21:04

Makijaż sylwestrowy 2020 | Graficznie z brokatem

Makijaż sylwestrowy 2020 | Graficznie z brokatem

21:04

Makijaż sylwestrowy 2020 | Graficznie z brokatem

Cześć kochani, witam się z Wami już poświątecznie i chcę przedstawić Wam swoją propozycję makijażu na imprezę sylwestrową. Ja w tym roku znowu w Sylwestra pracuję i w domu będę jakoś przed 19, ale gdybym miała czas to na pewno zrobiłabym właśnie taki makijaż. 

W tym roku miałam ochotę na coś graficznego i z brokatem, nie chciałam żadnego smoky eyes ani ciemnego makijażu. Wyszło dość soczyście, ale mi się efekt końcowy bardzo podoba ;) Koniecznie napiszcie mi co Wy sądzicie o takim makijażu :) Cały spis kosmetyków, których użyłam do wykonania tego looku zostawiam Wam pod zdjęciami, na samym dole.




KOSMETYKI UŻYTE W TYM MAKIJAŻU:

TWARZ:

- krem BB Skin79 wersja różowa

- korektor Too Faced Multi Use Sculpting Concealer odcień Almond

- puder pod oczy My Secret Under Eye Smoothing & Fixing Powder

- puder Air Spun odcień Translucent Extra Coverage

- brązer i rozświetlacz z palety Pierre Rene Shine Me

- róż Annabelle Minerals odcień Peach Glow

OCZY:

- kredka do brwi Wibo Feather Brow Creator odcień Soft Brown

- żel do brwi Golden Rose Longstay Brow Styling Gel

- baza pod cienie Urban Decay odcień Eden

- brązer Wibo Beach Cruiser odcień 02 Cafe Creme

- klej do brokatu Nyx Glitter Primer

- pigment Inglot numer 115

- brokat LA Splash Crystallized Glitter odcień Fuzzy Flamingo

- cienie z paletki Glamshop Abstrakcja: Margaretka, Apollo, OMG! OMG!

- pomadka Sephora Cream Lip Stain numer 04

- eyeliner Eveline Precise Brush Liner

- tusz do rzęs Loreal Volume Million Lashes

- rzęsy Ardell Wispies

- klej do rzęs Ardell Lash Grip

USTA:

- pomadka Revolution PRO odcień Cashmere

- błyszczyk Glamshop odcień Złoty Nude

13:11

Recenzja podkładu Glamshop Klasyk odcień Oliwka 1 | Najbardziej wyczekiwana recenzja roku | Podsumowanie testów

Recenzja podkładu Glamshop Klasyk odcień Oliwka 1 | Najbardziej wyczekiwana recenzja roku | Podsumowanie testów

13:11

Recenzja podkładu Glamshop Klasyk odcień Oliwka 1 | Najbardziej wyczekiwana recenzja roku | Podsumowanie testów

Chyba jeszcze nigdy nie zasypaliście mnie tak wiadomościami, reakcjami i komentarzami na moim Instagramie jak w przypadku nowego podkładu Glamshop. Rozbiliście bank! Praktycznie codziennie relacjonowałam Wam swoje poczynania z nim związane, testowałam go z kilkoma różnymi pudrami, na różnych bazach. Najdłużej miałam go na twarzy 14 godzin. Słuchajcie, testuję go od 10 dni codziennie i dzisiaj chcę napisać Wam o nim wszystko to, czego zdołałam się o nim dowiedzieć przez ten czas. 

Zaczynając od początku, od spraw typowo technicznych to tak: podkład kupicie tylko na stronie Glamshopu, kosztuje on 49 zł, a pojemność jest standardowa - w buteleczce jest 30 ml podkładu. Opakowanie jest plastikowe (co moim zdaniem jest na plus, bo po pierwsze jest lekkie, a po drugie nie zbije się tak jak szklana butelka) z pompką typu airless, czyli w środku jest tłok, który wypycha podkład do góry i dzięki temu mamy gwarancję, że zużyjemy cały produkt. Butelka jest przezroczysta, ale matowa, ma na sobie holograficzne gwiazdki i napisy. Estetyka opakowania bardzo do mnie przemawia. 

