Ulubieńcy lutego | Rimmel, Nabla, Physicians Formula, The Balm, Urban Decay, Wet'n'Wild, Golden Rose

Ulubieńcy lutego | Rimmel, Nabla, Physicians Formula, The Balm, Urban Decay, Wet'n'Wild, Golden Rose

Zapomniałam, że luty jest tak krótki i właściwie to pora już na ulubieńców miesiąca. Te 28 dni minęło mi jak jeden tydzień, a wszystko to przez sesję, egzaminy i zaliczenia. Na szczęście ten mało lubiany przez studentów okres jest już za mną i teraz mogę skupić się na innych, bardziej przyjemnych rzeczach ;)

Mimo tego, że luty upłynął mi głównie pod znakiem nauki to oczywiście znalazłam czas na poszukiwanie i testowanie nowych produktów. Jeśli jesteście ciekawe jakie produkty były w lutym moimi ulubieńcami to zapraszam do dalszej części posta.

I myślę, że warto zacząć od pokazania Wam podkładu, którego używałam w lutym praktycznie codziennie. To Rimmel Lasting Finish 25H Nude w odcieniu 100 Ivory. Wydaje mi się, że ze sprzedaży stacjonarnej został on już wycofany, ale wciąż jest dostępny online. Bardzo polubiłam się z tym podkładem! Jest lekki, ale dobrze kryje, a po aplikacji czuję się tak jakbym nałożyła na skórę krem nawilżający. Odpowiada mi jego odcień i wykończenie jakie daje na skórze. Jedna z lepszych drogeryjnych pozycji. Pisałam o nim znacznie więcej w tym poście.


Drugim ulubieńcem jest brązer marki Physicians Formula Butter Bronzer w odcieniu Light. Ten produkt jest mistrzowski. Pachnie obłędnie kokosem, ma idealny odcień do ocieplenia cery i satynowe wykończenie. Pięknie prezentuje się na skórze. Uwielbiam po niego sięgać, bo efekt jaki daje jest bardzo naturalny i świeży. Po wypróbowaniu tego produktu czuję się zachęcona do dalszego i dogłębniejszego testowania innych produktów tej marki. Na liście życzeń mam jeszcze róże z tej samej serii oraz podkład, ale widzę, że nie jest on u nas jeszcze dostępny.

Jak brązer to i róż, a w tej kategorii w lutym królował The Balm Frat Boy. Tak, w mijającym miesiącu po róż sięgałam zawsze kiedy robiłam makijaż. A ten, o którym piszę uwielbiam. Ma tak piękny, różowy neutralny odcień może z minimalną nutką brzoskwini  i odpowiednią pigmentację, która ułatwia pracę. Nie trzeba się namachać pędzlem aby zobaczyć jakikolwiek efekt, ale też przyłożenie pędzla nie kończy się barwną plamą na policzku. Dla mnie jest idealny pod każdym względem. A, i ma urocze opakowanko ;)


Jeśli chodzi o makijaż oka to nie sposób nie wspomnieć tutaj o bazie Urban Decay w odcieniu Eden. Odkąd ją mam, nie zawiodła mnie ani razu. Sięgam po nią za każdym razem kiedy maluję powieki.


Cienie, którymi robiłam swój makijaż w lutym to marka Nabla i zestawienie 12 kolorów w magnetycznej palecie, które sama sobie skomponowałam. Najczęściej moje cieniowanie opierało się na cieniu Narciso, Caramel, Luna i Desire. Markę Nabla bardzo lubię i cenię sobie ich produkty. Zawsze gdy decyduję się na ich zakup wiem, że płacę za wysoką jakość i trwałość.


W lutym zaczęłam też częściej doczepiać na co dzień rzęsy i jestem po uszy zakochana w modelach 3D, które zamawiam na Aliexpress. Jeśli chcecie to bardzo chętnie zrobię dla Was post, w którym zaprezentuję wszystkie modele (mam ich 8). Są ultrawygodne, wyglądają pięknie na oku i dodają spojrzeniu tego czegoś. 

I na sam koniec zostawiłam sobie produkty do ust. Miesiąc niby krótki, a pomadek w torebce uzbierało mi się sporo ;) Wśród nich pomadka Wet'n'Wild w kolorze Rebel Rose, która zaskoczyła mnie swoją nieziemską trwałością (przebiła KAT VON D!). Jej odcień jest mocno chłodny i zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim będzie się on podobał. Wiedzcie natomiast, że ich formuła jest rewelacyjna!


