Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hean. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hean. Pokaż wszystkie posty
Ulubieńcy lutego | AA, Lirene, Hean, Paese, Pierre Rene, My Secret

11:44

Ulubieńcy lutego | AA, Lirene, Hean, Paese, Pierre Rene, My Secret

Wiedziałam, że luty przeleci błyskawicznie i cieszę się, że wczoraj był już jego ostatni dzień. Od kilku już dni totalnie czuję wiosnę, a po śnieżnych zaspach zostało tylko wspomnienie i psie kupy na chodnikach (swoją drogą nie rozumiem dlaczego ludzie nie sprzątają po swoich czworonożnych podopiecznych). Mam nadzieję, że marzec będzie ładny i słoneczny, bo słonko daje jednak tą energię, od razu wszystko się chce robić i motywacja wzrasta o milion procent ;) A dzisiaj, jeszcze w lutym, pora na ulubieńców kosmetycznych miesiąca. Jak tak patrzę na ten leżący przede mną stosik kosmetyków to wszystkie produkty są polskie! Absolutnie wszystkie! A to oznacza tylko tyle, że polskie znaczy dobre, a często nawet lepsze od kosmetyków zagranicznych marek za które nierzadko musimy płacić krocie! Jeśli taka tematyka Was interesuje to zapraszam do lektury dzisiejszego posta :) 

Na początek takie moje super odkrycie. W sumie to jest to produkt na pograniczu pielęgnacji i makijażu, bo mówię tutaj o produkcie marki AA Hollywood Glow by Magda Pieczonka. Przez producenta jest określony jako serum-baza. Dorwałam je kiedyś w Hebe i kocham miłością wielką od pierwszego użycia. Ten produkt rewelacyjnie przygotowuje skórę do makijażu: nawilża ją, rozświetla i pozostawia taką delikatnie lepką warstewkę, która jest "klejem" dla podkładu. Ma przyjemną kremowo-żelową konsystencję. Dodam jeszcze, że ten produkt jest szalenie wydajny, bo używam go naprawdę często, a zużycia praktycznie nie widać ;)

Teraz podkład. W lutym bardzo przyjemnie używało mi się podkładu Lirene Natura, który kupiłam w Rossmannie na jakiejś promce. Wiecie, że jest to naprawdę super kosmetyk? Byłam nim naprawdę zaskoczona i sięgałam po niego niezwykle często. Mój - 310 Vanilia, ma bardzo ładny, beżowy i dość neutralny odcień, który aktualnie muszę delikatnie rozjaśniać białym mixerem. Szybciutko się go rozprowadza, jest plastyczny, a jego wykończenie jest takie, hm... mokre? No, takie świetliste w sensie. Skóra wygląda tak pięknie, zdrowo i promiennie. Jego właściwości wpisują się idealnie w to, co aktualnie bardzo w podkładach lubię. Jego krycie jest dość delikatne, ale dobudujecie go do średniego. No bardzo go polecam, bardzo. Tym bardziej, że jest to podkład naturalny ;)

Moim ulubieńcem jest również puder Hean Ever Glow, który pojawia się w ulubieńcach po raz drugi, a jego dokładną recenzję możecie zobaczyć tutaj. Jestem tym pudrem zachwycona i obecnie używam go bezpośrednio na podkład, ale na bokach twarzy. Środek twarzy zostaje zmatowiony innym pudrem ;) To jak puder Hean wygląda na skórze to jest jakiś kosmos i jeśli miałabym powiedzieć Wam, co musicie kupić po dzisiejszych ulubieńcach to właśnie powiedziałabym, że ten puder! Jeżeli makijaże z efektem glow są bliskie Waszemu sercu i lubicie kiedy skóra nie wygląda sucho to ten kosmetyk będzie Waszym najlepszym przyjacielem.

W lutym używałam praktycznie bez przerwy brązera My Secret Tropical Kiss, który zdecydowanie dobija już dna i będę musiała kupić jego nowe opakowanie. Co więcej, poza policzkami ten brązer był też moim cieniem do powiek. Przez cały miesiąc lądował na powiekach, przepięknie modelując kształt oka, a moja mama nie mogła wyjść z zachwytu jak ładnie to wygląda. Skończyło się na tym, że miałyśmy jeden puder na spółę i mama też jest z niego bardzo zadowolona ;) Oczywiście w swojej pierwotnej roli sprawdza się równie dobrze, ale o tym pisałam już milion razy, bo nie po raz pierwszy ten brązer pojawia się w ulubieńcach.

