Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty
Recenzja podkładu Glamshop Klasyk odcień Oliwka 1 | Najbardziej wyczekiwana recenzja roku | Podsumowanie testów

13:11

Recenzja podkładu Glamshop Klasyk odcień Oliwka 1 | Najbardziej wyczekiwana recenzja roku | Podsumowanie testów

Chyba jeszcze nigdy nie zasypaliście mnie tak wiadomościami, reakcjami i komentarzami na moim Instagramie jak w przypadku nowego podkładu Glamshop. Rozbiliście bank! Praktycznie codziennie relacjonowałam Wam swoje poczynania z nim związane, testowałam go z kilkoma różnymi pudrami, na różnych bazach. Najdłużej miałam go na twarzy 14 godzin. Słuchajcie, testuję go od 10 dni codziennie i dzisiaj chcę napisać Wam o nim wszystko to, czego zdołałam się o nim dowiedzieć przez ten czas. 

Zaczynając od początku, od spraw typowo technicznych to tak: podkład kupicie tylko na stronie Glamshopu, kosztuje on 49 zł, a pojemność jest standardowa - w buteleczce jest 30 ml podkładu. Opakowanie jest plastikowe (co moim zdaniem jest na plus, bo po pierwsze jest lekkie, a po drugie nie zbije się tak jak szklana butelka) z pompką typu airless, czyli w środku jest tłok, który wypycha podkład do góry i dzięki temu mamy gwarancję, że zużyjemy cały produkt. Butelka jest przezroczysta, ale matowa, ma na sobie holograficzne gwiazdki i napisy. Estetyka opakowania bardzo do mnie przemawia. 

To co mega mnie zaskoczyło to tempo w jakim tłok idzie w górę :O Przez okres testowania używałam go w ilości dwóch pompek na każdy dzień, a z butelki już zniknęła mniej więcej 1/3 podkładu. Patrząc obiektywnie, no to będzie on naprawdę mało wydajny.

Producent na opakowaniu o tym podkładzie pisze tak: PODKŁAD O NATURALNYM WYKOŃCZENIU, Z MOŻLIWOŚCIĄ KRYCIA OD ŚREDNIEGO DO MOCNEGO (W ZALEŻNOŚCI OD NAKŁADANEJ ILOŚCI). DO WSZYSTKICH RODZAJÓW CERY. ZALECAMY NAKŁADANIE ZWILŻONĄ GĄBECZKĄ DO MAKIJAŻU GLAMSPONGE ORAZ LEKKIE PRZYPUDROWANIE. 

Wybrałam dla siebie odcień Oliwka 1 i z wyboru jestem bardzo zadowolona. Kierowałam się tym, że Hania porównywała go z Revlonem 150 Buff, a pamiętam, że tamten bardzo mi odpowiadał. Nie zawiodłam się. Podkład jest średnio gęsty, w dotyku bardzo bogaty, taki mięsisty - minimalnie przypomina mi Inglot HD Cover Up i Catrice HD Liquid Camouflage.

Ja swoje testy rozpoczęłam od noszenia tego podkładu bez bazy, lekko utrwalałam go sprawdzonym pudrem Air Spun. Tak naprawdę to po raz pierwszy nałożyłam go od razu po wyjęciu z paczki i pokazaniu Wam swoich zakupów na Instagramie :D Dwie pompki na twarz i jazda! Ja zawsze aplikuję go w ten sposób, że najpierw rozprowadzam go szybciutko dłonią, a potem całość dopracowuję gąbeczką. Pierwsza aplikacja i od razu - WOW! Przepięknie wyrównał koloryt i wyglądał tak jakbym nie miała go na twarzy. Scalił się ze skórą przepięknie. Potem wjechała reszta produktów i w efekcie uzyskałam twarz lalki. Makijaż wyglądał przepięknie. W moim odczuciu nie jest to podkład matowy, jego wykończenie jest naturalne, takie trochę jakby gumowe. Baaaaardzo mi się podoba i szczerze powiem, że kiedy Hania o nim opowiadała to ja wyobrażałam go sobie jako podkład idealny. 

Na zdjęciu widzicie to co dodałam Wam na story chwilę po aplikacji podkładu pierwszy raz ;)

Przez kolejne dni używałam go z pudrem Laura Mercier, a także z bazami Golden Rose i Too Faced. Żaden z tych produktów nie miał wpływu na jego odcień, trwałość i wygląd na skórze. 

Pierwszego dnia, przeżył w stanie idealnym przez 12 godzin, w tym przez 6 godzin nosiłam maseczkę w pracy. Byłam w mega szoku, bo nie wytarł się nawet w miejscach gdzie maseczka ma gumki i przylega do twarzy. Wysyłałam nawet zdjęcia mojej siostrze, bo nie mogłam ogarnąć tego jak super po tylu godzinach mój makijaż wygląda. Tak naprawdę poza lekkim wyświeceniem środka twarzy nie zmieniło się nic. Konturowanie, róż i rozświetlacz nadal był na swoim miejscu. Wystarczyłoby wtedy lekko przypudrować czoło, nos, brodę i makijaż wciąż wyglądałby super.

Kolejne dni utwierdzały mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z rewelacyjnym produktem. Kiedy jednego z dni mój makijaż przetrwał w stanie idealnym 14 godzinny maraton, pełną zmianę w pracy, w maseczce to już w ogóle był kosmos. Jestem skłonna przerzucić się na niego jeśli chodzi o klientki, ale poczekam z tym jeszcze chwilę. Przetestowała go również moja mama (kobieta dojrzała) i jej też się spodobał. Powiedziała, że wygląda bardzo naturalnie na skórze i mimo sporego krycia ona wciąż czuje się w nim komfortowo. U niej trwałość była równie dobra jak u mnie. 

Bardzo zdziwiłam się kiedy na jednej z grup na fejsie dziewczyny pokazywały jak okropnie ten podkład na nich oksyduje i to tak wiecie - o kilka tonów :O U mnie kolor podkładu nie zmienia się na twarzy, bo na ręce już delikatnie ściemniał. Oliwka 1 jest dość jasnym przepięknym odcieniem, starałam się go możliwie najlepiej oddać na zdjęciach i porównać go z innymi dość popularnymi podkładami. Zobaczcie jak ciemno wyszedł tutaj Bourjois Healthy Mix numer 51.

Co ja mogę powiedzieć? Ten podkład przebił wszystkie, które używałam do tej pory. Ukochany Inglot HD pójdzie w odstawkę! Chyba jeszcze nigdy żaden podkład nie zachwycił mnie tak bardzo. No i trzeba zaznaczyć, że jest to polski produkt! Aktualnie jest on moim numerem 1 i żałuję tylko, że wyszedł pod koniec roku, bo myślę, że spokojnie zasługuje na miano ulubieńca roku. Jestem bardzo ciekawa jak Wy oceniacie nowość marki Glamshop. Kupiłyście już ten podkład?

Bell Hypoallergenic Full Cover Foundation | Kryjące cudo czy kosmiczna porażka?

15:00

Bell Hypoallergenic Full Cover Foundation | Kryjące cudo czy kosmiczna porażka?

