Podkład Physicians Formula The Healthy Foundation | Recenzja + jak wygląda na skórze?

Podkład Physicians Formula The Healthy Foundation | Recenzja + jak wygląda na skórze?

Wiem, że czekacie na moją recenzję podkładu Physicians Formula The Healthy Foundation. Chciałam się z nią odrobinę wstrzymać żeby móc przetestować go naprawdę dobrze w różnych warunkach. Używałam go codziennie od momentu zakupu i dzisiaj już mogę co nieco Wam o nim napisać.

Zacznijmy od takich podstawowych kwestii. Ten podkład kupicie w Hebe płacąc za niego (w cenie regularnej) 59,99 zł. Do wyboru jest kilka odcieni, ja wybrałam drugi w kolejności, czyli MW2. Podkład ma naprawdę porządne szklane opakowanie. Jest ono bardzo duże i ciężkie. Zamiast pompki mamy tutaj ogromny aplikator, który najczęściej spotykamy przy korektorach i błyszczykach. Ja osobiście wolę pompkę, bo taka aplikacja jest znacznie bardziej higieniczna.


Co do zapachu to pachnie on identycznie, naprawdę IDENTYCZNIE jak podkład Wet'n'Wild Photofocus. Mocno mnie to zaskoczyło, ponieważ formuła tych dwóch podkładów jest totalnie różna.

Odcień MW2 jest dość ciemny, typowy kolor na lato, ale czuję się odrobinę zawiedziona, ponieważ podkład ciemnieje w momencie aplikacji. Dla mnie nie stanowi to problemu, ponieważ mogę go sobie dowolnie rozjaśniać białym mixerem, ale uważam, że trzeba o tym wspomnieć. Oczywiste jest, że nie każda z Was musi posiadać taki mixer i kupując podkład w danym odcieniu nie powinien on oksydować. Dlatego polecam kupować ten podkład w odcieniu o jeden ton jaśniejszy niż Wasza cera.

To co absolutnie mnie zachwyca przy tym podkładzie to jego naturalny wygląd na skórze. Po aplikacji gąbką skóra błyszczy się zdrowym blaskiem, podkład nie odcina się jako kolejna warstwa na twarzy, ale pięknie się z nią scala. Koloryt jest super wyrównany, drobne przebarwienia i żyłki są bardzo dobrze ukryte. Spotkałam się z tym, że ten podkład jest porównywany z Boujois Healthy Mix, ale moim zdaniem PF ma znacznie lepsze krycie. Jest również lekki i bardzo plastyczny w pracy - absolutnie nie zastyga i w moim odczuciu należy utrwalić go pudrem.


The Healthy Foundation stosowałam solo, ale też na kilku bazach pod makijaż: AA Wings of color Matte Filler, AA Hydrobase, Becca First Light Priming Filter, Lovely Pineapple. Z każdą z nich idealnie się łączył, baza Becca dodała mu jeszcze więcej świetlistości, Matte Filler pomogła dłużej utrzymać mat na twarzy, chociaż podkład sam w sobie jest rozświetlający. 

Nie ma również problemu z łączeniem się tego podkładu z korektorem pod oczami. Wszystko ładnie się ze sobą blenduje, nie ma chamskich odcięć na linii łączenia tych dwóch produktów. 

Podkład nie ściera się z twarzy w ciągu dnia, nie znika, nie robi plam. Jedyne co się zmienia to staje się bardziej błyszczący, ale nie myślcie, że twarz wygląda wtedy jak oblana tłustym rosołem ;) To wciąż jest taki świeży blask zdrowej skóry. Jeśli chcecie można wtedy odcisnąć nadmiar sebum w chusteczkę i makijaż znowu staje się bardziej matowy. Ponowne przypudrowanie twarzy powoduje, że makijaż wygląda tak jak bezpośrednio po aplikacji i utrwaleniu pudrem. Bardzo miło mnie ten podkład zaskoczył i jestem pod ogromnym wrażeniem jego plastyczności.


