Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baza. Pokaż wszystkie posty
Recenzja Hollywood Glow baza-serum AA by Magda Pieczonka

18:27

Recenzja Hollywood Glow baza-serum AA by Magda Pieczonka

Doskonale wiem, że baza pod podkład to kosmetyk po który nie sięgamy codziennie. Ba, są wśród nas osoby, które nigdy jej nie używają. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy i ostatnio całkiem często nakładam bazę, może nie codziennie, ale zdecydowanie częściej niż kiedyś. Chcę Wam dzisiaj napisać o produkcie, którym, mam nadzieję, zachęcę Was do sięgania po bazę pod podkład.


Zajmiemy się dzisiaj produktem określonym jako baza- serum, czyli Hollywood Glow marki AA by Magda Pieczonka. Swój słoiczek kupiłam na początku roku w drogerii Hebe, ale nie jestem w stanie powiedzieć Wam gdzie konkretnie, na której półce możecie tą bazę znaleźć, bo ja zgarnęłam ją prosto z pudełka, które stało na blacie stanowiska makijażowego ;) Baza kosztuje około 50 zł. Słoiczek nie jest już dodatkowo pakowany w żaden kartonik, ale jest zaklejony tasiemką. Opakowanie tego produktu jest naprawdę bardzo ładne i ciężkie, a przez to luksusowe. 

Na pewno wiecie, że bardzo lubiłam bazę pod makijaż Paese Hydro Base Under Makeup i ten produkt z AA jest do niej podobny. Naprawdę, bardzo mi przypomina bazę Paese. Ma również taką lekką żelową konsystencję i szybciutko się wchłania. Baza AA jest może odrobinkę rzadsza, potrzeba jej odrobinkę aby nałożyć na całą twarz. Po aplikacji na skórze pozostaje świetlista tafla z mikro drobinkami, które nie są jednak nachalne i nie dają bazarowego efektu. Nie musicie się obawiać, że będziecie wyglądać jakbyście obsypały się brokatem. Skóra jest mięciutka i przyjemna w dotyku, wygląda zdrowo i promiennie właśnie dzięki zawartym drobinkom. 

Moim zdaniem jest to produkt idealny dla cery suchej, normalnej, poszarzałej, dojrzałej, bez naturalnego blasku. 


Baza jest leciutka i po wchłonięciu pozostawia delikatny lepki film, który stwarza super podstawę do nałożenia podkładu. Nie można nie wspomnieć o tym, że każdy podkład na tej bazie zyskuje lekkości i bardziej naturalnego wykończenia. Jeśli chodzi o przedłużenie trwałości makijażu to nie zauważyłam niczego szczególnego - mój makijaż jest zawsze trwały. 


Osobiście w momencie kiedy nakładam tą bazę nie sięgam już wcześniej po żaden krem nawilżający. Ta baza spełnia moje oczekiwania i poza byciem po prostu świetną bazą, pielęgnuje w ciągu dnia moją skórę. 

Znając warsztat Magdy Pieczonki i oglądając jej prace, faktycznie można dostrzec w tym produkcie serce wizażystki. Tematy makijażu glow są jej bliskie i słynie ona z przepięknych rozświetlonych makijaży. Ten produkt idealnie odzwierciedla Pieczonkę i wcale nie dziwi mnie fakt, że podpisała się na opakowaniu swoim nazwiskiem.  


Super, że tego typu produkty pojawiają się w ofercie polskich marek. Jeszcze 3-4 lata temu można było pomarzyć o czymś takim lub płacić krocie ściągając produkty ze Stanów lub kupując w Sephorze. Jeśli lubicie lekkie, żelowe bazy i makijaże pełne blasku to ta baza na pewno się Wam spodoba. A jeśli do tej pory nie używałyście baz pod makijaż to wydaje mi się, że spośród rozświetlających baz to właśnie Hollywood Glow będzie najlepszym wyborem! 

Tydzień z Too Faced: najlepsza wygładzająca baza Primed & Peachy

19:25

Tydzień z Too Faced: najlepsza wygładzająca baza Primed & Peachy

Dzisiaj już po tytule wiecie, że będzie dobrze! Ale uwaga, bo produkt o którym Wam dzisiaj napiszę nie sprawdzi się na każdym typie cery!