Podkłady długotrwałe o mocnym kryciu cieszą się wciąż niesłabnącą popularnością i to już od kilku lat. U mnie tego typu formuły najlepiej sprawdzają się jesienią i zimą. Wtedy właśnie lubię sięgać po cięższą podkładową artylerię. Podkład, o którym będzie dzisiaj poznałam latem, więc solidnie go już przetestowałam i dzisiaj mogę podzielić się z Wami swoją opinią na jego temat. Zapraszam Was na recenzję podkładu Bell Hypoallergenic Full Cover.

To co dość mocno rzuca się w oczy to szata graficzna opakowania, a raczej jego podobieństwo do korektora MUFE Full Cover. Nazwa podkładu jest więc też trochę ściągnięta. Tak czy inaczej podkład jest w tubce co osobiście lubię, bo mam wtedy nad nim pełną kontrolę przy używaniu, a dodatkowo takie opakowanie jest lekkie i bardziej przyjazne podróżom.


Gama kolorystyczna nie jest zbyt szeroka. Z tego co pamiętam dostępne są jedynie 4 odcienie. Miłym zaskoczeniem okazał się dla mnie odcień 01, który jest praktycznie biały. Naprawdę, jest mega mega jasny i osoby z bladą cerą na pewno będą mogły go dla siebie kupić bez obaw o zbyt ciemny kolor. Ja kupiłam sobie odcień 03 Vanilla, który dobrze do mnie pasuje. 

Ten odcień ma ładne żółte tony, odcień nie utlenia się w trakcie aplikacji i w ciągu dnia. Sama formuła podkładu nie jest mocno gęsta, raczej kremowa - bardzo dobrze się go rozprowadza. Trzeba uważać z nakładaną na twarz ilością, bo pigmentacja tego produktu jest nieziemska. Pamiętam kiedy używałam go po raz pierwszy i wycisnęłam z tubki ilość, którą zwykle zużywam. W momencie aplikacji przeżyłam szok, bo wykorzystałam ledwie połowę z przygotowanej porcji ;) Naprawdę niewielka ilość wystarcza, aby pokryć całą buzię. Jedna cienka warstwa podkładu ukrywa praktycznie wszystko: przebarwienia, niedoskonałości, siniaki i zaczerwienienia. Podkład można budować, ale raczej bym z tym nie szalała, bo może wtedy wyglądać ciężko. Najlepiej nałożyć go w małej ilości, a później ewentualne niespodzianki ukryć korektorem.


Podkład ma matowe wykończenie, ale nie czuję żeby zastygał na skórze. Jest raczej plastyczny, ale właśnie matowy. Bardzo ładnie łączy się z pudrami o satynowym wykończeniu, które dodają mu tej świetlistości.

Jeżeli chodzi o trwałość to powiem tak: na 8 godzinne wyjście do pracy albo na jakieś zakupy, wyjście na kawę ze znajomymi - to naprawdę świetny wybór. Nie polecałabym go jednak na ważne uroczystości lub w momencie kiedy zależy Wam aby makijaż wyglądał nieskazitelnie przez wiele, wiele godzin. W ciągu dnia lubi trochę znikać z buzi, ale jego plastyczność pozwala na drobne poprawki. Do 6 godzin wygląda rewelacyjnie, potem zaczyna się wybłyszczać, ścierać, a czasami waży się w okolicach nosa czy brody. 


Dla mnie jest to bezpieczna opcja podkładu na uczelnię, na zakupy i ogólnie różne spontaniczne, szybkie akcje. Nie sięgnęłabym po niego jednak w przypadku ślubów, studniówek i innych imprez tego typu ;) Jeśli lubicie mocno kryjące podkłady i szukacie czegoś w drogerii to myślę, że warto go przetestować. Kupicie go za jakieś 30 zł np. w Hebe czy też w Rossmannie :)
Jak uniknąć efektu maski? Jak poprawić wygląd ciężkiego podkładu? | Moje hity i triki

13:12

Jak uniknąć efektu maski? Jak poprawić wygląd ciężkiego podkładu? | Moje hity i triki

O mamo, mamo! Nawet nie wiecie jak bardzo stęskniłam się za takim regularnym blogowaniem! Takim, na które mogę poświęcić więcej czasu i takie, które jest jakby na bieżąco ze mną i moim życiem. Niby ostatni post wcale nie był jakoś dawno, ale przez tą sesję na uczelni naprawdę mam wyrzuty sumienia ;) Tak czy inaczej sesję zakończyłam w poniedziałek i rozpoczynam przerwę międzysemestralną. Mam też dla Was nowy, ciekawy moim zdaniem post :)

Przyznajcie, że na pewno chociaż raz każda miała na twarzy maskę. Czy to za ciemny podkład albo za duża jego ilość, albo po prostu nałożyłyście go nieuważnie jedynie do krawędzi twarzy bez przeciągania produktu na szyję.

Obecnie na topie są podkłady mocno kryjące o gęstych formułach, trwałe i zastygające. Wiele kobiet używa ich na co dzień, zresztą ja też należę do tego grona. Szczególnie zimą lubię mieć na buzi coś co jest trwałe i daje nieskazitelny efekt na skórze.


Podkłady ciężkie, mocno kryjące i matowe lubią niestety być mocno widoczne i po prostu nie da się nie zauważyć, że na twarzy jest makijaż. Chciałabym jednak podzielić się z Wami moimi sposobami na złagodzenie i ujarzmienie tego typu podkładów tak, aby wyglądały na skórze nieco lżej i bardziej naturalnie. Dzisiaj wszystko wytłumaczę na przykładzie bardzo mocno kryjącego podkładu Golden Rose Total Cover, o którym przeczytacie tutaj.

Po pierwsze musicie zacząć od pielęgnacji. Przesuszona twarz, suche skórki, pryszczyki - to wszystko przyciąga do siebie tak ciężkie podkłady. Jeśli pojawiają się u Was przesuszone partie na twarzy to macie jak w banku, że podkład się na nich nieestetycznie pozbiera i osadzi. Podkreśli każdą, najmniejszą nawet skórkę. Skóra musi być złuszczona, nawilżona i wtedy dopiero można przystąpić do aplikacji.

Zanim jednak nałożycie podkład to polecam najpierw sięgnąć po bazę, która zmiękczy jego efekt i doda mu lekkości. U mnie super w tej roli sprawdza się olejek Pierre Rene, o którym pisałam w tym poście oraz baza Too Faced Peach Perfect. Podkład nałożony na oba te produkty wygląda o niebo lepiej niż na gołej skórze. Dodają mu one odrobinę świetlistości i lekkości.


Przy nakładaniu mocno kryjącego podkładu na twarz musi przyświecać Wam jedna podstawowa zasada. Im mniej tym lepiej, serio. Przy tak ciężkich podkładach wystarczy cieniutka warstewka rozprowadzona staranie gąbeczką, która wchłonie ewentualny nadmiar produktu. Podpowiem Wam też, że im więcej czasu poświęcicie na nakładanie podkładu i jego wpracowanie w skórę tym lepiej będzie on wyglądał. Naprawdę warto zwrócić na to uwagę. Jeśli macie miejsca na twarzy gdzie podkłądu należałoby dołożyć to oczywiście możecie to zrobić i miejscowo dobudować krycie.

