Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Moje ulubione kremowe produkty rozświetlające | Becca, Essence, Inglot, Lirene, Pierre Rene, Wibo

10:23

Moje ulubione kremowe produkty rozświetlające | Becca, Essence, Inglot, Lirene, Pierre Rene, Wibo

Dałyście się już ponieść największemu trendowi tego lata? Wszechobecny glow opanował kosmetyczny rynek i pojawia się coraz więcej produktów rozświetlających. Mam masę rozświetlaczy w swoim zbiorze i większość z nich ma formę prasowaną, ale są też te mokre - kremowe i płynne. I to właśnie o nich będzie dzisiejszy post.

Takich produktów możemy używać zarówno na twarz jak i na ciało aby je pięknie rozświetlić. Jeżeli chcecie poznać produkty, które są moimi ulubieńcami w tej kategorii to zachęcam do zapoznania się z tym wpisem.


BECCA SHIMMERING SKIN PERFECTOR MOONSTONE
Ten produkt jest moim must have w kufrze. Świetnie sprawdza mi się w makijażach ślubnych, ale też wieczorowych. To rozświetlacz, który daje efekt mokrej skóry. Jest bardzo subtelny, ale widoczny i cudownie komponuje się z wszelkimi typami urody. Można go również mieszać z podkładami, aby uzyskać bardziej świetliste wykończenie. W tym rozświetlaczu nie ma nawet minimalnej drobinki - to czysta tafla! Polecam go nakładać również na dekolt ;)

ESSENCE ILLUMINATING FACE CREAM GEL 01 DON'T CARE CAUSE I'M FLAWLESS
Wiem, że to edycja limitowana, ale tego typu produkty dość często pojawiają się w ofercie marki przy okazji różnych nowych kolekcji. To jest kremowy rozświetlacz o bardzo w moim odczuciu neutralnym tonie, który pasuje wielu osobom. Fakt jest jasny, ale po aplikacji na skórę zostawia piękną taflę, która w żaden sposób nie bieli skóry. To jeden z moich ulubieńców i używam go bardzo oszczędnie, aby nie skończył się za szybko.

INGLOT AMC FACE AND BODY ILLUMINATOR NUMER 62
Ten rozświetlacz ma jasnozłoty kolor i jest bardzo intensywny. Po roztarciu go na skórze zostawia widocznie złoty blask i nawet troszkę koloru. Przy mieszaniu z podkładem dodaje mu blasku, ale też wpływa minimalnie na jego odcień. To propozycja dla osób z typowo ciepłą lub oliwkową karnacją. Na zbyt chłodnej, różowej skórze może wyglądać zbyt nienaturalnie.


PIERRE RENE LIQUID SHIMMER WERSJA RÓŻOWA
Moim zdaniem to bardzo bezpieczna wersja rozświetlacza kremowego. Daje piękną, subtelną taflę na skórze i tak naprawdę jego kolor nie jest widoczny na skórze, więc jest to produkt dla każdego. Podoba mi się również opakowanie z pipetką, ponieważ pozwala to na swobodne stosowanie tego produktu. Plus za bardzo ładny, delikatny zapach ;)

LIRENE BAZA ROZŚWIETLAJĄCA BE GLAM
To mój stały bywalec w szufladzie i produkt do którego wracam zawsze. Baza i rozświetlenie w jednym produkcie. Bardzo dobra rzecz! Postać delikatnego kremu, która po roztarciu wygładza delikatnie skórę i dodaje jej blasku, który widać po aplikacji lżejszego podkładu. Można ją też mieszać z ulubionym podkładem i w takiej postaci nakładać na skórę. Polecam bardzo, ponieważ jest to produkt wydajny i świetnie działa.

WIBO CHROME DROPS NR 1
Na koniec zostawiłam najmocniejszą propozycję. Jest to jedna z nowych propozycji w szafach Wibo i tym samym najmocniejszy płynny rozświetlacz jaki mam. Nie spodziewałam się, że ta maleńka buteleczka będzie w sobie skrywała taką moc! To istny metal na skórze. To się tak błyszczy, że nie mam słów. Daje prze-prze-przepiękną taflę i dodatkowo zastyga na skórze. Kocham jak ten produkt wygląda na twarzy i na ciele.  Obojczyki podkreśla tak, że widać je z kilometra ;) No naprawdę jeżeli szukacie prawdziwej rozświetlaczowej petardy i to w dodatku w niskiej cenie to będzie to najlepszy wybór!


Czy któryś z produktów wpadł Wam w oko szczególnie? A może macie swoje inne ulubione produkty tego typu? Podzielcie się swoimi hitami - chętnie coś podpatrzę ;)
Walentynkowy makijaż w wersji mocno glamour

20:53

Walentynkowy makijaż w wersji mocno glamour

No wiem, że dzisiaj Tłusty Czwartek ;) Ale nie zapominajcie, że Walentynki też zbliżają się wielkimi krokami i to najwyższy czas na szukanie inspiracji makijażowych na tą właśnie okazję. 

Moja tegoroczna propozycja to intensywne, ciepłe odcienie, błysk i piękne rzęsy. Starałam się wymodelować oko na kształt koci i całość utrzymać w klimacie glamour. Pokazuję Wam jedynie makijaż oka, bo to on wymaga najwięcej pracy i trzeba mu chwilę poświęcić. Pamiętajcie , że kluczem do perfekcyjnego makijażu jest blendowanie! 




Do tak intensywnego makijażu wybrałabym matową pomadkę w odcieniu nude.

Myślę, że przez te kolory idealnie wpisuje się w klimat walentynkowy i będzie rewelacyjną opcją na wieczorną randkę lub kolację. 