To co mega mnie zaskoczyło to tempo w jakim tłok idzie w górę :O Przez okres testowania używałam go w ilości dwóch pompek na każdy dzień, a z butelki już zniknęła mniej więcej 1/3 podkładu. Patrząc obiektywnie, no to będzie on naprawdę mało wydajny.

Producent na opakowaniu o tym podkładzie pisze tak: PODKŁAD O NATURALNYM WYKOŃCZENIU, Z MOŻLIWOŚCIĄ KRYCIA OD ŚREDNIEGO DO MOCNEGO (W ZALEŻNOŚCI OD NAKŁADANEJ ILOŚCI). DO WSZYSTKICH RODZAJÓW CERY. ZALECAMY NAKŁADANIE ZWILŻONĄ GĄBECZKĄ DO MAKIJAŻU GLAMSPONGE ORAZ LEKKIE PRZYPUDROWANIE. 

Wybrałam dla siebie odcień Oliwka 1 i z wyboru jestem bardzo zadowolona. Kierowałam się tym, że Hania porównywała go z Revlonem 150 Buff, a pamiętam, że tamten bardzo mi odpowiadał. Nie zawiodłam się. Podkład jest średnio gęsty, w dotyku bardzo bogaty, taki mięsisty - minimalnie przypomina mi Inglot HD Cover Up i Catrice HD Liquid Camouflage.

Ja swoje testy rozpoczęłam od noszenia tego podkładu bez bazy, lekko utrwalałam go sprawdzonym pudrem Air Spun. Tak naprawdę to po raz pierwszy nałożyłam go od razu po wyjęciu z paczki i pokazaniu Wam swoich zakupów na Instagramie :D Dwie pompki na twarz i jazda! Ja zawsze aplikuję go w ten sposób, że najpierw rozprowadzam go szybciutko dłonią, a potem całość dopracowuję gąbeczką. Pierwsza aplikacja i od razu - WOW! Przepięknie wyrównał koloryt i wyglądał tak jakbym nie miała go na twarzy. Scalił się ze skórą przepięknie. Potem wjechała reszta produktów i w efekcie uzyskałam twarz lalki. Makijaż wyglądał przepięknie. W moim odczuciu nie jest to podkład matowy, jego wykończenie jest naturalne, takie trochę jakby gumowe. Baaaaardzo mi się podoba i szczerze powiem, że kiedy Hania o nim opowiadała to ja wyobrażałam go sobie jako podkład idealny. 

Na zdjęciu widzicie to co dodałam Wam na story chwilę po aplikacji podkładu pierwszy raz ;)

Przez kolejne dni używałam go z pudrem Laura Mercier, a także z bazami Golden Rose i Too Faced. Żaden z tych produktów nie miał wpływu na jego odcień, trwałość i wygląd na skórze. 

Pierwszego dnia, przeżył w stanie idealnym przez 12 godzin, w tym przez 6 godzin nosiłam maseczkę w pracy. Byłam w mega szoku, bo nie wytarł się nawet w miejscach gdzie maseczka ma gumki i przylega do twarzy. Wysyłałam nawet zdjęcia mojej siostrze, bo nie mogłam ogarnąć tego jak super po tylu godzinach mój makijaż wygląda. Tak naprawdę poza lekkim wyświeceniem środka twarzy nie zmieniło się nic. Konturowanie, róż i rozświetlacz nadal był na swoim miejscu. Wystarczyłoby wtedy lekko przypudrować czoło, nos, brodę i makijaż wciąż wyglądałby super.

Kolejne dni utwierdzały mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z rewelacyjnym produktem. Kiedy jednego z dni mój makijaż przetrwał w stanie idealnym 14 godzinny maraton, pełną zmianę w pracy, w maseczce to już w ogóle był kosmos. Jestem skłonna przerzucić się na niego jeśli chodzi o klientki, ale poczekam z tym jeszcze chwilę. Przetestowała go również moja mama (kobieta dojrzała) i jej też się spodobał. Powiedziała, że wygląda bardzo naturalnie na skórze i mimo sporego krycia ona wciąż czuje się w nim komfortowo. U niej trwałość była równie dobra jak u mnie. 