Jeśli chodzi o cerę dojrzałą to tutaj mogę również wymienić same plusy. Razem ze mną testowała go moja mama. Ona również była zachwycona tym kosmetykiem, do tego stopnia, że kupiła sobie własną buteleczkę (zdradziła go z podkładem Bourjois 123 Perfect i Clarins Extra Firming) ;) Stwierdziła, że jest lekki, nie podkreśla zmarszczek i nie wygląda sucho. Była w szoku jak ładnie prezentuje się na twarzy.


Podsumowując dla mnie jest to naprawdę rewelacyjny podkład. Śmiało mogę powiedzieć, że może się mierzyć z wysokopółkowymi podkładami i niejeden przewyższa jakością. Jeżeli zależy Wam na podkładzie lekkim, o średnim kryciu, mega naturalnym wykończeniu i rewelacyjnej trwałości to gorąco polecam się za nim rozejrzeć. Odważę się nawet stwierdzić, że jest to kosmetyk, który musicie mieć!!

Paleta Kobo MIDNIGHT WONDERS by Daniel Sobieśniewski

Paleta Kobo MIDNIGHT WONDERS by Daniel Sobieśniewski

Naprawdę długo nie kupowałam żadnej gotowej paletki z cieniami. Na rynku pojawiła się masa nowości, a mnie jakoś nic nie skusiło na tyle aby kupić kolejną paletę. Jednak sytuacja zmieniła się ostatnio diametralnie i w końcu zdecydowałam się na nowość marki Kobo, czyli paletę Midnight Wonders. Paletę? Paletkę, ponieważ jest ona całkiem malutka, kompaktowa i bardzo poręczna.


Paletka to edycja limitowana stworzona we współpracy z Danielem Sobieśniewskim. Zawiera 10 cieni o wykończeniu matowym, metalicznym i drobinkowym. Patrząc na nią mam w głowie masę pomysłów na makijaże, chociaż na pewno nie jest to paletka samowystarczalna i trzeba to zaznaczyć. Na pewno jest to coś co wzbogaci Waszą kolekcję i dopełni palety nude. 


Z zapowiedzi wiem, że w tej palecie mamy do czynienia z nową formułą cieni Kobo. I faktycznie, to nie są te same suche, kredowe cienie co kiedyś. Te są jak masełko i to bez znaczenia czy dotykamy matu czy metalicznego cienia. Pigmentacja jest na najwyższym poziomie. Kolory cieni są bardzo żywe i intensywne. Podoba mi się dodatek dwóch cieni drobinkowych, które są unikatowe i nie często spotyka się je w paletkach. To coś, co aspiruje do bycia turbopigmentami, ale nie można ich ze sobą zestawić 1:1.


Oprócz tych drobinkowych cieni urzekła mnie ta pomarańczowa żółć, fiolet, fuksja i matowa zieleń.
W moim odczuciu połączenie kolorów jest nieoczywiste i piękne. Na pewno bardzo inspirujące.


Samo opakowanie paletki jest kartonowe i bardzo lekkie. W środku jest lusterko, a całe wnętrze palety wyłożone jest holograficznym papierem/folią. Całość bardzo mi się podoba i sprawia, że miło się na nią patrzy. Nie mogę się doczekać aż zanurzę w niej pędzle :)



Ogólnie polecam zainteresować się tą paletą. Koniecznie dajcie znać jak podoba się Wam i co sądzicie o jej kolorach. Macie ją? A może dopiero chcecie ją kupić? Czekam na Wasze komentarze ;) :)
Haul zakupowy Rossmann i Hebe | Bell, Hean, Physicians Formula, Wibo i inne

Haul zakupowy Rossmann i Hebe | Bell, Hean, Physicians Formula, Wibo i inne

Wczoraj na Facebooku informowałam Was, że wybieram się na shopping i będę szukać czegoś ciekawego w drogeriach. Napisałam też, że jak uda mi się kupić więcej rzeczy to zrobimy z tego haul na blogu. No to jest! ;) Faktycznie kupiłam sporo, z tych wszystkich produktów można zrobić niemal kompletny makijaż. Dzisiaj chcę pokazać Wam co nowego mam, a ja od jutra przystępuję do intensywnego testowania tych produktów, tak żebym mogła je później zrecenzować.