Jeśli chodzi o rozświetlacz to przypomniałam sobie o Paese Wonder Glow, który chyba jednak był przeze mnie traktowany po macoszemu, bo niedługo po tym jak go kupiłam to pojawił się Turbo Hajlajt i Paese poszedł szybko w odstawkę. A tu, proszę państwa, okazuje się, że jest to rozświetlacz petarda. Przepiękne jasne złotko, które pięknie wygląda w słońcu. Zero drobinek - czysta tafla. Spokojnie mogę powiedzieć, że jest to nowa generacja rozświetlaczy - nie wygląda sucho na skórze. Jeżeli szukacie świetnego rozświetlacza, którego efekt da się stopniować to myślę, że tym powinnyście się zainteresować ;) 

Udało mi się kupić nową konturówkę Pierre Rene w odcieniu 07, która jest moim ulubionym odcieniem nude. Wiem, że teraz ciągle chodzimy w tych maseczkach, ale ja nie rezygnuję z malowania ust. Tą konturówką wypełniam przeważnie całe usta i na to nakładam jakiś błyszczyk albo pomadkę. Uwielbiam ją za kremową formułę i łatwość aplikacji + trwałość. 

I to byłaby cała gromadka moich lutowych ulubieńców. Bardzo przyjemnie używa mi się każdego z pokazanych Wam dzisiaj produktów i w marcu będę to z pewnością kontynuować :) A teraz jak zawsze czekam na Wasze polecenia hitów kosmetycznych. Jestem ciekawa co sprawdziło się w lutym Was ;)


Idealny puder pod oczy z drogerii? | Hean Lightening Eye Powder

21:42

Idealny puder pod oczy z drogerii? | Hean Lightening Eye Powder

Tak! Doczekałyśmy się pierwszego drogeryjnego pudru dedykowanego do okolicy pod oczami, która jest z natury bardzo delikatna, cieniutka i często problematyczna. Dodatkowym powodem do radości jest fakt, że wypuściła go polska marka Hean słynąca z kilku naprawdę dobrych produktów. 

Mam go praktycznie od momentu kiedy to pojawił się w sprzedaży. Kupiłam go tego samego dnia kiedy po raz pierwszy Maxineczka wspomniała o nim w swoim filmie. Czy żałuję zakupu? Czy ten puder pod oczy w ogóle nadaje się do czegokolwiek? No właśnie... Zapraszam Was na recenzję produktu Hean Lightening Secret Eye Powder.


Na samym początku muszę napisać, że bardzo podoba mi się design opakowania tego pudru. Mały matowy słoiczek z czarną pokrywką, a w środku malutkie sześciodziurkowe siteczko umożliwiające wydobycie pudru. Tak mała ilość dziurek jest ogromnym plusem, bo umożliwia kontrolę nad produktem i sprawia, że wydobywa się go mniej, co skutkuje mniejszym zużyciem - nic się nie wysypuje ani nie rozwala po całym opakowaniu. 

Teraz troszkę o samej zawartości opakowania. Puder jest niezwykle miałko zmielony. To jest po prostu pył. Najdrobniejszy jaki jesteście sobie w stanie wyobrazić. Kiedy go dotykacie to czujecie jakbyście niczego nie dotykały. Jego kolor jest biały, a w środku są zatopione mikrusie drobinki srebrno-niebieskie, tak mi się przynajmniej wydaje. W świetle dziennym nie są one zupełnie widoczne. Można je dostrzec dopiero w sztucznym świetle. Ta cecha tego pudru sprawia, że nadaje się on jedynie na co dzień, do pracy, gdzieś gdzie nie będziecie robiły zdjęć z fleszem, ponieważ puder wybiela twarz. Przy robieniu zdjęć z lampą w okolicy gdzie jest nałożony puder tworzą się białe plamy.


Do użytku dziennego ten puder sprawdza się rewelacyjnie. Jest bardzo delikatny i nakłada się w minimalnej ilości. Cudownie rozprasza światło i daje efekt photoshopa. Wygładza skórę i wszelkie zmarszczki, ale trzeba pamiętać o dobrym kremie pod oczy, ponieważ na przesuszonej skórze lubi nieestetycznie się osadzać.