Pomadkami których również bardzo często używałam to trzy  kolorki z płynnych pomadek Golden Rose. Chodzi mi tutaj o odcień 03, 04 i 05. Te pomadki lądowały na moich ustach solo bądź mieszałam je swobodnie ze sobą uzyskując piękne odcienie.  Lubię tą serię pomadek mimo, że mają drobne wady. W swojej kolekcji posiadam już 10 odcieni, a więc mają w sobie coś co mnie przyciąga ;) 

I to już wszystko! Te kosmetyki towarzyszyły mi w lutym. A teraz przed nami marzec i wiosna! Czekam na nią z utęsknieniem. Podzielcie się, proszę, swoimi hitami kosmetycznymi z tego miesiąca ;) Może znalazłyście jakąś perełkę?  :)
TOP 5 moich ulubionych brązerów + bonus w postaci paletki | Kiko, Physicians Formula, My Secret, Wibo, Nabla

TOP 5 moich ulubionych brązerów + bonus w postaci paletki | Kiko, Physicians Formula, My Secret, Wibo, Nabla

Brązer to jeden z produktów bez którego nie wyobrażam sobie swojego codziennego makijażu. Bez niego mój makijaż po prostu nie istnieje. Uwielbiam go za jego wielofunkcyjność i efekt jaki daje na skórze. Po nałożeniu podkładu to właśnie brązer przywraca twarzy kształt i naturalne cienie.

W dzisiejszym poście przedstawię Wam moje aktualne TOP 5 brązerów z całej mojej kolekcji. Wybór był naprawdę ciężki i początkowo myślałam o TOP 10, ale zdrowy rozsądek do mnie przemówił i wybrałam opcję TOP 5 ;) Także jeżeli szukacie dobrego brązera lub chcecie wiedzieć, które są moimi ulubionymi to zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią tego wpisu ;)


Będą to raczej produkty typowo do brązowienia/opalania cery. Niektórymi z nich wykonacie też konturowanie, jednak myślę, że większość z Was używa brązera właśnie do nadania skórze odrobinki koloru ;)

KIKO FLAWLESS FUSION BRONZER POWDER 01
Jeśli macie jasną cerę i szukacie delikatnego brązera o gładkiej aksamitnej konsystencji to jest to pozycja dla Was. Tym produktem na pewno nie zrobicie sobie krzywdy, a uzyskacie piękny modelaż i ocieplenie cery. To jedno z moich zeszłorocznych odkryć. Naprawdę bardzo go polecam! Tej pozycji poświęciłam osobny post na blogu i możecie go sobie zobaczyć tutaj. Brązer kupicie online oraz w salonie firmowym Kiko.


PHYSICANS FORMULA BUTTER BRONZER LIGHT 
To produkt, który na moją listę życzeń wkroczył po obejrzeniu kilku amerykańskich filmików na jutubie ;) Dziewczyny bardzo go tam zachwalały. Faktycznie jest to rewelacyjny brązer. Po pierwsze pięknie pachnie kokosami, ma jasny odcień i sprawdza się idealnie do ocieplenia cery. Ma satynowe wykończenie przez co na skórze wygląda bardzo naturalnie.


MY SECRET FACE'N'BODY BRONZING POWDER 
Mój ponadczasowy ulubieniec, przeszłam przez kilka jego opakowań i polecam go każdej osobie, która szuka dobrego brązera z drogerii. Jest to produkt wypiekany, o pięknym satynowym wykończeniu i odpowiednim kolorze. Modelowanie zrobione tym produktem jest przepiękne i odpowiednio wyważone. Moim zdaniem nim również nie jesteśmy w stanie zrobić sobie krzywdy. Bardzo gładko się nakłada i rozciera.


WIBO BEACH CRUISER HD BODY & FACE POWDER 02 CAFE CREME
To moje odkrycie tego roku. Ogromny dysk w pięknym opakowaniu z tłoczonymi liśćmi palmy. Odcień Creme Cafe jest neutralnym odcieniem i daje na skórze mięciutki efekt. Idealnie się blenduje, tworzy naturalną  opaleniznę. Dodatkowo ta seria tych brązerów ma ładny, delikatny zapach. Więcej na jego temat przeczytacie w tym poście.