Zastanawiam się od czego zacząć i myślę, że na początek pokażę Wam podkłady. Kupiłam dwa totalnie różne od siebie ;) Po pierwsze BELL HYPOALLERGENIC FULL COVER FOUNDATION w odcieniu 03 Vanilla, którego opakowanie mega przypomina mi korektor MUFE Full Cover. To co rzuciło mi się w oczy to bardzo ładne i jasne kolory tego podkładu. Naprawdę, odcień 01 jest prawie biały! Vanilla jest też jasna i widocznie żółta. Jestem bardzo ciekawa tego krycia i trwałości, bo przy tego typu podkładach powinna być ona świetna. 


Drugi podkład chodził mi po głowie od naprawdę długiego czasu i w końcu się na niego skusiłam. PHYSICIANS FORMULA THE HELTHY FOUNDATION to właśnie produkt, o którym mówię. Wybrałam dla siebie dość ciemny, opalony odcień MW2. Słyszałam opinie, że ten podkład jest fajniejszy niż Bourjois Healthy Mix. To co zasługuje na uwagę to niesamowicie ciężkie, szklane opakowanie i aplikator jak w przypadku korektora tylko w rozmiarze XXL ;) 


Kupiłam też nowy korektor EVELINE MAGICAL PRFECTION CONCEALER. Wybrałam odcień 01 Light, który jest nieco różowy, ale myślę, że bez problemu ogram ten kolor. Lubię testować nowe korektory, więc dobrze, że go kupiłam.Skusiło mnie opakowanie w formie tubki oraz duża pojemność, bo to aż 15 ml.

Będąc przy kremowych produktach muszę wspomnieć o gąbeczkach LOVELY MINI DELICIOUS BLENDER BANANA. Znam je bardzo dobrze i kupiłam jedno opakowanie na zapas. Bardzo mięciutkie i idealne do nakładania korektora czy podkładu na małym obszarze lub w trudno dostępnych miejscach. 


Udało mi się znaleźć także puder dedykowany pod oczy (wiem, że Maxineczka mówiła o nim w swoim filmie, kupiłam go zanim obejrzałam film). Chodzi mi o HEAN LIGHTENING SECRET EYE POWDER. Jestem ogromnie ciekawa jak będzie się spisywał w swojej roli, ale przyznam, że nawet go jeszcze nie otworzyłam, więc totalnie nie wiem jaką ma konsystencję ;) Tak czy inaczej cieszę się, że polska marka stworzyła taki produkt :)

Drugi puder, o którym słyszałam wiele dobrego, a miał już nie być dostępny, bo to edycja limitowana to WIBO #WIBOMOOD TRANSPARENT BAKING POWDER. Jak narazie mogę jedynie stwierdzić, że ma mega przemyślane opakowanie, bo nic nie będzie się brudziło dookoła. Sitko jest zabezpieczone plastikową wkładką. Samo opakowanie też jest bardzo ładne i przyciąga uwagę. Z przyjemnością będę po niego sięgać - o ile w ogóle się sprawdzi.


Udało mi się również znaleźć brązer w ładnym, jasnym odcieniu i o ile się on sprawdzi to będzie godny uwagi, ponieważ jego kolor jest naprawdę boski. BELL HYPOALLERGENIC FRESH BRONZE POWDER w odcieniu 01 po zeswatchowaniu prezentuje się obiecująco. Ja mam sporo brązerów i wiem czego można od nich oczekiwać, ten będę testować, ale zapowiada się bardzo dobrze.