Kosmetyki, których użyłam do wykonania tego makijażu oka wraz z informacją dotyczącą modelu rzęs wypisałam pod zdjęciami na samym dole ;) 


Do wykonania tego makijażu oka użyłam:
*korektor Nyx Gotcha Covered odcień Ivory
*cielista kredka My Secret numer 19
*paletka The Balm Meet Matte Nude odcień Matt Malloy i Matt Lombardi
*cień Kobo 106 MONO
*cień Glamshadows Marsala
*cień Inglot 612 DS
*paletka Nabla Dreamy Eyeshadows odcień Dogma i Senorita
*paletka Juvia's Place The Saharan odcień Fula i Chad
*cień foliowy Makeup Revolution Rose Gold
*pigment Inglot numer 115 
*mascara Pierre Rene Super Curly
*klej do rzęs Ardell Lash Grip
*rzęsy Beauty Lashes model Lilly
*kredka do brwi Catrice numer 020
*żel do  brwi Rimmel Brow This Way 002 Medium Brown

Polskie odpowiedniki cieni Nabla z palety Dreamy | Inglot, Glamshop, Kobo, My Secret

18:01

Polskie odpowiedniki cieni Nabla z palety Dreamy | Inglot, Glamshop, Kobo, My Secret

Limitowana edycja palety cieni Nabla Dreamy to wciąż pożądana wśród wielu kosmetykoholiczek pozycja. Cieszyć się nią mogą jedynie osoby, którym udało się ją zakupić. W sklepach pojawiła się jesienią jeden raz i wyprzedała w mgnieniu oka. Nic w tym dziwnego,  ponieważ paleta jest cudowna, a cienie najwyższej jakości. No i te piękne kolory ;) Z tego co się orientuję to ma ona jeszcze wrócić do sprzedaży, ale i tak pewnie ich ilość będzie ograniczona.

Dla tych z Was, które nie mają palety Nabla Dreamy przygotowałam dzisiejszy wpis. Pokażę, że samodzielnie można stworzyć paletę cieni ekstremalnie zbliżoną kolorystyką do pierwowzoru. Udało mi się znaleźć odpowiedniki kolorów i wykończeń w cieniach, które na co dzień są dla każdego lepiej dostępne ;) 

I UWAGA! Będziemy się poruszać wśród polskich marek kosmetycznych.


Chcę zaznaczyć, że niektóre z cieni Nabla są na tyle unikatowe, że nie znalazłam w całej swojej kolekcji cienia o dokładnie tym samym kolorze czy wykończeniu. Potraktujcie ten wpis jako ciekawostkę i większą czy też mniejszą inspirację przy tworzeniu własnej palety. 

A może szukacie tylko jednego odpowiednika cienia z palety i do tej pory nie znalazłyście niczego ciekawego?

Poniższe zdjęcie powinno Wam nieco pomóc w tej kwestii ;)

Jeśli paleta Nabla Dreamy pojawi się jeszcze w sprzedaży to wciąż polecam ją kupić. Będziecie nią zachwycone, bo jakość tych cieni jest niezwykła. W przypadku gdyby nie pojawiła się już ponownie lub po prostu się na nią nie załapiecie to polecam wyposażyć się w odpowiedniki ;)

Napiszcie mi proszę czy macie tą paletę w swoich zbiorach ;) Lubicie po nią sięgać? Ja po prostu ją uwielbiam!! 

Tutaj pisałam o tej palecie więcej:
Aktualizacja mojej kolekcji rozświetlaczy prasowanych | Top Shop, My Secret, Inglot, The Balm, Kiko i wiele innych

12:17

Aktualizacja mojej kolekcji rozświetlaczy prasowanych | Top Shop, My Secret, Inglot, The Balm, Kiko i wiele innych

Mogę się Wam przyznać, że zaczęłam jawnie kolekcjonować rozświetlacze. Na rynku mamy ich tak wiele, a każdy przyciąga do siebie mój wzrok i nie potrafię się oprzeć kolejnym połyskującym cudeńkom. Jakiś czas temu pokazywałam Wam mój zbiór rozświetlaczy i to nawet w dwóch częściach, ale od tamtej pory sporo się zmieniło i kolekcja uległa pewnym zmianom. Wydaje mi się, że to świetny pomysł na post, więc zapraszam do jego dalszej części ;) Kolejność rozświetlaczy jest całkowicie przypadkowa.

A, i przygotujcie się na to, że słowem na ten post będzie: błysk, tafla i glow ;)

KIKO FALL 2.0 HIGHLIGHTER 01 GOLD IN PROGRESS 
Ten gagatek pochodzi z jesiennej limitowanej kolekcji Kiko i nie jestem pewna czy możecie go jeszcze dostać w sprzedaży. Tak czy inaczej jest to maleńki rozświetlacz o pięknym złotym kolorze. Na jasnych cerach może dość znacznie się odcinać, ponieważ jego odcień jest bardzo intensywny i raczej po tej ciemniejszej stronie mocy. Osobiście uważam, że ten rozświetlacz powinien wejść do stałej oferty marki Kiko.

TOP SHOP CHAMELEON HIGHLIGHTER MOTHER OF PEARL
Ta pozycja jest w mojej kolekcji naprawdę unikatowa, bo nie jest to standardowy rozświetlacz. On jest wielowymiarowy wypełniony błyskiem i drobinkami, opalizuje, mieni się. No po prostu cudo! Mi udało się go kupić w TK Maxxie ;) Pięknie wygląda jako cień na powiekach, na twarzy również prezentuje się pięknie, ale trzeba używać go rozsądnie.


INGLOT FACE EYES BODY HIGHLIGHTER MEDIUM SPARKS
W ofercie marki jest to świeżynka, bardzo mnie zaciekawiły te rozświetlacze i skusiłam się właśnie na wersję medium. Akurat ten produkt można stosować jako topper na policzki - nakładać go na róż. Ten rozświetlacz jest bardzo intesywny i ma lekko brzoskwiniowy odcień.

