2 grudnia 2016

Blogowy grudzień: L'Oreal Volume Million Lashes So Couture

Jeśli śledzicie mojego bloga to wiecie na pewno, że moją ulubioną mascarą jest L'Oreal Volume Million Lashes So Couture. Tak, to dla mnie tusz idealny. Używam jej już od ponad roku i do tej pory na blogu nie było jej recenzji. Dzisiaj przyszła właśnie pora na napisanie kilku słów o moim ulubionym tuszu do rzęs.

Dlaczego tak bardzo lubię tą mascarę, dlaczego u mnie się sprawdza? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć to zapraszam na dalszą część tego wpisu ;)


Tusze marki L'Oreal nie należą do tych najtańszych. Stacjonarnie w drogerii kosztują ponad 50zł. I szczerze przyznam, że są one warte tych pieniążków, chociaż polecam kupować je online gdzie płacicie praktycznie połowę ceny.

Opakowanie produktu jest bardzo eleganckie: złote z fioletowym paseczkiem po środku. Mi się ono straszliwie podoba.

Jeśli chodzi o szczoteczkę to jest taka jak lubię: silikonowa, prosta i delikatnie zwęża się na końcu. Maluje się nią rzęsy bez problemu, również te króciutkie.


Mascara jest intensywnie czarna, a jej konsystencja jest gęsta przez co spektakularny efekt uzyskujemy już od momentu otwarcia opakowania. Niektóre tusze od nowości są bardzo mokre i trzeba odczekać około dwóch tygodni aby miały dobrą formułę. Z tym tuszem nie ma takiego problemu.

Na zdjęciu widzicie jak dobrze rozdziela każdą rzęskę otulając je czarną warstewką.


Tusz jest też bardzo trwały i nie kruszy się w ciągu dnia. To dla mnie bardzo ważne, bo każda osypana drobinka niszczy nasz makijaż - może nie dosłownie, ale po prostu odbiera mu uroku i sprawia, że wygląda on nieestetycznie.

Dla mnie mascara Volume Million Lashes So Couture to numer jeden wśród tuszy do rzęs. Oczywiście testuję też inne produkty tego typu, ale żaden mnie aż tak mocno nie zachwycił.

Macie swoje ulubione mascary? Podawajcie swoje typy w komentarzach :)

1 grudnia 2016

Blogowy grudzień: Mikołajkowa lista życzeń

Witam Was serdecznie w grudniu ;) Na początek wyjaśnię co na moim blogu będzie działo się właśnie w tym miesiącu. Tak więc wpisy będą pojawiały się codziennie od poniedziałku do piątku o 7 rano. Będzie ich dokładnie 22, a ich tematyka będzie oczywiście związana z tematyką bloga. Weekendy będą wolne, więc będzie czas na nadrobienie zaległości. Mam nadzieję, że moja inicjatywa się Wam spodoba i będziecie aktywnie działać w komentarzach. Na koniec miesiąca (dokładnie 30 grudnia) szykuję dla Was miłą niespodziankę w postaci rozdania.

A teraz już przechodzę do wpisu właściwego czyli do mojej mikołajkowej listy życzeń. Grudzień rozpoczniemy właśnie takim luźnym postem.

W tym roku mam kilka bardzo mocno sprecyzowanych zachcianek, które chcę zrealizować z pomocą Mikołaja lub też bez niej ;)



1. Podkład rozświetlający Dr Irena Eris Provoke - ten produkt chodzi mi po głowie już dłuższy czas. Lubię podkłady rozświetlające i mam ochotę przetestować coś nowego. Ten po opiniach w sieci wydaje mi się godny uwagi. Oczywiście zależy mi na najjaśniejszym odcieniu.

2. Paleta cieni do powiek Zoeva Smoky - nie jest to żadna nowość, ale kolory w tej palecie są urzekające. Bardzo mi się podoba ich zestawienie. Ogólnie wydaje mi się, że ta paleta będzie królować w moich makijażach studniówkowych, sylwestrowych itd.

3. Róż do policzków The Balm Frat Boy - odcień tego różu bardzo mi się podoba. Jest świeży i delikatny. Oczywiście róże The Balm cieszą się dobrymi opiniami, więc nie widzę przeciwwskazań dotyczących zakupu tego produktu ;)

4. Pomadki Nyx Soft Matte Lip Cream - mam już dwie i jestem w nich totalna zakochana. Podoba mi się ich formuła i trwałość. Kolorów do wyboru jest cała masa i jeszcze kilka mi wpadło w oko ;) Na pewno jakieś jeszcze zamówię.