NABLA SHADE & GLOW CAMEO
To brązer, który na skórze wygląda nieziemsko. Kilka ruchów pędzla a naszym oczom ukazuje się piękny kontur. Brązer wtapia się w całość makijażu, nie tworzy plam i nieestetycznych smug. Jest odpowiednio napigmentowany i ma kolor, który będzie pasował większości z Was. Polecam go bardzo mocno, tym bardziej, że możecie go kupić jako puder w opakowaniu lub jako samodzielny wkład w celu stworzenia indywidualnej paletki. Druga opcja jest nieco tańsza.


Wszystkie brązery zestawione obok siebie wyglądają tak:


I jako bonus i troszkę poza konkursem pokażę Wam duo do konturowania, które również bardzo, bardzo lubię. Chodzi mi tutaj o Contouring Palette marki My Secret. To niewielkie opakowanko kryje dwa dobrej jakości pudry - aksamitne, odpowiednio napigmentowane, o matowym wykończeniu. Bardzo przyjemnie się z nimi pracuje, są trwałe i ładnie się blendują. To naprawdę dobry zestaw dostępny w drogerii ;)



I na dzisiaj od mnie właściwie to już wszystko. Pokazałam Wam te brązery po które sięgam najczęściej. To moje najbardziej ulubione produkty. Teraz czekam na Wasze propozycje w komentarzach. Polećcie mi coś co dla Was jest istną petardą! 

Ja wyczekuję teraz premiery nowych brązerów The Balm. Czuję, że będą to naprawdę dobre produkty ;)
Podkład Rimmel Lasting Finish 25H Nude | Recenzja + swatche

Podkład Rimmel Lasting Finish 25H Nude | Recenzja + swatche

Śmiało mogę powiedzieć, że uwielbiam testować nowe podkłady i poznawać kolejne świetne produkty z tej kategorii. Nie ulega wątpliwości, że efekt finalny makijażu zależy w dużej mierze właśnie od podkładu, bo to on stanowi całą jego bazę. 

W dzisiejszym poście opowiem Wam o propozycji marki Rimmel czyli podkładzie Lasting Finish 25H Nude. Moje opakowanie pochodzi z drogerii Ekobieca gdzie możecie go kupić za jedyne 17 złotych. Czy faktycznie jest to trwały podkład? O tym dowiecie się w dalszej części tego wpisu ;) :)


Hmmm... Może zacznę od tego co na temat tego podkładu pisze i obiecuje producent: Lasting Finish 25h Nude to wyjątkowo trwały i odporny podkład, który pozostaje na skórze nawet 25 godzin nie tworząc przy tym efektu maski.


Kosmetyk posiada średni stopień krycia niedoskonałości skóry, zapewniając przy tym odpowiedni poziom nawilżenia. Podkład nie ściera się, a po aplikacji nie pozostawia smug i plam. Kosmetyk odporny jest na wilgoć, pot, ścieranie oraz wysokie temperatury. Długotrwała formuła zapewnia naturalny makijaż, który nie ściera się i zapewnia 25 godzin naturalnego krycia! Posiada lekką konsystencję, dzięki czemu łatwo rozprowadza się na skórze. Tworzy naturalny, zdrowy efekt.



Wiecie co? Wszystkie obietnice producenta są spełnione! Chociaż chwila, nie wiem jak z tą 25-godzinną trwałością, ale powiedzmy sobie szczerze - chyba nikt o zdrowych zmysłach przez ponad dobę nie ma na twarzy makijażu. Jeśli jednak się mylę to dajcie znać :D

Żeby jednak nie skończyć recenzji tego produktu na takim krótkim podsumowaniu to chcę się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami na jego temat.

Jego konsystencja jest faktycznie lekka i dość lejąca. Przy aplikacji tego podkładu mam wrażenie jakbym nakładała swój krem na dzień. Naprawdę daje przyjemne uczucie nawilżenia, a z jego rozprowadzeniem nie ma żadnego problemu.

Jego krycie jest moim zdaniem dobre, a nie średnie i da się je budować do takiego naprawdę solidnie dobrego. Nie jest to krycie ekstremalne, ale daje radę z większymi zmianami i przebarwieniami na skórze.

Podoba mi się to jak podkład pachnie i jak pięknie leży na twarzy. Właściwie to mogę stwierdzić, że on wtapia się w skórę. Odpowiada mi również jego dość neutralny jasny kolor. Z dodatkiem minimalnej ilości białego mixera idealnie scala się z kolorem mojej szyi i dekoltu na obecną chwilę. 