Mam również dwa nowe rozświetlacze. Oba w odcieniu Champagne, jednak pod względem koloru różnią się totalnie. EVELINE GLOW ANG GO STROBE HIGHLIGHTER to rozświetlacz wypiekany o dość chłodnym zabarwieniu - dla mnie na pewno nie jest on szampański. Kojarzy mi się odrobinę ze Sparkling Beige z My Secret. Daje ładny efekt na skórze i myślę, że sprawdzi  się u jasnych karnacji raczej tych chłodniejszych. 

HEAN LUMI HIGHLIGHTER to klasyczny prasowany rozświetlacz w maleńkim opakowanku, który faktycznie jest szampański może nawet z delikatną nutką brzoskwini. Jest bardzo przyjemny w dotyku i daje elegancki blask.


Z racji, że ostatnio bardzo lubię się z różami do policzków to w oko wpadł mi CATRICE BLUSH BOX w odcieniu 040 Berry. Jest piękny, różowo-brzoskwiniowy - ja takie róże uwielbiam i najczęściej po nie sięgam. Pigmentacja jest dość mocna, więc przy aplikacji trzeba będzie uważać żeby nie przesadzić.


Moja obecna mascara się już kończy, więc pora na nowy tusz i skorzystałam z promocji -40% kupując tusz EVELINE EXTENTION VOULME. Już go kiedyś używałam, bardzo go lubię. Ma nie za dużą szczoteczkę i daje spektakularny efekt na rzęsach. A, że kosztował niecałe 8 zł to dodatkowo przemówiło na jego korzyść ;))

I na koniec dwie pomadki do ust. Skusiłam się na BOURJOIS VELVET THE PENCIL w pięknym odcieniu 04 Amou-rose. Wydaje mi się, że to nowość tej marki, ale takie kredki już bardzo dobrze znamy chociażby od marki Golden Rose. Odcień tej pomadki jest bardzo ładny i bardziej różowy niż widać to na zdjęciu. Idealna pomadka do poprawek w ciągu dnia.

Druga pomadka to WIBO #WIBOMOOD SPICY LIPS MATTE EDITION w odcieniu 04. Kupiłam ją razem z pudrem, wcześniej miałam już jedną pomadkę z tej kolekcji i bardzo często jej używam. Wzięłam również tą z myślą o codziennych makijażach. Mam ochotę kupić również pozostałe kolory, ale nie mogę trafić na nieotwarty egzemplarz... Pozostawię to bez komentarza ;))


Chciałabym Wam jeszcze pokazać swatche części produktów:




I to już wszystko jeśli chodzi o ten haul. Dajcie znać co wpadło Wam w oko i na recenzję, którego produktu czekacie najbardziej ;) Udanego popołudnia :D
Rozpoczęłam kurację retinoidami | Pierwsze wrażenia, obecna pielęgnacja + leki, których używam

Rozpoczęłam kurację retinoidami | Pierwsze wrażenia, obecna pielęgnacja + leki, których używam

Pierwszy dzień lipca był dniem mojej wizyty u dermatologa. Zabierałam się do tego od dłuższego czasu, ale ciągle miałam coś na głowie i dermatolog schodził na dalszy plan. W końcu jednak dopięłam swego i udałam się do pani doktor poleconą przez koleżankę, której cera przeszła ogromną metamorfozę właśnie pod kontrolą tego lekarza. 

Wizyta była prywatna, ale naprawdę nie żałuję wydanych pieniędzy, ponieważ uzyskałam masę informacji na temat mojej skóry, została mi dokładnie rozpisana poranna i wieczorna pielęgnacja oraz zaproponowana kuracja retinoidami w celu pozbycia się drobnych wyprysków i podskórnych krostek, z którymi mam problem od dłuższego czasu. Dodatkowo wskazane preparaty mają pomóc mi w wyrównaniu kolorytu cery. 