5. Benefit Primping with the Stars - te zestawy w Sephorze powodują u mnie przyspieszenie pracy serca, serio! Są tak urocze, że naprawdę chce się je kupować. Mi w oko najbardziej wpadła właśnie ta wersja, ponieważ zawiera kilka kultowych kosmetyków marki, które chciałabym wypróbować.

Tak właśnie wygląda moja lista mikołajkowych życzeń ;) Mam nadzieję, że chociaż w jakiejś części się spełnią ;) A czy Wy byłyście w tym roku grzeczne? Co przyniesie Wam Mikołaj? :D

25 listopada 2016

Ulubieńcy listopada: Bourjois, Makeup Revolution, My Secret, L'oreal, NYX, Semilac

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że listopad się już kończy. To znienawidzony przeze mnie miesiąc... Nie to, że był jakiś zły dla mnie, ale po prostu go nie lubię i czekam na upragniony grudzień - dla mnie miesiąc magiczny ;) Tak czy inaczej ulubieńcy miesiąca muszą się na blogu ukazać i dzisiaj mam zamiar podzielić się odkryciami kosmetycznymi mijającego miesiąca.

Jeśli chodzi o makijaż to muszę przyznać, że w tym miesiącu nie było mi dane poznać zbyt wielu nowych kosmetyków, ale najzwyczajniej w świecie moją głowę zaprzątały inne rzeczy. Mam jednak kilka sprawdzonych produktów po które sięgałam i świetnie się u mnie sprawdzały.

Ulubionym podkładem była buteleczka Bourjois 123 Perfect. To dobrze kryjący, kremowy, lekki podkład na co dzień. Na skórze prezentuje się bardzo ładnie, przykrywa mniejsze niedoskonałości i genialnie wyrównuje wszelkie zmiany kolorystyczne na twarzy. Utrwalony pudrem nie zmienia swojego wyglądu aż do wykonania wieczornego demakijażu.

W listopadzie często sięgałam po róże do policzków i tutaj najczęściej w ruch szła paleta MUR Sugar & Spice. Dowolnie mieszałam ze sobą odcienie i nakładałam na skórę. Bardzo je lubię, ponieważ mają śliczne odcienie, dobrą pigmentację i naturalne wykończenie.

W pochmurne dni rozświetlacz był czymś obowiązkowym, bo nawet najmniejszy promyk słońca przepięknie go podkreślał i tym samym ożywiał twarz. Moim ulubionym rozświetlaczem w listopadzie był ten z My Secret w odcieniu Princess Dream. Na pewno wiele z Was go ma i chętnie po niego sięgacie, bo to naprawdę genialny kosmetyk. Tworzy na skórze niesamowitą błyszczącą taflę bez tandetnego brokatu i drobinek. W moim zużycie jest już naprawdę spore, ponieważ sięgam po niego baaaaardzo często.


Teraz pora na makijaż oczu. Tutaj mam Wam do pokazania trzy produkty. W listopadzie zachwycałam się cieniami marki Nabla i używałam ich praktycznie codziennie. Ich konsystencja przypomina mi cienie Sleeka, są dobrze napigmentowane i łatwo się z nimi pracuje.

Kolejnym produktem, którego otworzyłam nowe opakowanie jest mascara do rzęs L'oreal Volume Million Lashes So Couture. Wiecie, że uwielbiam ten tusz i w sumie każda przygoda z innymi kończy się powrotem do tego właśnie ulubieńca. Wiem, ze na blogu nie ma jeszcze jego recenzji, ale w grudniu na pewno się taki wpis pojawi i tam na pewno opowiem Wam za co tak go uwielbiam. 

Ostatnim ulubieńcem w tej kategorii jest cielista kredka My Secret Satin Touch Kohl, która pomaga rano odświeżyć spojrzenie. Zarwana noc nie jest mi straszna ;) Kredka dobrze utrzymuje się na linii wodnej i ma ładny cielisty odcień, który nie jest zbyt mocno wybijający się jak na przykład biała kredka.


W listopadzie na moich ustach rządziły pomadki NYX Soft Matte Lip Cream, które kupiłam zaraz po otwarciu sklepu online. Pomadki są rewelacyjne. Kremowe, matowe, trwałe i mocno nasycone kolorem. Noszą się komfortowo przez cały dzień bez wysuszania ust. Na razie mam tylko dwa kolory: Cannes i San Paulo, ale mam zamiar rozszerzyć ten zbiorek, bo te pomadki stały się jednymi z moich ulubionych.


