18 czerwca 2018

Moje najpiękniejsze pomadki do dziennego makijażu


Hej wszystkim ;)

Czy Wy też macie swoją ulubioną pomadkę, której używacie praktycznie codziennie? Pomimo większej kolekcji szminek właśnie ta jedna tak bardzo Wam podpasowała, że nie możecie się od niej odczepić? Ja mam siedem takich pomadek, używam ich zamiennie na co dzień robiąc makijaż. Moim zdaniem są to najpiękniejsze odcienie i też bardzo uniwersalne.

W ciągu dnia zależy mi na trwałości noszonej pomadki, bo nie mam w zwyczaju poprawiania makijażu. Lubię też w miarę neutralne, zgaszone kolory i najczęściej wybieram odcienie różu. Jeśli chcecie poznać moje najpiękniejsze dzienne pomadki to zapraszam do zapoznania się z dalszym ciągiem tego wpisu.


GOLDEN ROSE LONGSTAY MATTE LIQUID LIPSTICK 03
Tej pomadki nie muszę nikomu przedstawiać. Śliczny, lekko przygaszony róż w matowym wydaniu. Pomadka po zastygnięciu na ustach ma w sobie delikatną perłową poświatę, co bardzo mi się podoba. Często po nią sięgam. Ten odcień nie jest zbyt ciemny, ale bardzo ładnie podkreśla usta.

WET'N'WILD MEGALAST LIQUID CATSUIT REBEL ROSE
Ta szminka wydawałaby się zbliżona odcieniem do tej z GR jednak to zupełnie inna bajka. Ten kolor jest totalnie matowy, ciemniejszy i też znacznie chłodniejszy. Moim zdaniem ma w sobie lekką domieszkę fioletu. Tutaj duży plus za odcień, bo optycznie wybiela.

NABLA DREAMY MATTE LIQUID LIPSTICK ROSES
Nieco cieplejszy odcień od dwóch poprzednich, ale wciąż różowy. Dla mnie ta pomadka to niezwykle dziewczęcy róż. Często ląduje na moich ustach, ponieważ po aplikacji jest zupełnie nie wyczuwalna na ustach.


NYX SOFT MATTE LIP CREAM SAN PAULO
Ta pomadka ma nieco mocniejszy odcień. Dla mnie nie jest to fuksja, a raczej malinowy róż z odrobinką czerwieni. Uwielbiam tą pomadkę, bo odmienia cały makijaż i usta delikatnie wychodzą na pierwszy plan. Dodatkowo piankowa konsystencja uprzyjemnia stosowanie.

KAT VON D EVERLASTING LIQUID LIPSTICK LOVECRAFT
Moja najukochańsza pomadka, która już nieraz ratowała mnie z opresji. Jeśli nie wiem co nałożyć na usta to sięgam właśnie po tą pomadkę. Jest bardzo trwała, a jej kolor jest przytłumionym różem. 

KOBO TRUE MATT 506 TIMELESS BEAUTY
Pierwsza z nieróżowych pomadek w tym zestawieniu. To przepiękny brzoskwiniowy nude. Pomadka w klasycznej wersji o matowym wykończeniu, jednak nie jest to płaski, papierowy mat. Mimo dość ciepłego odcienia przebija się w nim nutka różu, szczególnie na ustach.

EVELINE COLOR EDITION 720 SWEET CHOCOLATE 
Ta pomadka ma czekoladowy odcień. U mnie spełnia rolę ciemnego odcienia nude. Wykończenie tej pomadki jest kremowe, więc jej trwałość nie jest aż tak dobra jak pomadek matowych, ale nie ma na co narzekać. 


I tak właśnie prezentuje się zestawienie moich siedmiu najpiękniejszych pomadek na co dzień. Każdą z nich mogę Wam polecić. Mam nadzieję, że skusicie się na którąś z tych pomadek.