Podkład utrwalony pudrem jest bardzo trwały i w moim przypadku nie wymaga poprawek. Uwielbiam to jak wygląda na skórze, bo jego wykończenie jest bardzo naturalne. Warstewka tego produktu nie tworzy efektu tępej machy na skórze. 

W mojej ocenie na pochwałę zasługuje również proste, lekkie opakowanko w formie tubki, która znacznie bardziej przyjazne jest wszelkim podróżom.

Chyba znalazłam swojego nowego ulubieńca z drogerii ;) W najbliższym czasie na pewno będę po niego sięgać, ponieważ spełnia moje oczekiwania w 100%.


Polecam ten podkład szczególnie cerom suchym i normalnym. W przypadku cery mieszanej bądź tłustej również powinien się sprawdzić jednak zwróciłabym uwagę na jego mocniejsze utrwalenie ;)

Koniecznie napiszcie mi czy znacie ten podkład i jak się on u Was sprawdza. Jestem ciekawa czy nasze opinie będą zbliżone czy wręcz przeciwnie ;)
Perfekcyjne brwi w domowym zaciszu | Henna, regulacja, makijaż + najlepsze produkty i narzędzia do podkreślania brwi | Czego unikać przy podkreślaniu brwi?

Perfekcyjne brwi w domowym zaciszu | Henna, regulacja, makijaż + najlepsze produkty i narzędzia do podkreślania brwi | Czego unikać przy podkreślaniu brwi?

Która z nas nie pragnie mieć pięknych brwi, o perfekcyjnym kształcie, które będą stanowić idealną ramę dla oka? Wiem, że sporo z Was odwiedza w tym celu kosmetyczkę, ale ja dzisiaj pokażę Wam jak ja osiągam piękne brwi w domu. Przedstawię Wam swoje triki i sposoby na ich podkreślenie. Ogólnie przeprowadzę przez cały proces od samego początku. Mam nadzieję, że taki wpis okaże się dla wielu z Was pomocny. 

Przyznam szczerze, że ten post okazał się dla mnie nie małym wyzwaniem, bo żeby pokazać Wam jak "zrobić" ładne brwi od początku to sama musiałam je zapuścić... Dobrze jednak, że istnieją mocno kryjące korektory i udawało mi się przykryć zbędne włoski.


Jak więc wyglądają moje brwi w stanie zupełnie surowym? A no właśnie tak. Naturalnie włoski są jasne, długie, dość gęste, ale przez jaśniejszy odcień nie aż tak widoczne. Dodatkowo zaczynają lekko tracić kształt gdy ich nie reguluję - no, ale tak to wygląda u wszystkich ;)


Żeby doprowadzić brwi do porządku zaczynam od zrobienia henny. W moim przypadku jest to najzwyklejsza henna marki Delia w kolorze grafitowym. Zawsze kupuję ją w Rossmannie. Innych nie testowałam, ale nie odczuwam takiej potrzeby, bo ta dobrze mi się sprawdza. 

Zaczynam od rozrobienia mieszanki, którą będę nakładała na włoski. Robię to na maleńkim szklanym spodeczku, a hennę nakładam skośnym pędzelkiem. Skórę wokół brwi przed aplikacją zabezpieczam wazeliną. Hennę rozprowadzam dokładnie, staram się robić to precyzyjnie, a początki brwi robię w ogóle bardzo delikatnie i ostrożnie, bo chcę aby wyglądały one naturalnie. Mieszankę trzymam na włoskach przez 10 minut. Po tym czasie ją zmywam - najpierw płynem micelarnym, a potem mydełkiem.


Po hennie pora na regulację i przycięcie włosków. I żeby było jasne - ja swoje brwi reguluję na bieżąco. Kiedy widzę zbędne włoski to usuwam natychmiast (pomyślałam, że w tym wpisie pokażę brwi nietknięte pęsetą od ponad tygodnia, bo różnica będzie wtedy mocno zauważalna). Używam do tego najzwyklejszej pęsetki. Żeby zrobić to dobrze i dokładnie to na początku zaczesuję brwi szczoteczką do góry i pozbywam się włosków, które zakłócają dolną linię brwi, potem do dołu i wyrywam te, które przeszkadzają na górze. 

Potem sięgam po małe nożyczki i szczoteczkę, którą ponownie wyczesuję włoski do góry i te, które wystają ponad górną granicę brwi przycinam. Dlaczego to robię? Bo kiedy na koniec podkreślania brwi wyczesywałam je żelem do góry to były za długie. Krótsze moim zdaniem prezentują się znacznie lepiej.