Pierwsza wizyta kosztowała mnie 120 zł, w aptece wydałam około 150 zł na leki i potrzebne kosmetyki do pielęgnacji. Po pierwszym tygodniu kuracji widzę poprawę jeśli chodzi o wyrównanie kolorytu skóry, nie jest czerwona na policzkach. Sądzę więc, że warto było uszczuplić delikatnie swój portfel ;))


Poranną pielęgnację rozpoczynam od umycia buzi żelem Iwostin Purritin Rehydrin, który przeznaczony jest dla skóry wysuszonej kuracją dermatologiczną, robię to przy pomocy mojej szczoteczki do mycia z Aliexpress. Następnie osuszam twarz delikatnie ręcznikiem, a następnie aplikuję balsam Cetaphil MD Dermoprotektor do twarzy i ciała.


Zwykle swój makijaż wykonuję po śniadaniu, więc w tym czasie krem ma możliwość porządnego wchłonięcia. Kiedy zjem i bardziej się ogarnę to sięgam po krem z filtrem Dermedic 50+ Sunbrella. 
Chwilę czekam, aż się wchłonie i potem wykonuję standardowy makijaż. Bałam się, że na filtrze makijaż będzie nietrwały i będzie zjeżdżał z twarzy w ciągu dnia. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, bo nic takiego się nie dzieje - nie zauważyłam żadnego wpływu na mój makijaż. Poza średnio przyjemnym zapachem, który czuję jeszcze chwilę po aplikacji. Poza tym działa, skóra jest bardziej blada niż dekolt czy ramiona ;)


Wieczorem kiedy przychodzi pora na demakijaż zaczynam od zmycia makijażu różowym płynem micelarnym Garnier, którego używam od kilku dobrych lat i jest on moim ulubieńcem. Następnie myję dwukrotnie buzię żelem z Iwostinu przy pomocy szczoteczki. Osuszam buzię ręcznikiem. Po dokładnym oczyszczeniu odczekuję 20 minut.


Po tym czasie nakładam na skórę jeden z dwóch leków, które zostały mi przepisane. Na zmianę stosuję Zineryt i Aknemycin Plus. Jeśli ciekawi Was jak działają te preparaty to wpiszcie sobie w wyszukiwarkę ich nazwy i poczytajcie. Ludzie sporo piszą na ich temat ;) Ostatnim krokiem jest nałożenie odżywki na rzęsy. U mnie jest to standardowo 4 Long Lashes ;)


To co dodatkowo wprowadziłam w życie to picie dużej ilości wody w ciągu dnia oraz zmiana poszewki na poduszkę dwa razy w tygodniu, aby zawsze była świeża i nie gromadziły się na niej bakterie i resztki używanych przeze mnie produktów.

I tak to obecnie u mnie wygląda. Po skończeniu kuracji na pewno zrobię aktualizację stanu mojej skóry, ale po pierwszym tygodniu jak najbardziej jestem pozytywnie nastawiona do całego tego procesu. 
Nowości i zbliżające się premiery makijażowe | L'oreal, Rimmel, Nabla, Glamshop, Max Factor, Revlon

Nowości i zbliżające się premiery makijażowe | L'oreal, Rimmel, Nabla, Glamshop, Max Factor, Revlon

Lubicie kosmetyczne nowości, a informacje o premierach nowych produktów i kolekcji sprawiają, że Wasze serce bije szybciej? No to mam coś specjalnie dla Was. Postanowiłam cyklicznie przygotowywać na blogu wpis o zbliżających się premierach i nowościach kosmetycznych. Dzisiaj  czas na pierwszy, liczę na to, że się Wam spodoba ;) 

1. Revlon seria Candid - będzie dostępny podkład, puder i korektor. Te produkty wyglądają naprawdę ciekawie. Podoba mi się opakowanie podkładu, ponieważ będzie bardzo lekkie i praktyczne w podróży. Puder sypki już wylądował na mojej liście życzeń, bo ja sypańce uwielbiam i jestem ciekawa jak sprawdzi się właśnie ten. W sprzedaży od sierpnia.