Ja z bazą Primed & Peachy miałam okazję poznać się już pod koniec 2018 i wtedy miałam jej miniaturkę. Spodobała mi się na tyle, że postanowiłam kupić jej większe opakowanie. Ja mam wersję 20 ml, bo jest bardziej poręczna i po prostu zajmuje mniej miejsca, a przy ilości kosmetyków, które mam jest to dość istotne :))

Ze spraw technicznych to ta baza jest w tubce z pompką typu air less, co znaczy, że produkt wykorzystacie do samego końca. Ja bardzo lubię opakowania tego typu, bo nie muszę się potem męczyć z kombinowaniem jak wydobyć cały produkt.

Słuchajcie jest to typowa baza silikonowa, ma żelową konsystencję i re-we-la-cyj-nie wygładza skórę. Po prostu ją bluruje! Znikają wszelkie pory i nierówności. Po aplikacji podkładu naprawdę widać różnicę w wyglądzie skóry. 

Nie potrzeba nakładać tej bazy dużo, bo nadmiar może się potem rolować i efekt będzie odwrotny do zamierzonego.


Ta baza pachnie delikatnie brzoskwiniami, ale po chwili zapach ten się ulatnia. I teraz najważniejsze: ta baza nie sprawdzi się na każdym rodzaju cery! 

U mnie przy mojej suchej/normalnej cerze sprawdza się rewelacyjnie i ogólnie przy cerach normalnych działa super. Wygładza i matowi skórę, pięknie utrzymuje makijaż na długie, długie godziny. 
Nie polecam jej w przypadku cer tłustych, ponieważ ta baza lubi rozwalić podkład. Nie sprawdza się również za dobrze przy cerach dojrzałych. Z moich obserwacji mogę Wam powiedzieć, że wygląda wtedy dziwnie, makijaż lubi się ciastkować. Wygląda po prostu źle. I nie jest to kwestia kilku godzin noszenia. To dzieje się od razu po aplikacji.


Polecam tą bazę jako najlepszą pod słońcem osobom z bez problematyczną cerą - suchą, normalną. Na pewno będziecie z niej zadowolone ;) Jeśli natomiast macie cerę problematyczną, tłustą i mieszaną to raczej bym ją sobie odpuściła.
PRAWDZIWY HIT: Olejkowa baza pod podkład Pierre Rene Liquid Primer

12:07

PRAWDZIWY HIT: Olejkowa baza pod podkład Pierre Rene Liquid Primer

Dzisiaj będzie o jednym z tych produktów, które są dla mnie wyjątkowe i kiedy tylko się kończą ja mam już kolejne opakowanie w pudełku z zapasami. Napiszę dzisiaj trochę o bazie pod makijaż, która przyciąga do mnie wzrok innych kobiet i słyszę z ich ust komplementy jadąc autobusem. Także wiecie, tak między nami, dzisiaj będzie o naprawdę rewelacyjnym produkcie ;)

Ogólnie to należy zacząć od tego, że ja do tej olejkowej bazy byłam nastawiona bardzo sceptycznie. Dostałam ją w paczce na Meet Beauty i w sumie to nawet mnie zaciekawiła, ale nie byłam w stanie wyobrazić sobie jak na takiej bazie będą zachowywały się podkłady i cała reszta produktów. Po prostu wiecie, jakoś mi się to wszystko kupy nie trzymało.


Ale przyszedł taki dzień, że zaczęłam testy tego produktu. Z początku nie wiedziałam ile tego olejku nałożyć, więc zaczęłam od niewielkiej ilości i wtedy przepadłam całkowicie!

Po aplikacji tej bazy skóra jest bardzo przyjemna w dotyku i wygładzona. Świeci się też dość lekko jak na wysmarowanie jej olejkiem, ale prawdziwa magia tej bazy polega na tym, że zmiękcza podkład. W sumie nie wiem jak to opisać. Po prostu z nawet najcięższego podkładu wydobywa lekkość i sprawia, że wygląda on niesamowicie świetliście i naturalnie. Skóra wygląda fenomenalnie.