I kiedy sprawy kosmetyczne związane z wyglądem brwi mam już z głowy to wyglądają one tak jak na zdjęciu poniżej.


Teraz mogę przejść do ich podkreślania. Pokażę Wam jak to robię przy pomocy kredki i cienia. Oczywiście używam też pomady, ale zdaję sobie sprawę, że dla niektórych nie jest to produkt łatwy w obsłudze, więc postanowiłam, że jej nie użyję. A kredka i cień to produkty, którymi wiele osób maluje brwi i ma je w swojej kosmetyczce. 

Moją ulubioną kredką do brwi jest ta z marki Catrice w odcieniu 020. Używam jej odkąd pamiętam i mimo, że testuję sporo produktów to ta ciągle jest w moich zbiorach. Cienie do brwi to również Catrice i ich zgrabna kasetka z dwoma odcieniami.

Brwi zaczynam od podkreślenia ich kredką. Wypełniam je dokładnie, rysując krótkie, imitujące włoski kreseczki. Precyzyjnie zaznaczam dolną krawędź, a na początku staram się uzyskać delikatny, naturalny efekt. Kiedy całość jest już wypełniona kredką, sięgam po pędzelek i jaśniejszy cień z paletki. Nim maluję brew mniej więcej od połowy do 3/4 długości, a końcówkę wypełniam ciemniejszym odcieniem. Staram się aby odcienie przechodziły gradientowo. Na sam koniec całość utrwalam żelem (aktualnie Rimmel Brow This Way w odcieniu 002 Medium Brown). Linię brwi czyszczę korektorem lub podkładem.






I właśnie w ten sposób moje brwi przechodzą swoją prawdziwą metamorfozę, która kosztuje mnie za każdym razem tyle co opakowanie henny.

To już jak wiecie jak ja to robię to teraz powiem Wam jak absolutnie nie podkreślać swoich brwi i co wywołuje u mnie dreszcze gdy widzę je u innych ;)

Po pierwsze nie zaczynajcie brwi bardzo kanciasto i mocno. Często widzę dziewczyny, których brwi są zaznaczone od początku do końca właśnie w ten sposób. Według mnie wygląda to trochę tak jakby przykleiły sobie do czoła czarną taśmę izolacyjną ;) Pamiętajcie, że brwi naturalnie są na początku rzadsze, dopiero potem jest ich więcej i stają się pełniejsze. Podążajmy więc za tym naturalnym wyznacznikiem.

Brwi nie mogą być też za grube i zbyt ciemne. Wybierajcie raczej jaśniejsze odcienie, raczej chłodne. Nawet dość jasny produkt nałożony na skórę, między włoskami stanie się ciemniejszy. Zbyt grube i ciemne brwi postarzają i powodują, że wyglądamy trochę upiornie - no na pewno ktoś kto popatrzy z boku stwierdzi, że jesteśmy mało sympatyczne...

A teraz moje ulubione i sprawdzone produkty do brwi. Ogólnie cała ta kategoria zdominowana jest przez markę Catrice, które bardzo lubię i zacznę właśnie od tych produktów ;) Po pierwsze kredka Eyebrow Stylist 020 Date With Ash-ton. Nie zliczę przez ile opakowań tej kredki przeszłam, ale naprawdę jest moją ulubioną. Ma idealną konsystencję, nie marze się po skórze. Odpowiada mi również jej kolor. Jest naprawdę bardzo dobra i tania.

Druga kredka, którą lubię to Slim'matic Ultra Precise w odcieniu 030 Dark. Jest cieniutka, bardzo precyzyjna i wykręcana, więc nie ma potrzeby jej temperować. Jedyny minus tej kredki to fakt, że kończy się błyskawicznie (ta kredka to jedyne 0,05 grama).

Kolejnym produktem marki Catrice jest pisak Longlasting Brow Defner. Ja posiadam go  w kolorze 040 Brow'dly Presents. I ten produkt to świetna opcja do rysowania pojedynczych, brakujących włosków. Przez precyzyjny, cienki pędzelek to zadanie jest bardzo proste. Trzeba jednak uważać z tym produktem, bo w połączeniu z wodą lubi zmieniać kolor na zielonkawy - odpada w deszczowe dni.

