13 listopada 2020

Ulubieńcy października | Kwarantanna i koronawirus

Naprawdę cieszę się, że już minął październik i zostało już tylko niecałe dwa miesiące tego fatalnego roku. Nie ukrywam, że czuję się przytłoczona całą tą sytuacją, która ma aktualnie miejsce. A październik i początek listopada napełnił mnie smutkiem i masą obaw po sam korek. Stresujący był powrót na uczelnię, która nie do końca była bezpieczna i odpowiednio przygotowana na tłumy studentów. Po cichu liczyliśmy, że ktoś się zlituje i w końcu będą zajęcia zdalne. Kolejne nowe obostrzenia, wyrok TK, wiadomość, że osoba w kręgu znajomych mojej mamy zmarła na covid i na sam koniec jeszcze my trafiliśmy na kwarantannę. Mamy koronawirusa. No powiem Wam, że trochę to wszystko jest mało optymistyczne i w tym momencie ciężko jest coś planować i wybiegać w przyszłość. Pomijam fakt, że do połowy listopada miałam urlop i zupełnie inaczej go sobie wyobrażałam, ale mniejsza o to. Jestem zamknięta w domu praktycznie do końca miesiąca.

Staram się wyrwać z tej smutnej spirali jak tylko mogę, wykorzystuję jesień na czytanie książek, naukę i pisanie pracy magisterskiej. Robię rzeczy, dzięki którym się rozwijam, a oprócz tego pracuję jeszcze nad całkiem ciekawym projektem ;)

A dzisiaj w ramach odskoczni zapraszam Was na ulubieńców poprzedniego miesiąca. Tym razem poza kosmetykami do makijażu mam też kilka smaczków pielęgnacyjnych, więc jeśli jesteście ciekawe co tam u mnie kosmetycznie słychać to zapraszam do dalszej części tego wpisu ;)

Zacznę sobie od kosmetyków pielęgnacyjnych, a potem przejdziemy do makijażu. 

Pierwszym moim ulubieńcem jest serum rewitalizujące marki Miya, które zamówiłam podczas ostatniej promocji na ich stronie. Wybrałam wersję mniejszą, czyli ten słoiczek o pojemności 15 ml. Nie miałam wcześniej produktu, który w słoiczku byłby gęsty, a po aplikacji na skórę zamieniał się w olejek. Używam tego serum pod oczy i na policzki oraz w okolicy ust. Genialnie odżywia skórę. Rano po przebudzeniu jest mięciutka i gładka, gotowa na makijaż.

Produktem extra w mojej pielęgnacji jest też kwas hialuronowy 3%, mój akurat pochodzi z marki Hello Beauty. Używam go codziennie wieczorem, dodając niewielką ilość do mojego kremu i muszę przyznać, że naprawdę widzę różnicę. Ciężko jest mi to opisać, ale moja skóra jest jakby gęstsza, pełna i mocno nawilżona. Naprawdę, aktualnie jestem mega zadowolona ze stanu swojej cery. Uważam, że kwas hialuronowy jest składnikiem must have w codziennej pielęgnacji skóry! Ogromnie polecam Wam się nim zainteresować. 


Przechodząc do makijażu muszę oczywiście napisać o nowym podkładzie Wet'n'Wild, o którym pisałam Wam w październiku. Jestem nim absolutnie zachwycona i jak najbardziej zasługuje on na miano ulubieńca. Wszystko co chciałybyście o nim wiedzieć znajdziecie w tym wpisie. Żeby już się tak nie powtarzać to napiszę tylko, że jest to całkiem dobrze kryjący podkład, o pięknym, świetlistym wykończeniu, który nosi się po prostu idealnie. Marzenie dla cery suchej i normalnej.

Kolejnym moim ulubieńcem jest sypki puder Air Spun, którego recenzja w końcu pojawiła się na blogu, właśnie w październiku. Będę to stale podkreślać, że jest to najlepszy puder i to nie tylko jeśli chodzi o średnią półkę cenową, ale w ogóle. Dla mnie plasuje się on odrobinkę wyżej niż Laura Mercier i biorę to na klatę :D Idealnie utrwala i wygładza skórę, dla mnie to taki fotoshop w pudrze. U mnie to stały bywalec w toaletce.

Jeśli mnie znacie to na pewno wiecie, że uwielbiam mieszać ze sobą kosmetyki. Po co nakładać jeden brązer skoro można użyć dwóch lub nawet trzech różnych i osiągnąć rewelacyjny efekt na skórze? No właśnie ;) I ja w październiku mieszałam dwa różne! Najpierw sięgałam po brązer Tropikal Kiss od My Secret żeby ładnie wymodelować buzię, a potem dodawałam odrobinę ciepełka w postaci Butter Bronzera od Physicans Formula. Ten duet, a właściwie to trio, bo w My Secret mamy dwa odcienie, wygląda na skórze przepięknie. Oba kosmetyki są u mnie naprawdę mocno eksploatowane i widać to po zużyciu, bo w Butter Bronzerze mam już denko, a Tropical Kiss z okrąglutkiego wypiekanego pudru stał się już zupełnie płaski.

Mam jeszcze dwa produkty do oczu. Po pierwsze rewelacyjny eyeliner w pisaku od Eveline, który zastąpił mi mojego ulubieńca od Wibo we współpracy z Katosu. Ten z Eveline jest tak samo dobry i przesiadka z tamtego na ten nie zrobiła mi żadnej różnicy. Kreseczki malują się same, są ostre jak brzytwa i idealnie czarne. Bardzo Wam go polecam, chociaż wydaje mi się, że jestem ostatnią osobą, która go testuje :P

Drugim ulubieńcem jest tusz do rzęs L'Oreal Volume Million Lashes. Uwielbiam ostatnio ten kosmetyk, bo robi z rzęs firanki. To, że są teraz takie długie to w głównej mierze zasługa odżywki, której używam, ale to dopiero dobry tusz wyciąga z nich 100%, a w tym przypadku to nawet i 200%. Ogólnie jestem ogromną fanką mascar tej marki i uważam, że jest wiele propozycji godnych uwagi. Kto pamięta jak uwielbiałam tusz VML So Couture? :D 

I to już wszystko jeśli chodzi o ulubieńców. Napiszcie mi koniecznie co sprawdziło się u Was i proszę powiedzcie, że nie tylko ja mam dość roku 2020... Ciekawe czym jeszcze zaskoczy  Nie, cofam to, nie jestem ciekawa...

4 komentarze:

  1. Serum użyłam kilka razy jak dotad, i się zakochalam. Tak samo lubie bronzer My Secret-kupiony z Twojego polecenia :) teraz kusi mnie ten drugi bronzer, i puder :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja rowniez polubilam nbardzo ten eliksir od Miya, piekni ulubiency :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam nic z Twoich ulubieńców.

    OdpowiedzUsuń

Szczerze dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. Jeśli mój blog Ci się podoba - dołącz do grona moich obserwatorów i bądź ze mną na bieżąco :) I proszę nie zostawiaj linków do swojego bloga, bo to nie miejsce na reklamę. Odwiedzam blogi swoich komentujących i chętnie zostanę obserwatorem jeśli znajdę na nim interesujące treści ;)

Copyright © majmejkap , Blogger