U mnie najlepiej aplikuje się przy pomocy pędzelka z naturalnego włosia. Nie lubię robić nim bakingu gąbką. Pędzlem nabiera się go odpowiednia ilość i włosie pozwala na równomierne rozprowadzenie tego pudru w każdym załamaniu i każdym miejscu. Gąbką nie jesteśmy w stanie wszędzie nim dotrzeć i nakłada się go zbyt dużo, co z miejsca powoduje wybielenie tego obszaru.

Faktem jest to, że ten puder rozjaśnia obszar w którym go nakładamy. Nie ma więc konieczności stosowania jaśniejszego korektora pod oczami. Sam puder sprawi, że pod oczami będzie jaśniej. 


Jest jeszcze jedna sprawa warta dodania. W przypadku kiedy wyjedziecie tym pudrem na trochę większy obszar np. na kość policzkową to w tym miejscu nie uda się Wam nałożyć już rozświetlacza i kiedy popatrzycie pod słońce to będzie widoczny ten ubytek w makijażu.

I teraz tak sam w sobie ten puder jest rewelacyjny. Używany z rozwagą daje przepiękny efekt, którego nie uzyskacie żadnym innym pudrem sypkim. Trzeba jednak pamiętać o tych aspektach, które wymieniłam, bo w innym przypadku można się do niego szybko zrazić.

Podsumowując: na pewno warto zainteresować się tym pudrem, ponieważ pięknie wygląda pod oczami i super utrwala korektor. Po aplikacji jest niewidoczny na skórze i nie obciąża delikatnej okolicy pod oczami. Należy jednak wziąć pod uwagę jego specyfikację i wszystko to co opisałam w poście. Stosowanie się do moich rad na pewno ułatwi Wam pracę z kosmetykiem i zaowocuje wielką photoshopową miłością :)

U mnie puder sprawdza się rewelacyjnie, doszłam z nim do wprawy i już nie zdarzają mi się żadne niefajne sytuacje z jego udziałem.
Ulubieńcy października | Bourjois, AA Wings of Color, Kobo, Hean, Urban Decay, Wibo, Huda Beauty

14:39

Ulubieńcy października | Bourjois, AA Wings of Color, Kobo, Hean, Urban Decay, Wibo, Huda Beauty

Hej, dzisiaj zapraszam Was na kolejną część ulubieńców miesiąca. Październik za nami i powiem Wam, że był to dla mnie miesiąc odkryć kosmetycznych. Wiele produktów przewinęło mi się przez ręce, sporo z nich trafiło do ulubieńców ;) Jeśli ciekawi Was co takiego w tym miesiącu mi się spodobało i sprawdziło to zapraszam do dalszej części. Październikowi ulubieńcy to będzie mix produktów z różnych półek cenowych :)

Z wielką przyjemnością zaczynam od produktu, do którego wróciłam po latach. Mówię tutaj o kremie CC od Bourjoisa w odcieniu Ivory. Kupiłam go podczas promocji w Rossmannie i cieszę się, że sięgnęłam po niego ponownie. Kiedyś już go miałam i bardzo dobrze mi służył. To bardzo lekki, całkiem dobrze kryjący krem/podkład, który daje na skórze bardzo naturalne wykończenie. Naprawdę świetnie wygląda na twarzy i jest bardzo trwały. Postanowiłam, że jesienią przerzucę się na lżejsze formuły podkładów i ten  krem CC w pełni mi odpowiada. Bardzo serdecznie Wam go polecam! ;)

Bardzo miłym odkryciem października jest nowy korektor marki Kobo Creamy Camouflage Correcting & Contouring. Pamiętam, że kiedyś już miałam korektor tej firmy, taki lżejszy, bardziej rozświetlający. Teraz Kobo wyszło z wersją mocniej kryjącą. I moim zdaniem jest to naprawdę świetny korektor. Krycie ma faktycznie bardzo dobre, jest kremowy i nie ciemnieje po aplikacji. Jak najbardziej nadaje się pod oczy, bo nie przesusza tej delikatnej skóry. Odcień Fair, który mam ma ładne żółte tony i świetnie niweluje wszelkie zasinienia i zaczerwienienia. Myślę, że warto go przetestować i sprawdzić jak on działa.