Bardzo zdziwiłam się kiedy na jednej z grup na fejsie dziewczyny pokazywały jak okropnie ten podkład na nich oksyduje i to tak wiecie - o kilka tonów :O U mnie kolor podkładu nie zmienia się na twarzy, bo na ręce już delikatnie ściemniał. Oliwka 1 jest dość jasnym przepięknym odcieniem, starałam się go możliwie najlepiej oddać na zdjęciach i porównać go z innymi dość popularnymi podkładami. Zobaczcie jak ciemno wyszedł tutaj Bourjois Healthy Mix numer 51.

Co ja mogę powiedzieć? Ten podkład przebił wszystkie, które używałam do tej pory. Ukochany Inglot HD pójdzie w odstawkę! Chyba jeszcze nigdy żaden podkład nie zachwycił mnie tak bardzo. No i trzeba zaznaczyć, że jest to polski produkt! Aktualnie jest on moim numerem 1 i żałuję tylko, że wyszedł pod koniec roku, bo myślę, że spokojnie zasługuje na miano ulubieńca roku. Jestem bardzo ciekawa jak Wy oceniacie nowość marki Glamshop. Kupiłyście już ten podkład?

09:52

Haul zakupowy z Glamshopu | Podkład, błyszczyk i masa cieni

Haul zakupowy z Glamshopu | Podkład, błyszczyk i masa cieni

09:52

Haul zakupowy z Glamshopu | Podkład, błyszczyk i masa cieni

W tym roku chyba na  żadną przesyłkę nie czekałam aż tak bardzo (poza choinką, którą kupiłam w tym roku dla swoich rodziców, ale mówię tutaj o przesyłkach kosmetycznych). Black Friday w tym roku był dla mnie wyjątkowo udany, a Glamshop to już totalnie rozwalił system. W ogóle to w momencie pisania tego tekstu mam w głowie taki wodospad słów, że chyba łatwiej byłoby mi nagrać film niż przelać słowa na klawiaturę ;)) 

Wracając, no Glamshop naprawdę poszalał, bo nie dość, że obniżki były ogromne to jeszcze w tym okresie do oferty w końcu wszedł ich pierwszy podkład. Jestem taka podekscytowana, że aż samej ciężko mi w to uwierzyć. No kupiłam ten podkład, kupiłam i powiem Wam, że nawet kolor jest trafiony. Wybrałam dla siebie odcień Oliwka 1, bo według tego co mówiła Hania to właśnie on sprawdzi się u mnie najlepiej. Jestem już po pierwszych dniach testu tego podkładu i jestem w ciężkim szoku! Poza tym, że bardzo podoba mi się jego opakowanie i to, że butelka jest plastikowa, nic więcej Wam o nim nie napiszę, bo na pewno będzie osobna recenzja.

Teraz pokażę Wam aż 14 cieni, które zamówiłam. Wszystkie pochodzą z tej regularnej oferty, nie ma wśród nich żadnych brokatów, turbo pigmentów ani tych nowych cieni holo. W swoim zamówieniu skupiłam się głównie na kolorach nude, ale do koszyka wpadło też kilka absolutnie pięknych i kolorowych cieni. Zakochałam się we wszystkich od razu! Jakość cieni Glamshadows jest rewelacyjna i uważam, że produkty tej firmy mogłyby mieć swoją szafę w Sephorze. Od razu powiem, że mam już pomysł na makijaż sylwestrowy właśnie z użyciem cieni, które widzicie na zdjęciu ;) Najbardziej zaskoczył mnie odcień: Koktajlowy, Festiwalowy oraz Pantofelek. Celowo nie podpisuję nazw cieni, bo pokażę je Wam w osobnym wpisie już niedługo 😃


Na sam koniec do koszyka wpadł jeszcze błyszczyk Złoty Nude, który trochę mnie rozczarował kolorem, bo jest dosłownie rudy. Konsystencja jest jak najbardziej na plus, bo błyszczyk jest gęsty i lekko klejący, ale ten odcień jest dla mnie zbyt pomarańczowy. Będę starała się go jakoś ograć, bo sama formuła jest naprawdę świetna ;)

