usta. Ja kupiłam go jako zwykły rozświetlacz. Jest czysto złoty, bardzo delikatny, daje jeszcze bardziej subtelny efekt niż rozświetlacz Nabla.


WET N WILD MEGLAGLO HIGHLIGHTING POWDER PRECIOUS PETALS
Ostatnio coraz baczniej przyglądam się szafie Wet n Wild i znajduję tam naprawdę świetne produkty. Ten rozświetlacz kosztuje niewiele ponad 20 zł, a wygląda jakby pochodził z marki selektywnej. Na powierzchni ma piękne tłoczenie, a jego odcień jest ciepły, złoty z nutą cynamonową. Bardzo nietypowy - nigdy nie miałam rozświetlacza o takim odcieniu. Daje bardzo intensywną taflę na skórze.

CATRICE HIGH GLOW MINERAL HIGHLIGHTING POWDER 010 LIGHT INFUSION
To rozświetlacz o zdecydowanie chłodnym odcieniu, którego używam zwykle zimą. Jest srebrzysty, po aplikacji na skórę uzyskujemy intensywną taflę bez grama drobinek. Ten rozświetlacz sprawdzi się idealnie przy jasnych karnacjach.


TOP SHOP HIGHLIGHTER CRESCENT MOON 
Ostatnio to moja nowa rozświetlaczowa miłość ;) Przepiękny brzoskwiniowy odcień z różową poświatą. Jest to rozświetlacz wypiekany o niemal kremowej formule, która świetnie przenosi się z pędzla na skórę.

Tak prezentują się po kolei (od dołu) wszystkie przedstawione przeze mnie rozświetlacze:


Na obecną chwilę tak właśnie wygląda mój zbiór rozświetlaczy, ale nie wykluczam zakupu kolejnych, bo przyznam szczerze, że na mojej liście zakupów jest jeszcze kilka pozycji. Marzy mi się rozświetlacz Becca i Too Faced, mam też chrapkę na MAC ;)

Dajcie znać jakie rozświetlacze macie Wy w swoich kosmetyczkach i który jest Waszym ulubieńcem :)
Ulubieńcy listopada: Isana, La Roche Posay, Makeup Revolution, Catrice, LA Splash, Golden Rose, Nyx, Top Shop

12:31

Ulubieńcy listopada: Isana, La Roche Posay, Makeup Revolution, Catrice, LA Splash, Golden Rose, Nyx, Top Shop

Cieszę się, że listopad już za nami, bo bardzo tego miesiąca nie lubię. Chociaż muszę przyznać, że tegoroczny minął dość szybko i przyjemnie - testowałam masę produktów i mam bardzo dużo nowości. Część produktów zasiliła listopadowych ulubieńców, których chcę Wam dzisiaj przedstawić. Od razu mówię, że rzeczy jest sporo - zarówno z pielęgnacji jak i z kolorówki.


No to przechodzę od razu do rzeczy i listopadowe zestawienie otwiera krem marki La Roche Posay Effaclar Duo +.  Stosuję go od około 1,5 miesiąca i naprawdę jestem zadowolona z efektów jego działania. Ogólnie mam ładną cerę, nie mam trądziku ani żadnych większych pryszczy, ale od pewnego czasu na moim czole i wokół brody pojawiły się takie podskórne zaskórniki, które były dla mnie bardzo uciążliwe, ponieważ zakłócały mój makijaż - struktura skóry nie była gładka. 

Zostając jeszcze przy pielęgnacji twarzy muszę pokazać Wam płatki peelingujące marki Isana, które dostaniecie w Rossmannie. To duże płatki kosmetyczne, które z jednej strony pokryte są tłoczeniem peelingującym. Używam ich każdego wieczoru przy demakijażu. Według mnie nie są mocno agresywne, ale złuszczają naskórek i odświeżają. Bardzo lubię ten moment kiedy przecieram nimi skórę. Pierwsze opakowanie już mi się kończy, ale na pewno zaopatrzę się w następne.


Ulubieńcem listopada jest też balsam do ciała marki Palmer's Coconut Oil Body Lotion. Czy zdajecie sobie sprawę jak ten produkt obłędnie pachnie? To tak jakbyście rozcierały na skórze wiórki kokosowe albo cukierki Elfy (kto je pamięta?) Formuła tego balsamu jest bardzo kremowa, ale też bogata. Nie zmienia to jednak faktu, że balsam szybko się wchłania,  a skóra pachnie przez wiele godzin jak kokosanki w najlepszym wydaniu.