Kiedyś jadąc autobusem taka starsza kobietka wpatrywała się we mnie. Po prostu się na mnie gapiła. Nie lubię takich sytuacji, a siedziałam akurat na przeciwko. Z początku pomyślałam, że pewnie mi się tusz rozmazał albo zapomniałam o brwiach. To było bardzo dziwne, niekomfortowe uczucie. Aż tu nagle ona do mnie: ALE MA PANI PIĘKNY MAKIJAŻ, NO ŚLICZNY, TAKI NATURALNY. Szok. Podziękowałam oczywiście i zaczęłam zastanawiać się co ja mam takiego na twarzy, że obca kobieta zwróciła na mnie uwagę. No i właśnie zmieniło się jedynie to, że miałam pod podkładem tą bazę.

Kilka dni potem dziewczyny na uczelni zaczęły mi mówić, że jakoś tak inaczej mój makijaż wygląda, że skóra jakaś taka naturalnie podkreślona i w ogóle jakoś tak promiennie. I wtedy też miałam na skórze ten olejek.

Ogólni  bardzo dobrze współgra z wieloma podkładami, o każdej formule i wykończeniu. Te lżejsze zyskują dodatkową lekkość, mocniej kryjącym daje lekkość nie odbierając krycia i trwałości.

Ubolewam tylko nad opakowaniem, które nie jest wystarczająco szczelne. Pierwsze opakowanie tego olejku straciłam w 1/3 kiedy to zakręcona buteleczka wywróciła się w szufladzie i spędziła w takiej pozycji nockę... Baza wyciekła z opakowania.


Naprawdę aktualnie jest to mój must have w kolekcji. Wiem, że olejkową bazę ma w ofercie również Smashbox, ale jej nie miałam - cena jednak jest znacznie wyższa. Ciekawe czy działają tak samo i czy w ogóle podobnie. 

Ja z czystym sumieniem mogę Wam polecić Liquid Primer od Pierre Rene. Jeśli chcecie aby Wasz makijaż wyglądał bardzo naturalnie, świeżo i promiennie przez cały dzień to bardzo polecam. Szczególnie jeśli jesteście posiadaczkami skóry suchej i normalnej. Przy cerze mieszanej i tłustej baza może do końca nie zadziałać lub będzie wymagała mocniejszego utrwalenia pudrem.
NOWOŚĆ Wibo Unicorn Tears Face and Lip Primer | Recenzja

17:00

NOWOŚĆ Wibo Unicorn Tears Face and Lip Primer | Recenzja


Nawet nie wiecie jak dużo mam nowych kosmetyków, o których chcę Wam napisać! Przez tą przerwę związaną z brakiem aparatu narobiłam sobie sporo zaległości. Nie mam pojęcia kiedy się z tego odkopię, ale jedno jest pewne - będę miała o czym pisać ;)

Dzisiaj chcę zaprosić Was na recenzję jednej z nowości w asortymencie marki Wibo, czyli bazy Unicorn Tears. W przypadku tego produktu nie da się nie zauważyć "inspiracji" słynnymi olejkami Farsali, ale o swoim stosunku do takich procederów kiedyś już pisałam i nie chcę tego powielać (kto jest ciekawy niech zerknie na ten wpis). Tak czy inaczej propozycja marki Wibo jest jednak dziesięć razy tańsza i uważam, że należy temu produktowi dać szansę. 


Przyznam szczerze, że ja na samym początku nie byłam do tego produktu przekonana, ponieważ sponsorowane recenzje to były same ochy i achy - nie wnosiły jak dla mnie nic pożytecznego, co w jakikolwiek sposób przekonałoby mnie do zakupu tych kropelek. 

Jak już ten cały szum trochę ucichł i odszedł to dopiero wtedy zainteresowałam się tym produktem i postanowiłam, że może jednak warto byłoby go kupić. 

Unicorn Tears to nic innego jak olejek, który ma spełniać rolę odżywczego primera i serum, takie 2 w 1. Zamknięty jest w szklaną buteleczkę z pipetą, która w przypadku takiego olejkowego kosmetyku sprawdza się idealnie. Baza sama w sobie jest różowa, jednak po aplikacji na skórę jej kolor zupełnie znika.