Na zakończenie produktów tej marki zostawiłam kasetkę z dwoma cieniami Eyebrow Set. To produkt bardzo uniwersalny i też myślę, że odpowiedni dla osób początkujących. Oprócz dwóch cieni do zestawu dołączona jest pęsetka i pędzelek z mini spiralką. Jaśniejszy odcień sprawdzi się idealnie u blondynek, u pań ze średniociemnym kolorem włosów. Ten ciemniejszy będzie super dla brunetek. Pamiętajcie, że kolory możecie ze sobą mieszać tak aby uzyskać jakiś pośredni odcień.

Produkt, który jest najtrwalszą opcją ze wszystkich to pomada do brwi Nabla Brow Pot u mnie akurat w odcieniu Venus. Ma bardzo ładny kolor i uwielbiam podkreślać nią swoje brwi. W przypadku pomad mniej znaczy więcej. Naprawdę, nie warto przesadzać z ilością takiego produktu przy aplikacji. Pomada pozwala na idealne wyrysowanie włosków i całych brwi, sprawdza się genialnie zarówno na co dzień jak i na większe wyjścia. I przysięgam Wam - ta pomada z Nabli ma idealną konsystencję! Odkąd ją mam ani razu nie musiałam używać płynu Duraline aby ją reanimować. Nadal jest kremowa i bardzo plastyczna.


I na koniec mam Wam do polecenia moje dwa ulubione żele. O pierwszym nie muszę pisać za długo, bo wiecie, że jest on moim hitem. Mówię oczywiście o Golden Rose Longstay Brow Styling Gel. To żel-cement do brwi. Utrwala nawet najbardziej niesforne włoski i trzyma je w miejscu. Jak najbardziej polecam, na pewno będziecie z niego zadowolone.

A drugi żel to opcja typowo drogeryjna i marka Rimmel. Żel nazywa się Brow This Way. Ja z tym produktem (odcień 002 Medium Brown) poznałam się w grudniu i już od początku bardzo się polubiliśmy. Ma on lekki kolor przez co delikatnie rozjaśnia brwi. Również utrwala jednak nie tak mocno jak ten z GR. Ma malutką spiralkę przez co żel nakłada się precyzyjnie.


Wow, to już wszystko w dzisiejszym wpisie. Mam nadzieję, że wyczerpałam temat i wszystko jest dla Was jasne. Jeśli jednak macie jeszcze jakieś pytania to proszę zadajcie je w komentarzu.

Dbajcie o swoje brewki ;) Dajcie znać czy przebrnęłyście przez całość tego wpisu :D
Gloooowy skin | makijaż na modelce ZUZA

Gloooowy skin | makijaż na modelce ZUZA

Rozświetlona skóra w makijażu to coś co bardzo lubię. Myślę, że moda na matowo-papierowe wykończenie dawno minęła i bardzo dobrze. Teraz na skórze króluje blask!  

Dzisiejszy makijaż, który wykonałam to opcja dość delikatna jeśli chodzi o oczy i spokojnie możecie go potraktować jako dzienny. Tym razem postawiłam na rozświetlenie i konturowanie (na oku również mamy błysk).

Bardzo dziękuję swojej modelce Zuzi, że zgodziła się mi pomóc przy realizacji tego wpisu ;)

Wszystkie kosmetyki, których użyłam do tego makijażu wypisałam na dole tego wpisu. Polecam tam zajrzeć w razie wątpliwości ;)





Słodkie walentynkowe buziaczki :D 


Kosmetyki użyte w tym makijażu:

TWARZ: 
*baza AA Wings Of Color Matt Filler
*podkład (mieszanka) Inglot HD numer 79 + Wet'n'Wild Photofocus Soft Ivory + biały mixer Kobo
*korektor Catrice Liquid Camouflage 010 Porcelain
*puder (mieszanka) Wibo Banana + Smart Girls Get More sypki rozświetlający
*kółeczko do konturowania Kobo
*brązer Physicians Formula Murumuru Butter Bronzer Light
*brązer Wibo Beach Cruiser 02
*rozświetlacz My Secret Princess Dream
*róż Catrice Raspberry Ice Cream

OCZY: 
*korektor Nyx Gotcha Covered Ivory
*paletka Nabla Dreamy Eyeshadows
*brązowy cień Inglot
*metaliczny cień Catrice Liquid Metal 020
*pigment Inglot 115
*mascara L'oreal Volume Million Lashes
*rzęsy Eylure + klej Ardell Lash Grip 
*cień do brwi z palety The Balm Balmsai
*żel do brwi Golden Rose

USTA:
*konturówka Golden Rose numer 521
*pomadka KAT VON  D Everlasting Liquid Lipstick odcień Love Craft