THE BALM MARY LOU-MANIZER
Klasyk! Rozświetlacz, o którym kiedyś mówił każdy. I chyba każdy miał. Jedyny w swoim rodzaju. To bardzo intensywny szampański rozświetlacz, którym jesteśmy w stanie osiągnąć efekt mokrej skóry i jestem przekonana, że osoby początkujące mogą sobie z nim nie poradzić. Najlepiej nakładać go w małej ilości.

NABLA SHADE & GLOW BABY GLOW
To również niewielki rozświetlacz, który ja mam w formie wkładu do paletki magnetycznej. Jego odcień jest złocisto-brzoskwiniowy. Ten rozświetlacz jest bardzo elegancki i subtelny. Możecie go kupić spokojnie na start, bo ta opcja jest bardzo bezpieczna. Oprócz formy zwykłego wkładu dostaniecie go w klasycznym opakowanku.

MY SECRET FACE ILLUMINATOR: PRINCESS DREAM, SPARKLING BEIGE, DISCO BALL
To trio mogę nazwać najlepszymi drogeryjnymi rozświetlaczami. Są klasyczne, nie mają żadnych kolorowych drobinek. Ich odcienie są do siebie całkiem zbliżone, jeden jest cieplejszy, dwa pozostałe chłodniejsze. Pisałam o nich na blogu nieraz i myślę, że same pewnie już dobrze je znacie.


I LOVE MAKEUP TRIPLE BAKED HIGHLIGHTER GODDESS OF LOVE
Rozświetlacz w formie uroczego serduszka. Odcień tego rozświetlacza jest szampański, ale ma w sobie sporą domieszkę różu. Ostatnio nie sięgam po niego zbyt często, sama nie wiem dlaczego ;) Myślę, że ten rozświetlacz może być bardzo dobrym pomysłem na prezent gwiazdkowy właśnie przez to nietypowe kartonowe opakowanie w kształcie serduszka.

ESSENCE METALLIC FOIL LIP POWDER
Ten produkt również pochodzi z kolekcji limitowanej i jak widać producent nazwał do pudrem do stosowania na usta. Ja kupiłam go jako zwykły rozświetlacz. Jest czysto złoty, bardzo delikatny, daje jeszcze bardziej subtelny efekt niż rozświetlacz Nabla.


WET N WILD MEGLAGLO HIGHLIGHTING POWDER PRECIOUS PETALS
Ostatnio coraz baczniej przyglądam się szafie Wet n Wild i znajduję tam naprawdę świetne produkty. Ten rozświetlacz kosztuje niewiele ponad 20 zł, a wygląda jakby pochodził z marki selektywnej. Na powierzchni ma piękne tłoczenie, a jego odcień jest ciepły, złoty z nutą cynamonową. Bardzo nietypowy - nigdy nie miałam rozświetlacza o takim odcieniu. Daje bardzo intensywną taflę na skórze.

CATRICE HIGH GLOW MINERAL HIGHLIGHTING POWDER 010 LIGHT INFUSION
To rozświetlacz o zdecydowanie chłodnym odcieniu, którego używam zwykle zimą. Jest srebrzysty, po aplikacji na skórę uzyskujemy intensywną taflę bez grama drobinek. Ten rozświetlacz sprawdzi się idealnie przy jasnych karnacjach.


TOP SHOP HIGHLIGHTER CRESCENT MOON 
Ostatnio to moja nowa rozświetlaczowa miłość ;) Przepiękny brzoskwiniowy odcień z różową poświatą. Jest to rozświetlacz wypiekany o niemal kremowej formule, która świetnie przenosi się z pędzla na skórę.

Tak prezentują się po kolei (od dołu) wszystkie przedstawione przeze mnie rozświetlacze:


Na obecną chwilę tak właśnie wygląda mój zbiór rozświetlaczy, ale nie wykluczam zakupu kolejnych, bo przyznam szczerze, że na mojej liście zakupów jest jeszcze kilka pozycji. Marzy mi się rozświetlacz Becca i Too Faced, mam też chrapkę na MAC ;)

Dajcie znać jakie rozświetlacze macie Wy w swoich kosmetyczkach i który jest Waszym ulubieńcem :)
Ulubieńcy wakacji - lipiec & sierpień | AA Wings of Color, Juvia's Place, Inglot, Golden Rose, Wibo, Nabla

21:10

Ulubieńcy wakacji - lipiec & sierpień | AA Wings of Color, Juvia's Place, Inglot, Golden Rose, Wibo, Nabla

Cześć wszystkim ;) Wracam do Was po dłuższej chwili z nowym postem. Dzisiaj podsumuję kosmetycznie wakacje, ponieważ - jak pewnie zdążyłyście zauważyć nie było w tym roku ulubieńców lipca, a to wszystko właśnie dlatego, że postanowiłam połączyć ze sobą te dwa wakacyjne miesiące. Tak więc dzisiaj kosmetyków będzie sporo, ale będą to moje hity tego lata, które sprawdziły się rewelacyjnie w czasie upalnego czasu ;) Jeżeli macie ochotę na garść perełek kosmetycznych to zapraszam na ten wpis ;)


Zacznę od pielęgnacji, bo jest ona latem bardzo ważna. Pierwszym ulubieńcem w tej kategorii jest oczywiście multiwitaminowa esencja do twarzy marki Bielenda. Mówię "oczywiście", ponieważ już niejednokrotnie polecałam Wam ten produkt. To pięknie pachnący produkt, który koi skórę, lekko ją nawilża i odświeża. U mnie jej stosowanie stało się już nawykiem - przecieram nią twarz rano i wieczorem. Aktualnie wykańczam jej trzecie opakowanie, a w łazienkowej szafce mam już kolejne.