To co zauważyłam to na pewno fakt, że jest to produkt bardzo wydajny. Naprawdę nie potrzeba go dużo, aby idealnie pokryć buzię. Po aplikacji zostawia lepką warstewkę, a to wpływa pozytywnie na trwałość makijażu, ponieważ nakładany podkład lepiej chwyta się właśnie takiej bazy. 

Używam jej od około dwóch tygodni i nie zauważyłam aby pogorszył się stan mojej cery, więc nie zapycha i nie podrażnia skóry. Bardzo przyjemnie mi się jej używa i z wielką chęcią rano nakładam ten olejek na skórę.

Świetnie działa również jako baza pod pomadki, szczególnie te matowe. Dobrze je nawilża i przygotowuje na nałożenie szminki. Z tą bazą możecie zapomnieć o suchych skórkach, które często są zmorą wielu kobiet. 

Nie stosuję go jako serum, ponieważ zupełnie sobie tego nie wyobrażam. Ja kupiłam ten kosmetyk właśnie z myślą o stosowaniu go jako bazę pod makijaż. Zresztą mam swoją sprawdzoną pielęgnację i nie potrzebuję jej zmieniać czy też udoskonalać. Nie będę zatem oceniała tego olejku pod tym kątem.

I jeżeli mam być szczera to muszę powiedzieć, że jest jedna rzecz, która mi w tym produkcie nie pasuje - zapach. Chemiczny, słodki, taki ulepek z jakąś nieokreśloną nutą w tle. Mi osobiście się nie podoba, ale na szczęście ulatnia się po aplikacji na skórę. Zdecydowanie wolę mniej chemiczne zapachy, a najlepiej byłoby gdyby był zupełnie bezwonny.


Podsumowując jest to naprawdę dobry, godny Waszej uwagi primer pod makijaż w przystępnej cenie i uroczym opakowaniu. Testowałam go z wieloma różnymi podkładami i z każdym świetnie współpracował. Dodaje skórze blasku i zmiękcza wykończenie nawet matującego podkładu. Polecam go szczególnie osobom ze skórą suchą bądź normalną. Spróbowałabym go jednak też przy cerze mieszanej i tłustej, bo niewykluczone, że się sprawdzi ;)

Dajcie mi znać czy macie Unicorn Tears ;) Jak u Was sprawdza się ten produkt? 



Sposoby na przedłużenie trwałości podkładu i jego poprawną aplikację

19:14

Sposoby na przedłużenie trwałości podkładu i jego poprawną aplikację

Ten wpis powstał właściwie przez Was, a może lepiej - dzięki Wam ;) To właśnie Wy zainspirowałyście mnie do napisania go. Często pytacie co zrobić żeby podkład się ładnie trzymał. Nie ścierał, nie ważył, nie rolował. Okazuje się, że macie z nim sporo kłopotów. I dzisiaj przychodzę z pomocą i postaram się rozwiązać związane z nim problemy. 

Chciałabym żeby ten wpis był dokładny i do końca wyczerpał temat, więc możecie sobie sobie kilka minut na jego dokładne przestudiowanie.


ROLA PODKŁADU
Czy wiecie w ogóle po co go używacie i jakie jest jego zadanie? Podkład powinien wyrównać koloryt skóry i zakryć drobne przebarwienia. Jego odcień trzeba dopasować do koloru szyi i dekoltu. Dobrze dobrany podkład nie jest mocno widoczny po aplikacji i ładnie wtapia się w skórę.

IM MNIEJ TYM LEPIEJ 
Uwierzcie mi, że to prawda. Jeśli macie coś do ukrycia to po prostu sięgnijcie po podkład mocno kryjący. Zacznijcie od nałożenia jego niewielkiej ilości i zobaczcie jak pięknie wszystko przykrywa. Jeśli z czymś podkład sobie nie radzi to można go miejscowo dołożyć i zbudować większe krycie. Warto sobie zapamiętać, że zawsze zbiera się w załamaniach i waży nadmiar produktu, więc jeśli nałożycie go zbyt dużo to może się to okazać kłopotliwe.