Moje ulubione i najlepsze produkty z marki Wet'n'Wild

Moje ulubione i najlepsze produkty z marki Wet'n'Wild

Lubicie tanie i dobre kosmetyki? Ten post jest dla Was! Dzisiaj zapraszam Was na przegląd moich ulubionych produktów marki Wet'n'Wild - taniej i łatwo dostępnej w drogeriach Natura. Ja coraz mocniej kosmetyki tej firmy poznaję i naprawdę jest dobrze! Szkoda tylko, że w Polsce nie wszystkie produkty lub odcienie są dostępne. Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni, a Was zachęcam do przeczytania dalszej części tego wpisu ;)


PODKŁAD PHOTOFOCUS ODCIEŃ SOFT IVORY
Tak, to zdecydowanie jeden z moich ulubionych podkładów. Ma bardzo ładny żółty odcień, jest jasny i ma dobre krycie. Podoba mi się jego wykończenie i trwałość. Zresztą na blogu jest jego  osobna recenzja. Więcej na jego temat możecie przeczytać tutaj. Polecam go jednak osobom ze skórą normalną, mieszaną i tłustą. Suchą może mocniej wysuszać przy długotrwałym stosowaniu

KOREKTOR PHOTOFOCUS ODCIEŃ LIGHT IVORY
Kolejny hicior wśród drogeryjnych korektorów. Jemu również poświęciłam osobny wpis na blogu. Możecie go zobaczyć tutaj. Lubię go, ponieważ jest lekki w konsystencji, ale jego krycie jest naprawdę dobre. Nie wysusza okolic oczu i jest naprawdę trwały. Po utrwaleniu go pudrem nie roluje się i nie zbiera w załamaniach.


PUDER PRASOWANY PHOTOFOCUS ODCIEŃ NEUTRAL BEIGE
Ten produkt bardzo mocno  zaskoczył mnie swoją jakością. Ogólnie nie przepadam za prasowanymi pudrami, ale ten podbił moje serce i lubię po niego sięgać. Ma kolor i mocne krycie. Kiedy zachodzi taka potrzeba to mogę nim przykryć ewentualne mankamenty. Na skórze wygląda bardzo ładnie. W dotyku jest bardzo aksamitny i jakby kremowy. Wiem, że ten puder jest określany jako zamiennik pudru MAC. 


RÓŻ COLOR ICON ODCIEŃ MELLOW WINE
Kolejny dobry kosmetyk tej marki. Róż ma bardzo jedwabistą formułę i akurat ten kolor nie posiada żadnych drobinek. Na skórze prezentuje się bardzo ładnie i elegancko, ma naturalne wykończenie. Trzeba jednak przyznać, że pigmentacja tego różu jest naprawdę bardzo mocna i przy aplikacji polecam używać puchatych pędzli i lekkiej ręki ;)


ROZŚWIETLACZ MEGLAGLO ODCIEŃ PRECIOUS PETALS
Tutaj to w ogóle należą się oklaski  za sam wygląd tego produktu. W sensie za to piękne tłoczenie na wierzchu rozświetlacza. Dodaje ono szczypty luksusu, a sam produkt prezentuje się na o wiele droższy niż jest w rzeczywistości. Jeśli chodzi o formułę samego kosmetyku to naprawdę jest ona rewelacyjna. Tafla w najczystszej postaci. Żadnych okropnych drobinek brokatu. Pięknie prezentuje się na skórze. Jest intensywny, ale nienachalny. To kolejny świetny drogeryjny rozświetlacz!


POMADKA W PŁYNIE LIQUID CATSUIT ODCIEŃ REBEL ROSE
Wiecie co? Żałuję, że u nas w drogerii jest dostępnych tak mało odcieni. Formuła tych pomadek jest fantastyczna, a trwałość bije na głowę niektóre inne pomadki, które mam. Naprawdę! Wygrywa nawet minimalnie z pomadką KAT VON D! Odcień Rebel Rose to bardzo brudny odcień różu z domieszką fioletu. Wiem, że nie każdemu taki kolor będzie pasował, ale ja takie pomadki bardzo u siebie lubię ;)


Poniżej swatche każdego z omówionych produktów.