Aby podkład sam w sobie złagodniał, czyli stał się lżejszy i uzyskał bardziej naturalne wykończenie polecam Wam mieszanie go z innymi podkładami o lekkiej formule i rozświetlaczami w kremie/ płynie. Sama bardzo często z tego korzystam i naprawdę uwielbiam to jak łatwo można zmienić formułę podkładu i dostosować ją do swoich potrzeb.


U mnie w mieszance z mocnymi podkładami perfekcyjnie sprawdza się podkład Bourjois Healhty Mix oraz rozświetlacz Becca w odcieniu Moonstone. Używam tych produktów oczywiście jednocześnie. 

Healthy Mix na pewno znacie i wiecie, że sam w sobie jest leciutki, ma raczej niskie do średniego krycia i w mojej mieszance dodaje właśnie tej lekkości i zmienia wykończenie podkładu na bardziej naturalne. Niweluje też nieco zastyganie, ale nie zabiera to trwałości podkładu wyjściowego.

Rozświetlacz dodaje oczywiście blasku, akurat ten, którego używam jest szampański i nie wpływa na sam ton podkładu. W mojej mieszance zyskuję dzięki niemu świetlistą poświatę przez co podkład po aplikacji wygląda przepięknie na skórze.


Te dwa produkty zdecydowanie łagodzą ciężkość podkładu Golden Rose Total Cover. W takiej mieszance podoba mi się on o niebo lepiej niż nałożony solo na skórę. 

Trzeba też pamiętać, że twarz to nie tylko to co widać kiedy patrzycie na wprost ;) Warto zwrócić uwagę aby podkład zawsze przeciągać za linię brody, lekko może na szyję. Jeśli macie tendencję do czerwieniących się uszu je również warto pokryć podkładem tak aby były one dopasowane do reszty twarzy.

I ode mnie to już wszystko :D
Koniecznie dajcie znać jakie Wy macie sposoby na naturalny wygląd podkładu na skórze :)
Pierwsze wrażenie: Golden Rose Total Cover | Moje spostrzeżenia i opinia

17:15

Pierwsze wrażenie: Golden Rose Total Cover | Moje spostrzeżenia i opinia

Pora na podzielenie się z Wami moimi pierwszymi wrażeniami dotyczącymi podkładu Golden Rose Total Cover 2in1 Foudation & Concealer. Pokazywałam go w haulu zakupowym i jeśli jeszcze go nie widziałyście to odsyłam Was tutaj do tego wpisu:


Podkład kupiłam w odcieniu 03 Almond. Aktualnie jest on dla mnie znacznie za ciemny, ale wybrałam go ponieważ jest ładnie żółty i lekko oliwkowy, co idealnie pasuje do mojej karnacji. Rozjaśniam go jedynie mixerem Kobo i śmiało mogę używać. Opakowanie jest plastikowe, ale takie porządne. Nie mam wrażenia, że wszystko się zaraz rozleci ;) Pojemność jest standardowa - 30 ml, cena to prawie 40 zł.

Jak dotąd miałam ten podkład na sobie kilka razy i chciałabym podzielić się z Wami swoimi pierwszymi spostrzeżeniami na jego temat. Każdego dnia aplikowałam go gąbeczką Donegal i utrwalałam pudrem Lovely Banana Chocolate.


Podkład rozjaśniałam odpowiednio wspomnianym wcześniej mixerem Kobo, ale znam ten produkt i wiem, że nie wpływa on w żaden sposób na właściwości podkładów.

Podkład jest kremowy i gęsty, w trakcie aplikacji i rozcierania robi się coraz bardziej tępy, a potem zastyga. Kiedy już zastygnie nie odbija się na palcach ani na przyłożonej do twarzy chusteczce co oceniam bardzo pozytywnie. Trzeba z nim pracować sprawnie i szybko, bo fakt, że zastyga uniemożliwia dłuższą pracę z nim na twarzy.

Bez bazy aplikuje się dobrze, idealnie wyrównuje koloryt skóry. Ma baaaaardzo mocne krycie i już przy cienkiej warstwie wszystkie niedoskonałości znikają. Nie zalecam dokładania go w większej ilości, ponieważ powoduje to, że podkład wygląda ciężko i jest mocno widoczny.

Na bazie podkład wygląda podobnie jak bez. Tak naprawdę nie widzę różnicy między tymi dwoma sposobami aplikacji. Wykończenie jest typowo matowe. Podkład nie odbija światła. Mimo, że nałożona warstwa jest cienka i wtapia się w skórę to podkład jest na niej widoczny. Nie da się ukryć, że na twarzy jest makijaż.


Dodatek płynnego rozświetlacza sprawia, że podkład staje się bardziej świetlisty, ale nie odejmuje mu to w najmniejszym stopniu krycia.

Skóra z tym podkładem wygląda nieskazitelnie, ale jak na mój gust aż do przesady - bardzo sztucznie.

Najlepiej jak do tej pory sprawdza się z dodatkiem podkładu Bourjois Healhty Mix. Wtedy zyskuje na lekkości i takie połączenie odpowiada mi najbardziej.

Osobiście zawiodła mnie jego trwałość i wytrzymałość na pocieranie.

Zacznę od pocierania. Niestety w spotkaniu z szalikiem czy chusteczką higieniczną ten podkład totalnie sobie u mnie nie radzi. Wiem, że to jest uszkodzenie mechaniczne, ale mam podkłady, które takie rzeczy są w stanie przetrwać w stanie nienaruszonym. Tutaj podkład znika zupełnie, bez znaczenia czy baza pod nim jest czy jej nie ma. Przyznam, że jest to dość problematyczne, bo różnica między naturalną skórą, a miejscami gdzie jest podkład jest ogromna i bardzo mocno rzuca się to w oczy. Z racji tego, że podkład zastyga nie jestem też w stanie w sensowny sposób jakoś tego poprawić.

Druga sprawa to trwałość. Od tak gęstej, zastygającej i mocno kryjącej formuły podkładu wymagam tego, że produkt będzie się pięknie trzymał. No i faktycznie wygląda ładnie przez 5-6 godzin, a po tym czasie skóra zaczyna się świecić i podkład podkreśla nieestetycznie fakturę skóry, zaczyna się brzydko zbierać i lekko się waży. Wygląda to paskudnie i zdecydowanie bardziej wolałabym nie mieć na sobie żadnego podkładu niż taki, który robi mi na twarzy takie rzeczy.


Ten podkład jest ciężki i wyczuwalny na skórze. A uwierzcie mi, że mam porównanie chociażby z podkładem Inglot HD Perfect Cover Up, Catrice Liquid Coverage czy Eveline Liquid Control. Wszystkie są podkładami o mocnym kryciu, Inglot też jest gęsty, ale sprawdza się u mnie idealnie.
Catrice i Eveline kryją perfekcyjnie, ale nie są aż tak widoczne na skórze jak ten z Golden Rose - mam wrażenie, że to też przez ich płynną konsystencję.

Muszę przyznać, że czuję się trochę rozczarowana podkładem Golden Rose Total Cover. Bardzo podoba mi się tonacja podkładu, jego krycie i te pierwsze godziny po aplikacji, ale to nie przeważa na jego korzyść. Ścieranie się, ciężkość i wątpliwa trwałość sprawia, że nie czuję się zachęcona do częstego używania. Oczywiście podkład zużyję - w dni kiedy będę makijaż nosiła krótko, będę miała mało zajęć na uczelni, na jakieś szybkie wyjścia. Nie jest to jednak propozycja na trwałe makijaże: ślubne, studniówkowe lub po prostu wieczorowe.