NIE POD OCZY
Tak, podkłady nie są przeznaczone do stosowania w okolicach oczu. Na ten obszar nakładamy lżejsze korektory, które nie przesuszą nam tej delikatnej skóry. Oczywiście jeśli pod okiem wyląduje podkład nawilżający to nic się nie stanie. Problem może pojawić się w momencie gdy nałożymy tam ciężki, zastygający produkt, który obciąży cieniutką skórę wokół oczu.


DOBRY PUDER
Aby podkład utrzymał się na skórze dłużej trzeba go poprawnie utrwalić. W tym celu należy sięgnąć po puder, najlepiej sypki i dobrze rozprowadzić go po skórze. Kobiety z suchą cerą mogą jedynie lekko omieść twarz pędzlem. Te z Was, które mają cerę tłustą, przetłuszczającą się powinny użyć puszka lub po prostu gąbki do aplikacji podkładu i dokładnie wpracować puder w skórę. Pamiętajcie aby ruchy puszka lub gąbki były punktowe, stemplujcie narzędziem po skórze. Nigdy nie przeciągajcie puszka po twarzy, bo ten nacisk spowoduje starcie lub przesunięcie wcześniej nałożonego podkładu.

CZYSTA SKÓRA
Przed przystąpieniem do makijażu trzeba odpowiednio przygotować na to skórę. Nie wystarczy przy porannej toalecie ochlapać buzi wodą i wytrzeć ręcznikiem. Skórę trzeba dokładnie umyć z resztek nocnego kremu i sebum, które wydzieliło się podczas snu. Dopiero wtedy możemy w ogóle mówić o jakimkolwiek makijażu. Na nieoczyszczonej skórze podkład może się nie trzymać tak dobrze jak powinien.


ODPOWIEDNIA BAZA
I nie mam tu na myśli tylko produktów o tej nazwie. Pamiętajcie, że baza pod makijaż to przede wszystkim odpowiednio wypielęgnowana skóra. Oczywiście jako bazy możecie użyć lekkiego kremu na dzień albo odpowiedniego kosmetyku. Warto wiedzieć, że pod podkłady zastygające nie powinno stosować się baz silikonowych, które tworzą na skórze powierzchnię uniemożliwiającą im poprawne zastygnięcie - podkład będzie się na takiej bazie ślizgał. Pod tego typu podkłady zalecam lekkie kremowe bazy, które wchłaniają się w skórę.

A SUCHE SKÓRKI?
Nic nie denerwuje się bardziej niż powiedzenie, że "ten podkład podkreśla mi suche skórki, jest beznadziejny"... Nie, nie i jeszcze raz nie! Jeśli masz suche skórki to jest to pewnego rodzaju defekt Twojej skóry, błąd w pielęgnacji, nieodpowiednie jej złuszczanie itd. Każdy podkład podkreśli suche skórki jeśli takie masz. Nie ma magicznego triku, który pozwoli podkładom na pominięcie skórek. Receptą na to jest oczywiście regularny peeling i nawilżanie ;)

Według mnie najlepszym narzędziem do nakładania podkładu są gąbeczki typu beauty blender. Jesteśmy w stanie osiągnąć nimi nieskazitelny efekt, nie nałożymy podkładu zbyt dużo. Czasami pędzle potrafią zostawiać smugi, a przy takich jajeczkach nic takiego nie występuje.

Mam nadzieję, że ten wpis się Wam przydał i trochę rozjaśnił temat podkładowy ;) Jeśli tak było to koniecznie dajcie mi o tym znać. A może macie swoje sposoby na trwalszy podkład? Czekam jak zwykle na Wasze komentarze :)
Blogowy grudzień: Bazy Lirene - No Pores & Be Glam + majmejkapowe życzenia świąteczne

07:00

Blogowy grudzień: Bazy Lirene - No Pores & Be Glam + majmejkapowe życzenia świąteczne

Jeśli śledzicie mnie na Instagramie to na pewno wiecie, że kupiłam sobie niedawno dwie bazy pod makijaż marki Lirene. Skusiłam się na nie, ponieważ bardzo chciałam je przetestować i w dodatku była spora obniżka.

Od momentu zakupu intensywnie je testuję i już co nieco mogę o nich powiedzieć, więc postanowiłam poświęcić im oddzielny post na blogu.