Koniecznie napiszcie mi jakiej pomadki Wy używacie codziennie rano :)

16 czerwca 2018

NOWOŚĆ: Annabelle Minerals olejek wielofunkcyjny Stay Essential



Cześć wszystkim ;)

Dzisiaj napiszę parę słów o olejku Annabelle Minerals, który miałam możliwość wypróbować dzięki konferencji Meet Beauty. Był to jeden z prezentów jaki dostałam od marki AM. Aktualnie wykończyłam pierwszą buteleczkę tego olejku, więc recenzja ukazuje się już po zużyciu pełnego opakowania. Przez czas prawie dwóch miesięcy zdążyłam wyrobić własną opinię na jego temat, więc jeśli ciekawi Was czy ta nowość jest godna uwagi to zapraszam do dalszej części tego wpisu.

Olejek Stay Essential to produkt opakowany w buteleczkę z ciemnego szkła o pojemności 30 ml z wygodną pompką. Naprawdę ta pompka to świetna sprawa, ponieważ ułatwia dozowanie olejku i dzięki temu nic nam się nie wylewa, nic nie jest tłuste. 

W ofercie marki Annabelle Minerals olejki pielęgnacyjne to nowość. O wersji Stay Essential producent pisze tak: Naturalny olejek do skóry twarzy o działaniu intensywnie nawilżającym, zmiękczającym oraz regulującym wydzielanie sebum. Dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych zwalcza wolne rodniki, czym przyczynia się do spowolnienia procesu starzenia się skóry. Może być stosowany również jako olejowe serum na noc. Olejek nie pozostawia wrażenia tłustego filmu. Jest niekomedogenny. Przywraca skórze naturalny blask i sprężystość. 

Możecie go zamówić tutaj.

Swój olejek zaczęłam stosować już w dniu kiedy go otrzymałam. Pierwsze co przykuło moją uwagę to zapach. Pomarańczowy, piękny i bardzo odprężający. Myślę, że spodoba się większości kobiet! Jest niezwykle trafiony. Jego aplikacja jest relaksującym rytuałem i pamiętam, że tego pierwszego wieczoru po męczącym dniu z tym olejkiem na twarzy czułam się jak w SPA.


Produktu używałam zarówno na twarz, jak i na końcówki włosów i w obu przypadkach sprawdził się rewelacyjnie. Jeśli chodzi o twarz to zastąpił mi mój wieczorny krem, ale zdarzało się też, że po prostu go wzbogacał. Jego działanie naprawdę mnie zachwyciło, bo świetnie nawilżał skórę i miałam wrażenie, że dostała wszystko czego było jej potrzeba. Po przebudzeniu skóra wciąż się błyszczała właśnie od tego olejku. Po porannym myciu buzi, skóra była mięciutka, wręcz aksamitna w dotyku.

W przypadku włosów stanowił zabezpieczające serum na końcówki. Co ważne nie sprawiał, że włosy były tłuste, ale to też dlatego, że nie nakładałam go za dużo. Ładnie podkreślał skręt moich loków.

To co chcę zaznaczyć to fakt, że ja ten olejek na twarz rekomenduję stosować wieczorem. Nie jest to produkt, który sprawdzi się rano pod makijaż. Na takiej tłustej bazie wszystko będzie jeździło i żaden makijaż nie utrzyma się zbyt długo.


Myślę, że na pewno wrócę do tego olejku w przyszłości. Teraz rozpoczęłam testy innych produktów do pielęgnacji. Tak czy inaczej moim zdaniem naprawdę warto zainwestować w olejki Annabelle Minerals. Mają bogate, czyste składy. Nie podrażniają skóry i nie powodują powstawania niedoskonałości. 

Dajcie mi proszę znać czy miałyście okazję stosować olejki tej marki i jak u Was się sprawdziły ;)

11 czerwca 2018

Urodowe prawdy | Czy kobieta musi być "zrobiona" aby być piękna?