Puder! Tak, puder to jest dopiero hicior! Sypki puder AA Wings of Color Dust Matt w odcieniu transparentnym mogę spokojnie ogłosić najlepszym sypkim pudrem z drogerii! Naprawdę! Jest to ultra zmielony, aksamitny, drobniutki puder, który nieziemsko wygładza skórę i utrwala makijaż na długie, długie godziny. Na pewno poświęcę mu w listopadzie osobny wpis, bo jest tego absolutnie wart. 

Ulubieńcem minionego miesiąca jak i poprzednich jest oczywiście brązer Wibo Beach Cruiser w odcieniu 02 Cafe Creme. Już tyle razy Wam o nim pisałam, ale naprawdę ogromnie go lubię i jest to mój absolutny faworyt w tej kategorii. Ma piękny odcień, który sprawdza się praktycznie na każdej karnacji, dobrze mi się z nim pracuje, nie ma problemu z roztarciem. Widzicie zresztą po zużyciu jak mocno jest kochany. Podczas promocji w Rossmannie kupiłam jeden egzemplarz na zapas - tak na wszelki wypadek jakby mieli go wycofać czy coś ;)


Rozświetlaczem, którego używałam najczęściej jest foliowy cień marki Hean w kolorze Evening Flash. Ja stwierdziłam, że będę go używała jako rozświetlacza. Jest to przepiękny odcień jasnego złota, który daje tak niesamowitą taflę na skórze, że śmiało można powiedzieć, że jest to rozświetlacz widoczny z kosmosu. Nie ma nawet minimalnej ilości drobinek, a skóra nim pokryta wygląda na mokrą. Opakowanko jest malutkie (w końcu docelowo jest to cień do powiek), cena również jest bardzo przystępna. Hean dostaniecie w Hebe albo w sklepach internetowych.


Teraz przejdźmy do podkreślania brwi, bo tutaj mam dwa nowe dla mnie i naprawdę świetne produkty. Pierwszym z nich jest kredka Wibo Feather Brow Creator w odcieniu Soft Brown. Ta kredka wyparła mojego dotychczasowego ulubieńca, czyli kredkę Catrice. Ta z Wibo jest niesamowicie cieniutka i bardzo precyzyjna. Jej formuła nie jest ani za sucha, ani zbyt woskowa - idealnie wyważona. Na drugim końcu kredki jest spiralka do wyczesywania brwi, co bardzo ułatwia pracę ;) Świetnie mi się tej kredki używa i co ważne nie muszę jej ostrzyć, bo kredka jest wykręcana. Naprawdę bardzo cieszę się, że ją kupiłam i tak super mi się sprawdza. 

Drugi produkt do brwi to żel Miss Sporty Happy Brow. I w sumie to podchodziłam do niego sceptycznie, bo za marką nie przepadam i kilka produktów kiedyś mnie już zawiodłam, ale skusiłam się na ten produkt, bo w sklepie do złudzenia przypominał mi mojego ulubieńca z Rimmela, który niestety został wycofany. Okazało się, że są to praktycznie te same produkty! Żel ma małą wygodną szczoteczkę i dobrze utrwala brwi, dając taki "mokry" efekt. Bardzo ładnie podkreśla włoski. To moje kolejne odkrycie z Rossmanna ;)


Mój makijaż oczu w październiku ograniczał się tak naprawdę do brązera i błysku. I właśnie za błysk odpowiedzialny był cień Catrice Liquid Metal w odcieniu Daily Dose of Rose. Wystarczy odrobinka tego cienia, pac-pac paluszkiem po powiece i makijaż jest gotowy ;) Cień jest bardzo trwały i nie kruszy się, ale jeśli nałożycie go za dużo wtedy zniknie z powieki w ciągu dnia powolutku wykruszając się. Tak czy inaczej bardzo zachęcam Was do stosowania takich cieni, bo to łatwy sposób na efektowny look ;) 

A jeśli chciałam żeby błyszczało się bardziej to wtedy z pomocą przychodziły mi brokatowe linery Urban Decay Heavy Metal. Mam dwa kolory: złoty Midnight Cowboy i różowy Catcall. Kocham oba i w sumie używam ich zamiennie, dobierając ten, który lepiej pasuje. To zatopione w płynnej bazie miliony drobinek brokatu, które ślicznie się mienią - zarówno w słońcu jak i sztucznym świetle ;) Nie są to tanie zabawki, ale dla tego efektu myślę, że warto je kupić.