2. Maybelline Tattoo Brow Waterproof gel - jedna z drogeryjnych nowości do brwi. Co prawda mam swój ulubiony żel do brwi, ale ten wydaje się być ciekawą pozycją. Ciekawe jaka będzie jego cena i co z kolorami.

3. Max Factor Miracle Prep - co prawda z tą marką nie jest mi zbytnio po drodze, ale ta baza przykuła moją uwagę. Producent wykorzystuje tutaj bardzo modne ostatnio ochronę przed zanieczyszczeniami i światłem niebieskim. Baza ma też dość wysoki filtr.

4. L'oreal Infaillible Magic Essence Drops - z tego co widzę ma być to baza rozjaśniająca, ale wydaje mi się, że może też nawilżać skórę. Bardzo fajna forma produktu z pipetą. Podoba mi się też bardzo design opakowania. Cena jak to L'oreal ma w zwyczaju będzie na pewno wysoka, ale w trakcie promocji myślę, że będzie warto skusić się na tą bazę.

5. Rimmel seria Brow Pro Micro - czekałam na jakieś ciekawe produkty do brwi. Kiedyś miałam świetny żel z Rimmela właśnie, ale potem go wycofali. W tej serii mają być dostępne cieniutkie kredki ze szczoteczką z drugiej strony i pisaki do brwi. No powiem Wam, że będę tych produktów wypatrywać z utęsknieniem, bo mogą to być naprawdę super pozycje ;))

6. Glamshop Krem brokatowy - coś czego nigdy wcześniej (w takiej jakości) nie widziałam na oczy! Jak zobaczyłam swatche u Hani na Instastory to oniemiałam. Żel napakowany masą różnej wielkości błyszczących drobin. Ten krem wydaje się być cudowny do artystycznych makijaży i jestem pewna, że go kupię. Podglądajcie Hanię na Instagramie, bo pokazuje tam naprawdę sporo smaczków. Ten produkt możecie już kupić za cenę 35 zł.

7. Nabla Cutie Palette - w ogóle cała nowa letnia kolekcja wygląda obiecująco. Paletki najbardziej chwyciły mnie za serce. Na uwagę zasługuje nowa formuła cieni. W paletkach pojawiają się między innymi lateskowe maty. Mimo, że w palecie jest tylko 6 to paletka kosztuje 105 zł.

8. Pupa puder Prime Me - kolejny sypki puder do przetestowania. Jego pojemność będzie malutka, bo tylko 4,5 g, a to mówi mi, że to może być świetny puder pod oczy. Opakowanie jest zgrabne i pewnie nie za duże, więc znowu super opcja na podróż.

9. Urban Decay Heavy Metal Glitter Eyeliner - nowość i nienowość, bo sam produkt był już wcześniej w ofercie marki jednak ostatnio pojawiły się nowe kolory tych eyelinerów. Przepiękna miedź i zieleń to tylko niektóre odcienie z poszerzonej gamy. U mnie te eyelinery sprawdzają się świetnie i pewnie jak wskoczy jakaś promka w Sephorze to  skuszę się na kolejny kolor ;)

10. Lancome CHIARA FERRAGNI x MADEMOISELLE SHINE - czy Wy widzicie to piękne opakowanie? Naprawdę niezłe cacko ;) Co do samych pomadek pozwolę sobie zacytować opis ze strony Sephory: Lśnij, przyciągaj blaskiem, miksuj barwy, nie bój się emanować sobą - to główne idee, które przyświecają kolekcji limitowanej stworzonej we współpracy z włoską influencerką Chiarą Ferragni, która za pośrednictwem ubrań i kosmetyków pokazuje kobietom jak uwolnić się spod monotonnych dogmatów modowych. Pomadka Mademoiselle Shine jest jednym z tych elementów pewnej całości, która ostatecznie wpływa na piękno świadomej siebie kobiety. Ja jestem na TAK!! Pomadka kosztuje 155 zł.