Przez wakacje bardzo często sięgałam po olej kokosowy. I myślę, że to jemu zawdzięczam zażegnanie problemu wrastających włosków na nogach, z którym walczyłam naprawdę bardzo długo. Mniej więcej dwa razy w tygodniu robiłam bardzo dokładny peeling cukrowy właśnie na bazie oleju kokosowego. Zdzieranie i nawilżenie w jednym zabiegu. I powiem Wam, faktycznie to działa. Włoski już tak nie wrastają, skóra jest miękka i jędrna. Ja swój olej kokosowy kupuję w Lidlu - ma niewielkie opakowanie i przystępną cenę ;)

W kwestii pielęgnacji mam jeszcze jednego ulubieńca i jest to odżywka do włosów marki Nivea. Te z Was, które czytają bloga na bieżąco na pewno wiedzą, że ta marka jest moją ulubioną pod względem odżywek do włosów (a ostatnio również szamponu). Moje włosy są naturalnie kręcone i potrzebują nawilżenia i lekkiego dociążenia. Ta odżywka sprawia, że włosy się tak nie puszą, są lekkie i pięknie pachną. Serio, zapach tej odżywki utrzymuje się na moich włosach aż do następnego mycia ;)


No to teraz czas na kolorówkę ;) Tutaj rzeczy będzie znacznie więcej, nie ukrywam.

Podkład, który latem u mnie królował to Inglot HD Cover Up w odcieniu 81. To dość ciemny odcień, który przy mojej opalonej cerze wygląda naprawdę dobrze. Bardzo lubię te podkłady za ich trwałość i wykończenie. Przy takich ekstremalnych temperaturach jakimi uraczył nas sierpień naprawdę świetnie się sprawdził ;)

Dwa ulubione korektory, które udało mi się przez wakacje praktycznie wykończyć to Lasting Perfection marki Collection oraz nowość - korektor AA Wings of Color. Pierwszy z nich to odcień numer 2 i idealnie zgrywa się on ze stopniem mojej opalenizny. Ten korektor ma bardzo dobre krycie i jest długotrwały, u mnie nie zbiera się on w załamaniach i jakoś mocno nie ciemnieje. Druga opcja to coś znacznie lżejszego w jaśniutkim kolorze 02 Fairy. To płynny, delikatny korektor, który ma dość małe krycie, ale na tropikalne upały nic więcej nie było mi trzeba ;)

I jeszcze jeden kremowy produkt do twarzy, a mianowicie rozświetlacz w gąbeczce marki Cashmere. To jedna z ich nowości, którą mam okazję testować dzięki obecności na majowej konferencji Meet Beauty. Mój produkt ma akurat odcień 02 Rose Beige i dla bladzioszków może okazać się on za ciemny. Jednak jeśli złapałyście troszkę słonka i lubicie efekt mokrej, świetlistej cery to jak najbardziej jest to produkt dla Was. Ja nakładam go na nieprzypudrowany podkład i później jedynie lekko utrwalam tak aby nie stracić blasku ;)


Bezapelacyjnym hitem lipca i sierpnia jest również puder bananowy marki Wibo. Jest miałki, żółciutki i rewelacyjnie nadaje się do bakingu. To produkt, który na stałe znajdzie swoje miejsce w mojej szufladzie. Ma bardzo naturalne wykończenie - utrwala makijaż, ale nie jest tępo matowy. Jeśli uda się go Wam dostać w Rossmannie, to serio, bierzcie od razu hurtem kilka opakowań ;)

Rozświetlacz, który latem królował na mojej twarzy to My Secret w odcieniu Princess Dream. Mam również jego drugi odcień, ale wydaje mi się, że właśnie ten lepiej prezentuje się na opalonej skórze. Dla mnie ten rozświetlacz to najlepsza drogeryjna opcja ;)

Konturowanie latem to głównie paleta The Balm. Moją poprzednią z Freedom totalnie wykończyłam i czuję, że skuszę się na kolejną, ale ta z The Balm również jest bardzo dobra. Podoba mi się w niej dobór kolorów i tak naprawdę jest ona samowystarczalna. Jasne pudry idealnie rozjaśniają przestrzeń pod okiem, można nimi "czyścić" makijaż. Brązery rozcierają się idealnie suną po skórze jak po maśle. Ich odcienie również są bardzo dobrze dobrane.


Teraz przejdę do makijażu oka. I tak, zacznę od palety The Saharan by Juvia's marki Juvia's Place. Cieni lepszej jakości jeszcze nie miałam. Są tak mocno napigmentowane, sprasowane, wilgotne i przyjemne w pracy, że sama jestem w szoku. Kolory są bardzo nietypowe i przez to unikatowe. Cienie perłowe wyglądają na powiece niczym ciekły metal. Naprawdę jakość tej palety powala na kolana. Jeśli jesteście fankami makijażu to jak najbardziej powinnyście mieć tą paletę w swojej kolekcji.

Wśród ulubieńców do makijażu oka nie może zabraknąć błysku. Jak błysk to pigmenty, jak pigmenty to oczywiście Inglot. U mnie latem królował numerki 118 i 115. Jasne, idealnie nadające się na co dzień. Bardzo często też korzystam z nich przy makijażach panien młodych.


Dobrym sposobem na odrobinkę błysku są też brokatowe linery. Moje ulubione to te z Golden Rose i aktualnie mam je w trzech odcieniach. Najczęściej sięgam po złoty i srebrny, ale ten turkusowy też znajduje swoje zastosowanie. Te linery są wielowymiarowe i można ich używać na wiele sposobów. Jako normalną kreskę, wklepując palcem na koniec makijażu oka w powiekę lub solo uzyskując migoczący delikatny makijaż. Bardzo je Wam polecam. Sądzę, że w tej cenie nie znajdziecie nic bardziej unikatowego ;)

I na koniec pomadki. Wszystkie oczywiście płynne i matowe. Dwie z Nabli, jedna z Golden Rose. Dwie pierwsze to odcienie Roses i Sweet Gravity, czyli moje ulubione. Oba idealnie nadają się na każdą okazję i pasują do wszystkiego. Roses to przygaszony odcień różu, natomiast Sweet Gravity wpada w odcień brązu. Ogólnie muszę przyznać, że formuła tych pomadek jest najlepsza spośród wszystkich, które mam. Są też najtrwalsze.