Ostatni ulubieńcy to matowe pomadki do ust Huda Beauty. W październiku kupiłam dwa pierwsze kolory i naprawdę przepadłam. Wybrałam Bombshell i Gossip Gurl. Dwa zupełnie różne, ale dokładnie takie jakie lubię najbardziej. To co podoba mi się w tych pomadkach to ich płynna, leciutka formuła i nieziemska pigmentacja. To taka farbowana woda. Jedno przeciągnięcie aplikatorem po ustach gwarantuje 100% krycie. Pomadki są bardzo komfortowe z naciskiem na BARDZO. Naprawdę. Kompletnie niewyczuwalne podczas noszenia, do tego stopnia, że w ciągu dnia można zapomnieć o tym, że rano malowałyśmy usta. Absolutnie dołączam do fanek tych matowych pomadek i z chęcią kupię również inne kolory.




I to już wszyscy moi ulubieńcy. Mam nadzieję, że spośród produktów, które Wam pokazałam wypatrzyłyście coś dla siebie i z chęcią przetestujecie. A ja czekam na Wasze kosmetyczne polecenia i przy okazji ogłaszam, że listopad będzie miesiącem recenzji na moim blogu! Tekstów tego typu pojawi się sporo i postaram się żeby było ich jak najwięcej ;)


Trio do konturowania Hean COCONUT Modeling Palette

21:02

Trio do konturowania Hean COCONUT Modeling Palette

Witam wszystkich bardzo serdecznie po przymusowej przerwie spowodowanej moim pobytem w szpitalu, ale spokojnie, już do Was wracam i dzisiaj chcę pokazać bardzo dobrą, drogeryjną paletkę do konturowania marki Hean. Mam ją już od około dwóch miesięcy i bardzo przyjemnie mi się jej używa na co dzień.

Muszę wspomnieć, że ja uwielbiam produkty do modelowania twarzy. Kupuję ich sporo i sporo testuję. Mam też swoich ulubieńców w tej kategorii i spokojnie mogę powiedzieć, że ta paletka dołączyła do tego zacnego grona.


Samo opakowanie jest plastikowe, bardzo zgrabne i poręczne. Cała paletka to nieco ponad 11 g produktów, więc świetna opcja na wyjazdy. Jako, że paletka pochodzi z serii kokosowej to delikatnie tym kokosem pachnie, ale naprawdę bardzo delikatnie i podczas aplikacji tego zapachu zupełnie nie czuć.

W skład trio wchodzą dwa matowe brązery oraz metaliczny rozświetlacz, który moim zdaniem ma praktycznie identyczną formułę jak cienie foliowe marki Hean. Jest przez to bardzo intensywny, ale mi to jak najbardziej odpowiada. Jego odcień jest szampański z nutą brzoskwini. Nie ma drobinek, bardzo dobrze się aplikuje i "klei" się do skóry. Na pewno dużym plusem jest fakt, że jego intensywność można stopniować i uzyskiwać dzięki temu różne efekty. 


Same brązery są do siebie bardzo mocno podobne i tak naprawdę na pierwszy rzut oka ciężko dostrzec między nimi różnicę. Jeden z nich jest minimalnie cieplejszy i jaśniejszy, drugi chłodny i ciemniejszy. Oba są bardzo dobrze napigmentowane i przy pierwszym dotknięciu pędzlem do skóry zostawiają sporo koloru. Może i brzmi to przerażająco, ale uwierzcie mi, że nie stanowi to żadnego problemu, ponieważ z łatwością to wszystko da się rozetrzeć.

Te brązery są takie jak lubię. Niby matowe, ale na skórze wyglądają bardzo naturalnie i nie papierowo. Na twarzy ich intensywność również da się stopniować.


Aplikacja każdego z tych produktów przebiega gładko i bezproblemowo. Zestaw ten pozwala na uzyskanie pięknego modelowania twarzy, a efekt jaki osiągamy jest trwały.