Dzisiaj postanowiłam sobie, że poruszę troszkę inną kwestię niż dotychczas na moim blogu, ale oczywiście wciąż będziemy obracać się w temacie urodowym - inaczej być nie może. Aktualnie siedzę sobie przy oknie z laptopem na kolanach i zajadam się truskawkami z musem kokosowym, pojawiła się zatem chwila na przemyślenia i postanowiłam się nimi podzielić właśnie tutaj. Mam nadzieję, że taki tekst się Wam spodoba i wyrazicie swoje zdanie na ten temat.Ostatnio widzę taki niezbyt dobry trend podążania na ślepo za tym, co aktualnie modne bez względu na to czy nam to pasuje czy nie. Jakieś dziwne dążenie do ideału, powiększanie ust, monstrualne rzęsy robione u kosmetyczek, permanentny makijaż brwi, podoczepiane jakieś sztuczne, długaśne paznokcie odstające w nienaturalny sposób od palców, sztuczne włosy na taśmach dookoła głowy, peruki, sztuczna opalenizna... I nieważne, że część z nas zupełnie nie wymaga takich poprawek i gadżetów. Ba, nawet odważę się powiedzieć, że niektóre kobiety totalnie zatraciły się w tym beauty świecie i nie potrafią powiedzieć sobie dość.

Nie zrozumcie mnie oczywiście źle, bo sama lubię doklejać rzęsy przy okazji robienia makijażu, lubię mieć też długie paznokcie (ale tylko własne). Nie widzę również niczego złego w dbaniu o siebie, zdrowej diecie, chęci doskonalenia się. Ale słuchajcie - nie za wszelką cenę! Nie rozumiem dlaczego nagle każda kobieta chce wyglądać tak jak jakaś super pani X. Teraz każdy powiększa sobie usta, laminuje rzęsy, przedłuża paznokcie. Czy w nas pozostaje jeszcze jakiś pierwiastek natury?


Zdaję sobie sprawę, że jest pewnie sporo kobiet, które mają jakieś urodowe defekty, które bardzo im przeszkadzają i chcą to poprawić - duża asymetria ust, nadmierne owłosienie na twarzy, wiecznie łamiące się paznokcie, których nie da się w żaden sposób zapuścić itp. 

Dziwi mnie jednak to, że coraz częściej naprawdę ładne dziewczyny wpadają w wir tych wszystkich zbędnych tak naprawdę zabiegów. Jakby wziąć pod uwagę taki naprawdę mocno skrajny przypadek to tak: farbowane, przedłużone włosy, rzęski zrobione 1:1, permanentne brwi, powiększone usta, zmniejszony nos, powiększony biust, paznokcie trumienki, oczywiście makijaż full glam na co dzień ociekający wszystkimi możliwymi produktami i opalenizna po tygodniu solarium/samoopalacza. Czy to jest nasze prawdziwe piękno? Czy wciąż jesteśmy indywidualnymi jednostkami - kobietami czy już lalkami przeniesionymi z naszej wyobraźni do prawdziwego życia?

Pamiętacie jeszcze jak to było kilka lat temu? Zwykły lakier do paznokci, naturalna płytka bez żadnych hybryd, topów no wipe, przedłużania hardem. Dbanie o swoje naturalne włosy - chciałaś mieć długie - trzeba było czekać aż urosną, krótkie - wtedy nożyczki w dłoń. Kiedyś pokazywało się jak można sobie delikatnie i naturalnie powiększyć usta konturówką, a jak się chciałaś opalić to leżak pod pachę i na słoneczko. A teraz wszystko jest na pstryknięcie palców... Długie włosy można doczepić, paznokcie można dokleić, usta napompować kwasem, skóra niczym czekoladka już po kilku godzinach od aplikacji produktu i wszystko gra!