I to wszystkie kosmetyki, które zamówiłam z Glamshopu. Z zakupów jestem bardzo zadowolona i od razu zaczynam testy tych produktów 😊 Dajcie znać czy skusiłyście się na nowy podkład 😉



12:00

Paleta Nabla Dreamy 2 The Mystic Palette | Recenzja po roku + swatche | Cienie (nie)idealne

Paleta Nabla Dreamy 2 The Mystic Palette | Recenzja po roku + swatche | Cienie (nie)idealne

12:00

Paleta Nabla Dreamy 2 The Mystic Palette | Recenzja po roku + swatche | Cienie (nie)idealne

Uwielbiam markę Nabla i mam do ich produktów ogromną słabość. I chociaż aktualnie nie kupuję zbyt wielu kosmetyków tej marki, ponieważ mimo tego, że kiedy pojawiają się zapowiedzi nowości moje serce zaczyna bić szybciej, tak w dniu premiery i w momencie kiedy te produkty są już dostępne okazuje się, że właściwie to tak nie do końca trafiają w mój gust. Tak było między innymi z ich ostatnią, neutralną paletą.

Aktualnie mam w swojej kolekcji palet jedynie obie wersje Dreamy i dzisiaj (po roku od zakupu) chciałabym Wam napisać o niej wszystko. Recenzję pierwszej wersji możecie sobie zobaczyć klikając tutaj. Dzisiaj wciąż podtrzymuję, że jest to rewelacyjna paleta - jedna z moich absolutnie ulubionych. O dzisiejszej bohaterce też już pisałam, ale było to niedługo po zakupie. Ten wpis możecie zobaczyć tutaj. Dzisiaj chcę nieco rozbudować poprzednią recenzję, bo szczególnie w ostatnich tygodniach używam jej bardzo intensywnie, a wydaje mi się, że właśnie najistotniejsza jest kwestia pracy z danymi cieniami i ich trwałość podczas użytkowania, a nie swatche na ręce ;) 


Także jeśli jesteście ciekawe co sądzę po roku o tej palecie to zapraszam do lektury ;)

Zacznę od tego, że absolutnie zgadzam się z tym co pisałam poprzednio, że ta paletka jest absolutnym dziełem sztuki. Szata graficzna, ale też jakość opakowania, dobór kolorów i wykończeń cieni jest po prostu rewelacyjna. Tutaj po prostu nie można się do niczego przyczepić. Wszystko jest idealnie dopracowane i po prostu piękne. 


Swatchując cienie da się wyczuć ich różnorodny stopień zmielenia i sprasowania. Klasyczne maty są gładkie, te lateksowe są miękkie i plastyczne, w brokatowych czuć drobinki, a perły są jak masełko.


Opis cieni wzięłam sobie z tego poprzedniego wpisu żebyście wiedziały o jakiś cieniach ja mówię i co w tej palecie znajdziemy:

PANTHEON - klasyczny matowy beż, dość jasny o lekko waniliowym zabarwieniu;
REM - prasowany pigment, granatowa półprzejrzysta matowa baza z milionem granatowych i srebrnych drobinek;
NEW PAST - klasyczny matowy ciemny ciepły brąz, niezwykle głęboki i szlachetny;
ONIRIC - foliowy cień w kolorze starego złota, miękki i szalenie intensywny;
LIBETINE - prasowany pigment w odcieniu złota, daje foliowo-brokatowe wykończenie;
LUCID DREAM - foliowy cień, transparentna baza z milionem złotych drobinek, według mnie to taki topper na inne cienie lub do stosowania solo w celu rozświetlenia powieki;
AMARCORD - foliowy cień w kolorze miedzi, cudownie mieni się dzięki złotym drobinkom;
MIRABILLA - foliowo-błyszczący cień, w fioletowej bazie zatopione złote i fioletowe drobinki;
DIONYSUS - pierwszy z lateksowych matów w palecie, cudowny wiśniowy kolor;
DEJA VU - klasyczny matowy cień, średni odcień brązu idealny jako cień transferowy;
HIDDEN PLACE - foliowy cień, dość ciężki do opisania, mamy tutaj ciemną brązową bazę i różowe, fioletowe i złote drobinki;
OFFLINE - drugi lateksowy matowy cień w tej palecie, w opakowaniu wygląda niemal na czarny, a tak naprawdę jest to bardzo intensywny bakłażanowy odcień

I wiecie co? Schody zaczynają się już przy beżowym cieniu. Tutaj pigmentacja jest słaba, dla mnie zbyt słaba. Ja oczekuję od beżowego matowego cienia, aby miał mocną pigmentację i żebym była nim w stanie np. wyczyścić granice cieniowania. 