Obydwie tubki są pakowane w eleganckie kartonowe pudełeczko. W cenie regularnej kosztują 30zł. Na pewno można je kupić w Naturze i Rossmannie.


Obie bazy mają konsystencję lekkiego kremu. Nie są to bazy typowo silikonowe, takie żelowe. Skóra po ich użyciu nie jest taka śliska w dotyku jak po bazie silikonowej. Szybciutko się wchłaniają i już po chwili można aplikować podkład.


Z tego co zauważyłam to te bazy dogadują się ze wszystkimi podkładami, które mam. Nie mam problemów z ich nakładaniem. Nie rolują się i nie ważą. Skóra pozostaje wygładzona.


Bazy różnią się między sobą właściwościami. Be Glam to typowo rozświetlający produkt. Nadaje skórze blasku i sprawia, że się mieni. Muszę przyznać, że daje naprawdę ładny efekt - taki bardzo świeży.

Baza No Pores natomiast to baza matująca, która ma niwelować widoczność porów. Co do matowienia to wydaje mi się, że jest w porządku,a jeśli chodzi o pory no to tutaj niewiele mogę powiedzieć, ponieważ ten problem mnie nie dotyczy.


Ogólnie jeśli szukacie jakiejś fajnej drogeryjnej bazy to te polecam Wam jak najbardziej. Są lekkie, niewyczuwalne na skórze, a robią to co nich należy ;)

***

Korzystając z okazji pragnę złożyć życzenia z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Życzę Wam z całego majmejkapowego serduszka abyście ten magiczny czas spędziły w gronie bliskich na wspólnym kolędowaniu i rozmowach, aby dopisywało Wam zdrówko, a Wasze buzie były radosne i oczywiście aby pod choinką znalazło się to co sobie wymarzyłyście ;)
Ściskam gorąco Kama ;) ;*
Maybelline New Baby Skin Instant Pore Eraser - genialna, wygładzająca baza pod makijaż

14:23

Maybelline New Baby Skin Instant Pore Eraser - genialna, wygładzająca baza pod makijaż

Stosowanie bazy pod makijaż jest bardzo dobrym sposobem na idealne wygładzenie skóry. Taka baza wypełnia pory zmniejszając ich widoczność, przygotowuje skórę na nałożenie podkładu i przedłuża jego trwałość. Mówi się, że na bazie, podkładzie, korektorze oraz pudrze nie warto oszczędzać, bo to właśnie te cztery produkty są podstawą naszego makijażu.


Nikt jednak nie powiedział, że wśród tańszych produktów nie znajdziemy czegoś wyjątkowego. I dzisiaj właśnie chcę się podzielić z Wami takim produktem o którym zdanie mam  mocno wyrobione, bo przeszłam już przez 1,5 opakowania i jedno mam dodatkowo na zapasie.

Przedstawię Wam bazę marki Maybelline New Baby Skin Instant Pore Eraser. Baza w Polsce nie jest stacjonarnie dostępna, ale można ją kupić w sieci. W zależności od miejsca dostaniecie ją za kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych, także trzeba dobrze szukać.


To co mocno rzuca się w oczy to urocze opakowanie w kolorze mięty i baby blue z różowymi akcentami. Tubka ma pojemność 22ml. Jest miękka i poręczna.

Baza jest bezbarwna, ma konsystencję gęstszego żelu. Bardzo łatwo się rozprowadza na skórze, tworząc na skórze cieniutki film. Ta niewielka ilość bazy bardzo dobrze wygładza cerę. Skóra jest gładziutka.

Co ważne ten kosmetyk świetnie współgra z różnymi podkładami. Ja testowałam go z podkładami Bourjois, podkładem Inglot HD, Lumi od Lirene, L'Orealem True Match. Z każdym z nich ta baza działa tak samo dobrze.