Moim zdaniem nie warto podążać ślepo za modą. Nie każdemu pasuje wszystko to, co pojawia się na wybiegach i w gazetach. Trendy zawsze należy dostosowywać pod siebie i wybierać spośród nich to co będzie dla nas najlepsze i w czym dobrze będziemy się czuć. To nic dobrego wyglądać jak każdy! Zawsze trzeba być sobą bez względu na wszystko. Z przymrużeniem oka bierzcie więc te wszystkie idealne instagramowe zdjęcia. Pamiętajcie, że każda z nas jest niepowtarzalna i to jest prawdziwe piękno.

Oczywiście korzystajmy z dobrodziejstw makijażu czy różnego rodzaju zabiegów, ale znajmy we wszystkim umiar. Dbajcie o siebie tylko i wyłącznie dla siebie i swojego dobrego samopoczucia, a nie dlatego aby wpisać się w to, co obecnie jest modne i na czasie. Jeżeli Wy same czujecie się z czymś niekomfortowo to z tego zrezygnujcie, zmieńcie lub ulepszcie. Co kto woli ;)

Co sądzicie o tej ciągłej gonitwie za doskonałością, kalendarzem przepełnionym wizytami u kosmetyczek, manicurzystek, fryzjerów itd.? I jak sprawa ma się u Was: czy wciąż jesteście sobą? ;)

7 czerwca 2018

Podkład Eveline Liquid Control 005 Light Ivory | Recenzja + jak wygląda na skórze?


W najbliższym czasie możecie spodziewać się na blogu kilku recenzji podkładów, ponieważ mam ich naprawdę sporo i w końcu pora na recenzje.

Dzisiaj bedzie o podkładzie Eveline Liquid Control, który to delikatnie wyparł Catrice HD Liquid Coverage. W dalszej części tego wpisu dowiecie się wszystkiego na jego temat.

Zacznę od tego, że Liquid Control to podkład z pipetą zamknięty w smukłej butelce wykonanej z matowego szkła. Design opakowania jest prosty i do mnie osobiście przemawia. Nie da się również ukryć, że jest zbliżony do wspomnianego podkładu Catrice.

Kolor podkładu, który posiadam to 005 Ivory i jest to najjaśniejszy odcień w całej gamie. To bardzo ładny, typowo żółty podkład. Faktycznie jest jasny, dla mnie obecnie za jasny i muszę kupić na lato ciemniejszą wersję, bo bardzo lubię używać go na co dzień.

Konsystencja tego produktu jest bardzo wodnista i lejąca. Naprawdę dobrze sprawdza się tutaj ta pipeta, którą z łatwością można dozować ilość podkładu jaką chcemy nałożyć na skórę. Ja zwykle używam 2-3 strużek do pokrycia całej buzi.


Na pewno jest to podkład mocno kryjący, ale przy tym niezwykle lekki i niewyczuwalny na skórze. Przy jednej cienkiej warstwie radzi sobie z wszelkimi zaczerwienieniami, żyłkami idealnie wyrównując kolor cery. Oczywiście przy nałożeniu kolejnej warstwy zyskujemy jeszcze więcej krycia, ale efekt jaki daje ten podkład jest wciąż bardzo naturalny.


Jego wykończenie tuż po aplikacji określiłabym jako pół matowe, bardzo świeże i naturalne. Ja zawsze dodatkowo utrwalam podkład pudrem i w takim połączeniu spisuje się rewelacyjnie. To jak wygląda na skórze widzicie na zdjęciach:


Trwałość tego podkładu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Miałam okazję testować go w różnych warunkach i naprawdę jest to długotrwały podkład. Nie ściera się, nie oksyduje, nie migruje po całej twarzy. U mnie praktycznie zupełnie się nie wyświeca, nawet po 8 godzinach się nie błyszczę.

Bardzo polecam ten produkt praktycznie wszystkim typom skóry. Przy tłustej trzeba go po  prostu mocniej przypudrować ;)

Dajcie znać czy znacie ten podkład. Jakie są Wasze wrażenia na jego temat? Lubicie go tak samo mocno jak ja czy wręcz przeciwnie? Czekam jak zwykle na komentarze od Was :D