Cień Rem jest przepiękny w palecie, ale oddanie tego efektu na powiece jest niemożliwe. Ta niebieska baza jest półtransparentna i tak naprawdę to na skórę przenoszą się same drobinki. 


Mam też problem z dwoma lateksowymi matami z tej palety... Ich formuła jest taka bouncy, mają boską pigmentację i kolory i faktycznie to wykończenie jest takie lateksowe. Jednak na oczach te cienie w ciągu dnia robią plamy, przecierają się, co wygląda bardzo nieestetycznie. 


Pozostałe cienie są genialnej jakości i nie ma z nimi żadnych problemów. Osypują się podczas pracy, ale przypominam, że są to prasowane pigmenty, które z natury są bardziej lotne.

Do moich absolutnie ulubionych cieni w tej palecie należą: New Past, Oniric, Mirabilia, Amarcord, Libertine oraz Lucid Dream. Uwielbiam też te lateksowe maty, ale używam ich tylko do zdjęć, bo na dłuższe wyjścia kompletnie się nie sprawdzają, a szkoda, bo są naprawdę obłędne.


Na pewno mogę powiedzieć, że ta wersja palety Dreamy już w całości nie zachwyca, bo cienie mają sporo mankamentów. Szkoda, bo są przepiękne i paleta wiele obiecuje tymi kolorami i wykończeniami. Mimo wszystko cieszę się, że ją mam, bo odcienie są naprawdę unikatowe. Nie mogę jej jednak polecić z czystym sumieniem, bo mogłaby być lepsza. Czekam aż marka poprawi formułę cieni lateksowych, bo widzę w nich ogromny potencjał.


Jestem ogromnie ciekawa czy macie paletkę Nabla Dreamy 2 The Mystic Palette i jak sprawdza się ona u Was. Koniecznie zostawcie swój komentarz na dole! ;))

14:54

Mój kolejny zestaw pędzli Jessup | Nowy design i jakość pędzli Jessup

Mój kolejny zestaw pędzli Jessup | Nowy design i jakość pędzli Jessup

14:54

Mój kolejny zestaw pędzli Jessup | Nowy design i jakość pędzli Jessup

Cześć witam się z Wami już w grudniu i zapraszam na wpis poświęcony kolejnemu zestawowi pędzli marki Jessup. Jeżeli czytacie mojego bloga od dłuższego czasu to na pewno pamiętacie dwie recenzje białych zestawów, które zamawiałam na Aliexpress. Dla zapominalskich i nowych czytelników podlinkowuję je niżej:

PĘDZLE JESSUP - BIAŁY ZESTAW DO OCZU

PĘDZLE JESSUP - BIAŁY ZESTAW DO TWARZY

Tamte zestawy służą mi do tej pory i jestem z nich ogromnie zadowolona, a wśród pędzli marki Jessup mam swoich niezastąpionych ulubieńców, których nie są mi w stanie zastąpić inne pędzle.

Podczas blakfrajdejowych (;D) zniżek skusiłam się na kolejny zestaw pędzli, ale zamówiłam go już z Ekobiecej, żeby nie czekać na przesyłkę 1,5 miesiąca. Jako, że ta drogeria jest w moim mieście to zamówienie dotarło do mnie już na drugi dzień ;)

Tym razem skusiłam się na osiem pędzli z brzoskwiniowymi trzonkami i skuwkami w kolorze różowego złota. W tym zestawie są zarówno pędzle do oczu jak i do twarzy. Cztery spośród nich to dla mnie zupełnie nowe modele, a pozostała czwórka to moi ogromni ulubieńcy, więc cieszę się, że będę miała ich kolejne egzemplarze. W skład zestawu wchodzi:

Pędzel JE11 EASY LINER

Pędzel JE03 SMALL BLENDER

Pędzel JE04 CONCEALER

Pędzel JE13 ANGLED LINER

Pędzel JF13 DRIP POWDER

Pędzel JF12 TAPERED CONTOUR

Pędzel JF11 ROUND FINISH

Pędzel JF03 LARGE BLUSHER

Biorąc pod uwagę oznaczenia pędzli i kierując się rozumem, wnioskuję, że JE to Jessup Eyes, a JF - Jessup Face. Coś takiego ma jak najbardziej sens. Nowe oznaczenia i zmienione nazwy pędzli to pierwsza różnica między tym, a poprzednimi zestawami. Wcześniej pędzle Jessup miały identyczne numery i nazwy jak pędzle Zoeva i cieszę się, że od tego odeszli, bo uważam, że ich pędzle są naprawdę genialnej jakości.

Kolejną różnicą są wręby w skuwce, wcześniej skuwki były gładkie. Wydaje mi się, że jest to nie tyle co zabieg dekoracyjny, co poprawa mocowania skuwki na trzonku pędzla. Kilka pędzli z poprzednich zestawów po kilku miesiącach mi się rozkleiło właśnie w tym miejscu. 

Ujednolicono również grubość trzonków, dopasowując je do gabarytów pędzla, co wprowadza ład i porządek. Wcześniej pędzle o zbliżonej wielkości różniły się właśnie grubością trzonka. I na przykładzie pędzla JE03 Small Blender i 223 Petit Eye Blender widzicie o ile smuklej prezentuje się nowa wersja. Co więcej, trzonki w pędzlach są dłuższe i według mnie jest to na plus, chociaż zdaje sobie sprawę, że jest wiele osób, które wolą kiedy trzonki w pędzlach są krótkie, ponieważ malują się w bliskiej odległości od lustra i kiedy trzonki są długie to stukają nimi o taflę szkła. 

Włosie! Jejku gdybyście tylko mogły tych pędzli dotknąć! Najmiększe na świecie kocie futerko. Zobaczcie zresztą jak ten sam model pędzla wygląda - jak mocno pokarbowane jest włosie pędzla z białego zestawu, a jak gładkie to z nowego. I tak, wiem, że te pędzle nie były jeszcze prane, ale moim zdaniem ten nowy zestaw jest jeszcze o półkę wyżej niż pędzle Zoeva. Białe włosie jest włosiem naturalnym, reszta to pędzelki syntetyczne.

Bardzo spodobał mi się model JF03 LARGE BLUSHER i brakowało mi właśnie pędzla o takim kształcie - jak widzicie używam go do różu, uważam, że do tej funkcji pasuje idealnie. Jest dość długi i giętki, ścięty na okrągło, co pozwala na nałożenie i jednoczesne bardzo łatwe rozblendowanie różu. Kolejną perełeczką jest model JF13 DRIP POWDER i w mojej ocenie jest to idealny pędzel do pudru pod oczy i omiatania wszelkich opadów z cieni. Jest dość precyzyjny, włosie łatwo poddaje się naciskowi i łapie sporo produktu. Bardzo dobrze sprawdza mi się przy aplikacji pudru pod oczy. 

Aktualnie nie jestem przekonana jedynie do pędzla JE11 EASY LINER, chociaż jeszcze go nie używałam. Jakoś nie leży mi to wygięcie skuwki i jego grubość. Jest zakończony na prosto, więc narysowanie ostrej jak brzytwa kreski może być utrudnione. Narazie nie mówię mu nie, dam mu szansę ;)


Podsumowując swoje pierwsze wrażenia na temat tego zestawu pędzli to uważam, że są absolutnie piękne, miękkie i mają bardzo przemyślane i starannie przycięte kształty. Wiem, że będzie mi się ich używało równie przyjemnie, a nawet lepiej, jak poprzednie. Jeżeli jeszcze nigdy nie miałyście tych pędzli to absolutnie polecam się na nie skusić. Za swój zestaw zapłaciłam około 60 zł, więc cena jest naprawdę bardzo atrakcyjna! Gwarantuję Wam, że nie będziecie żałować :)

Copyright © majmejkap , Blogger