Jestem ciekawa czy znacie ten podkład i jak sprawdził się u Was. Macie podobne odczucia do moich czy wręcz przeciwnie? Dajcie znać w komentarzach.
Podkład AA Make Up Filler | Podkład idealny dla cery suchej i dojrzałej

18:09

Podkład AA Make Up Filler | Podkład idealny dla cery suchej i dojrzałej

Ponieważ listopad jest na moim blogu miesiącem recenzji to dzisiaj mam przyjemność zaprosić Was na kolejną. Tym razem pod lupę biorę podkład AA Filler. Z tego co widziałam po wynikach ankiety na moim Instagramie bardzo Was ten produkt zaciekawił i licznie na niego głosowałyście. Więc jeśli jesteście zainteresowane jego właściwościami, wykończeniem i trwałością to zapraszam do dalszej części tego wpisu.
Zaczynając od takich najbardziej podstawowych informacji to jest to podkład w szklanej butelce, mój jest w odcieniu 103 Light Beige i kupicie go w Rossmannie na półkach z maseczkami do twarzy. Jego koszt to coś pomiędzy 20 a 25 zł. Pojemność standardowa 30 ml.


Według producenta jest to podkład wypełniający zmarszczki, do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. Z tym, że nie uczula absolutnie się zgadzam, natomiast zmarszczki to możemy sobie wypełnić korzystając z zabiegów medycy estetycznej. Cudów nie ma! ;)

Sama formuła podkładu jest dość kremowa, po aplikacji na dłoń podkład nie rozpływa się po niej. Podkład nie pachnie, nie ma też w sobie rozświetlających drobinek. 

Po twarzy rozprowadza się bardzo dobrze i nie ma z tym najmniejszego problemu. Idealnie wtapia się w skórę i w moim odczuciu nie warto go jednak budować, ponieważ traci on wtedy na wyglądzie. Cienka warstwa tego podkładu świetnie wyrównuje koloryt skóry, ma naprawdę średnie + krycie i tak naprawdę im mniej go na skórze tym ładniej wygląda. Jego wykończenie jest bardzo naturalne i świeże. Właśnie dlatego jest to podkład dla cer suchych i dojrzałych, ponieważ nie podkreślał on suchych skórek ani zmarszczek. Bardzo komfortowo się go nosi w ciągu dnia. Można nawet zapomnieć o tym, że ma się na skórze podkład.


Są sytuacje kiedy sięgam po niego przy pracy z klientkami kiedy zależy mi na nawilżeniu, niezłym kryciu i bardzo naturalnym efekcie. Poleciłam go wielu swoim klientkom i wiem, że podkład dobrze im służy. Panie chwalą go właśnie za tą świeżość jaką daje na skórze i lekkość noszenia.


Z doświadczenia wiem, że ten podkład nie ma tendencji do nadmiernego wyświecania, ale na pewno nie sprawdzi się w przypadku cer tłustych.

Jeżeli chodzi o trwałość to jest ona naprawdę w porządku. Nawet kiedy pod koniec dnia podkład delikatnie się zetrze to nie jest to zauważalne i makijaż wciąż wygląda dobrze. Dzieje się tak ponieważ ten podkład nie zastyga na skórze tworząc nieskazitelną warstewkę, a jest praktycznie ciągle plastyczny. Wystarczy niewielka poprawka, miejscowe doklepanie i całość wygląda jak nowa.

Tym z Was, które szukają naturalnego wyglądu cery, mają cerę suchą lub zmarszczki bardzo polecam ten podkład. Na pewno sprawdzi się też jako prezent dla mamy ;) 
Podkład Eveline Liquid Control 005 Light Ivory | Recenzja + jak wygląda na skórze?

15:51

Podkład Eveline Liquid Control 005 Light Ivory | Recenzja + jak wygląda na skórze?


W najbliższym czasie możecie spodziewać się na blogu kilku recenzji podkładów, ponieważ mam ich naprawdę sporo i w końcu pora na recenzje.

Dzisiaj bedzie o podkładzie Eveline Liquid Control, który to delikatnie wyparł Catrice HD Liquid Coverage. W dalszej części tego wpisu dowiecie się wszystkiego na jego temat.

Zacznę od tego, że Liquid Control to podkład z pipetą zamknięty w smukłej butelce wykonanej z matowego szkła. Design opakowania jest prosty i do mnie osobiście przemawia. Nie da się również ukryć, że jest zbliżony do wspomnianego podkładu Catrice.

Kolor podkładu, który posiadam to 005 Ivory i jest to najjaśniejszy odcień w całej gamie. To bardzo ładny, typowo żółty podkład. Faktycznie jest jasny, dla mnie obecnie za jasny i muszę kupić na lato ciemniejszą wersję, bo bardzo lubię używać go na co dzień.

Konsystencja tego produktu jest bardzo wodnista i lejąca. Naprawdę dobrze sprawdza się tutaj ta pipeta, którą z łatwością można dozować ilość podkładu jaką chcemy nałożyć na skórę. Ja zwykle używam 2-3 strużek do pokrycia całej buzi.


Na pewno jest to podkład mocno kryjący, ale przy tym niezwykle lekki i niewyczuwalny na skórze. Przy jednej cienkiej warstwie radzi sobie z wszelkimi zaczerwienieniami, żyłkami idealnie wyrównując kolor cery. Oczywiście przy nałożeniu kolejnej warstwy zyskujemy jeszcze więcej krycia, ale efekt jaki daje ten podkład jest wciąż bardzo naturalny.


Jego wykończenie tuż po aplikacji określiłabym jako pół matowe, bardzo świeże i naturalne. Ja zawsze dodatkowo utrwalam podkład pudrem i w takim połączeniu spisuje się rewelacyjnie. To jak wygląda na skórze widzicie na zdjęciach:


Trwałość tego podkładu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Miałam okazję testować go w różnych warunkach i naprawdę jest to długotrwały podkład. Nie ściera się, nie oksyduje, nie migruje po całej twarzy. U mnie praktycznie zupełnie się nie wyświeca, nawet po 8 godzinach się nie błyszczę.

Bardzo polecam ten produkt praktycznie wszystkim typom skóry. Przy tłustej trzeba go po  prostu mocniej przypudrować ;)

Dajcie znać czy znacie ten podkład. Jakie są Wasze wrażenia na jego temat? Lubicie go tak samo mocno jak ja czy wręcz przeciwnie? Czekam jak zwykle na komentarze od Was :D

Podkład wygładzający Lumene Blur | Pierwsze wrażenia + swatche + porównanie

21:49

Podkład wygładzający Lumene Blur | Pierwsze wrażenia + swatche + porównanie



Nawet nie wiecie jak bardzo jestem zła. Mój ukochany aparat postanowił sobie po prostu umrzeć i jestem aktualnie blogerką bez sprzętu do cykania zdjęć... Post miał być już w weekend, ale aparat postanowił pokrzyżować mi plany. 