W listopadzie zaczęłam też stosować spray do włosów kręconych marki L'oreal Hollywood Waves. Nie wiem jak Wy, ale bardzo lubię używać produktów tego typu. Pięknie pachną, a ten spray dodatkowo podkreśla naturalny skręt moich włosów. Kupiłam go na Mintishop i tam polecam go zamawiać, bo w Rossmannie jest on dwa razy droższy.


I teraz mogę już przejść do kolorówki. Tutaj też będzie sporo produktów ;)

Baza, która w listopadzie u mnie królowała to Pearl Base marki Bielenda. To bardzo przyjemny, nawilżający produkt pod podkład. Ładnie się rozprowadza i skóra szybko ją wchłania. Po jej aplikacji buzia jest bardzo dobrze przygotowana na nałożenie reszty makijażu. Polecam ją wszystkim paniom z suchą skórą ;)

Teraz pora na ulubiony podkład. Na pewno wiecie, że ja lubię podkłady mocniej kryjące, takie, które są lekkie, ale jednak mają w sobie sporo pigmentów i idealnie wyrównują koloryt cery. W listopadzie praktycznie codziennie sięgałam po podkład Catrice Made To Stay 24h w odcieniu 005. Uwielbiam go właśnie za krycie, za to, że jest długotrwały i nie wyświeca się w ciągu dnia. Jest rewelacyjny!

Puder, który naprawdę świetnie się sprawdza i w listopadzie był dla mnie nowością to sypki puder marki Makeup Revolution w wersji Lace. Na blogu macie już jego recenzję (klik!). Bardzo go lubię i zdecydowanie za cenę 25 zł nie oczekiwałam po nim zbyt wiele, a okazał się świetny. Można go używać do bakingu lub standardowego utrwalania podkłądu. Jest miałki i aksamitny. Osobiście czuję się skuszona na inne wersje tych pudrów.


W listopadzie udało mi się również odkryć bardzo fajne duo do konturowania marki My Secret. Zestaw nazywa się Contouring Palette, ale jego opakowanie wygląda jak standardowy puder. Najczęściej sięgałam po ten brązer z zestawu i naprawdę miło mi się go używało. Ma bardzo ładny odcień, nie jest brudno-szary i świetnie rozciera się na skórze. Zdecydowanie polecam tym bardziej, że nie jest to drogi kosmetyk.

Ulubieńcem jest również rozświetlacz ze standardowej kolekcji marki Top Shop o nazwie Cresent Moon. Udało mi się go również kupić w TK Maxxie za niecałe 35 zł. Zachwycił mnie swoim odcieniem, bo jest szampański, ale opalizuje delikatnie na brzoskwiniowo-różowo. Ma on wypiekaną formułę, ale nie jest suchy i bardzo ładnie przechodzi z pędzla na skórę. Jako maniaczka rozświetlaczy (naprawdę, bo ja już je po prostu kolekcjonuję) bardzo mocno go Wam polecam ;)



Muszę Wam też przypomnieć o moim ulubionym żelu do brwi marki Golden Rose o nazwie Longstay Brow Styling Gel. W minionym miesiącu otworzyłam nowe, trzecie już opakowanie tego produktu i nadal twierdzę, że to najlepszy i najmocniejszy żel do brwi z jakim miałam do czynienia. Uwielbiam sposób w jaki zaznacza on włoski. Utrwala je i nie pozwala im się ruszyć z miejsca przez cały dzień.

Teraz coś do oczu. I mam Wam do pokazania cienie Inglota. Tak wiem, że na rynku są obecnie o wiele lepsze cienie od tych, ale przyznam szczerze, że naprawdę przyjemnie mi się z nich w listopadzie korzystało. Jak widzicie w tej palecie mam dość bezpiecznie odcienie i tylko kilka cieni to bardziej odważne propozycje. Kiedy skompletuję ją w całości to na pewno możecie spodziewać się wpisu, w którym pokażę wszystkie te kolory z bliska.



Ulubieńcem są również drobniutkie brokaty marki LA Splash z serii Crystallized. Mam dwa odcienie: Purple Rain oraz Whiskey Sour. Kupiłam je w sumie na próbę, bo zbliża się okres świąteczno-noworoczny, a zaraz potem są studniówki i chciałam mieć coś mocno błyszczącego w swoim kufrze. Te brokaty są świetnie, idealnie współpracują z bazą pod brokaty Nyxa i ta kombinacja idealnie sprawdza się na powiece.