Pomadka z Golden Rose ma numer 07 i jest to odcień soczystej fuksji. Jeżeli mój makijaż oczu był minimalistyczny to sięgałam właśnie po ten produkt. Niesamowicie dopełniał makijaż i grał w nim pierwsze skrzypce ;)


Tak właśnie prezentują się ulubieńcy letnich miesięcy w moim wydaniu. Ja czekam na Waszych w komentarzach ;)

I co? Powoli wkraczamy we wrzesień. Niech nadchodząca jesień będzie ciepła, złota i słoneczna ;)
Konturowanie twarzy | Przegląd produktów do konturowania

11:11

Konturowanie twarzy | Przegląd produktów do konturowania

Każda z nas dąży w makijażu do idealnego, owalnego kształtu twarzy i podkreślenia kości policzkowych. Konturowanie może optycznie wyszczuplać twarz i nadać jej wymarzony kształt. Musisz znać swoje atuty, a potem świadomie grać światłem i cieniem tak aby uwidocznić je poprzez właściwe modelowanie. Na rynku mamy aktualnie naprawdę bardzo dużo brązerów i rozświetlaczy, które nam w tym pomagają i dzisiaj chcę przeprowadzić Was przez niemały gąszcz produktów.

Posiadam sporą ilość tych produktów, można powiedzieć, że je świadomie kolekcjonuję ;)

Na zdjęciach przedstawiłam część mojej kolekcji i myślę, że każda z Was znajdzie wśród tych produktów coś dla siebie.

Oczywiście najbardziej kompaktowe są różnego rodzaju palety. Znajdziecie w nich kilka produktów, które pozwolą na stworzenie optymalnego efektu. Od kilku miesięcy widzę również, że firmy bardzo stawiają na kosmetyki w formie kredek. Kredki do konturowania ma marka Kobo, Golden Rose, Gosh, My Secret czy Smashbox.


Co do rozświetlaczy to chyba nie muszę pisać, że w drogeriach mamy ich bardzo duży wybór. Moje ulubione to rozświetlacze My Secret, ale do tego grona dołączył też ogromny dysk marki Pierre Rene. Jest złocisto-beżowy i przepięknie pasuje do odcienia mojej skóry.

Opcją idealną na lato są kremowe rozświetlacze. Inglot ma takie, marka Cashmere również - mają one formę niewielkiej tubeczki z poduszeczką z której wydobywa się produkt. Cudowny odcień ma też rozświetlacz w kredce marki Gosh numer 01. Złocisty, ciepły i bardzo ładnie odbijający światło.


Na blogu znajdziesz całkiem sporo postów o rozświetlaczach i brązerach, więc jeśli ten temat Cię ciekawi to zapraszam do poniższych wpisów:

Makijaż nowościami | Festival look: Pierre Rene, Lirene, Inglot, Gosh, Eylure, The Balm, Nabla

16:51

Makijaż nowościami | Festival look: Pierre Rene, Lirene, Inglot, Gosh, Eylure, The Balm, Nabla

Jak już pewnie wiecie w ostatni weekend miałam okazję brać udział w III edycji konferencji Meet Beauty. Wszystko miało miejsce w podwarszawskim Nadarzynie w hali Ptak Warsaw Expo. Podczas dwóch bardzo aktywnych dni brałam udział w wielu wykładach i warsztatach. Co więcej sporo warsztatów kończyło się wręczeniem upominków - różnych kosmetyków. Sponsorzy bardzo o nas zadbali i do domu wracałam z ogromną ilością siateczek i toreb. Na oko - przywiozłam ze sobą kilka kilogramów kosmetyków, które zaczynam intensywnie testować. 

Stąd też dzisiejszy makijaż. Postanowiłam zrobić coś bardziej kreatywnego i wykorzystać nowości, które przywiozłam z Nadarzyna. Kosmetyki, których użyłam wypisałam Wam na dole pod zdjęciami. Chcę jednak wspomnieć w tym miejscu o cuuuuudownym rozświetlaczu marki Pierre Rene. To ogromny 20 gramowy dysk o złocistym odcieniu beżu. Jest tak piękny i elegancki, że aż ciężko opisać to słowami. Jeżeli chcecie kupić jakiś ciekawy rozświetlacz to jestem przekonana, że ten się Wam spodoba ;)





Kosmetyki, które zostały użyte w tym makijażu:

TWARZ: 
*podkład Lirene Perfect Tone numer 120
*korektor Collection Lasting Perfection numer 2
*puder Kobo Brightener Matte Powder odcień Banana
*brązer Sephora Sun Disk
*brązer My Secret
*rozświetlacz Pierre Rene Highlighting Powder
*róż The Balm Frat Boy
OCZY: 
*pomada do brwi Nabla odcień Venus
*żel do brwi Golden Rose
*cień Nabla w odcieniu Absinthe (moja nowa miłość <3)
*cień Nabla Peach Velvet
*baza NYX Glitter Primer
*pigment Inglot numer 120
*czarny cień z paletki Sleek OSS
*tusz do rzęs L'oreal VML So Couture (tak, zapomniałam o wytuszowaniu dolnych rzęs)
*zielona kredka Essence numer 12 I HAVE A GREEN
*srebrny brokatowy eyeliner Golden Rose
*klej do rzęs Lash Grip 
*rzęsy Eylure numer 143
USTA:
*konturówka do ust Pierre Rene Lip Matic 02
*pomadka Pierre Rene Hydra Elegance H09
Brudny róż i złoto - makijaż z kreatywnym akcentem

10:00

Brudny róż i złoto - makijaż z kreatywnym akcentem

Uwielbiam połączenie brudnego różu i złota. To coś co moim zdaniem bardzo dobrze się komponuje. Dzisiejszy makijaż idealnie nada się na ślub lub wesele jeśli zrezygnujemy z ozdobnych kropeczek nad załamaniem powieki i skrócimy kreskę. Ja jednak postanowiłam puścić wodze fantazji i te elementy dodałam. 