Na koniec pokażę Wam dwa lakiery hybrydowe, które gościły w mijającym miesiącu na moich paznokciach. Oczywiście będą to hybrydy Semilac, dokładniej odcienie Pink Wink oraz Boyfriend Jeans. Oba pochodzą z nowej kolekcji My Story i tak naprawdę są skrajnie różne. Nie jestem w stanie określić który podoba mi się bardziej. To chyba zależy od mojego humoru. We wcześniejszych postach prezentowałam manicure z ich użyciem i tam was odsyłam.


I tak właśnie wyglądają moi listopadowi ulubieńcy. Mam nadzieje, ze przyszły miesiąc będzie bardziej bogaty w kosmetyczne testy i odkrycia. Tymczasem żegnam się z Wami i zapowiadam grudniową akcję na moim blogu ;) o szczegółach dowiecie się już 1 grudnia z samego rana, bo o godzinie 7:00 - wtedy wszystko dokładnie wam wyjaśnię i podzielę się z wami moimi zamiarami. 

15 listopada 2016

Dzienny makijaż paletką Zoeva Cocoa Blend

Jesień to odpowiednia pora na eksperymenty z makijażem. Sporo osób sięga w tym czasie po ciemniejsze kolory i bardzo dobrze! ;) W tym sezonie bardzo popularne są ciepłe, otulające brązy, które wypuściła na rynek praktycznie każda marka. Ja dzisiaj prezentuję Wam makijaż wykonany tylko i wyłącznie paletą Zoeva Cocoa Blend (oprócz pigmentu w kącikach i drobinek na środku powieki). Paleta jest przepiękna, wiem, że sporo osób się na nią decyduje i zupełnie mnie to nie dziwi. Posiada ona bowiem wszystko to co potrzeba do wykonania kompletnego makijażu. 

Ja dzisiaj proponuję makijaż dzienny z błyskiem, który przyciąga uwagę i mieni się cudownie w wieczornym świetle latarni. Listę wszystkich produktów jakich użyłam napisałam na dole pod zdjęciami.






Wykorzystane produkty:

TWARZ:
*podkład Catrice HD Liquid Coverage 020 Rose Beige
*korektor Collection Lasting Perfection 01
*puder ryżowy Ecocera
*brązer, róż i rozświetlacz Wibo z paletki do konturowania

OCZY:
*cienie z palety Zoeva Cocoa Blend
*pigment Inglot numer 118
*cień foliowy Makeup Revolution Rose Gold
*tusz do rzęs Eveline
*konturówka do brwi w żelu Inglot numer 11

USTA:
*mix pomadek z paletki Kryolan Lip Rouge Mini Palette LC
*konturówka do ust Essence 05 Soft Berry

11 listopada 2016

Semilac 165 Boyfriend Jeans + sweterek

Gama kolorystyczna lakierów hybrydowych Semilac jest naprawdę szeroka. Podczas zakupów ciężko zdecydować się na konkretny odcień, ale są też takie, które są po prostu wyjątkowe i należy je mieć. W moim przypadku tak właśnie było z lakierem Boyfriend Jeans 165 z kolekcji My Story. Niby zwykły niebieski lakier, a jednak nie do końca. Jasny odcień wytartego jeansu z niewielką domieszką szarości - tak właśnie opisałabym ten lakier. 


Ma bardzo dobre krycie już po pierwszej nałożonej warstwie. Nie ma drobinek, jest kremowy i dość gęsty przez co nie zalewa skórek dookoła paznokcia.


Prezentując Wam dzisiaj ten kolor chciałam też pokazać mój pierwszy "sweterek" na paznokciach. Może sweterkiem nazwać to trudno, ale jest to po prostu wypukłe zdobienie. Może jakiejś ogromnej tragedii nie ma, ale mam nadzieję, że nabiorę większej wprawy i za jakiś czas tego typu zdobienia będą wychodziły mi zdecydowanie lepiej ;)


Tak czy inaczej sam lakier bardzo mi się podoba i pomimo jasnego odcienia przyciąga do siebie uwagę ;) Koniecznie dajcie znać czy lubicie niebieskie lakiery na paznokciach, bo wiem, że z tym bywa różnie :)