Czy w Waszych kosmetyczkach są produkty tej marki? Lubicie ich używać? Dajcie proszę koniecznie znać co z dzisiejszego zestawienia wpadło Wam w oko i co być może planujecie kupić ;)
Walentynkowy makijaż w wersji mocno glamour

Walentynkowy makijaż w wersji mocno glamour

No wiem, że dzisiaj Tłusty Czwartek ;) Ale nie zapominajcie, że Walentynki też zbliżają się wielkimi krokami i to najwyższy czas na szukanie inspiracji makijażowych na tą właśnie okazję. 

Moja tegoroczna propozycja to intensywne, ciepłe odcienie, błysk i piękne rzęsy. Starałam się wymodelować oko na kształt koci i całość utrzymać w klimacie glamour. Pokazuję Wam jedynie makijaż oka, bo to on wymaga najwięcej pracy i trzeba mu chwilę poświęcić. Pamiętajcie , że kluczem do perfekcyjnego makijażu jest blendowanie! 




Do tak intensywnego makijażu wybrałabym matową pomadkę w odcieniu nude.

Myślę, że przez te kolory idealnie wpisuje się w klimat walentynkowy i będzie rewelacyjną opcją na wieczorną randkę lub kolację. 

Kosmetyki, których użyłam do wykonania tego makijażu oka wraz z informacją dotyczącą modelu rzęs wypisałam pod zdjęciami na samym dole ;) 


Do wykonania tego makijażu oka użyłam:
*korektor Nyx Gotcha Covered odcień Ivory
*cielista kredka My Secret numer 19
*paletka The Balm Meet Matte Nude odcień Matt Malloy i Matt Lombardi
*cień Kobo 106 MONO
*cień Glamshadows Marsala
*cień Inglot 612 DS
*paletka Nabla Dreamy Eyeshadows odcień Dogma i Senorita
*paletka Juvia's Place The Saharan odcień Fula i Chad
*cień foliowy Makeup Revolution Rose Gold
*pigment Inglot numer 115 
*mascara Pierre Rene Super Curly
*klej do rzęs Ardell Lash Grip
*rzęsy Beauty Lashes model Lilly
*kredka do brwi Catrice numer 020
*żel do  brwi Rimmel Brow This Way 002 Medium Brown

Polskie odpowiedniki cieni Nabla z palety Dreamy | Inglot, Glamshop, Kobo, My Secret

Polskie odpowiedniki cieni Nabla z palety Dreamy | Inglot, Glamshop, Kobo, My Secret

Limitowana edycja palety cieni Nabla Dreamy to wciąż pożądana wśród wielu kosmetykoholiczek pozycja. Cieszyć się nią mogą jedynie osoby, którym udało się ją zakupić. W sklepach pojawiła się jesienią jeden raz i wyprzedała w mgnieniu oka. Nic w tym dziwnego,  ponieważ paleta jest cudowna, a cienie najwyższej jakości. No i te piękne kolory ;) Z tego co się orientuję to ma ona jeszcze wrócić do sprzedaży, ale i tak pewnie ich ilość będzie ograniczona.

Dla tych z Was, które nie mają palety Nabla Dreamy przygotowałam dzisiejszy wpis. Pokażę, że samodzielnie można stworzyć paletę cieni ekstremalnie zbliżoną kolorystyką do pierwowzoru. Udało mi się znaleźć odpowiedniki kolorów i wykończeń w cieniach, które na co dzień są dla każdego lepiej dostępne ;) 

I UWAGA! Będziemy się poruszać wśród polskich marek kosmetycznych.


Chcę zaznaczyć, że niektóre z cieni Nabla są na tyle unikatowe, że nie znalazłam w całej swojej kolekcji cienia o dokładnie tym samym kolorze czy wykończeniu. Potraktujcie ten wpis jako ciekawostkę i większą czy też mniejszą inspirację przy tworzeniu własnej palety. 

A może szukacie tylko jednego odpowiednika cienia z palety i do tej pory nie znalazłyście niczego ciekawego?

Poniższe zdjęcie powinno Wam nieco pomóc w tej kwestii ;)

Jeśli paleta Nabla Dreamy pojawi się jeszcze w sprzedaży to wciąż polecam ją kupić. Będziecie nią zachwycone, bo jakość tych cieni jest niezwykła. W przypadku gdyby nie pojawiła się już ponownie lub po prostu się na nią nie załapiecie to polecam wyposażyć się w odpowiedniki ;)

Napiszcie mi proszę czy macie tą paletę w swoich zbiorach ;) Lubicie po nią sięgać? Ja po prostu ją uwielbiam!! 

Tutaj pisałam o tej palecie więcej:
Copyright © 2014 majmejkap , Blogger