Oczywiście kosmetyki, których użyłam wypisałam Wam na dole pod zdjęciami. Mam nadzieję, że taka propozycja się Wam spodoba, dajcie znać co myślicie ;)




Wykorzystane kosmetyki:

TWARZ:
*podkład Gosh Foundation Drops 004
*mixer do podkładów Kobo
*korektor rozświetlający Dr Irena Eris Provoke 002
*puder Ecocera
*róż i rozświetlacz z paletki The Balm Highlight N Con Tour
*brązer My Secret

OCZY:
*cienie z paletki Zoeva Cocoa Blend
*cień Inglot numer 155P
*cień Inglot numer 395P
*pigment Inglot numer 115
*żelowy eyeliner Stila
*złoty eyeliner Golden Rose
*baza pod brokat NYX
*tusz do rzęs L'oreal VML So Couture
*cielista kredka My Secret
*pomada do brwi Nabla
*żel do brwi Golden Rose

USTA:
*konturówka do ust Golden Rose Dream Lips numer 521
*pomadka Golden Rose Velvet Matte numer 02
Błyszczący makijaż ze srebrną kreską | Sleek, Golden Rose, Stila, Inglot, Zoeva

14:00

Błyszczący makijaż ze srebrną kreską | Sleek, Golden Rose, Stila, Inglot, Zoeva

W całym morzu nowych marek, kolejnych paletek cieni do powiek i różnych kosmetycznych perełek zapomniałam o poczciwych paletach cieni firmy Sleek. Aktualnie mam już tylko trzy paletki od nich, ponieważ inne odsprzedałam. Zostawiłam jedynie te z których korzystam najczęściej: Oh So Special, Snapshots oraz Garden of Eden. Dzisiejszy makijaż wykonałam przy użyciu wersji Snapshots i bardzo miło mi się z nią pracowało. 

Postawiłam na migoczącą lawendę i odrobinę miętki, a na dolnej powiece zapanowała zieleń. Dołożyłam delikatnie fioletowy pigment na środku ruchomej powieki oraz czarną kreską z odrobiną srebra. Do tego makijażu nie użyłam żadnych sztucznych rzęs, ponieważ... nie, o tym napiszę innym razem - obiecuję, że już niedługo, może nawet jeszcze w kwietniu ;) 

Tak czy inaczej zapraszam Was do spisu kosmetyków pod zdjęciami. Tam dowiecie się dokładnie czego użyłam do wykonania tego makijażu.



Do wykonania tego makijażu wykorzystałam:

TWARZ:
*podkład Catrice Made to Stay 24H numer 005
*korektor Nyx Gotcha Covered odcień Ivory
*puder Laura Mercier Translucent
*brązer My Secret
*rozświetlacz My Secret Sparkling Beige
*róż The Balm Frat Boy

OCZY: 
*baza pod cienie Avon
*cienie z paletki Sleek Snapshots
*cienie z paletki Zoeva Smoky
*cień Inglot numer 417P 
*pigment Kobo Mint Cream
*lawendowy pigment Inglot z kolekcji Mamma Mia!
*żelowy eyeliner Stila
*brokatowy eyeliner w srebrnym kolorze Golden Rose
*mascara L'oreal Volume Million Lashes So Couture
*pomada do brwi Nabla kolor Venus
*żel do brwi Golden Rose

USTA:
*konturówka do ust Golden Rose Dream Lips numer 503
*lakier do ust My Secret Nude To Go
Wołajmy wiosnę! | Makijaż w pastelowych odcieniach

10:00

Wołajmy wiosnę! | Makijaż w pastelowych odcieniach

Rozpoczyna się marzec, a wraz z nim trzeba przywołać wiosnę ;) Zbliża najcudowniejszy czas w roku kiedy to wszystko budzi się do życia, a świat dookoła zieleni się.

Wołajcie wiosnę razem ze mną! Dzisiejszy makijaż to wykorzystanie pastelowych odcieni na powiekach z subtelnym błyskiem i koralowych ustach w mocnym, matowym wykończeniu.

Aby makijaż dopełnić wykorzystałam połówki rzęs, w których się zakochałam i noszę je też często na co dzień. Wyglądają bardzo naturalnie.

Spis kosmetyków jest na samym dole tego wpisu i polecam Wam tam zajrzeć ;)





Moja włochata przylepka nie opuszcza mnie na krok kiedy się maluję i robię zdjęcia. Jak to takie milusińskie stworki mają w zwyczaju raczej utrudniają niż pomagają, ale za to miny robią bezcenne :D 

Kosmetyki użyte w tym makijażu:

TWARZ:
*podkład Catrice HD Liquid Coverage numer 020
*korektor Catrice Liquid Camouflage numer 010
*puder sypki Wibo Banana
*pudry z palety The Balm Highlight'N'Con Tour

OCZY:
*cień Luna marki Nabla
*cień Peach Velvet marki Nabla
*cień bordowy z kolekcji Inglot What a Spice!
*cień foliowy Rose Gold Makeup Revolution
*pomada do brwi Venus marki Nabla
*żel do brwi Golden Rose
*tusz do rzęs L'Oreal Volume Million Lashes So Couture
*rzęsy Ardell 318 + klej Lash Grip

USTA:
*płynna matowa pomadka Models Own w odcieniu Coral Fresh
Paleta z cieniami w formie wkładów | Inglot Flexi Palette | Warm tones

14:29

Paleta z cieniami w formie wkładów | Inglot Flexi Palette | Warm tones

Są tutaj cieniomaniaczki? Ja na pewno zaliczam się do ich grona. Cieni do powiek mam mnóstwo i wciąż kupuję nowe, ponieważ chcę spróbować różnych formuł ;) Najlepiej sprawdzają się u mnie palety. W dzisiejszym poście pokażę Wam cienie, które zamknęłam w palecie Flexi marki Inglot. Jest to paleta, którą starałam się utrzymać w ciepłej tonacji, ale jest też kilka chłodniejszych odcieni (wykorzystuję je do wymodelowania oka). 