Ogólnie bardzo Wam polecam ten produkt ;) To świetna drogeryjna opcja, w sumie na każdą kieszeń. Jakość pudrów jest naprawdę wysoka i myślę, że będziecie z niej zadowolone jeśli zdecydujecie się na zakup ;)

W komentarzach koniecznie napiszcie mi jakie są Wasze ulubione produkty do modelowania twarzy. Może macie do polecenia jakiś super brązer? Albo rozświetlacz? Chętnie przejrzę Wasze rekomendacje! ;)
Zakupy kosmetyczne - kolorówka + pielęgnacja: Gosh, Hean, Tolpa, Golden Rose, L'oreal, Delia

12:08

Zakupy kosmetyczne - kolorówka + pielęgnacja: Gosh, Hean, Tolpa, Golden Rose, L'oreal, Delia

Pierwsze tegoroczne kosmetyczne zakupy już za mną, więc pomyślałam, że to dobra okazja do zrobienia haulu zakupowego. Tym razem oprócz kolorówki do koszyka wpadły też kosmetyki pielęgnacyjne. Jeśli jesteście ciekawe jakie kosmetyki udało mi się kupić to serdecznie zapraszam Was na dzisiejszy post ;)


Zacznę od zakupów na stoisku Golden Rose. Tutaj kupiłam jedynie dwa produkty, ale tak to jest jak zapomina się listy z zakupami i o połowie rzeczy po prostu nie pamięta :P Tak więc tym razem w rączki wpadł mi puder True Matte w odcieniu 05, który według Maxineczki jest odpowiednikiem pudru Senna Cosmetics. Zobaczymy jak się sprawdzi, do tej pory użyłam go jedynie kilka razy i nic konkretnego Wam jeszcze nie powiem. Drugi kosmetyk to metaliczny eyeliner w intensywnie srebrnym odcieniu. Będzie ciekawym akcentem w makijażu, szczególnie teraz w okresie studniówkowo-karnawałowym.



W zeszłym tygodniu zrobiłam również zakupy w drogerii Ekobieca.

Byłam na kupnie nowego podkładu i tym razem postanowiłam zakupić coś innego niż Bourjois HM (HM jeszcze trochę mi zostało, więc jestem bezpieczna). Zdecydowałam się na podkład z firmy Gosh Foundation Drops. Nie znalazłam zbyt wielu informacji w sieci na jego temat, więc stwierdziłam, że muszę go przetestować. Podkład z pipetą, o bardzo lejącej formule, ma specyficzną konsystencję przy nakładaniu na skórę. Trochę jak olejek, trochę jak woda. Sprawdzę go dokładniej i dam Wam o nim na pewno znać. A, i wybrałam oczywiście najjaśniejszy dostępny odcień - 004 Natural.

Oprócz tego kupiłam kolejne opakowanie swojej ukochanej mascary, czyli L'oreal Volume Million Lashes So Couture. Czuję, że mój obecny tusz powoli się kończy, więc wolę mieć po prostu zapas ;)
A poza tym to naprawdę uwielbiam ten kosmetyk za to co robi z moimi rzęsami i za cudowną szczoteczkę.

Ostatnim kolorowym produktem jest korektor modelujący firmy Hean. Skusiłam się na niego, ponieważ bardzo lubię tego typu korektory i mam ich naprawdę dużo. Jest jaśniutki, idealnie nadaje się pod oczy. Przez te kilka dni używania nie zwróciłam uwagi na to żeby ciemniał ani zbierał się w załamaniach skóry. Myślę, że się polubimy ;)


Jeśli chodzi o pielęgnację to może zacznę od włosów, bo kupiłam sobie szampon firmy Delia Silver Shampoo. Chcę Wam powiedzieć, że na wiosnę szykuje się na mojej głowie mała (a może duża) rewolucja, a ja postanowiłam ją rozpocząć delikatnie od utrzymywania swoich włosów w chłodnej tonacji. Szampon miał być srebrny, a jest intensywnie fioletowy, ale w sumie nie zauważyłam żadnej zmiany po kilku użyciach. Na pewno plusem jest opakowanie z pompką, to, że szampon dobrze się pieni i cudownie świeżo pachnie.