Docelowo ten post miał być o zacnej palecie ceni, ale nie mam możliwości przygotowania zdjęć. W swoim folderze na laptopie znalazłam jednak zdjęcia przygotowanie do tekstu o podkładzie Lumene Blur. Znalazłam nawet notatki w swoim kalendarzu na jego temat. Myślę, że śmiało mogę się dzisiaj podzielić pierwszymi wrażeniami na jego temat, ponieważ z tego co pamiętam używałam go przez 3 dni ;) Na tyle wystarczyła mi próbka, którą miałam i powiem Wam, że ten podkład naprawdę bardzo miło mnie zaskoczył. 

Wystarczy tego przydługiego wstępu, zapraszam na dogłębne pierwsze wrażenie na temat podkładu wygładzającego Lumene Blur. 

Jakiś czas temu postanowiłam wykorzystać swoje punkty jakie udało mi się zdobyć robiąc zakupy w drogerii Ekobieca. Stwierdziłam, że zamówię za nie próbki podkładów, których byłam ciekawa i trafiło między innymi na podkład wygładzający Lumene Blur. Wybrałam najjaśniejszy odcień, czyli 0 Light Ivory. 

Powiem Wam, że naprawdę zaskoczona byłam jego konsystencją i jasnym kolorkiem, który wtedy idealnie stapiał się z resztą mojego ciała. Konsystencja tego podkładu jest troszkę gęsta, może nawet powiedzieć, że żelowa - bardzo przyjemna. Krycie tego podkładu jest naprawdę zaskakująco dobre. To co widzicie na zdjęciu to jedna cienka warstwa nałożona gąbką. Ukrywa wszelkie zaczerwienienia, a to z nimi mam problem na policzkach. Pięknie wygląda na skórze, daje naturalny efekt glow. 


Ja oczywiście zawsze utrwalam podkład pudrem. W przypadku tego przez trzy dni testowania stosowałam go z pudrem Banana marki Ben Nye i wszystko wyglądało razem pięknie. To co jeszcze mogę powiedzieć na jego temat to fakt, że podkład świetnie łączył się z korektorami, których używałam. Z tego co wyczytałam sobie ze swoich zapisków stosowałam go z korektorem Makeup Revolution Conceal & Define, Catrice Liquid Camouflage oraz z cięższym MUFE Full Cover. A obok wzmianki o korektorach duża klamra i napis: Z KAŻDYM REWELACJA! Czyli było bardzo dobrze.


Mi samej ten podkład nosiło się bardzo komfortowo i wtedy też wpisałam go na listę swoich kosmetycznych życzeń. On wykończeniem na skórze przypominał mi podkład Bourjois Healthy Mix, trochę Rimmel Lasting Finish. Oba bardzo lubię i ten również się sprawdził.

Do jego trwałości również nie miałam żadnych zastrzeżeń, a u mnie test podkładu to co najmniej 10 godzin. Moje dni są zwykle długie, nigdy w trakcie dnia nie poprawiam makijażu. 

A, zapomniałam napisać, że podkład nie oksyduje po aplikacji, a to bardzo duża zaleta ;) Kolor pozostaje niezmieniony przez cały dzień. Porównałam go dla Was z trzema innymi podkładami w jasnych odcieniach i możecie to zobaczyć na pierwszym zdjęciu.


Ja na pewno go kupię do swojego kufra, bo wydaje mi się, że może to być też produkt, który sprawdzi się u kobiet dojrzałych lub u tych, które mają cerę suchą. Bardzo polecam! Na początek można oczywiście przetestować go sobie zamawiając próbkę ;)




Podkład Maybelline Fit Me! | Czy faktycznie jest taki dobry?

18:00

Podkład Maybelline Fit Me! | Czy faktycznie jest taki dobry?

Pora napisać nieco więcej na temat podkładu, który pokazałam Wam w marcowych ulubieńcach. Zresztą obiecałam, że będzie pojawiało się więcej recenzji podkładów, więc nie mam innego wyjścia ;)

Dzisiaj nieco więcej o podkładzie Fit Me! marki Maybelline - także kto jest ciekawy? Zapraszam ;)

I chyba powinnam zacząć od tego, że ja ogólnie nie lubię się z podkładami Maybelline. Miałam trzy różne z tej marki i każdy prędzej czy później puściłam dalej w świat lub wyrzuciłam do kosza. Były ciastkowe, ścierały się i nie współgrały totalnie ani z moją skórą ani z innymi kosmetykami.

W sumie to sama jestem zdziwiona, że w tej kwestii coś się jednak zmieniło i w końcu mogę powiedzieć coś pozytywnego o podkładzie Maybelline.


Swoje opakowanie kupiłam w internecie za jakeś 17 zł (o ile dobrze pamiętam). W ciemno wybrałam odcień 115, który aktualnie jest dla mnie za ciemny, jednak mnie to nie martwi, bo ten problem rozwiązuje mixer Kobo. Na lato to będzie super kolor!

Producent określa ten podkład jako matujący do skóry normalnej i tłustej. Moja jest raczej normalna i w ciągu roku kieruje się w stronę bardziej suchej lub mieszanej. Także produkt wstrzelił się w mój typ skóry. 

I faktycznie podkład jest matujący, ale jego wykończenie nie jest tępe, suche i takie papierowe. Zostawia lekko zmatowiony efekt, ale skóra wciąż jest skórą, a nie tynkiem. Krycie ma naprawdę przyzwoite, co fajne, można je dodatkowo lekko budować. Produkt wygładza drobne pory, poprawia wygląd skóry. 

Podkład dogaduje się z różnymi bazami, których używam. Na żadnej się nie ciastkował i żadna nie wpływała negatywnie na jego właściwości.


Co do trwałości to nie mam nic do zarzucenia. Pod koniec dnia lekko znika z nosa i okolicy wokół ust, ale to dzieje się po 9-10 godzinach od aplikacji. Także naprawdę jest dobrze.

Na podkładzie dobrze wyglądają inne produkty. Dobrze rozciera się brązer, róż i rozświetlacz. Z korektorami też łączy się super, tworzy spójną całość. 

Z tego co widzę ma naprawdę wysokie oceny w sieci i wiele osób go poleca. Ja mogę powiedzieć jedynie tyle, że również dołączam do jego fanek i rekomenduję go osobom z cerą normalną, mieszaną i tłustą. W przypadku cery suchej myślę, że należy być ostrożnym, ponieważ ma on w składzie alkohol, który może przesuszać ;)

Recenzja podkładu Max Factor Healthy Skin Harmony |  Love - hate relationship

23:16

Recenzja podkładu Max Factor Healthy Skin Harmony | Love - hate relationship

O tym, że testowanie nowych podkładów sprawia mi ogromną frajdę słyszałyście ode mnie już nieraz ;) Dzisiaj będzie mowa o kolejnym gagatku z którym mam prawdziwe love- hate relationship.

Z jednej strony mnie zachwyca, a z drugiej poważnie rozczarowuje... Czy podkład Max Factor Healthy Skin Harmony jest dobrym podkładem? O tym właśnie dowiecie się z dzisiejszego posta.  