Jeżeli jesteście ciekawe jakie cienie kryją się w tej białej kasetce to zapraszam na wpis ;)


Cienie w palecie mają różne wykończenia: od matowych, przez perłowe i z drobinkami aż po niemal foliowe. Marki, które królują to oczywiście Inglot i Kobo, ale są tutaj też dwa gagatki z marki Sensique, które wyciągnęłam z opakowań. 


To zestawienie kolorystyczne i właśnie kilka chłodniejszych odcieni sprawia, że paleta jest bardzo funkcjonalna i chętnie sięgam po nią przy pracy z klientkami. Mam tutaj wszystko czego potrzebuję.
Dodatkowo bardzo pasuje mi rozmiar palety, ponieważ bez problemu mogę trzymać ją w dłoni. Poza tym jest wykonana bardzo solidnie ma mocną matę magnetyczną co sprawia, że cienie się w niej nie przesuwają. 

Na zdjęciu poniżej podpisałam wszystkie cienie, które tutaj mieszkają.


A tu jeszcze kilka swatchy wybranych z palety odcieni ;)


Posiadacie samodzielnie skomponowane paletki z cieniami czy stawiacie na te gotowe? Dajcie znać co sądzicie o cieniach Inglota i Kobo? ;)
Ulubieńcy grudnia i stycznia: Holika Holika, Tony Moly, Isana, Dr Irena Eris, Golden Rose, Inglot, Zoeva, Maybelline

13:03

Ulubieńcy grudnia i stycznia: Holika Holika, Tony Moly, Isana, Dr Irena Eris, Golden Rose, Inglot, Zoeva, Maybelline

Jak zwykle o tej porze miesiąca chcę Was zaprosić na dzisiejszy wpis, w którym poznacie moich kosmetycznych ulubieńców ostatnich dwóch miesięcy. W grudniu takiego wpisu nie było, ponieważ pokazywałam Wam zestawienie roczne ulubieńców i dzisiaj postanawiam to trochę nadrobić. Od razu mówię, że produktów będzie sporo i mam nadzieję, że wśród tej gromady znajdziecie coś dla siebie. Będzie trochę pielęgnacji i sporo kolorówki. Zaczynamy!


Pierwszym produktem, o którym koniecznie muszę Wam opowiedzieć, ponieważ używam go od początku grudnia jest żel aloesowy marki Holika Holika. Wiecie co? Nie spodziewałam się, że ten produkt będzie tak genialny i przyjemny w użyciu. Ma żelową konsystencję, pod wpływem ciepła dłoni jakby troszkę się roztapia. Mi sprawdza się genialnie jako krem pod oczy, balsam do ciała (nie lepi się, szybko się wchłania i delikatnie pachnie), rewelacyjnie koi skórę po goleniu i zupełnie jej nie podrażnia. Ma naprawdę wiele zastosowań i można go wykorzystywać do różnych rzeczy. Dodatkowo sama butelka tego żelu jest bardzo ciekawa - mi ten design bardzo przypadł do gustu.

Kolejnym produktem pielęgnacyjnym jest peeling enzymatyczny Tony Moly, a dokładnie Appletox Smooth Massage Peeling Cream. Na początku chcę zaznaczyć, że nigdy wcześniej nie używałam peelingów enzymatycznych. Zawsze wybierałam te mechaniczne z drobinkami. Pod choinką jednak znalazłam zestaw kosmetyków Tony Moly i wśród nich był właśnie ten peeling. Zachwycił mnie!!! Słuchajcie, nakłada się go na skórę i masuje przez około dwie minuty dłońmi - pod palcami zaczynacie czuć jakieś drobinki... to jest właśnie rozpuszczony martwy naskórek. Peeling zmywa się ciepłą wodą, a skóra wygląda po prostu tak jak nigdy. Jest odświeżona, pory są czyściutkie, skóra gładziutka. Naprawdę to bardzo dobry produkt, który można kupić oddzielnie np. w Sephorze, ale widziałam go też na różnych innych stronkach z produktami azjatyckimi ;)


Hitem,  który odkryłam dopiero w styczniu okazał się olejek do mycia marki Isana. Zawsze będąc w Rossmannie zapominałam o jego zakupie, ale ostatnio udało mi się go zabrać ze sobą do domu ;) Oczywiście kupiłam go z myślą o brudnych gąbkach Blend It! i Beauty Blender, bo słyszałam od innych dziewczyn, że nic nie dopiera ich lepiej niż właśnie ten olejek. No muszę przyznać, że rzeczywiście. Próbowałam go też na pędzlach do podkładu i naprawdę jest moc! Rozpuszcza podkłady w mgnieniu oka, łatwo się wypłukuje i nie jest drogi. Szkoda tylko, że szybko się zużywa, ale jestem mu to w stanie wybaczyć i już zrobiłam sobie zapas trzech buteleczek, które będą czekać na swoją kolej.


Teraz przejdę dość płynnie do kolorówki i zacznę od pokazania Wam baz pod makijaż marki Lirene. Mam obydwie wersje tego produktu i przez ostatnie dwa miesiące używałam ich najczęściej. Wersję matującą czyli No Pores aplikowałam na środek twarzy: czoło, nos i jego okolica, broda. Natomiast baza Be Glam lądowała na policzkach. Nie są to typowe bazy silikonowe, mają konsystencję lekkiego kremu i bardzo szybko się wchłaniają. Jedna i druga daje efekt jaki producent obiecuje: No Pores matuje, Be Glam rozświetla. Jestem z nich bardzo zadowolona.