I na koniec pozostała maska nawilżająca firmy Tołpa, którą zamówiłam z myślą o użyciu jej przed malowaniem się na studniówkę. Jestem jej bardzo ciekawa. Zobaczymy czy odpowiednio nawilży moją buzię i przygotuje ją na nałożenie podkładu. Dobrze, że saszetka jest podzielona na dwie osobne części. Będę mogła jej użyć dwukrotnie ;)


I to w sumie byłoby na tyle jeśli chodzi o styczniowe nowości. Dajcie znać czy znacie, któryś z pokazanych produktów.

A tak na marginesie to w tym roku planuję "przyinwestować" w kilka kultowych kosmetyków, polecanych na każdym kroku. Planuję dla Was właśnie taki wpis z moją "wypasioną" listą życzeń i wtedy zdradzę Wam na co będę się czaiła przez najbliższy czas. Być może zainspiruję i Was do drobnych zakupów ;)
Tutorial: Fall is coming

13:51

Tutorial: Fall is coming

Lato już chyba naprawdę od nas odeszło... Coraz krótsze dni, niższe temperatury i deszczowa pogoda, która nierzadko powoduje przygnębienie... 
Sama nie wiem czy lubię jesień ;) W moim przypadku to kwestia dość sporna, ale odnajduję zarówno plusy i minusy tej pory roku :)
Do tych pozytywnych aspektów mogę zaliczyć możliwość noszenia szali, kominów i chust, które wprost uwielbiam. W sezonie jesiennym można z powodzeniem używać ciemnych pomadek i lakierów do paznokci. Odcienie jagody, borówki, czerwonego wina... Takie kolory dodają pewności siebie i moim zdaniem wyglądają na ustach re-we-la-cyj-nie! 

Dziś żeby pokazać Wam jak jesień wkrada się powoli do mojego makijażu przygotowałam tutorial krok po kroku, z którego mam nadzieję skorzystacie lub chociaż w niewielkim stopniu zainspirujecie. W kilku krokach opisuję jak maluję swoje oczy, a listę wszystkich kosmetyków, których użyłam do wykonania całego makijażu macie na dole.

1. Zaczynam od nałożenia bazy pod cienie na całą powierzchnię powieki (również na dolną) i delikatnie pudruję.


2. Moją podstawą makijażu oka jest piękny miedziany cień, który opalizuje na złoto. Nakładam go na całą powiekę aż do jej załamania.


3. Zewnętrzny kącik przyciemniam nakładając ciemniejszy cień.


4. Kolejnym krokiem jest namalowanie wyciągniętej kreski czarnym żelowym eyelinerem.


5. Teraz sięgam po chłodny odcień jasnego brązu i rozcieram nim granice miedzianego cienia powyżej załamania. Kreska wyznacza mi punkt od którego zaczynam.



6. Na dolną powiekę nanoszę ten sam brązowy cień. Linię wodną maluję cielistą kredką. Aby nadać spojrzeniu świeżości wewnętrzny kącik rozświetlam jasnym perłowym cieniem. Tuszuję rzęsy czarnym tuszem.



Cały makijaż prezentuje się tak. Dopełniłam go intensywną pomadką z paletki Kryolan.





KOSMETYKI, KTÓRYCH UŻYŁAM DO WYKONANIA TEGO MAKIJAŻU:

TWARZ:
- odkład Bourjois 123 Perfect w kolorze Light Vanilla
-korektor Makeup Revolution w odcieniu Natural
-puder Maybelline Affinimat odcień 10
-mozaika brązująca Sleek w kolorze Light
-rozświetlacz The Balm Mary Lou

OCZY:
-zestaw do brwi Focus&Fix Makeup Revolution odcień Light Medium
-baza pod cienie Hean 
-cielista kredka My Secret numer 19
-miedziany cień Inglot
-brązowy cień Sensique Glamour Palette 102
-jasny brązowy cień paletka Sleek Del Mar
-perłowy cień paletka Sleek Snapshots
-żelowy eyeliner Maybelline Lasting Drama
-mascara My Secret Create Your Lashes 

USTA:
-pomadka Kryolan LC 100


A jak wygląda Wasz jesienny makijaż? Po jakie kolory sięgacie najczęściej? I czy w ogóle lubicie jesień?
Copyright © majmejkap , Blogger