I przechodzę do dwóch ostatnich produktów i są produkty do ust. W listopadzie żonglowałam sobie pomadkami, ale po te dwie sięgałam najczęściej. Pierwsza z nich to Eveline Color Edition w odcieniu 720 Sweet Chocolate. To standardowa kremowa pomadka w kolorze dość naturalnego brązu, która pasuje do wielu makijaży. Dla mnie dodatkowym plusem jest fakt, że pomadka pachnie arbuzem!
A druga to Nyx Soft Matte Lip Cream w odcieniu Cannes. To różowo-brązowy odcień i znowu jest on bardzo uniwersalny i świetnie sprawdza się na co dzień. Lubię ją za to, że jest matowa, ale przy tym komfortowa na ustach.



Tak, i to wszyscy ulubieńcy listopada. No muszę przyznać, że sama jestem w szoku jak wiele jest tych produktów. Mogę jednak obiecać, że każdy z nich jest naprawdę godny Waszej uwagi i polecam je wypróbować. Mam nadzieję, że coś wpadło Wam w oko. Ja jak zwykle czekam na Waszych ulubieńców. Podzielcie się w komentarzu czego z przyjemnością używałyście w minionym miesiącu ;)

A tak na marginesie to zapraszam Was do śledzenia mnie na Instagramie, bo ostatnio pojawia się tam sporo makijaży, których nie publikuję tu na blogu. Jeśli zjedziecie na sam dół mojego bloga to znajdziecie tam właśnie moje instagramowe zdjęcia, a po kliknięciu na jedno z nich przeniesiecie się na mój profil. Będzie mi bardzo miło jeżeli dołączycie do grona obserwatorów ;)
Makeup Revolution Baking Powder LACE - warto czy nie warto?

12:48

Makeup Revolution Baking Powder LACE - warto czy nie warto?

Nieraz pisałam o tym, że jestem ogromną fanką pudrów sypkich. Dają one o wiele bardziej naturalne wykończenie makijażu, są lekkie, często nie zostawiają żadnego koloru i można z łatwością używać ich do bakingu.

Moim najukochańszym pudrem jest Laura Mercier Translucent Loose Powder, ale wciąż testuję nowe propozycje w tej kategorii i dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pudru Lace od Makeup Revolution.

Czy puder o pojemności 35 gramów za cenę 25 zł może być dobry czy niekoniecznie? O tym w dalszej części dzisiejszego posta.


Na początku powiem Wam szczerze, że nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. Moje doświadczenie nauczyło mnie, że to właśnie droższe pudry są wysokiej jakości.

Puder jest bardzo aksamitny w dotyku, lekko jakby wilgotny, co sprawia, że nie pyli się tak mocno. To dla mnie spory plus, chociaż wiadomo, że puder sypki już z samej nazwy informuje nas, że będzie się po prostu sypał ;) Nie powinno być to dla nas żadnym zaskoczeniem.

Ma lekką różową nutę, ale jest ona na tyle minimalna, że nie przeszkadza mi to w jego stosowaniu. Puder możemy jak najbardziej stosować do bakingu wilgotną gąbką - puder bardzo mocno rozjaśnia okolice pod oczami, środek twarzy i inne miejsca gdzie został nałożony. Aplikowany pędzlem bardzo ładnie utrwala podkład i matowi, ale jego wykończenie nie jest tępe i papierowe.


Nie ma problemów z nakładaniem kolejnych produktów: brązera, różu czy rozświetlacza. Wszystko bardzo ładnie czepia się skóry i nie tworzy plam. Mimo, że tak jak wspomniałam wcześniej, puder ma w sobie minimalną różową nutę to nie zmienia koloru podkładu - puder zachowuje się jak transparentny.


Stosuję go od ponad dwóch tygodni i jak narazie nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, a widzę same jego plusy ;)

Czuję, że skuszę się również na wersję Ghost oraz Banana. Wersja Lace, o której rozpisałam się dzisiaj naprawdę mi się spodobała ;)

A Wy miałyście ten lub inne pudry sypkie z Makeup Revolution? 
Ulubieńcy kosmetyczni maja | Konferencja Meet Beauty, Lirene, Catrice, The Balm, Makeup Revolution, Nabla

13:41

Ulubieńcy kosmetyczni maja | Konferencja Meet Beauty, Lirene, Catrice, The Balm, Makeup Revolution, Nabla

Maj minął niesamowicie szybko i przyjemnie! Dzisiaj chcę go podsumować pod kątem kosmetycznym, ale na początku muszę wspomnieć o pewnym wydarzeniu, które zawojowało tym miesiącem! Myślę tutaj oczywiście o konferencji Meet Beauty w której brałam udział po raz pierwszy (i mam nadzieję, że nie ostatni). Wszystko odbywało się w Nadarzynie w hali Ptak Warsaw Expo. To był weekend niesamowitych wrażeń i inspiracji. Zebranie 300 urodowych blogerek w jednym miejscu, ciekawe wykłady, masa wiedzy praktycznej i teoretycznej, warsztaty... To było po prostu cudowne! Strefa BEAUTY ma w sieci niesamowitą moc :) 