Podkład, który chwycił mnie za serce to mój nowy nabytek - Provoke Radiance firmy Dr Irena Eris. Kupiłam go na początku miesiąca (całą relację mogłyście widzieć na moim Instasnapie) na stronie Sephora. Wybrałam dla siebie odcień 110 Ivory, który okazał się jaśniejszy od mojego ulubionego Healthy Mix numer 51 i przez to jeszcze lepiej dopasowuje się do reszty ciała. Ma zadowalające krycie i bardzo naturalne wykończenie po aplikacji. Trwałość jest rewelacyjna i, co ważne, podkład nie ciemnieje.


Ulubieńcem jest również kremowy kamuflaż Kobo. No powiem Wam, że nie spodziewałam się aż tak wysokiego krycia. Jest bardzo kremowy, gęsty. Idealnie nadaje się do przykrycia niedoskonałości na cerze. Dobrze stapia się z resztą makijażu i nie ściera się z problematycznych miejsc.

Przez dwa ostatnie miesiące na moich policzkach królował róż do policzków The Balm Frat Boy. Ma tak ożywiający twarz odcień i pasuje praktycznie do każdego makijażu. Delikatnie muskam nim skórę, a ta nabiera momentalnie świeżości i niesamowitego uroku.


W makijażu oka królowała paleta Smoky marki Zoeva, którą kupiłam sobie na mikołajki. Urzekła mnie jej kolorystyka i zawsze kiedy miałam ochotę malować powieki sięgałam właśnie po nią. Posiada wszystkie odcienie, których na co dzień potrzebuję i które wykorzystuję do swojego makijażu. Formuła cieni jak zwykle w przypadku tej marki mnie nie zawodzi. Ja po prostu uwielbiam paletki Zoeva!

W styczniu w kąciki codziennie nakładałam pigment Inglota numer 118. To dość jasne złotko, które nadaje się rewelacyjnie do każdego makijażu. Rozświetla spojrzenie i dodaje smaczku nawet najprostszemu cieniowaniu ;)


Teraz pora na usta i tutaj mam naprawdę sporo produktów, ale wszystkich używałam praktycznie na zmianę. Po pierwsze pokochałam konturówki Golden Rose z serii Dream Lips. Według mnie to najlepsze konturówki na rynku odkąd Essence zmieniło formułę swoich. Teraz są bardzo suche, tępe i ciężko rozprowadzają się na ustach. Tych z Golden Rose używam codziennie pod każdą pomadkę, nawet tą matową. Moje trzy numerki, które posiadam to: 503, 504 oraz 510. Wszystkie są utrzymane w podobnej kolorystce i właśnie w takich odcieniach ostatnio uwielbiam swoje usta.

Ulubieńcem jest też pomadka GR z serii płynnych o numerze 13. Jest to jeden z nowych odcieni, które dołączyły do całej kolekcji. To ciemniejszy odcień nude, bardzo twarzowy i dość niespotykany. Uwielbiam tą pomadkę! Często sięgałam też po pomadkę Maybelline 540 Hollywood Red, która matowa nie jest, ale jej wykończenie określiłabym jako bardzo naturalne i kremowe.


I tak prezentuje się kosmetyczne podsumowanie pierwszego miesiąca 2017 roku. Kolejny na pewno będzie obfitował w nowości i testy nowych produktów ;)

Dajcie znać o swoich hitach stycznia :) 
Makijaż studniówkowy | Błyszczący ciepły glam

11:13

Makijaż studniówkowy | Błyszczący ciepły glam

Już niedługo rozpocznie się sezon studniówkowy i nie wyobrażam sobie zostawić Was bez propozycji makijażu na taką okazję. Ja swoją studniówkę miałam w zeszłym roku i w tym dniu postawiłam na błyszczące oczy i nieśmiertelną pomadkę Wibo Million Dolar Lips o numerze 1. Oczywiście zależało mi na tym aby wyglądać jak najlepiej i czuć się wyjątkowo. Czułam się wspaniale! I ogólnie moją studniówkę zaliczam do najbardziej udanych imprez w życiu :)


Moja dzisiejsza propozycja makijażu to błysk na powiekach oraz nie zbyt błyszczące, zgaszone usta. Zdecydowałam się stworzyć makijaż w ciepłej tonacji, która jest ostatnio bardzo na czasie ;) Studniówka to taki bal na którym można zaszaleć ze swoim makijażem, ale należy pamiętać o umiarze i złotego środka. Nie ma co przesadzać i wyglądać jak choinka. 

Ten makijaż sprawdzi się przy minimalistycznych sukienkach, małych czarnych lub pięknych sukniach maxi w jednolitym kolorze bez żadnych zdobień. Taki look cudownie dopełni Waszą całą stylizację.




Jeśli chcecie odwzorować ten makijaż na sobie to zerknijcie sobie czego ja użyłam do jego wykonania. Oczywiście nie musicie używać tych samych kosmetyków, jeśli innymi jesteście w stanie osiągnąć ten sam efekt,

Do wykonania tego makijażu użyłam:

TWARZ: 
*Podkład Gosh Foundation Drops! numer 004
*korektor Collection Lasting Perfection numer 01 Fair
*kółeczko kremowych podkładów Kobo
*puder Kobo Brightener Matte Powder
*puder matujący Ingrid
*brązer i rozświetlacz paletka Wibo 3 Steps To Perfect Face

OCZY:
*baza pod cienie Avon
*cienie Inglot kolekcja What a Spice!
*pigment Inglot numer 24
*cień foliowy Makeup Revolution Rose Gold
*cień Kobo numer 205
*mascara L'oreal Volume Million Lashes So Couture
*cielista kredka My Secret numer 19
*cienie do brwi z zestawu Catrice
*żel do brwi Golden Rose
*rozświetlacz Lovely odcień Lovely

USTA:
*konturówka Golden Rose Dream Lips numer 523
*pomadka Maybelline numer 540 Hollywood Red
*pomadka matowa Golden Rose numer 10


Copyright © majmejkap , Blogger