Makijaż z użyciem tej bazy jest nieskazitelny przez długie, długie godziny. Serdecznie polecam ją wszystkim osobom z rozszerzonymi porami lub niezbyt równą strukturą skóry, ale też wszystkim, którzy przed wielkim wyjściem chcą osiągnąć efekt WOW.
Kreatywny makijaż i masa nowości w akcji: Catrice, My Secret, Wibo, Pierre Rene, Maybelline, Kobo

13:05

Kreatywny makijaż i masa nowości w akcji: Catrice, My Secret, Wibo, Pierre Rene, Maybelline, Kobo

W końcu znalazłam czas aby wykonać makijaż dla Was na bloga. Przyznaję - dałam się ponieść wyobraźni i dzisiejsza propozycja jest bardziej kreatywna niż zwykle. Bardzo rzadko wykonuję tego typu makijaże, ponieważ nie czuję się w nich mocna i ciągle mi w nich coś nie pasuje. Tym razem jednak jestem całkiem zadowolona z efektu i postanowiłam, że Wam go pokażę ;) 

Kolorystyka makijażu utrzymana w fioletach, mięcie i błękicie. Smaczku dodają czarne kontury i kropeczki. Przez to makijaż stał się bardziej graficzny.

W tym makijażu wykorzystałam masę nowości, więc wszelkie szczegóły dotyczące kosmetyków są na dole pod zdjęciami ;)












Czego użyłam do wykonania tego makijażu?:

TWARZ:
*podkład Pierre Rene Skin Balance nr 21
*kamuflaż w płynie Catrice nr 010
*puder fixujący My Secret
*rozświetlacz My Secret
*brązer MIYO

OCZY:
*cień w kremie CT Maybelline Creme de Nude
*paletka MUR Mermaid vs. Unicorn
*pigment Inglot Mamma Mia! nr 97
*pigment opalizujący Kobo Mint Cream i Violet Blush
*paletka Sleek Snapshots
*mascara Wibo  Panoramic Lashes
*eyeliner w pisaku Wibo Rock With Me
*rzęsy Wispies Ardell
*klej Lash Grip Ardell
*pisak do brwi Catrice 040
*żel do brwi Wibo

USTA:
*płynna matowa pomadka Kobo Passiflora Tea 405
*eyeliner w pisaku Rock With Me

Ulubieńcy marca

12:59

Ulubieńcy marca

Kolejny miesiąc za nami. Kalendarzowa wiosna już się rozpoczęła, dzionek coraz dłuższy, a człowiek od razu ma więcej energii do działania. Zapraszam Was dzisiaj na kosmetycznych ulubieńców miesiąca. Postaram się nie powtarzać rzeczy z poprzednich miesięcy, ale to nie znaczy, że już ich nie używam ;) Jeśli jesteście ciekawe moich marcowych odkryć to koniecznie przejrzyjcie ten wpis do końca.


W marcu na miano ulubieńca z pewnością zasłużyła paleta róży Makeup Revolution Sugar & Spice. Kupiłam ją na samym początku miesiąca i pokochałam tak samo jak inne dziewczyny. Śliczne kolory, mocny pigment i naturalne wykończenie na twarzy. Używam jej nie tylko na sobie, ale również w pracy - teraz powolutku rozkręca się sezon ślubny i przyznam, że ta paletka jest po prostu mistrzowska!


Kolejnym hitem tego miesiąca został puder sypki Maq Pro, którego używam już od dwóch miesięcy i naprawdę bardzo go lubię. Podoba mi się efekt jaki daje, ładnie utrwala podkład i korektor. Jest bardzo miałki, nie tworzy nieestetycznych plam i ładnie dopasowuje się do skóry.


Dni są coraz bardziej słoneczne, więc w moim makijażu nie może zabraknąć rozświetlacza ;) W marcu sięgałam praktycznie non stop po Mary Lou firmy The Balm. Kto go ma ten wie jak piękny jest efekt, który daje na skórze. Tafla - cudownie odbijająca światło tafla!


Jeśli chodzi o makijaż twarzy to szybciutko wspomnę jeszcze o bazie pod podkład Stay Matte Primer z Rimmela. Jest naprawdę bardzo dobrym produktem. Nie jest to typowa baza silikonowa, ma raczej konsystencję lekkiego kremu, bardzo szybko się wchłania i pozwala na lepsze utrzymywanie się podkładu. Polecam ją również cerom tłustym ;)


Następny produkt, który w mijającym miesiącu towarzyszył mi każdego dnia jest kredka do brwi Catrice 020 Date With Ash-ton. Dla mnie naprawdę genialna. Bardzo dobry chłodny odcień brązu, którym możemy stworzyć naturalny efekt na włoskach. W zestawie z kredką używałam utrwalającego żelu również z tej firmy.