Historia zakupu tego podkładu jest taka, że chciałam go odkąd pojawił się w sprzedaży. Nigdzie wcześniej o nim nie słyszałam, nikt nic o nim nie pisał/mówił. Chciałam go mieć i już! Jednak doszłam do wniosku, że kupowanie podkładu, o którym nic nie wiem za ponad 70 zł jest totalnie bez sensu i wtedy go sobie odpuściłam. 

Jakiś czas później Maxineczka wspominała o nim w swoich ulubieńcach i zachwalała niesamowicie mówiąc, że to świetny drogeryjny podkład. Mnie kusiło coraz bardziej żeby go kupić.

I w końcu po upływie dwóch miesięcy pojawił się w drogerii internetowej w przystępnej cenie ok. 30 zł. Zamówiłam bez większego namysłu najjaśniejszy dostępny odcień czyli 40 Light Ivory.

Niby wszystko z tym podkładem jest w porządku, ale jedynie solo lub z fioletową bazą Becca. Na innych bazach, albo przeokrutnie się ściera, albo ciemnieje tak, że wyglądam jakbym wysmarowała się samoopalaczem. I wiecie - nie wydałam na niego ponad 70 zł, więc patrzę trochę przychylniej, ale gdybym tyle za niego zapłaciła to byłby on chyba jednym z większych rozczarowań.


Tak jak mówię, bez bazy ten podkład jest w porządku. Ma przyjemną kremową konsystencję, którą ja osobiście w podkładach bardzo lubię. Jego krycie jest raczej średnie. Ujednolica koloryt, ale nie poradzi sobie z większymi niedoskonałościami. W ciągu dnia jest niewyczuwalny na skórze, a w dodatku ma bardzo naturalne i ładne wykończenie. Sam z siebie zupełnie nie ma problemów z trwałością. Nie ściera się i nie ciastkuje.  Świetny lżejszy podkład na wiosnę i lato.

Kolor jest raczej neutralny, ani zbyt żółty ani różowy. Jak na najjaśniejszy w gamie mógłby być trochę jaśniejszy.

Kiedy używałam go na lajwie na Instagramie to mówiłyście, że ładnie buzia wygląda i pytałyście, co to za podkład. I faktycznie, ten podkład super scala się ze skórą. Nie rozumiem jednak dlaczego tak okropnie dogaduje się z większością moich baz...


Na pewno go wykorzystam, ale raczej nie kupię ponownie, ponieważ lubię używać różnego rodzaju baz pod makijaż. Ten podkład na bazie niestety nie gwarantuje mi trwałości makijażu przez cały dzień ;)

Po firmie Max Factor spodziewałam się po prostu czegoś lepszego.

Dajcie znać czy znacie ten podkład. Jesteście z niego zadowolone? Jak się u Was sprawdza? Jestem tego bardzo ciekawa.
Fluid Bielenda NUDE MATT, czyli przeogromny koszmarek w ładnym opakowaniu - moja opinia

22:11

Fluid Bielenda NUDE MATT, czyli przeogromny koszmarek w ładnym opakowaniu - moja opinia

Do tego, że w drogerii można znaleźć przyzwoity podkład nie mam żadnych wątpliwości. Ten, o którym napiszę Wam dzisiaj niestety nie zalicza się do tego grona... Bielenda Nude Matt to fluid matujący o formule przeciw błyszczeniu. Mój egzemplarz pochodzi z jednej z paczek, które dostałam podczas Meet Beauty w maju. 

Żeby mieć się do czego odnieść to najpierw zobaczmy co o podkładzie pisze producent: MATUJĄCY fluid w doskonały sposób poprawia wygląd cery przetłuszczającej się, z tendencją do błyszczenia. Idealnie i na długo matuje skórę, nadaje jej aksamitne wykończenie oraz jednolity wygląd - BEZ EFEKTU MASKI. Efektywne połączenie składników pudrowych i pigmentów poprawia wygląd skóry. Fluid doskonale dopasowuje się do cery, nadając jej naturalnej świeżości, a ultra lekka nietłusta konsystencja nie obciąża jej. Aksamitna formuła idealnie adaptuje się do światła i kształtu twarzy, wspaniale precyzyjnie rozprowadza, zapewniając przyjemną aplikację i doskonały jednolity efekt.


Po przeczytaniu opisu i obietnic producenta mi w oczy bardzo rzuciło się słówko jednolity (efekt, wygląd) oraz aksamitne (wykończenie, formuła). No i co? No i nic, bo żadne z nich mi do tego podkładu nie pasuje.

Kosmetyk w konsystencji przypomina krem, jest dość gęsty. Odcień Jasny beż 01 jest ładnie beżowy i całkiem neutralny w moim odczuciu. Nie powiedziałabym natomiast, że jest to jakiś porażająco jasny kolor. Dla bladzioszków będzie na pewno zbyt ciemny.


Sama aplikacja jest bardzo problematyczna, a podkład ukazuje nam wtedy swoje niezbyt miłe oblicze. Okropnie się rozmazuje, nie da się go równomiernie rozłożyć na skórze. Ani palcem, ani pędzlem, ani nawet gąbką. Przy stemplowaniu jajeczkiem Blend It! podkład się nakłada i po chwili zabiera tworząc na twarzy placki. Trzeba się naprawdę namachać żeby wyglądało to jako tako. I powiem Wam szczerze, że nie wyszłabym tak do ludzi...

Testowałam go dość długo w wolne dni i wciąż dawałam mu szansę niestety dla mnie to totalny bubel.

Lecimy dalej. Co do wyrażenia bez efektu maski to naprawdę okropna ściema. Jak coś co ma w sobie pudrowe składniki może dać naturalny efekt? Na twarzy podkład wygląda tak sucho jak wiór. Podkreśla pory, niedoskonałości i w sumie wszystko inne co powinien ukryć. Nie podoba mi się taki efekt i nie wygląda to dobrze. 

Z samym kolorem po aplikacji też dzieje się coś dziwnego. Podkład robi się pomarańczowo-beżowy. Wygląda tak sztucznie i ciężko, że naprawdę wszystko to co pisze producent na opakowaniu to chyba jakieś żarty.


Trwałość? Kilka godzin. Nie da się go nosić na skórze, bo bardzo go czuć na twarzy. Już dawno nie spotkał mnie taki podkładowy zawód. 

Jeżeli miałabym napisać jaki ten podkład jest to pozwolę sobie na przeróbkę opisu producenta ;)
TĘPY MATUJĄCY fluid w doskonały sposób niszczy wygląd cery przetłuszczającej się, z tendencją do błyszczenia. Idealnie i na krótko matuje skórę, nadaje jej suche jak wiór wykończenie oraz niejednolity wygląd - Z EFEKTEM TĘPEJ MASKI. Nietrafione połączenie składników pudrowych i pigmentów psuje wygląd skóry. Fluid wcale nie dopasowuje się do cery, nadając jej sztuczności, a kremowa konsystencja obciąża ją. Gęsta formuła idealnie adaptuje się do światła i kształtu twarzy, (tego to ja zupełnie nie rozumiem - formuła do kształtu twarzy? :D) fatalnie się rozprowadza, zapewniając uciążliwą aplikację i doskonały w swym nierównomiernym rozłożeniu efekt.