11. MakeUp Eraser wielorazowe płatki do demakijażu - świetna, ekologiczna alternatywna dla tony zużywanych przez nas płatków kosmetycznych. Te wielorazowe przykuwają wzrok, bo mają uroczą formę plasterków grejfruta. Dla wszystkich miłośników środowiska i prawdziwych gadżeciarzy ;)

12. Urban Decay Heavy Metal Glitter Gel - brokat do twarzy i ciała, czyli (chyba) coś w rodzaju kremu brokatowego z Glamshopu. No wygląda to ciekawie i dodatkowy plus za wiele kolorów. Są już dostępne i kupicie je za 99 zł.

13. Paese Wonder Glow Liquid Highlighter - po ogromnym sukcesie rozświetlacza prasowanego firma postanowiła wypuścić wersję płynną. Dostępne są trzy odcienie i ja skuszę się na odcień Body, bo zakochałam się oglądając swatche w sieci. Teraz w sezonie ślubnym takie płynne rozświetlacze są na wagę złota. Wiele kobiet chce dodatkowo rozświetlić dekolt i ramiona. Jeżeli szukacie czegoś WOW w tej kategorii to polecam się przyjrzeć właśnie rozświetlaczom płynnym Paese ;)

I na dzisiaj to wszystko :) Te produkty wpadły mi ostatnio w oko. Dajcie znać na co Wy zwróciłyście uwagę ;) A może macie już coś z tych produktów? Czekam na Wasze komentarze ;)
Letnie przydymienie | Nabla, Glamshop, Bielenda, Bell, The Balm

Letnie przydymienie | Nabla, Glamshop, Bielenda, Bell, The Balm

Cześć, dzień dobry, witam ;) Intensywny studencki czas się skończył, obroniłam licencjat i w końcu mogę skupić się na przyjemnych rzeczach :) Chcę tutaj publikować więcej treści niż przez ostatnie kilka miesięcy! :D

Lipiec rozpocznę na blogu przydymionym ciepłym makijażem. Moim zamiarem było utrzymanie go w naturalnej tonacji, całość podkręca jedynie matowy fiolet na dolnej powiece, który podbija kolor moich oczu. Nieskromnie powiem, że bardzo podoba mi się efekt końcowy. Brwi są nieco ciemniejsze niż zwykle, bo świeżo po hennie ;)

Zdjęcia starałam się zrobić tak, aby z bliska było widać to, jak prezentuje się skóra i całe cieniowanie. 

Oczywiście kosmetyki, których użyłam wypisałam na dole pod zdjęciami :)







Użyte produkty:
TWARZ
- krem CC Bourjois 123 Perfect numer 31
- korektor Miss Sporty Perfect to Last 24H numer 001
- puder Air Spun Translucent Extra Coverage
- brązer Bell Mix&Fix numer 001 Chocolate Cream
- rozświetlacz The Balm Mary Lou
- mgiełka Bielenda Magic Water odcień Gold
OCZY
- kredka do brwi Wibo Feather Brow Creator odcień Soft Brown
- żel do brwi Golden Rose Longstay Brow Styling Gel
- baza Urban  Decay Eyeshadow Primer Potion odcień Eden
- cienie Nabla: Peach Velvet, Cinnamon
- cienie Glamshop: Orchid, Krem bananowy, Sorbet
- turbopigment Złotówka, Top nude, Wino musujące
- klej do brokatu Nyx Glitter Primer
- mascara Loreal VML So Couture
- klej do rzęs Ardell Lash Grip
- rzęsy Aliexpress
USTA:
- pomadka w płynie Wibo #MOOD odcień 03

Copyright © 2014 majmejkap , Blogger