Makijaż oczu - wśród wszystkich palet, które posiadam na prowadzenie wysunęła się z pewnością paletka Sleek Del Mar Volume 1 (teraz czekam na wersję 2 - kupię na pewno!). Sięgałam po nią bardzo często i w marcu to ona służyła mi do wykonania makijażu. Elementem błysku był zazwyczaj pyłek My Secret Star Dust w łososiowo-brzoskwiniowym odcieniu.


Ostatnim produktem, który dzisiaj Wam pokażę jest błyszczyk do ust firmy Bell. Jest to seria BB, a numerek, który noszę ze sobą w torebce to 06. Pokazywałam Wam ostatnio te błyszczyki w osobnej recenzji i w marcu spośród trzech, które posiadam najczęściej sięgałam właśnie po numer 06.


I tak prezentuje się moje zestawienie ulubionych kosmetyków z marca. Dajcie znać co sprawdziło się u Was i co ciekawego odkryłyście w tym miesiącu ;)
Good & cheap #1

11:53

Good & cheap #1

O tym, że chcę rozpocząć nową serię wpisów pisałam Wam w pierwszym tegorocznym poście. Dzisiaj przyszła na pierwszy post "Good & cheap", więc ten cykl postów oficjalnie uważam za otwarty. Zapraszam Was na porcję pięciu kosmetyków, które nie kosztują więcej niż 20 zł i moim zdaniem są godne uwagi ;)

1. Pigmenty Kobo - piękne, drobniutkie pyłki, ja mam akurat te w wersji perłowej, opalizującej. Bardzo lubię ich używać, dodają świeżości każdemu makijażowi. Są bardzo subtelne i nienachalne, ładnie komponują się z resztą makijażu. Możecie je kupić w Drogeriach Natura za 9,99zł.


2. Baza silikonowa Wibo - jeden z moich ulubieńców makijażowych. Aksamitna, lekko żelowa konsystencja. Baza bardzo ładnie wygładza buzię, przygotowuje ją na przyjęcie podkładu. Przedłuża również trwałość całego makijażu. Bazę kupicie w Rossmannie za około 15zł.


3. Zestaw do brwi Catrice - jeden z najbardziej popularnych zestawów do podkreślania brwi. Poręczna, czarna kasetka z dwoma cieniami w chłodnych, brudnych odcieniach brązu, które bardzo naturalnie wyglądają na włoskach. W zestawie jest również mini pęsetka i pędzelek ze spiralką. Jeśli jeszcze go nie macie, a szukacie czegoś do podkreślania swoich brwi to naprawdę polecam udać się do szafy Catrice. Zestaw kosztuje 17zł.


4. Błyszczyk Bell BB- bardzo dobry produkt. Dostępny w wielu wersjach kolorystycznych. Słodko pachnie, jest bardzo kremowy, nie lepki, genialnie wygląda na ustach. Lśni jak szalony! Jeden z moich ulubionych błyszczyków. Kupicie go w szafach Bell za około 10 zł.


5. Cienie Sensique Velvet Matte - pojawiły się w sprzedaży mniej więcej w połowie ubiegłego roku. Mają piękne kolory, są bardzo mocno napigmentowane i dzięki temu przyjemnie się z nimi pracuje. Oprócz szalonych, odważnych kolorów, firma zaoferowała nam też kilka neutralnych odcieni beżu i jasnej szarości. Za jeden cień płacimy 6,99zł, kupicie je w każdej drogerii Natura.


Jestem ciekawa Waszych typów jeśli chodzi o te tańsze kosmetyki. Podzielcie się, proszę, ze mną swoimi wyborami. Oczywiście koniecznie dajcie znać czy pomysł na taką serię wpisów przypadł Wam do gustu i co o niej sądzicie.

A na kolejny wpis z tej serii zapraszam za miesiąc :)
Copyright © majmejkap , Blogger