Przechodząc do ulubieńców myślę, że powinnam zacząć od żelu z siemienia lnianego do włosów, który robię sobie sama w domu. Moje włosy są kręcone, a ten żel pięknie podkreśla i utrwala ich skręt bez nadmiernego obciążania. Ogólnie mam zamiar przedstawić Wam moją nową pielęgnację włosów w osobnym wpisie i mam nadzieję, że w czerwcu mi się to uda.

Kolejnym produktem, który bez zastanowienia mogę zaliczyć do majowych ulubieńców to serum do twarzy marki Lirene. Fakt jest to kosmetyk, który znalazłam w paczce z konferencji i nie używam go od początku miesiąca. Skradł jednak moje serce i z czystym sumieniem to serum polecam. Pięknie pachnie, ma lejącą konsystencję i sprawnie się wchłania. Dość mocno nawilża skórę i jest ona po jego użyciu gładka i przyjemna w dotyku. Naprawdę bardzo mi to serum podpasowało, co zresztą widzicie po zużyciu.

Z kolorówki też mam kilka rzeczy do pokazania. Po pierwsze podkład Catrice Made to Stay 24H w odcieniu 005. To dobrze kryjący podkład, który na mojej buzi im dłużej jest tym lepiej wygląda. Po samej aplikacji jest w porządku, ale w ciągu dnia jakby zlewał się ze skórą i wygląda bardzo ładnie, świeżo, promiennie. Nie ściera mi się, nie robi dziwnych plam. W ciągu dnia nie muszę się martwić o jego wygląd. Oczywiście plus za jasny odcień, który dla mnie powoli robi się za jasny - uroki majowych wycieczek rowerowych ;)

Ulubiony korektor w maju to Collection Lasting Perfection numer 02. Jest rewelacyjny. Cechuje go wysoka siła krycia i długotrwałość. Korektor lekko zastyga i nie przesuwa się w ciągu dnia. Lubię nakładać go pod oczy i dobrze mi się w tej roli sprawdza.


Na miano majowego ulubieńca zasługuje również paleta do konturowania The Balm. Służyła mi bardzo dobrze przez cały miesiąc i genialnie sprawdziła się też na wyjeździe. Tak naprawdę to kompaktowy zestaw 8 pudrów, które pozwalają na stworzenie konturowania marzeń. Rozświetlacze są bardzo eleganckie i subtelne, a brązery idealnie się nakładają i rozcierają. Z jasnych pudrów korzystam w celu utrwalenia korektora pod oczami i rozjaśnienia środka twarzy. Róż także jest przeze mnie wykorzystywany - ma bardzo ładny, neutralny odcień.


Mój makijaż oczu w maju to jedynie lekkie wymodelowanie oka brązerem i nałożenie złotej folii z Makeup Revolution. Ten produkt to petarda i wiem, że na pewno kupię jego kolejne opakowanie, bo w moim jest już znaczny ubytek. Te drobineczki dodają uroku każdemu makijażowi. Nie są bazarowe i cudownie migoczą w słońcu. Ten minimalny dodatek błysku cudownie rozświetla cały makijaż i sprawia, że ludzie pytają co tak pięknie migocze ;))


Ulubieńcem jest również mascara L'oreal VML So Couture, o której staram się Wam co jakiś czas przypominać. Według mnie to najlepszy tusz do rzęs. Jest ultratrwały, nie odbija się, nie kruszy. I ma najwygodniejszą silikonową szczoteczkę na świecie.


Usta w maju zdominowało testowanie matowych pomadek marki Nabla. To naprawdę świetne produkty. Kolory, które nosiłam w sumie na zmianę to Sweet Gravity i Roses. Są mocno lejące, wysychają na mocny mat i trzymają na ustach wieki ;) Według mnie jedne z lepszych matowych szminek, które mam. Jeśli szukacie komfortowych matowych pomadek to te są jak najbardziej na plus. Mają też śliczne odcienie ;)


I to wszyscy majowi ulubieńcy. Koniecznie podzielcie się ze mną swoimi hitami ;) Może macie do polecenia jakiś ciekawy puder sypki albo migoczące cienie? Dajcie znać :) ;)
Copyright © majmejkap , Blogger