Tak to powinno mniej więcej wyglądać ;))

Jestem bardzo ciekawa czy używałyście już tego podkładu. Czy u Was też okazał się tak fatalny? Napiszcie mi o tym koniecznie. A może macie jakieś swoje podkładowe buble? Dajcie znać, ostrzeżmy się przed nimi nawzajem.
Sposoby na przedłużenie trwałości podkładu i jego poprawną aplikację

19:14

Sposoby na przedłużenie trwałości podkładu i jego poprawną aplikację

Ten wpis powstał właściwie przez Was, a może lepiej - dzięki Wam ;) To właśnie Wy zainspirowałyście mnie do napisania go. Często pytacie co zrobić żeby podkład się ładnie trzymał. Nie ścierał, nie ważył, nie rolował. Okazuje się, że macie z nim sporo kłopotów. I dzisiaj przychodzę z pomocą i postaram się rozwiązać związane z nim problemy. 

Chciałabym żeby ten wpis był dokładny i do końca wyczerpał temat, więc możecie sobie sobie kilka minut na jego dokładne przestudiowanie.


ROLA PODKŁADU
Czy wiecie w ogóle po co go używacie i jakie jest jego zadanie? Podkład powinien wyrównać koloryt skóry i zakryć drobne przebarwienia. Jego odcień trzeba dopasować do koloru szyi i dekoltu. Dobrze dobrany podkład nie jest mocno widoczny po aplikacji i ładnie wtapia się w skórę.

IM MNIEJ TYM LEPIEJ 
Uwierzcie mi, że to prawda. Jeśli macie coś do ukrycia to po prostu sięgnijcie po podkład mocno kryjący. Zacznijcie od nałożenia jego niewielkiej ilości i zobaczcie jak pięknie wszystko przykrywa. Jeśli z czymś podkład sobie nie radzi to można go miejscowo dołożyć i zbudować większe krycie. Warto sobie zapamiętać, że zawsze zbiera się w załamaniach i waży nadmiar produktu, więc jeśli nałożycie go zbyt dużo to może się to okazać kłopotliwe.

NIE POD OCZY
Tak, podkłady nie są przeznaczone do stosowania w okolicach oczu. Na ten obszar nakładamy lżejsze korektory, które nie przesuszą nam tej delikatnej skóry. Oczywiście jeśli pod okiem wyląduje podkład nawilżający to nic się nie stanie. Problem może pojawić się w momencie gdy nałożymy tam ciężki, zastygający produkt, który obciąży cieniutką skórę wokół oczu.


DOBRY PUDER
Aby podkład utrzymał się na skórze dłużej trzeba go poprawnie utrwalić. W tym celu należy sięgnąć po puder, najlepiej sypki i dobrze rozprowadzić go po skórze. Kobiety z suchą cerą mogą jedynie lekko omieść twarz pędzlem. Te z Was, które mają cerę tłustą, przetłuszczającą się powinny użyć puszka lub po prostu gąbki do aplikacji podkładu i dokładnie wpracować puder w skórę. Pamiętajcie aby ruchy puszka lub gąbki były punktowe, stemplujcie narzędziem po skórze. Nigdy nie przeciągajcie puszka po twarzy, bo ten nacisk spowoduje starcie lub przesunięcie wcześniej nałożonego podkładu.

CZYSTA SKÓRA
Przed przystąpieniem do makijażu trzeba odpowiednio przygotować na to skórę. Nie wystarczy przy porannej toalecie ochlapać buzi wodą i wytrzeć ręcznikiem. Skórę trzeba dokładnie umyć z resztek nocnego kremu i sebum, które wydzieliło się podczas snu. Dopiero wtedy możemy w ogóle mówić o jakimkolwiek makijażu. Na nieoczyszczonej skórze podkład może się nie trzymać tak dobrze jak powinien.


ODPOWIEDNIA BAZA
I nie mam tu na myśli tylko produktów o tej nazwie. Pamiętajcie, że baza pod makijaż to przede wszystkim odpowiednio wypielęgnowana skóra. Oczywiście jako bazy możecie użyć lekkiego kremu na dzień albo odpowiedniego kosmetyku. Warto wiedzieć, że pod podkłady zastygające nie powinno stosować się baz silikonowych, które tworzą na skórze powierzchnię uniemożliwiającą im poprawne zastygnięcie - podkład będzie się na takiej bazie ślizgał. Pod tego typu podkłady zalecam lekkie kremowe bazy, które wchłaniają się w skórę.

A SUCHE SKÓRKI?
Nic nie denerwuje się bardziej niż powiedzenie, że "ten podkład podkreśla mi suche skórki, jest beznadziejny"... Nie, nie i jeszcze raz nie! Jeśli masz suche skórki to jest to pewnego rodzaju defekt Twojej skóry, błąd w pielęgnacji, nieodpowiednie jej złuszczanie itd. Każdy podkład podkreśli suche skórki jeśli takie masz. Nie ma magicznego triku, który pozwoli podkładom na pominięcie skórek. Receptą na to jest oczywiście regularny peeling i nawilżanie ;)

Według mnie najlepszym narzędziem do nakładania podkładu są gąbeczki typu beauty blender. Jesteśmy w stanie osiągnąć nimi nieskazitelny efekt, nie nałożymy podkładu zbyt dużo. Czasami pędzle potrafią zostawiać smugi, a przy takich jajeczkach nic takiego nie występuje.

Mam nadzieję, że ten wpis się Wam przydał i trochę rozjaśnił temat podkładowy ;) Jeśli tak było to koniecznie dajcie mi o tym znać. A może macie swoje sposoby na trwalszy podkład? Czekam jak zwykle na Wasze komentarze :)
Recenzja Eveline Lumi Pro Expert lekki podkład rozświetlający - zamiennik HEALTHY MIX?

10:48

Recenzja Eveline Lumi Pro Expert lekki podkład rozświetlający - zamiennik HEALTHY MIX?

Jak to dobrze, że w drogeriach pojawia się coraz więcej nowych podkładów. W cenie 30 złotych można kupić naprawdę przyzwoity produkt z tej kategorii. Dzięki obecności na konferencji Meet Beauty mam możliwość testowania sporej ilości nowych produktów i od razu mówię, że nie o wszystkich przeczytacie na moim blogu. Będę pisała jedynie o tych produktach, które są tego warte ;) I do tej grupy zalicza się podkład, o którym będzie dzisiejszy post.

Kolorówka marki Eveline to dla mnie nowość i tym bardziej mnie cieszy, że mogę sobie te produkty testować. Przyznam, że podkład Lumi Pro Expert bardzo mnie zaciekawił. W swoim pudełku znalazłam go w odcieniu 02, który okazał się odpowiedni do mojej lekko już opalonej skóry.

Opis producenta, a szczególnie informacja o wyciągach z owoców niemal natychmiast skojarzył mi się z ulubionym podkładem Healthy Mix marki Bourjois: Lumi Pro Expert to innowacyjny, lekki podkład rozświetlający, który dodaje skórze blasku, odświeża ją i zapewnia promienny wygląd do 12 godzin bez efektu maski. Zawiera witaminę E, D-Pantenol oraz wyciąg z moreli, jabłka i melona, które mają działanie regenerujące, odmładzające i nawilżające. 


Konsystencja podkładu jest dość płynna i kremowa. Ja nie widzę w tym produkcie żadnych drobinek. Nakłada się podobnie jak stara wersja HM i daje praktycznie ten sam poziom krycia i wykończenia. W przypadku nałożenia dwóch warstw jego krycie wzrasta, co bardzo mi się podoba, ponieważ lubię tak plastyczne podkłady. 

Dodatkowym plusem jest również to, że produkt nie oksyduje po aplikacji. Ja zawsze lekko utrwalam go sypkim pudrem i wtedy całość wygląda baaaardzo naturalnie - niemal jak idealna druga skóra. Wykończenie jest świetliste i świeże, skóra wygląda zdrowo i lekko.


Aktualnie jest to mój podkład numer 1 na co dzień. Nakładam go praktycznie każdego dnia i super mi się sprawdza. Jest dość trwały, a nawet jeśli zaczyna schodzić to robi to w tak samo ładny sposób jak stary HM (porównuję go do tego właśnie podkładu, bo większość z Was świetnie go zna lub kojarzy). Jak dla mnie podkład Eveline Lumi Pro Expert to jego tańszy i równie dobry odpowiednik. 


Osobiście uważam, że świetnie sprawdzi, że przy cerach suchych i normalnych. Mieszana będzie potrzebowała mocniejszego utrwalenia, a tłusta może go sobie w zupełności odpuścić.

Także jeżeli lubiłyście wycofaną wersję Healthy Mix to ten podkład na pewno Was zadowoli. Z tego co widziałam są już dostępne w Rossmanach ;)
4 kosmetyki, w które warto inwestować

11:55

4 kosmetyki, w które warto inwestować

Uważam, że nie wszystkie kosmetyki są warte inwestycji. Niektóre z nich to nasza kobieca potrzeba posiadania danego produktu w przepięknym, ekskluzywnym opakowaniu. Są jednak takie produkty, na które moim zdaniem warto przeznaczyć więcej pieniędzy, a ich właściwości rekompensują nam wysoką cenę. Dziś skupię się właśnie na kosmetykach, w które lubię inwestować (chociaż mam też tanie i bardzo dobre produkty). Postaram się opowiedzieć dlaczego mam takie, a nie inne zdanie. Ciekawi mnie Wasze podejście do kupowania droższych kosmetyków - uważacie, że warto czy stawiacie na produkty typowo drogeryjne i stosunkowo tańsze? Napiszcie koniecznie w komentarzach jak to wygląda u Was, a teraz zapraszam na dalszą część wpisu.


PODKŁADY
To podstawa każdego makijażu. Musi być dobry. Bez niego nawet najpiękniejsze cieniowanie powiek nie da spektakularnego efektu. Moim zdaniem to podstawowy produkt w każdej kosmetyczce i warto zadbać o jego wysoką jakość. Oczywiście nie twierdzę tutaj, że tańsze podkłady się nie sprawdzają, ponieważ sama takich używam, ale słowo inwestycja w makijażu od razu przywodzi na myśl podkład i....

KOREKTORY 
Kolejny kosmetyk wart inwestycji. Ma zadanie ukryć cienie pod oczami, wypryski i przebarwienia. Ważne jest również to żeby nie ciemniał i nie ścierał się w ciągu dnia zdradzając nasze drobne defekty na twarzy.

PUDRY
Na nie także warto wydać "miliony monet" ;) Z reguły droższe pudry są bardziej aksamitne, pięknie wyglądają na skórze, są miałkie i nie dają pudrowego efektu na twarzy. Mogą odbijać światło, optycznie wygładzać skórę wokół oczu. Odkąd poznałam pudry wysokopółkowe naprawdę zauważam różnicę między nimi a tymi z drogerii.

MATOWE POMADKI
Zdaję sobie sprawę, że możecie się w tym punkcie ze mną nie zgodzić, bo przecież jest sporo tanich i łatwo dostępnych produktów do ust o matowym wykończeniu. Oczywiście, sama mam ich naprawdę dużo i bardzo lubię. Jednak stwierdzam, że te droższe mają jeszcze bardziej komfortowe formuły i więcej ciekawych kolorów do wyboru.


Pierwsze wrażenie: Podkład Catrice 24h Made To Stay Make Up 005 IVORY BEIGE | NOWOŚĆ

10:55

Pierwsze wrażenie: Podkład Catrice 24h Made To Stay Make Up 005 IVORY BEIGE | NOWOŚĆ

Czy Wy też lubicie testować nowe podkłady? Ja to wprost uwielbiam, bo naprawdę miło (bądź też nie) można się zaskoczyć. Osobiście mam całkiem pokaźną kolekcję ulubionych podkładów i korzystam z nich na zmianę i bardzo lubię gdy do tej gromady może dołączyć kolejny. O podkładzie Catrice HD Liquid Coverage słyszała już chyba każda z nas. Ja sama robiłam na swoim blogu jego pierwsze wrażenie (klik!) oraz recenzję (klik!) i ogólnie jestem jego ogromną fanką tak jak wiele innych dziewczyn.


Jak się okazuje Catrice nie spoczywa na laurach i wypuszcza na rynek kolejny długotrwały podkład 24h Made To Stay Make Up, który udało mi się kupić we wtorek. Załapałam się jeszcze na całkiem sporą obniżkę i zapłaciłam za niego około 23 zł.

Wybrałam najjaśniejszy odcień czyli 005 Ivory Beige i w sumie to trochę podejrzane, bo wzięłam ostatnią buteleczkę w tym odcieniu (może będzie świetny). Jego odcień jest bardzo ładny, zdecydowanie żółty i jasny. Ogólnie opakowanie jest bardzo ładne, solidne, z matowego szkła, ma też pompkę, która z wyglądu bardzo przypomina mi tą z podkładu Bourjois 123 Perfect. 


To co da się od razu poczuć to lekko alkoholowy zapach produktu. Nie jest on mocny, ale jest i myślę, że warto o tym wspomnieć. Co prawda ulatnia się w sekundzie i nie czuć go po chwili w ogóle jednak warto omijać okolice oczu i nie nakładać go w te miejsca.

Podkład nie jest bardzo lejący, oczywiście spływa z dłoni, ale jest zdecydowanie gęstszy od podkładu HD tej samej marki. W dotyku jest bardzo tępy, naprawdę! Przy rozcieraniu palcami lub pędzlem stawia opór. Producent pisze, że to podkład wodoodporny, więc może ta tępa formuła wynika właśnie z tego.

Krycie ma zacne, chociaż wydaje mi się, że HD kryje mocniej. Po aplikacji nie klei się i wydaje mi się, że w przypadku normalnych cer nie byłoby potrzeby utrwalać go pudrem.

Jego wykończenie jest matowe, ale dość naturalne, bo podkładu nie widać na skórze. Na poniższych zdjęciach widzicie moją buzię przed aplikacją, środkowe pokazuje jak ten odcień mniej więcej się prezentuje, a ostatnie to twarz z nałożonym wilgotną gąbką podkładem.


Na razie nic więcej na jego temat powiedzieć nie mogę, ale wydaje mi się, że to naprawdę ciekawa propozycja marki Catrice. Jeśli jego trwałość będzie w porządku to chętnie będę po niego sięgała.

Widziałyście już ten podkład w swoich drogeriach? Dajcie znać czy go kupiłyście ;)
Copyright © majmejkap , Blogger